Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 17 °C pogoda dziś
JUTRO: 17 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – czerwiec 2020

Fot. S. Petryczenko

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy. Zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania zapraszają dziennikarze: Jarosława Chrunik, Hanna Wasilewska i Sergiusz Petryczenko. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM

30.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy słuchacze. Dzisiaj w programie „Kalejdoskop historyczny”, wschód i zachód symbolicznie się połączą. Wszystko dzięki radiowej wędrówce. Z wami jest Hanna Wasilewska. Serdecznie zapraszam.

(-)

Głos Natalii Pokolenko znany jest na Donbasie. Dziennikarka donieckiej telewizji obwodowej z kanału „Do ciebie”. Młoda, aktywna, zawzięta i bardzo ładna – taką ją zapamiętałam podczas jednego z festiwali Kalinowe Mosty. Mieszkając w strefie przyfrontowej, gdzie ludzie do dziś dzielą się na proukraińskich i prorosyjskich, nie boi się ona chodzić w wyszywance i propagować ukraińskiego Donbasu. Natalia Pokolenko realizuje własny projekt kulturalno-historyczny – program telewizyjny „Podróż w czasie”. Więc ruszamy:

(-)

Mam własny projekt telewizyjny, on nazywa się „Podróż w czasie”

(-)

Projekt jest historyczno-kulturalny, skupiony na tym, nie żeby odrodzić tradycje, aby przekazać ją ludziom, żeby ludzie wiedzieli o swoich korzeniach. Wiedzieli po jakiej ziemi chodzą, jaką wodę piją, że ziemia doniecka jest ukraińska.

(-)

Witamy was i zapraszamy do kolejnej podróży, dzisiaj razem z wami dotkniemy historii sprzed 250 milionów lat. W żadnym muzeum nie znajdziecie takich eksponatów, a my je znaleźliśmy. Pod Drużkiwką pośród stepu. Ruszamy.

(-)

Ta tragedia, która rozpoczęła się na wschodzie Ukrainy wynika z tego, wydaje mi się, że ludziom brakuje kultury, wykształcenia i wiedzy o swojej małej ojczyźnie. Ziemia doniecka zawsze była ukraińskojęzyczna. Niedawno z Kijowa przywieziono wystawę, historycy doszukali się archiwalnych dokumentów; tam znajdują się wizytówki z początku XX wieku. Ziemia doniecka na początku XX wieku była ukraińskojęzyczna. Książki wydawano po ukraińsku, ludzie między sobą rozmawiali po ukraińsku, szyldy na sklepach zachowały się i one były po ukraińsku. Szukamy w swoim regionie, na ziemi donieckiej ludzi, którzy strzegą tej tradycji. I kiedy przyjeżdżamy do jakiegoś człowieka, czy we wsi, czy w mieście ta babcia mieszka i ona otwiera swoje szuflady, wyciąga ręczniki, stare ręczniki, wyszywanki, nie kokoszniki rosyjskie. Jeszcze niedawno w muzeum pokazywano nam ręcznik, który współpracownicy kramatorskiego muzeum, historycznego znaleźli na śmietniku. Człowiek tym ręcznikiem mył samochód. Jak się okazało, ręcznik miał 100 lat. Co to znaczy? Że człowiek nawet nie rozumie, co trzyma w rękach. Jakiś kawałek płótna, wyszyty kolorowymi nitkami. Nie jest jasne co to. Znów mówię, to brak kultury i to straszne.

(-)

– W czasie swoich badań, spotykała pani Łemków na Donbasie, bo wiemy że Łemkowie byli kiedyś wysiedleni na te ziemie.
-Niedaleko nas jest miasto Bachmat, dawny Artemijsk i tam jest wieś Zwaniwka, tam byli przesiedleni Łemkowie.

(-)

-W 1947 roku Łemkowie byli przesiedleni na ziemię doniecką. Na szczęście ci ludzie wspólnie osiedlili się i zachowali swoje tradycje. Mają cerkiew greckokatolicką w tej niewielkiej wsi i do nich na Boże Narodzenie przyjeżdżają ci, którzy nigdy nie słyszeli, albo dopiero usłyszeli; aby dowiedzieć się o tych łemkowskich tradycjach; jak oni w ciągu tych 70 lat zachowali tradycje. I mój program jest właśnie o tym. Podróż w czasie wzywa do tego, zachować swoją historię, dbać o kulturę.
– A komu to potrzebne. Ludzie w ogóle słuchają?
– Program ma kilka lat, ale przez ostatnie dwa lata, według mnie aktualizowała się potrzeba, wliczając to co się dzieje. Do nas dzwonią ludzie, widzą o czym opowiadają. Przekazują sobie. Rozpowszechniamy to w mediach społecznościowych. Na antenie podajemy. Ludzie odpowiadają i gotowi są o tym opowiadać, ale ja mówię o ukraińskiej części Doniecka, która chce to słyszeć, wiedzieć i przekazać innym.
-A co pani słyszy od separatystów?
-Niektórzy oczekują dotąd – kiedy przyjdą nasi – ale ich „nasi” to inni ludzi, z trójkolorową flagą.

(-)

Wszyscy bohaterowie Kotlarewskiego ubrani są w ukraińskie stroje, jedzą i piją ukraińskie potrawy i napoje, żyją i działają po ukraińsku. Dzięki temu wyobrażeniu każdy Ukrainie może zrozumieć wiele odmalowanego, tym samym i wspomnieć, i dotknąć naszej prawdziwej, niewymyślonej przeszłości:

[fragment Eneidy]

Przyszedł czas pożegnać się. Spotkamy się już jutro o 18:10. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Kochaj swój kraj i chroń bliskich. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

30.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się we wtorek, w ostatnim dniu czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj mamy dość bogaty kalendarz historyczny, więc od razu do niego przejdźmy, a i tak będzie on mocno ograniczony tylko do artystów.

(-)

30 czerwca 1995 roku zmarł Nazarij Jaremczuk, ukraiński piosenkarz estradowy, narodowy artysta Ukrainy. Znany przede wszystkim z wykonania takich piosenek, jak „Słyszysz, mamo”, „Czerwona ruta”, „Kwiat maciejki”, „Wodohraj”, „Świerkowa chata”, „Stożary”, „Gaj zielony”, „Rodzina”, „Pójdę w góry dalekie”, „Piosenka będzie między nami”, „Hej, kozacy”, „Jeszcze nie wszystko ci powiedziałem” i innych.

(-)

2005 roku zmarł Anatolij Bazyewycz, ukraiński malarz, zasłużony działacz sztuk USRR, narodowy malarz Ukrainy. Jest autorem ilustracji do utworów Tarasa Szewczenki: „Pozbawiona rozumu”, „Kateryna”, „Perebendia”, „Wiedźma”, „Heretyk”, „Hajdamacy” i innych. Chyba jednak najbardziej znany jest jako autor ilustracji do „Eneidy” Iwana Kotlarewskiego.

(-)

„Opuściłem Majdan, ale wojny nie opuszczę!” To słowa Wasyla Slipaka, utalentowanego śpiewaka operowego, solisty Paryskiej Opery Narodowej. Jak pisze w sieci społecznościowej Olha-Sofija Kałynowśka, dziennikarka z Czerniowców, jego głosem zachwycali się znawcy śpiewu klasycznego w całej Europie. Miał uznanie i sukcesy. Jego niepowtarzalny bas-baryton mógł jeszcze przez wiele lat rozbrzmiewać na żywo na najlepszych scenach europejskich. Gdyby nie zabrała go wojna. Wasyl Slipak, ochotnik Ukraińskiego Korpusu Ochotniczego, legendarny „Mit” zginął 29 czerwca 2016 roku od kuli wrogiego snajpera.

Na czas wojny rosyjsko-ukraińskiej Wasyl Slipak prawie dwadzieścia lat mieszkał we Francji i robił karierę. Zaczęła się ona od lwowskiej kapeli chóralnej „Dudaryk”, gdzie Wasyl Slipak trafił w wieku dziewięciu lat. W 1996 r. został zaproszony do Paryskiej Opery Narodowej jako solista. Dwukrotnie odmawiał przyjęcia obywatelstwa francuskiego, pozostając obywatelem Ukrainy. Został pochowany we Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim. We Lwowie powstał mural poświęcony Wasylowi Slipakowi. Wczoraj podczas odsłonięcia murala przyjaiele z „Dudaryka” wykonali jego ulubione piosenki, które śpiewał między innymi na froncie. Wielu zapamiętało, jak Wasyl czyścił broń i śpiewał „Księżyc na niebie i gwiazdy lśnią”. Ukraińscy reżyserzy Leonid Kanter oraz Iwan Jasnij stworzyli dokumentalny film o Slipaku „Mit”

(-)

Dzisiaj świętują: Józef, Cyryl, Klemens, Nikita i Nikifor oraz urodzeni 30 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)
Wczoraj absolwenci szkół z językiem nauczania mniejszości narodowych pisali maturę z języka ojczystego. To był ostatni egzamin maturalny, teraz pozostało już tylko oczekiwanie na wyniki, a od dzisiaj – nareszcie wakacje. Koniec roku to wyjątkowy moment zarówno w życiu uczniów, jak i nauczycieli, a zwłaszcza, gdy chodzi o absolwentów, bo zdawałoby się, że dopiero wczoraj przyszli do tej szkoły, a to już pożegnanie. Jak mówi dyrektorka szkoły, Maria Olga Sycz, w takich chwilach zawsze radość idzie w parze ze smutkiem:
– Tak, to są takie podwójne uczucia – i radośnie, bo przecież to pójdą nasze efekty pracy, i też smutno, bo byli z nami. My już jak do swoich dzieci przywykliśmy, polubiliśmy ich; to jest przepiękna młodzież, wspaniali ludzie. I gdy są już tacy dojrzali, gdy już tak bardzo się do nich przywiązaliśmy, to muszą już opuszczać mury szkoły. Ale tak jest, tak było i tak będzie, i my życzymy im wszystkiego, co najlepsze na tę nową drogę życia.

– I przyjdą, oczywiście, nowi uczniowie. Czym można zachęcić nowych uczniów, którzy – chcemy, żeby przyszli do tej szkoły?

– Chcę powiedzieć rodzicom przede wszystkim, bo to oni w pierwszej kolejności decydują, ale często jest też, że to dziecko chce i wtedy rodzic nie ma wyjścia, więc też oddaje dziecko do naszej szkoły. Chcę powiedzieć, że to jest bardzo dobra szkoła, która wypełnia taką dydaktyczna rolę, ale nie tylko dydaktyczną – także wychowawczą i też patriotyczną, i przygotowuje tak naprawdę w pełni do życia młodego człowieka. Dziecko kilka lat mieszka w internacie i tak czy inaczej musi się nauczyć pewnych zasad. I to wszystko pomaga w życiu. Wiemy, że nasi absolwenci nie mają potem żadnych problemów na studiach, a potem w pracy są najlepszymi pracownikami. I w tym jest duża rola szkoły.
Wychowawczyni klasy maturalnej Aleksandra Bzdel mówi, że jest jej smutno, bo żegna się ze swoimi wychowankami jak z własnymi dziećmi:

– Smutno. Bardzo smutno; gdy oddaje się klasę to serce się rozrywa. A tu jeszcze była taka specyficzna sytuacja, mówiłam, że my ich tak etapami żegnaliśmy, gdy było prawdziwe pożegnanie, ale tak na odległość. Potem spotkaliśmy się w zoomie, ale taki dzień jak dzisiaj – to on jest najważniejszy.
A co powiedzą absolwenci? Jak im było w tej szkole? Szczególnie ci z Ukrainy, którzy nie mogli co tydzień pojechać do domu, tak jak ich koledzy z regionu. Ulana Łukianeć przyjechała z Ukrainy, z Kosowa w obwodzie iwano-frankowskim:

– Szczerze? Wspaniale! Bo na początku było strasznie, nie było wiadomo co i jak. Gdy przychodzi człowiek i zaczyna coś po raz pierwszy, to jest bardzo trudno, ale cały ten czas pokazał, że ja naprawdę mogę to zrobić i coś nowego rozpocząć.

– Byłaś bardzo młodą osobą, gdy przyjechałaś tu, do innego kraju, bez mamy, bez taty i trzeba było jakoś dać sobie radę. Kto ci pomagał?

– Gdy przyjechałam, miałam piętnaście lat, mój starszy brat był w trzeciej klasie liceum, więc miałam taką, można powiedzieć, trochę taryfę ulgową, można tak powiedzieć. Gdy miałam jakiś stres, bo coś było niepokojącego, to szłam do niego, ale nie chciałam za bardzo korzystać z jego pomocy, ale po prostu przejść to samej, odczuć na własnej skórze.

– Nauczyciele, opiekunowie – pomagali?

– Tak! Wiele i to bardzo wiele razy. Choćby z takimi sprawami jak jakieś dokumenty, gdy sama nie wiedziałam, pojęcia nie miałam jak to się robi, to zawsze wychowawcy i pani Bzdel zawsze pomagała, za co jestem bardzo wdzięczna.

(-)

Chciałoby się powiedzieć jeszcze więcej, ale kończy się nasz antenowy czas, więc trzeba się pożegnać. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Może jutro uda się powiedzieć więcej; spotkamy się o tej samej porze. Miłego dnia, drodzy słuchacze! (dw/bsc)

29.06.2020 –  godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Szanowni słuchacze, witam was dzisiaj po raz drugi, tym razem w programie „Kamo hriadeszy”. Przed mikrofonem Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik i tym razem już wiem, że dzisiaj jest poniedziałek, a nie wtorek. Nie wiem, gdzie rano zgubiłam jeden dzień, chyba zbyt długo pracowałam w nocy. Teraz już wszystko wróciło na swoje miejsce.

(-)

Skoro wszystko jest na swoim miejscu, to teraz pora na kolejny odcinek „Żywego Słowa”:

(-) Fragment staroruskich „Nauk Włodzimierza Monomacha”

(-)

Teraz proponuję, żebyśmy wrócili do rozmowy z kapelanem wojskowym z Kamionki Buskiej pod Lwowem. ks. Wołodymyr Kasjan jeździ na front, ponieważ jest takie zapotrzebowanie, ale co zdarza się mu przeżyć – to nadaje się na dobrą książkę:

(-)

– Gdy trafiłem do brygady wschodniej – ja, ksiądz greckokatolicki – to po przyjeździe obowiązkowo musiałem zapuścić brodę. To robiłem natychmiast, bo oni maja taką mentalność, że „batiuszka” obowiązkowo musi mieć brodę. Warkoczyka nie zapuszczałem, ale brodę miałem, więc chociaż trochę byłem „swój”. Ale miałem z sobą całą bibliotekę, „Historię Ukrainy” ze sobą przywiozłem i tak dalej. Miewałem takie dni, że tyle się nagadałem, zwłaszcza do chłopaków, którzy byli wycofani dalej od pierwszej linii. Tam stała artyleria, moździerze; ich wycofano dalej i gdy było trzeba, oni tylko podjeżdżali do linii zero. Oni wybadali, że ja tam jestem, „wymacali” mój samochód na trasie i zaczynali zdzwaniać się, bo ja miałem napisane: „Kapelan”. I zaczęli szukać gdzie ten kapelan jest. A gdy mnie znaleźli, to zacząłem do nich jeździć, zacząłem im tłumaczyć. A oni.. zacząłem im mówić o języku, o przekleństwach, o tym wszystkim. To są normalni ludzie, oni normalnie to wszystko rozumieją. Nawet starali się mówić po ukraińsku, chociaż ciężko im to idzie. Oni pierwszy raz w życiu poszli do spowiedzi! Do księdza greckokatolickiego! Wśród nich nawet byli nieochrzczeni chłopcy.

– Ksiądz ich ochrzcił?

– Zdarzyło się. Zdarzyło się raz. Jednemu dziecko ochrzciłem. Jednego żołnierza miałem ochrzcić, to był już naczelnik sztabu, pułkownik w moim wieku, tak samo już taki starszy. On słyszał moją rozmowę, gdy rozmawiałem z jednym żołnierzem. Bo żołnierzowi urodziło się dziecko. Żona mówi: „Chcemy ochrzcić, ale chcemy, żebyś i ty był”, a jemu do przyjazdu do domu brakowało jeszcze dwa-trzy miesiące. I on podszedł do mnie i pyta, czy tak można, czy nie można. Zacząłem mu wyjaśniać co to jest chrzest, jaka to jest ochrona dla dziecka, dlatego że gdy dziecko nie jest ochrzczone, to są ludzie, którzy mogą rzucić urok. Człowiek nawet o tym nie wie, ma takie oko, że przebija te aurę i dziecko potem i płacze, i zrywa się i rób co chcesz. Dlatego tradycja u nas jest ochrzcić dziecko szybko – urodziło się dzieciątko, tydzień-dwa, dziecko wzmocniło się, ochrzcić i koniec. Ono ma już ochronę i można już z nim wychodzić. I ja tak mu wyjaśniałem, a tamten siedział z tyłu za ścianka i słuchał. Potem podszedł do mnie i mówi, że chciałby się ochrzcić. Ja mu mówię, że my chrzcimy dzieci, dziecko jeszcze nic nie rozumie, w ich imieniu występują rodzice chrzestni. A pan jest już dorosły, musi już znać modlitwy, musi już znać prawdy wiary, musi pan znać to, to, to i to. Zacząłem mu to wyjaśniać, a ja dosłownie za tydzień miałem odjeżdżać. Mówię więc, że „Nie zdążę pana przygotować, ja dobiorę panu literaturę, pokaże, z czego ma się pan poduczyć, a przyjedzie ksiądz na moje miejsce, jak będzie pan gotowy, to on pana ochrzci”. No, bywa ciekawie!

– A stało się to?

– Stało się! Bo tak się trafiło, że po mnie przyjechał mnich, który pierwszy raz po mnie przyjechał tam do Krymskiego i potem po mnie znowu to on przyjechał. On też po całym froncie jeździł, on już chyba zapomniał jak klasztor wygląda, on już się temu poświęcił, taki o. Petro z redemptorystów. Nam nawet nie zaleca się być dłużej, niż 45 dni na linii frontu. Bo zaczynasz być żołnierzem. Ja nawet teraz wróciłem z frontu, a moja żona mówi: „Słuchaj, ty taki ostry się stałeś”. Bo ja rzeczywiście tym razem byłem i pod ostrzałem, i z noga trochę miałem problem, bo „nakrywali” moździerzami, to biegałem, kryłem się; no, ja już nie jestem zającem! I człowiek staje się ostry. A ksiądz nie ma prawa taki być. My nawet jak przechodzimy te kursy, to nam mówią: „ojczulki, musicie po 45 dniach jechać do domu!”. A ja spotykałem księży, którzy 365 dni są na froncie. Cały rok. On już ma automat w samochodzie, już ma granaty. Chociaż ja miałem taki wypadek… nam zaleca się mieć chociaż pistolet w aucie, dla samoobrony. Przynajmniej pistolet. Ale ja nie brałem. I pewnie to, że nie miałem pistoletu, uratowało mi życie. Dlatego, że był taki wypadek, gdy przyjechałem pierwszy raz na front, to jeszcze zastałem dwa dni wojny, a potem nastąpiło to zawieszenie broni. I tak było, że jeszcze tuz po przyjeździe był front, a potem wszystko ucichło, czołgi nie strzelają i było tak…

– Aż dziwnie.

– Az dziwnie! I rzecz polega na tym, że gdy był front, to pracowaliśmy tak, że dowódca batalionu planuje tak: na te pozycję, na tę, na tę. Paliwo jest – gdzie jedziemy? Jedzie dowódca, naczelnik sztabu i gdzie ja potrzebuję, tam się z chłopakami dogaduję i już tam jestem. Bo rano odprawiałem sobie liturgię, oświecałem Dary Święte, pod kamizelkę kuloodporną i jadę do chłopaków. Tam spowiadałem; mam takie fotografie – krzyż na stoliku, Święte Dary, wyspowiadali się, przyjęli komunię, otrzymali błogosławieństwo, modlitwę – wszystko świetnie szło. A gdy nastało zawieszenie broni – kontrole! To ze sztabu generalnego, to ze sztabu sektora, to stąd, to stamtąd. Wieczorem sobie zaplanujemy, a rano wszystko się zmienia. Nie ma kto mnie zawieźć. I zacząłem chodzić pieszo, przez pola. Pozycje tam były – kilometr-dwa i zacząłem chodzić pieszo.

– Ależ ksiądz był wtedy doskonałym celem dla snajperów!

– Ale ja zawsze na kamizelce miałem krzyż. I pochodziłem tak może z tydzień i stamtąd „separski” snajper zadzwonił do naszego zwiadu. Bo te kanały jakoś się tam krzyżują, oni podsłuchiwali nas, my podsłuchiwaliśmy ich, tam te fale jakoś tak idą. I on zadzwonił i mówi: „Niech wasz batiuszka tak sam nie spaceruje. Ja jestem ochrzczony, ja go nie zdejmę. Ale jak trafi się Buriat lub Czeczen, zdejmie go natychmiast”. I wtedy zabroniono mi chodzenia, potem już zwiad mnie woził, już miałem ochronę. A tak, gdybym chodził z bronią, to snajper raz i by mnie zdjął. Tak że broni do ręki nie brałem, nie było takiej potrzeby.

(-)

Jeszcze poprosimy ks. Wołodymyra kiedyś, żeby nam poopowiadał, co przeżył będąc kapelanem wojskowym, a dzisiaj już się oboje z wami pożegnamy. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Dziękuję wam za uwagę i do usłyszenia jutro o godz. 10.50. miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/kos)

29.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się we wtorek, 29 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj skupimy się na bardzo ważnym temacie i wcale nie będą to wybory prezydenckie w Polsce, choć to niewątpliwie jest dzisiaj na wszystkich stronach gazet i innych mediów. Jednak jest pewna grupa młodzieży, dla której obecnie są sprawy jeszcze ważniejsze: egzaminy maturalne. Akurat w tej chwili emocje wirują w szkole z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim.

(-)

Dzisiaj wyjątkowo opuścimy kalendarz historyczny, żeby oddać głos jak najbardziej współczesnym osobom i wydarzeniom, ale miły obowiązek spełniam z przyjemnością: 29 czerwca imieniny obchodzi Tychon, a do niego dołączają wszyscy urodzeni 29 czerwca, więc jest komu składać życzenia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

A teraz przechodzimy do informacji. Prawie wszyscy maturzyści w Polsce cieszą się już wakacjami. „Prawie” ma tu duże znaczenie, bowiem dzisiaj piszą egzamin maturalny absolwenci szkół z językiem mniejszości narodowych i etnicznych – tak jak Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Kaszubi. Ale nastroje są optymistyczne, przynajmniej w Górowie:

– Język ukraiński jest jeszcze przed wami; czego się boicie?

– Nieznanych utworów, albo czegoś takiego, co się zapomniało, co się przepuściło albo przymknęło oko – czegoś takiego.

– A co byś chciała, co jest twoim marzeniem, żeby dostać na języku ukraińskim?

– Chciałabym zapomnieć o strachu i napisać na 100 %, tak jak sobie wymarzyłam. Utwór o wolności chciałabym dostać, bo jest coś takiego bardzo bliskiego.

– Ja boję się chyba tego, że źle sobie wyliczę czas i że po prostu mi go zabraknie. A najbardziej chyba liczę na „Tarasa Bulbę”, bo najlepiej znam tę lekturę.

– A czego być nie chciała?

– Może poezji, jakiegoś wiersza, który trudno zrozumieć i zinterpretować. A że to matura, to jeszcze jest dodatkowy stres, dlatego jakoś niezbyt czuję się w tym, żeby napisać to dobrze. Analiza wiersza – nie!

– Ja tylko mam nadzieję, że nie będzie trudnego tematu na rozprawce; może o miłości albo o przyjaźni?

– Jakiego utworu byś nie chciała, a jaki byś chciała?

– Chciałabym może „Leśną pieśń”, albo „Mariję”, bo też dobrze znam „Mariję”. A nie chciałabym… nie wiem… może „Eneidę”, bo tam jest tak dużo tych bogów i trzeba to wszystko zapamiętać…

– A ja myślę, że będzie dobrze – napiszę wszystko co wiem; czego nie wiem – to też dopiszę, tak że na razie nie mam większego stresu,

– Nie szkoda wam zostawiać szkoły?

– Szkoda!

– Bardzo!

– Teraz będzie już tylko trudniej.

– Bardzo szkoda, bo ta szkoła dała nam bardzo dużo możliwości i rzeczywiście pokazała kto jest kim.

– Ciężko tez będzie pożegnać się z przyjaciółmi, z którymi spędziliśmy wiele lat.

– I szczególnie trudno pożegnać się z panią Olą, która była dla nas jak druga mama przez trzy lata, nawet więcej.

– Dużo masz dzieci, Olu!

– Dużo mam dzieci! I tak jeszcze skomentuję: one będą do nas wracać! I to jest chyba najważniejsze. Nasz cel wówczas jest osiągnięty, gdy one będą przyjeżdżać. Czy to na różne uroczystości, czy po prostu nas odwiedzić. To będzie dla nas najważniejsze. Pamiętajcie, że jeszcze mamy pizzę razem zjeść!

– Tak!

– A potem jeszcze przyprowadzą tu swoje dzieci.

– No, ja mam nadzieję! Babcia Ola będzie uczyć, choćby w szkole podstawowej!

(-)

Tak jest w górowskiej szkole – i smutno, i wesoło, natomiast Ukrainie nie jest do śmiechu. Na Ukrainie trwa usuwanie skutków niedawnej powodzi, która dotknęła zachodnie i południowo-zachodnie regiony kraju. Od kilku dni wciąż wiele domostw jest podtopionych, kilka tysięcy jest odciętych od prądu. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

jeszcze jedna niewesoła informacja: na Ukrainie zdiagnozowano ponad 900 nowych zakażeń koronawirusem. Rośnie liczba osób hospitalizowanych. Przypadki SARS-CoV-wykrywane są także w szeregach ukraińskiej armii. O szczegółach z

(-) Korespondencja w języku polskim
Miejmy nadzieje, że gorzej już nie będzie. Niezależnie od tego, co będzie, ja każdemu z was życzę miłego dnia. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Ponownie spotkamy się wieczorem o godz. 18.10. wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

28.06.2020 – godz. 20.30 (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w Magazynie Ukraińakim „Od niedzieli do niedzieli”. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Rok 2020 to rok ciągłych zmian planów i ciągłej niepewności. Już czerwiec się kończy, a do tej pory nie udało się przeprowadzić wielu zaplanowanych wydarzeń kulturalnych. Dotyczy to oczywiście również uroczystości szewczenkowskich, które zazwyczaj organizujemy w marcu-kwietniu. Ale na wszystko jest sposób i w Olsztynie kameralne spotkanie szewczenkowskie jednak się odbyło. Za chwilę usłyszycie o tym dokładniej.

(-)

Każdego roku Ukraińcy na całym świecie, w tym oczywiście także na Warmii i Mazurach, oddają cześć pamięci Tarasa Szewczenki. W tym roku z powodu epidemii koronawirusa uroczystości w marcu się nie odbyły. Dopiero w czerwcu udało się zorganizować takie spotkanie. W sali parafialnej przy cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie odbył się mały koncert, wystawa obrazów Szewczenki, którą przygotował przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUP, Stefan Migus i prezentacja historii przeniesienia prochów Tarasa Szewczenki z Petersburga na Ukrainę, do Kaniowa. Prezentację przygotowała pani Łarysa Łewycka, a ja miałam przyjemność przedstawić ją zebranym na sali widzom. Dalej opowie Sergiusz Petryczenko:

(-)

– Zawsze obchodzimy dzień urodzin i śmierci Szewczenki. Jakoś umyka gdzieś ten fakt, że faktycznie on odbył taką podróż już po śmierci z dalekiego Petersburga do ojczyzny.

– I to w tamtych czasach! To nie to co teraz – wsiadł do samolotu czy pociągu. To było najpierw pociągiem, potem było końmi, kilka razy przenoszono go na rękach w Petersburgu, bo to było jak jakaś świętość, ludzie nie chcieli się z nim rozstać. To było pieszo, potem statkiem i znowu, tam gdzie go pochowano na tych kaniowskich wzgórzach – już gdy go przywieziono do Kaniowa, to dalej nie było znane miejsce. Do ostatniego momentu nie było znane miejsce. Czestachowski z bratem Bartłomiejem chodzili po wzgórzach i wybrali to miejsce.

– To naprawdę jest bardzo ciekawe, ilu ludzi było zaangażowanych; że trzeba było mieć pozwolenie, żeby przenieść szczątki Tarasa Szewczenki, jak ludzie towarzyszyli mu po drodze i jak go pochowano na Czerneczej Górze w Kaniowie na Ukrainie. Już wszystko się odbywało, a jeszcze nie było wiadomo, jaki będzie rezultat końcowy, gdzie ostatecznie zostanie pochowany. Bo jest synem całej Ukrainy.

– Gdy opracowywałam całą tę literaturę, bardzo dużo źródeł, to byłam pod ogromnym wrażeniem, bo na tej podstawie można zrobić jakiś film. Mało tego, że życie przeżył takie intensywne, to ta jego ostatnia droga na Ukrainę to była to rzeczywiście droga pełna tych ludzi, którzy go otaczali, jak go witano, jakie przemowy wygłaszano to jest fantastyczne, to jest po prostu fantastyczne. I ta kaniowska góra! Materiału było bardzo dużo, nie wszystko ujęłam, – odesskie obserwatorium chciało się tam ulokować, ponieważ uważano, że to miejsce jest bardzo czyste, atmosferycznie czyste; jest tam jakaś szczególna energia. I ta cerkiew, ta ostatnia cerkiew, którą nazwano „Tarasową cerkwią”, to też unikalna cerkiew. Ona była zrujnowana i została odnowiona. Majstrowie z Iwanofrankowszczyzny ja odbudowali w ciągu kilku tygodni. I ta cerkiew nadal stoi. Cerkwie, w których on był, najpierw zostały zrujnowane, a potem znowu powstały. To jest coś unikalnego i bardzo interesującego, tak że miałam bardzo ciekawa podróż i sądzę, że dla słuchaczy też było ciekawie. Nawet miałam taki pomysł, żeby pokazać te wszystkie takie rzeczy, żeby potem fizycznie odbyć tę podróż. Iwan Trusz – ten ostatni slajd, który był – specjalnie wybrał się w taką podróż, popatrzeć na ten Kaniów; to też zrobiło na nim wrażenie. Z Dragomanowym, ze swoją przyszłą żoną odbyli taką podróż – „ostatnia droga Szewczenki na Ukrainę”. Myślę, że dla nas wszystkich byłoby bardzo ciekawe, gdyby odbyć taką podróż z wielkim Koszarem.

(-)

– Tak sobie myślę, jak w ogóle doszło do tego, że władza carska, wiedząc kto to taki ten Szewczenko i czym to się może zakończyć, pozwoliła na przeniesienie jego ciała. Bo to była taka okazja do demonstracji uczuć narodowych; podczas całej podróży. Zwłaszcza na Ukrainie – od Hłuchowa.

– Oni zakazali przemówień na Ukrainie, ale gdy tylko wynoszono trumnę z Cerkwi Podolskiej na ulicę, to co rusz zatrzymywano się i wygłaszano przemówienia. Ale ja myślę, że to co wielkie, to zawsze się przebije. Oprócz tego wszystkiego, co można mówić o carskiej władzy, a potem porównywać ją z władzą bolszewicką, to ta carska władza na tyle jeszcze była postępowa, że faktycznie pozwoliła. Szewczenko na tyle skupił wokół siebie, w jego orbicie byli na tyle wielcy ludzie, że to poszło w świat. Bo szanowano go. To nieprawda, że był znany tylko na Ukrainie. On przecież cały czas mieszkał w Petersburgu, w Moskwie też było wielu jego zwolenników, więc tej podróży w żaden sposób nie można było zatrzymać.

– Mówiła pani, że przemowy na cmentarzu nad trumną w Petersburgu wygłaszano w trzech językach.

– Tak, tak! To była społeczność ukraińska, rosyjska społeczność demokratyczna i Polacy tak samo przemawiali, bo też go szanowali. To co prawdziwe, to się odczuwa, to przyciąga. Nie trzeba było może nawet czytać jego wierszy (choć na pewno czytano), ale sam jako człowiek. Sam jako człowiek przyciągał jak magnesem pozytyw. I tak samo wielkich ludzi.

– Mamy tu jeszcze jeden dowód na to, że Szewczenko jednoczył nie tylko Ukraińców, on jednoczył wszystkich wolnych ludzi – wolnych duchem, wolnych myślą. Wiemy, że Polacy pomogli mu, trochę ulżyli jego życiu na zesłaniu (gdy był dziesięć lat na zesłaniu), bo to dzięki ich staraniom oddelegowano go na ekspedycję, żeby robił szkice; był w ekspedycji naukowej. No i byli też Rosjanie. To nie byli ci Rosjanie, którzy teraz walczą z Ukrainą.

(-)

Temat spotkania szewczenkowskiego był nietypowy, zazwyczaj mówimy o jego twórczości, więc towarzyszył nam lekki niepokój – jak ludzie to odbiorą? Niepokój trwał krótko:

– Bardzo, bardzo się podobało! Bardzo ciekawie było, naprawdę! Coś innego usłyszałam.

– Podobało mi się, bardzo ładnie. Była ta historia przeniesienia tej trumny, bardzo ładnie zrobione, podobało mi się. Ja o tym słyszałam już jak byłam w Kaniowie, troszeczkę słyszałam o tej historii, a teraz sobie przypomniałam.

To była pani Maria i Pani Emilia, natomiast pan Marian miał jeszcze więcej wspomnień:

– Gratuluję! Tak się wzruszyłem tą treścią, no i pokazy tych ilustracji… tylko był jeden kłopot: źle widziałem… Ale to moja wina – dlaczego tam usiadłem?

– Nawet tak pomyślałam, że lepiej byłoby się przesiąść.

– No, te kozackie motywy, to kiedyś tak wiadomości się roznosiło po świecie, przekazywano przy akompaniamencie skrzypiec czy jakiegoś innego instrumentu . i do dzisiaj, tam przy mogile Szewczenki… ja tam byłem chyba ze trzy razy. A pierwszy raz – teraz we wrześniu minie sześćdziesiąt lat. I opalaliśmy się na tej Czerneczej Górze potem . a nawet jeszcze wtedy tego muzeum nie było, potem to muzeum urządzono. I tam jest taki jeden portret, jakiego nigdzie indziej nie widziałem. Pewna Ukrainka wyszywała go brązowymi nićmi. I tam są prawdopodobnie 62 odcienie brązu. Od twarzy – tu jest najjaśniejszy, potem ręce, oczywiście marynarka i tak dalej. I to na zakończenie muzeum, ostatni obraz w muzeum. Mało tego: to jeszcze jest żywy portret, bo oczyma wodzi!

Tak jak było powiedziane – Szewczenko jednoczy ludzi. Na spotkanie szewczenkowskie przyszła też pani Natalia, która przyjechała do Olsztyna z Ukrainy. Czy nie pożałowała?

– Nie, nie, nie! To wszystko ze smakiem i wiedzą. I merytorycznie, i z miłością do ukraińskości, i to, że tak wiele zachowaliście – i ten instrument grający, lira; cała taka jak nowa. I to, że dzieci chcą! Że ubierają się w wyszywanki i śpiewają i szanują słowo ukraińskie – bardzo, bardzo mi się spodobało.

– Myślę, że widzowie albo usłyszeli nowe fakty, albo przypomnieli sobie o Szewczence, bo my zawsze mówimy o jego twórczości, a o historii przeniesienia jego prochów rzadziej.

– No, chcę pani powiedzieć, że to wszystko jest prawdą, to co było powiedziane. I w Internecie… bo ja w ogóle lubię wszystko, co ukraińskie, a zwłaszcza co mówi się o Szewczence. Ja nawet dużo dopiero później czytałam o nim. To bardzo wybitny człowiek. Bardzo! Szkoda jedynie, że nie stało się tak jak sobie tego życzył – mieć rodzinę, dom i tak dalej. Poniewierał się to na pańszczyźnie, to „w sołdatach”; bardzo mało miał niezależności, ale bardzo dużo zrobił dla Ukrainy.

Pani Łesia Ławrynowycz napracowała się, przygotowując prezentację. Czy nie było to męczące? Jak się pracowało?

– Jak zawsze – fantastycznie. Dlatego, że po drodze znalazłam bardzo dużo ciekawego dla siebie, po raz kolejny zachwyciłam się tymi ludźmi. I Szewczenko – tak jak mówiłam, to jest na tyle potężna planeta, że do swojej orbity wciągał wiele takich wielkich postaci. Nawet na zesłaniu, to też tam… i odbierano go jako człowieka, bo nie sądzę, że gdyby to był tylko jego talent, to przyciągałby do siebie tylu ludzi. On był po prostu osobowością, Bogiem daną nam i nie tylko nam – światu. I na podstawie tych wypowiedzi, (które wygłaszali) nie tylko Ukraińcy, ale i Rosjanie, i Polacy, to tylko mówi nam o tym, że to naprawdę jest wielka osobistość. Tak że podziękujmy Bogu za to, co mamy i nie narzekajmy!

(-)

To prawda! Lepiej cieszyć się tym, co mamy, zamiast martwić tym, czego nie mamy. Czas minął bardzo szybko, tym bardziej, że usłyszeliśmy też kilka piosenek w wykonaniu niektórych uczestników zespołu „Suzirjaczko” – obecnych i dawnych; byli to: Oriana Szczerbik, Amelia Kuształa, Piotr Cholewka, Borys Hałuszka, Igor Jarmoła. Wystąpił też mój radiowy kolega Sergiusz Petryczenko, akompaniując sobie na lirze.

(-)

Czy uda się zorganizowac jeszcze jakieś wydarzenie kulturalne? Zobaczymy! Teraz natomiast, zanim oddam głos Romanowi Bodnarowi, chcę złożyć najlepsze życzenia dwóm siostrzyczkom: Marysi i Kai Melnyk, które niedawno obchodziły szóste urodziny. Wszelkiej pomyślności życzą im: mama, tata, siostra, brat, babcia i wszyscy bliscy. Ja też dołączam się do tych życzeń i dedykuję wam, dzieczynki, piosenkę:

(-)

A teraz już ustępuję miejsca przed mikrofonem Romanowi Bodnarowi, który znowu wyszukał dla was muzyczne ciekawostki:

(-) Hit-Parad

I na tym kończymy nasze dzisiejsze spotkanie. Program przygotowali: Sergiusz Petryczenko, Roman Bodnar i Jarosława Chrunik. Usłyszymy się ponownie jutro o godz. 10.50 na 99,6 MHz. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

27.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

43 międzynarodowy jarmark folklorystyczny w Węgorzewie odbędzie się, ale ze zmienionym miejscem i zasadami prowadzenia zgodnymi z normami sanitarnymi podczas pandemii koronawirusa. Uroczysta akademia online. Tak większość uczniów w Polsce rozpoczęła wczoraj wakacje. Z Polski na Ukrainę przybył konwój ze 130 tonami pomocy humanitarnej. W ostatnich dniach wzrosła tam liczba zakażeń koronawirusem. Na antenie ukraińskie wiadomości. Dziś jest sobota 27 czerwca. Z wami jest Hanna Wasilewska.
(-)
W pierwszą sobotę sierpnia w Węgorzewie obędzie się Międzynarodowy Jarmark Folkloru. To niezwykle barwne wydarzenia co roku gromadzi wielu wielbicieli autentycznej kultury ludowej z Polski i zagranicy – twórców, rzemieślników i rękodzielników, śpiewaków i muzykantów. Jednak w tym roku, z zagranicznych gości obecni będą tylko Litwini, a miejsce przeprowadzenia jarmarku zmieni się. Zasady tego lata dyktuje pandemia – żali się etnograf z Muzeum Sztuki Ludowej w Węgorzewie Roksana Butrym:

-Będzie to tylko jeden dzień, 1 sierpnia. Jarmark odbędzie się nie na placu, tam gdzie zawsze, ale w naszym skansenie, na terenie naszego muzeum. Nie będzie zamknięty dla ludzi z zewnątrz, ale będzie ograniczona liczba. Może wejść do skansenu tylko 400 osób i smutna informacja, w tym roku nie możemy zaprosić artystów z Ukrainy. Będzie Litwa, bo to Schengen, a Ukrainy niestety w tym roku zaprosić nie możemy. Tym bardziej mi smutno, bo artyści z Ukrainy chcieli do nas przyjechać, no ale ograniczenia mamy takie, decyzja dyrekcji jest taka, a nie inna i niestety ich nie będzie dlatego.

Skrócony, ale barwny program jarmarku folklorystycznego warty jest uwagi gości – przekonuje Roksana Butrym:

-Jak co roku będzie przegląd muzyków, zespołów na scenie; z województwa warmińsko-mazurskiego. Będzie kiermasz jak co roku, ale ograniczony. Będzie tylko jeden zespół z województwa warmińsko – mazurskiego, będzie to polski zespół, ale nie oznacza to, że ukraińskiej mniejszości w ogóle nie będzie na jarmarku.
-Jak ukraińska mniejszość będzie reprezentowana?
-Mamy tu w okolicy taki zespół, śpiewające kobiety, zwany Budzowiaki, to kobiety, które mieszkają w Budzewie koło Węgorzewa; tam są kobiety i ukraińskiego i polskiego pochodzenia i one co roku starają się zaśpiewać choćby jedną piosenkę po ukraińsku. Myślę, że w tym roku odbędzie się to; w Olsztynie mieszka pani Anna Faranczuk, która zajmuje się robieniem pisanek i mam nadzieję, że ona w tym roku też będzie obecna na jarmarku. I w ten sposób będzie zaznaczona obecność mniejszości ukraińskiej.
43 jarmark odbędzie się 1 sierpnia.
(-)
Uroczysta akademia online. Tak większość uczniów w Polsce rozpoczęła wczoraj wakacje. Z powodu epidemii koronawirusa nie wszyscy uczniowie otrzymali świadectwa. Sposób i formę przekazania dokumentów ustala dyrektor szkoły. Inne będą także wakacji. Dużo mniej dzieci będzie mogło pojechać na obóz. Jednak rodzice, którzy zgodzili się na taką formę odpoczynku mogą być spokojni o bezpieczeństwo swoich dzieci – przekonuje minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski: „jeśli spełnione są głowne standardy, rekomendacje Głównego Inspektora Sanitarnego, to naprawdę dzieciom nic nie grozi. Można je więc spokojnie wysyłań na obóz. Każda z takich form odpoczynku musi być zarejestrowana w specjalnej bazie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Podczas wakacji kuratorzy będą sprawdzić, czy te normy są przestrzegane”. Uczniów, którzy nie wyjeżdżają, minister Dariusz Piontkowski zachęca do aktywnego spędzenia czasu, wychodzenia z domu, spotkań z rówieśnikami. Według niego kontakt wirtualny nie może zastąpić bezpośredniego i aktywności fizycznej. Nauczanie na odległość z powodu sytuacji epidemicznej w Polsce wprowadzono w marcu. Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że na początku września uczniowie wrócą do szkoły.
(-)
Z Polski na Ukrainę przybył konwój ze 130 tonami pomocy humanitarnej. W 12 ciężarówkach straży pożarnej do ukraińskiej stolicy przyjechał sprzęt do walki z epidemią koronawirusa. Będzie on rozdysponowany do ukraińskich szpitali i ośrodków medycznych.
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i życzę tylko dobrych wiadomości i spokojnego weekendu. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

26.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Cześć wszystkim, którzy są z nami. W programie „Od A do Z” jest z wami Hanna Wasilewska. Dzisiaj chce się rozpocząć od gratulacji, bo przed nami wakacje. Rok szkolny skończył się. W końcu. Nie inaczej. Nikt nie ukrywał, jak mocno czeka na odpoczynek od komputerowego nauczania. Jednak nie dla wszystkich było ono nudne i ciężkie. Ostatni miesiąc nauczania na odległość dla uczniów szkoły z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach był bardzo ciekawy. Takim uczyniła go nauczycielka języka ukraińskiego Agnieszka Wnukowicz. Chodzi o projekt „Dzieci-poeci”, w którym udział wzięli uczniowie klasy 3 i 5. Tydzień temu już opowiadaliśmy o projekcie, pokazaliśmy talent poetycki młodych Ukraińców. Dzisiaj będziemy kontynuować nasz poetycki wieczór radiowy, a pani Agnieszka więcej powie o swoim pomyśle, żeby podzielić się pozytywnym doświadczeniem w nauczaniu na odległość. Na tradycyjną lekcję języka ukraińskiego zapraszam w drugiej części programu. Zaczynamy.
(-)

-Słuchajcie, ja dzisiaj wysyłam wiersze waszych kolegów z 5 klasy, oni dla was napisali te wiersze i teraz wasze zadanie – zrobić rysunek i przeczytać.
Takie zadanie nauczycielki języka ukraińskiego Agnieszki Wnukowicz zachęciło uczniów po ciężkim okresie adaptacji do nowej formy nauczania:
-Dzieciom trzeba czegoś innego, bo był taki czas, że dzieci tylko pracowały, my wysyłaliśmy im zadania, sprawdzaliśmy i wie Pani, to było takie…
-Nudne, tak?
-Tak, bo moje dziecko mi powiedziało – mamo to takie nudne, nudne to nauczanie – moje prywatne dziecko mi powiedziało. Pomyślałam, że trzeba zrobić coś innego, coś takiego, żeby dzieci rozwijały język ukraiński, żeby ci młodsi ćwiczyli język, starsi także…i trzeba stworzyć ładne zdania, i pomyśleć…i tu jest dużo rozwoju. I pisanie, i czytanie, i malowanie, i język. Ja tak pomyślałam, że tu można zrobić wszystko w jednym.
(-)
-Rodzice bardzo dobrze współpracowali, bo miałam nawet …takiego nagrania… sobie nie nagrają jak mówią te wiersze, więc chciałam bardzo podziękować rodzicom.
-Rodzice często narzekali podczas tych 3 miesięcy nauczania na odległość, bo na dzieci spadło dużo pracy i oczywiście kto pomoże, tylko rodzice w domu, a to takie twórcze zadanie i dość ciężkie. A wasi rodzice nie narzekali czasem?
-Nie, nie spotkałam tu jakiegoś negatywnego słowa. Pamiętajmy, że 5 klasa ma 20 osób. Klasa 3 – 7 osób. Chciałam, żeby każde dziecko z 3 klasy przeczytało wiersz każdego dziecka z 5 klasy, więc maluchy musiały 3 razy czytać wiersze, bo tamtych jest 20. Więc oni aż 3 utwory mieli za zadanie zaprezentować. Tej projekt trwał prawie miesiąc, bo maluchy miały prawie zawsze jeden tydzień na jeden wiersz.
Zadania w projekcie były różnorodne – i twórcze, i praktyczne, co spowodowało, że nauczanie było efektywne – przekonuje Agnieszka Wnukowicz:
-Mieli za zadanie przeczytać, nauczyć się deklamować, zrobić rysunek, a ja później rozszerzałam, znajdźcie rzeczowniki, przymiotniki, sprawy gramatyczne dodawałam.
-Czyli do twórczego zadania dochodziły jeszcze praktyczne zadania?
-Tak…rozwijały, żeby ten rozwój był korzystny dla dzieci naprawdę, że by był wielokierunkowy.
-Dzieci lubią oceny. Jakie pani im postawiła, czy znają oceny z języka ukraińskiego?
-Oczywiście, że oceniłam ich przykładnie za każdym razem. Starały się się bardzo i bardzo dobre oceny otrzymały za ten projekt.
Czy był uroczysty wieczór poetycki czy inne podsumowanie wydarzenia online?
-Nie, nie było tego. Myślałam, że na początku roku jak wrócimy, to zrobimy podsumowanie tego projektu. Teraz wszystkie dzieci wysłały mi nagrania, jak pięknie deklamują wiersze trzecioklasiści, swoje rysunki online. Starsi oczywiście swoje prace, ja to wysłałam pani dyrektor. Wiem, że ma to trafić także na FB, ale podsumowanie tego projektu to pomyślałam, że zrobimy na początku roku razem.
-Spodziewa się pani, że w mury szkolne wrócimy we wrześniu?
-Tak, mam nadzieję, że tak będzie. Ja już pracuję, pracuję w 1-3. Wróciliśmy do szkoły. Trzecia klasa jeszcze nie cała wróciła, ale my już pracujemy. Zaczęłam…pracować i mam nadzieję, że moja 5 klasa także wróci już. Myślę, że jak wrócimy we wrześniu, to będzie podsumowanie tego projektu. Taka wielka nagroda dla dzieci, to powiedzieć przy wszystkich o takim projekcie, żeby ich pochwalić, prawda, że wzięli udział. Myślę, że jak napiszemy na FB o tym projekcie.
-Posłuchamy siebie w radio.
-Tak, ta audycja, to zobaczą, że ich praca, to ważna praca ucznia, że bardzo potrzebna, dobra praktyka dla innych nauczycieli myślę, w Polsce jest taka metoda. Pokazujemy dobre praktyki innym nauczycielom.
(-)
Bezcennym doświadczeniem podzieliła się z nami Agnieszka Wnukowicz nauczycielka języka ukraińskiego w Szkole Podstawowej im. Łesi Ukrainy w Bartoszycach. Premier Mateusz Morawiecki obiecuje nam powrót do szkoły po wakacjach, natomiast doświadczenie nauki online może przydać się w każdej chwili, a w przypadku zwyczajnego procesu nauki jako dodatkowa forma pracy. Natomiast ja dalej zapraszam na bezpieczne lekcje ukraińskiego w piątki na falach. Kolejna właśnie teraz:
[lekcja języka ukraińskiego]
(-)
To wszystko na dziś. Równo za tydzień usłyszymy się znów w programie „Od A do Z”. Z wami była Hanna Wasilewska. Jeszcze raz gratuluję tym, którzy związani są z procesem nauczania i zakończeniem roku szkolnego. Niech wasze wakacje będą ciekawe, wesołe i koniecznie zdrowe. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

26.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Premier Mateusz Morawiecki przekonuje, że we wrześniu uczniowie będą mogli wrócić do szkół, a w październiku w szkołach wyższych nowy rok akademicki rozpoczną studenci. Ostatni miesiąc nauczania na odległość dla uczniów szkoły z ukraińskim językiem nauczania  w Bartoszycach był bardzo ciekawy. Wczoraj  na Ukrainę przybył konwój ze 130 tonami pomocy humanitarnej z Polski. Rosyjski bank WTB przegrał w unijnym Trybunale Sprawiedliwości. Sankcje UE za agresję na Ukrainę są sprawiedliwe. Na antenie wiadomości ukraińskie. W kalendarzu 26 czerwca. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

Premier Mateusz Morawiecki przekonuje, że we wrześniu uczniowie będą mogli wrócić do szkół, a w październiku w szkołach wyższych nowy rok akademicki rozpoczną studenci. Ministerstwo Zdrowia także podkreśla, że stan epidemii pozwala na przywrócenie nauczania Według słów premiera, jeśli nie będzie powiązanych z epidemią niespodzianek, to powrót do szkół i na uczelnie będzie możliwy po wakacjach: „Chcę zapewnić, że na dzisiaj to nasze jednoznaczne plany: 1 września wracamy do szkół, a 1 października na uczelnie”. Premier zachęcił dyrektorów, by podczas wakacji przygotowywali szkoły do nowego roku szkolnego. Rzecznik ministerstwa zdrowia Wojciech Andrusiewicz dodał, że słowa ministra odpowiadają malejącej liczbie zakażeń, widocznej w tym momencie. Zajęcia w szkole wstrzymano 12 marca, a 25 marca zaproponowano nauczanie na odległość. Dziś w Polsce rozpoczynają się wakacje szkolne.

(-)

Ostatni miesiąc nauczania na odległość dla uczniów szkoły z ukraińskim językiem nauczania  w Bartoszycach był bardzo ciekawy. Takim uczyniła go nauczycielka Agnieszka Wnukowicz:

-Słuchajcie, ja dzisiaj wysyłam wiersze waszych kolegów z 5 klasy, oni dla was napisali te wiersze i teraz wasze zadanie – zrobić rysunek i przeczytać.

Takie zadanie zachęciło uczniów po ciężkim okresie adaptacji do nowej formy nauczania:
-Dzieciom trzeba czegoś innego, bo był taki czas, że dzieci tylko pracowały, my wysyłaliśmy im zadania, sprawdzaliśmy i wie Pani, to było takie…
-Nudne, tak?
-Tak, bo moje dziecko mi powiedziało – mamo to takie nudne, nudne to nauczanie – moje prywatne dziecko mi powiedziało. Pomyślałam, że trzeba zrobić coś innego, coś takiego, żeby dzieci rozwijały język ukraiński, żeby ci młodsi ćwiczyli język, starsi także…i trzeba stworzyć ładne zdania, i pomyśleć…i tu jest dużo rozwoju. I pisanie, i czytanie, i malowanie, i język. Ja tak pomyślałam, że tu można zrobić wszystko w jednym.
Dzięki projektowi „Dzieci – poeci”, uczniowie zwrócili uwagę na piękno wokół siebie, bo pisząc wiersze o wiośnie, rozwijały zdolności twórcze i podciągały umiejętności jerzykowe wykonując zadania z gramatyki. Więcej o pozytywnym doświadczeniu w nauczaniu na odległość, Agnieszka Wnukowicz opowie dzisiaj w programie „Od A do Z”

(-)

Wczoraj  na Ukrainę przybył konwój ze 130 tonami pomocy humanitarnej z Polski. 12 ciężarówek Państwowej Straży Pożarnej przywiozło do ukraińskiej stolicy środki i sprzęt do walki z epidemią koronawirusa. W przekazaniu sprzętu uczestniczyli  polscy dyplomaci i przedstawiciele ukraińskiego rządu.

(-)

Rosyjski bank WTB przegrał w unijnym Trybunale Sprawiedliwości. Sędziowie w Luksemburgu odrzucili skargę drugiego co do wielkości banku Rosji na unijne sankcje za agresję na Ukrainie.

(-)

Tym żegnam się z wami, ale nie na długo. O 18:10 zapraszam na program „Od A do Z”. Do usłyszenia. (dw/ad)

25.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Z dnia na dzień” w czwartek, 25 czerwca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Jutro cała szkolna brać rozpoczyna wakacje – kończy się chyba najtrudniejszy, a na pewno najdziwniejszy rok szkolny, jakie do tej pory znaliśmy. To dobry moment, żeby porozmawiać dzisiaj o szkole. Każdy z nas może powspominać swoją i swoje zakończenia czasu nauki. Na pewno było tam trochę przygód.

(-)

Pierwszym miejscem, gdzie dziecko poznaje swoje korzenie, swoje pochodzenie, swoje tradycje jest dom rodzinny. Dobrze, gdy drugim takim miejscem jest szkoła. W naszym regionie społeczność ukraińska ma dwie takie szkoły – w Bartoszycach i w Górowie Iławeckim. Od wielu lat dyrektorką szkoły w Górowie jest Maria Olga Sycz i to z nią będziemy dzisiaj rozmawiały o szkolnych sprawach, zanim na dobre rozpoczną się wakacje:

(-)

– Szkoła rozwija się, i ta reforma nie sprawiła, żeby stało się coś gorszego, a wręcz odwrotnie.

– Pamiętam takie obawy, gdy tu otwierana była dopiero szkoła podstawowa. I teraz mamy tu cały cykl dydaktyczny – od pierwszej klasy szkoły podstawowej do ostatniej klasy liceum.

– Tak, my nie mieliśmy doświadczenia z małymi dziećmi, ta szkoła zawsze była dla starszej młodzieży. Ale odnaleźliśmy się i te dzieci to jest taki „deser”; gdy one wychodzą to jest od razu aplauz. Ale też bardzo ładnie nauczyciele pracują z tymi dzieciaczkami  i od razu widać wspaniałe efekty. To nie bierze się znikąd.

– I widać na scenie to, że one nie robią tego pod przymusem; to nie wygląda tak, że nauczyciel kazał, dziecko się nauczyło i zaprezentowało na scenie. Nie, to wychodzi wszystko tak naturalnie, tak jak w rodzinie.

– Powiem więcej: te dzieci często lepiej tu się czują, niż w domu. Zawsze po świętach, gdy jest dłuższa przerwa, wtedy zachodzę do tych maluchów (bo one zawsze mi poprawiają nastrój) i pytam: „I jak? Chcieliście już do szkoły?”, a one wszystkie razem wołają: Taaaaak!”. A one nie potrafią kłamać. Tak że to jest największa nagroda.

– One uczą się, one się rozwijają, tu do każdego dziecka jest indywidualne podejście. Jak to jest możliwe? Tyle jest szkół, a tylko w naszych szkołach jest tak, że każde dziecko jest najpierw, powiedziałabym: ocenione pod katem zdolności, a potem te zdolności maksymalnie są rozwijane.

– Może dlatego, że tu naprawdę pracują wyjątkowi  nauczyciele, którzy są nie tylko przedmiotowcami, fachowcami ze swego przedmiotu, ale też maja w sobie bardzo dużo talentów. Czy pani od języka ukraińskiego, czy od polskiego, czy od historii, one wszystkie ponadto potrafią zorganizować akademie na najwyższym poziomie. Czy to poświęcone historii z kultury ukraińskiej, czy z polskiej tradycji czy historii, które też tu pielęgnujemy – zawsze jest to na wysokim poziomie. I młodzież to widzi i czuje, że fajnie jest wystąpić w takim programie, gdzie my to prezentujemy i jest aplauz, gdy występujemy. I wtedy młodzież chce występować, bo ma z tego radość, to wszystko jest potrzebne.

(-)

 

W szkole w Górowie jest coraz więcej młodzieży z Ukrainy. Są to dzieci, które postanowiły zdobywać wiedzą w Polsce, są dzieci  imigrantów, którzy przyjechali do Polski w poszukiwaniu lepszego losu, a są też takie, które przyjechały z terytoriów ogarniętych działaniami wojennymi. I te dzieci mają problem z językiem ukraińskim, ponieważ na co dzień posługują się językiem rosyjskim.

– Tak, ponieważ przyjmujemy dzieci z Kijowa czy ze wschodniej Ukrainy, to są to dzieci rosyjskojęzyczne w większości, one w domu rozmawiają po rosyjsku od dziecka. Chociaż w szkołach, tam gdzie uczyły się w szkołach podstawowych, to uczyły się już po ukraińsku. Ale to przyzwyczajenie jest i ten rosyjski gdzież tam rozbrzmiewa. Ale to na początku. W trzeciej klasie dzieci z Kijowa już bardzo ładnie mówią po ukraińsku. Po to one tu przychodzą, żeby tego ukraińskiego się nauczyć. Ja czasami słyszę takie zarzuty, że przyjmujemy dzieci rosyjskojęzyczne. A ja cieszę się, że one przychodzą do szkoły ukraińskiej i chcą tego języka ukraińskiego się nauczyć. A my musimy ich tego nauczyć. I nie tylko języka. Rodzice opowiadają, że tyle patriotyzmu one się tu nauczyły i języka, że my w ogóle zmieniliśmy ich myślenie o Ukrainie, o różnych problemach, i o stosunkach polsko–ukraińskich.

(-)

A po dziesięciomiesięcznej pracy przychodzi koniec roku szkolnego. Za każdym razem jest on inny, w tym roku w ogóle jest on wyjątkowy z powodu koronawirusa. Ale i bez niego nie ma dwóch takich samych pożegnań:

– Rzeczywiście, bo różni są uczniowie, to z całej Ukrainy. w Większości to są okolice Kołomyi, ale jest też Kijów, Donieck, ale tez Tatarzy krymscy, z czego tez bardzo się cieszę, to bardzo dobrzy uczniowie. I nie tylko nauczanie, ale też jeśli chodzi o szkołę, o rozwój szkoły, to mogę powiedzieć, że my nie mamy problemu z naborem do szkoły.

 

I to prawda. Czasy zmieniły się na tyle, że teraz nawet polskie rodziny, nie mające żadnego związku z ukraińskością, posyłają swoje dzieci do tej szkoły. Liczy się atmosfera i osiągnięcia. Co zabawniejsze, czasami – mówiąc żartobliwie – to dzieci stawiają rodziców przed faktem dokonanym:

(-) Wypowiedź w języku polskim

 

A potem przychodzi czas pożegnania ze szkołą i maturzyści idą w szeroki świat. Jednak idą z bagażem, w który wyposażyła ich szkoła. Posłuchajmy teraz dwóch absolwentek, które pozostawiły po sobie piękne wspomnienia; jest to Ołena Synek, która zadeklamuje nam wiersz „Oczy Szewczenki” i Chrystian Mularczyk, w wykonaniu której usłyszymy bardzo popularną piosenkę do słów Tarasa Szewczenki „Po dąbrowie wieje wiatr”:

(-) Wiersz i piosenka

 

Chrystia wprowadziła nas w taki sentymentalny nastrój, a pogoda za oknem zupełnie przeczy atmosferze piosenki, więc postaram się teraz to jakoś zrównoważyć:

(-) Humoreska

 

I na tym już się dzisiaj pożegnamy, drodzy słuchacze. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Żegnam się z wami do niedzieli, do godz. 20.30, a teraz życzę wam pięknego, słonecznego, udanego weekendu. Wszystkiego dobrego! (jch/ad)

25.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Po półrocznej przerwie odbyło się 70. posiedzenie wspólnej komisji rządu i mniejszości narodowych i etnicznych – pierwsze w tym roku. 15 lat temu odbyło się odsłonięcie odnowionego Cmentarza Orląt we Lwowie. Wczoraj odbyła się debata online na temat roli św. Jana Pawła II w Europie Wschodniej. Trwające od kilka tygodni ulewne deszcze na zachodniej Ukrainie wywołały powódź w obwodzie iwano-frankiwskim. Dokładniej opowiem za chwilę w ukraińskim programie informacyjnym. Dziś jest czwartek 25 czerwca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

Po półrocznej przerwie odbyło się 70. posiedzenie wspólnej komisji rządu i mniejszości narodowych i etnicznych – pierwsze w tym roku. Bez względu na jubileusz (okrągła data posiedzenia komisji i 15 rocznica istnienia tego organu i ustawy o mniejszościach narodowych, i język regionalny) wydarzenie odbyło się w zwykłym formacie w budynku Sejmu. Na posiedzeniu obecny ył wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Błażej Pobożny, a na początku spotkania przywitali członka komisji Galinę Trawkinę-Sydorenko – przedstawicielkę mniejszości rosyjskiej. Podczas 70. posiedzenia komisji wiceminister przedstawił priorytety polityki państwa dotyczącej mniejszości narodowych, w których ogólne sprawy łączyły się ze sprawami zwykłymi. Błażej Pobożny zaznaczył, że MSWiA efektywnie pracuje z podaniami mniejszości narodowych dotyczących dotacji: one są realizowane, pieniądze są przekazywane, decyzje przyjmowane po konsultacjach z mniejszościami, na pytania są udzielane odpowiedzi. Wiceprzewodniczący komisji dr Grzegorz Kuprianowicz w swojemu wystąpieniu przedstawił szereg najważniejszych spraw, które martwią mniejszości narodowe i które potrzebują podjęcia decyzji. Dokument ten złożony przez przedstawicieli mniejszości daje nowemu rządowi (który rozpoczął działanie jesienią 2019 roku( lepiej zrozumieć problematykę mniejszości narodowych. Pod koniec posiedzenia, przewodniczący ZUwP Piotr Tyma przekazał rządowi list dotyczący braku decyzji w sprawie zniszczonych ukraińskich grobów i uczczenia w Polsce ukraińskiej pamięci historycznej. Dokładniej o przebiegu 70. posiedzenia wspólnej komisji rządu i mniejszości narodowych oraz etnicznych przeczytacie na stronach Naszego Słowa.

(-)

15 lat temu 24 czerwca 2005 roku z udziałem byłych prezydentów Polski i Ukrainy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Wiktora Juszczenki, a także społeczności polskiej i ukraińskiego odbyło się otwarcie odnowionego polskiego cmentarza wojskowego we Lwowie (tak zwanego Cmentarza Obrońców Lwowa). Pochowani są tam polegli uczestnicy walk przeciwko ZURL (1918-1919) i bolszewikom (1920). W okresie międzywojennym cmentarz ten był jednym z najważniejszych polskich symboli walki o niepodległość. W okresie ZSRR został zniszczony. Po upadku komunizmu odnowienie cmentarza uważano za element pojednania narodów polskiego i ukraińskiego. Nekropolia nazywana jest także Cmentarzem Orląt Lwowskich, pochowanych jest tam prawie 3 tysiące żołnierzy – to tzw. Orlęta Lwowskie – młodzi ludzie, harcerze i gimnazjaliści, jacy nie skończyli 17 lat i brali udział w walkach o miasto. Cmentarz w 1920 roku otwarto jako część Cmentarza Łyczakowskiego. Kiedy po II wojnie światowej Lwów znalazł się na terytorium Ukrainy, nekropolię zniszczyli sowieci. Jego ostateczną likwidację władza radziecka przeprowadziła 25 sierpnia 1971 roku przy wykorzystaniu czołgów. Po 1989 roku wskutek wieloletniej pracy komisji polsko-ukraińskiej, nekropolia została odbudowana. Polski cmentarz wojskowy jest jednym z najważniejszych poza granicami Polski.

(-)

Wczoraj odbyła się debata online na temat roli św. Jana Pawła II w Europie Wschodniej. Wzięli w niej udział goście z Polski i Ukrainy. Debata jest organizowana w 19. rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II na Ukrainę. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Trwające od kilka tygodni ulewne deszcze na zachodniej Ukrainie wywołały powódź w obwodzie iwano-frankiwskim. Zalanych jest ponad 4500 domów mieszkalnych. Do Iwano-Frankiwska przyleciał premier Denys Szmyhal i minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow.

(-)

Nasz program dobiega końca. Dziękuję za to, że byliście z nami i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

24.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 24 czerwca w programie „Z dnia na dzień” na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Czerwiec zbliża się do końca, zazwyczaj o tej porze byliśmy pełni wrażeń po kolejnych imprezach – po dniach szewczenkowskich była „Malowana Skrzynia” w Kętrzynie, „Popołudnie z kulturą ukraińską” w Iławie i różne inne wydarzenia. Ten rok jest bardzo skromny z wiadomych powodów, ale mimo wszystko nie poddajemy się. Można powiedzieć, że kontrolne wydarzenie miało miejsce w ostatnią niedzielę w sali parafialnej w Olsztynie. Bo jakże rok miałby minąć, żebyśmy nie wspomnieli naszego Kobzara?

(-)

Każdego roku Ukraińcy na całym świecie, w tym oczywiście i na Warmii i Mazurach, oddają cześć pamięci Tarasa Szewczenki. W tym roku z powodu epidemii koronawirusa uroczystości w marcu nie odbyły się. Dopiero w czewrwcu udało się zorganizować spotkanie szewczenkowskie. W Sali parafialnej przy cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie odbył się mały koncert, wystawa obrazów Szewczenki i prezentacja historii przeniesienia prochów Tarasza Szewczenki z Petersburga na Ukrainę, do Kaniowa. Prezentację przygotowała pani Łarysa Łewycka, a ja miałam przyjemność przedstawić ją zebranym na sali widzom. Dale opowie Sergiusz Petryczenko:

(-)

– Zawsze obchodzimy dzień urodzin i śmierci Szewczenki. Jakoś umyka gdzieś ten fakt, że faktycznie on odbył taką podróż już po śmierci z dalekiego Petersburga do ojczyzny.

– I to w tamtych czasach! To nie to co teraz – wsiadł do samolotu czy pociągu. To było najpierw pociągiem, potem było końmi, kilka razy przenoszono go na rękach w Petersburgu, bo to było jak jakaś świętość, ludzie nie chcieli się z nim rozstać. To było pieszo, potem statkiem i znowu, tam gdzie go pochowano na tych kaniowskich wzgórzach – już gdy go przywieziono do Kaniowa, to dalej nie było znane miejsce. Do ostatniego momentu nie było znane miejsce. Czestachowski z bratem Bartłomiejem chodzili po wzgórzach i wybrali to miejsce.

– To naprawdę jest bardzo ciekawe, ilu ludzi było zaangażowanych; że trzeba było mieć pozwolenie, żeby przenieść szczątki Tarasa Szewczenki, jak ludzie towarzyszyli mu po drodze i jak go pochowano na Czerneczej Górze w Kaniowie na Ukrainie. Już wszystko się odbywało, a jeszcze nie było wiadomo, jaki będzie rezultat końcowy, gdzie ostatecznie zostanie pochowany. Bo jest synem całej Ukrainy.

– Gdy opracowywałam całą tę literaturę, bardzo dużo źródeł, to byłam pod ogromnym wrażeniem, bo na tej podstawie można zrobić jakiś film. Mało tego, że życie przeżył takie intensywne, to ta jego ostatnia droga na Ukrainę to była to rzeczywiście droga pełna tych ludzi, którzy go otaczali, jak go witano, jakie przemowy wygłaszano to jest fantastyczne, to jest po prostu fantastyczne. I ta kaniowska góra! Materiału było bardzo dużo, nie wszystko ujęłam, – odesskie obserwatorium chciało się tam ulokować, ponieważ uważano, że to miejsce jest bardzo czyste, atmosferycznie czyste; jest tam jakaś szczególna energia. I ta cerkiew, ta ostatnia cerkiew, którą nazwano „Tarasową cerkwią”, to też unikalna cerkiew. Ona była zrujnowana i została odnowiona. Majstrowie z Iwanofrankowszczyzny ja odbudowali w ciągu kilku tygodni. I ta cerkiew nadal stoi. Cerkwie, w których on był, najpierw zostały zrujnowane, a potem znowu powstały. To jest coś unikalnego i bardzo interesującego, tak że miałam bardzo ciekawa podróż i sądzę, że dla słuchaczy też było ciekawie. Nawet miałam taki pomysł, żeby pokazać te wszystkie takie rzeczy, żeby potem fizycznie odbyć tę podróż. Iwan Trusz – ten ostatni slajd, który był – specjalnie wybrał się w taką podróż, popatrzeć na ten Kaniów; to też zrobiło na nim wrażenie. Z Dragomanowym, ze swoją przyszłą żoną odbyli taką podróż – „ostatnia droga Szewczenki na Ukrainę”. Myślę, że dla nas wszystkich byłoby bardzo ciekawe, gdyby odbyć taką podróż z wielkim Koszarem.

(-)

– Tak sobie myślę, jak w ogóle doszło do tego, że władza carska, wiedząc kto to taki ten Szewczenko i czym to się może zakończyć, pozwoliła na przeniesienie jego ciała. Bo to była taka okazja do demonstracji uczuć narodowych; podczas całej podróży. Zwłaszcza na Ukrainie – od Hłuchowa.

– Oni zakazali przemówień na Ukrainie, ale gdy tylko wynoszono trumnę z Cerkwi Podolskiej na ulicę, to co rusz zatrzymywano się i wygłaszano przemówienia. Ale ja myślę, że to co wielkie, to zawsze się przebije. Oprócz tego wszystkiego, co można mówić o carskiej władzy, a potem porównywać ją z władzą bolszewicką, to ta carska władza na tyle jeszcze była postępowa, że faktycznie pozwoliła. Szewczenko na tyle skupił wokół siebie, w jego orbicie byli na tyle wielcy ludzie, że to poszło w świat. Bo szanowano go. To nieprawda, że był znany tylko na Ukrainie. On przecież cały czas mieszkał w Petersburgu, w Moskwie też było wielu jego zwolenników, więc tej podróży w żaden sposób nie można było zatrzymać.

– Mówiła pani, że przemowy na cmentarzu nad trumną w Petersburgu wygłaszano w trzech językach.

– Tak, tak! To była społeczność ukraińska, rosyjska społeczność demokratyczna i Polacy tak samo przemawiali, bo też go szanowali. To co prawdziwe, to się odczuwa, to przyciąga. Nie trzeba było może nawet czytać jego wierszy (choć na pewno czytano), ale sam jako człowiek. Sam jako człowiek przyciągał jak magnesem pozytyw. I tak samo wielkich ludzi.

– Mamy tu jeszcze jeden dowód na to, że Szewczenko jednoczył nie tylko Ukraińców, on jednoczył wszystkich wolnych ludzi – wolnych duchem, wolnych myślą. Wiemy, że Polacy pomogli mu, trochę ulżyli jego życiu na zesłaniu (gdy był dziesięć lat na zesłaniu), bo to dzięki ich staraniom oddelegowano go na ekspedycję, żeby robił szkice; był w ekspedycji naukowej. No i byli też Rosjanie. To nie byli ci Rosjanie, którzy teraz walczą z Ukrainą.

(-)

Temat spotkania szewczenkowskiego był nietypowy, zazwyczaj mówimy o jego twórczości, więc towarzyszył nam lekki niepokój – jak ludzie to odbiorą? Niepokój trwał krótko:

– Bardzo, bardzo się podobało! Bardzo ciekawie było, naprawdę! Coś innego usłyszałam.

– Podobało mi się, bardzo ładnie. Była ta historia przeniesienia tej trumny, bardzo ładnie zrobione, podobało mi się. Ja o tym słyszałam już jak byłam w Kaniowie, troszeczkę słyszałam o tej historii, a teraz sobie przypomniałam.
To była pani Maria i Pani Emilia, natomiast pan Marian miał jeszcze więcej wspomnień:

– Gratuluję! Tak się wzruszyłem tą treścią, no i pokazy tych ilustracji… tylko był jeden kłopot: źle widziałem… Ale to moja wina – dlaczego tam usiadłem?

– Nawet tak pomyślałam, że lepiej byłoby się przesiąść.

– No, te kozackie motywy, to kiedyś tak wiadomości się roznosiło po świecie, przekazywano przy akompaniamencie skrzypiec czy jakiegoś innego instrumentu . i do dzisiaj, tam przy mogile Szewczenki… ja tam byłem chyba ze trzy razy. A pierwszy raz – teraz we wrześniu minie sześćdziesiąt lat. I opalaliśmy się na tej Czerneczej Górze potem . a nawet jeszcze wtedy tego muzeum nie było, potem to muzeum urządzono. I tam jest taki jeden portret, jakiego nigdzie indziej nie widziałem. Pewna Ukrainka wyszywała go brązowymi nićmi. I tam są prawdopodobnie 62 odcienie brązu. Od twarzy – tu jest najjaśniejszy, potem ręce, oczywiście marynarka i tak dalej. I to na zakończenie muzeum, ostatni obraz w muzeum. Mało tego: to jeszcze jest żywy portret, bo oczyma wodzi!
Tak jak było powiedziane – Szewczenko jednoczy ludzi. Na spotkanie szewczenkowskie przyszła też pani Natalia, która przyjechała do Olsztyna z Ukrainy. Czy nie pożałowała?

– Nie, nie, nie! To wszystko ze smakiem i wiedzą. I merytorycznie, i z miłością do ukraińskości, i to, że tak wiele zachowaliście – i ten instrument grający, lira; cała taka jak nowa. I to, że dzieci chcą! Że ubierają się w wyszywanki i śpiewają i szanują słowo ukraińskie – bardzo, bardzo mi się spodobało.

– Myślę, że widzowie albo usłyszeli nowe fakty, albo przypomnieli sobie o Szewczence, bo my zawsze mówimy o jego twórczości, a o historii przeniesienia jego prochów rzadziej.

– No, chcę pani powiedzieć, że to wszystko jest prawdą, to co było powiedziane. I w Internecie… bo ja w ogóle lubię wszystko, co ukraińskie, a zwłaszcza co mówi się o Szewczence. Ja nawet dużo dopiero później czytałam o nim. To bardzo wybitny człowiek. Bardzo! Szkoda jedynie, że nie stało się tak jak sobie tego życzył – mieć rodzinę, dom i tak dalej. Poniewierał się to na pańszczyźnie, to „w sołdatach”; bardzo mało miał niezależności, ale bardzo dużo zrobił dla Ukrainy.

(-)

Okazuje się, że było więcej niespodzianek tego dnia. Prof. Teresa Astramowicz-Leyk, która przyszła na spotkanie wraz z mężem, Wiktorem-Markiem, też ma pewien ciekawy związek z Szewczenką:

(-) Wypowiedź w języku polskim
Pani Łesia Ławrynowycz napracowała się, przygotowując prezentację. Czy nie było to męczące? Jak się pracowało?

– Jak zawsze – fantastycznie. Dlatego, że po drodze znalazłam bardzo dużo ciekawego dla siebie, po raz kolejny zachwyciłam się tymi ludźmi. I Szewczenko – tak jak mówiłam, to jest na tyle potężna planeta, że do swojej orbity wciągał wiele takich wielkich postaci. Nawet na zesłaniu, to też tam… i odbierano go jako człowieka, bo nie sądzę, że gdyby to był tylko jego talent, to przyciągałby do siebie tylu ludzi. On był po prostu osobowością, Bogiem daną nam i nie tylko nam – światu. I na podstawie tych wypowiedzi, (które wygłaszali) nie tylko Ukraińcy, ale i Rosjanie, i Polacy, to tylko mówi nam o tym, że to naprawdę jest wielka osobistość. Tak że podziękujmy Bogu za to, co mamy i nie narzekajmy!

(-)

To prawda! Lepiej cieszyć się tym, co mamy, zamiast martwić tym, czego nie mamy. Czas minął bardzo szybko, tym bardziej, że usłyszeliśmy też kilka piosenek w wykonaniu niektórych uczestników zespołu „Suzirjaczko” – obecnych i dawnych; byli to: Oriana Szczerbik, Amelia Kuształa, Piotr Cholewka, Borys Hałuszka, Igor Jarmoła. Wystąpił też mój radiowy kolega Sergiusz Petryczenko, akompaniując sobie na lirze.

(-)

Nasz antenowy czas też minął bardzo szybko. Za uwagę dziękuje wam Jarosława Chrunik. Usłyszymy się znowu jutro o tej samej porze, a tymczasem – miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/apod)

24.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Co roku Ukraińcy Warmii i Mazur czczą pamięć Tarasa Szewczenki. Problemy szkolnictwa polskiego na Ukrainie były jednym z tematów 12. Sesji Parlamentarnej Polski i Ukrainy. Szczegółów dowiecie się już za chwile w ukraińskim programie informacyjnym. Dziś jest środa 24 czerwca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

Co roku Ukraińcy Warmii i Mazur czczą pamięć Tarasa Szewczenki. W tym roku przez pandemię koronawirusa tradycyjne obchody marcowe nie odbyły się. Dopiero w czerwcu udało się przeprowadzić szewczenkowskie uroczystości. W sali parafialnej kościoła greckokatolickiego w Olsztynie obył się koncert, wystawa i prezentacja. Prezentację dotyczącą powtórnego pochowania Tarasa Szewczenki w Kaniowie przygotowała Larysa Lewicka:

(-)

-Prezentacja nasza nazywa się „Droga na Ukrainę”. Szewczenko miał bardzo trudną drogę i nawet ta ostatnia była jakaś nietypowa, można powiedzieć i bohaterskich ludzi, którzy wokół niego byli i symbolicznym. Hryhorij Maczet pisał: „U nas nie ma drugiej mogiły, wielu duchownych wodzów mieliśmy, wielu poetów, uczonych, ale los nie był taki, jak los tej. Ta pojedyncza mogiła na wysokim brzegu Dniepru to pomnik narodowy”
-Przyjaciołom Szewczenki nie dawała spokoju ostatnia wola pisarza. Pragnął być pochowany w ojczyźnie. Dlatego starali się otrzymać zgodę na ponowny pochówek. W odpowiedzi na liczne pytania Mychajła Łazarewskiego w kwietniu udało się uzyskać zgodę na wywiezienie trumny Szewczenki na Ukrainę. Pierwszy o…powiedział Pantalejmon Kulisz towarzysz z bractwa cyrylo-metodijewskiego [fragment poezji]
-Dzisiaj zaśpiewałem pieśni kozackie. Powiązane są z twórczością Szewczenka, bo on wyrastał na kozaczczyźnie, hajdamaczczyźnie, na kozackiej tradycji i heroizmie, dlatego takie pieśni na pewno brzmiały w jeo otoczeniu i może sam też takie śpiewał.

(-)

-Gdzie pani maska pani Natalio?
-W kieszeni.
-Nie boi się pani?
-Nie, zaraza zarazy nie weźmie.
-Dzisiaj pani przyszła ryzykujac zdrowie można powiedzieć, by uczcić Tarasa Szewczenkę.
-Szczerze powiem, że Szewczenko to nasz prorok, bardzo lubię jego wiersze i szanuję. Bardzo utalentowany, wszechstronnie człowiek, bo i pisał, i malował, i myślał o Ukrainie.

[fragment poezji]

(-)

-Zawsze obchodzimy dzień urodzin i dzień śmierci Szewczenki i jakoś ucieka ten fakt, że odbył on taką podróż już pośmiertnie z dalekiego Petersburga do ojczyzny.
-To nie tak, jak teraz, że wsiadł do pociągu czy samolotu. To było pociągiem, później konno, kilka razy przenoszono go rękoma w Petersburgu, bo to była jakaś świętość, nawet nie chcieli go ludzie wypuszczać, potem pieszo, parostatkiem tam gdzie gdzie pochowano go w górach kaniowskich i kiedy przywieziono go do Kaniowa dalej nie znali miejsca, do ostatniego momentu. Czystachiwski z bratem Bartłomiejem chodzili po wzniesieniach i wybrali to miejsce.
-To faktycznie ciekawe, jak to się odbywało; ile ludzi było zaangażowanych, że trzeba było mieć zgodę, żeby przenieść jego ciało, jak go ludzie żegnali po drodze; jak go pochowano na Czerneczej górze w Kaniowie, na Ukrainie. Wszystko już się odbywało, ale nie wiadomo jaki będzie rezultat, gdzie ostatecznie będzie pochowany. On jest synem całej Ukrainy.

(-)

Cały materiał Sergiusza Petryczenki usłyszycie dziś wieczorem.

(-)

Problemy szkolnictwa polskiego na Ukrainie były jednym z tematów 12. Sesji Parlamentarnej Polski i Ukrainy. Spotkanie odbyło się w formie telekonferencji. W sesji w Kijowie w ukraińskiej Radzie Najwyższej oprócz ukraińskich parlamentarzystów uczestniczyli też przedstawiciele rządu, oraz ambasador RP na Ukrainie. Z Kijowa Paweł Buszko:

(-)

Tym kończymy nasz program. Na fali Polskiego Radia Olsztyn usłyszymy się jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i życzę przyjemnego dnia. (dw/kos)

23.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 23 czerwca w programie „Z dnia na dzień” na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik i dzisiaj razem powędrujemy śladami pamięci, ale wcale nie tak, jak się przyzwyczailiście. Albo – prawie nie tak, bo przecież „Eneida” Kotlarewskiego to jest absolutnie utwór historyczny. Sądzę, że piosenka podpowie wam o czym jeszcze będziemy dzisiaj mówić.

(-)

Tak, teraz opowiem wam o Dniu Ojca, który w Polsce obchodzimy właśnie dzisiaj. Bycie ojcem jest o wiele trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. W wielu ukraińskich rodzinach to właśnie ojciec odpowiada za wychowanie dzieci, uczy czytać i chodzić, organizuje wycieczki, uczy jeździć na rowerze. Nasi rodzice to najbliżsi nam ludzie na całym świecie. Tata i mama – to pierwsze słowa, które najczęściej wypowiadamy jako pierwsze, ucząc się języka ojczystego. Staramy się ich porównywać, obserwujemy ich, uczymy się ich. Są dla nas jednocześnie zarówno największą zagadką jak i największym odkryciem. Dobrze, gdy ich mamy i bardzo smutno, gdy odchodzą.

Jak czytamy na stronie DilovaMova.com, Dzień Ojca, tak samo jak i Dzień Matki obchodzony jest obecnie w wielu krajach współczesnego świata. Na Ukrainie Dzień Ojca jest oficjalnym świętem, obchodzonym co roku w trzecią niedzielę czerwca. Data obchodów tego święta na poziomie międzynarodowym w krajach, gdzie szczególnie szanowane są wartości rodzinne, już dawno utrwaliła się w trzecią niedzielę czerwca. Święto sięga swoim początkiem do 1909 roku i po raz pierwszy było obchodzone w mieście Spokane w stanie Waszyngton w USA. Inicjatorka Dnia Ojca była kobieta – Sonora Smart Dodd. W jej rodzinie wraz z nią było sześcioro dzieci. Po urodzeniu szóstego dziecka ich matka umarła i wszystkie troski związane z wychowaniem dzieci, w tym – nowo narodzonego synka, wziął na swoje barki ich ojciec, William Jackson Smart. Oczywiście, nie mógł zapewnić im wszystkiego, co mogą dzieci otrzymać od matki, ale zrobił absolutnie wszystko, żeby jego dzieciom nie zabrakło rodzicielskiej troski, zrozumienia i miłości, którą można otrzymać tylko od najbliższej osoby. Dzieci wyrosły, każde poszło swoją drogą. Sonora wyszła za mąż. Pewnego razu, w 1909 roku podczas uroczystości religijnych poświęconych Dniowi Matki, który wówczas w USA był już świętem narodowym, przypomniała sobie swoje dzieciństwo i wspomniała ojca, na barkach którego legły wszystkie kłopoty związane z ich wychowaniem i utrzymaniem; o tym, jak godnie ojciec uporał się z tym niełatwym zadaniem, pracując na fermie i oddając dzieciom całą swoją uwagę i miłość bez reszty. Sonora poszła do rady miejskiej i zaproponowała ustanowienie nowego święta – Dnia Ojca. Rada miejska ten pomysł zaaprobowała. Postanowiono przeprowadzić należne uroczystości w dniu urodzin Williama Smarta – 5 czerwca. Jednak nie wystarczyło czasu na jego przygotowanie i święto przeniesiono na 19 czerwca. Dość szybko pomysł ten podchwycono tez w innych miastach stanu, natomiast świętem ogólnonarodowym w Ameryce dzień ten stał się w 1966 roku. Wówczas prezydent USA Lyndon Johnson wyznaczył też ogólnonarodową datę święta: trzecią niedzielę czerwca. W ślad za USA Dzień Ojca zaczęto obchodzić też w Wielkiej Brytanii i Niderlandach, Francji i Chinach, potem zaczęły się przyłączać inne kraje. Do 2012 roku w trzecią niedziele czerwca obchodzono to święto już w 28 krajach świata, w tym i na Ukrainie. Ale w tymże czasie święto obchodzone jest nie wszędzie. Na przykład: we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii Dzień Ojca obchodzony jest 19 marca, w Korei Południowej jest analog – Dzień Rodziców, obchodzony 8 maja, w Finlandii, Szwecji i Estonii dzień Ojca jest w drugą niedzielę listopada, a w Bułgarii – 26 grudnia. W Polsce, jak wiemy, dzień Ojca obchodzimy 23 czerwca. Święto Ojców bez wątpienia pojawiło się jak wyraz wdzięczności i miłości , które kochająca córka poświęciła swemu ojcu. Zgodnie z tradycją Nowego Świata symbolem Dnia Ojca są kwiaty – róże, które nosi się przy sercu, przypinając tego dnia do ubrania. Czerwone róże nosi się, gdy ojciec żyje, a białe – gdy odszedł do świata umarłych. W wielu krajach urządzane są różne imprezy i wydzielane są środki na pomoc potrzebujących ojców, samotnie wychowujących dzieci. Wyraża się szacunek mężczyźnie-ojcu.

W tym dniu my także przyłączamy się do wszystkich życzeń pod adresem wszystkich ojców. Życzymy im, żeby jak najdłużej z dziećmi, żeby mogły cieszyć ich i troszczyć się o nich, kochać i rozmawiać z nimi, bowiem nie zawsze mamy tę możliwość. Wszystkiego najlepszego, drodzy Tatusiowie – i ci z dużym doświadczeniem, i ci, którzy dopiero wstępują na szczęśliwą ścieżkę ojcostwa!

(-)

Jeszcze jeden ojciec – to ojciec nowożytnej literatury ukraińskiej, Iwan Kotlarewski. Ponad 220 lat Ukraińcy szczerze śmieją się z przygód Eneasza, Trojańczyka w kozackich szarawarach i żupanie, „rzutkiego kawalera”, który musiał opuścić splądrowany przez wrogów kraj ojczysty i szukać nowej ojczyzny. A w podtekście poematu została zaszyfrowana cała warstwa naszej historii. Barwny bohater Iwana Kotlarewskiego stał się nawet symbolem zarówno wysokiej, jak i masowej kultury – jego imieniem chętnie nazywane są restauracje i znaki handlowe. Trawestacyjnych „przebrań” znamienitego Wergiliuszowego eposu pojawiło się w naszych czasach wiele, ale tylko ukraińska wersja stała się arcy-utworem piśmiennictwa narodowego.

Było w poemacie Kotlarewskiego coś jeszcze oprócz wesołych wypraw i wielkich bankietów z najdziwniejszymi potrawami i mocnymi napojami. Do słowa – menu „według Eneidy” spokojnie może zostać znakiem firmowym niezłej restauracji i goście będą mieli z czego wybierać. W poemacie wspomniano około 175 tradycyjnych potraw narodowych. Na przykład – trzy lata temu na połtawskim gastronomicznym festiwalu eneaszowskim smakoszom proponowano dwadzieścia spośród nich. Żeby nie wywoływać niepotrzebnie dodatkowego głodu, proponuje drugi odcinek słynnej „Eneidy” Iwana Kotlarewskiego:

(-) Fragment poematu

Na tym kończymy wieczór przygód z Eneaszem, kolejny będzie za tydzień. Jeszcze raz wszystkim tatusiom życzę wiele radości od dzieci, a ja już żegnam się z wami do jutra. Spotkamy się o tej samej porze, a teraz życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/ad)

23.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W zeszłą niedzielę uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego w Dobry m Mieście i Lidzbarku Warmiński uroczyście zakończyli rok szkolny i otrzymali świadectwa. Natomiast na Ukrainie egzaminy. Tam w końcu pozwolono na przeprowadzenie zewnętrznego niezależnego oceniania. Wołodymyr Zełenski zwrócił się do swoich rodaków z okazji obchodzonego na Ukrainie Dnia Żałoby i Pamięci Ofiar Wojny. 1/3 Ukraińców żałuje rozpadu ZSRR – pokazuje ostatnie badania. Na antenie ukraińskie wiadomości. Dziś wtorek 23 czerwca. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
W zeszłą niedzielę uczniowie punktów nauczania języka ukraińskiego w Dobry m Mieście i Lidzbarku Warmiński uroczyście zakończyli rok szkolny i otrzymali świadectwa. Dobre oceny uczniowie zawdzięczają nie tylko nauczycielowi, ale przede wszystkim rodzicom, na barkach których legło nauczanie na odległość – podkreśla nauczyciel języka ukraińskiego Piotr Tabaka:
Zawsze staramy się, żeby każde zakończenie roku szkolnego było bardzo uroczyste. W tym roku nie udało się. Ograniczyliśmy się tylko do życzeń i rozdania świadectw. Świadectwa były inne dla każdego ucznia i muszę złożyć tu szczególne podziękowanie rodzicom, teraz kiedy mamy nauczanie na odległość, bo jednak rodzice po wyczerpującej, codziennej nauce, bo jednak na co dzień też wiele wszystkiego, jeszcze znaleźli trochę czasu, żeby uczyć języka ukraińskiego. Więc wielkie podziękowania dla rodziców.
Uczniowie w Olsztynie są na progu uroczystości. Dzielną się tym, jak kończą rok szkolny i czym planują się zająć w najbliższym czasie:
-Borys Hałuszka – przeżyć teraz kwarantannę. Zobaczę co będzie dalej.
-Jak poszło ci nauczanie na odległość?
-Dobrze poszło. Będę mieć pasek.
-Gratuluję serdecznie.
-Nazywam się Petro [C]Holałka
-Koniec roku szkolnego, nauczanie na odległość. Jak ci poszło i jak kończysz?
-Ciężka była szkoła. Nauka przez komputer. To była jedna z trudniejszych rzeczy, które mieliśmy w tym roku.
-Jak sobie poradziłeś?
-Dobrze. Mam oceny takie, jak myślałem, że będę mieć, czyli takie jak trzeba.
-Pasują ci.
-Pasują mi, moim rodzicom też pasują.
-To najważniejsze. Życzę Ci sukcesów
Ten tydzień będzie ostatnim w roku szkolnym dla wszystkich uczniów w Polsce, więc niech ich wakacje będą udane i zdrowe.
Natomiast w Ukrainie zaczynają się egzaminy. Tam pozwolono na przeprowadzenie zewnętrznego oceniania niezależnego. Komisja państwowa technogenno-ekologicznego bezpieczeństwa i sytuacji wyjątkowych zgodziła się na przeprowadzenie zewnętrznego oceniania niezależnego od 25 czerwca do 17 lipca. Poinformowała o tym wykonująca obowiązki ministra oświaty i nauki Lubomira Mandzij – informuje biuro prasowe Ministerstwa Oświaty i Nauki Ukrainy. „Dziś komisja państwowa technogenno-ekologicznego bezpieczeństwa i sytuacji wyjątkowych uchwaliła decyzję: sytuacja epidemiologiczna pozwala na przeprowadzenie zewnętrznego oceniania niezależnego w zaplanowanym terminie od 25 czerwca do 17 lipca. Jednocześnie zewnętrzne ocenianie niezależne, ukraińskie i regionalne centra oceny jakości nauki, punkty testowania gotowe są do przeprowadzenia zewnętrznego oceniania niezależnego 2020 w bezpiecznych warunkach zgodnie z rekomendacjami głównego lekarza Ukrainy” – powiedziała Mandzij
(-)
Wołodymyr Zełenski zwrócił się do swoich rodaków z okazji obchodzonego na Ukrainie Dnia Żałoby i Pamięci Ofiar Wojny. 22 czerwca 1941 roku to data ataku hitlerowskich Niemiec na ZSRR. W czasach sowieckich uznawano ją za początek wojny. Dziś prezydent Zełenski podkreślił jednak, że II wojna światowa rozpoczęła się w 1939 roku, choć wspomniał przy tej okazji jedynie o niemieckiej napaści.

(-)

1/3 Ukraińców żałuje rozpadu ZSRR. Zdecydowanie więcej jest jednak odmiennego zdania. Tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii.
(-)
Jako datę rozpadu ZSRR uznaje się 26 grudnia 1991 roku. Tym kończymy nasz blok informacyjny. Życzę wam przyjemnego dnia i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Usłyszymy się na falach Polskiego Radia Olsztyn. (dw/bsc)

22.06.2020 – godz 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w poniedziałek, 22 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn w programie „Kamo hriadeszy”. W studiu – Jarosława Chrunik. Wiosna w tym roku ociągała się z deszczem, a teraz nadrabia stracony czas ponad miarę. Od dzisiaj już mamy lato, zobaczymy co ono nam przyniesie w pogodzie, bo w naszych zwyczajach i tradycjach niesie – tak jak i wiosna – wiele ciekawego.

(-)

Tradycyjnie już posłuchamy kolejnego fragmentu, zaczerpniętego ze „Starego Fragmentu”. Kontynuujemy cykl „Żywe Słowo”; dzisiaj mowa będzie o tym, że wszystko ma swój czas i o tym, że nie warto za bardzo przywiązywać się do bogactwa:

(-) Fragment Starego Testamentu

(-)

Wczoraj była druga niedziela po Pięćdziesiątnicy, którą inaczej nazywamy Zielonymi Świętami. Dzisiaj jeszcze trochę skupimy się na tych świętach i na tradycjach z nimi związanych. U wielu narodów słowiańskich „zielony tydzień” nosi jeszcze nazwę „rusalie” od słowa „rusałka”. Ale jest jeszcze inne tłumaczenie. Jak czytamy w książce Ołeksy Woropaja „Zwyczaje naszego narodu”, u dawnych Rzymian było to święto róż – Rosaria i miało ono jeszcze jedna nazwę: „Parentalia”, czyli święto przodków. Obydwa te pojęcia są ze sobą powiązane, dlatego że istniał zwyczaj, żeby w dniu wspominania przodków grobowce i mogiły zmarłych ozdabiać kwiatami. To święto przez Bałkany dotarło i do nas. Z dawien dawna istnieje na Ukrainie zwyczaj wspominania nawet samobójców, ale tez i tych, kto przepadł bez wieści gdzież w dalekiej podróży, w obcych, nieznanych krajach. Na Ukrainie byli to przede wszystkim żołnierze – bohaterowie, którzy zginęli w walce o swoją ojczyznę. Niestety, obecnie znowu, już siódmy rok giną chłopcy i dziewczęta za wolność Ukrainy. O święcie mogił na pewien czas nawet jakby zapomnieliśmy, ale przy okazji spotkania w Olsztynie przypomniała nam o nim dr Olga Kich-Masłej z UJ w Krakowie. Opiekuje się ona między innymi odnowieniem cmentarza w Wierzbicy – wsi swoich przodków. Opracowała też dokumentacje mogił na tym cmentarzu.

– Święto mogił. Wtedy zapalało się światło; każde Święto mogił miało trzy następujące etapy: nabożeństwo w cerkwi; zbudowanie mogiły, czasami trumny z brzozowym lub świerkowym krzyżem; następnie przemarsz delegacji, wieńce od różnych ludzi, od różnych organizacji z różnych wsi. Ludzie ci szli pochodem ze śpiewem na cmentarz i na tym cmentarzu odbywała się panachyda. Składano tam symboliczne kwiaty, symboliczne wieńce. I tak my obecnie to robimy, przypominając i „domykając” tamto życie i modląc się za tamto życie, które odeszło. My teraz też, my – Ukraińcy, chociaż mieszkańcy, obywatele Polski, znajdujemy się w wyjątkowym stanie. Nasze państwo – Ukraina, nasz naród znajduje się w wyjątkowym stanie wojny. I tam, na wschodzi Ukrainy także giną ludzie; młodzi ludzie bardzo często i pojawiają się nowe mogiły. I tam na wschodzie, i w centrum, i na Zachodniej Ukrainie. I wiecie, powołam się teraz na słowa pisarki, Swietłany Aleksiejewicz – walka ta, mimo że taka trudna i nie zakończona, już jest wygrana dla Ukraińców. Wiecie dlaczego? Dlatego, że Ukraińcy czczą swoich bohaterów. Oni budują wysokie mogiły. Gdy wiozą tych chłopców ze wschodniej Ukrainy, z dalekiej Ukrainy, to ludzie po wsiach klękają, chylą czoła. A gdy wiozą biednych chłopaków, żołnierzy ze strony rosyjskiej, w daleką Rosję, to nikt o tym nie wie. Ich chowają, bardzo często też nie ma ciała.

(-)

Bardziej filozoficznie odniósł się do kwestii wieczności i mogił naszych przodków prof. Marek Melnyk z UWM:

– Gdzie oni się znajdują na tej drodze do wieczności? Czy w połowie? My tego nie wiemy. Nie wiemy. I to jest bardzo potrzebne, bardzo mądre, że nie wiemy kiedy nastąpi nasz koniec. Jednak cmentarz nam przypomina: „Uważaj, rób rachunek sumienia swego życia, bądź dobrym człowiekiem, uczciwym. Zobaczcie, jacy mądrzy byli nasi przodkowie: cerkiew, a wokół cerkwi groby. Pani doktor tu nam podpowiada taka naszą ukraińską mądrość; naszą chrześcijańską mądrość, naszą chrześcijańską koncepcję człowieka. I my nie możemy o tym zapominać, dlatego że wtedy zapomnimy o podstawach naszej kultury. Nasi przodkowie, gdy jeszcze nie byli chrześcijanami, też czcili swoich przodków. Fakt, że ciała palili. Ale to też był znak, że odchodzą oni do rzeczywistości duchowej. Do krainy swoich praszczurów. I my tez te swoja prasłowiańską tradycję, potem ochrzczona tradycję, mamy obowiązek te tradycję zachować. Nie możemy o tym zapomnieć.

(-)

Poprosiłam panią dr Olgę Kich-Masłej, żeby opowiedziała trochę więcej, bo zdaje się, że wracamy do naszych dobrych tradycji – tradycji naszych przodków: czczenia, utrzymywania związku z pokoleniami, które odeszły. A tradycją na Zielone Światki jest w sposób szczególny czcić przodków.

– Rzeczywiście tak jest. Mało kto dzisiaj pamięta, że w naszym wschodnim obrządku nie tylko na Wielkanoc idziemy na cmentarze, żeby odprawić panachydę, wspomnieć wszystkich zmarłych, ale to też odbywało się na terytorium polsko-ukraińskiego pogranicza na Zakerzoniu, na Zielone Świątki. I to jest bardzo dawna tradycja wschodnia. Można powiedzieć, że jeszcze przedchrześcijańska, która rozwinęła się na przestrzeni lat. Nasi przodkowie wierzyli, że w momencie, gdy zmartwychwstaje przyroda, gdy jest już w swoim maksymalnym rozkwicie, zmartwychwstają też przodkowie, którzy odeszli, ich dusze. A ci, którzy odeszli to byli obrońcy, bardzo często – rodziny, rodu, wsi, państwa, kraju i dlatego ich wówczas na Zielone Świątki wspominano. Natomiast jeszcze w okresie międzywojennym, w latach 1920-30-tych na ziemi tomaszowskiej, w takich wsiach jak choćby Wierzbica, Kornie i w innych naszych wsiach, skąd wysiedlono Ukraińców w Akcji „Wisła”, obchodzono Święto Mogił. Było ono bardzo charakterystyczne, miało trzy części. Zawsze zaczynało się podczas Zielonych Świąt w cerkwi, gdzie ustawiano albo trumnę, albo taką mogiłę z brzozowym lub ze świerkowym krzyżem. Po liturgii wszyscy obecni (bardzo często różne delegacje z wieńcami) szli na cmentarz. Tam była odprawiana panachyda, zakończona najczęściej pieśnią: „Gdy umieraliście, nie grały wam dzwony…”, do której muzykę napisał znany kompozytor Hajworoński. O tym święcie zapomniano po wysiedleniu, w ogóle nie można było wspominać o wojennych mogiłach.

(-)

Pani Olga może jeszcze bardzo długo opowiadać o tradycjach, ale nasz czas już się kończy. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Dziekuję wam za uwagę i – do usłyszenia jutro o tej samej porze, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

22.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Wczoraj w cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie Ukraińcy uczcili proroka narodowego, geniusza, ojca, wybitnego poetę i artystę Tarasa Szewczenkę. „Mój ulubiony wiersz ukraińskiego poety”. Konkurs recytatorski, który od wielu lat organizuje szczeciński oddział ZUwP, w tym roku odbędzie się w formacie online.  Szczegóły za chwilę. Dziś jest poniedziałek 22 czerwca. Z wami Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

Wczoraj w cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie Ukraińcy uczcili proroka narodowego, geniusza, ojca, wybitnego poetę i artystę Tarasa Szewczenkę. Tradycyjny szewczenkowski marzec, udało się Ukraińcom z Olsztyna zrealizować w czerwcu. Pandemia koronawirusa podyktowała swoje warunki, natomiast parafian i gości na święcie to nie przeraziło. Był odstęp między stolikami, maski, dezynfekcja, ale i wiele radości ze spotkania, i w końcu koncert na żywo.

(-)

[-]
Przewodniczący miejskiego koła ZUwP Piotr Tabaka
-Nie udało się nam zorganizować koncertu w marcu z powodu pandemii koronawirusa, ale chcemy uczcić mimo wszystko rocznicę Szewczenki, bo Szewczenko dla Ukraińców, dla każdego Ukraińca jest prawie jak święty.
-Bałam się, że po raz pierwszy w historii, mówię o latach, których nawet ja nie pamiętam, bo po przesiedleniu, że przyjdzie nam przeżyć rok bez uczczenia pamięci Tarasa Szewczenki. Dla nas to nie do pomyślenia, bo kim jest dla nas Szewczenko wiemy wszyscy nawet sobie nie uświadamiając, a bez Szewczenki nas by nie było. Wiedzą to Ukraińcy w diasporze, niezależnie czy w Polsce, czy Niemczech, Ameryce, Kanadzie czy Australii. Wszyscy zbieramy się wokół naszego „ojca”. Tak jak powiedział jeden z uczestników kapeli chóralnej Dudaryk ze Lwowa – Szewczenko to nasza marka, która łączy nas we wszystkich zakątkach świata.

[-]
-I co dzisiaj śpiewasz powiedz.
Piotr Cholewka
-Ja śpiewam piosenkę Tarasa Szewcznki „Witer wije, powywaje”. Śpiewam solo, tak wyszło z powodu sytuacji, która ma miejsce na świecie. Suziriaczko jest za dużą grupą, żeby śpiewać razem i tak wyszło. Wszyscy muszą śpiewać oddzielnie.

[-]

[wypowiedź w języku polskim]
Przyznaje się Joanna Kuształa, mama Amelii Kuształy z Dobrego Miasta. Na scenie sali parafialnej wystąpili także inni soliści zespołu Suziriaczko oraz lirnik Sergiusz Petrycznenko. Więcej o wydarzeniu opowiemy w kolejnych audycjach.

(-)

Konkurs recytatorski, który od wielu lat organizuje szczeciński oddział ZUwP, w tym roku odbędzie się w formacie online. Uczestnikami konkursu mogą być uczniowie szkół z ukraińskim językiem nauczania i punktów nauczania języka ukraińskiego w Polsce. Konkurs pod hasłem „Mój ulubiony wiersz ukraińskiego poety” odbędzie się w internecie. Każdy uczestnik musi przygotować jeden utwór poetycki po ukraińsku, nagrać go na wideo i przesłać pocztą elektroniczną jury konkursu:

21.06.2020 – godz 20.30 (opis do dźwięku)

. Razem z nagraniem dzieci mają przesłać zgłoszenie do konkursu. Przesłane nagrania oceniać będzie jury konkursu zgodnie z kategoriami wiekowymi. Uczestnikami mogą być zarówno uczniowie zerówki, jak i liceów. Zgłoszenia i nagrania przyjmowane są do 30 lipca, a ogłoszenie wyników najpóźniej 30 sierpnia tego roku. Na zwycięzców konkursu czekają nagrody, a za udział dyplomu. Szczegółów szukajcie na stronie ZUwP oup.ukraina.com.pl.

(-)

Tą informacją kończymy wydanie, a ja żegnam się z wami do jutra. O 10:50 zapraszam na świeżą porcję ukraińskich informacji z regionu i Ukrainy. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

20.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W programie „Od Niedzieli do Niedzieli” wiat was Hanna Wasilewska.
(-)
Uczniowie szkoły podstawowej im. Łesi Ukrainki w Bartoszycach, całkiem jeszcze młodzi, piszą wiersze po ukraińsku, a do tego pięknie deklamują. I to nie wszystko – malują pięknie. Takie zadanie swoim uczniom wymysliła nauczycielka języka ukraińskiego Agnieszka Wnukowicz.
(-)

-To mój pomysł, on narodził się, kiedy dzieci przestały chodzić do szkoły z powodu pandemii, z powodu koronawirusa i tak pomyślałam, zawsze staram się żeby lekcje były inne, żeby były innowacje, żeby były ciekawe, żeby były różne projekty i pomyślałam, że można zrobić taki projekt innowacyjny, tak z dziećmi po prostu online, kiedy są one w domu.
O ile wiem, w projekcie wzięły udział dzieci z różnych klas. Jak udało się poznać dzieci w warunkach izolacji?
-Uczę dzieci z 3 i 5 klasy, one bardzo dobrze się znają. Nie musiałam ich zapoznawać jakoś specjalnie. One dobrze się znają, bo razem na koncerty różne jeździmy, ja prowadzę z nimi dwa zespołowy. 3 i 5 klasa dzieci dobrze się znają. Pomyślałam, że one mogą wziąć udział w takim projekcie.
-Proszę powiedzieć dokładniej, na czym polegał projekt „Dzieci – poeci”
-Cel projektu jest taki, że dzieci z 5 klasy miały za zadanie napisać własne wiersze. Niedługie własne wiersze. Uczyliśmy się na lekcjach języka ukraińskiego jak pisać wiersze. Pomyślałam, że dzieci mogłyby znaleźć sobie swój temat. To mogła być wiosna, zima, pora roku. Może jakaś zabawa, może o zwierzętach i roślinach…zaczęliśmy ten projekt marzec-kwiecień, wszystkim odpowiadał temat wiosny i dzieci napisały ładnie swoje wiersze o wiośnie. Później dzieci z 3 klasy miały za zadanie nauczyć się tych wierszy czytać. W drugim etapie mieli zadanie nauczyć się na pamięć i namalować do tych wierszy rysunki. Przez własne takie, mieli przeczytać ten wiersz, nauczyć się, pomyśleć co autor chciał powiedzieć. Taka własna refleksja.
-Zrobiła pani wymianę wierszami?
-Tak, dzieci z 3 klasy miały je przeczytać, nauczyć się później na pamięć i narysować rysunki.
Narysowane obrazki będzie można zobaczyć na stronie szkoły lesiabart.pl. A oto jak czytają wiersze młodzi poeci i deklamatorzy. Posłuchajmy teraz:
(-)
-Zadanie dla dzieci 5 klasy – napisać wiersz – jest bardzo trudne jak dla mnie i przewiduje wysoki poziom znajomości języka ukraińskiego, to trzeba mieć duży zapas słów, żeby wykorzystywać i rymować słowa ukraińskie. Jak im się udało się.
(-)
-Jak usłyszy pani nagranie z dziećmi, które czytają wiersze i mówią z pamięci trzecioklasiści, to myślę, że pani sama zobaczy, że dzieci bardzo ładnie napisały i wysoki jest poziom znajomości języka ukraińskiego. Ja z nimi pracuję już 5 lat. Od 1 klasy. Trzecioklasistów już 3 rok. Dużo mówimy po ukraińsku. U mnie lekcje ukraińskiego są tylko po ukraińsku, oni wiedzą, że nie mówię po polsku przez tę godzinę i że nie odpowiem na żadne pytanie po polsku, i myślę że taka metoda nauczania jest bardzo dobra i mają bardzo wysoki poziom, bardzo dużo słownictwa, znają bardzo dużo słów. Było tak, że musiałam popoprawiać, że były błędy u niektórych dzieci. To normalne bo to dzieci. Ale myślę, że wiersze są bardzo ładnie napisane. Sama pani zobaczy.
-Poezja to nie tylko słowa, poezja to też stan duszy, to twórczość do której nie każdy człowiek się nadaje i nawet nie każdy nauczyciel. Czy pisała pani kiedyś wiersze?
-Tak, jak mówiła wcześniej, że…wiersze pisaliśmy. Braliśmy udział w międzynarodowym projekcie „My Ukraińcy – ja i ty” z biblioteką we Lwowie, gdzie też bibliotekarze napisali wiersze. Wiele czytamy wierszy na lekcjach, wiele opowiadań, bajek. Myślę, że dzieciom było łatwiej, że nie tylko ćwiczymy gramatykę języka ukraińskiego, ale dzieci uczą się języka poprzez czytanie, słuchanie opowiadań, bajek i wierszy, przede wszystkim wierszy.
(-)
-To bardzo zdolna klasa, to bardzo artystyczne dzieci. One prawie wszystkie śpiewają, tańczą biorą udział w różnorodnych wydarzeniach w szkole. Nie tylko ze mną. I w chórze szkolnym i w zespołach teatralnych i one mają wspaniałą fantazję, wymowę, bardzo dużo dzieci jest z ukraińskich rodzin. Wszystkie dzieci pokazały radosne emocje, dużo radości w tych wierszach. W ogóle to dzieci radosne na co dzień, uśmiechnięte. Ta klasa to szczególnie zdolna klasa, o tak powiem.
(-)
Sam temat, że one wybrały wiosnę, prawda; prawie wszystkie dzieci wybrały temat wiosny. Raz, że wiosna nadchodziła, bo to był prawie marzec; myślę, że wszystkie dzieci miały nadzieję, że z wiosną przyjdzie ciepło, będzie słońce; wrócą do szkoły. Dlatego ten nastrój wierszy był pełen nadziei; o tak. Radosny, ale w tych wierszach widać nadzieję, że będzie lepiej.
Jak słyszycie wiersze są naprawdę cudowne. Według mnie warto posłuchać więcej, ale to już innym razem. Program kontynuujemy zapoznając się z utalentowaną ukraińską młodzieżą z Ukrainy:
„Czumacki szlak” to ukraiński zespół, który gra etno-folk-rock. Po naszym poznaniu się na Ekołomyi-2016 muzycy wzbogacili swój dorobek twórczy i wiele podróżowali, między innymi po Polsce. Latem 2019 roku „Czumacki szlak” zdobył czwarte miejsce na międzynarodowym konkursie młodych zespołów Battle Metal, który co roku odbywa się w ramach znamienitego niemieckiego festiwalu ciężkiej muzyki Wacken Open Air. I choć muzyka jest naprawdę dość ciężka, folkowe intonacje nadają piosenkom szczególny koloryt. Duże znaczenie ma i pozycja społeczna ukraińskich muzyków. Poznajcie więc, kto nie zna. „Czumacki szlak”:
– Zespół pojawił się w 2008 roku w mieście Chmielnicki. Ojcowie-założyciele to Serhij Strojan i Illa Suchyj.

– Nazywam się Serhij Strojan i jestem wokalistą grupy, która nazywa się „Czumacki Szlak”. Nie gram na bandurze, jestem tylko kierowcą, wokalistą, czasami psychologiem – to, co jest potrzebne grupie. Grupa powstała w 2008 roku, ale jak mówi się na Ukrainie – 10 lat to młoda perspektywiczna grupa, która dopiero zaczyna.

– A dlaczego „Czumacki Szlak”?

– Nie wiem dlaczego.

– A kto to wymyślił?

– Ja kiedyś wymyśliłem taką nazwę, potem nie wiedzieliśmy już co z tym zrobić. Kiedyś uczyliśmy się z jednym z członków naszego zespołu, to Illa Suchyj, który gra na bandurze i na fujarce, czyli jeden człowiek na dwóch instrumentach – oszczędzamy, żeby potem mniej płacić. Wymyśliliśmy z nim coś takiego gdy byliśmy na jednym roku na uczelni. Jesteśmy zawodowymi muzykami i zapragnęliśmy stworzyć jakiś swój zespół. Może wtedy nie wiedziałem, że to będzie taki format jak w tej chwili. Nazywają nas i hardcor i różnie inaczej. To było coś takiego bardziej akustycznego, dlatego przyszła mi jakoś do głowy nazwa „Czumacki Szlak”, naprawdę nie wiem dlaczego tak wyszło. Oczywiście, to było bardziej skierowane jakoś na folklor, Illa grał na fujarka i chciałem jakoś to połączyć.

– Może zmieni się nazwa razem z muzyką?

– Być może. Czasami sami widzimy, że nie współgra to, co gramy z naszą nazwą

(-)

– Grupa zaczynała pracę jako etno, muzyka etniczna dominowała i było trochę muzyki rockowej. Potem zaczęła dominować muzyka rockowa i coraz bardziej, coraz bardziej chłopcy przeszli do gatunku rockowego. Grupa pojawiła się na „Czerwonej Rucie” w 2011 roku, dużo koncertowała po Ukrainie i brała udział w różnych konkursach i festiwalach. Zdobywał jak nie drugie to trzecie miejsce. Obecnie bardzo trudno przebić się jakimś lokalnym bandom na poziom ogólnoukraiński.

– W ciągu dziesięciu lat mamy na razie dwa pełnowartościowe albumy i trzy wideoclipy. Pierwszy album pojawił się w 2013 roku, nazywa się „Loreala” – to takie imię meksykańskiej dziewczyny, a drugi album wyszedł w ubiegłym roku i nazywa się „Samuraj”.

– Dlaczego tak mało albumów? Dlatego, że zespół bardzo długo pływał w różnych gatunkach. Zespół poszukiwał siebie, poszukiwał własnego brzmienia i stylu; dużo materiału po prostu odrzucaliśmy, tworzyliśmy nowy i dopiero ten, który odpowiadał wszystkim, ten był nagrywany w studiu i wychodziły albumy.

(-)

– Nasza postawa obywatelska jest taka dość wyraziście patriotyczna. Tak jak u wszystkich świadomych Ukraińców. Chcielibyśmy, żeby na Ukrainie wszystko było normalnie, żeby Ukraina była Ukrainą. Żebyśmy nie byli krajem skolonizowanym, zależnym od obcej kultury i języka. Tego bardzo byśmy nie chcieli.

(-)

– Na jakie tematy śpiewacie piosenki?

– Nie zważając na to, że gramy muzykę rockową z elementami folkloru, ale w tekstach nie akcentujemy naszej przynależności etnicznej. Tam poruszane są różne tematy społeczne, nie powiedziałbym, żeby tam były wyraziście patriotyczne, ale różne – filozoficzne…

– A jak ty piszesz piosenki? Jak w ogóle przychodzą ci wiersze do głowy?

– Trzeba było, żeby w zespole ktoś pisał teksty. Spróbowałem, niby wychodzi. Niby ludziom coś tam się podoba. Jak to przychodzi? Nie wiem. Piosenka „Chap cię do worka” – to może taka folklorystyczna, może zaczepka taka nie nadto wyrażona. Piosenka po prostu o uzależnieniu. Jesteśmy takie ostre chłopaki. Ostre społecznie – możemy i powiedzieć, i pokazać.

(-)
W lutym 2019 roku zespół zaprezentował dwa warianty nowego singla „Odnak”, dodając wideo. To najnowsze dzieło chłopców. Posłuchajmy:
(-)
Każde słowo
naszego języka
wyśpiewane w piosnce
więc pieśni słowami
z pobratymcami
w towarzystwie rozmawiamy
każde słowo
naszego języka zapisane w latopisie
więc niech wiedzą wrogowie
jakimi słowami
w samotności milczymy
To troszkę poezji na dziś. To wolny wiersz Wasyla Hołoborodka, poety „szistdesiatnyka” z Ługańszczyzny. Jakoś i o nim powiemy, a póki co, słowo o języku:
[lekcja języka ukraińskiego]
Roman Bodnar też ma się czym podzielić. Oddaję jemu głos:
[Parada Hitów Romana Bodnara]
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go: Hanna Wasilewska i Roman Bodnar. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy za tydzień. Wszystkiego dobrego i bądźcie zdrowi. (dw/bsc)

19.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w letnią sobotę, 20 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Tak bardzo chce się już powrotu do normalnego życia społecznego, do naszych przedsięwzięć kulturalnych, które trzeba było albo przenieść na inne terminy, albo przeprowadzać je on-line! Jednak niewielkie wydarzenia można już organizować i o tym usłyszycie za chwilkę, najpierw – nasz nieodłączny kalendarz historyczny:

(-)

20 czerwca 1690 r. urodził się Petro Kałnyszewski – ostatni koszowy ataman Siczy Zaporoskiej. Podczas rujnowania Siczy w czerwcu 1776 roku rosyjscy żołnierze rozgrabili skarbnicę wojskową, zapasy, archiwum, cerkiew. A Kałnyszewskiego wraz ze starszyzną zaaresztowano i na propozycję Potiomkina zesłano na dożywotnie zesłanie do klasztoru sołowieckiego. Tam też zmarł w 113 roku życia, spośród których 27 ostatnich lat spędził na Sołowkach.

(-)

1887 r. urodził się Borys Homzyn – podpułkownik Armii URL, pomocnik naczelnika wydziału wywiadowczego Generalnego Sztabu Czynnej Armii URL, jeden z najbliższych współpracowników hetmana Pawła Skoropadskiego.

(-)

1929 r. zmarł Jewhen Czykałenko – ukraiński obszarnik, uznany działacz społeczny, dobroczyńca, mecenas kultury ukraińskiej; agronom, wydawca i publicysta. Był jednym z inicjatorów zwołania Centralnej Rady.

(-)

Dzisiaj mają swój dzień Maria, Waleria i Fedot, a także ci, którzy postanowili przyjść na świat 20 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Przypominam uczniom o możliwości wzięcia udziału w konkursie recytatorskim, który organizuje ZUP. Do tej pory to przedsięwzięcie organizował szczeciński oddział ZUP. W tym roku wydarzenie poetyckie ze względu na epidemią odbędzie się w formacie on-line. Uczestnikami konkursu mogą być uczniowie szkół i PNJU w Polsce. są cztery kategorie wiekowe uczestników konkursu: uczniowie szkoły podstawowej – klasy 0-III, IV-VI i VII-VIII oraz klasy licealne. Nadesłane nagrania oceni jury. Konkurs pod tytułem „Mój ulubiony wiersz poety ukraińskiego” zostanie przeprowadzony w Internecie. Każdy uczestnik przygotuje jeden utwór poetycki w języku ukraińskim, nagra go na video (np. telefonem komórkowym) i wyśle na adres mailowy jury konkursu poeciukrainy@gmail.com. Wraz z nagraniem uczestnicy nadsyłają kartę zgłoszenia uczestnika konkursu. Nagrania video i kartę zgłoszenia należy wysłać do 30 lipca tego roku. Ogłoszenie wyników odbędzie się najpóźniej do 30 sierpnia tegoż roku. Zwycięzcy konkursu otrzymają nagrody, a wszyscy uczestnicy – dyplomy. Szczegóły o konkursie znajdziecie pod adresem www.oup.ukraina.com.pl Konkurs dofinansowuje MSWiA w ramach zadania „Działalność Ośrodków Kultury Ukraińskiej w 2020”.

(-)

A jutro po długich tygodniach, a nawet miesiącach kwarantanny, olsztynianie kameralnym spotkaniem uczczą pamięć Koszara. Przedsięwzięcie odbędzie się o godz. 14.30, czyli po trzeciej liturgii. W tym roku usłyszymy o przeniesieniu szczątków Tarasa Szewczenki z Petersburga na Ukrainę. Do tej pory wśród Ukraińców za granicą, w tym i w Polsce, nie do pomyślenia było, żeby nie zorganizować jakiegokolwiek wydarzenia szewczenkowskiego. Mówi przewodniczący elbląskiego koła ZUP, Andrzej Szmigielski:

– Gdy byłem młodym chłopakiem, zauważyłem, że w naszym środowisku ukraińskim Szewczenko odgrywa bardzo dużą rolę. Za czasów komuny nam, Ukraińcom, niewiele było można. Pozwalano nam czcić Szewczenkę. Tak że moje pokolenie 50-latków wyrastało właśnie na bazie utworów Szewczenki, dlatego dużo utworów znamy, pamiętamy i cenimy naszego wielkiego twórcę. I zawsze było dla mnie dziwne, że ludzie, którzy przyjeżdżają z Ukrainy, nie do końca cenią naszego geniusza, oni mają inne poglądy i czasami dziwią się, że u nas w Polsce, w diasporze, zawsze mamy takie uroczyste święto w marcu, czyli rocznicę Tarasa Szewczenki.
Słowa Andrzeja Szmigielskiego potwierdza też Borys Hrinczenko, pisarz ukraiński:

– Nie mamy co cieszyć się, że oto mamy takiego wielkiego poetę, że w każdej wiejskiej chacie go rozumieją i że na nim może wychowywać się naród. My rzeczywiście mamy wielkiego poetę, ale w wiejskiej chacie jeszcze go nie znają. Albo mało rozumieją. Zróbmy więc tak, żeby ludzie z tej chaty podnieśli się duchowo na tyle, żeby naprawdę mogli go zrozumieć. – Borys Hrinczenko, „Przed szerokim światem”.
Nie maja problemy ze zrozumieniem wielkości Kobzara uczestnicy kapeli chóralnej ze Lwowa:

– Dla mnie Szewczenko w rzeczywistości jest prorokiem ukraińskim, bo przewidział bardzo dużo rzeczy, które się urzeczywistniły u nas w kraju. I o Szewczence tak naprawdę trzeba pamiętać zawsze, a nie tylko w marcu. Wspominać go, czytać „Kobzar”, wracać do tego i można powiedzieć, że Szewczenko to nasz ojciec.

– No, w pierwszej kolejności to jest genialny poeta. Nasz, ukraiński poeta. To marka, która reprezentuje nasz naród na świecie i która pomaga nam jednoczyć się.
W Olsztynie w ubiegłym roku z „Dudarykiem” wystąpił też miejscowy dziecięco-młodzieżowy zespół „Suzirjaczko”.

(-)

Jutro wystąpią tylko niektórzy uczestnicy „Suzirjaczka”: Piot Cholewka, Igor Jarmoła, Borys Hałuszka, duet Oriana i Katarzyna Szczerbik, solistka z Dobrego Miasta Amelia Kuształa i dobrze znany wam mój kolega radiowy Sergiusz Petryczenko, tym razem w charakterze lirnika. Podczas wydarzenia można będzie obejrzeć wystawę grafiki Tarasa Szewczenki, którą przygotował przewodniczący olsztyńskiego oddziału ZUP, Stefan Migus.

(-)

I na zakończenie jeszcze jedna wiadomość z Ukrainy. USA przekazują Ukrainie partię rakiet przeciwpancernych „javelin” i inny sprzęt wojskowy. Wartość transportu to 60 milionów dolarów. Szczegóły z Kijowa podaje Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

I tu postawimy kropkę aż do poniedziałku, do programu „Kami hriadeszy”. Była z wami Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego weekendu, drodzy słuchacze i wszystkiego dobrego! (jch/bsc)

18.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się w piątek, 19 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Przyzwyczailiśmy się już chyba do nowej sytuacji, nareszcie możemy wychodzić z domu, zachowując normy bezpieczeństwa i staramy się żyć tak, jak nam dyktuje życie. Dziś mam szczególną propozycję dla uczniów, mimo że jest to już prawie koniec roku. Najpierw – wydarzenia z kart historii:

(-)

19 czerwca 1925 roku w Kijowie została otwarta pierwsza na świecie wystawa badań przestrzeni kosmicznej. Równolegle z prezentacją eksponatów, członkowie Rady Uczonych koła wygłaszali dla odwiedzających referaty o podboju kosmosu. 23 sierpnia tegoż roku przekształcono w „Towarzystwo badania przestrzeni kosmicznej”.

(-)

1926 roku zmarł Wołodymyr Oskiłko – ukraiński działacz społeczny i wojskowy, ataman, generał Armii URL, dowódca Północnej grupy wojsk Dyrektoriatu. Mniej, niż miesiąc po zabójstwie Petlury zawodowy zabójca zabił go we wsi Horodok na Rówieńszczyźnie. Polscy śledczy, którzy prowadzili śledztwo, doszli do wniosku, że Oskiłka zabił bolszewicki agent CzK.

(-)

2012 roku zmarł Leonid Tałałaj – ukraiński poeta, laureat Nagrody Szewczenki. 1956 r. po raz pierwszy ukazały się jego wiersze w horłowskiej gazecie miejskiej „Koczeharka”. Wraz z Wołodymyrem Demydowem był jednym z uznanych, nieformalnych liderów literackich miasta Horliwka. W tejże Horliwce w 2014 r. separatyści zamordowali radnego miejskiego Wołodymyra Rybaka za jego pro-ukraińskie stanowisko. To okrutne morderstwo odbiło się szerokim echem nie tylko na Ukrainie, ale i poza jej granicami.

(-)

Dzisiaj swój dzień mają: Sofija, Ilarion, Jon i Rościsław, a także urodzeni 19 czerwca. Wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego.

(-)

Roki szkolny zbliża się do końca, ale w tym roku wiele miłych chwil odbierze uczniom bezlitosny koronawirus. Mam na myśli tych uczniów, którzy rzetelnie pracowali i teraz powinni otrzymać swoje nagrody podczas uroczystego apelu. Jednak pięknie może się rozpocząć następny rok szkolny we wrześniu, jeśli uczniowie odpowiedzą na propozycję Związku Ukraińców w Polsce. Właśnie ZUP organizuje konkurs recytatorski w języku ukraińskim „Poeci Ukrainy – online”. W konkursie mogą wziąć udział uczniowie szkół i punktów nauczania języka ukraińskiego w Polsce. Są cztery kategorie wiekowe; trzy w szkole podstawowej (klasy 0-III, IV-VI, VII-VIII) oraz liceum. Konkurs odbywa się pod hasłem „Mój ulubiony wiersz poety ukraińskiego”. Należy wysłać swoje wykonanie utworu w postaci video lub audio wraz z kartą zgłoszenia do 30 lipca tego roku. Ogłoszenie wyników odbędzie się najpóźniej 30 sierpnia tegoż roku na stronie www.oup.ukraina.com.pl. Zwycięzcy otrzymają nagrody i dyplomy. Zgłoszenia i pytania wysyłajcie na adres elektroniczny poeciukrainy@gmail.com, przy czym „poeciukrainy” piszemy łącznie. Można też telefonować pod numer telefonu: 22 67 99 677. Konkurs dofinansowuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w ramach zadania „Działalność Ośrodków Kultury Ukraińskiej w 2020 r.”. Warto wziąć udział w tym konkursie, bo mamy dużo uzdolnionych uczniów. Na przykład, wiersz o zimie Jarema Bodnar powiedział mi będąc jeszcze przedszkolakiem; posłuchajcie:

(-) Wiersz

A to już licealistak z górowskiej szkoły, Ołena Senyk:

(-) Fragment wiersza

Poezja jest bardzo ważna w życiu szczególnie wrażliwych osób, bowiem pomaga uporać się z emocjami, – mówi wielokrotna jurorka konkursu recytatorskiego w szkole ukraińskiej w Bartoszycach, Barbara Królikowska-Wunderlich:

(-) Wypowiedź w języku polskim

(-) Fragment wiersza

Tak więc, drodzy uczniowie, nie rozleniwiajcie się, tylko bierzcie udział w konkursie. Nauczyciele i rodzice z pewnością wam pomogą przygotować się.

(-)

I jeszcze informacja z Ukrainy. Ponad tysiąc osób zebrało się, aby wesprzeć byłego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę, którego sprawę rozpatrywał jeden z kijowskich sądów. Zdaniem prokuratury, Petro Poroszenko, jako głowa państwa miał wpływać na nominacje wiceszefa wywiadu. Tymczasem zdaniem zwolenników byłego prezydenta, sprawa jest motywowana politycznie. O szczegółach – Paweł Buszko z Kijowa:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na tym kończymy nasze dzisiejsze spotkanie; była z wami Jarosława Chrunik. Znowu usłyszymy się jutro o tej samej porze, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/apod)

18.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór drodzy słuchacze. Z wami Hanna Wasilewska.

Zawód reportera wojennego to skrajnie niebezpieczny i ryzykowny rodzaj dziennikarstwa. Bardzo często reporterzy przebywają na linii frontu, biorą udział w walkach jako obserwatorzy. Często też giną lub zostają uprowadzeni przez grupy zbrojne. Na Ukrainie wojna trwa od 6 lat . Walczą w niej nie tylko żołnierze , walczą też nasi koledzy dziennikarze, nie koniecznie wojenni.

Dziś chcę opowiedzieć o lwowskiej koleżance Hannie Szkriadzie, która z początkiem wojny stanęła w szeregach żołnierzy frontu informacyjnego. To już za chwilę. Zostańcie z nami.
(-)
Wojna na Donbasie trwa, więc nie wystarczy „przestać strzelać”. Rozumieją to ludzie, którzy potrafią myśleć i analizować. Rozumieją i żołnierze frontu informacyjnego – dziennikarze. Rosyjską propagandę od kuchni znają jak nikt nasi ukraińscy koledzy. Opowiadają nie tylko o męstwie i sile obrońców Ukrainy, a i o zdradzie i zdrajców we władzy, o matkach, które z powodu takiej zdrady nie doczekają się na powrót swoich synów z wojny. Mówić o prawdzie o wojnie to główne zadanie wojenno-patriotycznego przekazu na Ukraine. I to zadanie nie tylko dziennikarzy wojennych, którzy towarzyszom żołnierzom na polu boju, ale i zwyczajnych newsowców jak Hanna Szkriada. Z Hanną połączyły nas „Kalinowe Mosty w Olsztynie. W konkursie, kilka lat z rzędu, Hanna reprezentowała program „Operacja Ukraina”:
Operacja Ukraina – historia naszej wojny.

– Z wami jest autorka i prowadząca program Hanna Szkriada. Czas mówić o bohaterach, więc witam. dzisiaj w programie: Majdan, wschód, uczelnie wojskowa. Opowiemy wam o chłopakach, którzy przeszli drogę obrońców Ukrainy od Rewolucji Godności do burzliwego Donbasu.
Program „Operacja: Ukraina” już ponad rok wychodzi na antenie Radia Lwowskiego. Celem projektu jest podnoszenie patriotycznego ducha Ukraińców, którzy w tym niełatwym czasie często upadają na duchu. Hanna Szkriada po powrocie do pracy radiowej po urodzeniu syna, postanowiła, że koniecznie musi zostać uczestniczką wojny informacyjnej, bo właśnie od niej wiele zależy w sprawie rozwiązania konfliktu na wschodzie, w jej małej ojczyźnie. Sama Hanna jest z obwodu Ługańskiego, do Lwowa przeprowadziła się w 2009 roku. Już tu założyła rodzinę, ale ciągnie ją jeszcze tam, gdzie spędziła większą część życia. Obecnie autorka i prowadząca program „Operacja: Ukraina” opowie swoją historię:
– Hanna Szkriada, Lwowskie Radio, starszy redaktor. Zaczęłam robić program ponad rok temu. Gdy zaczynała się wojna, zaczynała się jeszcze ta sytuacja z Krymem, zrozumiałam, że gdzieś te emocje, te myśli, które oburzały, bardzo bolały, trzeba znaleźć dla nich ujście. Wtedy jeszcze byłam na urlopie macierzyńskim, czyli jeszcze nie wróciłam do życia radiowego i we wrześniu 2014 roku ponownie wróciłam do pracy i od razu zaproponowałam, że chcę robić program wojskowy. Nigdy do tej pory nie miałam związków z wojskowymi, nie rozmawiałam z nimi, nie robiłam wywiadów. Zawsze uważałam ich za takich powściągliwych ludzi, którzy nie potrafią dużo opowiedzieć, a dziennikarze lubią takich, którzy dużo im opowiadają. Myślałam z jakiegoś powodu, że nie są elokwentni, ale na pewno wszystko zmienił pierwszy wywiad; przygotowywałam się do niego bardzo długo. Po pierwsze rozumiałam, że to, co oni przeszli tam, nie każdy może opowiedzieć. Trzeba tak emocjonalnie przygotować człowieka, żeby otworzył się z tymi sprawami emocjonalnymi, o których boli mówić, ale o których trzeba mówić społeczeństwu, dlatego, że my wszyscy przyzwyczajamy się do wojny.

(-)

Straszne… Ukraińcy przyzwyczajają się do wojny. Dla wielu z nich odgłosy salw przypominają wybuchy w strefie przyfrontowej. Wymuszonych przesiedleńców nikt już nie dziwi. Zauważając ludzi ze strachem i bólem w oczach, miejscowi starają się w jakiś sposób pomóc albo po prostu wyrazić współczucie. Jest i inna część obywateli Ukrainy, których „chata z kraja”. Mówią: „Nie przeze mnie wojna się zaczęła, nie ja powinienem pomagać”. Zmiękczyć takich ludzi, pokazać prawdę o wojnie, nie suchą statystykę, a prawdziwe ludzkie historie stara się autorka i prowadząca program „Operacja: Ukraina” Hanna Szkriada:

– Głównym celem od samego początku programu było to, żeby ludzie, którzy nie widzieli wojny, nie przyzwyczajali się do niej, żeby polegli nie stawali się statystyką, żebyśmy pamiętali każde imię i każde nazwisko człowieka, który poświęcił życie za nasz pokój. Mamy tu, na Zachodniej Ukrainie pokój dlatego, że oni tam własnymi rękami utrzymują to spokojne niebo tam, na wschodzie. I nie pozwalają agresorowi – ja nie mogę inaczej nazwać tych, kto zagarnął nasze terytorium, ukraińską ziemię na wschodzie – dojść do Kijowa czy do tej, Zachodniej Ukrainy. I odpowiednio – to był główny cel: opowiedzieć ich historie.

(-)

Ci bohaterowie chodzili obok nas, myśmy rozmawiali, nasze drogi przecinały się, gdzieś się spotykaliśmy, piliśmy kawę, po prostu gdzieś się widzieliśmy. To był twój sąsiad, który nie bał się wziąć broń do ręki i stanąć w obronie swojej Ukrainy, nie bał się zostawić żonę – oni mają też rodziny, mają swoje życiowe problemy. My pędzimy gdzieś, wydaje się nam, że mamy problem – z pieniędzmi, czy z czymś jeszcze. To wszystko to jest jakiś zgiełk, ale to jest nic w porównaniu z tym, co oni tam przeżywają. Chciałam jakoś donieść te wszystkie myśli. Pracując w radiu staram się zawsze zbudować obraz w głowie słuchacza, bo nie mamy możliwości pokazania na wizji twarzy człowieka, jego oczu, przekazać tych emocji, żeby ludzie naprawdę wyobrazili sobie jacy to są bohaterowie. Każdego pamiętam, jak twarz tak i głos, staram się zawsze przeżywać każdą historię. Dlaczego jeszcze zaczęłam robić ten program? Dlatego że sama pochodzę z Donbasu, s miasta Stachanow obwodu ługańskiego, większa część mojego życia minęła właśnie na Donbasie. Wyjechała stamtąd jeszcze przed wszystkimi tymi wydarzeniami, jakoś tak mnie Bóg pokierował, żeby dalej od wojny. Osiem lat temu przeprowadziłam się tu z rodziną, ale mimo wszystko moje serce pozostało na mojej małej ojczyźnie. Bardzo boli to, że na ziemi, gdzie spotkało mnie tyle szczęścia, jest teraz taka tragedia.

(-)

Piszę program przez cały tydzień. Jak tylko kończę jeden, od razu myślę kto będzie u mnie dalej. Scenariusz jest we wtorek, środę, czwartek, a w piątek mówię, że koncepcja się zmieniła… To naprawdę są historie ludzkie. Mam ciekawą kobietę, która jeździ na pierwszą linię frontu, a zaczęło się wszystko od tego, że jej syn wstąpił w szeregi desantowców na wschodzie i jej pierwszy wyjazd był właśnie do syna, który nie wiedział, że ona przyjedzie na pierwszą linię. Ona po prostu pojechała na Boże Narodzenie i Nowy Rok śpiewać kolędy. I wtedy on zobaczył, że jego mama przyjechała do niego na front. Na początku trochę sobie z niego podkpiwali, że mama do niego przyjechała, a on mówi: „A wasza potrafiła?” I chociaż on już powrócił, został zdemobilizowany, to ona nadal jeździ na najbliższe do linii frontu pozycje.

– Może teraz zmienisz nieco koncepcję, będziesz opowiadać o kobiecych losach, o prawdziwie mocne tyły dla naszych chłopców?

– Mi też zawsze wydawało się, że każdy program kiedyś się kończy i zawsze starałam się opowiadać nie tylko historie żołnierzy, ale też i historie ich rodzin, i tych, kto czeka na nich, i tych, kto nie doczekał się, i tych, kto walczy o życie i o życie swoich mężów, braci, synów. I o tym, jak ochotnicy wyruszają na wschód i jak przychodzą ich pożegnać. Na dworze -20 st. C, dziecko ma pięć lat, ono tu przyszło i nie czuje tego mrozu, bo wie, że teraz bardzo długo nie zobaczy swego taty. I to dziecko nie czuje chłodu, nie widzi, że wokół jest tak wielu ludzi, są tylko oczy: oczy tego dziecka i jego taty. Widzisz to i zaczynasz rozumieć, że chce się żyć dla tych ludzi, opowiadać ich historie, bo one dają tyle chęci do życia – i dla ciebie, i dla tych, kto słucha. To bardzo ważne. Wojna trwa nadal i my nie możemy zapominać o tym. Chce się, żeby każdy pamiętał o tych chłopakach, żeby każdy coś robił – ktoś materialnie, ktoś słowem, ktoś jakąś drobną sprawą, ale żeby każdy pomagał w naszym zwycięstwie.
(-)
Obecnie Hanna Szkriada nie pracuje we lwowskim radiu. Zwolniono ją z pracy prawie 2 lata temu w związku reformą publicznego radia. Jednak spodziewa się powrócić do swojej sprawy, bo nie wyobraża sobie siebie bez radia. Cierpienia jej nie brakuje, a ratuje ją jeszcze cudowne poczcie humoru. A wy stęskniliście się za ukraińskimi żartami?
[humoreska]
Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Życzę wam spokojnego wieczoru i do usłyszenia jutro. (dw/apod)

17.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Witam was, drodzy słuchacze, na falach Polskiego Radia Olsztyn w czwartek, 18 czerwca. W studiu – Jarosława Chrunik. Dziś jest tak dużo wydarzeń w kalendarzu historycznym, że powiem króciutko tylko o kilku:

(-)

18 czerwca 1637 r. zaporoscy i dońscy kozacy zdobyli turecką fortecę Azow. Pamięć o kozackim zwycięstwie zachowana jest też we współczesnym Ozowie – na herbie miasta umieszczono ukraiński kozacki krzyż u góry, nad półksiężycem. Symbolizuje to zwycięstwo kozaków nad Turkami.

(-)

1651 r. rozpoczęła się Bitwa pod Beresteczkiem, w której wojsko kozackie poniosło klęskę. W wyniku bitwy Chmielnicki zmuszony został do przyjęcia dyskryminującego pokoju, podpisanego pod Białą Cerkwią.

(-)

1709 r. wojsko moskiewskie zrujnowało Czortomłycką Sicz za to, że Zaporożcy na czele z Kostem Hordijenką poparli wolnościową politykę hetmana Iwana Mazepy.

(-)

1917 roku, nie zważając na zakaz wojskowego ministra Rosji Aleksandra Kiereńskiego, w Kijowie rozpoczął pracę II Ogólnoukraiński Zjazd Wojskowy. Zjazd uchwalił ważne postanowienia dotyczące szczegółowego planu ukrainizacji wojska. Przewodniczącym Ukraińskiego Generalnego Komitetu Wojskowego został wybrany ponownie Symon Petlura.

18 czerwca 1928 r. urodził się Serhij Płaczynda, ukraiński pisarz, świadek Wielkiego Głodu. Autor powieści „Błękitnooka siostra”, „Gdzie rozległe łany zbóż”, „Duma o człowieku” i wielu innych.
18 czerwca 1939 roku został odsłonięty pomnik T. Szewczence na jego mogile w Kaniowie.
(-)

1928 r. urodził się Serhij Płaczynda – ukraiński pisarz; świadek Wielkiego Głodu, przeżył tez niemiecką okupację. Jest autorem między innymi powieści „Błękitnooka siostra”, „Gdzie łany pól szerokich”, „Duma o człowieku”. Płaczynda jest tez autorem „Słownika mitologii staroukraińskiej”, książek „Mity i legendy Dawnej Ukrainy” i innych.

(-)

1993 r. zmarł Iwan Honczar – ukraiński rzeźbiarz, historyk, grafik, malarz, etnograf. Zebrał ogromną kolekcję materiałów etnograficznych, przedmiotów sztuki ludowej. Stworzył pierwsze w ZSRR prywatne muzeum, które urządził we własnym domu, zbudowanym na wydzielonej przez Związek Artystów USRR, niedaleko od Kijowsko-Pieczerskiej Ławry.

(-)

Imieniny obchodzą dzisiaj Doroteusz, Igor, Konstanty i Leonid. Świętują też urodzeni 18 czerwca – wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego!

(-)

Dzisiaj rozejrzymy się, co ciekawego wydarzyło się poza naszym regionem. Tradycyjny Dzień Jacka Kuronia we Lwowie odbył się w tym roku on-line. Jak podaje wydanie „Nasz Wybór”, wczoraj o godz. 17-tej na platformie zoom odbyło się polsko-ukraińskie spotkanie, poświęcone postaci Jacka Kuronia. W spotkaniu wzięli udział polscy i ukraińscy intelektualiści: Jarosław Hrycak, Iza Chruślińska, o. Tomasz Dostatni, Jan-Jacek Bruski, Piotr Tyma i Myrosław Marynowycz. Jacek Kuroń był polskim politykiem i działaczem państwowym, wybitnym działaczem opozycji antykomunistycznej. Honorowy Obywatel Lwowa, wielki przyjaciel Ukrainy, kontynuator idei Giedroycia. Urodził się we Lwowie 3 marca 1934 r., zmarł 17 czerwca 2004 roku w Warszawie. Uczestnikami wczorajszego spotkania byli Polacy i Ukraińcy, którzy potrafią razem współodczuwać i pamiętać bez nienawiści, natomiast ze zrozumieniem ból i krzywdę drugiej strony. Jak to jest mozliwe? Receptę na to podał jeden z uczestników wczorajszego spotkania, dominikanin o. Tomasz Dostatni przy okazji wizyty w Olsztynie:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Tę wypowiedź można podsumować znanym powiedzeniem: „Kto nie chce – szuka powodu, kto chce – szuka sposobu”.

(-)

Kolejna informacja tez dotyczy współpracy polsko-ukraińskiej. Uroczysta panachyda na ukraińskim cmentarzu wojskowym żołnierzy Ukraińskiej Republiki Ludowej w Pikulicach koło Przemyśla w tym roku odbyła się w bardzo ograniczonych warunkach. Jak czytamy w tygodniku „Nasze Słowo”, uroczystości miały bardzo kameralny, lokalny charakter. Po raz pierwszy od 1990 roku, kiedy to odnowiono przedwojenną tradycję procesji centralnymi ulicami Przemyśla na Cmentarz Pikulicki, wydarzenie to odbyło się bez uroczystego, wieloosobowego marszu, bez orkiestry wojskowej i bez obecności gości i delegacji z Ukrainy. Jak nietrudno się domyślić, spowodowane jest to epidemia koronawirusa i zamkniętą granicą między Polska i Ukrainą. Cerkiew greckokatolicka w Przemyślu, będąca organizatorem tej akcji, wypełniła wszelkie niezbędne wymogi. Mimo wszelkich utrudnień Ukraińcy z Przemyśla i okolic, a także przychylni im Polacy, przybyli na miejsce pochówku jako dowód swojej pamięci i szacunku dla poległych petlurowców, którzy w 1920 roku, w sojuszu a polska armią, ramie w ramię walczyli przeciw agresji bolszewickiej. Tegoroczna modlitwa w Pikulicach była szczególna także dlatego, że w tym roku obchodzimy 100-lecie Bitwy Warszawskiej i porozumienia między Józefem Piłsudskim i Symonem Petlurą.

(-)

Zobaczymy, na ile warunki epidemiczne pozwolą na przeprowadzenie uroczystości w sierpniu. Zostało jeszcze trochę czasu do tamtej pamiętnej daty. Tymczasem my musimy się już pożegnać. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego dnia i do usłyszenia jutro o tej samej porze, drodzy słuchacze! (jch/kos)

17.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Kilka gorących dni przypomniało nam o sierpniowym festiwalu w Górowie Iławeckim Ekołomyja. Dziś przeprowadzenie takiego wydarzenia trudno sobie wyobrazić, bo na razie nie jest możliwy przyjazd ukraińskich gwiazd, ani wielkie skupiska ludzkie, chcących się pobawić. Przez wszystkie lata swojego istnienia Ekołomyja ucieszyła nas niezliczonymi znajomościami, spotkaniami z wielkimi gwiazdami sceny ukraińskiej, ale i z takimi, których mało kto zna na samej Ukrainie. Takim odkryciem dla mnie był zespół „Czumacki szlak”. Dziś w „Wieczorze z ukraińską kulturą” odkryjemy ich twórczość na nowo i sprawdzimy dalszy los muzyków. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Serdecznie zapraszam.

(-)

„Czumacki szlak” to ukraiński zespół, który gra etno-folk-rock. Po naszym poznaniu się na Ekołomyi-1016 muzycy wzbogacili swój dorobek twórczy i wiele podróżowali, między innymi po Polsce. Latem 2019 roku „Czumacki szlak” zdobył czwarte miejsce na międzynarodowym konkursie młodych zespołów Battle Metal, który co roku odbywa się w ramach znamienitego niemieckiego festiwalu ciężkiej muzyki Wacken Open Air. I choć muzyka jest naprawdę dość ciężka, folkowe intonacje nadają piosenkom szczególny koloryt. Duże znaczenie ma i pozycja społeczna ukraińskich muzyków. Poznajcie więc, kto nie zna. „Czumacki szlak”:

– Zespół pojawił się w 2008 roku w mieście Chmielnicki. Ojcowie-założyciele to Serhij Strojan i Illa Suchyj.

– Nazywam się Serhij Strojan i jestem wokalistą grupy, która nazywa się „Czumacki Szlak”. Nie gram na bandurze, jestem tylko kierowcą, wokalistą, czasami psychologiem – to, co jest potrzebne grupie. Grupa powstała w 2008 roku, ale jak mówi się na Ukrainie – 10 lat to młoda perspektywiczna grupa, która dopiero zaczyna.

– A dlaczego „Czumacki Szlak”?

– Nie wiem dlaczego.

– A kto to wymyślił?

– Ja kiedyś wymyśliłem taką nazwę, potem nie wiedzieliśmy już co z tym zrobić. Kiedyś uczyliśmy się z jednym z członków naszego zespołu, to Illa Suchyj, który gra na bandurze i na fujarce, czyli jeden człowiek na dwóch instrumentach – oszczędzamy, żeby potem mniej płacić. Wymyśliliśmy z nim coś takiego gdy byliśmy na jednym roku na uczelni. Jesteśmy zawodowymi muzykami i zapragnęliśmy stworzyć jakiś swój zespół. Może wtedy nie wiedziałem, że to będzie taki format jak w tej chwili. Nazywają nas i hardcor i różnie inaczej. To było coś takiego bardziej akustycznego, dlatego przyszła mi jakoś do głowy nazwa „Czumacki Szlak”, naprawdę nie wiem dlaczego tak wyszło. Oczywiście, to było bardziej skierowane jakoś na folklor, Illa grał na fujarka i chciałem jakoś to połączyć.

– Może zmieni się nazwa razem z muzyką?

– Być może. Czasami sami widzimy, że nie współgra to, co gramy z naszą nazwą

(-)

– Grupa zaczynała pracę jako etno, muzyka etniczna dominowała i było trochę muzyki rockowej. Potem zaczęła dominować muzyka rockowa i coraz bardziej, coraz bardziej chłopcy przeszli do gatunku rockowego. Grupa pojawiła się na „Czerwonej Rucie” w 2011 roku, dużo koncertowała po Ukrainie i brała udział w różnych konkursach i festiwalach. Zdobywał jak nie drugie to trzecie miejsce. Obecnie bardzo trudno przebić się jakimś lokalnym bandom na poziom ogólnoukraiński.

– W ciągu dziesięciu lat mamy na razie dwa pełnowartościowe albumy i trzy wideoclipy. Pierwszy album pojawił się w 2013 roku, nazywa się „Loreala” – to takie imię meksykańskiej dziewczyny, a drugi album wyszedł w ubiegłym roku i nazywa się „Samuraj”.

– Dlaczego tak mało albumów? Dlatego, że zespół bardzo długo pływał w różnych gatunkach. Zespół poszukiwał siebie, poszukiwał własnego brzmienia i stylu; dużo materiału po prostu odrzucaliśmy, tworzyliśmy nowy i dopiero ten, który odpowiadał wszystkim, ten był nagrywany w studiu i wychodziły albumy.

(-)

– Nasza postawa obywatelska jest taka dość wyraziście patriotyczna. Tak jak u wszystkich świadomych Ukraińców. Chcielibyśmy, żeby na Ukrainie wszystko było normalnie, żeby Ukraina była Ukrainą. Żebyśmy nie byli krajem skolonizowanym, zależnym od obcej kultury i języka. Tego bardzo byśmy nie chcieli.

(-)

– Na jakie tematy śpiewacie piosenki?

– Nie zważając na to, że gramy muzykę rockową z elementami folkloru, ale w tekstach nie akcentujemy naszej przynależności etnicznej. Tam poruszane są różne tematy społeczne, nie powiedziałbym, żeby tam były wyraziście patriotyczne, ale różne – filozoficzne…

– A jak ty piszesz piosenki? Jak w ogóle przychodzą ci wiersze do głowy?

– Trzeba było, żeby w zespole ktoś pisał teksty. Spróbowałem, niby wychodzi. Niby ludziom coś tam się podoba. Jak to przychodzi? Nie wiem. Piosenka „Chap cię do worka” – to może taka folklorystyczna, może zaczepka taka nie nadto wyrażona. Piosenka po prostu o uzależnieniu. Jesteśmy takie ostre chłopaki. Ostre społecznie – możemy i powiedzieć, i pokazać.

(-)

W lutym 2019 roku zespół zaprezentował dwa warianty nowego singla „Odnak”, dodając wideo. To najnowsze dzieło chłopców. Posłuchajmy:

(-)

Na tym kończy się nasz program. Jutro wieczorem zapraszam znowu. Z wami była Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i życzę przyjemnego dnia. (dw/kos)

 

16.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Witam was w środę, 17 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Jadąc do pracy dzisiaj rano widziałam wiele młodych osób – i starszych, i młodszych – w strojach galowych. Są to uczniowie zarówno ostatniej klasy szkoły podstawowej, jak i szkół średnich. Oni przeżywają duży stres, a my patrzymy na nich z sympatią i wspominamy swoje egzaminy. Zaraz przejdziemy do szkolnego tematu, teraz chcę wspomnieć o jednej dacie z historii Ukrainy i szczególnej uwadze polecam ją tym, którzy nie wiedzą dlaczego język rosyjski jest w powszechnym użyciu na Ukrainie. Czy na pewno był to dobrowolny wybór Ukraińców?

17 czerwca 1876 r. MSW Rosji zabroniło drukowania książek w języku ukraińskim. Wałujewski okólnik z 1863 r. był efektem polskiego Powstania Styczniowego 1863 r., w którym między innymi brali też udział Ukraińcy. Carat obawiał się rozwoju ukraińskiego ruchu narodowego. Wałujewski okólnik zadał potężnego ciosu temu ruchowi. Niemal zupełnie przestały ukazywać się książki w języku ukraińskim. W ciągu pięciu lat ukazało się ich zaledwie pięć, podczas gdy w latach 1860-63 było ich 114. przy czym na samej Ukrainie w ciągu kolejnego dziesięciolecia po wydaniu okólnika świat ujrzała tylko jedna książka ukraińska. Podupadały szkółki niedzielne, część działaczy została zesłana do północnych guberni Rosji. Zakazy Wałujewskiego okólnika zostały pogłębione Emskim Ukazem cara Aleksandra II właśnie 17 czerwca 1876 r. I dopiero w 1905 r. Rosyjska Akademia Nauk w raporcie dla rządu potwierdziła niezależność języka ukraińskiego i zarekomendowała odwołanie obydwu aktów.

(-)

Tyle historii na dzisiaj, a przechodząc do współczesności: dzisiaj życzenia składamy Zosymom i Sewerynom oraz urodzonym 17 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

I wracamy do szkoły. Ósmoklasiści dzisiaj zmagają się z matematyką, natomiast maturzyści – z informatyką. Oczywiście tylko ci, którzy wybrali ten przedmiot. Do tej pory zdawali już język polski, matematykę, biologię, WOS, przed nimi jeszcze język angielski i inne przedmioty. W ZSzUJN w Górowie Iławeckim matury zakończą się 26 czerwca egzaminem z języka ukraińskiego. A jakie są nastroje teraz wśród maturzystów? Po takich długich tygodniach, a nawet miesiącach napięcia, gdy uczniowie nie wiedzieli, czy w ogóle matury będą, czy nie, piszą. Powiedz jakie są nastroje, czy ten stres już się zmniejszył, czy nadal przeżywają to tak mocno? Zapytałam o to wychowawczynię klasy maturalnej, Aleksandrę Bzdel:

– Stres zawsze jest. To początki zawsze są najtrudniejsze, bo to wielka niewiadoma, a jeszcze w dobie pandemii i wszelkich zaostrzeń – to dla nich było z pewnością stresujące bardzo mocno. Teraz już troszeczkę, tak zawsze jest, że jak już dłużej trwa ta matura, to wpadają w taką trochę rutynę. Na pewno stresują się, każdy na swój sposób, ale to już nie jest to, co było na początku.

– No i jak w ogóle maturzyści, jak mówią: dobrze się przygotowali czy były jakieś trudności?

– Na pewno ten okres, bo to tak się zdaje, że mieli jeden taki plus, że mieli więcej czasu na przygotowanie. Nie jest to takie łatwe, gdy człowiek nie jest w szkole.

– Nie każdy potrafi uczyć się sam.

– Tak, to nie jest prosta rzecz. I jeszcze taka presja, czy tych egzaminów nie odwołają, czy nie przeniosą na przykład na następny miesiąc. To wszystko to takie składowe, które z pewnością negatywnie wpływały na dzieci.

– Ale teraz, po tych napisanych jak mówią: dobrze im poszło, czy mają do siebie pretensje?

– To znaczy tak: niektórzy mówią – „nie chcemy sprawdzać, co będzie to będzie”. Niektórzy już sobie policzyli te zadania zamknięte – czy to język polski, czy matematyka; to mają nadzieję, że będzie dobrze. Ale część nie chce akurat teraz stresować się jeszcze bardziej. Trzeba czekać na wyniki, które będą 11 sierpnia, jeśli dobrze pamiętam.

Jedni uczniowie odejdą, inni przyjdą na ich miejsce, dlatego w dni otwarte szkoły zawsze jest tu gwarno:

– Ile lat ma pani dziecko?

– Sześć.

– I pani przyprowadziła je po to, żeby od września zaczęło tu naukę?

– Tak. Od pierwszej klasy.

– A dlaczego?

– Ja sama uczyłam się w tej szkole i tak chciałam, żeby córeczka też poszła w ślady mamy i żeby też zaczęła tu naukę. Wracam tu z uśmiechem, do swoich nauczycieli – wracam z radością. Wracam myślami i chcę, żeby moje dziecko było szczęśliwe w tej szkole tak jak ja.

Górowska szkoła cieszy się dużym zainteresowaniem nie tylko uczniów z Ukrainy, ale też – co powoli przestaje nas dziwić – dzieci z polskich rodzin z naszego regionu.

(-) Rozmowa w języku polskim

I niech tak „fajnie” będzie wszystkim dzieciom, które przekraczają progi wymarzonych szkół. Tymczasem wkrótce przed nimi i przed nauczycielami – kilka tygodni wakacji.

Na koniec – jeszcze jedna wiadomość z Ukrainy. Można powiedzieć, że w pewnym sensie łączy się ona z dzisiejszym wspomnieniem historycznym. Ukraińskie służby aresztowały dowódcę jednego z okrętów marynarki wojennej. Miał on współpracować z rosyjskimi służbami specjalnymi i przekazywać im informacje stanowiące tajemnicę wojskową. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Marzeniem wszystkich narodów sąsiadujących z Rosją jest to, żeby zajęła się ona robieniem porządków na własnym terytorium, zostawiając w spokoju sąsiadów. Oby to marzenie kiedyś się spełniło! Kończymy nasze przedpołudniowe spotkanie; była z wami Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego dnia i do usłyszenia jutro o tej samej porze!

16.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Czegoś takiego nie było kilka lat, bojówkarze masowo ostrzelali ukraińskie pozycje na Donbasie. Bojówkarze nie wstrzymują ostrzału pozycji sił sprzymierzonych z zakazanych moździerzy, granatników i karabinów. Doba na Donbasie: bojówkarze 7 razy ostrzelali pozycje ukraińskich żołnierzy. Wskutek masowego ostrzału na Donbasie zginął ukraiński żołnierz, a dwóch zostało rannych. To wszystko tytuły z ostatnich kilku dni. Ostatni dokładnie z wczoraj. A wczoraj, to już historia. W programie „Kalejdoskop historyczny” wita was Hanna Wasilewska. Zapraszam.

(-)

Wojna w kraju trwa. Żołnierze giną, dzisiaj stają się sierotami, ale teraz są rzeczy ważniejsze. Przynajmniej tak wygląda to w mediach. I jeśli nam ciężko przeżyć pandemię koronawirusa, trzeba pamiętać, że komuś może być jeszcze ciężej przeżywać pandemię podczas wojny. Obecnie bardzo trudno przekazać jest pomoc na Ukrainę, a jeszcze do niedawna było to niemożliwe. Granice były zamknięte, a chętnych do podróży w takim czasie ze świecą szukać. Jak długo potrwa pandemia nie wiadomo. Jak długo potrwa wojna na Ukrainie – też ne wiemy. Natomiast rodziny, które pozostały bez ojca, żywiciela rodziny, potrzebują stałej pomocy. Jak można pomóc wie ten, kto raz już to robił. Mikołaj Podczarski – mieszkaniec Olsztyna i wolontariusz, który na własne oczy widział tragedię wojny i biedę w rodzinie, gdzie zabrakło ojca. To było ponad 3 lata temu, ale niestety wciąż jest aktualne.

[wypowiedź w języku polskim]

Opowiada Mikołaj Podczarski – mieszkaniec Olsztyna, który od 4 lat pomaga ukraińskim rodzinom, które ucierpiały wskutek wojny w Donbasie. Czwarty rok trwa wojna na Ukrainie i powoli znika zainteresowanie nią europejskich mediów. Wszyscy do niej przywykli zarówno na Ukrainie, jak i poza nią. I chociaż codziennie giną ludzie to nic nowego i po co o tym mówić. Ale Mikołaj Podczarski nie przerywa swojej misji. Pomaga sam i razem z Klubem Inteligencji Katolickiej.

[wypowiedź w języku polskim]

W ciągu ostatnich trzech lat odbyło się wiele akcji pomocowych dzięki Mikołajowi Podczarskiemu i i Klubowi Inteligencji Katolickiej. Jednym z wydarzeń były wakacje ukraińskich dzieci z rodzin, które ucierpiały wskutek wojny. Poznajmy je!

-Chrystyna, Jaryna, Katia, Ludmyła, Liza, Ira, Jula, Sofija, Marusia, Jura, Koscia, Witalik, Wołodzia. Dużo wrażeń, czegoś nie widzieliśmy, zobaczyć coś nowego. Nadzwyczaj piękna natura, ładne domy, kościoły, hotele bardzo piękne. Dobrze nas traktują, bardzo przyjemni ludzie. Naprawdę, bardzo przyjemni ludzie, dają wszystko co nam potrzeba, pytają się co byśmy chcieli na kolację – czy tego, czy tego. Co kupić, gdzie nas zawieźć, co pokazać. Po prostu super. Mi się bardzo spodobało. Nas wszędzie wozili, nad jeziorem byliśmy, w parku. W kawiarni lody jedliśmy. Bardzo dobre wrażenia. Byliśmy na starówce, lody jedliśmy „smerfowe”, takie niebieskie, z miętą.

[Wypowiedź w języku polskim]

– Bierzemy udział w konkursie – rysujemy jakąś flagę i jak dorysujemy flagę, to nam dają nagrodę.
– Ty, jak widzę, w niebiesko-żółtych kolorach rysujesz.
– Tak
– A co za flaga?
– Ukrainy
– A co kolory oznaczają wiesz?
– Tak, niebieski – niebo, a żółty – pszenica, bo w Ukrainie są bardzo żyzne pola.
– Jesteśmy wolontariuszami z Kamianki Buzkiej. Zaczęło się wszystko od zorganizowania pierwszego wyjazdu w marcu. Organizowaliśmy wspólnie z Mikołajem Podczarskim wyjazd do Olsztyna. Zebraliśmy wtedy 38 dzieci. Tym razem przyjechało 43 dzieci z rejonu Kamianko-buskiego, rodzice których są na wschodzie Ukrainy, którzy byli w punktach zapalnych. Jest kilkoro dzieci, rodzice których zginęli na wojnie.
– Mam na imię Wala Dienhina, przyjechałam z Ukrainy z obwodu lwowskiego, z rejonu kamianko-buskiego. Mój tata pracuje w jednostce wojskowej. Tata teraz pracuje, a pojedzie 30 sierpnia.
– A już był na wojnie?
– Był.
– Długo?
– Trzy miesiące zimą.
– Tata dzwonił czas od czasu kiedy mógł. Mama się martwiła, ja też.
– Mamy dwójkę dzieci: Kostię i Tanię Hryniuch, tata których już od dziewięciu miesięcy jest w niewoli. Był na lotnisku donieckim i trafił do niewoli. Rodzina jest bardzo biedna. Bardzo biedna, ale bardzo patriotyczna. Teraz mieszkają niedaleko Kamianki Bizkiej, znam ich mamę, wspieram ją. Bardzo się chce jej dopomóc, kobieta została z dwójką dzieci. Ojciec jest w niewoli i nic nie możemy zrobić żeby go uwolnić. Patrzę na te dzieci. Teraz są szczęśliwe, ale jak zostają same na chwilkę – są zamknięte w sobie. Mają ból, chcą, żeby tata powrócił żywy i żeby rodzina była razem. Pomagamy tej rodzinie jak możemy, żeby dzieci choć trochę zobaczyły inny świat. Bo codziennie w domu rozpacz, martwienie się o tatę. Codziennie myślą: „A może już jutro wróci, a może dziś?” Cieszymy się, że taka zraniona rodzina jest tutaj i te dzieci będą tu szczęśliwe choć by ten tydzień. Nie jest im nudno, są zadowolone, mają cały czas zajęty.

[wypowiedź w języku polskim]

(-)

W tym roku olsztyński oddział ZUwP też planował zaprosić sieroty ukraińskich żołnierzy na Warmię i Mazury. Na przeszkodzie stanęła kwarantanna. Natomiast obecnie, kiedy granice otwierają się powoli, warto pamiętać, że każdy z nas może pomóc, a wojna trwa.
Był to program „Kalejdoskop historyczny” i ja, Hanna Wasilewska. Usłyszymy się jutro. Wszystkiego dobrego. (dw/kos)

15.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Spotykamy się na antenie Polskiego Radia Olsztyn we wtorek, 16 czerwca; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj ósmoklasiści mają swój wielki dzień – pierwszy tak poważny egzamin w swoim życiu. Trzymamy za wszystkich kciuki, ale my tez robimy swoje: dzisiaj mamy dużo ciekawych dat w kalendarzu historycznym, więc tylko je zasygnalizuję;

(-)

16 czerwca 1578 we Lwowie został stracony kozacki przywódca, mołdawski hospodar Iwan Pidkowa. Po jego stracie kozacy sześć razy organizowali pochody na Księstwo Mołdawskie razem z bratem Pidkowy, Aleksandrem, żeby pomścić śmierć koszowego atamana.

(-)

1848 r. we Lwowie założono organizację kulturalno-oświatową „Halicko-Ruska Macierz”. Głównym celem „HRM” było prowadzenie działalności oświatowej i wydawniczej, a także rozwój szkolnictwa na ziemiach zachodnio-ukraińskich.

(-)

1957 r. urodził się Wasyl Wowkun – ukraiński reżyser i scenarzysta; główny reżyser ponad 300 wydarzeń kulturalno-atystycznych: widowisk, neo-misteriów, klasycznych oper, świąt państwowych i religijnych, dni kultury ukraińskiej w wielu krajach świata.

(-)

1970 r. urodziła się Marijka Burmaka – ukraińska piosenkarka, ludowa artystka Ukrainy. Zajmuje się aktywnie działalnością wolontariacka i

(-)

Dzisiaj czekają na życzenia i prezenty: Denis, Dmytro, Lucjan, Paweł i Cyryl, a do nich dołaczają urodzeni 16 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

W szkołach podstawowych w tej chwili panuje podniosła atmosfera: uczniowie klas ósmych piszą egzamin z języka polskiego. W tym momencie pewnie niektórzy już oddali swoje arkusze, ponieważ egzamin akurat zbliża się do końca. Uczniowie swoje arkusze otrzymali o godz. 9-tej i na napisanie mieli równo dwie godziny. Wiadomo, to zawsze ogromny stres. Jest jednak sposób na jego uniknięcie: solidna nauka i udział w konkursach przedmiotowych. Jeśli zostanie się laureatem, wówczas jest się zwolnionym z egzaminów. Tak właśnie zrobiła Maria Sycz ze szkoły z ukraińskim językiem nauczania w Bartoszycach, która jest laureatką aż trzech konkursów: z języka polskiego (gdzie jako jedyna w całym województwie uzyskała 100% punktów), z języka rosyjskiego i z matematyki:

– Te konkursy są bardzo ważne, gdy chce się dostać do szkoły średniej. Ja wiedziałam, że to jest moja ostatnia szansa na jakieś takie właśnie osiągnięcia i starałam się dać z siebie wszystko co najlepsze.

Można powiedzieć, że Marysi udało się, ale prawda jest taka, że to nie „udało się”, tylko zostało wypracowane systematyczna i konsekwentna pracą. Życzymy Marysi i wszystkim zdającym egzaminy – sukcesów i niech każdy dostanie się do takiej szkoły, o jakiej marzy. A ci uczniowie, którzy na razie nie martwią się egzaminami, tez nie próżnują. Nauczyciele im na to nie pozwolą. Wracam teraz do wczorajszej rozmowy z nauczycielem w PNJU w Dobrym Mieście i w Świątkach, Piotrem Tabaką. Patrząc na twoja pracę, to bez wątpienia masz piękne rezultaty, twoi uczniowie chętnie biorą udział na przykład w różnych imprezach – w „wertepach”; przygotowują je sami, potem prezentują swoim parafianom, swoim rodzicom, dziadkom, swojej rodzinie, sąsiadom, a także jeżdżą na inne imprezy – do Elbląga, do Giżycka, do Węgorzewa. Tak że masz rezultaty. Twoje najbliższe plany pokazania pracy uczniów, to jest co?

– No, można tak powiedzieć, że to jest mój sukces, ale to jest współpraca z rodzicami, bo ja mogę tylko… zwłaszcza teraz, gdy wszystko odbywa się zdalnie, znaleźć jakiś konkurs czy jakieś inne przedsięwzięcia, ale tu wiele wysiłku wkładają też rodzice, którzy dużo robią, żeby dziecko na przykład nauczyło się słów. Potem wszystko szlifujemy na lekcjach. Taka naszą szczególną gwiazdką z Dobrego Miasta jest Amelka Kuształa, która bierze udział w różnych konkursach nie tylko w Polsce, ale już nawet i za granicą.

– A dokładniej?

– Przygotowujemy się już (do 26 czerwca trzeba wysłać zgłoszenie) na „Gwiazdy Olimpu” do Kijowa. Jest to międzynarodowy festiwal, w tym roku jest zdalny; a także udało się znaleźć i też już prawie zgłosiliśmy się do VII Międzynarodowego Konkursu „Festiwal Berehynia”, który odbywa się w Słowenii tego roku. I też ma formę zdalną. Ten festiwal odbywa się od 26 do 29 czerwca tego roku. Ale nie tylko za granicą. W najbliższym czasie, 21 czerwca Amelka wraz ze swoimi olsztyńskimi kolegami wystąpi na koncercie szewczenkowskim w naszej olsztyńskiej cerkwi.

(-)

Jednym z kolegów Amelki będzie Piotrek Cholewka, którego wielu z nas pamięta ze znakomitego wykonania piosenki o mamie z repertuaru Kuźmy, natomiast na przeglądzie ukraińskiej poezji śpiewanej zaprezentował inne piosenki:

– Śpiewałem „Wieje wiatr” Tarasa Szewczenki oraz „A na Ukrainie” Wiktora Wynnyka.

– A kto cie przygotowywał? Sam wybierałeś piosenki?

– Piosenki wybierał mi pan Jarek Szczerbik. A przygotowywałem się sam i trochę pomagała mi pani Daria Bułka-Bzil.

(-)

Co usłyszymy w niedzielę? Jeszcze nie wiemy, ale na pewno młodzi artyści nas nie zawiodą. Nasz czas antenowy dobiega końca, program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Przed rozmową z Piotrem Tabaką ułyszeliśmy przez chwilę, jak śpiewa Amelka Kuształa, a pożegnamy się śpiewem zespołu „Suzirjaczko”, w którym jednym z solistów jest Piotrek Cholewka. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! Do usłyszenia jutro o tej samej porze! (jch/apod)

15.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w poniedziałkowe popołudnie na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. To już połowa czerwca, ale lata tak jakby w ogóle nie było, dlatego w naszym programie „Kamo hriadeszy” proponuje posłuchać takiego „ciepłego” materiału o dobrze znanym wam chórze „Dudaryk” ze Lwowa. W ubiegłym roku zaprezentował nam wspaniały koncert „Szewczenko. Revolution”. Kapela chóralna niejednokrotnie bywała też uczestnikiem koncertów muzyki cerkiewnej w Giżycku i zawsze wywołuje szczery zachwyt widzów. Dzisiaj więc spędzimy wieczorny czas naszej audycji z tym osobliwym zespołem i i jego kierownikiem – charyzmatycznym Dmytrem Kacałem. Najpierw jednak będzie kolejny fragment naszego nowego cyklu „Żywe Słowo”. Dużo ostatnim czasem słyszymy trwożliwych słów o grożącej nam suszy, a nasza dzisiejsza opowieść będzie o potopie. Czyta lektor Mykoła Kozij:

(-)

I rzekł Bóg do Noego:

«Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa niebieskiego – po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi – cokolwiek stworzyłem». I przybywało wody na ziemi przez sto i pięćdziesiąt dni.

Zakończenie potopu.

I wspomniał Bóg Noego. Zamknęły się zbiorniki Wielkiej Otchłani tak i deszcz przestał padać z nieba. W sześćset pierwszym roku, w miesiącu pierwszym, w pierwszym dniu miesiąca wody wyschły na ziemi, i Noe, zdjąwszy dach arki, zobaczył, że powierzchnia ziemi jest już prawie sucha. Bóg przemówił do Noego tymi słowami: «Wyjdź z arki wraz z żoną, synami i z żonami twych synów. Wyprowadź też z sobą wszystkie istoty żywe: z ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi; niechaj rozejdą się po ziemi, niech będą płodne i niech się rozmnażają». A synowie Noego, którzy wyszli z arki, to byli: Sem, Cham i Jafet.

(-)

„Dudaryk”. Na samo brzmienie tego słowa człowiek mimo woli uśmiecha się – na tyle pięknie przez lata wpisał się ten chór w nasze jestestwo. „Dudaryk” łączy pokolenia. Dzisiaj usłyszycie o nim trochę więcej. Kapelę założył ojciec obecnego kierownika, Mykoła Kacał i z sukcesem prowadził ja przez 44 lata. Za czas swego istnienia kapela zaśpiewała – posłuchajcie uważnie – ponad 10 000 utworów podczas około 4000 koncertów, wzięła udział w 500 liturgiach, odwiedziła z koncertami 20 krajów świata. Kapela stała się ogromnym organizmem i szkoła chóralna stała się dla jej rozwoju mocnym impulsem. „U nas dzieci czytają nuty nie gorzej, niż absolwenci szkoły muzycznej, czy konserwatorium”, – mówi Dmytro Kacał w wywiadzie dla wydania zachid.net.

Dawniej o „Dudaryku” mówiono jak o środowisku z bardzo surową dyscypliną. To się zmieniło, czy tak jest nadal?

– Nie wiem, – odpowiada pan Dmytro. – jestem w kapeli od czwartego roku życia. Mogę mówić jako świadek, że okrucieństwa nie było na pewno. Jednak to jest męski zespół, który daje możliwość trochę takiego wojskowego drylu. Chyba dyscyplina była zbliżona do kozackiej. Zawsze były szlachetne zasady zachowania, które być może zostały podeptane w dzisiejszych czasach. Dyscyplina była, ale bullyingu nie było. Ale bez dyscypliny nie można. Proszę sobie wyobrazić, że mam na wyjeździe gdzieś tak koło trzydzieściorga dzieci. W tym wypadku o twórczych sprawach myślę na samym końcu. Dla mnie najważniejsze jest przywieźć je z powrotem żywe i zdrowe. Ojciec też zawsze myślał tak samo i wszyscy wykładowcy nastawieni byli dokładnie tak samo. Oczywiście, za przewinienie można było oberwać. Ja chyba obrywałem najbardziej, bo byłem „swój”. Jednak myślę, że Wasyl Slipak od tego, że musiał robić przysiady czy pompki wcale nie stał się gorszy. Obecnie „dudarykowskie” zasady moralno-etyczne są mocne. Kiedyś mówiono, że „Dudaryk” jest genetyczną matrycą Ukrainy. Przemocy ani psychicznej, ani fizycznej nie było nigdy. Natomiast tempo pracy – wysokie. Dlatego to się może wydawać dla kogoś surowe.

Obecnie mamy dzieci do 14 roku życia i młodzieńców od 18 roku. To jest nasz główny skład śpiewaczy. U nas bywało nawet tak, że śpiewało po kilka rodzin: ojciec i syn, albo synowie, – mówi Dmytro Kacał.

(-)

Chór to nie tylko zespół muzyczny, powiedziałabym, że to filozofia życia – uczy współpracy, odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za innych, wychowuje młodego człowieka i utrzymuje na wysokim poziomie dorosłego. Rozmawiałam o tym z kierownikiem, Dmytrem Kacałem przy okazji jednego z koncertów lwowian w naszym regionie. Pan Dmytro – to syn założyciela „Dudaryka” – Mykoły Kacała, wychowanek tego chóru, a teraz – dyrygent „Dudaryka”, kompozytor, producent, pedagog. Już sama tylko postać pana Dmytra może być świetnym materiałem na oddzielną audycję, ale dzisiaj będziemy rozmawiali o chórze i muzyce cerkiewnej:

(-)

– Patrzyłam na chór „Dudaryk” i tak sobie myślę, jaka to niesamowicie ważna praca wychowawcza, gdy pracujemy z dziećmi w chórze. Czego to uczy – taka praca – czego uczy dzieci, a potem już dorosłych?

– Przez ten cały czas jeszcze – z ojcem to wypracowaliśmy – są trzy constanse: Bóg, prawda i praca. I tego się uczymy. Tak jak kamyki w rzece, ocieramy się jedni o drugich, starsi przekazują młodszym swoje doświadczenie. W taki sposób tego się uczy.

– Myślę, że o wiele mniej, albo i zupełnie nie ma problemów takich, jakie mają inni, czyli takich jak palenie, taki niedobry nałóg, czy narkomania; myślę, że nie ma tego w „Dudaryku”.

– W „Dudaryku” oczywiście, że nie. Dookoła jest masa pokus i tych właśnie okropieństw, tak powiedzmy. I „Dudaryk” to swoista wyspa, która ich chroni i strzeże przed tym wszystkim.

– Sądzę, że inaczej też odnoszę się do wiary i do Boga członkowie „Dudaryka”. Czy pan to odczuwa?

– Bezwarunkowo. „Dudaryk” jest ekumeniczny, bo są u nas Ormianie, Polacy, Rosjanie, Ukraińcy i nie mamy prawa wyznawać jakiegoś jednego Kościoła, należeć do niego. Dlatego mamy naszą ekumeniczna świątynię i po kolei odprawiają u nas duchowni wszystkich konfesji. Jest to taki pierwowzór przyszłego zjednoczenia chrześcijan w wierze.

(-)

– Chór jest amatorski, czy profesjonalny? Bo poziom jest bez wątpienia profesjonalny.

– Dzieci też są profesjonalistami, bo one od wieku 5,5-6 lat, gdy przychodzą na naukę, to dopiero w wieku 10 lat staja w chórze. Do tego czasu mają do 14-tu godzin programów koncertowych. Dlatego nazywać ich nie-profesjonalistami jest po prostu niemożliwe. A dorośli są profesjonalistami, być może dlatego, że im płacą jeszcze za to pieniądze 🙂

(-)

– Jak możemy określić właśnie muzykę sakralną? Od kiedy ja datujemy? Od kiedy zaznaczyła się ona w ogóle, w kulturze światowej, bo możemy mówić o kulturze europejskiej i światowej.

– Ukraińska muzyka cerkiewna… powiedzmy tak: duchowa muzyka w kontekście światowej to wie pani, jej czubek i ogonek sterczy i sprzed, i po. Bo ukraińska duchowa pieśń obrzędowa o wiele bardziej wyprzedza chrześcijańską i na jej melizmatyce w zasadzie zbudowany jest cały cerkiewny kanon śpiewów w chórze – galicyjski i kijowski rozśpiew jako taki. Zbudowany jest na podstawie tradycyjnej. Co się tyczy kontekstu, to ukraińska między innymi, wzięła wszystko, co mogła wziąć, absorbowała w siebie jak gąbka – z kultury bułgarskiej, z rzymskiej, z niemieckiej, z angielskiej, oczywiście, chóralnej. Naturalnie, rosyjska też wpływała na to, bowiem Bortniański, Berezowski założyli tam podwaliny. Tak że ukraińska bezwzględnie znajduje się w kontekście światowej. Proszę zwrócić uwagę na taki fakt, że kompozytorzy ukraińscy XVII-XIX w. pisali dla składu autentycznego – dla chóru chłopców i mężczyzn.

(-)

„Bóg, prawda i praca”. Takie trzy proste wartości. Gdyby wszyscy ludzie wzięli je sobie do serca, o ileż więcej dobra byłoby wokół nas! Dobrze, że „Dudaryk” nieustraszenie płynie po burzliwym oceanie życia właśnie pod tymi trzema żaglami: „Bóg, prawda i praca”.a za sterem – pan Dmytro Kacał. Płyńcie dalej i wy za śpiewem „Dudaryka”, a ja żegnam się z wami do jutra do godz 10.50. za uwagę dziękuje Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/apod)

14.06.2020 – godz. 20.30 – Magazyn (opis do dźwięku)

Witam was, drodzy słuchacze, na antenie Polskiego Radia Olsztyn w poniedziałek, 15 czerwca; w studiu – Jarosława Chrunik Rozpoczynamy razem nowy tydzień po długim – mam nadzieje, że udanym – weekendzie i wierzę, że pracowity tydzień będzie nie mniej udany. Zanim w szkołach ucichnie gwar i wszyscy udadzą się na wakacje, jeszcze trochę porozmawiamy dziś o szkolnych problemach, najpierw jednak kilka wspomnień historycznych:

(-)

15 czerwca 1775 roku z rozkazu Katarzyny II wojska rosyjskie pod dowództwem Petra Tekli zrujnowały Zaporoską Sicz. W rezultacie Nizinne Wojsko Zaporoskie przestało istnieć. Do zlikwidowania Siczy rząd wysłał na Zaporoże wojsko liczące 1o pieszych i 40 kawaleryjskich pułków. Na samej Siczy przebywało wówczas zaledwie kilka tysięcy zaporożców, reszta rozjechała się do domów i „zimowiskach” po zakończeniu wojny rosyjsko-tureckiej, gdzie kozacy walczyli po stronie Rosji.

(-)

1941 r. urodził się Iwan Mykołajczuk – ukraiński aktor filmowy, scenarzysta, reżyser, pisarz. Powszechne uznanie przyniosły młodemu Mykołajczukowi role młodego Tarasa Szewczenki w filmie „Sen” oraz Iwana Palijczuka w „Cieniach zapomnianych przodków”. Film zdobył 39 międzynarodowych nagród filmowych, 28 premii na festiwalach filmowych (21 spośród nich to były Grand Prix) w 21 krajach i wszedł do księgi rekordów Guinnessa. „Nie znam bardziej narodowego, ludowego geniusza… Przed nim był Dowżenko” – tak powiedział o nim Sergiusz Paradżanow. W latach 70-tych zaczęło się prześladowanie działaczy kultury ukraińskiej — zaaresztowano Sergiusza Paradżanowa, z oskarżeniami o nacjonalizm zetknął się też Mykołajczuk. „Cienie zapomnianych przodków” na długi czas miały zakaz wyświetlania.

(-)

2010 r. zmarł Jurij Illenko – ukraiński reżyser i operator filmowy, scenarzysta i polityk. Jego najbardziej znane filmy to „Studnia dla spragnionych”, „Wieczór na Iwana Kupała”, „Biały ptak z czarnym znamieniem”, „Legenda o księżnej Oldze”. Był jednym z przedstawicieli fali „ukraińskiego kina poetyckiego”. Ojciec aktora i producenta Andrija Illenki.

(-)

Dzisiaj mają swoje święto: Ulana, Ołeksandr i Nikifor oraz urodzeni 15 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Zbliża się do końca rok szkolny; ostatnie jego miesiące to było nieustanne zdalne nauczanie. Jednak nauczyciele się nie poddają, nauczyciele wykonywali swoją pracę mimo kwarantanny i mimo takich nadzwyczajnych warunków, w jakich przyszło funkcjonować im oraz uczniom. Co takiego ciekawego znowu nauczyciele zrobili? Zapytałam o to nauczyciela języka ukraińskiego w PNJU w Dobrym Mieście i w Świątkach, jak o nim mówię – będącego w ciągłym ruchu, Piotra Tabakę:

– Oprócz oczywiście lekcji, które trzeba było prowadzić zdalnie, nauczyciele nie tylko języka ukraińskiego, ale też wszystkich innych przedmiotów, mieli możliwość uczestniczenia w warsztatach, e-konferencjach, e-szkoleniach czy też w jakiejkolwiek innej formie, po prostu zdalnie. Jednym z takich szkoleń dla nauczycieli języka ukraińskiego było seminarium dla nauczycieli-językowców „Naucz ucznia rozmawiać po ukraińsku”. Prowadzili to nauczyciele z Ukrainy, to było głównie dla nauczycieli języka i literatury ukraińskiej, ale do tego mogli się też przyłączyć nauczyciele z-za granicy; mi się udało. Było tu dużo pożytecznych informacji, bo można było dowiedzieć się, jak wykorzystywać fiszki na języku ukraińskim, czy pomoce dydaktyczne. Prowadzący podawali przydatne różne video, filmy i gry, oczywiście w języku ukraińskim, żeby nauczyć się nowych słów.

– Ty opowiadasz, a ja tak sobie myślę, że obecnie nauczyciele robią wszystko możliwe i niemożliwe, aby tylko zachęcić uczniów do tego, żeby zechcieli pracować. Czy my nie zbliżamy się do jakiejś takiej granicy… mam na uwadze to, czy my nie za bardzo prosimy uczniów, żeby się uczyli? Oni też powinni wiedzieć, że nauka to jest ich obowiązek, a nie tylko chęć.

– Oczywiście, a to powinni przede wszystkim rodzice wpoić dzieciom świadomość, ze kiedyś język ukraiński będzie im potrzebny, dlatego tego języka trzeba się uczyć. Nie tylko rozmawiać w domu, ale jeśli dziecko chodzi do PNJU czy do szkoły, to oczywiście musi się tego języka uczyć. No, nauczyciel może pomagać, bo nauczyciele biorą udział w różnych szkoleniach i wiedzą, jak zachęcić dziecko do uczenia się tego języka. Ale myślę, że szczególnie rodzice powinni dołożyć swoich starań.

Problem z nauczaniem języka ukraińskiego mają nie tylko nauczyciele w diasporze, ale też nauczyciele na terenach przez stulecia poddawanych rusyfikacji, – mówi nauczycielka, Hanna Czmelowa z Mikołajowa na południu Ukrainy:

– Tak, taki mamy region i uczyłam się w szkole rosyjskiej, chociaż pamiętam, że gdy byłam malutka… Region w ogóle rozmawia po ukraińsku we wsiach, ale nie w miastach. W miastach wszystkich nauczano w języku rosyjskim. I gdy moi przyjechali – babcia i dziadek – bardziej, niż z obwodu, ze wsi do miasta, to pamiętam, że jak byłam mała, to mówiłam te słowa po ukraińsku: „uciekaj”, „nie ruszaj”, ale jak poszłam do rosyjskiego przedszkola, do szkoły rosyjskiej, to ja potem i babcię „przeuczyłam” na język rosyjski. I świadomie zaczęłam rozmawiać po ukraińsku już w 2013-2014 r. Ale powiem pani, że tam nie ma środowiska. Nie ma tam środowiska, żeby z kimś rozmawiać, bardzo jest nas tam mało, jednak gromadzimy się, bo południe – to Ukraina i my musimy rozmawiać po ukraińsku. No, nie może być inaczej!

Z pomocą nauczycielom przychodzą autorzy różnych pomocy dydaktycznych, z uwzględnieniem współczesnych potrzeb i nowych technologii:

– Nazywam się Marjana, jestem z firmy „Impulsis”. Stworzyliśmy grę „Mysie Abecadło”.

– Co to za gra?

– Jest to gra, która pomaga dzieciom opanować alfabet w formie gry, zabawy; interaktywne myślenie, rozwija wyobraźnię fantazję, pomaga łączyć litery z konkretnym słowem. Na przykład: słowo „junga” i litera „ju”; słowo „słoń” i litera „s”. Każdy bohater w naszej grze jest narysowany, wszyscy bohaterowie mają swoje ruchy, mają swoją muzykę, udźwiękowiała „Mysie Abecadło” „Pikardyjska Tercja”, pomagali nam też aktorzy z teatru, którzy udzielili głosu samej myszce „Krut’”.

(-)

Jutro porozmawiamy o najnowszych planach uczniów z PNJU z naszego regionu, a tymczasem trzeba się już pożegnać. Była z wami Jarosława Chrunik i zapraszam was znowu do radioodbiorników wieczorem o godz. 18.10. Miłego i pogodnego dnia, drodzy słuchacze!

13.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w Magazynie Ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”; w studiu Polskiego radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Zielone Świątki zakończyły tegoroczny okres wielkanocny. Dawniej to święto obchodzono nieco inaczej, niż obecnie; aż chciałoby się wrócić do dawnych czasów. Ale i współcześnie żyje się ciekawie i to nie tylko ze względu na koronawirusa, który wywrócił nasze życie do góry nogami. Najogólniej rzecz biorąc – dzisiaj zapraszamy Państwa na wieś, a potem – na mały koncert, gdzie konferansjerem będzie Roman Bodnar. Zapraszamy!

(-)

Tydzień temu, w dzień Zesłania Ducha Świętego, ostatecznie pożegnalismy okres wielkanocny. Potocznie Pięćdziesiątnicę nazywa się tez Zielonymi Świętami. A każde święto to nie tylko przeżycie religijne, to też radość całkiem świecka, ubrana w bogatą tradycję i zwyczaje. Nie wszystko przetrwało do naszych czasów, niektóre zwyczaje odtwarzamy, jak na przykład tradycyjne ukraińskie „hajiwki”, czyli pieśni śpiewane w okresie wiosennym, wielkanocnym, zazwyczaj koło cerkwi. O tym rozmawiałam z panią Aleksandrą Chomej z Olsztyna, która pamięta jeszcze rodzinny Arłamów:

(-)

– Za moich czasów – może dlatego, że mieszkałam na wsi – te święta były jakieś takie bardziej radosne, bardziej „zielone”, a jak pani je pamięta ze swego dzieciństwa?

– Ja też tak pamiętam, było tak wesoło! Ale też stawiano taką leszczynę; tata przynosił i do domu, i na polu stawiał tam, żeby wszystko rosło dobrze, żeby Bóg błogosławił tę ziemię. Tylko to tak zapamiętałam. A tak to było bardzo wesoło. Bardzo wesoło! To tylko zapamięta łam, że jak tata przychodził z cerkwi, to przynosił tę leszczynę, potem chodził po polu i stawiał tam, gdzie wszystko rosło – żeby pięknie rosło.

– A na Wielkanoc – najpierw poszli do cerkwi, potem do domu i co dalej? Jak dalej świętowano?

– Potem wracali tam koło cerkwi, tam była taka wielka łąka. Młodzi tak śpiewali różnie: „Oj ty stary dziadu, czemu się nie żenisz”. A dla mnie to było bardzo interesujące, bo myśmy się bawili pisankami, podrzucaliśmy do góry, a taka już kawalerka, to oni stawiali „obróg” – jeden drugiemu stawał na ramionach i to było potem zakończone u góry. A tata i jeszcze inni znajomi dzwonili na zmianę. Tam były trzy dzwony, jeden miał taki gruby głos, drugi – średni, a trzeci cienki. A oni tak głośno dzwonili, że było daleko słychać, tak ze dwa kilometry. Bardzo wtedy było wesoło, tam na łące, bo to była duża wieś, 101 numerów. To jest Arłamów. I tam tak dużo tej młodzieży się zeszło. Wesoło było; tak się wzięli za ręce i śpiewali różne piosenki, które śpiewa się na święta wielkanocne. I było bardzo wesoło. I dopiero gdy zaczął zapadać zmierzch, dopiero wtedy zaczynali się rozchodzić. A tak przez pół dnia mieli zajęcie – każdy swoje.

(-)

Tradycje i zwyczaje przekazują dzieciom rodzice, wnukom – dziadkowie. Szkoda, że zazwyczaj dopiero po wielu latach zaczynamy dostrzegać prawdziwą ich wartość. Jak zwykle – zazwyczaj wtedy, gdy pewne rzeczy są już nieodwracalne. Na przykład, gdy dzieci za bardzo ha łasowały, to babcia zbierała je razem i opowiadała im bajki, – mówi pani Ola:

– Bajki takie ciekawe! A potem nam śpiewała. Babcia wcześniej umarła, dziadek żył dłużej, więc do nas przychodził i tak mamie opowiadał wszystkie historie swego życia, jak był sierotą, gdzieś na tej wojnie austriackiej – z dziesięć lat czy nawet dwanaście trzeba było tam być. A ja tak słuchałam i nie słuchałam, a teraz żałuję, bo trzeba było jeszcze dopytać o wszystko. Ale już nie ma kogo; wszyscy poumierali.

(-)

To dlatego trzeba bardzo dbać o dziedzictwo kulturowe, o zwyczaje, które przekazują nam nasi rodzice i dziadkowie. Jeśli zagłębić się w dawne wierzenia i zwyczaje, to odnajdziemy tam mnóstwo ciekawych rzeczy. I na wszystko znajdzie się wyjaśnienie.

(-)

Kto ma możliwość słuchania nas w tygodniu, a nie tylko w niedzielę, ten wie, że z Sergiuszem Petryczenką zainteresowaliśmy się rolnictwem. Interesuje nas uprawa roślin naturalnymi metodami, bez chemii, tak jak sama natura podpowiada. Wiemy, że przed produkcją przemysłową nie da się uciec, ale tam, gdzie to możliwe, chcielibyśmy widzieć harmonię z naturą. Cykl naszych audycji nazwaliśmy „Sijsia-rodysia”; próbujemy też zostawić ślad pod taką samą nazwą na FB. Bardzo podba się nam permakultura, która z sukcesami zaczyna się rozwijać także w Polsce. Ostatnio Sergiusz Petryczenko wirtualnie zwiedzał ogród Ołeksandra Sawina na Ukrainie. Było tam tak ciekawie, że pozazdrościłam Sergiuszowi i na kolejną wyprawę wybraliśmy się już razem – do Bogusławy i Piotra Brewków. Gospodarze ugościli nas w swoim domu w Bukwałdzie i pokazali, jak prowadzą gospodarstwo. Przypominam, że interesują nas tylko takie gospodarstwa, gdzie nie używa się chemii, tylko korzysta z dobrodziejstw natury. Natura na wszystko ma sposób, tylko trzeba uważnie jej posłuchać. Bogusia i Piotr pokazywali swoje dobro i opowiadali o swoim życiu na wsi, o ogrodzie, o zwierzętach i drobiu, które hodują. A nie każde gospodarstwo może pochwalić się dostojnie spacerującym po obejściu pawiem, czy owcami o czterech rogach. Uściślam: to jedna owca ma cztery rogi, a nie dwie owce razem wzięte. Sergiusz też ma ogród, więc jest bardziej zorientowany, a ja z wielką przyjemnością wszystkiego się uczę. Zresztą – posłuchajcie sami:

(-)
– Ty mam swój ogród, taki mówię – naturalny, bo tu i trawa jest; wszystko co trzeba: i kwiaty, i trawa, tu jest fasola, tylko trzeba ją oplewić. Tu są ogórki, no a tu pory, sałata, pietruszka.

– Moje na balkonie są większe!

– No, widzisz! (śmiech) To chyba dawałaś jakąś chemię!

– A proszę powiedzieć, jakie rośliny sadzi pani koło jakich roślin?

– No to tak: zawsze sadzę cebulę przy marchwi, potem przy cebuli sadzę też buraczki; przy ziemniakach sadzę szpinak, pasternak, fasolę szparagową, a czosnek zawsze sadzę przy truskawkach.

– One pomagają jedno drugiemu, tak?

– Tak, pomagają, bo nie atakują ich szkodniki; jakieś tam pleśnie nie pleśnie, czy mszyca. Czosnek jest bardzo dobry. Czasami tak robię, że z czosnku przygotowuję nawóz na mszycę.

– A jak?

– Biorę główkę czosnku, przez praskę przepuszczam, zalewam wodą i to tak stoi dwanaście godzin, albo dobę, a potem przecedzam to do opryskiwacza i spryskuję róże, kapustę.

– Przed, czy wtedy, gdy zaatakuje mszyca?

– Przed. Ja stosuję te nawozy naturalne cały czas. No i nawóz, którego cały czas używam to jest nawóz z pokrzywy. Praktycznie od maja, jak tylko pokrzywa się pokazuje, to ja robię sobie takie… do wiader zbieram pokrzywę, zalewam wodą i to musi postać tak ze dwa tygodnie, potem to sfermentuje i jak już mi warzywa powschodzą, to raz na jakiś czas je tym podlewam, tą pokrzywą.

– Ale to chyba trzeba rozcieńczać – jeden litr na dziesięć litrów wody.

– Tak, tak robię. No i trzeba to mieszać, żeby to dobrze sfermentowało. Ja w tym roku nawet wcześniej sobie zrobiłam, bo siałam sobie kwiaty w szklarni, to w szklarni zrobiłam sobie fermentację, bo tam było ciepło.

– Gdzieś czytałam, że mszyca lubi oset, jeśli zostawi się tam gdzieś jeden czy dwa na boku, to one tam ciągną, bo oset jest dla nich słodki.

– Nie słyszałam o tym! No, tego nie wiedziałam! Ja mszycę zwalczam też czasami sodą oczyszczoną. Rozpuszczam sodę, dodaję łyżkę oliwy, robię taki roztwór i tym pryskam. Bo mszyca to najbardziej kapustę i róże atakuje. A tak to jak mówię, do warzyw nic więcej nie daję. Albo są duże, albo małe, ale to już jak urosną. Słucham? A, miłość! No tak!

– Dużo serca!

– Tak, tak! No, bardzo lubię ogród! Nie lubię gotować, piec, ale ogród bardzo lubię!

– A proszę powiedzieć, do kapusty, żeby ten motyl go nie atakował, coś pani sadzi, czy czymś pryska?

– Nie! Kapustę sadzę najczęściej przy selerach i tak jak mówię: obserwuję i jeśli coś tam zaczyna się dziać, to wtedy… No, teraz to mam problem z tymi ślimakami bezskórkowymi, to je po prostu zbieram. To najbardziej wyłazi, gdy jest taka wilgotna pogoda, to one od razu z tych traw wszędzie wyłażą. To wtedy je po prostu zbieram.

– Jak Piotrek nie będzie widział, to weź butelkę piwa, porozstawiaj w miseczkach, trzeba troszkę je wkopać, żeby były na równi z ziemią. Mówi się, że ślimaki bardzo lubią piwo i one tam wpadają, ale wyleźć już nie mogą.

– A ja próbowałem koło kapusty sadzić nasturcję.

– Aaaa, kwiaty! No, ja nigdy nie sadziłam, żeby w ogrodzie, tam gdzie mam warzywa, żebym sadziła kwiaty. Nigdy tak nie robiłam, ale może nasturcja ma taki zapach, że to przyciąga. Nie, nigdy tak nie robiłam.

– No, tak. Ogród to jedno, a drugie to zwierzęta: owce, kury…

– No, tak – kaczki, gęsi, indyki, perliczki, pawie; mamy to wszystko. Ja jestem ze wsi, bo mieszkałam na wsi od dziecka i jak się tu przeprowadziliśmy, to nie myślałam o owcach, ale mówię do Piotra: „Ja jajek w sklepie kupować nie będę!”. Tu była stodoła, bo dom był w strasznym stanie, ale stodoła była dobra. Kury to mamy od początku, od pierwszego roku, od razu. Najpierw było ich pięć, potem dziesięć, a potem kupujemy już takie z wylęgarni i hoduję sama.

– No właśnie chciałam zapytać, czy sadzasz kwokę?

– Też!

– Też.

– Indyczka siedzi sobie na jajkach.

– Ale gęsich!

– To znaczy, że będzie adopcja, tak?

– Tak. Bez papierów!

(-) Wypowiedź w języku polskim
– A skąd indyczka wiedziała, że ma usiąść?

– Chciała. Ale nie naniosła jajek, bo indycze są bardzo dobre też do ciasta.

– To jest matka-surogatka!

– Tak!

(-) Wypowiedź w języku polskim

– I jaka to jest rasa?

– Świętego Jakuba to są wszystkie nasze owce.

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Trzeba nogi wytrzeć!

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Pisaliście jakiś projekt, żeby taką serowarnię zorganizować?

– Tak. Był taki program start-up, pięć lat temu; pierwsze programy jakie były. I wtedy wykorzystaliśmy ten moment. A że ja w ogóle piszę projekty, bo pisałam projekty na wieś, cały czas pracuję z Warmińską Grupą Działania „Warmiński Zakątek” i tam pani prezes, której bardzo dziękuję, bo dużo mi pomogła w tym projekcie, napisałyśmy sobie taki projekt, po prostu dla siebie. W ogóle to cały czas można powiedzieć, Piotr robił te sery w domu w garnkach. Tak się przyzwyczaił, robiliśmy, bo i znajomi, którzy tu przyjeżdżali, zawsze chcieli tego sera, a żeby tego było trochę więcej i w domu mniej bałaganu, to zrobiliśmy serowarnię.

– Podsumowując – jesteście zadowoleni, że mieszkacie na wsi, czy zamienilibyście taką posiadłość, jak ta na gdzie indziej?

– Ja jestem bardzo zadowolona, chociaż pracuję w Olsztynie, więcej tego czasu spędzam w mieście, ale nigdy bym się nie zamieniła, nigdy nie poszłabym do miasta. Tak jak mówię: wychowałam się na wsi, w mieście mieszkałam tylko pięć lat. Chciałam chyba troszkę odpocząć od wsi, no ale po pięciu latach podjęliśmy taką decyzję, żeby się przeprowadzić na wieś. Co prawda, myślałam o takiej wsi bardziej spokojnej, żeby sobie tam wypoczywać, ale jak zobaczyłam, że to idzie w tym kierunku, że zaczyna nas zalewać ten rynek tymi chemicznymi produktami spożywczymi, że wszyscy żyją tym, że w sklepie można wszystko sobie kupić, a ja jak się wychowałam w domu, że zawsze miało się swoje jajko, swoje mięso, to pomyślałam, że skoro mam do tego warunki, że możemy sobie sami to wszystko wytworzyć i mieć swoje, to tak pomalutku-pomalutku… tak że nigdy bym nie wróciła do miasta! Mój mąż ma jeszcze takie marzenie, żeby wrócić w Bieszczady,ale… nie wiem… może kiedyś, na starość… żeby wrócić tam, gdzie rodzice mieszkali. No, ale… na razie cieszę się, że dzieci chcą przyjeżdżać, bo teraz z tymi dziećmi to jest tak różnie, ale moje córki akurat chcą przyjeżdżać, cieszą się z tego co mają. Chociaż uczą się w mieście, ale do domu przyjeżdżają, pomagają, tak że to tez jest takie ważne, że ma się tę perspektywę, że robi się to dla kogoś; że dzieci nie postrzegają tego jako coś złego, że trzeba przyjechać do domu i pomóc mamie czy tacie, tylko że korzystają z tego, że sprawia im to przyjemność.

(-)

W taki oto sposób odpoczęliśmy na wsi, spróbowaliśmy wyjątkowych delikatesów, a teraz wracamy do tego, co nie odbyło się z powodu epidemii. Tak się jeszcze nie zdarzyło, żebyśmy nie uczcili pamięci naszego geniusza – Tarasa Szewczenki. W marcu i kwietniu siedzieliśmy w domach na samoizolacji, ale teraz, gdy już trochę oswoiliśmy się z sytuacją, chcemy nadrobić stracone. I oto za tydzień, 21 czerwca po trzeciej liturgii, czyli ok. 14.30 w Olsztynie, w sali parafialnej odbędzie się kameralne spotkanie poświęcone wielkiemu Kobzarowi. Usłyszymy, jak odbywało się przeniesienie prochów poety, czyli mowa będzie o jego ostatniej podróży z Petersburga do ojczyzny – do Kaniowa. Wystąpią też dzieci i młodzież z Olsztyna, a także nasz wszechstronnie utalentowany Sergiusz, który na krótki czas zostawi ogród i odwiedzi nas z lira i pieśniami. Zapraszamy! A teraz oddaje głos Romanowi Bodnarowi, który przygotował dla nas kilka muzycznych ciekawostek:

(-) Hit-Parad

Zboże potrzebuje deszczu, nie ma co do tego wątpliwości, tak więc znowu wracamy na wieś. Byli z Państwem: Roman Bodnar, Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Do usłyszenia jutro o godz. 10.50 na 99,6 MHz. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/apod)

12.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Ukraińskie wydarzenia na Warmii i Mazurach powracają. Symboliczny początek – uczczenie wielkiego kobziarza Tarasa Szewczenki. Ukraina, od 15 czerwca otworzy swoje lotniska dla cudzoziemców. Lider Tatarów Krymskich Mustafa Dżemilew skrytykował głosowanie w komisji Rady Najwyższej dotyczące dostarczania wody na anektowany Krym. U pierwszej damy Ukrainy zdiagnozowano koronawirus. W kalendarzu 13 czerwca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Ukraińskie wydarzenia na Warmii i Mazurach powracają. Początek jest symboliczny – uczczenie wielkiego kobziarza Tarasa Szewczenki. Na tradycyjny koncert szewczenkowski zapraszają 21 czerwca olsztyński oddział ZUwP i koło w Olsztynie. Artyści wyjdą na scenę w sali parafialnej olsztyńskiej cerkwi greckokatolickiej z programem artystycznym poświęconym Tarasowi Szewczence. Piosenki do poezji Tarasa Szewczenki wykonają soliści zespolu wokalnego Suziriaczko, lirnik Sergiusz Petryczenko, a Larysa Lewicka opowie o pochówku poety. Wydarzenie rozpocznie się otwarciem wystawy grafik autorstwa ukraińskiego geniusza. Program jest tradycyjny, natomiast warunki są inne – uprzedza szef miejskiego koła ZUwP w Olsztynie Piotr Tabaka:
Wstęp na koncerty będzie wolny, ale trzeba będzie przestrzegać wszystkich wymogów sanitarnych. Przewidzieliśmy, że w sali parafialnej będzie do 50 osób. Trzeba będzie mieć także maskę, należy zakrywać obowiązkowo nos i usta. Nasza sala parafialna przewidziana jest na dużą liczbę osób; by co drugie miejsce było wolne przy wejściu do sali będzie stała osoba, która będzie liczyć wchodzących na koncert.
Więc nie wszyscy chętni wejdą. Tych, którzy nie dostaną się do sali parafialnej, zapraszają do wirtualnej:
Przewidzieliśmy taką alternatywę, która jest teraz bardzo popularna podczas pandemii koronawirusa. Nasz koncert szewczenkowski będzie transmitowany bezpośrednio na stronie naszej cerkwi olsztyńskiej. Najlepiej wpisać w google olsztyńska cerkiew ukraińska, pojawi się pierwszy slajd, tam można wejść i przyłączyć się do transmisji koncertu.
Koncert szewczenkowski odbędzie się 21 czerwca w sali parafialnej cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie. Początek wydarzenia o 14:30.
(-)
Ukraina, od 15 czerwca otworzy swoje lotniska dla cudzoziemców. Taką decyzję podjął ukraiński rząd. Od niemal trzech miesięcy, z powodu epidemii koronawirusa, obywatele innych krajów, nie mogą wjeżdżać na Ukrainę. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
(-)
Deputowany Ukrainy, lider Tatarów Krymskich Mustafa Dżemilew skrytykował głosowanie w komisji Rady Najwyższej dotyczące dostarczania wody na anektowany Krym. Informuje o tym UNN powołując się na „Krym.Realii”: „Dostarczanie to jest bardzo potrzebne. To, że od czasu do czasu ktoś się wyrazi: będziemy dawać wodę, bo tam są nasi obywatele, damy wodę i będziemy tym grać, będzie osłabienie dla Donbasu. Takie lekkomyślne rzeczy mówią. Co tam mówić o osobnych deputowanych, kiedy premier z trybuny powiedział, że tam są nasi obywatele i choć butlami będziemy przekazywać” – powiedział Mustafa Dżemilew. Lider narodu krymsko-tatarskiego wspomniał, że na półwyspie jest wystarczająco wody dla ludności. „Wody pitnej jest pod dostatkiem. Było i będzie. Rzecz w tym, że woda wykorzystywana jest głównie w celach produkcyjnych, w tym i przez bazy wojskowe Rosjan. Przekazywanie wody z Dniepru nie ma żadnego sensu. Ci którzy uważają się za obywateli Ukrainy, wszyscy mówią: „W żadnym wypadku ani wody, ani prądu nie przesyłajcie”. To obywatele Ukrainy. A ci, którzy są po rosyjskiej stronie, z rosyjskimi flagami i paszportami, oni oczywiście chcieliby te wodę otrzymać” – uważa Dżemilew.
(-)
U Ołeny Zełenskiej zdiagnozowano koronawirusa. Żona ukraińskiego prezydenta poinformowała, że czuje się dobrze i przebywa w izolacji. Na Ukrainie obserwowany jest wzrost liczby zakażeń SARS-CoV-2.
(-)
Tym kończymy nasz tygodniowy maraton informacyjny. Dziękuję, że byliście z nami. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Usłyszymy się na fali Polskiego Radia Olsztyn. (dw/apod)

12.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W tym tygodniu w Polsce rozpoczęły się matury. Maturzyści w Górowie Iławeckim też przystąpili do egzaminów. Na razie jest zbyt wcześnie, żeby mówić o wynikach, ale ogromne napięcie, podwojone dodatkowymi procedurami COVID dało się we znaki. Co i jak zdawali, do czego przygotowują się i czy się udaje, opowiedziała nauczycielka języka ukraińskiego w górowskim zespole szkół z językiem ukraińskim Aleksandra Bzdel. Plast w Polsce i Sarepta – odwołali obozy letnie 2020. O tym i innym opowiem za chwilę w programie „Od A do Z”. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.

(-)

Język polski i matematyka za nami. Maturzyści górowskiego liceum z ukraińskim językiem nauczania zdali pierwsze egzaminy. Oprócz dezynfekcji rąk, masek ochronnych i obowiązkowej odległości, koronawirus dołożył stresu abiturientom i ich nauczycielom. Nauczycielka języka ukraińskiego Aleksandra Bzdel przygotowuje uczniów do egzaminu z języka ukraińskiego, natomiast już wspiera i martwi się o swoich podopiecznych, bo zadania są trudne

Wszyscy mówią, że ciężko. Niektórzy mieli odwagę, żeby zajrzeć już do klucza, tak policzyć sobie. I z tymi co ja rozmawiałam, są zadowoleni, chociaż oni odliczali sobie punkty, gdzie nie byli pewni, żeby wyszła im wyszła ta minimalna liczba punktów, a może akurat egzaminator da coś więcej, ale spodziewają się, że zdadzą. Niektórzy mówią, że może być ciężko, no jak co roku, tylko wszyscy spodziewaliśmy się, że te arkusze nie będą takie ciężkie, a jednak.
-Nie ma części ustnej i dzieci miały więcej czasu do przygotowania, więc wyniki mają być lepsze, a pani jak myśli?
-Tak, zgodnie z logiką to mieli miesiąc więcej do nauki, ale sami rozumiemy wszystkie realia, że ta niepewność, ciężko samemu zebrać się do nauki, dyscyplinować się, a jeszcze różne rzeczy czytają w internecie, że może w ogóle matura będzie znów odłożona i to wszystko na nich destrukcyjnie działało i to można zrozumieć, więc z jednej strony niektórzy wykorzystali czas taki dodatkowy, ale nauczanie na odległość to nie jest stacjonarne nauczanie, ono różni się absolutnie, więc kiedy mamy na żywo dzieci, one nas, można na pewno dużo więcej i inaczej pracować, niż na odległość.
-Czy uczniowie cieszyli się, że nie ma części ustnej w tym roku.
-Oczywiście, że tak, bo szczerze mówią, ona do niczego nikomu nie jest potrzebna, nigdy się nie liczy, stres jest szczególny i dzieci powtarzają to co roku; nawet idąc na pisemną, dzieci nie czują takiej dozy stresu jak na ustnej, więc no takie chociaż ułatwienie dla nich.
-Jak wasze konsultacje w tym roku wyglądają. Czy jesteście w maskach i indywidualnie przyjmujecie uczniów, czy zbieracie się w grupach i przygotowujecie się razem.
-Konsultacje odbywają się i stacjonarnie, i online. Jak uczniowie sobie życzą, bo nasi uczniowie, którzy przyjechali z Ukrainy, od razu poszli na kwarantannę, zrobiono im od razu testy na covid, okazało się, że wszyscy są zdrowi i potem ich umieszczono w internacie zgodnie z procedurami, i oni mogą przychodzić stacjonarnie, tak, natomiast ci, co mieszkają w swoich domach, a mieszkają troszkę dalej, to z nimi konsultacje odbywają się online. Oczywiście wszystkich procedur musimy przestrzegać, jak np. teraz na maturze, tak, dzieci są w maskach i tak samo na konsultacjach, mogą je zdjąć jak siądą przy swoich ławkach i odstęp jest odpowiedni.

W takich sytuacjach będą zdawać język ukraiński:

-29 czerwca będzie język ukraiński na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Przygotowujemy się tak jak do innych przedmiotów. Trudna jest sytuacja dla maturzystów szczególnie, bo zawsze była taka wielka niewiadoma i ciężko im naprawdę, bo po dwóch egzaminach teraz doszły procedury COVID do normalnych. Muszą do wszystkiego się dostosować i arkusze otrzymali niestety, jak wszyscy maturzyści w Polsce, te które były wydrukowane na maj i okazało się, że nie ma żadnego złagodzenia, a jeśli chodzi o trudności, to niektórzy uczniowie mówią, że matura z matematyki była w tym roku trudniejsza, niż zeszłoroczna; i spodziewamy się, że tak może być z językiem ukraińskim. Że też może być tak trudno. Ale mamy jeszcze miesiąc. Po drodze dzieci zdają inne egzaminy, ale konsultacje będziemy jeszcze prowadzić, spotykać się z tymi uczniami, którzy sobie tego życzą, wyjaśniać jeszcze problemy, pytania, powtarzać lektury przede wszystkim; no i mam nadzieję, że damy radę wszyscy razem.
My już nie będziemy zdawać egzaminów, ale język ojczysty znać trzeba:
[lekcja języka ukraińskiego]

(-)

Z powodu trudnej sytuacji z pandemią COVID-19 krajowa starszyzna Plastu w Polsce zdecydowała o odwołaniu zaplanowanych na ten rok obozów skautowych i zuchowych. Plastuni poinformowali o tym na swojej stronie na FB. Co roku w obozach brało udział kilkadziesiąt dzieci. Decyzja była bardzo trudna, bo letnie obozy Plastu zostały odwołane po raz pierwszy w historii organizacji – przyznaje Hanusia Tymec:
Planujemy przenieść na przyszły rok. To była bardzo trudna decyzja. Trudno było sobie uświadomić, że może nie być pierwszy raz od wielu lat obozu…zebrałam kadrę, plany obozu są gotowe, no ale sytuacja wymaga od nas takiej jakieś pokory przede wszystkim i przenosimy obchody; online prowadzimy; online, w sieciach społecznościowych, na FB i stronie naszego 30-lecia. Stworzyliśmy fanpage na FB 30-lecia odrodzenia Plastu w Polsce, na którym będziemy odświeżać naszą historię od po początku jak to było, już pojawiły się fotografie z pierwszego zjazdu Plastowego, wcześniej już wspomnianego, z grudnia 1990 roku. Już pojawiły się fotografie pierwszego obozu w [Mryhodach], tam gdzie planujemy zorganizować obchody 30-lecia.
Na przyszyły rok także przeniesiono obchody 30-lecia odrodzenia Plastu w Polsce. Uroczystości są zaplanowane na 8-9 sierpnia tego roku w Mryhodach. Mimo wszystko plastuni zachęcają do przyłączenia się do obchodów online, podczas których każdy będzie mógł wspomnieć wirtualnie swoje momenty w Plaście.
Z przykrymi wiadomościami w tym tygodniu zgłosiło się i bractwo młodzieży greckokatolickiej Sarepta. Po licznych konsultacjach z regionalnymi służbami sanitarnymi odwołano wszystkie tegoroczne obozy dla rodzin, dorosłych, dzieci i młodzieży.W tym roku w ośrodku Sarepty w miasteczku Nowica planowano 5 letnich obozów dla dzieci i młodzieży. W Komańczy planowano 6 zmian obozów na lato 2020.

(-)

Pozostaje nam cieszyć się warmińsko-mazurskimi krajobrazami i spędzać czas w towarzystwie przyjaciół i rodzin. Według mnie to wspaniała perspektywa. Aby pogoda była. Niech słońce świeci jasno, a wokół uśmiechają się bliscy. Z wami była Hanna Wasilewska. Przyjemnego weekendu. Do usłyszenia. (dw/ad)

11.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Język polski i matematyka za nami. Maturzyści górowskiego liceum z ukraińskim językiem nauczania zdali pierwsze egzaminy. Teraz przygotowują się do matury z języka ukraińskiego. Od jutra Polska otwiera swoje granice dla obywatelu UE. Sprawa otwarcia granicy z Ukrainą jest trudniejsza. Dotychczasowy lider partii „Głos” – znany ukraiński rockman Swiatosław Wakarczuk, zrezygnował z mandatu deputowanego do Rady Najwyższej. Na żądanie ukraińskicg dyplomatów we Francji, nie pojawi się w telewizji reklama z rosyjskim aktorem Porjeczjenkowem, który strzelał do Ukraińców. O tym opowiem dokładniej w wydaniu ukraińskich informacji już za chwilę. Dziś jest piątek 12 czerwca. Z wami Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Język polski i matematyka za nami. Maturzyści górowskiego liceum z ukraińskim językiem nauczania zdali pierwsze egzaminy. Oprócz dezynfekcji rąk, masek ochronnych i obowiązkowej odległości, koronawirus dołożył stresu abiturientom i ich nauczycielom. Nauczycielka języka ukraińskiego Aleksandra Bzdel przygotowuje uczniów do egzaminu z języka ukraińskiego, natomiast już wspiera i martwi się o swoich podopiecznych, bo zadania są trudne:
-Wszyscy mówią, że ciężko. Niektórzy mieli odwagę, żeby zajrzeć już do klucza, tak policzyć sobie. I z tymi co ja rozmawiałam, są zadowoleni, chociaż oni odliczali sobie punkty, gdzie nie byli pewni, żeby wyszła im wyszła ta minimalna liczba punktów, a może akurat egzaminator da coś więcej, ale spodziewają się, że zdadzą. Niektórzy mówią, że może być ciężko, no jak co roku, tylko wszyscy spodziewaliśmy się, że te arkusze nie będą takie ciężkie, a jednak.
W takich sytuacjach będą zdawać język ukraiński:

-29 czerwca będzie język ukraiński na poziomie podstawowym i rozszerzonym. Przygotowujemy się tak jak do innych przedmiotów; mamy jeszcze miesiąc. Po drodze dzieci zdają inne egzaminy, ale konsultacje będziemy jeszcze prowadzić, spotykać się z tymi uczniami, którzy sobie tego życzą, wyjaśniać jeszcze problemy, pytania, powtarzać lektury przede wszystkim; no i mam nadzieję, że damy radę wszyscy razem.
(-)
Od jutra Polska otworzy swoje granice dla obywateli UE, a od 16 czerwca przywrócone zostaną loty w granicach wspólnoty. Natomiast sprawa z polski-ukraińską granicą jest trudniejsza, bo to zewnętrzna granica UE. „Chcielibyśmy otworzyć granicę do wakacji letnich i dążymy do tego” – powiedział we wtorek wiceminister spraw zagranicznych Polski Szymon Szynkowski vel Sęk. Decyzja w tej sprawie to kwestia nie tyle dni, co godzin – dodał i zauważył, że rozpatrywane są różne warianty ewentualnego otwarcia granic. I jeśli z Unią Europejską wszystko jest mniej jasne, mówiąc o Ukrainie, podkreślił wiceminister, to w tym wypadku sprawa jest bardziej złożona z tej przyczyny, że to zewnętrzna granica UE. Szymon Szynkowski vel Sęk poinformował także, że na czas wakacji MSZ zaleca przede wszystkim korzystać z turystyki wewnętrznej. Dodał, że to najbezpieczniejszy sposób spędzenia urlopu, a w Polsce „jest co zobaczyć”
„Jeśli ktoś zdecyduje się wyjechać za granice Polski, my także wydamy odpowiednie zalecenia z tej przyczyny, które kraje są bezpieczne, a które mniej bezpieczne” – powiedział minister.
(-)
Dotychczasowy lider partii „Głos” – znany ukraiński rockman Swiatosław Wakarczuk, zrezygnował z mandatu deputowanego do Rady Najwyższej. Jego ugrupowanie w ubiegłorocznych wyborach zdobyło 20 miejsc w ukraińskim parlamencie.
(-)
Rosyjski aktor Michaił Poreczenkow w 2014 roku strzelał do ukraińskich żołnierzy w Donbasie, a niedawno wystąpił w rosyjskiej reklamie jogurtów Danone. U paryskiego kierownictwa koncernu interweniowali Ukraińscy dyplomaci we Francji. Domagali się zablokowania reklamy. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
Program dobiega końca, ale ja się nie żegnam. Wieczorem o 18:10 czekajcie na nasze tradycyjne spotkanie „Od A do Z”. Zapraszam i życzę ładnego dnia. (dw/apod)

11.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w czwartek, 11 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik, ale dzisiaj będziemy wam towarzyszyć oboje – razem z Sergiuszem. A właściwie, to wybierzemy się w gości do bardzo życzliwego i gościnnego małżeństwa do Bukwałdu. Chyba nikt nie zaprzeczy, że naród ukraiński to naród rolniczy; nad Dnieprem mówi się, że prawdziwy Ukrainiec z kilku arów ziemi wyżywi całą wieloosobową rodzinę. Coś w tym jest, nawet anegdoty o tym powstały. Jednak nie będę teraz opowiadać anegdot, o wiele lepiej ode mnie zrobi to pod koniec audycji Ihor Kyryluk, natomiast ja do tej pory z rozrzewnieniem wspominam smak przepysznego ciasta drożdżowego, upieczonego przez gospodynię i uzależniających jak narkotyk serów autorstwa gospodarza.

(-)

Kontynuujemy serię programów „Sijsia-rodysia”. Ostatnio Sergiusz Petryczenko wirtualnie zwiedzał ogród Ołeksandra Sawina na Ukrainie. Było tam tak ciekawie, że pozazdrościłam Sergiuszowi i na kolejną wyprawę wybraliśmy się już razem – do Bogusławy i Piotra Brewków. Gospodarze ugościli nas w swoim domu w Bukwałdzie i pokazali, jak prowadzą gospodarstwo. Przypominam, że interesują nas tylko takie gospodarstwa, gdzie nie używa się chemii, tylko korzysta z dobrodziejstw natury. Natura na wszystko ma sposób, tylko trzeba uważnie jej posłuchać. Bogusia i Piotr pokazywali swoje dobro i opowiadali o swoim życiu na wsi, o ogrodzie, o zwierzętach i drobiu, które hodują. A nie każde gospodarstwo może pochwalić się dostojnie spacerującym po obejściu pawiem, czy owcami o czterech rogach. Uściślam: to jedna owca ma cztery rogi, a nie dwie owce razem wzięte. Sergiusz też ma ogród, więc jest bardziej zorientowany, a ja z wielką przyjemnością wszystkiego się uczę. Zresztą – posłuchajcie sami:

(-)

 

– Ty mam swój ogród, taki mówię – naturalny, bo tu i trawa jest; wszystko co trzeba: i kwiaty, i trawa, tu jest fasola, tylko trzeba ją oplewić. Tu są ogórki, no a tu pory, sałata, pietruszka.

– Moje na balkonie są większe!

– No, widzisz! (śmiech) To chyba dawałaś jakąś chemię!

– A proszę powiedzieć, jakie rośliny sadzi pani koło jakich roślin?

– No to tak: zawsze sadzę cebulę przy marchwi, potem przy cebuli sadzę też buraczki; przy ziemniakach sadzę szpinak, pasternak, fasolę szparagową, a czosnek zawsze sadzę przy truskawkach.

– One pomagają jedno drugiemu, tak?

– Tak, pomagają, bo nie atakują ich szkodniki; jakieś tam pleśnie nie pleśnie, czy mszyca. Czosnek jest bardzo dobry. Czasami tak robię, że z czosnku przygotowuję nawóz na mszycę.

– A jak?

– Biorę główkę czosnku, przez praskę przepuszczam, zalewam wodą i to tak stoi dwanaście godzin, albo dobę, a potem przecedzam to do opryskiwacza i spryskuję róże, kapustę.

– Przed, czy wtedy, gdy zaatakuje mszyca?

– Przed. Ja stosuję te nawozy naturalne cały czas. No i nawóz, którego cały czas używam to jest nawóz z pokrzywy. Praktycznie od maja, jak tylko pokrzywa się pokazuje, to ja robię sobie takie… do wiader zbieram pokrzywę, zalewam wodą i to musi postać tak ze dwa tygodnie, potem to sfermentuje i jak już mi warzywa powschodzą, to raz na jakiś czas je tym podlewam, tą pokrzywą.

– Ale to chyba trzeba rozcieńczać – jeden litr na dziesięć litrów wody.

– Tak, tak robię. No i trzeba to mieszać, żeby to dobrze sfermentowało. Ja w tym roku nawet wcześniej sobie zrobiłam, bo siałam sobie kwiaty w szklarni, to w szklarni zrobiłam sobie fermentację, bo tam było ciepło.

– Gdzieś czytałam, że mszyca lubi oset, jeśli zostawi się tam gdzieś jeden czy dwa na boku, to one tam ciągną, bo oset jest dla nich słodki.

– Nie słyszałam o tym! No, tego nie wiedziałam! Ja mszycę zwalczam też czasami sodą oczyszczoną. Rozpuszczam sodę, dodaję łyżkę oliwy, robię taki roztwór i tym pryskam. Bo mszyca to najbardziej kapustę i róże atakuje. A tak to jak mówię, do warzyw nic więcej nie daję. Albo są duże, albo małe, ale to już jak urosną. Słucham? A, miłość! No tak!

– Dużo serca!

– Tak, tak! No, bardzo lubię ogród! Nie lubię gotować, piec, ale ogród bardzo lubię!

– A proszę powiedzieć, do kapusty, żeby ten motyl go nie atakował, coś pani sadzi, czy czymś pryska?

– Nie! Kapustę sadzę najczęściej przy selerach i tak jak mówię: obserwuję i jeśli coś tam zaczyna się dziać, to wtedy… No, teraz to mam problem z tymi ślimakami bezskórkowymi, to je po prostu zbieram. To najbardziej wyłazi, gdy jest taka wilgotna pogoda, to one od razu z tych traw wszędzie wyłażą. To wtedy je po prostu zbieram.

– Jak Piotrek nie będzie widział, to weź butelkę piwa, porozstawiaj w miseczkach, trzeba troszkę je wkopać, żeby były na równi z ziemią. Mówi się, że ślimaki bardzo lubią piwo i one tam wpadają, ale wyleźć już nie mogą.

– A ja próbowałem koło kapusty sadzić nasturcję.

– Aaaa, kwiaty! No, ja nigdy nie sadziłam, żeby w ogrodzie, tam gdzie mam warzywa, żebym sadziła kwiaty. Nigdy tak nie robiłam, ale może nasturcja ma taki zapach, że to przyciąga. Nie, nigdy tak nie robiłam.

– No, tak. Ogród to jedno, a drugie to zwierzęta: owce, kury…

– No, tak – kaczki, gęsi, indyki, perliczki, pawie; mamy to wszystko. Ja jestem ze wsi, bo mieszkałam na wsi od dziecka i jak się tu przeprowadziliśmy, to nie myślałam o owcach, ale mówię do Piotra: „Ja jajek w sklepie kupować nie będę!”. Tu była stodoła, bo dom był w strasznym stanie, ale stodoła była dobra. Kury to mamy od początku, od pierwszego roku, od razu. Najpierw było ich pięć, potem dziesięć, a potem kupujemy już takie z wylęgarni i hoduję sama.

– No właśnie chciałam zapytać, czy sadzasz kwokę?

– Też!

– Też.

– Indyczka siedzi sobie na jajkach.

– Ale gęsich!

– To znaczy, że będzie adopcja, tak?

– Tak. Bez papierów!

(-) Wypowiedź w języku polskim

 

– A skąd indyczka wiedziała, że ma usiąść?

– Chciała. Ale nie naniosła jajek, bo indycze są bardzo dobre też do ciasta.

– To jest matka-surogatka!

– Tak!

(-) Wypowiedź w języku polskim

– I jaka to jest rasa?

– Świętego Jakuba to są wszystkie nasze owce.

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Trzeba nogi wytrzeć!

(-) Wypowiedź w języku polskim

– Pisaliście jakiś projekt, żeby taką serowarnię zorganizować?

– Tak. Był taki program start-up, pięć lat temu; pierwsze programy jakie były. I wtedy wykorzystaliśmy ten moment. A że ja w ogóle piszę projekty, bo pisałam projekty na wieś, cały czas pracuję z Warmińską Grupą Działania „Warmiński Zakątek” i tam pani prezes, której bardzo dziękuję, bo dużo mi pomogła w tym projekcie, napisałyśmy sobie taki projekt, po prostu dla siebie. W ogóle to cały czas można powiedzieć, Piotr robił te sery w domu w garnkach. Tak się przyzwyczaił, robiliśmy, bo i znajomi, którzy tu przyjeżdżali, zawsze chcieli tego sera, a żeby tego było trochę więcej i w domu mniej bałaganu, to zrobiliśmy serowarnię.

– Podsumowując – jesteście zadowoleni, że mieszkacie na wsi, czy zamienilibyście taką posiadłość, jak ta na gdzie indziej?

– Ja jestem bardzo zadowolona, chociaż pracuję w Olsztynie, więcej tego czasu spędzam w mieście, ale nigdy bym się nie zamieniła, nigdy nie poszłabym do miasta. Tak jak mówię: wychowałam się na wsi, w mieście mieszkałam tylko pięć lat. Chciałam chyba troszkę odpocząć od wsi, no ale po pięciu latach podjęliśmy taką decyzję, żeby się przeprowadzić na wieś. Co prawda, myślałam o takiej wsi bardziej spokojnej, żeby sobie tam wypoczywać, ale jak zobaczyłam, że to idzie w tym kierunku, że zaczyna nas zalewać ten rynek tymi chemicznymi produktami spożywczymi, że wszyscy żyją tym, że w sklepie można wszystko sobie kupić, a ja jak się wychowałam w domu, że zawsze miało się swoje jajko, swoje mięso, to pomyślałam, że skoro mam do tego warunki, że możemy sobie sami to wszystko wytworzyć i mieć swoje, to tak pomalutku-pomalutku… tak że nigdy bym nie wróciła do miasta! Mój mąż ma jeszcze takie marzenie, żeby wrócić w Bieszczady,ale… nie wiem… może kiedyś, na starość…  żeby wrócić tam, gdzie rodzice mieszkali. No, ale… na razie cieszę się, że dzieci chcą przyjeżdżać, bo teraz z tymi dziećmi to jest tak różnie, ale moje córki akurat chcą przyjeżdżać, cieszą się z tego co mają. Chociaż uczą się w mieście, ale do domu przyjeżdżają, pomagają, tak że to tez jest takie ważne, że ma się tę perspektywę, że robi się to dla kogoś; że dzieci nie postrzegają tego jako coś złego, że trzeba przyjechać do domu i pomóc mamie czy tacie, tylko że korzystają z tego, że sprawia im to przyjemność.

(-)

Zapewniam was, że w gospodarstwie Bogusi i Piotra Brewków jest nie mniej interesująco, niż w ZOO. A na pewno – bezpieczniej, bo gospodarze dają dobry przykład swoim dzieciom, w odróżnieniu od bohatera następnej opowiastki:

(-) Humoreska

 

To jeszcze jeden dowód na to, że należy uważać, co mówimy do dzieci, bo czasem nasze żarty dzieci potraktują bardzo poważnie, a konsekwencje bywają trudne do przewidzenia. Myślę, że zostawiamy was w bardzo pogodnym nastroju; program przygotowali dzisiaj: Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Miłego długiego weekendu, szanowni słuchacze i do usłyszenia w niedzielę o godz. 20.30. Będziemy mieli dla was miłą niespodziankę, a tymczasem – wszystkiego dobrego! (jch/ad)

10.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Proboszcza dwóch parafii greckokatolickich na Warmii i Mazurach ojca Bogdana Syczyka nagrodzono za służbę z okazji 20-lecia kapłaństwa. Planowane jest stworzenie rejonu „węgierskiego”. Władza Ukrainy ustąpiła Budapesztowi. Ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski został ukarany mandatem za nieprzestrzeganie środków bezpieczeństwa związanych z pandemią koronawirusa. O tym opowiem za chwilę. Dziś jest czwartek 11 czerwca. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Dziś w Polsce obchodzone jest święto Bożego Ciała i Krwi Chrystusa. Tradycją jest organizacja procesji. Ograniczenia koronawirusowe zobowiązują uczestników pochodów do przestrzegania zasad bezpieczeństwa i zachowania odległosci 2 metrów, a w większych skupiskach do nakładania masek.

(-)

Serdeczne słowa wdzięczności za pracowitą służbę dla bożej chwały i dobra archieparchii przemysko-warszawskiej Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego otrzymał od arcybiskupa i metropolity przemysko-warszawskiego UKGK Jewhena Popowycza ojciec Bogdan Sytczyk proboszcz dwóch parafii na Warmii i Mazurach. Nagrodę wręczono z okazji 20-lecia kapłaństwa, z czego 17 w Lidzbarku Warmińskim i Dobrym Mieście – wylicza ojciec Bogdan:

Krótko pracowałem, jeszcze służyłem w Pasłęku, Elblągu i później Morąg na parafii, później mnie władyka wezwał do Przemyśla do archikatedralnego soboru jako współpracownika na 2 lata, a potem skierował mnie na proboszcza do Lidzbarka i Dobrego Miasta; więc tu można powiedzieć, że w tym roku w lipcu, 7 lipca przyszedłem jak pamiętam, mija 17 lat.

Poza słowami wdzięczności i życzeniami, otrzymał prawo noszenia nabedrennika.

To jest takie uznanie w tym dyplomie, że ksiądz za swoją służbę; ile lat; otrzymuje różne odznaczenia; czy to będzie krzyż na piersi, złoty krzyż z ozdobami, no i między innymi tu jest przyznany taki nabedrennik to jest w kopii zaostrzonego rombu i oznacza cały czas walki, czyli mamy walczyć o te prawdy chrystusowe, naukę chrystusową; to jest nasze życie, taka walka, żebyśmy nabierali takiej odwagi do przeciwstawiania się złu i temu, żeby dobro zwyciężało to zło, a przede wszystkim, żeby były głoszone słowa Chrystusa, prawda. Jego nauczanie.
Ojciec Bogdna Sytczyk aktywnie współpracuje ze ZUwP, uczy religii greckokatolickiej w międzyszkolnych punktach nauczania, bierze udział w akcjach i projektach dobroczynnych, był nominowany do tytułu „Proboszcz 2019”

(-)

Planowane jest stworzenie rejonu „węgierskiego”. Władza Ukrainy ustąpiła Budapesztowi. 1 czerwca upubliczniono projekt postanowienia gabinetu ministrów, w którym wskazano liczbę nowo utworzonych rejonów we wszystkich obwodach Ukrainy. Zgodnie z decyzją na Zakarpaciu wyznaczono ich 5 – piąty, berehowski stanie się rejonem węgierskim. W odpowiedzi na Zakarpaciu zaczęto zbierać podpisy przeciwko stworzeniu odrębnego rejonu węgierskiego ze stolicą w Berehowie. „Może to doprowadzić do etapowej antyukraińskiej polityki, rozłamu i podziału państwa ukraińskiego w przyszłości” – napisano w podaniu. Obecnie większość ludności w nowym rejonie mówi po węgiersku, bo ten faktycznie znajduje się blisko granicy z Węgrami. Wiadomo, że Węgrzy od dziesięcioleci prosili Ukrainę o stworzenie oddzielnej jednostki administracyjnej na Zakarpaciu. Poza tym proponowali uznanie autonomii kulturalnej i postulowali powołanie szczególnego „węgierskiego okręgu wyborczego” przy wyborach do Rady Najwyższej.

(-)

Ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski został ukarany mandatem za nieprzestrzeganie środków bezpieczeństwa związanych z pandemią koronawirusa. Chodzi o jego wizytę razem z innymi przedstawicielami władzy w kawiarni, podczas niedawnej podróży do obwodu chmielnickiego. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i zapraszam was jutro o 10:50. Przyjemnego dnia. (dw/ad)

10.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 10 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. W ostatnich miesiącach, po pierwszym szoku z powodu zamrożenia gospodarki i wszelkich działań kulturalnych, znalazł się sposób na koronawirusa: wiele wydarzeń zostało przeniesionych do internetu. To nie to samo, co spotkanie na żywo z artystami, ale lepsze to, niż nic. Ja też zapraszam was dzisiaj wirtualnie do filharmonii na spotkanie ze wspaniałą artystką.

(-)

Zacznę z daleka. W starym Ostrogu na Rówieńszczyźnie jest znamienita Akademia Ostrogska – pierwsza wyższa uczelnia w Europie Wschodniej, najstarsza ukraińska instytucja naukowo-oświatowa. Jej absolwentem jest między innymi Petro Konaszewycz Sahajdaczny, hetman wojsk kozackich. Obecnie rektorem tej prestiżowej akademii jest prof. Ihor Pasicznyk, który uratował tę budowlę przed rozbiórką, ratując tym samym niezwykły zabytek architektoniczny i kulturowy przed zniszczeniem. Historia ta zasługuje na oddzielną audycję, ale dzisiaj będzie o czymś innym. Bohaterka dzisiejszego programu będzie córka rektora, Olga Pasiecznik – śpiewaczka operowa, sopran. Ukończyła Konserwatorium Kijowskie i Akademię Muzyczną im. F. Chopina w Warszawie. W 1992 r. zadebiutowała na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej, a cztery lata później – na scenie Teatru na Polach Elizejskich w Paryżu. Od tego momentu zaczęła się jej prawdziwa kariera międzynarodowa. Jak zapewne domyślacie się, grafik koncertów artystki jest szczelnie wypełniony, ale zrobiła tak, żeby na zaproszenie konsula Ukrainy w Gdańsku pana Lwa Zacharczyszyna wystąpić tam z koncertem, poświęconym Niepodległości Ukrainy. Do widzów pani Olga zwracała się ze sceny po polsku, żeby jak najwięcej opowiedzieć zaproszonym polskim przyjaciołom o kulturze ukraińskiej:

(-) Wypowiedź w języku polskim i fragment koncertu

A potem udało mi się porozmawiać z panią Olgą Pasiecznik o koncercie i o Ukrainie:

(-)

– Koncert był wyjątkowy; proszę powiedzieć – to panie dobierały repertuar?

– To my dobierałyśmy repertuar.

– Z jakiego klucza?

– Gdy zadzwonił do mnie pan konsul i powiedział, że… kiedyś poznaliśmy się z panem Konsulem na koncercie, który śpiewałam z okazji rocznicy Wielkiego Głodu i pamiętam, że po tym koncercie musiałam zdążyć na kolejny koncert i pan Konsul całą noc wiózł mnie samochodem. To była taka długa nasza podróż śnieżno-deszczowa, podczas której omówiliśmy bardzo dużo różnych tematów. I kiedyś on mnie zapytał: „Gdy kiedyś panią poproszę o zaśpiewanie koncertu, który będziemy organizowali w Gdańsku, czy zgodzi się pani, czy znajdzie czas?” Powiedziałam, że oczywiście! Na takie akcje łatwo mnie „podnieść”. Dlatego gdy pan Konsul zadzwonił i poprosił mnie, czy mogłabym przygotować taki program i przyjechać do Gdańska, to oczywiście, tak pozmieniała swoje plany, żeby można było przyjechać i wystąpić tu. I pomyślałam sobie, że jeśli zrobić ten program tak typowo ludowy, to nie będzie to nic innego, jak taka ukraińska cepelia, taka „szarawarszczyzna”. Nie lubię tego. Jeśli zrobić go tak bardzo „ciężki”, to nie będzie on odpowiedni na tę okazję. Natomiast każda okazja jest dobra, podczas której możemy choć trochę przybliżyć kulturę ukraińską dla części Polaków, którzy zostali tu zaproszeni. Dlatego, że tak jak dzisiaj powiedziałam w swoim słowie wstępnym… nie często mówię to na koncertach, ale dzisiaj powiedziałam – to jest najbliższy sąsiad Polski, o którym dobrze wiemy, że murują, budują, zbierają truskawki i robią wszystko inne, ale zupełnie nic nie wiedzą ani o naszej kulturze, ani o literaturze, ani o naszej muzyce, ani o poezji, ani o malarstwie. A obok jest naród, który bez państwa, w ciągu stuleci bez państwa, zachował język, zachował folklor, stworzył profesjonalną muzykę ukraińską, profesjonalną poezję ukraińską – dlatego warto byłoby się tym zainteresować. Dlatego postanowiłam… chciałabym chociaż kilka najbardziej znanych nazwisk włączyć w ten koncert i kilka słów o nich powiedzieć. Też uważam, że bardzo ważną sprawą jest poezja, którą spróbowałam kilka razy znaleźć dobre tłumaczenia. To też nie jest takie łatwe – znaleźć tłumaczenia na język polski. W niektórych wypadkach, tak jak u Szewczenki czy Franki można znaleźć stosunkowo dobre tłumaczenia . może jeszcze w przypadku Łesi Ukrainki. Natomiast Ołeksandra Olesia czy Mykoły Woronego to jest prawie nierealne.

– Nawet Ukraińcy często nie wiedzą o tych ludziach.

– No, niestety. Niestety, takie mamy czasy historyczne. Też, jeśli w kraju jest wojna to im nie do tego. Chociaż sądzę, że w każdym czasie – czy w dobrym czasie, czy w złym czasie – trzeba walczyć o kulturę, bo w przeciwnym wypadku – o co walczyć? O co wtedy walczyć, jeśli nie znamy ani kultury, ani poezji, nic. Jeśli tylko o kawałek kiełbasy, to można ją kupować przy jakiejkolwiek władzy i pod jakąkolwiek flagą. Natomiast tu cała sól i całe centrum zagadnienia zawiera się w tym, że walczymy o coś, co jest całkiem inne, z czym się identyfikujemy, co nas jednoczy, co nas czyni tymi, kim jesteśmy, co nas czyni Ukraińcami. W związku z tym świadomość tego musi być!

(-)

Spotkanie ze śpiewaczką operową Olgą Pasiecznik będę wam dozować. Dzisiaj była pierwsza część; następna będzie w kolejną środę, gdy to ja będę prowadziła audycję. Wtedy powiem więcej, dlaczego na początku wspomniałam o ojcu pani Olgi. A dzisiaj czas już się pożegnać. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Spotkamy się jutro o tej samej porze, a dzisiaj – niezależnie od zupełnie nie-czerwcowej pogody – życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze. (jch/ad)

09.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Język polski i matematyka za nami. Maturzyści górowskiego liceum z ukraińskim językiem nauczania zdali pierwsze egzaminy. “Wiedzieć, szanować, przywracać wiarę” – pod takim hasłem fundacja „Kalina” zbiera pieniądze w sieciach społecznych na dwie książki historyka Jewhena Misyla o Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Polska przekazała ukraińskiej armii zasoby do walki z koronawirusem. Na antenie ukraińskie wiadomości. Dziś jest środa 10 czerwca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Język polski i matematyka za nami. Maturzyści górowskiego liceum z ukraińskim językiem nauczania zdali pierwsze egzaminy. Oprócz dezynfekcji rąk, masek ochronnych i obowiązkowej odległości, koronawirus dołożył stresu abiturientom i ich nauczycielom. W warunkach pandemii tegoroczni maturzyści zdają tylko część pisemną egzaminu, która według uczniów w tym roku okazała się trudniejsza niż w zeszłym. „Uczniom było trudno, bo nie każdy mógł się przygotować, samodzielnie zorganizować się w nowych warunkach. Dzieci rozstroiły również zmiany terminów egzaminów” – mówi nauczycielka języka ukraińskiego z górowskiego liceum Aleksandra Bzdel:
Dla maturzystów sytuacja jest szczególnie trudna, bo zawsze była taka wielka niewiadoma. Ciężko im naprawdę, bo po dwóch egzaminach teraz doszły procedury COVID do normalnych. Muszą do wszystkiego się dostosować i arkusze otrzymali niestety, jak wszyscy maturzyści w Polsce, te które były wydrukowane na maj i okazało się, że nie ma żadnego złagodzenia, a jeśli chodzi o trudności, to niektórzy uczniowie mówią, że matura z matematyki była w tym roku trudniejsza, niż zeszłoroczna; i spodziewamy się, że tak może być z językiem ukraińskim. Że też może być tak trudno. Ale mamy jeszcze miesiąc. Po drodze dzieci zdają inne egzaminy, ale konsultacje będziemy jeszcze prowadzić, spotykać się z tymi uczniami, którzy sobie tego życzą, wyjaśniać jeszcze problemy, pytania, powtarzać lektury przede wszystkim; no i mam nadzieję, że damy radę wszyscy razem.
Matury z języka ukraińskiego, poziom podstawowy i rozszerzony, zdawany będzie w Górowie Iławeckim 29 czerwca.
(-)
“Wiedzieć, szanować, przywracać wiarę” – pod takim hasłem fundacja „Kalina” zbiera pieniądze w sieciach społecznych na dwie książki historyka Jewhena Misyla o Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. „Wspieramy stypendium na zbiór materiałów i książkę poświęconą Obozowi Pracy w Jaworznie, dlatego że, jak Jewhen Misilo chcemy wiedzieć, godnie uczcić pamięć i przywrócić wiarę tym, którzy nie boją się, bo jest strach ukryty w ich genach, zakodowany głęboko w pokoleniu Akcji Wisła”. Dlaczego warto> pisze szam historyk na FB. “Takich relacji dot. obozu w Jaworznie, które opublikowałem w tym tygodniu są setki. Odnalazłem je w aktach prokuratury IPN, w archiwach, zbierałem wśród byłych więźniów i ich rodzin. Nie publikuję ich, by epatować się okrucieństwem. Obiecuję, że do zakończenia prac nad książką, więcej nie będę.

Chciałem tylko uzmysłowić, czym dla Ukraińców w 1947 r. był obóz w Jaworznie, miejscu na polskiej ziemi, gdzie wzorce i doświadczenia niemieckie-nazistowskie spotkały z polskimi-komunistycznymi. A słowa – Oświęcim, bocznica kolejowa – mogą brzmieć równie strasznie.

Chcę przywrócić wiarę tym, którzy wciąż się jeszcze boją, bo drzemie w ich genach strach, głęboko zakodowany przez pokolenie Akcji „Wisła”. Ostatnio doświadczam tego niemal codziennie, czytając listy pisane do mnie.”

Obóz w Jaworznie polscy komuniści utworzyli w lutym 1945 roku na terenie niemieckiego podobozu KL Auschwitz-Birkenau. Wiosną 1947 stworzono tam podobóz dla Ukraińców, oddzielony od głównej części drutem kolczastym. Ukraińcy do obozu trafili na podstawie decyzji Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej z 23 kwietnia 1947 roku. Były to osoby podejrzewane o współpracę bądź sympatyzowanie z UPA. Do obozu trafiali ukraińscy inteligenci, księża i chłopi. Później do Jaworzna trafiali też Ukraińcy, którzy po wywiezieniu próbowali powrócić w rodzinne strony.

(-)
Polska przekazała ukraińskiej armii zasoby do walki z koronawirusem. Kombinezony, maseczki ochronne, ale też sprzęt medyczny trafi do szpitali w których leczą się ukraińscy żołnierze. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko

[korespondencja w języku polskim]
Ta informacja kończy nasze wydanie. Dziękuję więc za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/apod)

09.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 9 czerwca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj mam dla was kolejną niespodziankę: zwrócimy się do historii, tak jak zazwyczaj robimy to we wtorki, ale w trochę innej formie – poprzez literaturę. Powieść „Chołodnyj Jar” już się skończyła, ale mam nadzieję, że nasza nowa propozycja też wam się to spodoba.

(-)

Nie każdy miał szczęście chodzić do ukraińskiej szkoły, gdzie można w sposób usystematyzowany poznać i historię, i literaturę naszego narodu. Wielu z nas zdobywało tę wiedzę na własną rękę, czytając książki, które udało się zdobyć. Teraz nie jest to wielkim problemem, można pojechać na Ukrainę i poszukać różnych perełek literackich w księgarniach. Dawniej nie było to możliwe. Myślę jednak, że nasi wieloletni słuchacze pamiętają, że można było czasami kupić książki ukraińskie w księgarni w Olsztynie. Dbał o to jeden z pierwszych twórców i długoletni autor audycji dla mniejszości ukraińskiej w Radiu Olsztyn – Stefan Demczuk, którego też wielu z nas jeszcze pamięta. A tym, kto nie wie kto to jest, warto byłoby wkrótce przypomnieć, prawda? Książki, które zamawiał do księgarni trafiały potem nie tylko do klientów prywatnych, ale też do bibliotek w regionie, gdzie było takie zapotrzebowanie. To dzięki tej współpracy na przykład biblioteka publiczna w Baniach Mazurskich cieszyła się dużym księgozbiorem w języku ukraińskim. Sama doskonale pamiętam, jak od najmłodszych lat zaczytywaliśmy się przygodami „Barwinka i Romaszki”. Dorośli natomiast sięgali po bardziej „dorosłą” literaturę. Nie raz wspominam radość w oczach mego taty, gdy brał do ręki wielką księgę – „Eneidę” Iwana Kotlarewskiego – żeby czytając zapomnieć o całym otaczającym go świecie. A ilustracje do tamtego wydania wykonał malarz Anatolij Bazyłewycz. Chyba już domyśliliście się, że od teraz będziemy słuchać słynnej „Eneidy” ojca nowożytnej literatury ukraińskiej Iwana Kotlarewskiego. Za każdym razem postaramy się też powiedzieć parę słów o warunkach, w jakich rozwijało się ówczesne piśmiennictwo ukraińskie i o jego twórcach. Dzisiaj Sergiusz Petryczenko opowie o tym, jak powstawały ilustracje do tego poematu:

(-)

Pierwsze wersety poematu

– Te słowa zna na pamięć chyba każdy ukraiński uczeń. Tak samo dobrze zna też ilustracje, które ozdabiają stronice dzieła Kotlarewskiego. Nad ilustracjami do „Eneidy” malarz Anatolij Bazyłewycz pracował dziesięć lat, ciągle coś zmieniając. Był znakomitym fizjonomistą. Mało który artysta może się z nim zmierzyć. Swoich modeli Bazyłewycz staranie dobierał z otoczenia, ale też często były to osoby, które malarz spotykał na ulicy. Mówi syn Bazyłewycza, też malarz, Ołeksij Bazyłewycz:

– On sam nieraz przeprowadzał paralele między sztuką artysty i sztuką reżysera. Mówił, że trzeba dobrać aktorów do roli. I co jest charakterystyczne właśnie dla niego, to poszukiwanie prototypów do swoich ilustracji. Któregoś razu na ulicy ojciec spotkał rosłego, potężnego mężczyznę z brodą, z wąsami, taki charakterystyczny; to był dawny budowniczy metra Pawło Karpowycz Kardaszewski. I ten właśnie Pawło Karpowycz stał się takim czy to członkiem naszej rodziny, czy bliskim przyjacielem. Przez pewien czas nawet mieszkał w naszej pracowni, pracowali razem. I on posłużył jako prototyp do wielu bohaterów. Na jego podstawie tworzeni byli wszyscy bogowie.

(-)

Głównego bohatera „Eneidy” Bazyłewycz szukał długo. Było kilku pretendentów, ale żaden nie miał wystarczająco bohaterskiego wyglądu.

– Był bardzo ciekawy człowiek, stolarz, w naszym budynku o nazwisku Miszczenko i wreszcie Jurczyszyn. Jego taka rzeczywiście bohaterska powierzchowność, taki wyrazisty nos; w ogóle wszyscy artyści, którzy przychodzili do nas w gości, gdzieś tam pozostali w tych rysunkach, w szkicach. Byli profesjonalni „naturszczycy”. Co się tyczy kobiet, to pierwowzorem Didony (to taka mocna, postawna kobieta), była całkiem młoda kobieta, miała dziewiętnaście lat, pracowała w pracowni ceramicznej, nie wiem jako kto. Ojciec zaprosił ją do pozowania, ona się zgodziła. Ale tam też została przeprowadzona pewna transformacja. On jako aktor „odgrywał” te stany, w jakich znajdowali się jego bohaterowie. On był w ogóle naturą bardzo artystyczną. Bardzo trafnie potrafił parodiować nieznajomych, czasami to były złe parodie . Potrafił odtwarzać jakikolwiek tembr głosu. Bezsprzecznie był bardzo utalentowanym człowiekiem, tak samo dobrze mógłby być też aktorem. I gdy malował, to gdy to był bohater pozytywny, to on się uśmiechał, śmiał się. A gdy typ był negatywny, to tak chmurzył czoło, marszczył brwi…
Anatolija Bazyłewycza już nie ma, ale wychodzą książki z jego ilustracjami i wciąż nowi uczniowie na lekcjach literatury, czytając wersety „Eneasz – to był młodzieniec energiczny, chłopak pełną gębą kozak”, utożsamiają bohaterów „Eneidy” właśnie z postaciami stworzonymi przez Bazyłewycza.

(-)

Podczas jednego z „Tygodni Kultury Ukraińskiej” w Gdańsku widzowie też mogli obejrzeć uwspółcześnioną sztukę „Eneida”:

(-) Fragment sztuki

Niestety, nie możemy zaprezentować wam całego spektaklu, ale zapewniamy, że regularnie będziemy się spotykać przez długie tygodnie z bohaterami „Eneidy”. Zobaczycie, jak wiele ta historia ma wspólnego z historią ukraińskiego kozactwa czasów carycy Katarzyny. Tak więc – zaczynamy:

(-)

Fragment poematu

(-)

Myślę, że już z tego pierwszego odcinka możemy wywnioskować, że w tym towarzystwie każdy chce grać pierwsze skrzypce, a że nie zawsze czystymi metodami? No, cóż… Zapraszamy na kolejne przygody w następnej audycji, a dzisiaj już czas się pożegnać. Program przygotowali: Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Miłego wieczoru i do usłyszenia jutro o tej samej porze, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

08.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

W ukraińskich Karpatach rozpocznie się w tym tygodniu budowa ekumenicznej Drogi Krzyżowej od podnóża góry Pop Iwan do jej szczytu – 2022 metrów nad poziomem morza. Ukraiński IPN gotowy jest do współpracy z polskim IPNem w sprawie uregulowania spornych pytań historycznych i pojednania. UE gotowa wspierać reformy w sprawie węgla na Ukrainie. Na Ukrainie pogorszyła się sytuacja z koronawirusem. Liczba zarażonych szybko rośnie. Dokładniej opowiemy za chwilę. Dziś wtorek 9 czerwca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska..

(-)

W ukraińskich Karpatach rozpocznie się w tym tygodniu budowa ekumenicznej Drogi Krzyżowej od podnóża góry Pop Iwan do jej szczytu – 2022 metrów nad poziomem morza. Pomysł stworzenia „przykarpackiej kalwarii” zrodził się na Przykarpackim Uniwersytecie imienia Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankiwsku, który wspólnie ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego odbudowuje dawne Obserwatorium Astronomiczne na szczycie Popa Iwana.

(-)

Od 2007 roku Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego wspólnie z Przykarpackim Narodowym Uniwersytetem imienia Wasyla Stefanyka odbudowują przedwojenne obserwatorium imienia marszałka Józefa Piłsudskiego, nazywane „Białym Słoniem”. Po odnowieniu powinno ono pełnić kilka ról – w pewnym zakresie pierwotną rolę obserwatorium astronomiczno-meteorologicznego, centrum badawczego dla naukowców, bazy praktyk studenckich oraz polsko-ukraińskiej stanicy ratownictwa górskiego.

(-)

Ukraiński IPN gotowy jest do współpracy z polskim IPNem w sprawie uregulowania zagadnień historycznych i pojednania. Informuje o tym Ukrinform. Mamy koncepcję, ona jest dość prosta. Mamy nawet konkretną propozycję pakietową, mapę drogową, która rozwinie współpracę. Ona składa się z dwóch bloków. Jeden – to nasze wspólne ukraińsko-polskie spraw, które są złożone i potrzebują dialogu dobrej jakości. Dotyczy to sprawy porozumienia między społeczeństwami oraz spraw konkretnych grobów, pomników, monumentów itd. Drugi blok to sprzeciwianie się i opór wobec agresywnego wtrącania się w naszą pamięć historyczną, faktycznie chodzi o oddźwięk zewnętrzny – powiedział szef ukraińskiego IPNu Anton Drobowycz podczas dyskusji online „Jak historyczna przeszłość staje się ideologiczną współczesnością”. Drobowycz poinformował także, że te sprawy omawiane są z ambasadorem Polski na Ukrainie Bartoszem Cichockim. Otrzymaliśmy zapewnienie, że te kroki albo będą zrealizowane w najbliższym czasie, albo przynajmniej zobaczymy pozytywne sygnały. Jak tylko będzie to zrealizowane, gotowi jesteśmy rozpocząć pełną współpracę projektową i właśnie tę koncepcję – powiedział szef ukraińskiego IPN.

(-)

W przedstawicielstwie UE poinformowano o gotowości wsparcia reform dotyczących gałęzi węglowej na Ukrainie. Dotyczyło tego spotkanie p.o. ministra energetyki Olgi Buslawec z szefem przedstawicielstwa UE na Ukrainie Mattim Maasikasem – podaje strona ministerstwa energetyki. Według jej słów najboleśniejsza sprawa to reforma kopalni w monomiastach, których społeczeństwa całkiem zależą od jej pracy. Chcemy wykorzystać doświadczenie europejskich krajów i innych, którym udało się całkowicie rozwiązać analogiczne problemy – zaznaczyła Buslawec, dodając że obecnie trwają rozmowy dotyczące wparcia ze strony Niemiec, Banku Światowego i innych partnerów międzynarodowych. Matti Maasikas zapewnił przedstawicieli ministerstwa, że w przedstawicielstwie UE gotowi są spotkać się, omawiać problemowe zagadnienia i przekazywać Ukrainie wsparcie by reformy zostały przeprowadzone pomyślnie.

(-)

Na Ukrainie pogarsza się sytuacja związana z koronawirusem. W minionej dobie zarejestrowano prawie 500 nowych zakażeń koronawirusem. Liczba zarażonych rośnie od kilku dni. O obecnej sytuacji w Kijowie wie więcej Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

Nasz program dobiega końca, więc żegnam się z wami do jutra. Z wami była Hanna Wasilewska. Do usłyszenia na falach Polskiego Radia Olsztyn. (dw/kos)

08.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w drugim dniu Zielonych Świąt, czyli Zesłania Ducha Świętego. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj ostatecznie żegnamy okres wielkanocny – po Zmartwychwstaniu, wielokrotnym ukazywaniu się uczniom i różnym innym ludziom, Jezus wstąpił do Niebios, a potem zesłał na swoich uczniów Ducha Świętego, żeby ich umocnił w wierze i wspierał w głoszeniu nauki Jezusa. Dzisiaj właśnie jest Pięćdziesiątnica – jak jeszcze inaczej nazywamy święta Zesłania Ducha Świętego.

(-)

Zanim przejdziemy do dzisiejszego święta, posłuchajmy drugiej części naszego nowego cyklu „Żywe Słowo”. Tydzień temu słuchaliśmy historii o stworzenie świata, teraz znowu przenieśmy się do czasów prehistorycznych i posłuchajmy opowieści o stworzeniu człowieka. Czyta lektor Mykoła Kozij:

(-)

Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak.  Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre. A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!». Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz.

I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty.

(-)

Od szóstego dnia stworzenia upłynęło wiele-wiele lat; po Starym testamencie dany nam został Nowy, miały miejsce wydarzenia, które trudno pojąć rozumem, a dzisiaj obchodzimy święto Zesłania Ducha Świętego. Uczniowie Jezusa dostali obietnicę od swego Nauczyciela, że nie zostana pozostawienie sami sobie, że wkrótce otrzymają pocieszyciela. Nie znali dokładnego dnia ani godziny, ale wierzyli Jezusowi. I tak się stało, że właściwego dnia wszyscy zebrali się we właściwym miejscu i przeżyli to, co było im obiecane. O nic nie musieli się martwić, wystarczyło, że bardzo wierzyli. Ksiądz Jan Hałuszka, proboszcz parafii greckokatolickiej w Olsztynie porównuje to do naszego współczesnego życia:

 

– To jest tak jak w  naszym życiu, że chociaż planujemy sobie pewne rzeczy, to nie zawsze wszystko idzie zgodnie z naszym planem, tak jak sobie tego życzymy. Ale gdy ktoś chce coś osiągnąć, wkłada wiele wysiłku, żeby się to spełniło, to myślę, że na pewno mu się to uda. Tym bardziej, gdy chodzi o nasza wiarę i pokładamy w Bogu naszą nadzieję, to na pewno to do nas przyjdzie, stanie się. Może niezupełnie tak jak my sobie tego życzymy, bo my mamy swoje wyobrażenie, a plany Boskie czasami są całkiem inne. Jednak te rzeczy, o które prosimy, spełniają się zawsze. Bóg je nam zsyła, tylko musimy je ujrzeć w innym planie, nie tak jak tego chcemy. Jezus Chrystus po swoim Zmartwychwstaniu tez mówił, żeby myśleli przede wszystkim o sobie, a gdy pytali o tego ucznia ulubionego, który nie miał umrzeć, dopóki Jezus nie przyjdzie po raz drugi, On im odpowiada, żeby o tym nie myśleli, tylko żeby skupili się na sobie. Uważam, że to jest bardzo ważne także dla nas – powinniśmy się rzeczywiście skupić się tylko na swojej osobie, na swojej relacji z Bogiem i wtedy prosić Go o pomoc w realizacji tych wszystkich naszych planów . jednak powinniśmy cały czas pamiętać o tym, że dla nas najważniejszym celem życia jest nasze zbawienie. I wszystko co robimy i o co prosimy, powinniśmy robić z myślą o naszym zbawieniu. I Bóg z pewnością nam to ześle – wtedy, gdy sam uzna, że to jest dla nas najlepsze. I będzie to z pewnością o wiele lepsze, niż sobie pomyśleliśmy, zaplanowaliśmy w sercu. Bo to On jest znawcą wszystkich serc, On tę godzinę, ten czas zna najlepiej.

– I tak jak ksiądz mówi, że każdy ma się skupić na sobie – bo czasami chcemy być tacy, jak ktoś, chcemy kogoś naśladować. Jeśli ktoś jest dla nas wzorem, to dobrze, ale zapominamy, że każdy z nas ma swoje życie przeżyć i potem ze swego życia zdać „raport” Bogu.

– Dla nas najlepszym takim wzorem jest sam Jezus Chrystus, bo inny człowiek nigdy nie jest doskonały; przyjdzie taki moment, gdy zobaczymy, że dziś jest on taki, a jutro może być całkiem inny. Dlatego warto o tym pamiętać  i naprawdę robić wszystko, żeby upodabniać się do Chrystusa, dzięki temu czekać na Jego łaski i dzięki temu – tez na spełnienie naszych marzeń.

(-)

Każde święto to nie tylko przeżycie religijne, to też radość całkiem świecka, ubrana w bogatą tradycję i zwyczaje. Nie wszystko przetrwało do naszych czasów, niektóre zwyczaje odtwarzamy, jak na przykład tradycyjne ukraińskie „hajiwkI”, czyli pieśni śpiewane w okresie wiosennym, wielkanocnym. O tym rozmawiałam z panią Aleksandrą Chomej z Olsztyna:

 

– Mamy dziś „Zielone Świątki”, ale ja pamiętam, że za moich czasów – może dlatego, że mieszkałam na wsi – te święta były jakieś takie bardziej radosne, bardziej „zielone”, a jak pani je pamięta ze swego dzieciństwa?

– Ja też tak pamiętam, było tak wesoło! Ale też stawiano taką leszczynę; tata przynosił i do domu, i na polu stawiał tam, żeby wszystko rosło dobrze, żeby Bóg błogosławił tę ziemię. Tylko to tak zapamiętałam. A tak to było bardzo wesoło. Bardzo wesoło! To tylko zapamięta łam, że jak tata przychodził z cerkwi, to przynosił tę leszczynę, potem chodził po polu i stawiał tam, gdzie wszystko rosło – żeby pięknie rosło.

– A na Wielkanoc – najpierw poszli do cerkwi, potem do domu i co dalej? Jak dalej świętowano?

– Potem wracali tam koło cerkwi, tam była taka wielka łąka. Młodzi tak śpiewali różnie: „Oj ty stary dziadu, czemu się nie żenisz”. A dla mnie to było bardzo interesujące, bo myśmy się bawili pisankami, podrzucaliśmy do góry, a taka już kawalerka, to oni stawiali „obróg” – jeden drugiemu stawał na ramionach i to było potem zakończone u góry. A tata i jeszcze inni znajomi dzwonili na zmianę. Tam były trzy dzwony, jeden miał taki gruby głos, drugi – średni, a trzeci cienki. A oni tak głośno dzwonili, że było daleko słychać, tak ze dwa kilometry. Bardzo wtedy było wesoło, tam na łące, bo to była duża wieś, 101 numerów. To jest Arłamów. I tam tak dużo tej młodzieży się zeszło. Wesoło było; tak się wzięli za ręce i śpiewali różne piosenki, które śpiewa się na święta wielkanocne. I było bardzo wesoło. I dopiero gdy zaczął zapadać zmierzch, dopiero wtedy zaczynali się rozchodzić. A tak przez pół dnia mieli zajęcie – każdy swoje.

(-)

Tradycje i zwyczaje przekazują dzieciom rodzice, wnukom – dziadkowie. Szkoda, że zazwyczaj dopiero po wielu latach zaczynamy dostrzegać prawdziwą ich wartość. Jak zwykle – zazwyczaj wtedy, gdy pewne rzeczy są już nieodwracalne. Na przykład, gdy dzieci za bardzo ha łasowały, to babcia zbierała je razem i opowiadała im bajki, – mówi pani Ola:

– Bajki takie ciekawe! A potem nam śpiewała. Babcia wcześniej umarła, dziadek żył dłużej, więc do nas przychodził i tak mamie opowiadał wszystkie historie swego życia, jak był sierotą, gdzieś na tej wojnie austriackiej – z dziesięć lat czy nawet dwanaście trzeba było tam być. A ja tak słuchałam i nie słuchałam, a teraz żałuję, bo trzeba było jeszcze dopytać o wszystko. Ale już nie ma kogo; wszyscy poumierali.

(-)

To dlatego trzeba bardzo dbać o dziedzictwo kulturowe, o zwyczaje, które przekazują nam nasi rodzice i dziadkowie. Jeśli zagłębić się w dawne wierzenia i zwyczaje, to odnajdziemy tam mnóstwo ciekawych rzeczy. I na wszystko znajdzie się wyjaśnienie.

(-)

Kończymy dzisiejsze świąteczne spotkanie; była z wami Jarosława Chrunik. Życzę wam pięknego wieczoru, niech wam się szczęści we wszystkim, chociaż nie każdy może wyjść z zielonym drzewkiem na pole czy choćby do ogrodu. Ale gdziekolwiek jesteście – niech wam się szczęści! Do usłyszenia jutro o tej samej porze! (jch/ad)

07.06.2020 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

Pandemia koronawirusa wciąż powoduje zmiany w naszym życiu. Do końca czerwca w greckokatolickich cerkwiach na Warmii i Mazurach odprawiane będą dodatkowe nabożeństwa, by liczba wiernych odpowiadała obowiązkowi zachowania odległości. Tegoroczne plastowe obozy letnie zostały odwołane. Wołodymyr Zełenski poprosił Papieża Franciszka o pomoc w sprawie Ukraińców nielegalnie więzionych przez Rosjan i prorosyjskich separatystów w Donbasie. Walka z koronawirusem na Ukrainie trwa. Sytuacja jest nadal trudna, szczególnie we Lwowie. Tam przedłużono kwarantanne do 12 czerwca. Na antenie ukraińskie informacje. W kalendarzu poniedziałek 8 czerwca. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Pandemia koronawirusa wciąż powoduje zmiany w naszym życiu. Do końca czerwca w greckokatolickich cerkwiach na Warmii i Mazurach odprawiane będą dodatkowe nabożeństwa, by liczba wiernych odpowiadała obowiązkowi zachowania odległości. Między innymi w Olsztynie w cerkwi przy ulicy Lubelskiej dodatkowe nabożeństwo będzie odprawiane o 11:30. Podczas wakacji dodatkowe nabożeństwo będzie o 8:30. W cerkwi przestrzegane będą także obowiązkowe zasady higieny: dezynfekcja rąk przy wejściu, zakrywanie ust u nosa maskami ochronnymi i zachowanie odpowiedniej odległości od innych osób w świątyni.
(-)
Z powodu trudnej sytuacji z pandemią COVID-19 krajowa starszyzna Plastu w Polsce zdecydowała o odwołaniu zaplanowanych na ten rok obozów skautowych i zuchowych. Plastuni poinformowali o tym na swojej stronie na FB. Co roku w obozach brało udział kilkadziesiąt dzieci. Decyzja była bardzo trudna, bo letnie obozy Plastu zostały odwołane po raz pierwszy w historii organizacji – przyznaje Hanusia Tymec:
Planujemy przenieść na przyszły rok. To była bardzo trudna decyzja. Trudno było sobie uświadomić, że może nie być pierwszy raz od wielu lat obozu…zebrałam kadrę, plany obozu są gotowe, no ale sytuacja wymaga od nas takiej jakieś pokory przede wszystkim i przenosimy obchody; online prowadzimy; online, w sieciach społecznościowych, na FB i stronie naszego 30-lecia. Stworzyliśmy fanpage na FB 30-lecia odrodzenia Plastu w Polsce, na którym będziemy odświeżać naszą historię od po początku jak to było, już pojawiły się fotografie z pierwszego zjazdu Plastowego, wcześniej już wspomnianego, z grudnia 1990 roku. Już pojawiły się fotografie pierwszego obozu w [Mryhodach], tam gdzie planujemy zorganizować obchody 30-lecia.
Na przyszyły rok także przeniesiono obchody 30-lecia odrodzenia Plastu w Polsce. Uroczystości są zaplanowane na 8-9 sierpnia tego roku w Mryhodach. Mimo wszystko plastuni zachęcają do przyłączenia się do obchodów online, podczas których każdy będzie mógł wspomnieć wirtualnie swoje momenty w Plaście.
(-)
Wołodymyr Zełenski poprosił Papieża Franciszka o pomoc w sprawie Ukraińców nielegalnie więzionych przez Rosjan i prorosyjskich separatystów w Donbasie. Ukraiński prezydent i zwierzchnik Kościoła Rzymskokatolickiego rozmawiali przez telefon.
(-)
Walka z koronawirusem na Ukrainie trwa. Na razie trudno nazwać ją sukcesywną, szczególnie we Lwowie. Tam kwarantannę przedłużono do 12 czerwca. Z powodu rosnącej liczby zakażeń koronawirusem we Lwowie i w obwodzie lwowskim przedłużono kwarantannę do 12 czerwca. Taką decyzję podjęły podczas dzisiejszego posiedzenia komisje miejska i obwodowa, które oceniają stan zagrożenia. Oznacza to, że po raz kolejny obwód lwowski nie przejdzie na kolejny etap łagodzenia kwarantanny. Przedszkola, hotele, siłownie, a także podmiejski i międzymiastowy transport nadal nie będą działały.
(-)
Tym kończymy nasz program. Dziękują za uwagę i zapraszam do radioodbiorników jutro o 10:50. Z wami była Hanna Wasilewska. Usłyszymy się na falach Polskiego Radia Olsztyn. (dw/apod)

06.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W programie „Od Niedzieli do Niedzieli” wiat was Hanna Wasilewska.
(-)
Pandemia koronawirusa zmusiła do przeniesienia życia kulturalnego ze świata realnego do wirtualnego. Wiele wydarzeń odbywa się w internecie. Tak pod koniec maja uczniowie naszego regionu mogli wziąć udział w warszawskim festiwalu Haiwka. Zgłoszenia do konkursu wysłały: olsztyńskie Suziriaczko i zespół taneczny Lubystok. O przygotowaniach i wrażeniach dotyczących nowej formy festiwalu Sergiuszowi Petryczence opowiedział nauczycielka języka ukraińskiego Mirosława Czetyrba-Piszczako:

(-)
-[niezrozumiałe] przysłania swojego programu artystycznego, a ten konkurs był taki bardzo szeroki jeśli chodzi o różnorodność, tak, to mogła być muzyka, recytacja, rysunek; Wysłaliśmy dwa programy artystyczne naszych zespołów, czyli wokalnego zespołu dziecięcego Suziriaczko i tanecznego zespołu Lubystok, który działa w naszym punkcie od października zeszłego roku.
-I to było wideo tak?
-Tak, [niezrozumiałe] pandemię ten konkurs trwał tylko jeden dzień, a przewidywano go wcześniej na trzy; konkurs był on-line, ale wcześniej trzeba było przysłać coś swojego, to nasz występ, który nagraliśmy wcześniej; innej możliwości nie było; jak nie był to zespół, a duet, albo występ solowy, wtedy najczęściej dziecko występowało u siebie w domu.
-A co to była za piosenka?
-Wzięliśmy „Wodohraj” Iwasiuka, którą wykonywano na śpiewanej poezji w grudniu w Olsztynie.
(-)
-Oprócz programu koncertowego były także różnego rodzaju warsztaty. Bardzo ciekawe. Dzieci bezpośrednio mogły wziąć udział w tych warsztatach. Można było zapoznać się z petrykowskim malarstwem dekoracyjnym, można było zrobić ptaszki z soli; to była instruktora, która to wszystko prowadziła; było ich kilka. Każda ze swojej działki. To trwało prawie cały dzień.
-To było online?
-A czy nie trudno było dzieciom zebrać się, bo każdy był w swoim mieszkaniu. Jak to się odbywało technicznie.
-Dzieci były u siebie w domach, tak. Była instruktorka, która od początku jak i co przygotować i później jak po kolei to wykonywać. Jak robili te solne ptaszki, ona mieszała ciasto, wszystko robiła on-line, wszystko mówiła, jakie proporcje, cały przepis jak przygotować ciasto i później jak wykonać takiego ptaszka. Dzieci pracowały naprawdę aktywnie. Jak ktoś miał miał plastelinę, to można było nie robić ciasta, a wykorzystać plastelinę i zacząć od tej drugiej części warsztaty.
(-)
-Jeszcze o zespole tanecznym proszę, bo to świeża sprawa.
-Tak to świeża sprawa. To wielka zasługa pani Sylwii Pietnoczki, która zajmuje się dziećmi w młodszych klasach. To był jej pomysł, ona także poszukała nauczyciela, czyli choreografa, który zajmowałby się takim zespołem. Ona także była pomysłodawczynią strojów tego zespołu i działać zaczął od października, i już na grudzień przygotował jeden taniec, tak jeden taniec. Chcę powiedzieć, że to naprawdę bardzo duża praca, bo to dzieci najmniejsze, najmłodsze. 6-8 lat. Pracować z takimi dziećmi jest bardzo ciężko, i to że im się udało w ciągu dwóch miesięcy przygotować jakiś program artystyczny; uważam to za wielki sukces i my też wysłaliśmy ten taniec jako taką promocję naszego zespołu.
(-)
Szkoły z ukraińskim językiem nauczania też nie są w tyle. W Górowie rozpoczęto aktywną kampanię rekrutacyjną, w Bartoszycach podsumowują rok szkolny, jak zawsze dobry:
Niebawem w Zespole Szkół z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim odbędzie się dzień otwarty online. Natomiast dzisiaj możecie zobaczyć szkołę z tradycjami naszymi oczami i pomyśleć już o kolejnym roku szkolnym. Nabór uczniów trwa – mówi dyrektor placówki Maria Olga Sycz:
Rekrutacja odbywa się u nas cały rok tak naprawdę, bo czy to Dumka jedzie na koncert, czy nasze zespoły teatralne, które występują i reklamują szkołę i to także rekrutacja. Natomiast dzisiaj mamy dni otwarte. Mamy wielkie doświadczenie, mamy starszych uczniów i teraz młodszych, mamy szkołę podstawową – jest pierwsza i druga klasa, siódma i ósma i w tym roku też będziemy przyjmować dzieci do szkoły podstawowej. To dobra szkoła, do której warto dać swoje dziecko. Przede wszystkim wysoki poziom nauczania i bardzo wiele zajęć pozalekcyjnych, gdzie dzieci mogą się rozwijać i znaleźć coś ciekawego. Oprócz tego jest internat, opieka pedagogiczna cały czas i te dzieci, które przyjmujemy z Ukrainy, to w pełni przejmujemy nad nimi opiekę, więc rodzice nie przeżywają, jest dziennik elektroniczny można śledzić każdego dnia i godziny co dzieje się z dzieckiem. Jeśli chodzi o bazę dydaktyczną, to jest to poziom europejski, szkoła ma bardzo dobry sprzęt. Zajęcia odbywają się na poziomie europejskim.
-Jaka jest różnica i jakie są plusy właśnie w tej szkole dla mniejszości.
-Szkoła dla mniejszości ma swoje prawa i przede wszystkim są to klasy, które nie mają wielu uczniów. To jest do 20 uczniów. Jasne jest, że ten proces dydaktyczny jest bardziej indywidualny. Dofinansowanie jest większe na każdego ucznia i my możemy pozwolić sobie na więcej. Więcej zajęć dodatkowych, chociaż jako szkoła sami piszemy projekty i zdobywamy fundusze europejskie na dodatkowe zajęcia i wyposażenie szkoły. Przede wszystkim to szkoła dla mniejszości ukraińskiej w Polsce, ale chcemy pomagać dzieciom z Ukrainy, szczególnie w sytuacji kiedy rodzice pracują tu w Polsce, kiedy np. ojciec jest na wojnie i dziecko gdzieś zostało, my w pełni przejmujemy opiekę nad takim dzieckiem.
Do szkoły podstawowej z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim może iść każde dziecko, bo nauka ukraińskiego zaczyna się od zera – mówi Aleksandra Łatanyszyn:
Zaczynamy naukę od zera, np. od ukraińskiego alfabetu, więc jak ktoś wcześniej nie uczył się ukraińskiego to nie problem, bo możemy zacząć od zera i tak zaczynamy.
Szkoła z tradycją – tak nazywają górowską Alma Mater. Tu są nie tylko wszystkie potrzebne materiały i opieka, a także prawdziwa rodzina, gdzie młodsi są pod skrzydłami starszych:
Od dwóch lat mamy szkołę podstawową i muszę powiedzieć, że ci najmłodsi bardzo dobrze wpisali się w klimat naszej szkoły, licealiści traktują ich jak braci i siostry taka bardzo rodzinna atmosfera i mniejsze dzieci bardzo dobrze się czują.
Starsi też mogą też tęsknić za domem i rodzicami, w końcu to też dzieci. Tu są rozumiani i wspierani – przekonuje przewodnicząca samorządu szkolnego Olga Marciszak:
Przyjechałam tu, bo mama się tu uczyła i mnie zachęciła bardzo i przyjechałam na dzień otwarty i tak bardzo mi się spodobało, że nie brałam innej szkoły pod uwagę. Tylko tu złożyłam papiery. Jest bardzo fajnie. Na początku bałam się, bo przyjeżdżałam sama. Rodzice też mieszkają daleko, ale uczniowie szkoły bardzo mi pomogli, ale jest fajna atmosfera i to szkoła niezapomniana na wiele lat. Zachęcam wszystkich.
-Powiedz Olu, w ciągu nauki na pewno była taka sytuacja, kiedy bardzo tęskniłaś za domem. Radzisz sobie w takich sytuacjach? Kto ci pomaga?
-Tak, to prawda. Wiele było takich momentów, że tęskniło się i chciało się do domu, ale jest koło mnie wielu uczniów, którzy pomagają, bo oni też tęsknią, nawet jak są blisko domu. Ale pamiętam jak przyszła do mnie wychowawczyni, przytuliła i to było bardzo takie naprawdę macierzyńskie i bardzo zapamiętałam tę sytuację. Jak wszyscy wokół zobaczą, że tęsknisz, to nie dadzą wam tęsknić i będzie dobrze.
W ukraińskiej szkole w Bartoszycach także drzwi i serca gospodarzy są otwarte. Niestety koniec tego roku szkolne jest smutniejszy, bo szkoła bez dzieci nie jest radosna – przyznaje dyrektor szkoły Lubomira Tchórz:
Myślę, że to będzie takie smutne zakończenie roku szkolnego, bo bez uczniów. Mam nadzieję, że zakończymy ten rok szkolny z sukcesem. Nasze dzieci nie tracą czasu, nauczyciele tak samo. Mamy osiągnięcia przedmiotowe, konkursowo. Aktywnie bierzemy udział, mimo tego że dzieci są w domu, to nauczyciele motywują do tego, aktywizują, żeby dzieci brały udział w różnych konkursach, więc możemy pochwalić się, że dzieci wykonały kartki dla medyków; w międzynarodowy dzień pielęgniarek opublikowaliśmy te kartki w podzięce tym, którzy pracują, poświęcają swoje zdrowie, też i życie, żeby nieść pomoc chorym na koronawirusa; także forma na odległość; niektórzy nauczyciele wymyślili ciekawe projekty; dzieci 5 klasy na lekcjach języka ukraińskiego, oczywiście w domach, pisały poezję, swoja pierwszą poezję tak myślę, stworzyły, a dzieci z 3 klasy pięknie wykonują tę poezję, z pamięci, a także wykonały do tej poezji rysunki. To trudna praca, trzeba systematycznie być w kontakcie z tymi dziećmi. Dzieci same uczuły się poezji, bo czasami rodzice nie mogą pomóc w nauce języka ukraińskiego, bo nie wszyscy nasi rodzice mówią po ukraińsku i dzieci samodzielnie muszą pracować nad tym, żeby i napisać poezję, i później ją przeczytać; inni ich młodsi koledzy przeczytali tę poezję. Projekt nazywa się: Dzieci-poeci. A prowadzi go nauczycielka języka ukraińskiego Agnieszka Wnukowicz.
Na naukę nigdy nie jest za późno. Według mnie czas zaczynać:
[lekcja języka ukraińskiego]
(-)
Do radioodbiorników zapraszam melomanów, a do mikrofonu Romana Bodnara:
[parada hitów Romana Bodnara]
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go Roman Bodnar, Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Zapraszamy równo za tydzień. Zapraszam równo za tydzień. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

05.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w sobotę, 6 czerwca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. Z wami jest Jarosława Chrunik i razem spędzimy najbliższych 10 minut. Na samym początku chcę zapewnić wszystkich maturzystów, że trzymam za nich kciuki i że wszystko będzie dobrze! Próg w dorosłe życie nie jest aż tak wysoki, jak może się komuś z was wydaje. To, co dzisiaj jest przyszłością, kiedyś będzie historią. My też otwieramy kalendarz historyczny. Co tam znajdujemy? 6 czerwca na Ukrainie obchodzony jest Dzień Dziennikarza. Życzę wszystkim moim koleżankom i kolegom przede wszystkim twórczego natchnienia, rzetelności, rozumienia tego, że dziennikarstwo – to służenie ludziom, ponieważ ludzie nam ufają. Życzę więc, żeby to zaufanie zawsze było zasłużenie na wysokim poziomie. A czym jeszcze zapisał się 6 dzień czerwca w historii?

(-)

1847 roku urodził się Ołeksandr Barwiński – ukraiński historyk, pedagog, działacz społeczno-polityczny. Utworzył na Uniwersytecie Lwowskim Katedrę historii ukraińskiej i zaprosił na stanowisko wykładowcy Mychajła Hruszewskiego. Był założycielem Katolickiego Ruskiego Sojuszu Ludowego, który od 1911 r. przekształcił się w Partię Chrześciajńsko-Spoleczną.

(-)

1889 r. urodził się Igor Sikorski – wybitny konstruktor lotniczy pochodzenia ukraińskiego; w 1918 r. wyemigrował do USA, gdzie 5 lat później założył kompanię Sikorsky Aircraft. Jest autorem samolotów-olbrzymów „Ilia Muromiec” i Sikorsky S-29-A. Konstruktor pierwszego na USA samolotu-amfibii.

(-)

1937 r. zginęła Ładia Mohylańska – ukraińska poetka, ofiara terroru stalinowskiego. Pracowała w Komisji ds. badań pamiątek historycznych Ziemi Czernihowskiej przy gubernatorskim wydziale oświaty, zbierała miejscowy folklor. Dwukrotnie była aresztowana; w maju 1937 – za udział w kontrrewolucyjnej organizacji terrorystycznej (w rzeczywistości – całkowicie wymyślonej). Skazana na najwyższy wymiar kary. Wyrok wykonano.

(-)

1940 r. zmarł Julian Baczyński – ukraiński działacz społeczno-polityczny, publicysta, ofiara terroru stalinowskiego. Za rzekomą próbę zorganizowania w USRR podziemnej sieci „Zjednoczenia Nacjonalistów Ukraińskich” został skazany na 10 lat pozbawienia wolności.

(-)

Swoje święto mają dzisiaj: Jan, Melecjusz, Mykyta, Semen i oczywiście – urodzeni 6 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Wieloletnią tradycją stało się już, że każdego roku w sobotę, po rzymskokatolickim Bożym Ciele, rodziny z dziećmi, a także zorganizowane grupy młodzieży przyjeżdżają do parafii w Cyganku na „Małą Sareptę”. „Małą” – bo jest to spotkanie, organizowane przede wszystkim dla dzieci, ale też – dla młodzieży i dorosłych z północnych dekanatów Polski. Najpierw wszyscy biorą udział w liturgii, a potem wspólnie spędzają czas na rozmowach, grach i zabawach. Nikt nie jest głodny ani spragniony – jest kawa, herbata, ciasto, a potem – pieczone na ognisku kiełbaski. Dbają o to cyganeccy parafianie ze swoim proboszczem na czele. Tak pięknie wszystko się zarysowuje, jednak muszę odebrać wam nadzieję. Rozmawiałam wczoraj z proboszczem Cyganka, ks. Pawłem Potocznym:

(-)

– Przyzwyczailiśmy się do tego, że każdego roku w czasie polskiego Bożego Ciała odbywa się spotkanie wszystkich tych, którzy chcą pogłębić swoje życie duchowe, zwłaszcza młodych chrześcijan, czyli tak zwana „Cyganeczka Sarepta”. W tym roku jednak jest przykra niespodzianka!

– Ze względu na sytuację epidemiologiczną, która zaistniała, w tym roku „Sarepta” się nie odbędzie. No, takie są warunki, takie są też ograniczenia dla nas techniczne. My do końca nie wiedzieliśmy czy to się zakończy, czy nie, dlatego nie robiliśmy żadnych przygotowań, czekaliśmy na rozwój sytuacji i z przykrością, ale musimy odwołać tegoroczny zjazd „Sarepty” w Cyganku, który odbywał się co roku. Jednak na naszym terytorium przy parafii trwa budowa, tak że gdy w następnym roku pielgrzymi się zjadą do św. Mikołaja do Cyganka, to będzie wielka niespodzianka, jeśli idzie o terytorium wokół parafii. Tak że już w tym roku zapraszam i na wakacje, i – że tak powiem – po ostatnim dniu czerwca, bo do tego czasu teoretycznie ma trwać budowa. I ewentualnie też na drugi rok, bo myślę, że wtedy już „Sarepta” odbędzie się. Z Bożą pomocą, mamy nadzieję, że to się uda i dzięki orędownictwu św. Mikołaja.

(-)

Przyjedziemy i zobaczymy! A teraz przypomnijmy sobie, jak to było w ubiegłym roku. W liturgii podczas Sarepty aktywny udział biorą dzieci, między innymi – czytają „Apostoła”:

(-)

Sareptańską naukę w teatralizowanej formie (żeby dzieci lepiej zapamiętały) wygłosił ks. Igor Hubacz z Pasłęka. Sam jest ojcem dwójki dzieci, więc wie jak trzeba z dziećmi rozmawiać:

– Ktoś pyta, czy dać mikrofon, ale czy wszyscy mnie słyszą?

– Taaaaaak!

– Będę się starał bardzo głośno mówić. Bardzo serdecznie wszystkich was witam na „Małej Sarepcie”. Powiedzcie mi na samym początku, czy trudno było wam dzisiaj wstać?

– Taaaak!

– Znam to! Wiecie, mi też bardzo ciężko było dzisiaj wstać. I przyszła moja Marysia; o, gdzieś tu ona siedzi – budzi mnie rano i mówi: „Wstawaj, tato, jedziemy do Cyganka!”. Ja mówię: „Nie chce mi się jechać, tak fajnie się śpi…”. A ona mówi: „Jedziemy, bo tam będzie dużo dzieci!”. I to już zrobiła się taka nasza tradycja „Małej Sarepty”; już ponad trzydzieści lat jest to święto nie tylko dzieci, ale całych rodzin, które tu w Cyganku się spotykają w czasie łacińskiego Bożego Ciała.

(-)

Musimy więc uzbroić się w cierpliwość i doczekać się do następnego roku, żeby wziąć udział w „Małej Sarepcie” w Cyganku.

(-)

A co słychać na Ukrainie? Decyzja Wołodymyra Zełeńskiego „po prostu przestać strzelać” nie przyniosła pożądanego efektu – Ukraińców ginie więcej, niż przed tą decyzją. Ukraińcy giną i trafiają do do niewoli, więc Wołodymyr Zełenski poprosił Papieża Franciszka o pomoc w sprawie Ukraińców nielegalnie więzionych przez Rosjan i prorosyjskich separatystów w Donbasie. Ukraiński prezydent i zwierzchnik Kościoła Rzymskokatolickiego rozmawiali przez telefon.

(-) Korespondencja w języku polskim

Żeby nie zostawiać was w przygnębiającym nastroju, jeszcze jedna informacja z dziedziny kultury. Popularną ukraińską komedię muzyczną „Huculka Ksenia” można już obejrzeć on-line bezpłatnie, – podaje wydanie naszwybir.pl. Do tej pory film można było obejrzeć po kupieniu biletu. W ostatnich dniach umieszczono go w sieci do bezpłatnego oglądania. Pojawił się on na kanale you tube “1+1”. zaledwie w kilka dni musical obejrzano ponad 100 tysięcy razy. „Hucułka Ksenia” – to ukraiński film-musical z 2019 r. reżyserki Ołeny Demianenko, nakręcony na motywach operetki o tym samym tytule Jarosława Barnycza. Film wszedł na ekrany ukraińskich kin 7 marca 2019 r. Film opowiada o wydarzeniach 1939 r.; do okupacji Zachodniej Ukrainy przez bolszewików pozostaje kilka tygodni. Do Worochty przyjeżdża Amerykanin ukraińskiego pochodzenia Jaro, żeby ożenić się z Ukrainką. Tylko pod takim warunkiem odziedziczy wielki majątek ojca.

W tym roku film zdobył dwie prestiżowe nagrody czwartej edycji Ukraińskiej Akademii Filmowej „Zołota Dzyga”.

(-)

Szukajcie więc „Hucułki Kseni” w internecie, a ja tymczasem się pożegnam. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Życzę wam pięknego weekendu, słonecznej pogody i miłego nastroju. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/ad)

05.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Rekrutacja do ukraińskich szkół na Warmii i Mazurach trwa. Administracja Zespołu Szkół z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim obiecuje przeprowadzenie dnia otwartego online. To wymuszony format, ale umożliwia kontakt zwrotny. Natomiast dzisiaj z przyjemnością otworzymy drzwi do szkoły z tradycją. Naszych tradycji także nie porzucimy i pouczymy się języka ojczystego. W programie „Od A do Z” jest z wami Hanna Wasilewska. Zaczynamy.

(-)

Niebawem w Zespole Szkół z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim odbędzie się dzień otwarty online. Natomiast dzisiaj możecie zobaczyć szkołę z tradycjami naszymi oczami i pomyśleć już o kolejnym roku szkolnym. Nabór uczniów trwa – mówi dyrektor placówki Maria Olga Sycz:
Rekrutacja odbywa się u nas cały rok tak naprawdę, bo czy to Dumka jedzie na koncert, czy nasze zespoły teatralne, które występują i reklamują szkołę i to także rekrutacja. Natomiast dzisiaj mamy dni otwarte. Mamy wielkie doświadczenie, mamy starszych uczniów i teraz młodszych, mamy szkołę podstawową – jest pierwsza i druga klasa, siódma i ósma i w tym roku też będziemy przyjmować dzieci do szkoły podstawowej. To dobra szkoła, do której warto dać swoje dziecko. Przede wszystkim wysoki poziom nauczania i bardzo wiele zajęć pozalekcyjnych, gdzie dzieci mogą się rozwijać i znaleźć coś ciekawego. Oprócz tego jest internat, opieka pedagogiczna cały czas i te dzieci, które przyjmujemy z Ukrainy, to w pełni przejmujemy nad nimi opiekę, więc rodzice nie przeżywają, jest dziennik elektroniczny można śledzić każdego dnia i godziny co dzieje się z dzieckiem. Jeśli chodzi o bazę dydaktyczną, to jest to poziom europejski, szkoła ma bardzo dobry sprzęt. Zajęcia odbywają się na poziomie europejskim.
-Jaka jest różnica i jakie są plusy właśnie w tej szkole dla mniejszości.
-Szkoła dla mniejszości ma swoje prawa i przede wszystkim są to klasy, które nie mają wielu uczniów. To jest do 20 uczniów. Jasne jest, że ten proces dydaktyczny jest bardziej indywidualny. Dofinansowanie jest większe na każdego ucznia i my możemy pozwolić sobie na więcej. Więcej zajęć dodatkowych, chociaż jako szkoła sami piszemy projekty i zdobywamy fundusze europejskie na dodatkowe zajęcia i wyposażenie szkoły. Przede wszystkim to szkoła dla mniejszości ukraińskiej w Polsce, ale chcemy pomagać dzieciom z Ukrainy, szczególnie w sytuacji kiedy rodzice pracują tu w Polsce, kiedy np. ojciec jest na wojnie i dziecko gdzieś zostało, my w pełni przejmujemy opiekę nad takim dzieckiem.
Do szkoły podstawowej z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławeckim może iść każde dziecko, bo nauka ukraińskiego zaczyna się od zera – mówi Aleksandra Łatanyszyn:
Zaczynamy naukę od zera, np. od ukraińskiego alfabetu, więc jak ktoś wcześniej nie uczył się ukraińskiego to nie problem, bo możemy zacząć od zera i tak zaczynamy.
Szkoła z tradycją – tak nazywają górowską Alma Mater. Tu są nie tylko wszystkie potrzebne materiały i opieka, a także prawdziwa rodzina, gdzie młodsi są pod skrzydłami starszych:
Od dwóch lat mamy szkołę podstawową i muszę powiedzieć, że ci najmłodsi bardzo dobrze wpisali się w klimat naszej szkoły, licealiści traktują ich jak braci i siostry taka bardzo rodzinna atmosfera i mniejsze dzieci bardzo dobrze się czują.
Starsi też mogą też tęsknić za domem i rodzicami, w końcu to też dzieci. Tu są rozumiani i wspierani – przekonuje przewodnicząca samorządu szkolnego Olga Marciszak:
Przyjechałam tu, bo mama się tu uczyła i mnie zachęciła bardzo i przyjechałam na dzień otwarty i tak bardzo mi się spodobało, że nie brałam innej szkoły pod uwagę. Tylko tu złożyłam papiery. Jest bardzo fajnie. Na początku bałam się, bo przyjeżdżałam sama. Rodzice też mieszkają daleko, ale uczniowie szkoły bardzo mi pomogli, ale jest fajna atmosfera i to szkoła niezapomniana na wiele lat. Zachęcam wszystkich.
-Powiedz Olu, w ciągu nauki na pewno była taka sytuacja, kiedy bardzo tęskniłaś za domem. Radzisz sobie w takich sytuacjach? Kto ci pomaga?
-Tak, to prawda. Wiele było takich momentów, że tęskniło się i chciało się do domu, ale jest koło mnie wielu uczniów, którzy pomagają, bo oni też tęsknią, nawet jak są blisko domu. Ale pamiętam jak przyszła do mnie wychowawczyni, przytuliła i to było bardzo takie naprawdę macierzyńskie i bardzo zapamiętałam tę sytuację. Jak wszyscy wokół zobaczą, że tęsknisz, to nie dadzą wam tęsknić i będzie dobrze.
W ukraińskiej szkole w Bartoszycach także drzwi i serca gospodarzy są otwarte. Niestety koniec tego roku szkolne jest smutniejszy, bo szkoła bez dzieci nie jest radosna – przyznaje dyrektor szkoły Lubomira Tchórz:
Myślę, że to będzie takie smutne zakończenie roku szkolnego, bo bez uczniów. Mam nadzieję, że zakończymy ten rok szkolny z sukcesem. Nasze dzieci nie tracą czasu, nauczyciele tak samo. Mamy osiągnięcia przedmiotowe, konkursowo. Aktywnie bierzemy udział, mimo tego że dzieci są w domu, to nauczyciele motywują do tego, aktywizują, żeby dzieci brały udział w różnych konkursach, więc możemy pochwalić się, że dzieci wykonały kartki dla medyków; w międzynarodowy dzień pielęgniarek opublikowaliśmy te kartki w podzięce tym, którzy pracują, poświęcają swoje zdrowie, też i życie, żeby nieść pomoc chorym na koronawirusa; także forma na odległość; niektórzy nauczyciele wymyślili ciekawe projekty; dzieci 5 klasy na lekcjach języka ukraińskiego, oczywiście w domach, pisały poezję, swoja pierwszą poezję tak myślę, stworzyły, a dzieci z 3 klasy pięknie wykonują tę poezję, z pamięci, a także wykonały do tej poezji rysunki. To trudna praca, trzeba systematycznie być w kontakcie z tymi dziećmi. Dzieci same uczuły się poezji, bo czasami rodzice nie mogą pomóc w nauce języka ukraińskiego, bo nie wszyscy nasi rodzice mówią po ukraińsku i dzieci samodzielnie muszą pracować nad tym, żeby i napisać poezję, i później ją przeczytać; inni ich młodsi koledzy przeczytali tę poezję. Projekt nazywa się: Dzieci-poeci. A prowadzi go nauczycielka języka ukraińskiego Agnieszka Wnukowicz.
Na naukę nigdy nie jest za późno. Według mnie czas zaczynać:

[lekcja języka ukraińskiego]

No i to wszystko. W programie „Od A do Z” usłyszmy się za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Patrzcie dokładniej, uśmiechajcie się szerzej i niech ten weekend będzie ciekawy. Do usłyszenia. (dw/ad)

04.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w piątek, 5 czerwca, na natenie Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonrm – Jarosława Chrunik. Dziś mamy ważne i poważne święto:  Światowy Dzień Ochrony Środowiska. Zostało ono ustanowione po to, żeby zwrócić uwagę społeczności światowej na problemy środowiska naturalnego, a także stymulować interes polityczny oraz odpowiednie działania. I choć mogłoby się wydawać, że jest to sprawa na wysokim szczeblu polityczno-gospodarczym, to tak naprawdę za środowisko odpowiedzialny jest każdy z nas; jego stan zależy od codziennych decyzji każdego z nas: ograniczania konsumpcjonizmu, oszczędzania wody, sortowania śmieci itd. I nie oczekiwać, że wszystkozrobi się samo, albo zrobi to ktoś inny. To ma robić każdy z nas.

Przechodzimy teraz do kalendarza historycznego:

(-)

5 czerwca 1895 r. urodził się Mychajło Jałowyj, ukraiński poeta, prozaik i dramaturg; największy zwolennik Mykoły Chwylowego; ofiara terroru stalinowskiego. Został rozstrzelany w 1937 roku w obozie sołowieckim.

(-)

1925 r. urodził się Mykoła Pławiuk – ostatni prezydent URL na wygnaniu; wybitny publicysta, współorganizator i jeden z przewodniczących Światowego Kongresu Wolnych Ukraińców.

(-)

1975 roku zmarł Pawło Wirski – ukraiński tancerz i choreograf. Organizator, baletmistrz i kierownik artystyczny Zespołu Tańca USRR. Latem 1972 r. występował z zespołem na jednej z największych scen Waszyngtonu Wolf Trap – występy trwały dwa miesiące. I trudno się dziwić. Zespół im. Pawła Wirskiego do dzisiaj zaczarowuje publiczność różnych krajów i nie jest to tylko diaspora ukraińska. Warto wspomnieć, że gdy w Olsztynie miał wystąpić ten zespół, to bilety sprzedały się co do jednego na długo przed koncertem. A po koncercie ludzie wychodzili zachwyceni:

– Szkoda, że nie mogę wejść na scenę i tańczyć razem z nimi, bo to jednak „Dumka” wychowała tak, że taniec jest we krwi, ale jest bardzo, bardzo sympatycznie!

(-) Wypowiedź w języku polskim

(-)

Czuje się nastrój święta, prawda? A swoje święto mają dzisiaj: Jewfrosynia, Leoncjusz, Mychajło, Sergiusz oraz wszyscy urodzeni 5 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Czas na trochę powrócić do realiów codzienności. „Ukraina potrzebuje większego wsparcia Europy i świata”, – oznajmił były prezydent Polski Lech Wałęsa w wywiadzie dla Białoruskiej Służby Radia Svoboda. „A w tej Europie dzisiaj jest tyle „bałaganu”, że nie jest ona w stanie pomóc. Ukraina – to wielki kraj i gdyby miała możliwość rozwoju, gdyby była wbudowana w nasz system, to wszyscy byśmy na tym skorzystali. Ale tego nie ma i wszyscy na tym tracimy”, – powiedział Wałęsa. Uważa on, że należy prawidłowo odczytywać wyzwania naszych czasów. I Ukraina, i Białoruś powinny być w Europie. „Przez to, że Ukraina słabo się rozwija, to i my nie otrzymujemy tego, co moglibyśmy otrzymać, bo ona nie kupuje naszych towarów. Powinniśmy współpracować i być sumiennymi. Nasza mentalność powinna się zmienić”, – dodał były polski przywódca.

Wałęsa był prezydentem w latach 1990-1995. Wcześniej był przewodniczącym związków zawodowych „Solidarność”. 1983 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla.

(-)

Następna informacja trochę przeczy słowom Lecha Wałęsy: w Polsce czasami można kupić towary ukraińskie, ale nie będąc tego świadomym. Sieć marketów „Biedronka” może zostać ukarana za to, że sprzedawała ukraińskie ogórki jako polskie. Przewodniczący UOKiK Tomasz Chróstny oznajmił, że firma została oskarżona o wprowadzenie klientów w błąd co do kraju pochodzenia niektóryh warzyw i owoców. Pisze o tym Monitor Info. Okazało się, że w sklepach „Biedronki” z metką „Produkt Polski” sprzedawana jest marchew z Belgii i Niderlandów, ogórki szklarniowe z Ukrainy i kapusta pekińska z Francji. Przewodniczący UOKiK podkreślił, że konsumenci coraz częściej kupują polskie produkty, dlatego fałszowanie informacji o kraju pochodzenia produktu mogło wpływać na ich decyzję podczas zakupów.

„Konsumenci coraz częściej kierują się w swoich wyborach patriotyzmem gospodarczym i chętnie kupują produkty krajowe. Nieprawdziwa informacja w sklepach „Biedronka” mogła wpłynąć na ich decyzję w sprawie zakupów”, – powiedział Chróstny. Jeśli podejrzenia potwierdzą się, kompamii grozi mandat w wysokości do 10% rocznego obrotu.

Do słowa – w czasie tak niełatwym dla producentów każdy z nas może przejawić swój patriotyzm lokalny właśnie kupując produkty lokalne. To wszystkim nam wyjdzie na dobre, zwłaszcza gdy produkty są wysokiej jakości. A bardzo często jest właśnie tak, zwłaszcza gdy mowa jest o produktach żywnościowych. Tak więc, gdy dzisiaj pójdziecie na zakupy, żeby zrobić zakupy na obiad, bądźcie uprzejmi zwracać uwagę na producentów.

(-)

Nasz program zbliża się do końca; przygotowała go i przedstawiła Jarosława Chrunik. Spotkamy się na antenie jutro o tej samej porze, a tymczasem życzę wam miłego dnia. Smacznego obiadu z produktów lokalnych i do usłyszenia jutro o tej samej porze! (jch/kos)

04.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Na dworze czerwiec. W zeszłym roku ten miesiąc podarował nam wiele różnych emocji. Będzie i smutno. Rok temu pożegnaliśmy się z międzynarodowym festiwalem Kalinowe Mosty. Był to jubileuszowy 10. i ostatni festiwal. Z wielkim żalem powiedział o tym wtedy jego organizator Stefan Migus. Żałują też jego uczestnicy z Ukrainy. W dzień zamknięcia 10. jubileuszowego festiwalu rozmawiałam z ukraińskimi kolegami to tym, co najcenniejszego zostało im po Kalinowych Mostach. O przeżyciach, marzeniach i przyjemnych wspomnieniach zebranych na kalinowych drogach dziennikarzy z Ukrainy usłyszycie już za chwilę. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.
(-)
10 lat współpracy, wspólnej pracy, przygód ukraińskich dziennikarzy na Warmii i Mazurach. Swojego żalu z powodu zakończenia cyklu międzynarodowych festiwali nikt nie ukrywał:
-Dziesięć lat współpracy z wami to dla mnie była wielka przyjemność.
-Nazywam się Julia Kowalenko, jestem z Charkowa. Kończy się festiwal i jest mi bardzo smutno z tego powodu. Chciałoby się, żeby przyjacielski i twórce związki między polskimi i ukraińskimi dziennikarzami trwały, jeśli nie w tym to w innych projektach.
-Larysa Biłozerowa, ekologiczna dziennika. Bardzo dziękuję…i administracji lokalnej Olsztyna, że uzupełniłam swoją publikację dotyczącą energii i energetyki o bardzo dobry materiał dzięki temu, że byliśmy na obiektach ochrony przyrody. Trzy razy byłam na tym festiwalu i za każdym razem było coś nowego i nie wiem, jak będę żyć dalej, jak ten festiwal nie będzie kontynuowany. Mam nadzieję, że przeformatuje się i będzie lepszym projektem.
Jakąś rolę festiwal zrealizował i warto szukać nowych formatów. – Ołena Zacharowa – Najcenniejsze dla mnie, pomyślałam, kiedy rozmawiała pani z innymi dziewczynami, to takie żywe emocje z prostymi ludźmi i z władzami, kiedy jest możliwość dotknięcia czegoś, zapytać i można coś zmienić w sobie i te zmiany przywieźć do domu i opowiedzieć przez media o tym ludziom czyli popatrzeć na sprawę jakoś inaczej i dać możliwość innym ludziom popatrzeć swoimi oczami. Dla mnie jako dla dziennikarza to ważne.

Uczestnik z Białorusi Włazimir Subot docent dziennikarstwa z Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego też pożegnał się z nami w ojczystym języku i życzył ze szczerego serca:

Bądźcie zdrowi, bądźcie bogaci, a my wracamy do domu do chaty… na Białoruś [fragment piosenki ludowej]
(-)
10 lat Ukraińcy w Polsce i na Ukrainie wspólnie budowali mosty. Zbierając kwiat dziennikarstwa ze wszystkich regionów Petro Midrihan przywoził go na Warmię i Mazury, gdzie brał w swoje ręce Stefan Migus. Tak już więcej nie będzie – powiedzieli organizatorzy w tym roku. X festiwal będzie ostatnim. Powody są różne, ale uda się je pokonać, jeśli wydarzenie jest naprawdę komuś potrzebne.
Czy warto budować mosty nadal? Zapytałam swoich ukraińskich kolegów w dzień zamknięcia festiwalu:
Andrij Mychajłyk
Kalinowe Mosty nie mogą być ostatnie; Tak 10-12 lat od kiedy Stefan Migus i Petro Midryhan mieli pomysł stworzenia festiwalu wiele się zmieniło. Można powiedzieć, że zniszczony został system państwowej telewizji i radia. Ale wymiana kulturalna jest potrzebna. I nawet dzisiejszy maleńki impuls, wystawa i film, podejście hybrydowe w dobrym tego słowa znaczeniu, są potrzebne do budowania nowych mostów, wzmacniania starych. To jest potrzebne. Ja już mówiłem waszym kolegom, że na Warmii i Mazurach warto przeprowadzić festiwal współczesnego kina ukraińskiego. Można przeprowadzić jakąś retrospektywę, ale by nasi krajanie i Polacy zobaczyli współczesne ukraińskie kino, rozrywkowe i nierozrywkowe, które warte jest uwagi. Ja myślę, że o tym można mówić.
-Panie Andriju, można przeformatować Kalinowe Mosty. Nie czas je niszczyć, trzeba budować nowe.
-Wzmacniać stare i budować nowe.
-Przez te 10 lat… Ołena Zacharowa
-Ile razy pani tu była?
-Sześć razy brałam udział w Kalinowych Mostach. W tym festiwalu, podczas otwarcia, współorganizator Petro Midryhan zaznaczył, że w tym festiwalu bierze udział 3 uczestników pierwszego festiwalu, to Anton [Szczehelski] dziennikarz z Kijowa, Jarosław [Katrzyńczyk] z Równego i także ja z Mikołajowa. Bardzo się cieszę mam możliwość widzieć, jak przez te 10 lat zmieniała się Polska, dzięki temu, że wybrała drogę europejską i dla mnie było to możliwością pokazania, opowiedzenia swojemu audytorium, że sukcesy Polski mogą natchnąć i nas i może się nam udać tak, jak naszym kolegom. W zeszłym roku wasz kolega z telewizji robił ze mną wywiad i pytał czemu przyjeżdżam przy roku, bo może zamiast Pani przyjechałby inny dziennikarz i zobaczył to innymi oczami, pokazał Polskę i Olsztyn z innej perspektywy, ale odpowiedziałam, że czynicie nas silniejszymi i to taki proces jak codzienna modlitwa, czyli nie jakieś działanie jednorazowe. Dla mojego audytorium to taka motywacja, wiara w to, że skoro udało się innym, to my także możemy zrobić swój kraj lepszym.
-Taniu, spodziewasz się kolejnego festiwalu?
-Nasz organizator festiwalu Stefan Migus powiedział, że to ostatni festiwal. Dzisiaj podczas zamknięcia spadł deszcz i dla wielu uczestników festiwalu było to takie symboliczne, że Olsztyn żegna się z nami. Ale jak mówił Wiktor Marek Leyk, po każdej ostatniej szansie jest jeszcze jedna. Więc chcę się spodziewać, że festiwal będzie odbywać się w innym formacie, może to będzie przestrzeń dla dziennikarzy, program, ale bardzo chciałoby się, żeby taka współpraca trwała.
-Julia Kowalenko, jestem z Charkowa. Reprezentuję inicjatywną grupę kinową „Szeroki format”. Najbardziej zapamiętałam tę ciepłą atmosferę festiwalu, stosunki między dziennikarzami i polskimi i ukraińskimi. Dziennikarze z różnych miast Ukrainy, z różnych regionów, a między nimi ciepłe relacje i stosunki, które wzbogacają, dają natchnienie do pracy.
-Larysa Biłozerowa ekologiczna dziennika. Bardzo dziękuję [fundacji środowiska ] i administracji lokalnej Olsztyna, że uzupełniłam swoją publikację dotyczącą energii i energetyki o bardzo dobry materiał dzięki temu, że byliśmy na obiektach ochrony przyrody.

-Czy jest pani gotowa na to, że to koniec?
-Przyjmuje to jakoś tragicznie, bo wiem, że zmiany odbywają się i muszą się odbywać i coś się zaczyna, a coś kończy. Teraz na Ukrainie znowu zmiany, nowa władza, wybory parlamentarne i w takim stanie zawsze znajdujemy się w gotowości, żeby coś zmieniać. To taki stały stan Ukrainy. Jakąś rolę festiwal zrealizował i warto szukać nowych formatów. – Ołena Zacharowa – Najcenniejsze to takie żywe emocje z prostymi ludźmi i z władzami, kiedy jest możliwość dotknięcia czegoś, zapytać i można coś zmienić w sobie i te zmiany przywieźć do domu i opowiedzieć przez media o tym ludziom czyli popatrzeć na sprawę jakoś inaczej i dać możliwość innym ludziom popatrzeć swoimi oczami. Dla mnie jako dla dziennikarza to ważne.
-Ktoś przywiązuje się do ludzi, a ktoś do miasta. Zdążyła pani zakochać się w Olsztynie?
-Dla mnie to takie rodzinne miasto, bo przyroda jest podobna jak na ziemi czerkaskiej – jest las sosnowy, rzeka, wiele jezior i dlatego rozumiem, że to północ, ale jak jadę przez miasto to czuję się jak w domu. Wstawiłam zdjęcia na FB i mi chłopcy napisali – ty jesteś w Sosnówce, ładne miasto – a to w Czerkasach. To także niewielkie miasto, jak Czerkasy. Takie trochę prowincjonalne i ciche. Nie byłam jeszcze na wszystkich jeziorach. Bardzo ciekawe jest to jak rozwija się infrastruktura turystyczna, bo Czerkasy też były kiedyś miastem turystycznym i chcą do tego wrócić i w mieście odbywa się bardzo dużo wydarzeń i aktywności skupionych na przeformatowanie miasta. Parki robią też na mnie wrażenie, czysta woda. To co możliwe do poprawie dla nas…zawsze patrzę na to co mamy i w jakim jest to stanie i wiem, że daleko nam do tego. A co do wrażeń jestem, to jestem mało sentymentalna, ale ledwie powstrzymywałam łzy, gdy widziałam dzieci i ich możliwości do nauki; rozwój to dla nas najcenniejsze, bo nakarmić i ubrać we współczesnym świecie można, a następny krok, by dzieci miały możliwość widzieć i smakować kulturę i dobre rzeczy, z których będzie później coś dobrego. Dla mnie to warto

(-)
Każdy powrócił z Kalinowych Mostów z całym bagażem cennych nagrań, wrażeń, którymi spisana jest historia międzynarodowego festiwalu. A FB zawzięcie podrzuca znajome uśmiechy na wspólnych zdjęciach przy Polskim Radiu Olsztyn. Tu koniecznie spotkamy się jeszcze nie raz. Z wami była Hanna Wasilewska. Bądźmy na jednej fali i jutro o 18:10. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

03.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w cvzwartek, 4 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Już jutro zaczyna się weekend, jednak dopiero po południu, tak że dwa dni trzeba jeszcze popracować, żeby potem można było pozwolić sobie na rozrywkę. Tak się złożyło, że imy też dzisiaj będziemy mówić o pracy i rozrywce. Najpierw tradycyjnie przerzucamy stronice historii:

(-)

4 czerwca 1863 r, urodził się polsko-ukraiński architekt, autor domu z chimerami i Soboru św. Mikołaja w Kijowie. Horodecki w Kijowie mieszkał i owocnie pracował prawie 30 lat. Zajmował się nie tylko budowaniem domów według własnych projektów, ale też sprawował nadzór techniczny nad budową. W Kijowie pracował na stanowisku miejskiego architrekta.

(-)1941 r. urodził się Wasyl Łytwyn, kobziarz, pierwszy przewodniczący Stowarzyszenia Kobziarzy Ukrainy; współzałożyciel Stritowskiej Szkoły Sztuki Kobziarskiej. Celem szkoły jest odrodzenie tradycji kobziarskich. Szkoła przygotowuje śpiewaków-bandurzystów, mistrzów sztuki kobziarskiej i wykładowców muzyki.

(-)

1869 zmarł Sirydion Łytwynowycz – metropolita Halicki i arcybiskup Lwowski; poseł i wice-prezydent Reichstagu Austriackiego, obrońca praw Ukraińców.

(-)

Kto czeka dzisiaj na życzenia, kwiaty i prezenty? Jakub, Wasylisk (prawda, że to bardzo oryginalne imię) i Włodzimierz. Nie zapominamy oczywiście też o urodzonych 4 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Koronawirus zamknął nas w mieszkaniach, nie pozwolił wychodzić, nie pozwolił pracować tak, jak się do tego przyzwyczailiśmy, ale uczymy się sposobów, żeby koronawirusa przechytrzyć. Nie można było realizować żadnych inicjatyw kulturalnych, między innymi – koncertów Szewczenkowskich. Chętni znaleźli sposób – wiele wydarzeń odbywa się on-line, w Internecie. Jak już słyszeliście wczoraj, właśnie tak pracuje olsztyński zespół z Międzyszkolnego Punktu Nauczania Języka Ukraińskiego „Suzirjaczko”. Olsztyńscy młodzi artyści wzięli udział w warszawskim festiwalu „Hajiwka”. Nie pozostają w tyle też inni młodzi artyści. Śpiewającą perełką można nazwać Amelię Kuształę z Dobrego Miasta. Amelka zawsze może liczyć na wsparcie swojej Mamy Joanny i nauczyciela Piotra Tabaki, który rzeczywiście jest przykładem nauczyciela z powołania, a nie tylko z wykształcenia:

(-)

– Oprócz lekcji, które prowadzimy oczywiście zdalnie, bierzemy też udział w różnych festiwalach, w różnych wydarzeniach.

– Ale jak można wziąć udział w festiwalu nie wychodząc z domu?

– A no właśnie! Już wzięliśmy udział w Międzynarodowym Festiwalu Kultury „Hajiwka” w Warszawie. To jest już trzecia jego edycja. Wysłaliśmy na ten festiwal piosenkę, którą Amelka nagrała w swoim domu, wysłaliśmy pocztą elektroniczną, organizatorzy przyjęli ten filmik.

– Jaka to była piosenka?

– To była piosenka Wołodymyra Iwasiuka „Malwy”. Akurat przygotowaliśmy na festiwal do Elbląga, ale tak się złożyło, że tam jest odwołany, więc wykorzystaliśmy tę piosenkę w Warszawie. Teraz mamy w planach międzynarodowy zdalny festiwal-konkurs twórczości dziecięcej i młodzieżowej „Gwiazdy Olimpu” w Kijowie na Ukrainie. Zgłoszenia można wysyłać do 26 czerwca, też pocztą elektroniczną. Trzeba nagrać video z piosenką, a potem wysłać do organizatorów razem ze zgłoszeniem.

– Jakie są zasady tego konkursu-festiwalu?

– Konkurs jest podzielony na kategorie wiekowe, my z Amelką bierzemy udział oczywiście w części wokalnej, to jest konkurs w kategoriach wiekowych.

– To jest wokalny, a jakie jeszcze są kategorie?

– Artystyczne – były wokalne, były taneczne zespoły, były też zespołu instrumentalne.

– Czyli wszystko związane tylko z muzyką.

– Tylko kultura muzyczna, taneczna.

Artyści zarówno dorośli jak i młodzi, tak samo jak i sportowcy, najszczęśliwsi są wtedy, gdy mogą występować przed publicznością. Tak mówiła o tym nauczycielka języka ukraińskiego Mirosława Czetyrba-Piszczako na przeglądzie poezji śpiewanej w Olsztynie, witając gości:

– Wasza obecność i wasze oklaski to największa nagroda dla dziewcząt i chłopców, którzy za chwilę wystąpią przed wami, dlatego bardzo wam dziękujemy za wasze przybycie na nasz przegląd!

A o Amelce Kusztale prowadzący opowiedzieli tak:

– Była uczestniczką przeglądów dziecięcych w Olsztynie, Elblągu, Bartoszycach, Koszalinie i Lwowie, przeglądu kolęd w Węgorzewie, na koncertach Szewczenkowskich. Wystąpiła też przed ukraińskimi żołnierzami w Osieku. „Ballada o malwach” – słowa: Bohdan Hurak, muzyka: Wołodymyr Iwasiuk:

(-) Fragment piosenki

 

Była rozrywka, teraz czas na pracę. Ukraińcy wracają do Polski. Przez ostatnie lata do Polski do pracy przyjeżdżały setki tysięcy Ukraińców. Polska gospodarka bardzo potrzebowała rąk do pracy, więc chętnie byli przyjmowani. Wszystko zmieniła epidemia, gdy pracownicy ze Wschodu zaczęli wyjeżdżać do siebie. Jak podaje wydanie bezprawnik.pl, teraz wracają, choć jest ich ciągle znacznie mniej niż jeszcze rok temu.

Komenda główna Straży Granicznej podała, że w kwietniu przyjechało nad Wisłę zaledwie 34 tys. Ukraińców. To niewiele, zwłaszcza że wiele sektorów potrzebowało w tym czasie rąk do pracy.

A w kwietniu Ukraińcy nie tylko nie przyjeżdżali, ale też wyjeżdżali z Polski. Szacuje się, że tylko do połowy maja Polskę opuściło ok. 200 tys. mieszkańców Ukrainy. Chcieli okres pandemii spędzić u siebie w kraju, ale niektórzy też mieli w tym czasie problem z polskimi urzędami.

Polska gospodarka jednak się rozmraża, więc znowu przyciąga pracowników ze Wschodu. Z danych udostępnionych PAP wynika, że w maju do Polski przyjechało już trzy razy więcej mieszkańców Ukrainy niż miesiąc wcześniej – ok. 94 tys. Szacuje się jednak, że i tak Ukraińców jest w Polsce obecnie znacznie mniej niż o tej samej porze w 2019 r. Być może jest ich mniej o 300 tys., a być może i nawet o 400 tys. Tymczasem gospodarka ich potrzebuje – zwłaszcza do prac sezonowych przy zbiorach oraz do logistyki. Jak wiadomo, Polacy w czasie pandemii przestawili się na zakupy internetowe, więc firmy potrzebują wielu nowych kurierów.

(-)

I na tym postawimy kropkę. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Ponownie spotkamy się jutro o tej samej porze, a tymczasem życzę wam pięknego, słonecznego dnia, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/ad)

03.06.2020 – godz. 10. 50 (opis do dźwięku)

Dzieci powoli wracają do szkół i żłobków, natomiast maj dał im niezapomniane emocje – udział i zwycięstwa w festiwalach on-line. Nowa forma prowadzenia, niemożliwość zebrania dzieci na próby, techniczne sprawy – to wszystko było wyzwaniem dla kierowników i opiekunów młodych uczestników. Ale dali radę. Swoimi zwycięstwami pochwalą się dzisiaj w „Wieczorze z ukraińską kulturą”. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.

(-)

Pandemia koronawirusa zmusiła do przeniesienia życia kulturalnego ze świata realnego do wirtualnego. Wiele wydarzeń odbywa się w internecie. Tak pod koniec maja uczniowie naszego regionu mogli wziąć udział w warszawskim festiwalu Haiwka. Zgłoszenia do konkursu wysłały: olsztyńskie Suziriaczko i zespół taneczny Lubystok. O przygotowaniach i wrażeniach dotyczących nowej formy festiwalu Sergiuszowi Petryczence opowiedział nauczycielka języka ukraińskiego Mirosława Czetyrba-Piszczako:

(-)

-[niezrozumiałe] przysłania swojego programu artystycznego, a ten konkurs był taki bardzo szeroki jeśli chodzi o różnorodność, tak, to mogła być muzyka, recytacja, rysunek; Wysłaliśmy dwa programy artystyczne naszych zespołów, czyli wokalnego zespołu dziecięcego Suziriaczko i tanecznego zespołu Lubystok, który działa w naszym punkcie od października zeszłego roku.
-I to było wideo tak?
-Tak, [niezrozumiałe] pandemię ten konkurs trwał tylko jeden dzień, a przewidywano go wcześniej na trzy; konkurs był on-line, ale wcześniej trzeba było przysłać coś swojego, to nasz występ, który nagraliśmy wcześniej; innej możliwości nie było; jak nie był to zespół, a duet, albo występ solowy, wtedy najczęściej dziecko występowało u siebie w domu.
-A co to była za piosenka?
-Wzięliśmy „Wodohraj” Iwasiuka, którą wykonywano na śpiewanej poezji w grudniu w Olsztynie.

(-)

-Oprócz programu koncertowego były także różnego rodzaju warsztaty. Bardzo ciekawe. Dzieci bezpośrednio mogły wziąć udział w tych warsztatach. Można było zapoznać się z petrykowskim malarstwem dekoracyjnym, można było zrobić ptaszki z soli; to była instruktora, która to wszystko prowadziła; było ich kilka. Każda ze swojej działki. To trwało prawie cały dzień.
-To było online?
-A czy nie trudno było dzieciom zebrać się, bo każdy był w swoim mieszkaniu. Jak to się odbywało technicznie.
-Dzieci były u siebie w domach, tak. Była instruktorka, która od początku jak i co przygotować i później jak po kolei to wykonywać. Jak robili te solne ptaszki, ona mieszała ciasto, wszystko robiła on-line, wszystko mówiła, jakie proporcje, cały przepis jak przygotować ciasto i później jak wykonać takiego ptaszka. Dzieci pracowały naprawdę aktywnie. Jak ktoś miał miał plastelinę, to można było nie robić ciasta, a wykorzystać plastelinę i zacząć od tej drugiej części warsztaty.

(-)

-Jeszcze o zespole tanecznym proszę, bo to świeża sprawa.
-Tak to świeża sprawa. To wielka zasługa pani Sylwii Pietnoczki, która zajmuje się dziećmi w młodszych klasach. To był jej pomysł, ona także poszukała nauczyciela, czyli choreografa, który zajmowałby się takim zespołem. Ona także była pomysłodawczynią strojów tego zespołu i działać zaczął od października, i już na grudzień przygotował jeden taniec, tak jeden taniec. Chcę powiedzieć, że to naprawdę bardzo duża praca, bo to dzieci najmniejsze, najmłodsze. 6-8 lat. Pracować z takimi dziećmi jest bardzo ciężko, i to że im się udało w ciągu dwóch miesięcy przygotować jakiś program artystyczny; uważam to za wielki sukces i my też wysłaliśmy ten taniec jako taką promocję naszego zespołu.

(-)

Przyznaje się, że bardzo stęskniłam się za dziecięcymi konkursami. To zawsze jest wyraźne, emocjonalne, ładuje nas szczególną energią i inspiruje. Ładujmy się więc na zdrowie.

(-)

Dziecięcy zespół wokalny Suziriaczko w większości składa się z uczniów z międzyszkolnych punktów nauczania języka ukraińskiego i religii greckokatolickiej w Olsztynie. Na próby dzieci zbierają się w sali parafialnej cerkwi greckokatolickiej przy ulicy Lubelskiej. Obecnie tymczasowo prób nie ma, natomiast nabór uczniów do punktów nauczania języka ukraińskiego trwa. Spodziewamy się,że od września wszyscy zaczniemy życie w normalnych warunkach, więc o wykształceniu dzieci warto myśleć już teraz. Właśnie w punktach nauczania języka ukraińskiego nauczą wasze dzieci śpiewać także po ukraińsku.

(-)

Nasz program dobiega końca. Przygotowali go: Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę. Usłyszymy się jutro. (dw/kos)

02.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się w środę, 3 czerwca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Po długiej samoizolacji nareszcie możemy wychodzić z domu, trzeba tylko zachować normy bezpieczeństwa. A na dworze jest tak pięknie! Widoki aż same proszą się na płótno. Sporo będzie dziś w naszej audycji o sztuce; najpierw – wydarzenia z kart historii:

(-)

3 czerwca 1863 r. urodził się Jewhen Petruszewycz, ukraiński działacz społeczno-polityczny, prawnik, prezydent ZURL. W latach 1920-tych wyjechał do Niemiec i na emigracji żył aż do śmierci.

(-)

1930 r urodził się Ołeksanr Bohomaz, malarz ukraiński, grafik, czołowy przedstawiciel awangardy ukraińskiej. W wielu wypadkach jego utwory przywołują na myśl obrazy znanego polskiego mistrza secesji – S. Wyspiańskiego. Praktycznie zaraz po śmierci imię i dorobek twórczy O. Bohomazowa wykreślono z historii epoki radzieckiej. Dopiero w połowie lat 1960-tych, podczas „odwilży” jego imię i twórczość na nowo odkryła grupa młodych kijowskich znawców sztuki; byli to: Dmytro Horbaczow, Łeonid Czerewatenko i inni.

(-)

1959 r. zmarł Pyłyp Konował – ukraińsko-kanadyjski wojskowy. To jedyny Ukrainiec będący kawalerem Krzyża Wiktorii – najwyższego i najbardziej honorowego odznaczenia za męstwo w obliczu wroga. Odznaczeniem tym mogą być uhonorowani żołnierze z krajów podległych Koronie Brytyjskiej. Pyłyp konował otrzymał je za okazane męstwo podczas Bitwy o wzgórze 70 w Lens we Francji.

(-)

Dzisiejsi solenizanci to Olena, Konstanty, Mychajło i Fiodor, a dołączają do nich ze świętowaniem ci, którzy przyszli na świat 3 czerwca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Była mowa o malarzu O. Bohomazowie, a teraz chcę zwrócić waszą uwagę na artykuł w podwojnym (21-22) numerze „Naszego Słowa” z dnia 24 maja o malarzu Nikiforze Drowniaku – Krynickim. Artykuł Władysława Hrabana pojawił się na „Stronie Łemkowskiej” z okazji 125 rocznicy urodzin malarza. I choć napisany jest gwarą łemkowską, którą nie wszyscy władają, warto zadać sobie trudu i przeczytać. Może czyta się trochę wolniej, ale wszystko jest zrozumiałe. Dowiemy się wielu interesujących faktów z życia malarza-samouka. Poszukajcie więc artykułu „Nikifor – ten, który niesie zwycięstwo” i zanurzcie się w świat sprzed stu lat.

(-)

Epidemia koronawirusa zmusiła nas w tym roku do rezygnacji z tradycyjnych wydarzeń kulturalnych, lub do przeniesienia życia kulturalnego ze świata realnego do wirtualnego. Wiele wydarzeń odbywa się w internecie, jedno z nich to warszawski festiwal dziecięcy „Hajiwka”, który w tym roku odbywał się on-line 23 maja. Wzięły w nim udział dzieci z olsztyńskich zespołów „Suzirjaczko” i „Lubystok”. Z nauczycielką Mirosławą Czetyrba-Piszczako rozmawiał Sergiusz Petryczenko:

(-)

– Warunkiem wzięcia udziału w tym festiwalu było nadesłanie swego programu artystycznego, a ten konkurs w ogóle był bardzo szeroki, jeśłi chodzi o różnorodność. Mógł to być program muzyczny, recytacja, mógł to być rysunek. My wysłaliśmy dwa programy artystyczne naszych sespołów, czyli dziecięcego zespołu wokalnego „Suzirjaczko” i zespołu tanecznego „Lubystok”, który działa w naszym punkcie zaledwie od października ubiegłego roku.

– I to było video, tak?

– Tak, to było video. Z powodu tej pandemii konkurs ten został zorganizowany tylko w ciągu jednego dnia, a wcześniej planowany był na trzy dni. To był konkurs on-line, ale wcześniej trzeba było wysłać jakiś swój program artystyczny. Wysłaliśmy nasz występ, który nagraliśmy wcześniej. Innej możliwości nie było. Jeśli nie był to zespół, a na przykład, duet lub występ solowy, wtedy najczęściej dziecko występowało u siebie w domu.

– A co to była za piosenka?

– Wzięliśmy „Wodohraj” Iwasiuka – piosenkę, którą wykonywaliśmy na „poezji śpiewanej” w grudniu w Olsztynie.

(-)

O czym jeszcze Mirosława Czetyrba opowiadała Sergiuszowi dowiecie się dzisiaj wieczorem, jeśli włączycie radioodbiorniki o godz. 18.10.

(-)

Na koniec jeszcze szczypta polityki. Kanada wystąpiła przeciwko powrotowi Rosji do G-7. Grupa zawiesiła człomkostwo Rosji w 2014 roku z powodu aneksji Krymu. Premier Kanady Justin Trudeao mówi, że zaproszenie Rosji do stołu „Wielkiej Siódemki” byłoby nie do przyjęcia, nawet jeśli Donald Trump planuje otworzyć drzwi Władimiriwi Putinowi. Prezydent USA zaproponował w sobotę rozszerzenie Grupy poprzez dodanie czterech krajów, niebędących członkami, włączając Rosję. Pozostałe kraje znajdujące się na liście zaproszonych przez Trumpa to Indie, Australia i Korea Południowa. Na pytanie o propozycję Trumpa premier Kanady powiedział w poniedziałek dziennikarzom, ,ze Rosji nie należy gratulować. Wielka Brytania też powiedziała, że nałoży weto na jakikolwiek podobny plan.

„Jej ciągłe lekceważenie i naruszanie międzynarodowych norm prawnych jest powodem tego, że pozostaje ona poza granicami „Wielkiej Siódemki” i nadal będzie pozostawała poza granicami. Niedopuszczalne jest przyjmowanie jej w ramach G-7». — powiedział Trudeao. Decyzję o członkostwie powinni jednogłośnie zaakceptować wszyscy członkowie G-7.

(-)

Mamy nadzieję, że członkowie „Wielkiej Siódemki” podejmą sprawiedliwą decyzję w tej sprawie. My natomiast musimy już kończyć nasz program, który dzisiaj przygotowali dla was: Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Życzymy wam miłego dnia i – do usłyszenia na antenie! (jch/kos)

02.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

My, Polska i Ukraina musimy dojść do porozumienia, żeby obronić się przed Moskwą. Żadne powoływanie się na historię polsko-ukraińskich nieporozumień, nie może być podstawą dla współczesnej realnej polityki” – powiedział 100 lat temu Symon Petlura. Sojusz Piłsudski-Petlura 1920 – połączenie się przeciwko odwiecznemu wrogowi 100 lat temu. Dzisiaj w programie „Kalejdoskop historyczny” kontynuujemy cykl rozmów z profesorem historii UWM Henrykiem Strońskim z okazji stulecia wydarzeń. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
Umowa Warszawska między Polską Józefa Piłsudskiego i Ukraińską Republiką ludową Symona Petlury bezsprzecznie jest jednym z nielicznych przykładów porozumienia między Polakami i Ukraińcami, którzy przed widmem wspólnego zagrożenia, w trudnych warunkach geopolitycznych szukali kompromisu i przejawili pełen pragmatyzm strategiczny mając przed sobą bolszewicką Rosję. Jednak czy z biegiem czasu ten sojusz, ta umowa nie są zbyt idealizowane? Czy pokazywane są jego pozytywne strony, a poza uwagą pozostaje to, że niespełna rok przed Umową Warszawską Ukraińcy przegrali wojnę o Galicję Wschodnią i Wołyń, a niespełna rok później podpisano Pokój Ryski, który faktycznie przekreślił nadzieje Ukraińców na swoje własne państwo. Czym kierowali się partnerzy podpisując Umowę Warszawska i kto stracił więcej. W poszukiwaniu prawdy historycznej pomagał mi tradycyjnie profesor historii UKR Henryk Stroński:
-Rzecz w tym co straciła Ukraina na kwiecień 1920 roku. Trzeba powiedzieć, że pod koniec 1919 roku armia polska już całkiem panowała w Galicji Wschodniej i nie mają racji ci, którzy dzisiaj mówią, że Petlura ustąpił Polakom ze Lwowem i Galicją Wschodnią. On przekonywał swoich oponentów i Petruszewicza, któremu mówił, że Polacy już dawno są we Lwowie i mają wpływ w Galicji Wschodniej. Wojnę przegraliście, ja tylko to przyjąłem, a zmienić tego nie mogę. Więc oskarżenia…są bezpodstawne. Warunki Umowy Warszawskiej dla strony ukraińskiej, tak polityczne jak militarne, sprzyjające. Warto przypomnieć, że zgodnie z umową państwo polskie obiecało Petlurze pomoc w wyzwoleniu prawobrzeżnej Ukrainy i Kijowa od wojsk bolszewickich. I to było dla niego ważne. To smutna rzeczywistość, kiedy wojska URL znajdowały się w Kamieńcu Podolskim, w tzw. trójkącie śmierci, pod naciskiem sił nieprzyjacielskich, ich sytuacja była bardzo ciężka i trzeba było ich ratować. Warto w tym kontekście przypomnieć, że nie tylko Symona Petlurę atakowali jego polityczni przeciwnicy obwiniając go o odstąpienie Polsce ukraińskich interesów, trzeba powiedzieć, że Józef Piłsudski miał z tego powodu też niemało kłopotów politycznych u siebie w kraju. Endecja też ostro atakowała i trzeba powiedzieć, że nie zawsze niebezpodstawnie, Piłsudskiego za jego wschodnią politykę nazywając ją awanturą. No trzeba powiedzieć, że były w niej takie symptomy. To działo się wiosną 1920 roku. Państwo polskie dopiero pojawiło się na mapie politycznej Europy, jej granice nie były jeszcze umocnione, jej wewnętrzne i polityczne życie i sytuacja wyjątkowo nie…i w tych warunkach wplątanie się w kampanię na wschodzie, a wymagała ta kampania ogromnych sił, i to mogło postawić sprawę być lub nie być państwa polskiego. Takie zagrożenie było. Wojska bolszewickie, które polsko-ukraińskie wojska wygnały za Kijów bardzo szybko bardzo szybko przeszły do kontrataku i doszły do Warszawy. Nie zapominajmy o tym. W sierpniu 1920 roku Stalin…i Tuchaczewski, który stał na czele radzieckich, bolszewickich dywizji; mało brakowało a zdobyliby Warszawę. Ale nie Warszawa była ich celem. W planach była realizacja ich idea fix – światowa rewolucja komunistyczna; w ich planach była, przez Warszawę, czy przez trupa Polski jak wtedy mówili, osiągnąć Berlin, a może nawet i Paryż. Więc niebezpieczeństwo było i ta krytyka Piłsudskiego miała…ale trzeba powiedzieć, że kiedy bolszewickie dywizje pojawiły się pod Warszawą, to armia polska manewrami, mobilizacją 200 tysięcy Polaków do armii, uratowała sytuację. Rozgromiono bolszewickie dywizje i pognano je na wschód.

Ukraińcy mówią – razem i ojca bić łatwiej. Połączywszy wojska ukraińscy i polscy dowódcy przegnali bolszewików. Czasem nie było potrzeby się być, strach budziła liczba. Natomiast o wspólnym zwycięstwie pod Zamościem wiem mało kto.

-Jako takiego…nie było. Historycy wiedzą. Bolszewicy widząc jaka armia zbliża się do nich – a przypominam Polacy wystawili 50 tysięcy, a Symon Petlura miał 15 tysięcy. Tym sposobem 65 tysięcy wojska łatwo wyzwoliło prawobrzeżną Ukrainę i zajęło Kijów. Bolszewicy o Kijów nie bili się widząc brak perspektyw tego. Cofnęli się i polsko-ukraińskie wojska na początku maja 1920 Kijów zajęli. Ale kiedy doszło do kontrataku 1 Armii Konnej i innych bolszewickich oddziałów, to takie bitwy już były. Taka wspólna największa była na przedpolach Lwowa, a jeszcze większa pod Zamościem. Trzeba powiedzieć najkrwawsza z udziałem wojsk ukraińskich. W tym czasie inne dywizje bolszewickie już były pod Warszawą. I to południowe natarcie, które było zatrzymane w okolicach Zamościa zakończył się przegraną wojsk ukraiński, to nie wiadomo jakby zakończyła się bitwa Warszawska.
-Nie możemy nie wspomnieć bohatera Zamościa generała Marka Bezruczki.
-Tak, zaprezentował swój plan wojskowy i pozostał w Polsce, i Polacy zawsze…do tego wojskowego działacza.

Dziś znowu na ukraińskich granicach jest zagrożenie, wojna i ta wojna zagraża nie tylko Ukrainie, a zagraża i Polsce, i zresztą całej Europie. Dlatego to porozumienie jest tak potrzebne, więc szukamy odpowiedzi w lekcjach historii sprzed stu lat:

-W historii zawsze istnieje jakiś polityczny realizm. Tu nie działała kategoria strachu, tu działała kategoria politycznego celu i realizmu. Tak już jest w polityce i to zawsze na pierwszym miejscu. Idea Piłsudskiego, która polegała na tym by stworzyć sojusz niezależnych państw, które miałby przeciwstawić się rosyjskiemu imperializmowi już pod czerwona gwiazdą; tak już jest – Rosja biała, czerwona, współczesna, zawsze będzie przejawiać swoje wpływy imperialne. Takie już jest to państwo, ten naród i z tym trzeba zawsze się liczyć. To było aktualne w latach 20; w jeszcze większym stopniu w 1939 i niestety po dziś. Dlatego wydaje mi się, że wszystkie historyczne próby przeciwstawienia się temu powinny być realizowane, jeśli chcemy zachować swoją niepodległość, państwo, i te wydarzenia 1920 roku to dobra lekcja historii i musimy je wliczać, i brać z nich to co pozytywne, by zachować się, przekazać potomkom co najlepsze dla nas.

Tym kończymy nasz program. Na spotkanie historyczne zapraszam za dwa tygodnie, tradycyjnie we wtorek. Z wami była Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i życzę przyjemnego wieczoru. Do usłyszenia. (dw/bsc)

 

01.06.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 2 czerwca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Wczorajsza przedpołudniowa audycja w całości poświęcona była Dniu Matki i Dniu Dziecka, natomiast dzisiaj zajrzymy do kalendarza historycznego:

(-)

2 czerwca 1919 r. urodził się Jurij Tymoszenko – ukraiński artysta estradowy. Występował razem w Joachimem Berezinym jako Tarapuńka i Sztepsel. Duet ten był popularny przez 40 lat, został też przeniesiony na ekran.

(-)

1935 roku zmarł Andrij Czajkowski – pisarz ukraiński, działacz społeczno-polityczny, doktor prawa, adwokat w Galicji. Był działaczem Partii Narodowo-Demokratycznej i jednym z organizatorów Ukraińskich Strzelców Siczowych.

(-)

1944 r. zmarł Fotij Krasicki – malarz, klasyk ukraińskiego malarstwa i grafiki; karykaturzysta; profesor. Spokrewniony z Tarasem Szewczenką. Urodził się w chłopskiej rodzinie Stepana Krasickiego, który był synem Kateryny Krasickiej – rodzonej siostry Szewczenki.

(-)

2 czerwca świętują: Aleksander, Włodzimierz, Mykyta i Tymoteusz, a także ci, którzy po raz pierwszy ujrzeli świat właśnie tego dnia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Takiego roku szkolnego, jak bieżący nie pamięta nikt. W ciagu bardzo krótkiego czasu cała oświata musiała przejść na zdalne nauczanie. Czy wszyscy potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości? Wkrótce – egzaminy maturalne, które częściowo dadzą odpowiedź na to pytanie. Do górowskiej szkoły przyjechali już uczniowie z Ukrainy, a matura tuż-tuż. Jak to wygląda w Górowie? Jak oni się czują? – zapytałam o to wychowawczynię jednej z klas maturalnych, Aleksandrę Bzdel:
– To znaczy tak, my zawczasu podjęliśmy wszelkie możliwe środki, żeby uczniowie bezpiecznie do nas dotarli. Ale musieliśmy tak to załatwić, bo ministerstwo raz czy będzie, czy nie będzie – nie było wiadomo; musieliśmy zająć się uczniami tak, żeby przyjechali na ewentualną kwarantannę. To kosztowało bardzo dużo starań zwłaszcza naszą dyrekcję. I my jako wychowawcy mieliśmy stały kontakt z rodzicami, natomiast rodzice na Ukrainie organizowali ze swojej strony. Trzeba było zorganizować dwa busy, bo nie można było dużego autokaru, tego zabraniała Ukraina i tam wszystko załatwiali, żeby szybko przekroczyć granicę. Z naszej strony też ze strażą graniczną wszystko było załatwione, więc przejechali bez problemów. Przyjechali do wyznaczonego miejsca – do naszego internatu, tam na samym piętrze minus jeden, jak my je nazywamy. Nasza dyrekcja jest na tyle zapobiegliwa, że zorganizowano testy na koronawirusa. Uczniowie przeszli testy, okazało się, że wszyscy są zdrowi i teraz normalnie mieszkają w internacie.

– Przygotowują się do egzaminów, prawda?

– Tak, tak.

– Jakie są nastroje?

– Różne po prostu. My ich rozumiemy, bo nerwy są w ciągłym napięciu, wszyscy się przejmują, bo był duży odcinek czasu, gdzie nie było takiego zwyczajnego, normalnego nauczania, tylko takie zdalne. No, my mieliśmy z nimi stały kontakt, ale wiadomo jak to jest, gdy dzieci są same – raz się chce, raz się nie chce; takie zwątpienie, a jak to będzie? Czy w ogóle będzie? Czy w ogóle nie przesuną jeszcze tego terminu? No ale mamy nadzieję, że jakoś się zmobilizują.

– To kiedy pierwszy egzamin?

– Pierwszy egzamin ósmego, w poniedziałek. My jeszcze spotkamy się z nimi, jak sądzę, w piątek – czy w Zoomie, czy w Meet-cie, żeby jeszcze przypomnieć wszystkie procedury, bo te zwyczajne, które obowiązują, są jeszcze zmodyfikowane do naszego stanu epidemicznego, no i trzeba będzie o wszystkim przypomnieć, bo tam jest bardzo dużo takich niuansów. No, wszyscy to przeżywamy, bo to taki sprawdzian.

– Czegoś takiego jeszcze nie było. Matury będą normalnie? – przychodzą, siadają w ławkach.

– Tak, na szczęście mamy dużą salę gimnastyczną i ta odległość dwóch metrów, to u nas wszyscy uczniowie się mieszczą, bo w innych szkołach to muszą wykorzystywać inne pomieszczenia, bo tak jest dużo maturzystów, to u nas wszyscy się mieszczą. Procedury się zmieniają, one są teraz dostosowane do tego naszego stanu.

– A jakie są twoje odczucia? Zdążyły dzieci się przygotować tak jak trzeba?

– Dużo dzieci się starało, tak, mieliśmy stały kontakt z nimi. No, jak to jest z młodzieżą – jedni więcej, inni mniej. No, mam nadzieję, że nie będą trudne arkusze! Mamy taką nadzieję.

(-)

Ja też życzę maturzystom, żeby arkusze nie były trudne. A my przenosimy na Ukrainę. Od wczoraj kalendarz historyczny wzbogaci się o jeszcze jedno wydarzenie, niestety – smutne. Jak podaje zaxid.net wczoraj, 1 czerwca, w wieku prawie 82 lat zmarł ukraiński kompozytor Myrosław Skoryk. Bohater Ukrainy, artysta narodowy i posiadacz honorowego tytułu „Lwowianin Roku 2004” Myrosław Skoryk urodził się 13 lipca 1938 roku we Lwowie. Jego rodzice zdobyli wykształcenie muzyczne na Uniwersytecie Wiedeńskim, babcia była rodzoną siostrą śpiewaczki operowej Salomei Kruszelnickiej. Skoryk napisał muzykę do kultowego filmu Sergiusza Paradżanowa „Cienie zapomnianych przodków”, a z filmu „Wysoka przełęcz” w reżyserii Wołodymyra Denysenki pochodzi jego znamienita „Melodia”. Niechaj ziemia lekką mu będzie!

(-)

Kończy się nasz czas antenowy; program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Ponownie spotkamy się na antenie jutro o tej samej porze, a teraz pożegnamy się wspaniałą „Melodią” Myrosława Skoryka z filmy „Wysoka przełęcz”, która rozbrzmiewa w tle przez całą naszą audycję. Wszystkiego dobrego! (jch/kos)

01.06.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was dzisiaj znowu, tym razem w programie „Kamo hriadeszy”. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj nasz program będzie różnorodny: przejdziemy się po historii ludzkości od stworzenia świata do współczesności. Mam nadzieję, że was zaintrygowałam, więc posłuchajmy trochę muzyki, żeby wejść w nastrój:

(-)

Jak wiecie, drodzy słuchacze, podczas koronawirusa staramy się znajdować ciekawe materiały w naszych najgłębszych zakamarkach archiwów, bowiem mało jest wydarzeń i spotkań, żebyśmy mogli przygotowywać wam świeże materiały, a do tego jeszcze jakościowe. Dlatego też dzisiaj proponuję, żebyśmy posłuchali opowieści o stworzeniu świata z cyklu „Dźwiękowa Chrestomatia Żywe Słowo”. Czyta lektor Mykoła Kozij:

(-)

Biblia. Stary Testament. Urywki. Stworzenie świata.

Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami. Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich!» Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha!» A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. Bóg widząc, że były dobre, rzekł: «Niechaj ziemia wyda rośliny zielone: trawy dające nasiona, drzewa owocowe rodzące na ziemi według swego gatunku owoce, w których są nasiona». I stało się tak. Ziemia wydała rośliny zielone: trawę dającą nasienie według swego gatunku i drzewa rodzące owoce, w których było nasienie według ich gatunków. A Bóg widział, że były dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień trzeci.
A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią». I stało się tak. Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień czwarty.
Potem Bóg rzekł: «Niechaj się zaroją wody od roju istot żywych, a ptactwo niechaj lata nad ziemią, pod sklepieniem nieba!» Tak stworzył Bóg wielkie potwory morskie i wszelkiego rodzaju pływające istoty żywe, którymi zaroiły się wody, oraz wszelkie ptactwo skrzydlate różnego rodzaju.
I tak upłynął wieczór i poranek – dzień piąty.
Potem Bóg rzekł: «Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!» I stało się tak. Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że to było dobre.

(-)

Widział Bóg, że to jest dobre, więc tworzył dalej, ale o tym usłyszycie już za tydzień, bo nie możemy nie wspomnieć o wielkim święcie, które obchodziliśmy w czwartek: Wniebowstąpienie. Po 40 dniach od Zmartwychwstania, gdy Jezus Chrystus ukazywał się wielu ludziom, Pan odszedł do nieba, jednak obiecał swoim uczniom, że wkrótce otrzymają pocieszyciela. O Wniebowstąpieniu rozmawiałam z olsztyńskim proboszczem greckokatolickim, ks. Janem Hałuszką:

(-)

Największe ze wszystkich świąt chrześcijańskich, czyli Zmartwychwstanie, było takim wstrząsem, który trudno jest ogarnąć rozumem; sądzę, że łatwiej było to ogarnąć sercem, niż rozumem – jak to mogło się stać? Myślę, że właśnie dlatego Jezus pojawiał się swoim uczniom później żeby pokazać, że Zmartwychwstanie to była prawda. Ile razy, komu się pojawiał, zanim odszedł do Nieba?

– No, możemy to przeczytać w przesłaniu św. Apostoła Pawła, że tak wielu ludziom się pojawiał, a jemu dopiero na samym końcu. Pierwsze były kobiety podążające do grobu, uczniowie z Emaus, potem byli apostołowie, do których przyszedł, byli też inni, którzy nie są nawet zapisani, ale są wymienieni, o czym mówi apostoł Paweł, że tych osób było pięciuset czy więcej, tak że była to duża liczba.

– W ciągu czterdziestu dni!

– Tak, tak! Bo jest tych czterdzieści dni, w ciągu których Jezus Chrystus pokazywał, że to jest On, ten sam, który umarł, który został ukrzyżowany i umarł, i rzeczywiście zmartwychwstał. Pokazywał swoje ciało, które miał, pokazywał swoje kości, jak możemy przeczytać w Ewangelii wg św. Łukasza, rany. I też jadł ze swoimi uczniami, tak że duch tego z pewnością nie robi. To pokazuje, że to rzeczywiście jest Jezus Chrystus, który powstał z martwych, naprawdę to wszystko się zdarzyło i dowody tych wszystkich różnych uczniów, apostoła, także brata Pana – Jakuba, który na początku też nie wierzył Jezusowi Chrystusowi, dopiero potem, po Zmartwychwstaniu był ten moment, że przemienił swoje życie i był pierwszym biskupem  aleksandryjskim o ile dobrze pamiętam. Tak że to wszystko pokazuje, że rzeczywiście Zmartwychwstanie było i ci uczniowie, nie tylko apostołowie, ale też inni uczniowie, ludzie potwierdzają to swoim życiem.

– Możemy z tego rozumieć, że Jezus ukazywał się w innym wyglądzie ciała, bo gdyby wyglądał tak samo jak przed śmiercią, to by go poznali. I to pokazuje, że ciało tak jakby nie miało znaczenia, ważny jest duch.

– Nie można tak do końca powiedzieć, że ciało nie ma znaczenia; ono ma znaczenie, ale duch jest najważniejszy, bo to jest nieśmiertelne, ale to ciało, które miał Jezus po swoim Zmartwychwstaniu, to zmartwychwstałe ciało – on też przechodzi przez drzwi do swoich uczniów, to nie jest to ciało, jak my sobie teraz myślimy i wyobrażamy, ale to na pewno jest inne ciało, które będziemy mogli kiedyś zobaczyć. Ale na to musimy poczekać do drugiego zmartwychwstania.

– Potem było Wniebowstąpienie i tak jak czytamy, słuchamy w Ewangelii, uczniowie zamiast się smucić, cieszą się, oni się radują.

– Ale są też zdziwieni, bo jak czytamy w Dziejach Apostolskich, to oni długo stali i patrzyli w niebo. Pomimo wszystkich tych wydarzeń, których byli świadkami, to jest następne, które było dla nich nie do końca zrozumiałe. Oni są zdziwieni, patrzą w niebo, ale potem z tą wielką radością, że mieli możliwość widzieć, słyszeć i rozmawiać ze zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem, co daje im też tę siłę, żeby przyjąć Ducha Świętego i potem świadczyć, bo prawie wszyscy umarli, oddając swoje życie za swego Nauczyciela, Jezusa Chrystusa.

(-)

Ognisko domowe – na sam dźwięk tych słów robi się ciepło i błogo na duszy. To tu zbierają się wszyscy domownicy po całym dniu trudów, tu dzielą się radościami i troskami, tu nabierają sił, dzielą się ciepłem ludzkich uczuć. O ognisko domowe – tak jak i o to w plenerze – trzeba dbać, bo jeśli się tego nie robi, to może się zdarzyć pożar, który zniszczy wszystko, lub ognisko wygaśnie i też nie będzie po co do niego wracać. Wszyscy w rodzinie są ważni, ale tradycyjnie to mamy rolą jest o to ognisko dbać. Jest to zadanie na całe życie, a jeśli popełni się błędy, to nie można zacząć niczego od nowa, można tylko próbować te błędy naprawiać. A to sztuka niełatwa. Dlatego w Dniu Matki okazujemy swoim mamom wdzięczność za niedospane noce, za ich obecność zawsze, gdy tego potrzebujemy w życiu, za to, że swoje sprawy odkładają na bok, bo najważniejsze jest zawsze dziecko. Pewnie dlatego także Dzień Dziecka jest tak blisko Dnia Matki. Kontynuujemy świętowanie Dnia Matki i Dnia Dziecka. W czasie, gdy ze wszystkich stron słyszy się, że świątynie pustoszeją, my z pewną ulgą możemy powiedzieć, że nas to na razie nie dotyczy. W naszych cerkwiach zawsze jest dużo ludzi, w tym – niemało młodych rodzin z dziećmi. To znaczy, że duchowość dla tych ludzi ma duże znaczenie. Moje przypuszczenia potwierdziła Olena Karowiec, mama dwójki małych dzieci. Rozmawiałyśmy przez telefon z okazji Dnia Dziecka i niedawno obchodzonego Dnia Mamy. Dzieci mamy na co dzień, ale taki dzień, poświęcony tylko im, myślę, że jest potrzebny.

– Myślę, że tak i w ogóle myślę, że trzeba jakoś zmienić ten Dzień Dziecka, bo w rzeczywistości stał się tak samo jak i święta Bożego Narodzenia i inne święta bardzo komercyjny. I uważam, że trzeba w pierwszej kolejności trzeba darować dzieciom swój czas, swoją uwagę. Czyli – mniej prezentów, a o wiele więcej swego czasu i uwagi. I miłości. No, w istocie uwaga i czas to jest właśnie darowanie miłości, to jest forma miłości. Żeby właśnie taką walutą miłości był ten wspólny czas. To nie musi być żaden nadzwyczajny program, to, że dziecko odczuwa, że jesteśmy tylko dla siebie ze wszystkich sił i tak na sto procent.

– No to myślę, że właśnie tego życzyłabyś wszystkim innym dzieciom. Bo to, że ty oddajesz całą siebie swoim dzieciom (zresztą, tata też), to widać nawet gdy przychodzicie do cerkwi. To widać, że w waszej rodzinie – na razie czteroosobowej – naprawdę jest ta miłość i jest ta powaga. Rodziców do dzieci też – to widać.

– Bardzo dziękuję! To miło, że pani to zauważa. Myślę, że tak, obowiązkowo. Z wykształcenia jestem zresztą nauczycielką i przez wiele lat dużo czasu spędzałam z innymi dziećmi i myślę, że najwięcej właśnie tego chce się życzyć rodzicom, żeby podarowali więcej czasu i uwagi, i jakiegoś takiego… . Ostatnio przeczytałam piękną książkę już śp. ks. Piotra Pawlukiewicza, który zdążył przed śmiercią wydać chyba dwie swoje książki. I w jednej z nich on pisze między innymi o wyrazie miłości i o darowaniu czasu bliskim. I pisze taką fajną, bardzo istotną rzecz, że darowanie czasu jest wyrazem miłości wtedy, gdy go darujemy rezygnując z siebie. Czyli nie darujemy czasu wtedy, gdy możemy i gdy to po prostu nam pasuje, a wtedy, gdy ktoś inny go potrzebuje. I myślę, że takie są dzieci, takie wymagania przed nami stawiają – żeby darować im nasz czas wtedy, gdy one tego potrzebują, a nie tylko wtedy, gdy my możemy. Bo okazuje się, że w ostatecznym rozrachunku w ogóle byśmy go nie darowali, bo ciągle coś się dzieje, ciągle są ważniejsze sprawy, a te takie malutkie w naszych oczach sprawy są całym Wszechświatem dla dzieci. Czasami warto zostawić absolutnie wszystko i z nimi pomalować, poczytać książeczkę i być dla nich tym całym Wszechświatem wtedy, gdy one tego potrzebują. Tak że tego życzę każdemu dziecku i też życzę każdemu dziecku szczęśliwych rodziców. Bo gdy rodzice są szczęśliwi, gdy mają taką wewnętrzną zgodę, wewnętrzny spokój, to dziecko odczuwa ten spokój i też wtedy odczuwa szczęście.

– I czuje się bezpieczne, a poczucie bezpieczeństwa jest nie wiem czy nie pierwsza potrzebą człowieka.

– Myślę, że tak, poczucie bezpieczeństwa tak naprawdę w każdej sferze. Po pierwsze – no właśnie: że mama kocha mnie bezgranicznie; że jakim był nie był, czegokolwiek bym nie zrobił i czego nie zrobię – ona będzie mnie bezgranicznie kochać.

– Wszyscy mogą ze mnie zrezygnować, wszyscy mogą się mnie wyrzec, a mama nie wyrzeknie się nigdy.

– Tak, tak! Ja nie wiem jak to w praktyce bywa w niektórych rodzinach, ale naprawdę wszystkim życzę – i dzieciom, i też mamom w związku z ich niedawnym świętem – żeby właśnie umieć kochać po prostu. Tak za darmo, bez niczego.

Tak, to prawda. Miłość – to najlepszy kompas w życiu. A gdy jest on jeszcze wzmocniony wiarą, to żadne trudności nie są nam straszne. O roli wiary w życiu porozmawiamy z Olenką następnym razem, a teraz jeszcze raz oddaję głos ks. Janowi Hałuszce, który chce złożyć życzenia dzieciom z okazji ich dzisiejszego święta oraz mamo, które obchodziły swoje święto tydzień temu:

(-)

– No, życzę, żeby dzieci miały taką radość, którą zawsze ma dziecko, żeby miały zaufanie do swoich rodziców i żeby mogły cieszyć się swoim dzieciństwem, dziękując Bogu i rodzicom za to wszystko co mają. Żeby umiały to docenić i żeby dzięki temu mogły wyrastać na prawdziwych uczniów Jezusa Chrystusa, ale też żeby mogły wyrastać na chwałę swoich rodziców; żeby rodzice mogli być dumni z tego, że mają takie udane dzieci.

– Jeśli dziecko, to oczywiście jest i mama. I każdy z nas, albo miał mamę i myślę, że najczęściej, bo zdarzają się wyjątki, ale najczęściej najlepsze uczucia dziecka związane są z mamą. Czego możemy życzyć naszym mamom?

– Myślę, że też przede wszystkim żeby były dumne ze swoich dzieci, że ten trud, który wkładają w wychowanie, nie idzie na marne, a dzieci mogą wzrastać w wiedzy, w swojej wierze i żeby potem mamy mogły patrzeć jakie mają wspaniałe dzieci, że zawsze o nich pamiętają, nie tylko w maju, gdy jest Dzień Matki, ale każdego dnia; żeby mamy odczuły, że dzieci są im wdzięczne za dar życia, za dar wychowywania i dar tej miłości, którą mama im w każdej chwili daje.

Mama wychowuje dziecko po to, żeby dać mu skrzydła do lotu w świat. Ale na tym się nie kończy: mama nadal chroni swoją pociechę modlitwą:

– Myślę, że tego trzeba doświadczyć samemu, żeby tę rodzinną modlitwę, która kiedyś była obecna we wszystkich domach, gdy dzieci ze swoimi rodzicami klękali, czy stali i modlili się; żeby odczuły, że ta modlitwa jest upraszaniem łask i że ta modlitwa chroni dzieci na każdym kroku. Tego też życzę, żeby ta matczyna modlitwa upraszała u Boga wszystkiego tego, czego każde dziecko potrzebuje.

(-)

Myślę, że inne słowa są tu zbędne, więc przyłączam się do tych życzeń – niech każda mama pielęgnuje skrzydła swoich dzieci i chroni je modlitwą, a dzieci niech nigdy nie zapominają, kto im dał te skrzydła, żeby mogły wznieść się w niebo. A wszystkim wam życzę spokoju i pomyślności; miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Program przygotowała  i przedstawiła Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego! (jch/ad)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was po długim urlopie na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dziś jest poniedziałek, 1 czerwca, a to oznacza, że dziś jest międzynarodowy Dzień Dziecka. Natomiast tydzień temu był Dzień Matki. Dziś połączę obydwa święta – Dzień Matki i Dzień Dziecka – w jedno wspólne. Przecież to nawet na poziomie podświadomości mamę zawsze łączymy z dzieckiem, a dziecko z mamą. A jeśli weźmiemy pod uwagę dwa kalendarze – gregoriański i juliański – to akurat gdzieś tu, w połowie spotkają się obydwa te dwa święta.

(-)

Szanowni słuchacze, z pewnością zauważyliście, że nasze audycje czasami zmieniają swój charakter, gdy zdarzają się wyjątkowe okazje. Dzieje się tak przede wszystkim podczas różnych świąt. Tak też będzie dzisiaj. Cóż jest piękniejszego na świecie, niż macierzyństwo, rodzina – to wszystko, co nazywamy ogniskiem domowym. I jak nietrudno było się domyślić, była to piosenka dla naszych najmłodszych słuchaczy z okazji ich święta. Ale nie tylko piosenkę im dedykujemy. Zapytałam rodziców ze sporym stażem, Andrzeja Faranczuka i Darię Czetyrbę – czego życzą swoim i nie tylko swoim dzieciom, ale też i mamom:

– Przede wszystkim zdrowia. Oprócz zdrowia na co dzień – Bożego błogosławieństwa, takiego spokoju wewnętrznego, radości wewnętrznej; żeby zawsze miały sprawdzonych przyjaciół, żeby nikt nigdy niczym ich nie rozczarował.

– A ja życzę im przede wszystkim tego, żeby spełniały swoje marzenia, jakie mają w życiu, żeby zawsze im się układało tak, jak sobie tego życzą. To przede wszystkim. Oczywiście – zdrowia, bo żeby spełniać marzenia, to przede wszystkim trzeba mieć zdrowie. I wszelkich sukcesów.

– Gdy dziecko jest szczęśliwe, to i mama, tata są szczęśliwi.

– Oczywiście! To jest absolutnie prawda, z którą nie można dyskutować. Gdy dziecko jest szczęśliwe, to rodzice są szczęśliwi, można powiedzieć, że jeszcze bardziej niż samo dziecko.

– Bo dziecko jeszcze sobie nie uświadamia, że trzeba przejść przez życie tak, żeby można było połączyć początek swego życia z jego końcem; czyli – być szczęśliwym.

– Dokładnie tak. Ja też jeszcze jestem dzieckiem i już dawno mamą, tak że mogę na to spojrzeć z obu stron – jak ojciec się czuje, gdy jego dziecko jest szczęśliwe i jak ja się czuję, gdy mój ojciec jest szczęśliwy – wtedy i ja jestem szczęśliwa. To wszystko jest ze sobą powiązane, tu nie może być inaczej.

– Mówisz, że jesteś mamą i wiesz jakie są troski i radości mamy. Czego byś życzyła wszystkim mamom – tym, które mają już dorosłe dzieci, tym, które dopiero stają na progu macierzyństwa, maja małe dzieci?

– Czy ja wiem, czego życzyć? Też, żeby spełniały się ich marzenia, żeby czuły się spełnione w tej swojej misji, bo macierzyństwo to taka misja, nie każda kobieta chce wypełniać tę misję. Ale gdy już się na to zdecyduje, to jest to pełnia życia. Jednak jest tak, że nie każda kobieta chce być matką, więc tym, które marzą i chcą być, i spełniać się jako mama – żeby się im spełniło.

– Mamie – przede wszystkim zdrowia, wewnętrznego spokoju i spełnienia. I żeby te oczekiwania od życia, które jeszcze ma, żeby spełniały się każdego dnia. Żeby jej marzenia, myśli i radości – żeby miała to na co dzień, a nie tylko od święta, żeby często wnuki przyjeżdżały, to daje jej taką siłę. I żeby dzieci zawsze przynosiły jej radość i szczęście. Dzieci i wnuki, i prawnuki.

Zawsze miło jest patrzeć na szczęśliwe rodziny, a do takich należy rodzina Szczerbików. Potwierdza to jej głowa, Jarek, który też ma podobne życzenia dla dzieci:

– Zdrowia! Mają wszystko; gdy myśmy się urodzili, to żyliśmy w trochę innych czasach. Teraz te czasy się zmieniły i swoim dzieciom życzę tylko i wyłącznie zdrowia. Szczęście przyjdzie, szczęście jest, bo jeśli jest szczęśliwa rodzina, to i dzieci są szczęśliwe. Ale w tej sytuacji, w dobie koronawirusa to najważniejsze jest zdrowie. Tak myślę, że myśmy wynieśli z domu wszystko co najlepsze, czego rodzice nas uczyli – żeby chodzić do cerkwi, jednoczyć się z ludźmi – i my tak samo uczymy swoje dzieci. Przykładamy do tego dużą wagę, zabieramy je wszędzie – na koncerty, do cerkwi – i myślę, że wzrastają razem z nami na dobrych, łagodnych ludzi.

– Gdy słyszysz słowo „mama” – co budzi się w głowie, sercu, duszy?

– Na słowo „mama” przychodzi jedno słowo: kochanie i miłość. Wszystkim mamom życzę sukcesów swoich dzieci i zdrowia. To jest chyba najważniejsze – zdrowie i sukcesy dzieci; gdy dziecko przyjdzie, uśmiechnie się do mamy, przytuli, to to jest chyba dla mamy sprawa najważniejsza.

– I żeby dzieci umiały zawsze okazać mamom wdzięczność za ich trud.

– Żeby umiały, ale to jest właśnie ten trud, które mamy wkładają, żeby ich tego nauczyć.

(-)

Nigdy nie znajdziemy wystarczająco właściwych słów, żeby wyrazić wszystkie najgłębsze uczucia, którymi darzymy najdroższe osoby na świecie; zawsze pozostanie niedosyt. Ale powrócimy do tematu mamy i dziecka wieczorem, więc już teraz zapraszam was na godz. 18.10 do radioodbiorników, a teraz pora się pożegnać. Była z wami Jarosława Chrunik, dołączam się do wszystkich życzeń dla mam i dzieci, które tu wybrzmiały, a wszystkim bez wyjątku życzę wam miłego dnia. Ponadto  wszystkim mamom za ich cichy, codzienny, piękny trud macierzyństwa dedykuję – jakże by inaczej – pieśń o matce. (jch/ad)

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Mieszkańcy Ełku sprzeciwiają się podwyżce cen za segregowanie odpadów. Pikietę zorganizowali emeryci

Od 1 czerwca ełczanie mają obowiązek segregowania śmieci. Ponad 200 mieszkańców przyszło pod ratusz, żeby wyrazić swój sprzeciw wobec uchwalonych kilka dni temu nowych stawek za...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV