Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 4 °C pogoda dziś
JUTRO: 4 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – lipiec 2019

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy. Po kilku dniach zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania audycji zapraszają dziennikarze: Jarosława Chrunik, Hanna Wasilewska i Sergiusz Petryczenko. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

31.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

W najbliższą sobotę pobawimy się w Górowie Iławeckim. W sierpniu zawitają tu legendarni Braty Hadiuky z Ukrainy – zespół Krambabula. The Ukrainian Folk ucieszy nas nowymi hitami, a oprócz muzycznej radości będą nagrody za elektrośmieci. W tym roku tablet. Szczegóły już za chwilę w „Wieczorze z ukraińską kulturą”. Z wami jest Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.
(-)
W tę sobotę coroczny festiwal kultury ukraińskiej Ekołomyja w Górowie Iławeckim. Co prawda zaczyna się on zawodami sportowymi – turniejem szachowym i turniejem tenisa stołowego. W ramach festiwalu odbędzie się także mecz piłki nożnej, siatkówki plażowej i zawody z wbijania gwoździ w deskę. W sobotę rano rozpocznie się zbiórka elektrośmieci. Od 10:00 rozpocznie działanie ekologiczne miasteczko. W tym roku część konkursowa motywuje niezłymi nagrodami. Dla wszystkich uczestników – sadzonki, notesy i inne przyjemne drobnostki, natomiast na trzech zwycięzców czeka tablet. Warto więc się postarać. Czas jest do 17:00. A potem coś smacznego – degustacja potraw miejscowej kuchni. Jednocześnie coś smacznego znajdzie się i na górowskiej scenie. Festiwal tradycyjnie rozpoczną miejscowe zespoły wokalne i taneczne.
Pierwszym gościem eko-sceny będzie białoruski projekt muzyczny „ Krambabula”, nazwany na cześć napoju alkoholowego. To nazwa nalewki na miodzie i przyprawach. Popularność napoju powróciła w XXI wieku. Wtedy pojawił się białoruski zespół. Chłopcy grają mieszaną muzykę, głównie folk-rock. Krambabula wydała 4 studyjne albumy, a także zbiór najlepszych piosenek. W większości wypadków piosenki wykonywane są po białorusku, ale są takie śpiewane po polsku i azersku. Najpopularniejsza kompozycją zespołu jest piosenka „Hosci”, więc posłuchamy:
(-)
Krambabula na scenie pojawi się o 20:30, a godzinę-półtorej nowe hity zaprezentuje nasz ulubiony The Ukrainian Folk. Klip do jednego z nich niedawno zaprezentowano w sieci. No a piosenkę już znacie – Oj lubow:
(-)
Legendarni Braty Hadiuky z ich Roksolaną już do nas jadą:
(-)
Dla tych, którzy nie zdążyli zapamiętać imin przypominam. Braty Hadiuky to kultowy ukraiński zespół rockowy , który powstał w 1988 roku we Lwowie. Jako pierwszy ukraiński zespół zdobył popularność na terenach dawnego Związku Radzieckiego i na terenach postradzieckich. Wydali 4 studyjne albumy, 4 albumy koncertowe i 2 zbiory hitów. Oprócz tego ogromna liczba koncertów i udziałów w festiwalach na całym świecie. Zespół zawiesił działalność w 1995 roku i odwiesił ja w 2006 roku na koncert w kijowskim „Pałacu sportu”. Teraz wystąpi na Ekołomyi 2019. Na festiwal zapraszają każdego osobiście filmikiem na stronie Ekołomyi 2019 na FB. Co przywiozą, tego nie wiem, ale myślę, że Roksolana będzie:
(-)
Pewna jestem, że zabawa do rana w towarzystwie młodego dj’a da każdemu uczestnikowi niezapomniane wrażenia. Przyjdźcie i bawcie się dobrze.
Tymczasem nasz program kończy się. Więc na koniec „Wieczoru z ukraińską kulturą” jeszcze jedna cudowna ukraińska piosenka. A ja dziękuję za uwagę i zapraszam jutro o 18:10. Z wami była Hanna Wasilewska. Do usłyszenia. (dw/apod)

30.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dwa lata temu w 70. rocznicę Akcji Wisła na mapie Olsztyna pojawił się jeszcze jeden pomnik, a dokładnie tablica poświęcona ofiarom Akcji Wisła. Tak nazwali j a autorzy. Postawiono ją przy parafii greckokatolickiej w Olsztynie, parafianie której są przesiedlonymi Ukraińcami i ich potomkami. Dzięki cerkwi Ukraińcy Warmii i Mazur zachowali tożsamość i modlili się w niej za zmarłych, którzy nie przeżyli akcji przesiedleńczej. O tym tragicznym epizodzie historii pamiętają i Polacy. Na odsłonięciu miejsca pamięci przyszli wesprzeć ukraińską wspólnotę Dziś wspomnimy jak to wyglądało. W programie „Kalejdoskop historyczny” wita was Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.

(-)

Rok 2019 jest rokiem pamięci Ukraińców deportowanych z Polski do Związki Radzieckiego. Deputowani wsparli projekt uczczenia na poziomie państwowym 75 rocznicy przymusowego przesiedlenia Ukraińców.
„Deportacja przeprowadzona w latach 1944-1951 przez totalitarny reżim Polski i Związku Radzieckiego jest jednym z najtragiczniejszych sutków II wojny światowej” – napisali autorzy. W dokumentach mówi się o „przymusowym wysiedleniu autochtonicznych Ukraińców z Łemowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny, Podlasia, Lubaczowszczyzny, Bojkiwszczyzny zachodniej”. Proces przymusowego wysiedlenia do Związku Radzieckiego odbywał się z ostrym naruszeniem praw człowieka. Absolutnie zabroniono powrotu na ziemię ojczystą i skonfiskowano mienie.

W dokumencie napisano także, że w związku z deportacją rdzennej ludności prawie całkowicie wstrzymano tysiącletnie istnienie najważniejszej ukraińskiej gałęzi.

Natomiast Ukraińcy z Warmii i Mazur ze wszystkich sil starają się zachować tożsamość. Nie zniknęli i nie stracili siebie. Zbudowali dla siebie szkoły i cerkwie. Potomkowie przesiedlonych pamiętają o swoim pochodzeniu i właśnie by nie zapomnieć, w 70 rocznicę Akcji Wisła umieścili znak pamiątkowy ofiar tych tragicznych wydarzeń. Wspominamy jak to wyglądało:

(-)

Cały ból i cierpienie Ukraińców na Warmii i Mazurach pozostało tylko w pamięci. Tych, którzy pamiętają jest coraz mniej, a pamięć nie powinna zaginąć – uważa Stefan Migus, przewodniczących olsztyńskiego oddziału ZUwP:

Chcemy podkreślić, że po 70 latach obecności tu istniejemy jako Ukraińcy i zaczyna dbać o swoją tożsamość praktycznie czwarte pokolenie Ukraińców. Nasz ten znak pamiątkowy, bo go nie nazywamy wielkim pomnikiem, to takie przypomnienie, że 70 lat temu doszło do czegoś takiego, co nie mieści się w głowie żadnemu zdrowo myślącemu człowiekowi, niezależnie od tego jakiej jest narodowości. Bo dwa lata po wojnie wysiedlić 150 tysięcy ludzi, wysiedlić, wygnać pod lufami automatów , przewieźć na drugi koniec Polski i próbować zasymilować, bo o to chodziło…

[wypowiedź w języku polskim]

Wiceprezydent Olsztyna Jarosław Słoma

[wypowiedź w języku polskim]

Oprócz przedstawicieli polskiej władzy lokalnej, inni przyjechali wesprzeć miejscową mniejszość. Wśród nich był Mykoła Jarmiluk – doradca ambasadora Ukrainy w Polsce Andrija Deszczycy:

Ja myślę, że wtedy kiedy załadowano was do towarowych pociągów, tak samo kwitły ogrody, których nie było komu doglądać. Ale dotarliście tutaj i męstwem, i siłą swojego ducha, jak dzisiaj słuchaliśmy w Ewangelii – na tej twardej skale zbudowaliście nowy dom, nowe miejsce, w którym żyjecie i budujecie swoją lepszą przyszłość. Ja bardzo dziękuję starszemu pokoleniu za to, że są tutaj dzisiaj dzieci, że jest młodzież. Wasza sprawa, sprawa ukraińskiej rodziny poza granicami Ukrainy jest w dobrych rękach i na dobrej drodze.

Teraz ogrody przesiedlonych Ukraińców kwitną na Warmii i Mazurach. Za przyjaźń i służbę wdzięczna jest im lokalna władza samorządowa, któa ceni wkład Ukraińców w funkcjonowanie województwa Warmińsko-Mazurskiego. I nie bez przyczyny ukraińskie wydarzenie upamiętniające otwarte zostało polskim wierszem, jaki do bólu bliski jest każdemu przesiedlonemu tu 70 lat temu.

Chciałabym przeczytać jeszcze jeden wiersz Polaka, olsztynianina Władysława Katarzyńskiego – dziennikarza i poety.

[wiersz w języku polskim]

Pieśń o wysiedleniu, który dała nam jedna z uczestniczek, kobieta, która przeżyła wysiedlenie. To ciotka Mychajła Zubalskiego.

Zasłużona artystka Ukrainy Ałła Opejda Z tego zrobiliśmy piosenkę o tych latach, latach wysiedlenia, jak wysiedlano.

(-)
Ogłaszając rok 2019 rokiem deportowanych z Polski do Związku Radzieckiego, Rada Najwyższa Ukrainy ustanowiła drugą niedzielę września Dniem Przymusowo Wysiedlonych Autochtonicznych Ukraińców. Dzień obchodzony będzie na poziomie państwowy,

Przyszedł czas przerzucić strony. Zerkniemy głębiej do historii Ukrainy i jej Chłodnego Jaru.
Machno i machnowcy. W niemieckiej kolonii Stary Danzig zlikwidowano wielki zagon ochotniczy, który rabował kolonię. Przejęto na zdobyte pod Jelysawetgradom konie kursantów. Dwudziestu młodych Niemców. To pewniejsze niż uzupełniać w nieznanych ukraińskich wsiach. Nowi kozacy rozmawiali oczywiście po ukraińsku i mieli jedną cechę. Nienawidzili czerwonych bezgranicznie.
Idziemy dalej, traktem wozneseńskim. Chmara wymarzył sobie, żeby zrobić rajd od Czarnego Lasu do Morza Czarnego. Ruch utrudniała gołoledź. Trzeba było przekuwać na ostro część koni, które nie były odpowiednio „obute”. Fabryczny gwóźdź i ostry gwint do podków były nie do dostania, choćby i złotem płacono. Trzeba było zajeżdżać do większych wsi i miasteczek, gdzie było więcej kowali i postępowo przekuwać. Przenocowaliśmy w Równem i dowiedzieliśmy się, że w niedalekich Kutach nocują oddziały „baćka” Machna. Obudziliśmy Katię. Pojechała zobaczyć i jak stara znajoma porozmawiać z Machnem na temat obecnej polityki i uprzedzić jednocześnie o naszej „przebierance”, żeby machnowcy nie zadali nam ciosu. Katia była pewnie w połowie drogi, gdy przyjechał do nas machnowski podjazd. Dwunastu konnych i jedna taczanka z karabinem maszynowym. Spokojnie podjechali i poprosili o odprowadzenie ich do sztabu. Zdali broń i zostawili taczankę. W sztabie dowódca podjazdu powiedział, że przysłał go sam baćko. Polazł dokument – pieczątka „1 Ukraińska Powstańcza Armia im. baćka Machna”. Czemu imienia? Chmara zapytał czemu oni tak odważnie do nas przyjechali mimo naszego „czerwonego wyglądu”. Dowódca podjazdu uśmiechnął się:
-My jeszcze do Kut nie dojechaliśmy, a już wiedzieliśmy, że tu stoicie i kim jesteście. U nas dziewczęta-wywiadowcy. Jakbyście byli prawdziwymi budianowcami, to nocowalibyśmy nie w Kucie, a tu, a budinnowców już przykrywałaby ziemia. Dawno nie widzieliśmy ich przed sobą. Ciągle za nami. Mamy i swoich budionnowców, tylko prawdziwych. Cały doński pułk do baćka od czerwonych przyszedł. Teraz sieką ich równo. Przyglądam się machnowcom. Zwyczajni, dobrzy chłopcy ubrani po kozacku. Nie było w nich nic anarchistycznego. Mówili o chłopskiej rewolucji, chłopskiej samodzielnej Ukrainie i wierzyli w szczęście swojego watażki, jak nie każdy mnich w Boga.

(-)

Tym kończymy nasz program. Miłośników historii zapraszamy za tydzień. A jutro zapraszam miłośników ukraińskiej kultury. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego i do usłyszenia. (dw/ad)

29.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry! Witam was, drodzy słuchacze, w poniedziałek, 29 lipca, na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj rozpoczynamy nowy dzień i tydzień głównie wydarzeniami religijnymi – tymi, które już się odbyły i tymi, które odbędą się wkrótce. Najpierw – kilka najciekawszych dat z historii:

(-)

29 lipca 1776 r. ostatni ukraiński koszowy ataman Petro Kałnyszewski w wieku 88 lat został zesłany na Wyspy Sołowieckie, gdzie w więzieniu spędził 25 lat. Zmarł w wieku 113 lat 12 listopada 1803 r.

(-)

29 lipca 1865 roku urodził się Andrej Szeptycki, działacz cerkiewny, mecenas, zwierzchnik UCGK, metropolita. Należy do znamienitego galizyjskiego rodu Szeptyckich; doktor prawa. Za mądre nauczanie i wielkie trudy otrzymał wiele ludowych określeń, na przykład: ukraiński Mojżesz, duchowy budowniczy, przywódca narodu ukraińskiego, wielki metropolita.

(-)

29 lipca 1904 r. urodził się Dmytro Iwanenko – ukraiński fizyk-teoretyk, autor  modelu protonowo-neutronowego jądra atomowego. W 1935 roku został skazany przez „specjalną trójkę” NKWD na 3 lata pozbawienia wolności. Jako „element społecznie niebezpieczny” skierowano go do obozu pracy do Karagandy. Po obronie dysertacji w 1940 r. uczonemu pozwolono wrócić do Kijowa.

(-)

29 lipca 1999 r. zmarł Anatolij Sołowianenko – ukraiński śpiewak operowy, tenor, ludowy artysta ZSRR, działacz społeczny. Odbywał staż w teatrze La Scala w Mediolanie, gdzie został laureatem konkursu „Neapol przeciw wszystkim”. Ukraińskie pieśni ludowe w jego wykonaniu stały się wzorem mistrzowstwa wykonania dla wszystkich następnych śpiewaków.

(-)

Imieniny obchodzą dzisiaj Walentyna i Paweł, a wraz z nimi świętują urodzeni 29 lipca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Wczoraj, w dniu święta św. Równego Apostołom Wielkiego Księcia Włodzimierza Wielkiego w świątyniach UCGK odbywało się odnowienie przyrzeczeń, składanych podczas chrztu. W czasie liturgii, najczęściej po modlitwie zaambonnej, wierni odwracają się w stronę zachodu i powtarzaja przyrzeczenia, które niegdyś w ich imieniu wypowiadali rodzice chrzestni.

Powtórzenie przyrzeczeń z chrztu – to już tradycja w naszej cerkwi, – mówi olsztyński proboszcz, ks. Jan Hałuszka:

(-)

Jakby na przedłużenie obchodów gdańska parafia greckokatolicka zaprasza w dniach 24-25 sierpnia na „Włodzimierzowe czytania” do Sanktuarium św. Włodzimierza Wielkiego, Chrzciciela Rusi-Ukrainy w Gdańsku. Przedsięwzięcie odbędzie się z okazji jubileuszu 1050-lecia św. Księżnej Olgi Kijowskiej (która zmarła w r. 969). W tegorocznych czytaniach prelegentami będą: Abp Charkowsko-Połtawski Igor Isiczenko, prof. Akademii Kijowsko-Mohylańskiej oraz prof. Igor Skoczylas – wykładowca i prorektor Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie.

W sobotę, 24 sierpnia po liturgii świętej w bazylice konkatedralnej będzie wykład abp Igora Isiczenki „Soborna Ukraina i Cerkiew Kijowska” i prof. UUK Igora Skoczylasa o „Kijowskim chrześcijaństwie w świetle listu pasterskiego UCGK „Nasza święta Sofija”. Potem będzie dyskusja w gdańskiej świetlicy ZUwP.

W niedzielę, 25 sierpnia, po liturgii odbędą się uroczystości z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy przy pomniku św. Włodzimierza Wielkiego na Placu Chrztu Rusi-Ukrainy, spotkanie z prelegentami i kontynuacja dyskusji w świetlicy ZUwP.

Organizatorami wydarzenia są: Parafia konkatedralna w Gdańsku, Diecezjalne Sanktuarium św. Włodzimierza Wielkiego w Gdańsku, Ukraiński Bractwo Cgrześcijańskie św. Włodzimierza w Polsce i Gdański Oddział ZUwP.

(-)

Nad Dnieprem też uczczono pamięć Księcia Włodzimierza Wielkiego.

Ukraińcy świętowali 1031 rocznicę chrztu Rusi. Główneuroczystości religijne odbyły się w Kijowie. Modlono się o m.in. pokój na wschodzie kraju. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Jednak żeby na Ukrainie zapanował pokój, trzeba żeby Rosja zabrała swoich wojskowych, najemników i broń. Stany Zjednoczone oczekują od Rosji działań na rzecz pokojowego uregulowania sytuacji w Donbasie – oświadczył specjalny przedstawiciel USA do spraw Ukrainy Kurt Volker. Amerykański wysłannik, który przebywa z wizytą na Ukrainie, mówił też o potrzebie uwolnienia przez Rosję nielegalnie przetrzymywanych Ukraińców. Dalej – Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

(-)

Na tym kończymy naszą poranną audycję, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Spotkamy się ponownie jutro o tej samej porze, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

27.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W Gdańsku trwa XI festiwal kultur „Okno na świat”. W programie szereg ukraińskich wydarzeń. Warszawa chce zaprosić Putina na 75. rocznicę wyzwolenia Auschwitz-Birkenau. Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza policzyła wszystkie głosy oddane w ukraińskich wyborach parlamentarnych. Ukraina uwolniła marynarzy z zatrzymanego wczoraj rosyjskiego tankowca. O tym w sobotnich wiadomościach po ukraińsku opowiemy dokładniej. W kalendarzy 27 lipca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

W Gdańsku trwa XI festiwal kultur „Okno na świat”. W programie szereg ukraińskich wydarzeń. We czwartek w Domówce ZUwP w Gdańsku odbył y się warsztaty śpiewu ludowego, które przeprowadziła Łesia Szulc. Tego samego dnia swoją wiedzą o ukraińskich wyszywankach podzieliła się mistrzyni twórczości ludowej Natalia Kowalyszyna. Chętni dowiedzieli się więcej o ukraińskiej kuchni i mogli nawet spróbować niektórych ukraińskich potraw podczas spotkania z gospodyniami restauracji Pierogi Lwowskie. Na koniec ukraińskiego programu w centrum Świętego Jana odbył się koncert śpiewaczki Łesi:

(-)

W ramach festiwalu, który jeszcze trwa, zaprezentowana zostanie żydowska i arabska kultura. Partnerem wydarzenia jest ZUwP.
(-)

Warszawa chce zaprosić Putina na 75 rocznicę wyzwolenia Auschwitz-Birkenau. Rzecznik prezydenta Polski powiedział, że Putin otrzyma zaproszenie na obchody 75 rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, w styczniu 2020 roku. „Mamy już zwrotne potwierdzenia ponad 30 państw, których delegacje na poziomie prezydentów, premierów i głów parlamentu, czyli na najwyższym poziomie, będą brać udział w uroczystych obchodach z okazji 80 rocznicy wybuchu II wojny Światowej” – poinformował we czwartek rzecznik prezydenta Polski Błażej Spychalski. Powtórzył także, że Putina na tę uroczystość nie zaproszono, ale dodał, że otrzyma on zaproszenie na 75 rocznicę wyzwolenia nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. „Klucz wysyłania zaproszeń był następujący” – wyjaśnia rzecznik – „wysyłamy zaproszenia naszym najbliższym partnerom, sojusznikom, dlatego wysłano je do wszystkich liderów krain UE, NATO, Partnerstwa Wschodniego (Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) i z tego powodu, że Rosja nie jest członkiem żadnego z tych formatów takie zaproszenie nie zostało wysłane”. Jednocześnie Błażej Spychalski dodał, że Władimir Putin otrzyma zaproszenie z okazji 75 rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau na początku 2020 roku.  „Fakt wyzwolenia obozu przez wojska radzieckie jest historyczny i niezaprzeczalny, i tu ta współpraca oraz chęci z naszej strony są absolutnie” – podkreślił.

(-)

Ukraińska Centralna Komisja Wyborcza policzyła wszystkie głosy oddane w ukraińskich wyborach parlamentarnych. Ostateczny wynik głosowania nie jest niespodzianką. Zdecydowanym liderem wyborów jest partia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Sługa Narodu. Wybory, które odbyły się w zeszłą niedzielę, były przedterminowe, bowiem nowy prezydent Wołodymyr Zełenski rozwiązał dotychczasowy parlament. O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]

(-)

Szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz powiedział, że wielkie wsparcie nowej władzy świadczy o tym, że Ukraińcy oczekują od niej reform, walki z korupcją, oligarchami i zakończenia wojny.

(-)

Ukraina uwolniła marynarzy z zatrzymanego wczoraj rosyjskiego tankowca. Według ukraińskiej prokuratury, rosyjska jednostka uczestniczyła w zeszłorocznym ataku na trzy okręty ukraińskiej marynarki wojennej. Sam tankowiec Ukraińcy aresztowali jako dowód rzeczowy.

(-)

Była to ostatnia informacja na dziś. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Na falach Polskiego Radia Olsztyn usłyszymy się w przyszłym tygodniu. Życzę wam pogody i przyjemnego weekendu. Wszystkiego dobrego. (dw/ad)

26.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Cieszę się, że witam was znowu na falach Polskiego Radia Olsztyn. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Z urlopu wróciłam z pełnymi rękami, więc w programie „Od A do Z” opowiem dzisiaj jak odpoczywało się dzieciom podczas obozu letniego w Sarnówku niedaleko Iławy. Powiem na początku, że będzie i wesoło i ciekawie, a także o tym, że żaden obóz nie mija bez znajomości i pierwszej, młodzieńczej miłości. O tym wszystkim za chwilę. Zaczynamy.

(-)

Od ponad roku na Warmii i Mazurach realizowany jest urzędowy projekt dotyczący adaptacji i integracji obcokrajowców w Polsce. Jednym z punktów projektu był bezpłatny obóz dla dzieci, których większość stanowili Ukraińcy. Ich rodzice, którzy pracują w Polsce nie mają możliwości zapewnienia im ciekawych wakacji poza domem, albo nie wiedzą jak to zrobić, otrzymali propozycję od punktu pomocy obcokrajowcom – dziesięciodniowy obóz sportowo-żeglarski w Sarnówku w okolicach Iławy. Głównym celem wspólnego odpoczynku polskich dzieci i dzieci z innych krajów była integracja. Dla dzieci z Ukrainy była to dobra możliwość do podciągnięcia języka polskiego, a także spróbowania siebie w sportach wodnych.
Ostatniego dnia pobytu w Sarnówku zebrałam sumiennie wrażenia młodych obozowiczów, którzy z przyjemnością opowiadali o swoich wrażeniach.

(-)

[wypowiedź w języku polskim]

(-)

-Azza Waleria, mam 12 lat. Przyjechała z Kirowogradu. To mój pierwszy obóz. Nawet na Ukrainie nie byłam na obozie. Bardzo mi się spodobało.

-I jak wrażenia?

-Bardzo dobre, wychowawcy nastawieni są pozytywnie. Organizują nam różne konkursy i zajęcia.

-Coś nowego podczas obozu dla siebie znalazłaś? Jakieś rzeczy, którymi nigdy dotąd się nie zajmowałaś?

-Tak, to np. sup surfing.

-Co to takiego, wszyscy o tym mówi.
-To takie duże deski z wiosłami. Siadasz na nich, albo stajesz i wiosłujesz i tak płyniesz. Nigdy nie pływałam kajakiem, nauczyłam się pływać kajakiem. Po raz pierwszy w życiu też pływałam katamaranem. I na żaglowcu. Bardzo mi się spodobało.
-Minie rok, albo dwa lub dziesięć i będziesz wspominać jak w Polsce po raz pierwszy pojechałaś na obóz letni. Co będziesz wspominać?

-Na pewno plażę, a także jak mnie i koleżanki podrywali chłopcy.

(-)

-Nazywam się Julia mam 12 lat.

-Skąd przyjechałaś?
-Z Ukrainy z obwodu lwowskiego.

-Czego oczekiwałaś od obozu?

-Znalezienia nowych przyjaciół z Ukrainy, nauczyć się czegoś nowego.

-Z kim się zaprzyjaźniłaś, z kim mieszkałaś w pokoju?
-Mieszkałam z 4 dziewczętami. Moimi obecnymi koleżankami. Tosia, Michalina, Waleria.
-Jakie zajęcia spodobały ci się najbardziej?
-Na trawie, na podwórku.
-A na wodzie?
-Też, ale w terenie bardziej.
-Powiedz, czy będziesz utrzymywać kontakt z tymi dziewczynami, z którymi się zaprzyjaźniłaś?
-Tak, będę utrzymywać kontakt, wymieniłyśmy się numerami.
-Co byś poradziła dzieciom, które tu jeszcze przyjadą?
-Żeby nie naruszali tu porządku w obozie.
-A co im za to grozi?
-Kary sportowy, albo zabranie telewizora, telefonu.
-A jakie kary sportowe? Kto był ukarany i za co?
-Chłopcy np. za to, że bili się szturchali. Przysiadami i biegiem byli ukarani.

Pani Dominika – wychowawczyni starszej grupy, często musiała stosować podobne kary, ale mówi, że dzieciom wychodziło to na dobre. Jest całkiem zadowolona z nowych podopiecznych:
[wypowiedź w języku polskim]

Słońce, lato i woda. Czego jeszcze do szczęścia potrzeba? Oczywiście miłości. Pierwsze, młodzieńcze uczucie to najlepsze wspomnienia z dziecięcych obozów. Nie inaczej było i tu:

[wypowiedź w języku polskim]
Jedną taką historię miłości z Sarnówka opowiedziała mi Waleria. Pozwoliła się podzielić z wami tą historią, więc słuchamy:

-Mam taką koleżankę, nazywa się Ewelina i jeden chłopiec powiedział, że się w niej zakochał. Oni znali się już długo, ale ona jego nie kochała i nie wiadomo czemu powiedziała – tak. No i on był taki szczęśliwy i potem ona miała z nim problemy. Na początku wszystko było dobre i zadowalało ją to, że ona z nim jest, ale chłopcy zazdrościli i nie traktowali go dobrze. Udawali, że on nie istnieje i nie widzieli go, ale później to się zmieniło. Jednego dnia, kiedy było u nas ognisko, a na ognisku ona bardzo się rozstroiła, bo nie chciała być jego dziewczyną, bo go go nie kocha, a po drugie nie chce zadawać mu bólu i nie wiedziała czy powiedzieć tak, czy nie, jak powiedział, że ją kocha. Wtedy ona płakała, bo nie chciała go zranić. Dziewczęta ją pocieszały, jej młodszy brat też.

-Czym się to skończyło?
-Skończyło się tym, że dziewczęta i ona przyszły do niego i powiedziały, że nie chce być jego dziewczyną. Miał zaszklone oczy, ale nie płakał. Każdego dnia pytał ją, czy wróci do niego i będzie jego dziewczyną. Na koniec obozu, gdy była dyskoteka, zaprosił ją do tańca, ale ona nie poszła i poprosiła jedną starszą dziewczynę, żeby powiedziała mu, że ona nie chce z nim być. Od tego momentu, on do niej nie podchodzi i nie wiemy co z nim jest.
-Czyli on zasmucił się.
-Tak, ma złamane serce.
Łzy szczęścia, objęcia na pożegnanie, radość ze spotkań i tęsknota za rodzicami – wszystko to zapamiętane zostanie na całe życie. A teraz w Sarnówku przebywa druga grupa młodych obozowiczów, więc będą i dalsze przygody z obozu.
A my na kilka minut wrócimy do ławek, bo zgodnie z planem lekcja języka ukraińskiego:

[lekcja języka ukraińskiego]

(-)

I to wszystko. W programie „Od A do Z” usłyszymy się za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Życzę wam słonecznego weekendu i wesołego towarzystwa. Do usłyszenia. (dw/ad)

26.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

W Przemyślu rozpoczął się projekt „Archiwum POWERnennia” nad którym pracowano cały rok – pisze Nasze Słowo. Podczas wyborów parlamentarnych na Ukrainie 21 lipca obecni byli międzynarodowi obserwatorzy. Z Polski pojechała grupa Ukraińców. Ukraińska rzecznik praw człowieka poinformowała, że już wkrótce Rosjanie mogą uwolnić przetrzymywanych ukraińskich marynarzy. Na sportowo-żeglarskim obozie w Sarnówku niedaleko Iławy odpoczywa druga grupa dzieci obcokrajowców, którzy mieszkają w naszym regionie, większość z nich to Ukraińcy. O tym opowiem już za chwilę. Dziś piątek 26 lipca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)

W Przemyślu rozpoczął się projekt „Archiwum POWERnennia” nad którym pracowano cały rok. W ramach projektu na stronie powernennia.pl publikowane są wspomnienia ukraińskich mieszkańców miasta dotyczące ich przyjazdu o zamieszkania w mieście nad Sanem. „Nie wszyscy polscy Ukraińcy wysiedleni w 1947 r. w ramach operacji „Wisła” wrośli w Ziemię Odzyskaną. Niektórzy z nich, mimo niesprzyjających warunków, zdecydowali się wrócić w rodzime strony. Gdy powrót do swojej wsi był niemożliwy, bo stare domy były powtórnie zasiedlone, albo przestały istnieć – był Przemyśl.” – napisano na stronie projektu.
Właśnie ci, którzy wrócili odbudowywali ukraiński świat w mieście. Pierwsza opowieść na stronie internetowej to historia powrotu Andrija Czornego, który przyjechał do Przemyśla na motocyklu ze wsi niedaleko Pieniężna.
(-)
Podczas wyborów parlamentarnych na Ukrainie 21 lipca obecni byli międzynarodowi obserwatorzy. Z Polski pojechała grupa Ukraińców, głównie z Przemyśla. Przyjechali głównie w ramach misji Kongresu Światowego. Dla obserwatorów przeprowadzono szkolenie odnośnie do procesu wyborczego na Ukrainie. W dzień wyborów 21 lipca uczestnicy pracowali jako obserwatorzy na wyborach w obwodach wyborczych w Tarnopolu. W sumie przyjechało 10 osób z Przemyśla, Szczecina i Barwic. „Chodziliśmy po komisjach we dwoje. W rezultacie odwiedziliśmy 10 komisji” – mówi Maria Tucka z Przemyśla.

Działaczka przemyskiego oddziału ZUwP, jak wiele innych osób, które pojechały tym razem, miały doświadczenie w pracy na Ukrainie podczas poprzednich wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Obserwatorzy zauważyli niską frekwencję i słabe przygotowanie pracowników komisji wyborczych. Misję obserwacyjną zorganizował Kongres we współpracy ze ZUwP. Koordynatorem polskiej grupy był przewodniczący koszalińskiego oddziału ZUwP Roman Biłas.
(-)
Ludmyła Denisowa dodała, że zawarto w tej sprawie porozumienie. Informacji nie potwierdziła strona rosyjska. Rosja od listopada zeszłego roku więzi 24 ukraińskich marynarzy zatrzymanych podczas rosyjskiego ataku na ukraińskie okręty w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej. O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

(-)

Od ponad roku na Warmii i Mazurach realizowany jest urzędowy projekt dotyczący adaptacji i integracji obcokrajowców w Polsce. Jednym z punktów projektu był bezpłatny obóz dla dzieci, których większość stanowili Ukraińcy. Ich rodzice, którzy pracują w Polsce nie mają możliwości zapewnienia im ciekawych wakacji poza domem, albo nie wiedzą jak to zrobić, otrzymali propozycję od punktu pomocy obcokrajowcom – dziesięciodniowy obóz sportowo-żeglarski w Sarnówku w okolicach Iławy. Głównym celem wspólnego odpoczynku polskich dzieci i dzieci z innych krajów była integracja. Dla dzieci z Ukrainy była to dobra możliwość do podciągnięcia języka polskiego, a także spróbowania siebie w sportach wodnych.
Ostatniego dnia pobytu w Sarnówku zebrałam sumiennie wrażenia młodych obozowiczów, którzy z przyjemnością opowiadali o swoich wrażeniach.

-Azza Waleria, mam 12 lat. Przyjechała z Kirowogradu. To mój pierwszy obóz. Nawet na Ukrainie nie byłam na obozie. Bardzo mi się spodobało.
-Minie rok, albo dwa lub dziesięć i będziesz wspominać jak w Polsce po raz pierwszy pojechałaś na obóz letni. Co będziesz wspominać?

-Na pewno plażę, a także jak mnie i koleżanki podrywali chłopcy.

[wypowiedź w języku polskim]

(-)

Cały materiał usłyszycie dziś wieczorem w programie „Od A do Z”.
Na razie żegnam się z wami do wieczora. Zapraszam do radioodbiorników o 18:10. Z wami była Hanna Wasilewska. Do usłyszenia. (dw/kos)

25.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Po dziesięciodniowym odpoczynku na obozie w Sarnówku ukraińskie dzieci wróciły do Olsztyna. Zebrano prawie 600 tysięcy złotych dla rodziny Ukraińca, którego porzucono w lesie w Polsce. Na Białorusi zabroniono symboliki UPA. O tym dokładniej opowiem już za chwilę. Dziś czwartek 25 lipca. W studiu Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

Po dziesięciodniowym odpoczynku na obozie w Sarnówku ukraińskie dzieci wróciły do Olsztyna. Pierwsza grupa dzieci z naszego regionu i Olsztyna zakończyła swoje wakacje w ramach projektu integracyjnego. Siedmioletni Nikita z Ukrainy ledwie do Polski przyjechał i od razu wyjechał na obóz. Rodzice najbardziej martwili się o nieznajomość języka polskiego. Dzięki nowemu przyjacielowi z Ukrainy chłopiec poradził sobie i wrócił zadowolony:
Nazywam się Nikita
-A skąd przyjechałeś?
-Z Ukrainy. Ledwie przyjechałem i nie znam języka polskiego. Będę się uczyć. -Zaprzyjaźniłem się z Denisem.
-A skąd jest Denis?
-Z w Ukrainy.
-Spodobało ci się tu?
-Tak
-Co ty tu robiłeś?
-Pływałem, jeździłem quadem.
-Obawy mamy były bezpodstawne. Oprócz bariery językowej Nikita miał i inne przeszkody. Chłopczyk ma wadę wzroku, więc codziennym obowiązkiem jest zakrapianie oczu i przyjmowanie leków. Telefoniczny kontakt z organizatorem i wzajemne zrozumienie były potrzebne – mówi zadowolona Ałła.
Dzwoniłam, martwiłam się każdego dnia. Nie spałam, nie jadłam, ale nic. Dziecko nauczyło się trochę samodzielności w relacjach. Nauczyło się bardziej rozumieć język polski, co pomogło na tym obozie. Nie był głodny. Wydaje mi się, że to dopiero początek. Mam nadzieję, że jeszcze przyjedziemy. Nie mam nic więcej do powiedzenia, jak tylko – dziękuję. Dziękuję za wsparcie.
-Tak, jestem zadowolony.

-A przyjedziesz to raz jeszcze Nikita?

-Tak.
Na sportowo-żeglarskim obozie nad jeziorem Jeziorak w Sarnówku odpoczywało 45 dzieci – 15 z nich to dzieci obcokrajowców, którzy mieszkają i pracują na Warmii i Mazurach. W większości to Ukraińcy. We wtorek na obóz wyjechała druga grupa polskich dzieci i dzieci obcokrajowców z Warmii i Mazur.

(-)

Około 600 tysięcy złotych zebrano w Polsce na pomoc rodzinie ukraińskiego pracownika Wasyla Czorneja, z Podkarpacia. Przypominamy, że mężczyzna źle poczuł się w pracy i zamiast wezwać pomoc, jego polska pracodawczyni wywiozła go do lasu. Martwego Ukraińca znalazł leśnik 125 kilometrów od jego miejsca pracy. Pomoc rodzinie zmarłego Ukraińca to ludzki odruch solidarności. To reakcja na niegodność – uważa inicjator zbiórki, honorowy konsul Ukrainy w Poznaniu Witold Horowski, który odwiedził rodzinę Wasyla Czonei – informuje Radio Swoboda. Troje niepełnoletnich dzieci – dziewczynki w wielu 12 i 7 lat, oraz 9-letni syn pozostało bez ojca. Matka inwalidka potrzebuje codziennie leków. Przez 11 lat, aż najmłodsze dziecko Wasyla Czonei nie osiągnie pełnoletności rodzina będzie otrzymywać 2 tysiące złotych. Oprócz tego, jeśli dzieci będą się kształcić, to każde z nich otrzyma miesięcznie po 1,5 tysiąca złotych.

(-)

Na Białorusi wprowadzono odpowiedzialność karną za wykorzystywanie symboliki UPA, portretów Stepana Bandery i symboliki nazistowskiej. Informuje o tym biuro prasowe prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki – przekazuje UA|TV.
Prezydent Białorusi podpisał ustaw, która przewiduje karę pozbawienia wolności do 5 lat. Zmiany wprowadzono w artykule 130 KK Republiki Białoruś dotyczącego budzenia nienawiści rasowej, narodowej lub religijnej. Na Białorusi zabroniono symboliki banderowskiej łącznie z czarno-czerwoną flagą UPA, znak pułku Azow, portrety Bandery i Szuchewycza, różne rodzaje swastyk i runów, które wykorzystywali naziści i ich sojusznicy. Za publiczne używanie, zachowanie i rozpowszechnianie tej symboliki można zostać pozbawionym wolności do lat 5.
Przypominamy, że prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko podczas rozmowy z przedstawicielką Unii Europejskiej w tym kraju Andreą Wiktoryn powiedział „Mamy wspólny problem, można powiedzieć biedę, to Ukraina”

(-)

Ta informacja kończy nasze wydanie. A ja żegnam się z wami do jutra. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Usłyszymy się na falach Polskiego Radia Olsztyn. (dw/ad)

24.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się w samym środku tygodnia, 24 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Bywają takie dni, które niejako same określają swój charakter; dziś będzie on historyczny. To jakby swoista kontynuacja wczorajszej wieczornej audycji, ale mam nadzieję, że nie będzie nudno. Najpierw w tematykę wprowadzi nas kalendarz historyczny:

(-)

24 lipca 969 r. zmarła Wielka Księżna Kijowska Olha – żona kniazia Igora Rurykowicza. To ona uporządkowała zbiór daniny i zorganizowała punkty oporu władzy kijowskiej (tak zwane pohosty). 957 r/ odwiedziła Konstantynopol, gdzie podpisała umowę z imperatorem Konstantynem VII Porfirogenetą i przyjęła chrześcijaństwo. Wówczas przyjęła też imię Olena.

(-)

24 lipca 1015 r. w walce o tron kijowski został zabity książę Borys – jeden z pierwszych ruskich świętych. Borys i Hlib – to jedni z pierwszych świętych, kanonizowanych przez cerkiew ruską, młodsi synowie Włodzimierza Swiatosławowicza. Zgodnie z latopisem, wkrótce po śmierci ich ojca w 1015 r. obu ich zabił ich starszy brat Świętopełk. Borys zginął nad rzeką Ałtą 24 lipca, a Hlib 5 września pod Smoleńskiem. W wyniku 4-letniej wojny Świętopełka pokonał jego młodszy brat Jarosław Mądry.

(-)

24 lipca 1623 r. odbyła się wyprawa flotylli hetmana Doroszenki do Zatoki Kerczeńskiej. Kozacy na 80 czajkach zeszli przez Borysfen i wyszli na ląd w pobliżu Kaffy i rozgromili to miasto.

(-)

24 lipca 1918 r. hetman Pawło Skoropadski zatwierdził akty prawne o powszechnej powinności wojskowej i odpowiedzialność karną za przekroczenie ustalonych maksymalnych cen oraz za spekulację.

(-)

24 lipca 1833 r. urodził się Petro Peremożko – ukraiński histolog, profesor. Jako pierwszy dokonał odkrycia mitozy (niezależnie od Fleminga i Schleichera).

(-)

24 lipca 1906 r. urodził się Jerzy Giedroyć – polski działacz społeczny, publicysta, zwolennik polsko-ukraińskiej współpracy. Założyciel i redaktor naczelny kultowego czasopisma „Kultura” w Paryżu.

(-)
24 lipca 1964 r. zmarł Maksym Rylski – ukraiński poeta, tłumacz, publicysta. (fragment wiersza) To były słowa, które zostawił nam Maksym Rylski.

(-)

24 lipca urodzili się bracia Kapranowowie – bliźniacy, ukraińscy wydawcy, pisarze, publicyści, działacze społeczni z jasno określonymi proukraińskimi poglądami.

(-)
24 lipca 1990 roku w Kijowie przy Kijowskiej Radzie Miejskiej po raz pierwszy po okresie władzy radzieckiej wciągnięto flagę żółto-błękitną. Dopiero po półtora roku Rada Najwyższa Ukrainy uznała ją za państwową. A od 2000-go roku 24 lipca obchodzony jest jako Dzień Ukraińskiej Flagi Państwowej.

(-)

Biorąc pod uwagę dzisiejszy kalendarz historyczny, nikogo chyba nie zdziwi, że dzisiaj imieniny obchodzą: Olga, Olena i Juchym, a z nimi razem świętują urodzeni 24 lipca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

A teraz znowu o historii: Niedawno na Polach Grunwaldzkich odbyła się coroczna rekonstrukcja bitwy. Pod Grunwald zjechali się amatorzy rzeczy dawnych z całej Europy. Byli też rycerze z Ukrainy. Proponujemy
waszej uwadze fragment kontynuacji rozmowy z rekonstruktorami z kijowskiego klubu „Flandria”. O historii nazwy klubu i o wielu innych sprawach Sergiuszowi Petryczence opowiedzieli: kierownik klubu Anton Antoszyn oraz historyk mody Kateryna Laszenko.

(-)

– Wiem, że zajmujecie się rekonstrukcją Flandrii. Czy od Flandrii przeszliście tez trochę do Ukrainy? Czy to dopiero proces?

– Dawniej wszyscy zaczynaliśmy jak tacy neoromantycy. Czyli wszyscy chcieliśmy czegoś takiego wyrazistego, romantycznego, takiego rycerskiego, szlachetnego i wtedy, po prostu z powodu braku informacji nie dostrzegaliśmy tego w swojej historii. Wydawało się nam, że to gdzieś tam, daleko, jakieś Ivengo, coś jeszcze, daleko od nas, ale to cos pięknego, wspaniałego, jacyś templariusze – coś tam, gdzieś. Ktoś robił Anglików, ktoś robił Niemców, jakieś tam średniowieczne książęta i znaleźliśmy taki fenomen jak mieszczaństwo. To właśnie mieszczaństwo wytworzyło kulturę, to właśnie oni wkładali tyle wysiłku, żeby świat się zmienił. I musieliśmy się dowiedzieć, jak to wszystko pracowało, ten cały mechanizm. I zaczęliśmy interesować się tym całym regionem. Bo bardzo dużo pozostało po nim obrazów, źródeł piśmiennych, po prostu dużo informacji. I przez pryzmat badania obcych dla nas ludzi, którzy mieszkali od nas bardzo daleko, zaczynasz rozumieć, że to jakoś wszystko nie tak. A czemu u nas tego nie było? A czy na pewno nie było? A było? A jeśli było, to jakie? I zaczynasz dokopywać się di tych rzeczy, powstają jakieś takie pytania.

(-)

Serdecznie zapraszam was do wysłuchania całego materiału Sergiusza dziś wieczorem. Mimo szczęku zbroi, to naprawdę ciekawe.

Historia historią, a współczesność też domaga się uwagi. O niedzielnych wyborach parlamentarnych na Ukrainie ciekawie wypowiedział się Aleksander Łukaszenka. Prezydent Białorusi zapewnił, że Mińsk jest gotowy do poszerzenia dialogu politycznego z Unią Europejską. Aleksander Łukaszenka przyjął szefową przedstawicielstwa UE w Mińsku Andreę Wiktorin, która kończy swą misję. Jego zdaniem obecnie nie ma ekonomicznych ani politycznych przeszkód dla wzmocnienia współpracy między Białorusią i Wspólnotą /UE/.
Prezydent Białorusi podziękował Unii Europejskiej za wsparcie udzielane Białorusi szczególnie w kwestii finansowania projektów infrastrukturalnych. Podkreślił, że są one „potrzebne nie tylko Białorusinom ale i Europejczykom”.
Aleksnder Łukaszenka zaapelował również do Unii Europejskiej o wspieranie Ukrainy. Przypomniał, że niegdyś Bruksela wysłała w stronę Ukrainy wiele sygnałów dających jej nadzieję. Dodał, że Ukraina wybrała zachodni kierunek rozwoju – „orientując się na Europę zapewne bardziej niż Białoruś na Rosję”. Wezwał Wspólnotę do konsekwencji: „Trzeba pomóc ukraińskiemu narodowi/…/Ukraina potrzebuje wsparcia”- mówił Łukaszenka.

(-)

Na tym kończymy naszą poranna audycję, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Zapraszam do radioodbiorników o godz. 18.10, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

23.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze ! Witam was na falach Polskiego Radia Olsztyn znowu, tym razem w programie „Z dnia na dzień”. Dzisiaj będzie dużo historii; nie tylko dlatego, że dziś jest wtorek, a dlatego, że takie mamy wydarzenia.

(-)

Jak już słyszeliście w audycji przedpołudniowej, mój kolega Sergiusz Petryczenko w niedziele był w Gdańsku. Ponieważ 21 lipca odbywały się wybory do ukraińskiego parlamentu, to obywatele, przebywający za granicą też mogli wypełnić swój honorowy obowiązek w dzielnicach zagranicznych wyborczych. Tak samo dzielnica wyborcza w Konsulacie Ukrainy w Gdańsku czekała na wyborców od godz. 8-mej do 20-tej. Niestety, z prawa głosy skorzystali daleko nie wszyscy, którzy mają prawa wyborcze. Stanem na godz. 15-tą zagłosowało zaledwie 8% wyborców. W dzielnicy wyborczej w Gdańsku Sergiusz nie tylko sam zagłosował, ale też rozmawiał z członkami komisji wyborczej, przedstawicielem exit-poll i wyborcami.

(-)

– Pierwsze pytanie: Jaka jest frekwencja? Czy dużo ludzi przychodzi?

– Kruk Nadija Jewheniwna, przewodnicząca dzielnicowej komisji wyborczej zagranicznego okręgu wyborczego 900070. U nas frekwencja na obecną godzinę stanowi 8%.

– Teraz jest godzina piętnasta.

– Piętnasta godzina; przy tym, że zgodnie z listą wyborczą mamy 5326 osób i do chwili obecnej zagłosowało 418 osób. No, to bardzo niski wskaźnik. Tak jak w Polsce, tak samo niski wskaźnik jest u wszystkich.

– To kardynalnie odróżnia się od wyborów prezydenckich; czemu tak?

– No, to jest związane z okresem letnim, bardzo dużo ludzi wyjechało na Ukrainę, na urlopy; być może jeszcze jest taki moment, że ludzie nie mają pełnego rozumienia ważności wyborów parlamentarnych.

– No właśnie, bo od tego zależy, co się będzie działo lokalnie, bo to nie prezydent obniża opłaty, tylko parlament.

– Tak, to oczywiste. Trzeba uświadomić obywatelom Ukrainy… bo jeśli chodzi o wybory prezydenckie, to to naprawdę było oblężenie . Nowy człowiek, który w tamtym momencie był jeszcze praktycznie bezpartyjny, zaczynał swoją działalność, który wszedł z TV i to wywołało wielki szok u ludzi i ludzie poszli. Ludzie poszli i zagłosowali, a obecnie większość uważa, ze skoro prezydent został wybrany, to wszystko ma się rozwiązać samo.
– Ihor Kostecki, zastępca przewodniczącej dzielnicowej komisji wyborczej miasta Gdańsk. Znam niuans biurokratyczny: ludzie myśleli, że skoro wpisali się na tymczasowa listę konsularną, to to się automatycznie przedłuży. Niestety, tak nie jest. Jeśli ludzie wpisali się na wybory prezydenckie w marcu, to tymczasowy wpis obejmuje trzy miesiące. Termin kończy się w czerwcu, czyli większa część ludzi myślała, że będą mogli tak samo zagłosować, ale to nie tak. Nawet teraz mamy kilka odmów dla takich ludzi, dlatego, że odnowili się na listach wyborczych.

– A inni ludzie, którzy są na listach i pojechali na przykład na Ukrainę na wakacje, nie pomyśleli, żeby zorganizować sobie wybory na Ukrainie.

– Tak, i tym samym po prostu utracili możliwość zagłosowania na pięć lat jak minimum.

– Osobiście pan czego oczekuje od tych wyborów? Co może się zmienić, a co się nie zmieni?

– Ciekawe pytanie. Oczekuję od tych wyborów jeśli nie wielkiego odnowienia Rady Najwyższej, to przynajmniej rozumienia tego, że kurs, obrany przez poprzednia władzę pozostanie i przynajmniej będą jednomyślni w tym, jaka będzie polityka zewnętrzna Ukrainy. I nie będzie znowu tych perypetii, gdzie orientowaliśmy się albo na wschód, albo na zachód.

– Czyli uważa pan, że niezależnie od tego, jakie siły przyjdą, bo różne siły startują w wyborach, to to się nie zmieni?

– Jeśli mówić o socjologii, to rozumiemy, kto tam planuje być. Ukraina znajduje się obecnie w punkcie bifurkacji, jest to taki moment przełomowy i Ukraina nie może w tej chwili znowu wpaść w parlamentaryzm. Mimo wszystko – czego ja oczekuję – że będą jakieś siły, które będą umiały porozumieć się przynajmniej w takiej polityce: gdzie my się widzimy? W Europie i tak dalej.
– Widzę, że kiepska jest frekwencja, że przyszło, zdaje się, osiem procent na godzinę piętnastą. Dlaczego jest taka niska frekwencja?

– Bohun Ołeksandr Mykołajowycz, ogólnoukraińska organizacja społeczna „Wiodące Inicjatywy Prawne”. Może jakieś warunki pogodowe? Rano padał deszcz…

– To dziwne, że pogoda przestraszyła ludzi w tak ważnym dniu.

– To ważny dzień dla Ukrainy, ale jednak frekwencja jest mała.

– A proszę mi powiedzieć, jeśli to nie tajemnica, jakie pan ma na godz. 15-tą dane?

– To nie tajemnica, nie powiem w procentach, ale wygrywa partia „Sługa Narodu”. Ma ok. 70%.

– Dla pana osobiście co te wybory oznaczają?

– Zmiany na Ukrainie, zmiany na lepsze. Mam nadzieję.
– Czego pani oczekuje od tych wyborów?

– Oczekuję formowania dość silnej opozycji na Ukrainie i przeciwstawienia się siłom rewanżystowskim; że Ukraińcy dokonują swego świadomego wyboru i to, co było w ciągu tych wszystkich lat poczynając od Majdanu, nie było na darmo.

– Wie pan, to niełatwe pytanie. My już od dawna oczekujemy czegoś, jakichś zmian, które praktycznie się nie odbywają. Wydaje mi się, że to taki sam problem – te zmiany, a największe takie moje oczekiwanie jest takie, że ludzie zaczną wracać na Ukrainę. Może będą jakieś większe zmiany w głowach ludzi, może to da jakiś impuls.

– A jak pan sądzi, czy zmieni się polityka zewnętrzna? Bo jednak będzie inny rozkład sił w parlamencie.

– Wydaje mi się, że nie będzie żadnych zmian w polityce zewnętrznej, oni nadal będą tak samo patrzeć na Zachód, ale jeszcze będą chcieli jakichś stosunków z Rosją. Jak zawsze. Znajdujemy się na tej samej płaszczyźnie.

– Czy wojna się zakończy szybko?

– Bardzo bym tego chciał. Bardzo bym tego chciał, ale tego mają chcieć tam, gdzieś, bo większość ludzi dawno tego chce, a ci, którzy tam, siedzą, na tym po prostu zarabiają. I to jest najgorsze.

(-)

Zagłębiamy się w historię na sto lat. W dzisiejszym fragmencie powieści Jurija Horlis-Horskiego „Chołodnyj Jar” mowa będzie o „wranglowcach”. Myślę, że czasami warto przypominać wiedzę, którą być może pokrył kurz. Dotyczy to zwłaszcza tych, dla kogo szkoła – to już tylko wspomnienie z dalekiej przeszłości. Pozwólcie więc, że zacytuję wam fragmenty z tego, co i Piotrze Wranglu pisze Wikipedia. Był to rosyjski dowódca wojskowy, generał-lejtnant rosyjskiej armii imperatorskiej. Jeden z głównych przywódców armii „białych”, która walczyła z bolszewikami. Głównodowodzący Armii Rosyjskiej na Krymie i w Polsce ( w 1920 r.). Piotr Wrangel uważał, że Rosja w przyszłości powinna być dobrowolną federacją narodów dawnego imperium carów. Uznawał prawo do niepodległości Polski i Ukrainy. Stanowisko Wrangla wobec ukraińskiego ruchu narodowego rażąco odróżniała się od stanowiska Denikina. Przejawiła się w „Odezwie Głównodowodzącego do Ukraińców” 25 sierpnia 1920 roku. Wrangel nie oskarżał ukraińskiego ruchu narodowego o „zdradę o rozłam”, lecz akcentował na wspólnocie zadań obydwu ruchów: walce „o szczęście, wolność i potęgę Ojczyzny” przeciwko wrogom, którzy „uciskają wiarę, narodowość i osiągnięcia”. Wskazując na „sojusz braterski” z kozactwem Donu, Kubania, Tereku i Astrachania, baron nawoływał do jednoczenia się tez Ukraińców, w czym widział ratunek dla obydwu ruchów. W odróżnieniu od oficjalnego używania nazwy „Małorosja” w stosunku do terytoriów ukraińskich, którą wprowadził Denikin, Wrangel używał nazwy „Ukraina”, zdejmując zakaz na używanie tej nazwy. Uznawał prawo rządu ukraińskiego do walki o „ojczystą Ukrainę” i nie przeciwstawiał jej „jedynej Rosji”. Z sukcesem bronił Krymu przed Armią Czerwoną od kwietnia do listopada 1920 r., wykorzystując jej maksymalne zaangażowanie w wojnie polsko-bolszewickiej. Po polsko-rosyjskim zawieszeniu broni (które Wrangel uważał za zdradę ze strony Polski walczących na Krymie białogwardzistów) uległ pod naciskiem przeważających sił Armii Czerwonej i ewakuował się z większością kadry oficerskiej do Konstantynopola. Przedstawiciel Ententy de Martel po naleganiu Wrangla zgodził się przyjąć wszystkich, kto opuszczał Krym, pod protektorat Francji. 14 listopada o godz. 2.40, gdy na statek weszli już wszyscy, na pokład ostatniego krążownika „Generał Korniłow” wszedł baron Wrangel. Do Konstantynopola wywieziono 145 000 osób, wśród których było około 70 tysięcy wojskowych. Z wyjątkiem torpedowca „Żywoj”, który utonął, wszystkie inne statki (120) przybyły do miejsca przeznaczenia.

Tyle o Wranglu, a teraz słuchamy kolejnego fragmentu powieści „Chołodnyj Jar”:

(-)

Wranglowcy

Tejże nocy dokonujemy przejścia aż pod sam Jełysawethrad. Rano zlikwidowaliśmy czotę jełysawethradzkiej szkoły czerwonych dowódców, która wyjechała z miasta na ćwiczenia taktyczne. Kursanci, oczywiście, wzięli nas za swoich i gdy mijaliśmy się na szlaku, nawet nie zauważyli, jak trafili pod szable. Śpiewali sobie, prężąc się w siodłach, żeby pokazać „budionnowcom”, jakie z nich zuchy.

Pokonaliśmy osiemdziesiąt wiorst i zatrzymaliśmy się na odpoczynek w Wielkiej Wysce. Miejscowa władza radziecka radośnie nas witała; nie zaczepialiśmy jej, zapamiętaliśmy tylko kilku szkodliwych typów, żeby ich zaaresztować, gdy będziemy opuszczać wieś.

Wieczorem dowiadujemy się, że w sąsiedniej wsi zanocował jakiś oddział. Mało ludzi, dużo karabinów maszynowych. Mówią, że są oddziałem szturmowym CzK. Ale zwiadowca Chmary, który przyniósł tę wiadomość, mówi, że kto wie, czy to nie partyzanci? Na zwiady poszła Katia. Nie zwlekając, wróciła podwodą. Przyjechali z nią stepowi watażkowie powstańczy – Tereszczenko i Kopacz. Tereszczenko – niewysoki, krępy człowiek z wielką, czarną brodą serdecznie przywitał się z Chmarą, którego znał od dawna. Kopacz – inteligenty energiczny powstaniec, który utracił swój oddział w nieszczęśliwych walkach z czerwonymi. Opowiadają, że ich oddział to wranglowski dnieprowski oddział partyzancki. Właśnie wranglowski tylko z pochodzenia. Dowodzi nimi dawny starszyzna „niebieskich żupanów”, porucznik Baraniw. Połtawczanin, zmobilizowany przez Denikina. Oprócz niego w oddziale jest 21 osób na siedmiu taurydzkich taczankach. Trzynastu Ukraińców, rybaków z przybrzeży Azowa i ośmiu Ukraińców z Kubania. Uzbrojenie oddziału to automatyczne rewolwery, przeważnie colty, bomby i czternaście nowiutkich angielskich karabinów maszynowych z dużym zapasem nabojów. Do każdego karabinu prawie pięćdziesiąt tarcz, czyli po dwa i pół tysiąca kul. Oddział sformował się w armii Wrangla z inicjatywy Baraniwa. Mieli zadanie, żeby szarpać czerwone tyły nad Dnieprem. W rzeczywistości Baraniw planował wyskoczyć z Krymu i przedrzeć się do wojska ukraińskiego. Gdy czerwoni i machnowcy forsowali Sywasz, nie wycofał się razem z Wranglem w głąb Krymu. W nocy przedarł się przez czerwone i machnowskie jednostki i poszedł na Ukrainę. Tatarakowe dżungle Sywaszu – rybacy znali je od dzieciństwa, wiedzieli gdzie iść i jak iść, żeby nie wpaść pod lód.

Tereszczenko i Kopacz spotkali się z Baraniwym już po tej stronie Dniepru, na Zaporożu. Przyłączyli się do niego, żeby razem wędrować do Zbrucza. Z Zaporoża musieli wyrywać się jak najszybciej, bo tam tłucze się jak Marek po piekle „bat’ko” Machno. Pod naciskiem pierwszej armii konnej Budionnego Machno przeskoczył po lodzie Dniepr i pewnego mglistego dnia niespodziewanie wbił się w kolumny drugiej Armii Konnej Żłoby, które szły do Dniepru, żeby odciąć Machnie drogę na prawy brzeg. Rozpędził tę armię tak, że tydzień potem się zbierała. Przeciwnicy przemieszali się na drodze i rozminęli się. Machno stracił swoje armaty i obóz, który trzymał się drogi, natomiast przechwycił armaty i obóz drugiej Armii Konnej. Teraz wyprawia w stepach ponad Dnieprem takie manewry, że czerwona konnica gania za nim wkoło jak pies za własnym ogonem.

Ze spotkania z nami Tereszczenko i Kopacz ucieszyli się. Przyjechali z zamiarem połączyć Baraniwa z nami. Chmara z zakłopotaniem drapał się po głowie:

– To nie jest złe – czternaście Lewisów. Puścić takich pod bok, to pułk w pięć sekund wytną. A czy jesteś pewien, – zwrócił się do Tereszczenki, – że to nie jest jakiś fortel bolszewicki z tym dnieprowskim oddziałem?

– Nie obawiaj się! Oni przy nas po drodze nie jeden dziesiątek czerwonych na tamten świat wyprawili. Konną grupę czekistów wraz z końmi wysiekli w pień z karabinów maszynowych.

Kopacz zostaje w naszym sztabie, a ja z Czornotą i Tereszczenką jedziemy „w swaty” do Baraniwa. Baraniw, dokładnie wygolony dżentelmen, w angielskim mundurze oficerskim bez naszywek. Energiczne ruchy, ostre, szare oczy, mocno zaciśnięte usta. Wyczuwało się w nim wrodzone zdolności dowódcze. Na nasze „budionnówki” spoglądał z niedowierzaniem. Po rozmowie z nami i wysłuchaniu zapewnień Tereszczenki przez chwilę myślał.

– Dobrze. Wy zostaniecie tu jako zakładnicy, a ja z Tereszczenką pojadę do waszego sztabu, popatrzę i porozmawiam sam.

W czasie, gdy się ubierał, rozmowa zeszła na Machna. Andrij dyplomatycznie pyta, dlaczego uciekł z rejonu jego operacji. Przecież można było się przyłączyć. Baraniw z lekceważeniem zacisnął usta.

– Ja z tą swołoczą nie chciałem i nie chcę mieć do czynienia. On czerwonym bardzo pomógł. Ja Wranglowi nie jestem wrogiem, mogli go diabli wziąć, ale później!

Włożywszy na angielski ubiór zwyczajny moskiewski szynel, elegancko pożegnał się i wyszedł. Słyszymy jak za oknem ostrym tonem rozkazuje swemu zastępcy przygotować karabiny maszynowe i do jego powrotu nie podpuszczać nikogo blisko i z nikim w żadne rozmowy się nie wdawać. Dnieprowski oddział i wszystkie taczanki stały w dwóch dużych gospodarstwach. Koni z taczanek nie wyprzęgano, nabojów i karabinów z nich nie wyjmowano. Połowa oddziału stała na warcie, inni – odpoczywali.

Czornota spotkawszy się z rodakami z Kubania miał niekończące się tematy do rozmów. Ja natomiast wolałem pospać na ławce. Baraniw wrócił nad ranem i przywiózł notatkę od Chmary, żebyśmy już nie jechali do pułku, bo rano on będzie szedł przez wieś, w której się zatrzymaliśmy.

Przyłączamy do siebie grupę Baraniwa, omijamy Jełysawethrad i wędrujemy dale w step.

(-)

Na kolejną część opowieści o przygodach chołodnojarców zapraszam za tydzień o tej samej porze, a teraz żegnam się z wami do jutra. Ja, Jarosława Chrunik, spotkam się z wami o godz. 10.50, a potem znowu o 18.10. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/ad)

23.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 23 lipca, na antenie Polskiego radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Niektórzy już sugerują, że wakacje też się kiedyś skończą, i w ogóle – lato! Jednak my na razie nie bierzemy tego pod uwagę. Na razie nie warto. Dzisiaj jest króciutki kalendarz minionych wydarzeń, a potem – kontynuacja letniego tematu.

(-)

23 lipca 1632 r. zmarł Pamwo Berynda – pisarz i drukarz, autor pierwszego ukraińskiego słownika „Leksykon slawienorośkij” i wierszy sylabicznych. Ta praca Pamwa Beryndy – to najwybitniejsze osiągnięcie słownikarstwa staroukraińskiego. Berynda był jednym z pionierów poezji i dramy szkolnej na Ukrainie.

(-)

23 lipca 1888 r. w Kijowie na Placu Sofijskim został odsłonięty pomnik Bohdana Chmielnickiego w ramach obchodów 900-lecia Chrztu Rusi. Pomysł postawienia pomnika wyniknął wśród społeczności z inicjatywy historyka, profesora Uniwersytetu Kijowskiego Mykoły Kostomarowa jeszcze w latach 1840-tych.

(-)

Dzisiaj świętują: Anton, Danyło i Leoncjusz oraz urodzeni 23 lipca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

W niedzielę w Żdyni Łemkowie uroczyście zgasili płomienie Łemkowskiej Watry, która w tym roku odbyła się po raz 37-my. Przez te wszystkie lata stała się ona – można rzec – ogromnym przedsiębiorstwem kultury Łemków. W ciągu trzech dni odbyło się dziewięć dużych koncertów, a oprócz tego – czternaście warsztatów tematycznych, na przykład: warsztaty haftowania łemkowskiej zapaski, warsztaty lalki-motanki, biżuterii folkowej, tradycyjnego wybijania na płótnie, łemkowskiej pisanki i inne. Malowania pisanek uczyła chętnych olsztynianka-Łemkini Anna Farańczuk:

– To chodzi o to, żeby nabrać wprawy do malowania i nabrać wprawy o co chodzi z farbowaniem. Dlaczego ten kolor jest taki, a ten taki i to wychodzi inaczej. Jak prowadzę warsztaty dla dorosłych, to każdy maluje ten sam wzór. Mamy małe kwiaty, mamy małe pazurki, mamy gwiazdy. Można kupę symboli włożyć w jedną pisankę. Cały świat można zamknąć w jednej małej pisance. To jest właśnie fajne.

(-)

No, a wczoraj o wieczornej porze watrę zgaszono do następnego roku. A trochę bliżej, na Podlasiu, też odbyła się bardzo ciekawa impreza. W ostatni weekend w Czeremsze (w powiecie hajnowskim) odbył się XXIII Festiwal wielu kultur i narodów „Z wiejskiego podwórka”. Każdego roku prezentują się tam najlepsi wykonawcy muzyki folkowej z całego świata. Oprócz koncertów gwiazd muzyki folk były tez wystawy, warsztaty rękodzieła i śpiewu, prezentacje filmów, książek, jarmark itp. ze wspólnym koncertem wystąpili gospodarze imprezy – zespół „Czeremszyna” oraz zespół folklorystyczny z Rówieńszczyzny „Horyna”:

(-) Fragment występu

(-)

NaW ostatnią niedzielę na Ukrainie odbyły się rozpisane przez prezydenta Zełeńskiego przedterminowe wybory parlamentarne. Jak zawsze – wypełnić swój honorowy obowiązek mieli możliwość obywatele Ukrainy. Przebywający za granicą. Dzielnica wyborcza w Konsulacie Ukrainy w Gdańsku czekała na wyborców od godz. 8-mej do 20-tej. Niestety, z prawa głosu skorzystali daleko nie wszyscy obywatele. Stanem na godz. 15-tą zagłosowało zaledwie 8%. na dzielnicy wyborczej w Gdańsku był Sergiusz Petryczenko; udało się mu porozmawiać z członkami komisji, przedstawicielem exit poll i wyborcami. O tym wszystkim usłyszycie dzisiaj w audycji popołudniowej. Ogółem na zagranicznych dzielnicach wyborczych stanem na godz. 20-tą na pierwszym miejscu była Europejska Solidarność przed Sługą Narodu. Na wyborczych dzielnicach w Polsce pierwsza była partia Sługa Narodu. Podobnie jest i na Ukrainie.

Partia ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Sługa Narodu wygrała przedwczorajsze wybory parlamentarne. Według częściowych danych z komisji wyborczych zdobyła ona ponad 40 % głosów w listach partyjnych i zdecydowaną większość miejsc w głosowaniu w okręgach jednomandatowych. To najprawdopodobniej da jej możliwość samodzielnego utworzenia rządu. Tak zdecydowana wygrana Sługi Narodu, zdaniem niektórych ukraińskich politologów, daje spore szanse na pozytywne zmiany na Ukrainie. Zdaniem innych- niesie za sobą pewne niebezpieczeństwa. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim.

Na tym kończymy naszą poranną audycję, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Zapraszam do radioodbiorników wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/kos)

22.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was dzisiaj na antenie Polskiego Radia Olsztyn po raz drugi, tym razem w programie „Kamo hriadeszy”. W studiu – Jarosława Chrunik. Tydzień temu wspominaliśmy, jakie były początki parafii greckokatolickiej w Chrzanowie. Słuchaliśmy przewodniczącego ZUwP Piotra Tymy; przyjaciela założyciela parafii, ks. Mirosława Ripeckiego – ks. prałata Edwarda Burczyka; biskupa Piotra Kryka, apostolskiego egzarchy dla Ukraińców-grekokatolików w Niemczech i Skandynawii, arcybiskupa Eugeniusza Popowicza; biskupa wrocławsko-gdańskiego Włodzimierza Juszczaka oraz arcybiskupa-emeryta Jana Martyniaka. Dzisiaj będą wspominali parafianie.

(-)

Znaczenia parafii w Chrzanowie nie można przecenić. W burzliwy, powojenny czas, na ziemi całkiem innej, niż rodzinna; w czasach, gdy jutro było niepewne, a wszystko wokół – obce, cerkiew (a tak naprawdę – szkolna klasa, adaptowana na kapliczkę) była jedyną przystanią i nicią, która łączyła Ukraińców na nowym miejscu osiedlenia z ziemią, którą wbrew własnej woli opuścili. Wdzięczni parafianie w tym roku uczcili 130-tą rocznicę urodzin ks. mitrata.

(-)

A co jeszcze wiemy o ks. mitracie Ripeckim oprócz tego, że był pierwszym i niezłomnym proboszczem w Chrzanowie? 13 czerwca minęło 130 lat od dnia jego urodzin. Jak pisze w „Przeglądzie Katolickim” Bogdan Tchórz, red. naczelny „Błahowista”, urodził się przyszły ksiądz 13 czerwca 1889 roku w Samborze na Ukrainie. Mirosław Ripecki – ksiądz UCGK, mitrat, oświatowiec, dziennikarz, badacz historii kultury ukraińskiej oraz historii naszej Cerkwi, proboszcz Lisek, a po deportacyjnej akcji „Wisła” – proboszcz Chrzanowa k/Ełku.

W tamtym czasie losy ludzkie były tak poplątane, że trudno było odnaleźć nawet bliskich członków rodziny, – opowiada pani Stefania Węglarz z Chrzanowa. Jej rodzina przyjechała tu wraz z rodziną księdza Mirosława:
– Tak, tym samym pociągiem. Ale nie wiedzieliśmy, gdzie kto jest. Bo nas rozwozili, nas też rzucili tu niedaleko, bez okien, bez drzwi… Aż ludzie pytają: „Ciekawe, gdzie jest nasz ksiądz?”, bo wiedzieli, że tym samym pociągiem… Mój tata z moją starszą siostrą mówi: „Pójdziemy do tego miasta!”, bo wiedzieli, że to jest Ełk. Poszli do tego Ełku i już tu się dowiedzieli, jak szli do tego Ełku, że nasz ks. Ripecki tutaj jest.
Rodzinę księdza Ripeckiego osiedlono w budynku byłej szkoły, gdzie w jednej dawnych z klas ksiądz urządził kaplicę. Już 6 lipca 1947 roku odprawił w niej pierwszą Liturgię Świętą.

– W pierwszą niedzielę byliśmy już na Liturgii Świętej. A później… to wie pani, telefonów nie było, tylko gdzieś tam jakoś dawali znać. To tu, to tam – „przychodźcie!”. No i zaraz tam nasza rodzina w Wydminach i tu się znalazła. Bo tak: mój wujek był w jednej wsi, my w drugiej, znowu tam z naszej wsi dwie rodziny znów, ale gdzie? Nie wiedzieliśmy! Ale potem wszyscy się poodnajdywali i tak to było.

– Kiedy było więcej ludzi? Kiedy przyszło tak z 15-20 osób?

– No, to może była jakaś trzecia niedziela , jak się odprawiało. To już to nasze kuzynostwo na piechotę przyszło z Wydmin… To w nocy szli, wie pani? Moje ciotki (a tu nikt nie znał Chrzanowa, tylko Woszczele) przyszły do Woszczel, pytają, a tu nikt nie wie. Mówią więc: „Idziemy dalej”! A tu światło się świeci. Mówią więc: „Idziemy do tego domu, coś nam powiedzą!”. Przychodzą – a tu akurat! Widzi pani, jak to Pan Bóg dawał! Wtedy to już ludzie szli. Zaraz szli i chrzcić dzieci, i ślub brać, no i zaraz i ja tak samo wzięłam tu ślub w 1950 roku.
Założona przez ks. Ripeckiego w Chrzanowie religijna stanica stała się jedyną, stale działającą; przyjeżdżali do niej przesiedleńcy z najodleglejszych miejscowości zachodniej i północnej Polski.

Oprócz posługi duszpasterskiej ksiądz wiele czasu poświęcał na pisanie; napisał ponad 40 artykułów i felietonów oraz około 20 prac badawczych z historii Cerkwi.

– Wiem, że UB nie dawało mu spokoju.

– No, ksiądz to tu przeżył! Bo potem, gdy tu już szło wielu ludzi, to UB się przebierało i też szło tutaj. No i gdzie? Doszli jakoś, że to tutaj coś jest. To potem i rewizję ronili; ksiądz nikomu nie mówił, ale tam gospodyni była, taka Fesia i jejmość. Potem to już przychodzili. Ale to, co ksiądz miał… gdy przyjechał…Ach, teraz już można mówić! Z Warszawy taki jeden pan przyjeżdżał; a ksiądz pisał życiorys. Bo jeszcze mówił memu tacie: „Paweł, pisz, bo to się przyda!” I jak tylko ksiądz napisał, zaraz ten pan przyjechał z Warszawy, zabrał to wszystko i na drugi dzień – rewizja! Tak było! Tak już na koniec to tak powiedzieli: „Gdybyś był młodszy, to byś zgnił, ale ciebie już nie ma co…” I tak nasz ksiądz na tym pozostał.
Ks. Mirosław zmarł 29 kwietnia 1974 r. w Chrzanowie, gdzie też został pochowany. Z czasem jego szczątki zostały przewiezione do wsi Liski w obecnym powiecie hrubieszowskim.

Po śmierci ks. mitrata Mirosława Ripeckiego, a także w stanie jeszcze niejawnej legalizacji UCGK w Polsce oraz pojawienia się innych parafii greckokatolickich, które zapracowały w miejscach osiedlenia, do Chrzanowa zaczęło przyjeżdżać coraz mniej wiernych i to tylko z najbliższych okolic. Wszystko zmieniło się po 1989 roku z woli społeczności, a także zmian geopolitycznych. System komunistyczny odszedł do niechlubnej przeszłości, a grekokatolicy stali się legalnymi wyznawcami z własnymi strukturami i własnymi świątyniami.

Chrzanowo odrodziło się i zajęło należne mu w historii społeczności miejsce. Dziś jest to sanktuarium, do którego w święto Piotra i Pawła jadą setki wiernych, żeby wspólnie pomodlić się przed kapliczką na placu przycerkiewnym i wspominać śp. Księdza, którego sumienna praca z minionych lat dzisiaj wydaje owoce dla dobra naszej Cerkwi.

(-)

Coroczne spotkania w Chrzanowie zawsze też skłaniają nas do wspomnień jak to było w pierwszych, najcięższych czasach.

– Powiem, że pierwszy raz pamiętam bardzo słabo. Ale byłam do bierzmowania, bo ochrzczona zostałam w polskim kościele (bo nie było możliwości dojechać tu, bo daleko) i pamiętam takie ciepło od ks. Ripeckiego. Odmówiłam pacierz, on mnie tak pogładził po głowie i pamiętam, że taki bardzo ciepły był ten dotyk, taki bardzo serdeczny. I powiedział, że bardzo ładnie się modlę. A potem jeździłam z moim dziadkiem, to też było tak daleko i pamiętam jak spaliśmy na strychu, jak śledzie w beczce. Chciałam iść do toalety i musiałam przechodzić przez tych wszystkich ludzi. Oni spali, a ja tak szłam, szłam, potem po tych schodach potem trzeba było… Potem przyjeżdżaliśmy, mieliśmy takie nie najlepsze połączenie, a potem już zamieszkałam w Ełku i to już jest moja parafia.

– Mnie mama wzięła do Chrzanowa, jak byłam dzieckiem. I jak zaśpiewali „Pływy switamy, pisne lubowy”, to ludzie zaczęli płakać. Zapytałam mamę, dlaczego ludzie płaczą? Byłam jeszcze dzieckiem, może miałam jakieś dziesięć lat. A mama mówi: „Dziecko, to z radości ludzie płaczą!”. Ja w żaden sposób nie mogłam zrozumieć – jak to ludzie płaczą z radości? Jak można z radości?… Dla dziecka to było niezrozumiałe. No, trzeba było, żeby lata upłynęły, żeby zrozumieć, dlaczego ludzie płakali z radości.

– A gdy jechałyście, to jechały też dziewczęta, które miały brać ślub…

– A, to pociągiem, to była normalka, że jechały w welonach. Myślę, że ona już wsiadały do pociągu tak ubrane i z drużbami, ze wszystkim. I wysiadały jeszcze dwa kilometry szły z Woszczeli do Chrzanowa w welona, to wszystko fruwało. To szło kilka par – pięć, dziesięć par szło młodych i orszak weselny, druhny, drużbowie – to bardzo pięknie wyglądało. No, jak aniołowie z nieba. To było coś takiego niezwykłego. A teraz sobie pomyśleć – w pociągu panna młoda jedzie… w welonie! Welon zakręcony na ręce, suknia do ziemi. Ale my, Ukraińcy, to rozumieliśmy. No, Polacy patrzyli na to trochę tak jak na egzotykę. Dzieci wieźli do chrztu na rękach…

– Tu przyjeżdżali moi rodzice – różnie, chodzili pieszo, rowerami, gdzieś po drodze spali w jakichś stodołach – przyjeżdżam dla ich pamięci, a także dlatego, że to dla pamięci o ks. Ripeckim. Przyjeżdża tu dużo ludzi; my co roku spotykamy tu wielu znajomych, też warto porozmawiać.

Niezłomność w wierze grekokatolików na Mazurach zadziwiła i wzruszyła Radcę Ambasady Ukrainy w Polsce, pana Mykołę Jarmoluka, który wziął udział w uroczystościach w 70-tą rocznice parafii w Chrzanowie:

– Wie pani, w tej ukraińskiej Jerozolimie, na północy Polski, w tym dniu… To mnie po prostu przepełnia! Wie pani, dziwię się sile ducha. Dziwię się sile ducha ukraińskiego: to Sybiry, to deportacje, to więzienia – a my jesteśmy żywi!

Jesteśmy i mamy nadzieję, że każdego roku nadal będziemy spotykać się w Chrzanowie, żeby złożyć należny hołd ks. Ripeckiemu, a przede wszystkim – oddać chwałę Panu Bogu.

(-)

Na tym kończy się nasza audycja „Kamo hriadeszy”, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Zapraszam was do odbiorników jutro o godz. 10.50, a teraz życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/ach)

22.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w poniedziałek, 22 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Dziś mamy trochę nową, chociaż przewidywaną rzeczywistość ze względu na wybory parlamentarne na Ukrainie. Zaczniemy ja k zawsze – od kalendarza, czyli od dat, które zapisały się w historii ciekawymi wydarzeniami:

(-)

22 lipca 1819 r. odbyła się premiera sztuki Iwana Kotlarewskiego „Natałka-Połtawka”. Jest to dramat społeczno-obyczajowy, głeboko narodowy pod względem charakterów i formy estetycznej; pierwszy utwór nowej dramaturgii ukraińskiej, w której łączą się cechy sentymentalizmu i realizmu oświeceniowego. Głównym źródłem do napisania utworu stało się życie społeczeństwa ukraińskiego, pieśni liryczne, obrzędowe, kupalskie, ballady. Podstawowy konflikt sztuki uwarunkowany jest nierównością stanową i majątkową w społeczeństwie, a podstawowym motywem sztuki jest rozłąka dziewczyny z ukochanym, ale biednym i zamążpójście za niemiłego sercu bogacza.

(-)

22 lipca 1944 r. zmarł Ołeksandr Ołeś (prawdziwe nazwisko – Kandyba) – ukraiński pisarz, poeta, dramaturg, przedstawiciel symbolizmu. Ojciec poety i działacza politycznego Ołesia Olżycza. Ostatnie lata życia Ołeksandra Ołesia były bardzo ciężkie. W czerwcu 1944 naziści zaaresztowali Olżycza i zakatowali go w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. Ołeksandr Ołeś zmarł miesiąc później po otrzymaniu wiadomości o śmierci syna.
(-)

22 lipca 2012 roku zmarł Bohdan Stupka – ukraiński aktor teatralny i filmowy, zagrał ponad 100 ról. Pracował z Krzysztofem Zanussim, Jerzym Hoffmanem, Jurijem Iljenką, Kirą Muratową Sergiuszem Bondarczukiem i innymi. Zadebiutował w filmie Jurija Iljenki w filmie „Biały ptak z czarnym znamieniem”. W jego dorobku jest wiele postaci historycznych. W 2007 roku zagrał główną rolę w niejednoznacznie przyjętym filmie Wołodymyra Bortka „Taras Bulba”.

(-)

Imieniny obchodzą dziś Aleksander i Teodor, a wraz z nimi świętują urodzeni 22 lipca. Życzymy im wszystkiego najlepszego!

(-)

Zanim przejdziemy do polityki – kilka słów o wydarzeniu kulturalnym, którym Warmia żyła przez kilka ostatnich dni. Wczoraj w Olsztynie zakończyła się XXIV edycja Międzynarodowych Olsztyńskich Dni Folkloru „Warmia-2019”. Tradycyjnie wydarzenie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem mieszkańców i turystów odwiedzających miasto. Olsztyński amfiteatr codziennie szczelnie wypełniała amfiteatr. W tym roku stolica Warmii i Mazur gościła artystów z Bułgarii, Indii, Panamy, Rumunii, Serbii, Ukrainy i Grecji, ale nie brakowało też polskich zespołów z innych miast. Oprócz występów w amfiteatrze, artyści koncertowali m.in. w Ostródzie, Biskupcu i Gietrzwałdzie. Z Ukrainy tego roku przyjechał zespół tańca ludowego „Perłyna” z Łuben.

(-) Obrazek z koncertu

Zapytałam kierowniczkę zespołu Oksanę Pohribną i tancerkę Darię o wrażenia z pobytu na Warmii:

– W ogóle zespół „Perłyna” jest już po raz czwarty w Polsce, jeździmy jakoś tak co trzy-cztery lata do Polski, ale do różnych miast. Bardzo się nam podoba.

– Oj, w Olsztynie w ogóle publiczność jest cudowna, tyle ludzi przyszło, żeby popatrzeć. To jest takie doładowanie energii, gdy na scenie zapominasz o wszystkim, o tym, że już odtańczyłeś godzinę na nie tak wygodnej scenie…

(-)

Gdzie była taka niezbyt wygodna scena i dlaczego – usłyszycie w kolejnych audycjach, a teraz przechodzimy do ważnego wydarzenia na Ukrainie.
Zwycięzcą wczorajszych ukraińskich wyborów parlamentarnych została partia “Sługa Narodu” prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Według danych exit poll zdobyła ona około 44 procent głosów. Duża część deputowanych, których zwycięska partia wprowadzi do parlamentu to nowi ludzie w polityce, różniący się między sobą poglądami. Zwycięska partia najprawdopodobniej będzie też musiała szukać koalicjanta. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko

(-) Korespondencja w języku polskim

Prezydent Wołodymyr Zełenski zaprasza partię “Hołos” do koalicji, ponieważ do parlamentu z wynikiem nieco ponad 6%, weszła prawdopodobnie też partia “Hołos” rockmana Swiatosława Wakarczuka i właśnie tę partię typowano jako możliwego koalicjanta “Sługi Narodu”.

(-) Korespondencja w języku polskim
(-)

Na tym kończymy naszą poranną audycję, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Spotkamy się ponownie wieczorem o godz. 18.10, a teraz życzę wami miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

19.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Znowu spotykamy się na antenie Polskiego Radia Olsztyn. Przed nami program „Z dnia na dzień”, przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Niedawno wysłuchaliście tu opowieści o wybitnym ukraińskim poecie, Maksymie Rylskim. Nie wiem czy ta opowieść spodobała się wam tak samo jak mi, ale dzisiaj proponuję wam jeszcze jedno spotkanie literackie. Zapraszam was w gości do naszych kolegów-dziennikarzy z Sum. To daleko, jest to płn-wsch. część Ukrainy z rzeką Pseł. Jest to centrum obwodowe ziemi słobożańskiej. Uwzględniając słowa poety, żeby pielęgnować język ojczysty jak pędy winorośli, Sumskie Radio Obwodowe przygotowuje audycje językowe, które autorzy nazwali „Źródła języka ojczystego”. Do słowa – równo tydzień temu we wsi Pustowojtiwka w rejonie romeńskim społeczność kulturalno-artystyczna ziemi sumskiej uczciła pamięć wybitnego dowódcy, dyplomaty, filantropa, ostatniego koszowego atamana Zaporoskiej Siczy Petra Kałnyszewskiego. Szkoda, że nas tam nie było , ale cieszy fakt, że na ziemi słobożańskiej szanują historię i pielęgnują język. Oddaję głos autorce i prowadzącej program „Źródła języka ojczystego” Hałynie Dyczkowej:

(-)

(-) wiersz

Serdecznie witam wszystkich, którzy dbają o język ojczysty. Spod pióra znanego poety ukraińskiego Maksyma Rylskiego wyszły wersety, które przed chwilą usłyszeliście. Właśnie w twórczości Rylskiego jest wiele wyrażeń, które charakteryzują język ukraiński jak piękny, miło dla ucha, barwny, a także nawołują do tego, żeby dbać o czystość i doskonałość słowa ojczystego. Na przykład: „słowo – to broń; jak każdą broń trzeba je czyścić i o nie dbać”.

(-)

„Największe i najdroższe dobro każdego narodu – to jego język. Ten żywy schowek ludzkiego ducha, to bogata skarbnica, do której naród składa i swoje dawne życie, i swoje oczekiwania, umysł, doświadczenie, uczucia”, – pisał Panas Myrnyj.

(-)

Tak więc pierwsza rubryka naszej audycji to „Słowo o języku”. Tradycyjnie w tej rubryce interesujemy się opiniami różnych ludzi – pod względem wieku, zawodu, wykształcenia – o języku ojczystym. Co on dla nich oznacza, czy rozwija się dynamicznie , czy godnie cieszy się szacunkiem w naszym współczesnym społeczeństwie? Moi dzisiejsi rozmówcy to laureaci otwartego literacko-artystycznego konkursu dla dzieci i młodzieży im. Ołeksandra Ołesia “I pękł mój pierwszy śpiew”, zapoczątkowany w rodzinnych stronach poety, Białopólszczyźnie. Mówią: Ołesia Borowyk, studentka filologii Sumskiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego im. Makarenki , Katia Zabołotna, uczennica białopolskiej szkoły ogólnokształcącej i Alona Rudenko, uczennica szkoły ogólnokształcącej w Białym Polu nr 2.

– Rozwój języka ukraińskiego już na tym etapie jest na o wiele wyższym poziomie, niż w latach poprzednich niepodległości Ukrainy, bowiem organizuje się wiele przedsięwzięć poświęconych pewnym pisarzom, które skupiają ludzi, nieobojętnych do kwestii rozwoju języka ukraińskiego.

– A w środowisku, w którym pani się znajduje, jak często słyszy pani język ukraiński?

– Ponieważ najwięcej czasu spędzam jednak w murach uniwersytetu, to słyszę dość często język ukraiński. I co charakterystyczne – nie wypaczony surżykiem, a właśnie czysty język ukraiński. Obecnie wiele przedmiotów profilowych skierowanych jest nie na studiowanie historii języka, a na studiowanie właśnie kultury języka, co jest dosyć aktualne w tym wypadku.

– Trzeba więcej uwagi poświęcać na to, żebyśmy mogli rozmawiać w języku ojczystym. Przecież jesteśmy Ukraińcami.

– A jak pani myśli, co jest do tego potrzebne przede wszystkim?

– Każdy człowiek powinien pokochać język ojczysty.

– Uważam, że jest on melodyjny, giętki, miły dla ucha i chcę powiedzieć, że jest ojczysty i nie należy go zapominać. Trzeba pamiętać, że go mamy i jest jedyny.

(-)

Usłyszeliśmy opinie uczniów. Uważają oni, że współczesna młodzież zaczęła na razie poświęcać więcej uwagi poznaniu języka ojczystego. Czy zgadzają się z tą opinią pedagodzy?

– Lisowynko Lubow Hryhoriwna, nauczycielka języka ukraińskiego i literatury. Jeśli przypomnimy sobie czas jakieś 10-15 lat temu, gdy dzieci miały prawo zrezygnować z uczenia się języka ojczystego, to obecnie kwestia ta stoi bardzo ostro. W jaki sposób? No, po pierwsze impulsem do uczenia się języka ojczystego jest niezależna ocena zewnętrzna. Czyli dziecko rozumie, że jeśli nie będzie znało, nie będzie władało językiem ukraińskim, nie będzie znało materiałów z literatury ukraińskiej, to oczywiście nie dostanie się na żadną wyższą uczelnię. I jeśli oczywiście porównać młodszych uczniów i starszych, to starsi uczniowie już rozumieją to wyraźniej. I lepiej rozumieją to ich rodzice, którzy starają się w taki czy inny sposób dziecku pomóc, kupując pewne podręczniki, kupując słowniki i naturalnie, wynajmując korepetytorów. Ludzi, którzy władają językiem ukraińskim jest teraz więcej i miłe jest to, że ludzie nie wstydzą się rozmawiać w swoim języku ojczystym. No, sposobów na udoskonalenie języka ukraińskiego jest bardzo dużo. Przede wszystkim jest to czytanie książek, to oglądanie sztuk. Ludzie powinni przede wszystkim sami więcej rozmawiać po ukraińsku, oczywiście, zaglądać do słowników.

(-)

Ktoś znany powiedział: „Język człowieka, tak jak jego dusza, powinna być czysta”. Nie wstydźcie się więc doskonalić się, bo jak wiadomo – na naukę nigdy nie jest za późno.

(-)

Nasza kolejna rubryka – urodziny

(-)

Dzisiaj wspomnimy o pochodzeniu i znaczeniu słowa „Ukraina”.

– Ukraina – to nasza ojczyzna, w której żyjemy. To nasz dom,- tak znaczenie słowa „Ukraina” tłumaczą piątoklasiści. A teraz zwrócimy się do źródeł naukowych, w tym – do słownika etymologicznego. Jedna z najdawniejszych wzmianek nazwy naszego kraju „Ukraina” – to „Latopis Ipatijewski” z 1187 roku. Tam kronikarz opowiada o śmierci kniazia perejasławskiego, Włodzimierza Hlibowycza: „I płakali po nim wszyscy perejasławcy, za nim też Ukraina bardzo płakała”. Dwa lata później, w 1189 roku, zaznacza się, że kniaź Rościsław przyjechał do Ukrainy Halickiej. Pochodzenie słowa „Ukraina” od dawna przyciągało uwagę uczonych, ale jednoznacznego tłumaczenia nie ma do tej pory. Jedni badacze wiążą ją ze słowami „kraj” – najbardziej oddalona od centrum część terytorium, albo okolica. Inni – z rzeczownikami „kraj”, „kraina” – w znaczeniu: „kraj ojczysty”, „swoja kraina”, „ziemia rodzinna”, „ziemia zamieszkana przez swój naród”. I nareszcie jeszcze jeden pogląd, według którego nazwa słowa „Ukraina” pochodzi od słowa „kroić”, czyli „odciąć”. Pierwotne znaczenie tej nazwy – kawałek ziemi, który został odkrajany, odcięty od całości, który z czasem sam stał się całością. Czyli oddzielnym państwem. Najbardziej wiarygodną i najbardziej przekonującą wersją jest nazwa, która wiąże nazwę „Ukraina” ze słowami „kraj”, „kraina”. Chociaż związek ten nie jest bezpośredni, a znacznie bardziej skomplikowany. Tak uważa większość językoznawców, m.in. ukraiński uczony Witalij Sklarenko.

(-)

„Cóż to takiego – zdawałoby się – słowa? – takim bardzo emocjonalnym wersetem rozpoczyna się jeden z wierszy nieśmiertelnego Tarasa Szewczenki. Pamiętacie? „No, cóż takiego– zdawałoby się – słowa? Słowa i głos. I nic więcej. A serce bije mocniej, ożywa, gdy je usłyszy…” Ale czy biją mocniej, ozywają nasze serca, gdy słyszymy albo czytamy wypaczenia językowe – i nie tylko – wśród harmideru ulicznego i jarmarcznego zgiełku?

(-)

Następna rubryka naszej audycji – czy mówimy poprawnie? Nasz krajan, znany pisarz, językoznawca Borys Antonenko-Dawydowycz tak pisał: „Na podstawie tego, jak mówi człowiek, można zorientować się jaki jest ogólny rozwój tego człowieka, jej wykształcenie i poziom kultury. Im człowiek jest kulturalniejszy, tym bardziej jest rozwinięty jego język – bogatszy w zasób leksykalny, różnorodniejszy – bogatszy ma zasób leksykalny, różnorodniejszy pod względem epitetów, metafor, trafnych porównań, barwniejszy poprzez stosowanie przysłów, przypowiastek i powiedzonek. Nie ma w naturze ludzi, którzy odznaczaliby się wysokim intelektem i jednocześnie prymitywnym, jak u pierwotnego dzikiego człowieka językiem. I jednocześnie – jakże często spotykamy ludzi obojętnych i niedbałych wobec swojego języka. I do języka swego narodu w ogóle”. Tak uważał Borys Antonenko-Dawydowycz.

Faktycznie, w ostatnim czasie częściej zdarza się słyszeć, lub też czytać nazwy stanowisk, a także słowa, związane z rodzajem działalności przedstawicielek płci żeńskiej. Na przykład: lekarka, nauczycielka, naczelniczka, psycholożka, dyrektorka, kierowniczka itd. czy takie konstrukcje odpowiadają normom ukraińskiego języka urzędowego? Z tym pytaniem zwracam się do nauczyciela języka ukraińskiego i literatury Sumskiej Szkoły Profilowanej nr 2, Lubowi Lisowenko:

– Niektórzy nasi filologowie uważają za prawidłowe w języku potocznym, w publicystyce stosowanie takich słów jak nauczycielka, dyrektorka, jednak w języku urzędowym tego nie wolno stosować.

(-)

Rozmawiajcie i piszcie poprawnie. A teraz trochę o akcentowaniu. Dosyć często, nie tylko przeciętni obywatele, ale i moi koledzy – prowadzący audycje, spikerzy; dziennikarze na antenach telewizyjnych i radiowych popełniają błędy w wymowie słów. Dalej więc będzie o powszechnym poplątaniu w akcentach. Jak powiedzieć poprawnie: Fenomen czy fenomen?

(-)

– Wyjaśnienie specyfiki poprawności akcentuacyjnej w języku ukraińskim, trudnym do przetłumaczenia na język polski.

(-)

I dalej nasza stała rubryka: „W świecie imion własnych”

(-)

„W ogóle bez imienia nie ma nikogo wśród ludzi; kto by się pojawił na świecie – znamienity człowiek czy prosty, każdego z nich, sprowadziwszy na świat, rodzice nazywają imieniem”, – pisał Homer w swoim genialnym utworze „Odyseja”.

(-)

Jak więc wynikły nasze imiona? Co one oznaczają? Jakie procesy w nazywaniu nowo narodzonych obserwujemy obecnie? Co jest nowego w badaniu imion?

(-)

W dzisiejszej naszej audycji porozmawiamy o dwóch pięknych. We wszystkich czasach popularnych dwóch imionach – męskim „Michał” i żeńskim „Maria”. Imię „Michał” pochodzi od starożydowskiego „Michael” – „podobny Bogu”. Imię to znalazło szerokie zastosowanie wśród ludu i w literaturze. U Jurija Janowskiego znajdujemy: „Dlaczego nazywali go „Myszunią”? A dlatego, że żadne inne imię do niego nie pasowało. Ani „Mychajło”, ani „Myszko”, ani „Mychaś”, tylko „Myszunia”.

[cytat z piosenki ludowej]

Dosyć popularne imię „Michał” nosili: popularny uczony, encyklopedysta, oświatowiec, poeta, działacz społeczny, założyciel pierwszego w Rosji uniwersytetu (1855) – Łomonosow; minister finansów i spraw zagranicznych Tymczasowego Rządu 1917 r., biznesmen, mecenas, przedstawiciel znamienitego rodu cukrowników – Tereszczenko; wybitny działacz społeczny i państwowy – Hruszewski; ukraiński krytyk literacki, publicysta, historyk, folklorysta Dragomanow; poeta rosyjski – Lermontow.

(-)

Na razie – opowieść o pięknym imieniu żeńskim „Maria”. Ono też ma pochodzenie starożydowskie; ma ponad 60 znaczeń, wśród których jest: konsekwentna, uparta, pożądana, smutna i inne. Imieniem tym szczodrze nagradzali bohaterki swoich utworów wybitni poeci i pisarze. „Jest imię żeńskie – miękkie i jasne;

w nim jest i miłość, i troska, i nadzieja

Brzmi jak westchnienie lekkie i wiosenne –

Marija” – pisał Maksym Rylski.

Dmytro Pawłyczko też używał tego imienia w swoich utworach – [cytaty z wiersza i powieści].

Piękne imię „Maria” nosiła genialna ukraińska aktorka – Zańkowiecka; ludowa malarka Ukrainy – Pryjmaczenko; pierwsza kobieta, która otrzymała Nagrodę Nobla – Skłodowska-Curie; znamienita grecka śpiewaczka operowa – Callas; znamienita ukraińska pisarka – Wilińska-Markowycz, znana pod pseudonimem „Marko Wowczok”; królowa szkocka – Stuart; ukraińska pisarka dla dzieci – Pryhara.

(-)

I na sam koniec mówimy: szanujcie język ojczysty, pamiętajcie słowa ukraińskiego poety Maksyma Rylskiego „Jak pęd winorośli pielęgnujcie język, pilnie i nieustannie wyrywajcie chwasty. Czystszy od łzy niech on będzie”.

(-)
(-)

Był to program „Źródła języka ojczystego” Sumskiej Rozgłośni Obwodowej, przysłany na festiwal radiowo-telewizyjny „Kalinowe Mosty-2011”. Myślę, że program się wam spodobał, zwłaszcza Mariom i Michałom. Na dzisiaj to wszystko, jutro spotkamy się o 10.50, a tymczasem – wszystkiego dobrego życzy wam Jarosława Chrunik. (jch/ad)

19.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w piątek, 19 lipca, na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Wreszcie doczekaliśmy się weekendu, który zapowiada się bardzo ciekawie, bo Łemkowie nadal znoszą drewno na watrę, a i u nas też będzie wesoło i kolorowo. Zaraz o tym trochę opowiem, najpierw jednak tradycyjnie – kilka historycznych dat:

(-)

19 lipca 1876 r. zmarł Iwan Soszenko – ukraiński malarz i pedagog. Jeden z najbliższych przyjaciół Tarasa Szewczenki; brał aktywny udział w wyzwoleniu go z pańszczyzny. Uczył się w Petersburskiej Szkole Sztuk, był wykładowcą malarstwa w gimnazjum niżyńskim, niemirowskim i kijowskim. Z zachowanych prac Soszenki znane są: „Portret babci Czałego”, „Portret kobiety”, „Chłopcy-wędkarze”, „Sprzedaż siana nad Dnieprem”, a także pejzaże i ikony.

(-)

19 lipca 1937 roku zmarł Teofil Okuniewski – ukraiński prawnik, adwokat i dyplomata, działacz społeczny i polityczny. Współzałożyciel Ukraińskiej Partii Narodowo-Demokratycznej, członek Prezydium Rady Zachodniej Ukraińskiej Republiki Ludowej. Syn księdza greckokatolickiego Hipolita Okuniewskiego. Założył i stanął na czele towarzystwa „Proswita”, inicjator i jeden z fundatorów gimnazjum towarzystwa „Ojczysta szkoła” w Horodence.

(-)

19 lipca 1945 roku w radzieckim więzieniu zginął Augustyn Wołoszyn – prezydent Karpackiej Ukrainy. Był inicjatorem założenia na Zakarpaciu towarzystwa „Proswita”, „Społeczności Nauczycielskiej” i przewodniczącym Towarzystwa Etnograficznego Rusi Podkarpackiej, które to organizacje przetrwały do okupacji Zakarpacia przez Węgry w marcu 1939 roku. W maju 1945 roku został zaaresztowany przez radzieckie służby specjalne „SMERSZ”. Zginął w „Butyrskim” więzieniu w Moskwie, według oficjalnej wersji – na paraliż serca.

(-)

Z życzeniami wybierzemy się dzisiaj do Antoniego, Walentego, Wasyla i Innocentego, a także do tych, kto od dzisiaj będzie o rok starszy. Wszystkiego najlepszego!

(-)

W Olsztynie i okolicach od wtorku trwają XXIV Międzynarodowe Olsztyńskie Dni Folkloru „Warmia 2019”. Rozpoczęły się one we wtorek koncertem otwarcia, połączonym z kolorową paradą wszystkich uczestników ulicami Starego Miasta. W przedsięwzięciu biorą udział zespoły z innych miast Polski – Warszawy, Bielska-Białej, Białegostoku i Nowej Rudy, a także z innych, niekiedy bardzo odległych krajów: Bułgarii, Grecji, Serbii, Rumunii, Ukrainy, Indii i Panamy. Ukrainę w tym roku reprezentuje zespół tańca ludowego „Perłyna” z Łuben w obwodzie połtawskim. Warto podkreślić, że oprócz własnych, ukraińskich tańców, „Perłyna” ma w swoim repertuarze także tańce innych narodów – włoskie, francuskie, żydowskie, węgierskie i inne. Dzisiaj po południu „Perłyna” wystąpi w Biskupcu, a jutro – w koncercie finałowym w olsztyńskim amfiteatrze. Organizatorem Olsztyńskich Dni Folkloru jest Stowarzyszenie Kulturalne Zespół Pieśni i Tańca „WARMIA”.

(-)

Na Ukrainie, niestety, nie jest tak wesoło, chociaż najnowsza wiadomość teoretycznie brzmi optymistycznie. Ukraina doszła do porozumienia z separatystami w sprawie wymiany jeńców. Do ugody doszło w ramach obradującej w Mińsku trójstronnej grupy kontaktowej do spraw Donbasu. Ponadto strony umówiły się co do zawieszenia broni, które ma obowiązywać od najbliższej niedzieli. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko.

(-) Korespondencja w języku polskim
Powiedziałam, że wiadomość teoretycznie brzmi optymistycznie, bo jak do tej pory wspierani przez Rosję separatyści prawie nigdy nie przestrzegali porozumień.
Tymczasem – jak podaje ukraiński 5 Kanał – w obwodzie charkowskim „czarne ludziki” gotowe są walczyć ze zwolennikami „rosyjskiej wiosny” i inicjatorami prorosyjskiego rewanżu. Poinformowały o tym w nagranym filmiku video.

„Dziś zwolennicy „rosyjskiej wiosny” pragną nadrobić to, co przegapili w 2014 r. Brudni politycy i ich poplecznicy, którzy przyprowadzili do naszego kraju wojnę, postanowili przywrócić sobie dawne pozycje. Przypominamy rewanżystom, że władza się zmienia, ale my się nie zmieniamy! „Czarne ludziki” nigdzie się nie podziały i nigdzie nie odeszły. 5 lat temu na ziemi charkowskiej było nas kilkuset i wtedy separatyści dostali po zębach. Obecnie jest nas kilka tysięcy i tym razem separatyści zostaną bez zębów! Teraz za naszymi plecami są wyzwolone z rąk rosyjskich oprawców miasta ukraińskiego Donbasu. Jesteśmy zahartowani w walkach o Ukrainę!”, – mówi się w oświadczeniu „czarnych ludzików”. Również „czarne ludziki” uprzedziły rewanżystów, że próby przywrócenia dawnych pozycji zakończą się dla nich szpitalami i kostnicami.

Warto przypomnieć, że termin „czarne ludziki” pojawił się po wtargnięciu tak zwanych „zielonych ludzików” (sił zbrojnych FR) na Krym. Wiosną 2014 r. w swoim oświadczeniu „czarne ludziki” podkreśliły, że jakikolwiek zamach na terytorialną integralność Ukrainy zostanie potraktowany jako zbrodnia wobec Ukraińców, a jakiekolwiek sprzyjanie okupantom – jako zdrada. Powiedzieli też o sobie, że pochodzą ze wschodu Ukrainy.

(-)
Tą informacją kończymy nasze przedpołudniowe spotkanie. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Zapraszam was do radioodbiorników o godz. 18.10, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

18.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Z dnia na dzień” na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Lato – to przede wszystkim wakacje; to nic, że większość z nas i tak musi chodzić do pracy. A skoro wakacje, to i u nas będzie wakacyjnie, młodzież nam to zapewni w stu procentach. Najpierw – trochę muzyki:

(-)

Na przełomie czerwca i lipca w Tuławkach w gminie Dywity wypoczywały dzieci ze wsi Hołowyn (na Rówieńszczyźnie). Pięć lat temu Gmina Dywity podpisała umowę o współpracy z Radą Wiejską Hołowyna (jest to rejon kostopolski). Wymiana młodzieży – to jeden z kierunków tej współpracy. Organizatorzy zawsze dbają o to, żeby program pobytu był ciekawy, żeby dzieci dowiedziały się wiele ciekawych rzeczy, żeby powróciły do domu z bagażem pięknych wrażeń. Rodzina Elżbiety i Stefana Melnyków jest dobrym duchem całego przedsięwzięcia.

Dla niektórych dzieci z Ukrainy jest to w ogóle pierwszy wyjazd za granicę, gdzie mogą poznać swoich rówieśników i zobaczyć, jak żyje się im w innym kraju. O tym, że wrócą do domu z pięknymi wrażeniami, opowiedzieli mi sami; w jedną z niedziel dzieci przyjechały do Olsztyna do cerkwi, a po liturgii wystąpiły przed publicznością z niewielkim koncertem:

(-)

– Cieszymy się, że już piąty rok z rzędu mamy taką wspaniałą możliwość, że nasze dzieci spędzają część letnich wakacji na terytorium wsi Tuławki. Zawsze mamy bardzo ciepłe przyjęcie, mamy jak najlepsze wrażenia; taki świetny jest program wypoczynku i takie przyjazne oczy, bliskie dusze, ojczysty język! My po prostu nie czujemy się tu jak obcokrajowcy, gdy możemy rozmawiać z ludźmi w języku ukraińskim z ludźmi, którzy nas rozumieją, rozumieją naszą sytuację, nasze problemy, którzy dzielą z nami nasze zwyczaje i tradycje. Dzisiaj mieliśmy wspaniałą okazję modlić się – wszyscy w jednym języku ukraińskim. Troszkę inaczej, troszkę różni się nasza liturgia od liturgii, na której byliśmy obecni, ale to jest to, co nas łączy. Ukrainę mamy jedną, Boga mamy jednego i myśli nasze mają być takie same. Dzisiaj mamy 22 dzieci, które chcą zrobić wam przyjemność swoją twórczością. I zaczynamy tańcem „Powitalnym”:

(-)

– Ukraina jest bogata w talenty i bogata w tradycje; bogata w nasze zwyczaje. Wszyscy wiemy, że symbolem Ukrainy jest wyszywanka i nasze dzieci przygotowały dla was dzisiaj taki swoisty pokaz wyszywanek. I chcą też zademonstrować taniec „Ukraina – błogosławiona przez Boga ziemia”:

(-)

Dzieci cieszyły się, było widać, że śpiewają i tańczą niewymuszenie. Najbardziej zwracali uwagę dwaj chłopcy o „świętych „ imionach: Paweł i Mikołaj:

– Wesoło jest!

– Mamy świetny nastrój i jest wesoło!

– Podoba się nam to, że jesteśmy w Polsce, że możemy tu przyjechać, przyjść do ukraińskiej cerkwi, usłyszeć ludzi, którzy są z Ukrainy, którzy chcą coś zobaczyć, przypomnieć sobie coś ukraińskiego.

– Jest nam bardzo miło, że tu jest (w tej sali) większość Ukraińców; to bardzo miłe, że oni nas rozumieją, a my rozumiemy ich.

– Ludzie są bardzo gościnni, przyjmują nas, rozumieją nas.

(-)

I ludziom też podobał się ich występ:

– Wspaniale, wspaniale, bardzo ładnie! Zawsze lubię jeździć na takie występy. To swoje!

– Bardzo mi się podobało! I dziękuję za ten przyjazd dziewcząt i chłopców. Pokazali oni ukraińską piosenkę, ukraińskie tańce, a co najważniejsze – przekazali nam współczesną Ukrainę, co tam się dzieje; swój patriotyzm.

(-)

Tetiana Czekun, zastępczyni dyrektora hołowyńskiego liceum, przyjechała do Tuławek po raz pierwszy:

– Osobiście jestem po raz pierwszy, ale nasze dzieci już piąty rok mają możliwość spędzać część letnich wakacji w Polsce.

– I jak się pani podoba, skoro jest pani pierwszy raz?

– Super!

– Myślę, że w tym słowie wszystko się zawiera. A tak nieco szerzej?

– Jeśli szerzej: bardzo pięknie jest zorganizowana współpraca tu, na miejscu, żeby maksymalnie zapewnić nam komfort i przyjemności. I miejscowi – i pani Agnieszka, i pan wójt – bardzo ciepło nas powitali, w szkole są wspaniałe warunki. Dużo wypoczywamy, dużo poznajemy życia codziennego i Ukraińców w Polsce, i samych Polaków. Ciepło odnosi się do nas miejscowa społeczność – wczoraj mieliśmy piękne święto w Tuławkach, nie czuliśmy się jak goście, byliśmy jak w domu. Wszystko bardzo pięknie!

– A co dla pani było jakimś odkryciem, niespodzianką? Coś, czego się pani nie spodziewała, a to jest?

– Może nie tyle odkryciem, o ile zmienił się może nawet mój światopogląd. Ja może mówię teraz trochę patetycznie, ale my nie zanadto cenimy to, co mamy na Ukrainie, jak cenią to ci, którzy są tego pozbawieni. Nie na darmo mówi się, że – jest takie przysłowie – jak mamy to nie szanujemy, a jak stracimy, to się smucimy. Ci ludzie, przesiedleńcy, którzy w wyniku operacji „Wisła” znaleźli się na terenach Polski, od nich my… ja osobiście uczę się szanować i cenić to, co mamy.

(-)

Na koncercie śpiewały nie tylko dzieci – nauczycielka Iwanna też zaprezentowała kilka piosenek ludowych:

(-)

Zapytałam potem panią Iwannę, jak rozwija sój talent:

– Wcześniej zajmowałam się nie amatorsko, tylko długi czas śpiewałam we wzorcowym dziecięcym zespole, u nas w domu kultury, potem poszłam na studia – praca, dzieci i jakos tak to zarzuciłam. Ale nawyki pozostały, zdolności nigdzie nie znikają, piosenki w pamięci są, więc postanowiliśmy, że skoro jest taka możliwość, to czemu nie?

– Jaką piosenkę śpiewa pani najczęściej, tak dla siebie?

– Dla siebie najczęściej pewną piosenkę o mamie śpiewam. Wie pani, dopóki sama nie zostałam mamą, to dla mnie była to piosenka jak piosenka, a gdy już sama zostałam mamą, to nigdy bez łez tej piosenki do końca dośpiewać nie mogę…

(-)

A potem nadszedł dzień, gdy trzeba było się pożegnać. W imieniu wójta i własnym gości z Ukrainy pożegnała pani Agnieszka Sakowska-Hrywniak, przewodnicząca rady Gminy Dywity i jednocześnie sołtys wsi Tuławki:

(-) Wypowiedź w języku polskim
Dzieci z jednej strony tęsknią za swoimi bliskimi, a z drugiej – tu jest im dobrze, a to jest niewątpliwą zasługą gospodarzy. Niespodziewanym, dodatkowym efektem pobytu dzieci z Ukrainy w Tuławkach jest decyzja niektórych z nich o kontynuowaniu nauki w ZSzUJN w Górowie Iławeckim, więc z kilka osób powróci tu we wrześniu. A ja rozmawiałam z nimi wówczas, gdy wróciły z ostatniego punktu przygód, czyli z Galindii. Wszyscy byli zachwyceni. Moimi rozmówcami są odpowiednio: Władysława, Darynka, Iwanka i Paweł:

(-)

– Chce się zobaczyć bliskich, swój dom, a jednak nie chce się stąd jechać, ponieważ zaprzyjaźniliśmy się z polskimi dziećmi i ja nie chcę przerywać tych znajomości. Ale mimo wszystko chce się do domu. Troszkę.
– Szczerze mówiąc, za bardzo nie chcę do domu, tutaj mi się podoba. Jeszcze jest taki plus, że przy mnie cały czas jest mama, bo w tym roku ze mną mama przyjechała. Ale tak, troszkę się stęskniłam za bliskimi, za przyjaciółmi, ale jak wyjdzie, to wkrótce znowu przyjadę do Polski, tak że takiego bardzo „szkoda, że aż!”, we mnie nie ma.

– Dlatego, że wiesz, że jest droga powrotu?

– Tak!
– A mi wcale nie chce się jechać do domu, tu jest dużo nowych znajomości. No, oczywiście, ckni mi się za wszystkimi bliskimi, ale bardzo mi się spodobało w tym miasteczku; wcale nie chce się jechać!

– Za to będzie co opowiadać.

– Oooo! Opowiadać będę cały rok!
– Bardzo się cieszę, że mogą nas przyjąć w tej szkole; jest nam tu bardzo dobrze, wożą nas na różne wycieczki. Jest nam bardzo dobrze i komfortowo w tej szkole. Chciałbym, żeby kiedyś i do nas przyjechały dzieci z Polski.

– A jak było w Galindii?

– Aaa! Dzisiaj było super! Wystąpiłem w roli króla, miałem cztery swoje żony!

– Była buława?

– Była buława i było bardzo wesoło!

– Ale to chyba był jakiś pogański król, skoro miał cztery żony?

– Nie, nie, nie! To był bardzo dobry król!

(-)

Niech więc dzieci nadal beztrosko sobie wypoczywają, niech nabierają sił, a we wrześniu Warmia znowu powita ich w progach szkoły, która z pewnością też stanie się im bliska.

(-)
A skoro utrzymujemy beztroski nastrój, to niech go podtrzyma Hryć Drapak – nieco filozoficznie:

(-) Humoreska
Mogę się tylko domyślać, po której stronie opowiadają się nasi słuchacze. Nasz czas antenowy dobiega końca, więc żegnam się z wami do jutra do 10. 50. Była z wami Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego! (jch/bsc)

18.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Witam was, drodzy słuchacze, na falach Polskiego Radia Olsztyn w czwartek, 18 lipca. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Weekend już blisko, więc czas, żeby wróciła ładna pogoda; ciekawe jak tam jest w górach? Jutro przecież zaczyna się „Watra”. Ale to dopiero jutro, na razie jeszcze Łemkowie jsą w drodze do Żdyni, a my mamy codzienność, a nie święto. Kilka dat z kalendarza:

(-)

18 lipca 2995 roku próba pochowania ciała Patriarchy Wołodymyra w Sofijskim Soborze spotkała się ze sprzeciwem ze strony duchowieństwa UCP MP oraz działaniami siłowymi ze strony oddziałów specnazu MSW Ukrainy.

Prezydentem Ukrainy był wówczas Leonid Kuczma.

(-)

18 lipca 1889 roku urodził się Sewerian (Baranyk) – działacz cerkiewny, zakonnik-bazylianin, błogosławiony męczennik UCGK, którego w 1941 roku zakatowali oprawcy z NKWD.

(-)

18 lipca 1936 roku urodził się Jurij Illenko –operator filmowy, reżyser, scenarzysta. Wśród jego najbardziej znanych filmów jest: „Studnia dla spragnionych”, „Wieczór na Iwana Kupała”, „Biały ptak z czarnym znamieniem”, „Legenda o księżnie Oldze”. Jest jednym z przedstawicieli fali „ukraińskiego kina poetyckiego”.

(-)

Dzisiaj jest „dzień anioła” Anny, Barbary, Elżbiety, Wasyla, Opanasa, Sergiusza. Świętują też urodzeni 18 lipca, więc wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego.

(-)

Grekokatoliccy pielgrzymi, którzy wędrują na Górę Jawor, maja dzis do pokonania 24 km. Wczoraj przeszli 18 km – z Krynicy do Mochnaczki, potem przez Czyrną do Banicy. Dzisiejsza ich trasa to: Banica – Izby – Friczka – Petrowa – Gabołtów – Cyhełka. Jutro z Cyhełky wierni wyrusza na Górę Jawor, gdzie najpierw zostanie odprawione nabożeństwo do NMP, a potem będzie archijerejska Litirgia Święta, procesja i poświęcenie wody.

Na Górze Jawor w 1929 r. miały miejsce objawienia Matki Bożej.

(-)

Administracja prezydenta Ukrainy zapowiada rozmowy na temat polepszenia stosunków z Polską, w tym w sprawie zniesienia zakazu ekshumacji polskich ofiar. Poinformował o tym wiceszef administracji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego Wadym Prystajko. O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

W Holandii i Malezji uczczono pamięć ofiar katastrofy malezyjskiego Boeinga 777, który pięć lat temu został zestrzelony nad Ukrainą. Zginęło wtedy 298 osób. Rodziny ofiar wzywały do sprawiedliwości dla zabitych i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności.
Uroczystości w Malezji odbyły się w ambasadzie australijskiej w stolicy kraju, Kuala Lumpur. W Holandii uczczono ofiary w parku upamiętniającym tragedię, w którym posadzone jest 298 drzew. Każde upamiętnia jedną ofiarę.
Holenderski zespół międzynarodowych śledczych twierdzi, że samolot został zestrzelony przez pocisk przeciwlotniczy BUK w części wschodniej Ukrainy, który zajmowali prorosyjscy rebelianci. Rosja zaprzeczyła swojemu udziałowi w zestrzeleniu samolotu. Sto dziewięćdziesiąt sześć ofiar było Holendrami, a 36 Australijczykami.

(-)

Moskiewski sąd pozostawił w areszcie 24 ukraińskich marynarzy. Obywatele Ukrainy, wzięci do niewoli przez rosyjską straż graniczną w listopadzie zeszłego roku w Cieśninie Kerczeńskiej, pozostaną za kratami do 26 października. Działania rosyjskich władz potępiła międzynarodowa społeczność, w tym Polska. Z Moskwy Maciej Jastrzębski:

(-) Korespondencja w języku polskim

(-)

Na tym kończymy nasze przedpołudniowe spotkanie. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Wieczorem o godz. 18.10 spotkamy się znowu, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ach)

17.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was na falach Polskiego Radia Olsztyn. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Czy słyszycie ten szczęk zbroi? Dzisiaj będzie dużo historii w naszej audycji, ale i muzyki też – muzyki historycznej.

(-)

Na stronie vn.ukraines.news znalazłam taką ciekawostkę:

„W ramach projektu „Pamiętne daty wojskowej historii”, w materiale z dnia 3 lipca 2014 r. została ustanowiona nowa data „15 lipca – Pamiętna data wojskowej historii Rosji. Tego dnia 1410 r. wojska rosyjskie i ich sojusznicy odnieśli zwycięstwo nad rycerzami niemieckimi w Bitwie pod Grunwaldem”.

Zwróćcie uwagę na sformułowanie – „wojska rosyjskie i ich sojusznicy”. Ani „Królestwo Polskie i sojusznicze wojska rosyjskie”, ani sojusz wojsk polskich, litewskich i ruskich” i właśnie podkreślono jako ważne – na pierwszym miejscu „Rosjanie” i ich sojusznicy, których nazwy narodowości nie warte są nawet wspomnienia.

(-)

A oto co pisze w artykule „Grunwaldzkie zwycięstwo na tle moskiewskich fałszerstw” na stronie universum.lviv.ua Petro Kostiuk, pułkownik, przewodniczący lwowskiej obwodowej organizacji Związku Oficerów Ukrainy:

„Armia wielkiego mistrza składała się z „braci”Zakonu i oddziałów jego wasali, oddziałów „gości” europejskich i najemników, a także pułków księcia oleśnickiego Konrada Białego i szczecińskiego – Kazimierza. Na czele wojska polskiego stał król polski Władysław Jagiełło; liczyło ono 51 chorągwi.

Wojsko to sformowane było według zasady terytorialnej, czyli każde księstwo wystawiało swój oddział. Chorągwie polskie i litewsko-ruskie stanowiły w przybliżeniu po połowie wojska sojuszniczego każda. Do armii Wielkiego Księstwa Litewskiego, Ruskiego i Żmudzkiego wchodziły pułki z ziemi litewskiej, białoruskiej i ziem ukraińskich: Kijowszczyzna, Wołyń, Starodębie, Podole – Kijów, Starodub, Łuck, Włodzimierz, Krzemieniec, Brześć, a także oddziały ze Smoleńska, którymi dowodził rodzony brat Jagełły, książę Semen-Lingwen; była też lekka konnica tatarska.

1136 r. Nowgorod został stolicą Republiki Nowgorodskiej, która dopiero 1478 r. weszła w skład Księstwa Moskiewskiego. Pskow w czsaie Bitwy pod grunwaldem był stolicą niezależnej Republiki Pskowskiej – tworu państwowego średniowiecznej Rusi. 1510 roku Pskowska Republika została zrujnowana przez Wielkie Księstwo Moskiewskie. W szeregach wojsk sojuszniczych nie było przedstawicielskich wojsk Moskwy, ponieważ książę moskiewski nie zaryzykował wejścia w sojusz z wrogami Ordy. W 1410 r. Rosją rządził Wasilij, syn wiernego wasala cara ordyńskiego Tochtamysza – Dmitrija Dońskiego.

Tak więc wśród sojuszników nie było przedstawicieli Moskowii, dlatego jakiekolwiek spekulacje o Bitwie pod Grunwaldem i udział w niej Moskowii jest niedorzeczna, tym bardziej przechwalanie się cudzymi zwycięstwami oraz demonstrowanie światu swojej udawanej potęgi, wrogości wobec katolicyzmu i w ogóle wszystkiego zachodniego.

Mamy natomiast szereg dowodów historycznych na udział ruskich (ukraińskich) pododdziałów, które wyszły na pole bitwy pod Grunwaldem pod niebiesko-żółtym sztandarem. Złoty lew po raz pierwszy zaznał światowej chwały, gdy dumnie niósł go pułk Ziemi Lwowskiej w walce z Krzyżakami pod Grunwaldem 1410 r. Oczywiście, „ruski lew” był rodowym znakiem odgałęzienia dynastii książąt Romanowiczów we Lwowie. Herb miasta Lwowa – to lew, stojący na tylnych łapach na tle trójzębnej wieży (symbolu Trójcy Świętej).

Warto zaznaczyć, że w nauce heraldycznej przyjęto nazywać lwem figurę przedstawiającą zwierzę, które wspięło się na tylne łapy. Jeśli lew stoi lub porusza się na czterech łapach, wówczas już nazywany jest leopardem. Nasi przodkowie dobrze znali się na zasadach heraldyki, bo na wszystkich herbach z terytorium Zachodniej Ukrainy lew przedstawiony jest na tylnych łapach.”

To tylko fragmenty tego długiego artykułu, ale teraz zrobimy muzyczną pauzę:

(-)

Bitwa pod Grunwaldem była największą bitwą średniowiecznej Europy. Starli się w niej rycerze zakonu Krzyżackiego z jednej strony oraz połączone wojska Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego z drugiej. W składzie tych wojsk były też chorągwie z Rusi-Ukrainy – z Podola, Wołynia, Galicji. Zwycięstwo w tej bitwie przyśpieszyło koniec panowania Krzyżaków w Europie Wschodniej, co miało decydujący wpływ na wydarzenia historyczne.

Trudno się dziwić, że Bitwa pod Grunwaldem przyciąga uwagę historyków i w ogóle amatorów wszystkiego, co dawne. Co roku na polach Grunwaldu zbierają się bractwa rycerskie – rekonstruktorzy, odtwarzający przebieg bitwy. Już nie pierwszy rok przyjeżdżają też bractwa rycerskie z Ukrainy, m.in. z Kijowa. Z nimi całą noc spędził, możliwe, że i miód-wódkę pił, a co najważniejsze – dopilnował, żeby i w tym roku zwycięstwo było po właściwej stronie – Sergiusz Petryczenko:

(-)

Z rekonstruktorami z Kijowa spotkałem się w obozie na polach, gdzie kiedyś odbyła się Bitwa pod Grunwaldem. Moim rozmówcą jest Anton Antoszyn:

– Odtwarzamy tu sytuację, która miała tu miejsce 1410 r., mam na uwadze chorągwie ukraińskie… ukraińskie, czy jeszcze wtedy ruskie…

– Ruskie…

– …ruskie, które były pod Grunwaldem, to jest z pewnością dowiedzione. Co pan może powiedzieć więcej o tym okresie, co wiadomo?

– No, powiem po pierwsze to, że u nas ten fragment historii, chociaż badany przez historyków, ale jakoś trochę zapomniany jest w szkołach. I w ogóle u nas wykładano taka historię post-radziecką czy tez post-imperialną, że mieliśmy książęta przedmongolskie, Kijowska Ruś, potem Księstwo Halicko-Wołyńskie, o którym jeszcze trochę można powiedzieć, a potem hop! – i kozacy! A gdzie się podziało ponad sto lat? Taki wielki kawał historii po prostu był zapomniany. Tak, trochę połknęły nas inne kraje, ale trzeba rozumieć, że w wiekach średnich nie było krajów narodowych w takim znaczeniu, jakie znamy obecnie. Trzeba rozumieć, że tamci Ukraińcy, tamci dawni Rusini (bo my sami nazywaliśmy się Ruś). To teraz Rosja może mówić, że jest Rosją, że to oni, jednak trzeba pamiętać kto jest kim. I w taki sposób stawiamy akcent na tym, że nasi przodkowie byli włączeni we wszystkie procesy europejskie. Na przykład – w tej chwili jesteśmy w gościach w chorągwi mazowieckiej, a co my tu robimy? Historycznie. Co tu mogli robić nasi przodkowie? W rzeczywistości tak wyszło, że Ziemowit Mazowiecki – książę, bardzo ważna osoba, bardzo wielkiej wagi – był żonaty z siostrą Jagiełły, polskiego króla. Ta siostra to Aleksandra, wzrastała na Białorusi w młodości, a gdy wychodziła za mąż, dał jej w posagu Księstwo Bełskie. I dopiero pod koniec XV w. to Księstwo Bełskie zmieniło swoją nazwę na województwo. A do tamtego czasu to była ziemia ruska w składzie Korony Polskiej i ci Ukraińcy-Rusini tak samo walczyli w składzie wielkiej armii sojuszniczej, polsko-litewskiej pod Grunwaldem, tylko pod innymi sztandarami. Ale byli tacy samo jak i my, rozmawiali w tym samym języku. No, w zasadzie język średniowieczny był trochę inny, niż współczesny język ukraiński, ale jest bardzo podobny. I pomyśleliśmy – czemu by nie pokazać i sobie, i Polakom na przykład, że właśnie my też jesteśmy częścią ich kultury, i naszej wspólnej, nie tracąc własnej godności. Dlatego, że często bywa tak, że gdy jedziesz do kogoś w gości, to niby trzeba grać według zasad ludzi, którzy cię zapraszają. Ale my tracimy godności i jednocześnie okazuje się, że byliśmy w składzie ich państwa w owym czasie, ale odtwarzamy samych siebie. Takimi, jakimi byliśmy wtedy. W zasadzie to jest główna idea, główny message – pokazać, że mamy wspólne karty historii z Polska i z Litwą. Takie, które się nie przeciwstawiają sobie, nie sieja takich sytuacji konfliktowych. Dlatego, że bardzo ciężko jest rozmawiać na przykład o wydarzeniach II Wojny Światowej, albo o walkach wyzwoleńczych z czasów Chmielnickiego, a tu jest wszystko proste: byliśmy razem, mieliśmy wspólnego wroga i byliśmy sojusznikami. Nie było takiego konfliktu. Oczywiście, historia to skomplikowana sztuka, ale trzeba szukać jasnych kart – i dla siebie, i dla ludzi.

(-)

– Czy pole bitwy to miejsce dla kobiet?

– Nie, pole bitwy to nie jest miejsce dla kobiet, niestety, – Laszenko Kateryna, mistrzyni, historyk mody, z Kijowa, – dlatego, że bardzo trudno nam jakoś potwierdzić naszą obecność w bitwie, bo właśnie wyprawy wojskowe, które odbywały się w historii, a widzimy to w jakichś wspomnieniach w literaturze, w obrazach, to wojsko – to męska sprawa. A w naszych czasach kobiety też chcą mieć udział w rekonstrukcjach, dlatego…

– To było takie trochę prowokacyjne pytanie, ale ja rozumiem, że jest to okazja dla osób, które się tym interesują, zajmują się historią średniowiecza – żeby się spotkać, pobyć razem z sobą trochę i pożyć tym średniowiecznym życiem, prawda?

– Tak, to bardzo dobra okazja, dlatego że tu właśnie możemy porozmawiać ze swoimi kolegami z innych krajów . Rekonstrukcje w różnych krajach trochę się różnią, jest coś co je odróżnia. Są jakieś zwyczaje, które kształtują się w ciągu wielu lat w różnych krajach i my – gdy spotykamy się na różnych takich wielkich festiwalach, gdzie może się spotkać wiele narodów, porozmawiać, popatrzeć, zobaczyć jak się robi festiwale na takich rekonstrukcjach – kto jak „się szyje”, jaką zbroję robi, jak walczy. To taka wymiana doświadczenia i dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy. To nawet takie naukowe doświadczenie się zdobywa obok takiego życia średniowiecznego.

– To dla was jest z jednej strony hobby, a z innej strony – zainteresowanie takie głębokie i jak pani mówi – nawet naukowe, tak?

– Tak, to jest bardzo głębokie, bo hobby zajmuje jakąś pewną część wolnego czasu. A żeby zajmować się rekonstrukcją, trzeba trochę więcej. To już jest obecne gdzieś w twoim życiu i potrzebuje bardzo gruntownego zgłębienia jakichś materiałów – bo wszystko bazuje się na materiałach. Żeby coś zrobić, najpierw powinieneś zbadać jakie to było, jak to zrobić,jak to prawidłowo wykonać, żeby nie stracić za dużo czasu i materiałów i nie zrobić czegoś nieprawidłowo. Rekonstrukcja wymaga bardzo dużo pracy ręcznej, to wymaga bardzo dużo czasu i czasami tez pieniędzy. Czyli to jest trochę więcej niż zwyczajne hobby.

– To i hobby, i życie, – Mychajło Rohulin,rekonstruktor z Kijowa, – ja mam jeszcze pracę, pracuje w tej dziedzinie. Ja mówię, że moja praca jest jak hobby, a hobby jak praca.

– W jakiej dziedzinie?

– Rynsztunek.

– To pan jest mistrzem, tak? Jak to się nazywa po ukraińsku?

– Zbrojarz chyba? My nie robimy mieczy, my robimy rynsztunki – na XV-XVI w. W Europie bardzo jest popularny XVI wiek, więc lancknechtów robimy, coś takiego.

– Czyli to musi być konkretny okres historyczny, sądzę, że narzędzia też , które wykorzystujecie. I technologie też powinny być mniej więcej z tego okresu. Czy nie?

– No, mniej więcej – tak, ale mimo wszystko jesteśmy ludźmi swego czasu , dlatego w niektórych momentach zamieniamy, żeby to szybciej mimo wszystko zrobić. Jak to panu powiedzieć? O, w kolorze to wygląda tak, jak powinno wyglądać, ale to nie jest stuprocentowa rekonstrukcja. Jest na przykład hard-rekonstrukcja, czyli nosimy to co znaleźliśmy, co jest w muzeach, a czego nie ma to nie ma; my nie wymyślamy. Bierzemy owieczkę, strzyżemy, robimy wełnę, z wełny też i nosimy to co zrobiliśmy. To jest hard, a my nie. Nam podoba się średniowiecze jak sposób życia. Ono jest jasne; wszyscy, którzy mówią, że wieki średnie są mroczne, w rzeczywistości się mylą.

(-)

Wcale nie przeczę, że średniowiecze jest ciekawe, ale ja osobiście cieszę się, że żyję w XXI wieku i mam wodę w kranie. Dzisiejszy program przygotowali – Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik; spotkamy się jutro o 10.50, a teraz życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/ad)

17.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 17 lipca, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Tak wiele chcę wam opowiedzieć, a tak mało mamy czasu. Jedne wydarzenia dzieją się właśnie teraz, a wspomnienia i refleksje wywołują minione już zdarzenia. Dziś mija dokładnie pięć lat, gdy rosyjska wyrzutnia rakietowa „Buk” koło Torezu w obwodzie donieckim, z terytorium tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, zestrzeliła rejsowy samolot pasażerski Boeing 777 kompanii Malaysia Airlines. Zginęli wszyscy pasażerowie i załoga, łącznie 298 osób. W większości byli to obywatele Holandii. Nie przeszkodziło to jednak delegacji holenderskiej w czerwcu tego roku zagłosować za powrotem delegacji rosyjskiej do Rady Europy bez żadnych wymogów, wbrew własnym, wcześniej przyjętym rezolucjom. Dla Europy ważne było, żeby Rosja zapłaciła swoje składki. Jednym z tych, kto przekonywał, że Zgromadzenie Parlamentarne rady Europy ma wprowadzić przynajmniej jakiekolwiek ograniczenia działalności Rosji w ZPRE był sprawozdawca w tej sprawie, przewodniczący komitetu monitorującego, brytyjski poseł-konserwator sir Roger Gale. „Zostaliśmy bez pieniędzy i proponujemy sprzedać nasze zasady tym, którzy gotowi są sięgnąć do kieszeni po pieniądze!”,-oburzył się sir Gale. Powiedział: „Niektórzy z tych, którzy siedzą w tej chwili przy stole prezydialnym, powiedzieli mi dziś, że pieniądze są nam potrzebne bardziej, niż zasady”. Tak więc Europa bez twarzy wybrała cenę zamiast wartości. Takiej decyzji sprzeciwiło się siedem krajów: Ukraina, Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Słowacja i Gruzja.

(-)

Szukamy głębiej w historii:

17 lipca 1849 roku urodziła się Ołena Pcziłka (Olha Kosacz) – ukraińska pisarka, redaktorka-wydawca; matka Łesi Ukrainki, siostra Mychajła Dragomanowa.

(-)

17 lipca 1882 roku urodził się Wasyl Tiutiunnyk – ukraiński działacz wojskowy, pułkownik sztabu generalnego Armii URL. Był wybitnym dowódcą URL, występował za prowadzeniemdziałań wojskowych do ostatniej możliwości. W odróżnieniu od szeregu innych ukraińskich przywódców wojskowych, nie starał się konkurować z Symonem Petlurą.

(-)

17 lipca 1960 roku zmarł Pawło Gojdycz – biskup greckokatolicki Diecezji Przeszowskiej, w 2001 r. ogłoszony błogosławionym. Prawie przez 200 lat z rodu Gojdyczów wywodzili się księża greckokatoliccy. Podczas wojny biskup uratował setki osób od obozów koncentracyjnych, udzielił pomocy tysiącom ukraińskich uchodźców. 17 lipca 1960 roku, w dniu swoich urodzin Pawło Gojdycz zmarł w Leopoldowie (w ówczesnej Czechosłowackiej Republice Ludowej) po dziesięciu latach spędzonych w więzieniach komunistycznych.

(-)

Dzisiaj świętują: Aleksandra, Anastazja, Olga, Tatiana, Bohdan, Dymitr oraz urodzeni 17 lipca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Dzisiaj rozpoczęła się trzydniowa piesza pielgrzymka greckokatolicka, która zakończy się w piątek na Górze Jawor. 94 lata temu na tej górze miało miejsce niezwykłe zdarzenie: dwóm kobietom, Firii i Teodozji Demiańczuk, objawiła się matka Boska. Wkrótce na miejscu objawień postawiono kaplicęk jej budowę wiosną 1929 roku rozpoczął ksiądz greckokatolicki z Wysowej, Mikołaj Duda. 14 października 1931 roku, w święto Opieki Matki Bożej, ekscelencja Josafat Kocyłowski, biskup przemyski poświęcił kaplicę. Obecnie Góra Jawor i zbudowana kaplica jest greckokatolickim miejscem pielgrzymek nie tylko z całej Łemkowszczyzny, ale i z innych miejsc zamieszkania Ukraińców.

(-)

Było o polityce, było o sztuce, było o religii, teraz będzie o rycerzach. W sobotę na Polach Grunwaldzkich odbyła się rekonstrukcja największej bitwy średniowiecznej, która złamała potęgę Krrzyżaków. Swój udział w tym zwycięstwie mieli też dalecy przodkowie obecnych Ukraińców. Na Polach Grunwaldu był mój kolega Sergiusz Petryczenko:

(-)

Z rekonstruktorami z Kijowa spotkałem się na polach, gdzie kiedyś odbyła się Bitwa pod Grunwaldem. Moim rozmówcą jest Anton Antoszyn:

– Powiem po pierwsze to, że u nas ten fragment historii, chociaż badany przez historyków, ale jakos trochę zapomniany jest w szkołach. I w ogóle u nas wykładano taka historię post-radziecką czy tez post-imperialną, że mieliśmy książęta przedmongolskie, Kijowska Ruś, potem Księstwo Halicko-Wołyńskie, o którym jeszcze troche można powiedzieć, a potem hop! – i kozacy! A gdzie się podziało ponad sto lat?

(-)

Gdzie się podziało ponad sto lat, być może dowiecie się wieczorem, bo wtedy Sergiusz będzie wypytywał swego rozmówcę o różne rzeczy. Teraz nasz czas się kończy, była z wami Jarosława Chrunik i życzę wam miłego dnia. To nic, że trochę mokry; niech będzie miły! (jch/ad)

16.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w naszym programie „Z dnia na dzień” na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Tydzień temu rozmawialiśmy z dziennikarzem i politykiem Mirosławem Czechem o prezydencie Petrze Poroszence, który w maju zakończył swoją kadencję na tym honorowym, ale niełatwym stanowisku. Dzisiaj będzie kontynuacja tej rozmowy. A potem – nasza cotygodniowa powieść.

(-)

Mirosław Czech, którego wielu zna jako polityka i dziennikarza (chyba mniej – jako poetę), ostatnie trzy lata pracował na Ukrainie w zespole doradczym prezydenta Petra Poroszenki. Zaprosił go do tej współpracy Leszek Balcerowicz, który stał na czele zespołu z Polski. Tydzień temu dowiedzieliśmy się jaka była droga rodziny piątego prezydenta od rosyjskojęzycznej do ukraińskojęzycznej i o jej zanurzeniu się w kulturę ukraińską. Był to świadomy wybór Petra Poroszenki i jego bliskich. Prezydent walczył jak lew na międzynarodowej arenie o interesy Ukrainy, jak mógł tak wprowadzał ład na Ukrainie i choć nie wszystko udało mu się zrobić, to obiektywnie trzeba powiedzieć, że to właśnie on powstrzymał ruch Ukrainy w przepaść. Jednak nie od dziś wiadomo, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju. Na wyborach prezydenckich w kwietniu Petro Poroszenko otrzymał zaledwie ćwierć głosów tych, kto poszedł na wybory. Sprawdziła się propaganda, której istotą było: „Każdy, tylko nie Poroszenko!”. Takie życzenie nie raz można było usłyszeć z różnych źródeł z Rosji i ukraińscy wyborcy je spełnili. Ale posłuchajmy, co jeszcze o Petrze Poroszence opowie nam Mirosław Czech:

(-)

– Dlaczego zapytałam, jaki jest Poroszenko z natury? Dlatego, że w ostatnim czasie na FB można znaleźć zestawienie dwóch fotografii – sprzed pięciu lat i aktualnej. Między tymi fotografiami jest pięć lat i to widać na jego twarzy, i w jego postaci. Ta pierwsza fotografia – jest tam jeszcze pełen radości życia, z wyglądu pełen energii mężczyzna, a tu – tak jakby było widać, że na swoich barkach dźwiga całe nieszczęście Ukrainy.

– No, zewnętrznie prezydent Poroszenko na pewno się zmienił; bardzo mocno się zmienił. Dlatego, że rzeczywiście te lata prezydentury widać po nim i to podkreślają wszyscy. No, powiedzmy, nie ci, którzy go nie lubią, ale osoby, które patrzą obiektywnie i te osoby, które zagłosowały na niego, rozumieją, że ciężar, który spoczął na jego barkach… bagaż był niezwykle ciężki.

– I mało kto mógł unieść ten bagaż.

– Myślę, że… historycy już to zauważają, ale myślę, że w historii tak właśnie będzie, że na swoich barkach on utrzymał państwo w 2014-15 r., gdy wszystko to będzie upublicznione; archiwa, różne archiwa, to będzie widać, jaki był osobisty wkład Petra Poroszenki w utrzymanie państwa ukraińskiego i jak on to wszystko wytrzymał. Ale on o tym nie mówi.

– I to jest jego błąd! To jest jeden z jego błędów. Ja wiem, że on jest skromnym człowiekiem , ale ludzie mówią (adekwatni ludzie): „w czym tkwi błąd Poroszenki? Że Poroszenko myślał, że ludzie też myślą”.

– On jest niezwykle inteligentną osobą, on doskonale wszystko rozumie. Doskonale to rozumie. To jest człowiek, który przyjmuje realia takimi, jakimi one są. I on rozumiał, że pokazanie na przykład realnego stanu spraw w państwie będzie równoznaczne z demobilizacją społeczeństwa. A mobilizacja społeczeństwa, takie przesłanie, message, który trzeba było donieść do ludzi, był taki, że wojna jest zlokalizowana, wojna toczy się na niewielkim kawałku terytorium, a reszta ma się rozwijać. I tak było! Tak stało się naprawdę i część obserwatorów mówi i zarzuca to, że Poroszenko uśpił Ukrainę. Ale wracając trochę do spraw osobistych, to prezydent nigdy o tym nie opowiada, czy też tylko od czasu do czasu to gdzieś przenika. Jednak bezwzględnie, to co człowiek przeżył i przeniósł na swoich barkach, przeniósł kocił iłowajski, te lata 2014-15, gdzie okoliczności były nadzwyczaj dramatyczne; nadzwyczaj po prostu dramatyczne okoliczności, gdy każdego dnia przychodziły informacje o śmierci dziesiątek ukraińskich żołnierzy w kotle iłowajskim; gdy były osobiste zapewnienia Putina, że tam się nic nie stanie, że korytarz jest zagwarantowany, że żołnierze mogą wychodzić, a ich po prostu rozstrzelano – żołnierzy ukraińskich. Po to właśnie, żeby rozchwiać Ukrainę i ludzi przeciwko własnej władzy…

– …nastawić.

– Tak. I powiedzieć ludziom, że trzeba nienawidzić swojej władzy, bo wszystkiemu winna jest władza ukraińska, a nie rosyjski agresor. Tak że te wszystkie traumy trzeba było udźwignąć, wytrwać i powiedzieć narodowi każdego dnia, że wszystko będzie dobrze, bo wiemy dokąd zmierzamy.

(-)

Przypomnijmy teraz, jak przysięgał Petro Poroszenko na wierność Ukrainie, gdy wstępował na posadę prezydenta:

– Ja, Poroszenko Petro, z woli narodu wybrany prezydentem Ukrainy, wstępując na tę wysoką posadę, uroczyście przysięgam na wierność Ukrainie. Zobowiązuję się wszystkimi sprawami bronić suwerenitetu i niepodległości Ukrainy; dbać o dobro ojczyzny i dobrobyt narodu ukraińskiego; walczyć o prawa wolności obywateli; przestrzegać Konstytucji Ukrainy i prawa Ukrainy; wypełniać swoje obowiązki w interesach wszystkich rodaków; podnosić autorytet Ukrainy na świecie.

(-)

Po pięciu latach prezydentury możemy śmiało powiedzieć, że Petro Poroszenko dotrzymał słowa.

(-)

– Prezydent przy tym wszystkim jest osobą, która nie tak łatwo podejmuje twarde decyzje. Jest nadzwyczaj…

-…za dużym demokratą.

– To jakby oddzielna historia – sprawa demokracji – ale on ma tak, żeby się porozumieć. Jego główna zasada: Dogadajmy się po dobremu! Czyli patrzenie z różnych punktów widzenia, przekonywanie; czasami to się przeradza w takie uświadomienie, że może czasami decyzji nie trzeba podejmować tak długo. Oczywiście, że były różne eksperymenty, jak choćby zaproszenie tych Gruzinów – Saakaszwili i innych..

-…który i tak stał się teraz wrogiem!

– Tak! I rozczarowania ludźmi były. Realnie można powiedzieć, że tych pięć lat, które prezydent wytrwał i dał radę, były dla niego nad wyraz ciężkie. Ale ta bardzo skomplikowana kampania wyborcza, która zakończył asie 21 kwietnia porażką, pokazała jednocześnie, w swojej końcówce, można powiedzieć, jakość Poroszenki jako polityka publicznego. To dla wielu ludzi było po prostu nieoczekiwanym zjawiskiem, gdy potrafi rozmawiać z ludźmi i zwłaszcza to, że pięć tysięcy kijowian przyszło samych, po prostu spontanicznie, na zawołanie, bez nikogo, nie zorganizowanie, żeby po wyborach w poniedziałek podziękować prezydentowi Poroszence, to myślę, że to był po prostu dla niego osobiście takie niezwykły, duży, duży prezent…

-…i on o tym mówił i ja właśnie o tym chciałam powiedzieć, że on niby przegrał, a wychodzi na to, że zwyciężył. Abstrahując zupełnie od tej sytuacji, że to nie on będzie kierował Ukraina przez kolejnych pięć lat, to te trzy czwarte pieklą się niejako; oni nie mogą w żaden sposób zrozumieć, że jak to? 25%? ale mówimy oczywiście tylko o tych 25/75, które przyszły na wybory, bo to nie cały kraj.

– Tak.

– Ale tak mi się wydaje, że to pokazało tak jakby polaryzacje ludzi na Ukrainie. To nie jest jednolity, jednorodny, monolityczny naród.

– Nie, nie! Oczywiście! Wybory są… inaczej: było 39 kandydatów, czyli polaryzacja na Ukrainie, a w istocie nie tyle polaryzacja, ale rozdzielenie kraju na różne pola wyborcze jest nadzwyczaj duże, ale gdy o tym mówimy, to jest można nawet powiedzieć, że jest inne, unikalne zjawisko, ale nie jest ono pozytywne – ja tak uważam. To, że przed drugą turą, gdy już dwaj kandydaci przeszli do drugiej tury i nikt z tych kandydatów, którzy przeszli do drugiej tury i którzy zdobyli więcej, niż jeden procent – nikt nie poparł żadnego z tych kandydatów, którzy przeszli do drugiej tury. Takiej sytuacji nie ma nigdzie na świecie. Czyli to oznacza, że nie ma polityki jako polityki: brania współodpowiedzialności za swoją decyzje polityczną. Niech społeczeństwo myśli sobie co chce i wybiera spośród tych dwóch osób, a my – politycy – wycofujemy się i teraz będziemy obserwatorami i róbcie sobie co chcecie. No, tak w polityce nie bywa. Czyli ten podział w społeczeństwie ukraińskim jest, natomiast bezsprzecznie wynik 25% do 75% jest przytłaczający. I trzeba powiedzieć tak, że nie zważając na moc tych 25%, jednak to, że tych 75% zagłosowało przeciwko Petrowi Poroszence, za Zełeńskiego i za taką niewiadomą, jaką był kandydat Zełeński, to to oznacza, że ludzie zmęczyli się wojną, ludzie zmęczyli się kryzysem gospodarczym, który już minął, ale jeszcze odczuwają jego efekty i powiedzieli, że teraz chcą czegoś nowego. I teraz z tym nowym będą żyć przez następne lata.

(-)

To „nowe”, jak się okazuje, to jest dobrze ukryte stare z czasów Janukowycza, czyli rewanż. Jednak trzy czwarte obywateli Ukrainy albo tego nie dostrzega, albo tego chce. Historia się powtórzyła, sto lat temu było podobnie. I sto lat temu tez toczyła się wojna na Ukrainie. Słuchamy powieści „Chołodnyj Jar” Jurija Horlis-Horskiego:

(-)

Koło rady wiejskiej zebrali się wieśniacy, przeważnie kobiety. Poprzychodzili z kijami i rogaczami (narzędzie kuchenne). Chcą komisję bić za krzywdy, które im wyrządziła. Chmara wyrwał jakiejś jazgotliwej babie rogacza i przegonił nim tłum od rady wiejskiej: „A kysz do domu, jeśli nie chcecie, żeby je jutro spalili!”. Zezłoszczony tłum zapomniał, że za chwile gniewu wieś może jutro strasznie ucierpieć. Ktoś doniesie władzy, że wieśniacy sami rozprawili się z komisją. – „To my zaaresztowaliśmy komisję i my z nią zrobimy porządek!” – powiedział Chmara. – „Sami za to odpowiadamy przed czerwonymi, a nam rozłożystych dróg Ukrainy nie spalą!” Komisja siedziała na ławkach przy radzie wiejskiej pod ścianami. Z brzegu siedział zwalisty mężczyzna w szynelu, z milicyjnymi oznaczeniami. Gdzie ja go widziałem? Ale bez wątpienia już się z nim spotkałem. Ale gdzie? Kiedy? Podchodzę do niego:

– Jest pan naczelnikiem milicji?

– Tak. Jestem naczelnikiem wołodymyrskiej milicji obwodowej.

Usłyszawszy przyjemny, niski baryton, uśmiecham się. Przed oczami od razu stanęła mi chłodnica we Wołodymyriwce, do której wrzucili mnie i Zinkewycza – pobitych i związanych drutem. Ten sam baryton łagodnie pyta: „Może wy, chłopcy, jeść chcecie?” Nie jeść się chciało, pragnienie męczyło! Nie pozwoliła wtedy warta rozwiązać rąk; naczelnik milicji ukląkł wtedy i napoił mnie i Hnata zsiadłym mlekiem z garnuszka. Sam przyniósł je ze wsi. Tak jak i wtedy poruszyło się w piersi uczucie ciepłej wdzięczności.

– Nie poznaje mnie pan?

Naczelnik zmieszał się. Poznać, oczywiście, nie mógł – widział mnie raz, w półmroku, a do tego pomalowanego „czerwonoarmiejskimi kolorami”, że rodzona matka by nie poznała. Starał się odgadnąć na mojej twarzy co niesie dla niego moje pytanie: zło, czy dobro?

– Nie! – powiedział.

– A przypomina sobie pan, wiosną wiozła czerwona konnica dwóch powstańców przez Wołodymyriwkę, nocowali w waszej chłodnicy. Zsiadłego mleka pan im przyniósł.

Naczelnik uśmiechnął się.

– Czyżby to był pan?

– Tak! Jednym z nich byłem ja!

– A co z drugim?

– Zginął.

– Szczerze mówiąc, myślałem, że obaj w drodze umrzecie. A niech pan powie prawdę – co wy ze mną zrobicie? Zabijecie?

– A jak pan myśli?

– Powiem prawdę: dopóki z panem nie rozmawiałem, to byłem pewien, że pójdę razem z nimi! – kiwnął brodą na komisję. – W Inhuł pod lód. Bo tak już jest. Teraz sam już nie wiem co myśleć.

– Pokazywał pan wtedy naczelnikowi warty bilet partyjny. Jest pan komunistą?

– Byłem kiedyś szczerym komunistą. Teraz tylko tak, po starej pamięci jestem członkiem partii. Jestem górnikiem z Donbasu, a my prawie wszyscy byliśmy komunistami. Potem zobaczyłem, że to nie jest to, o co walczyliśmy. Nie mogę patrzeć na te wszystkie niesprawiedliwości, które się dzieją. Zabijecie mnie teraz – nie zrobicie władzy sowieckiej szkody, a sobie korzyści.

Odprowadzam na bok Chmarę.

– Podaruj mi tego naczelnika, chcę mu za zsiadłe mleko życie podarować.

– Dobrze. Daruj.

Zahorodnij, pewnie przypomniawszy sobie Spasybenkę, zaprotestował, ale Andrij mnie poparł:

– Głosuję „za”! Mnie i wieśniacy za niego prosili. Tylko nie zapominaj, że jak tych zabijemy, a jego puścimy, to długo się nie nacieszy. Rozstrzela go CzK. Powiedzą, że ma związek z „bandytami”.

Rozmawiam jeszcze oddzielnie z naczelnikiem milicji, który sam wie, że jak puścimy go my, to CzK się nie ulituje. Daję mu dokumenty na inne nazwisko, daję pieniądze na drogę. Wyprowadzamy aresztowanych ze wsi. Za wsią nad rzeką przebieram naczelnika w cywilny płaszcz i czapkę. Drogi tu się mijały. Naczelnik milicji szedł na kolej, żeby ukradkiem odjechać na Kaukaz, a komisja zaopatrzenia kierowała się do Inhułu – ryby pod lodem łowić.

(-)

Nasz program zbliża się do końca; przygotowała go i przeprowadziła Jarosława Chrunik. Jutro o 10.50 spotkamy się znowu, a teraz życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/bsc)

16.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Witam was we wtorek, 16 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj najpierw będzie poważnie, a potem – rozrywkowo.

(-)

16 lipca 1917 r. został uchwalony II Uniwersał Ukraińskiej Centralnej Rady. Aktem tym ogłoszono wzajemne uznanie Ukraińskiej Centralnej Rady oraz Tymczasowego Rządu Rosji.

(-)

16 lipca 1990 r. Rada Najwyższa USRR uchwaliła Deklarację o Suwerenności Państwowej Ukrainy. Już 27 lipca tegoż roku Senat RP, jako pierwsza w świecie spośród instytucji parlamentarnych, przyjął uchwałę, w której uznał ogłoszenie przez Ukrainę swojej suwerenności.

(-)

16 lipca 2010 r. w Odessie otwarto Pierwszy Odeski Międzynarodowy Festiwal Filmowy, który od razu stał się jednym z głośnych ukraińskich wydarzeń filmowych roku. Bogaty program liczył ponad 70 filmów, które obejrzało ok. 40 tys. widzów. Na konkurs przedstawiono 16 filmów z USA, Francji, Holandii, Hiszpanii, Włoch, Ukrainy, Polski, Japonii, Niemiec, Peru, Rosji, Indii, Wielkiej Brytanii i Kanady.

(-)

Dzisiaj imieniny obchodzą Aleksander, Anatol, Wasyl, Georgij, Konstanty, Marek i Filip. Impreza będzie duża, bo świętują też urodzeni 16 lipca. Wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego!

(-)

Najpierw – o sprawach poważnych, a potem będzie rozrywka.

Prezydent Andrzej Duda rozmawiał z prezydent Słowacji Zuzanną Čaputovą miedzy innymi o sytuacji na Ukrainie. Podczas spotkania z dziennikarzami podkreślał, że Polska i Słowacja mają wspólne stanowisko wobec konfliktu na wschodzie tego kraju oraz w sprawie proeuropejskich dążeń Ukrainy:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Prezydent Andrzej Duda poinformował też, że z Zuzanną Čaputovą rozmawiał również o reformie wymiaru sprawiedliwości, polityce europejskiej, o współpracy obu krajów, także w ramach Grupy Wyszehradzkiej, Trójmorza i NATO.
Jest to pierwsza oficjalna wizyta w Polsce zaprzysiężonej 15 czerwca nowej prezydent Słowacji Zuzanny Čaputovej.
Od czasu objęcia urzędu prezydenta Zuzanna Čaputova odwiedziła Pragę, Budapeszt i Brukselę.

(-)

Artyści i dziennikarze, miedzy innymi Polskiego Radia Lublin – Grażyna Lutosławska i Agnieszka Krawiec, w sobotę wzięli udział w akcji czytania fragmentów „Żywotów” Ołeha Sencowa pod lubelskim Ratuszem.

Sencow to ukraiński reżyser, pisarz i publicysta, który od 5 lat jest przetrzymywany w Rosji jako więzień polityczny.

– Dzisiaj są jego 43. urodziny – przypomniał organizator akcji czytania „Żywotów”, Grzegorz Rzepecki z Warsztatów Kultury w Lublinie. – W ten sposób chcemy pokazać światu, Lublinowi, a przede wszystkim samemu Sencowowi, że pamiętamy o nim, że jesteśmy z nim. Jednocześnie rozpoczynamy zbiórkę listów i życzeń pisanych do Ołeha Sencowa na adres redakcja@kulturaenter.pl, które przekażemy mu do więzienia. On potrzebuje naszych słów, życzeń, opowieści o naszym życiu.

W 2014 roku Ołeh Sencow został skazany na 20 lat kolonii karnej pod zarzutem przygotowywania aktów terrorystycznych na anektowanym przez Rosję Krymie. Sencow nie przyznał się do winy. Obecnie odbywa wyrok w kolonii karnej na rosyjskiej Dalekiej Północy.

(-)

Jutro rozpoczyna się pielgrzymka grekokatolików do miejsc objawień Matki Bożej na Świętej Górze Jawor. Będzie ona trwała od środy do piątku 17-19 lipca, a po pobycie na Górze Jawor jej uczestnicy pojadą na „Łemkowską Watrę” do Żdyni.

Góra Jawor (723 m) – to święta góra grekokatolików i prawosławnych. W 1925 roku miało tu miejsce objawienie Matki Bożej dziewczynie z Wysowej. Towarzyszącą objawieniu jasność widziało wielu okolicznych mieszkańców. Z nakazu Matki Bożej, przekazanej za pośrednictwem dziewczyny, zbudowano kaplicę, postawiono krzyż i namalowano ikonę. Wkrótce w miejscu objawienia wypłynęło źródło o cudownych właściwościach. Kaplicę zbudowano w 1929 roku. Mówi abp Eugeniusz Popowicz:

– To Góra Jawor k/Wysowej, gdzie w okresie międzywojennym miały miejsce objawienia Matki Bożej. Były to prywatne objawienia, ale po prostu były. I tam, w ślad za tymi objawieniami, nasz biskup przemyski, teraz już błogosławiony Josafat Kocyłowski w latach 1920-tych poświęcił cerkiew. Ta cerkiew przetrwała wojnę, ale niestety, po wojnie została zamknięta.

Od 1956 roku, gdy rozpoczęły się powroty Łemków w swoje rodzinne strony, rozpoczęto starania o zwrot niszczejącej kaplicy. Zgoda na jej użytkowanie zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem została wydana dopiero w 1969 roku.

(-)

Z Góry Jawor wielu pielgrzymów wybierze się na tradycyjną „Łemkowską Watrę” do Żdyni. „Watra” – to coroczna międzypokoleniowa zabawa i okazja do spotkań Łemków z całego świata. Program „Watry” ma swoje stałe punkty programu, ale organizatorzy nie spoczywają na laurach i co roku starają się czymś zaskoczyć uczestników. Jak mówią – w tym roku stawiają na dobry strój i nie mniej dobry nastrój. Dlaczego strój? Ponieważ jest to ta składowa, która wyodrębnia Łemków od innych grup etnicznych i jest bardzo atrakcyjnym atrybutem kultury łemkowskiej.

W tym roku „Łemkowska Watra” odbędzie się po raz 37.

(-)

(-)

I tą łemkowską nutą kończymy już nasz poranny program; przygotowała go i przedstawiła Jarosława Chrunik. Zapraszam was do radioodbiorników wieczorem, o godz. 18.10, a teraz, mimo pochmurnego nieba, życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/kos)

15.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was serdecznie w poniedziałek, 15 lipca, na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Razem rozpoczynamy nowy tydzień i aż do połowy następnego tygodnia będę z wami od rana do wieczora. Otwieramy kalendarz historyczny; mamy tam dzisiaj dwie ciekawe daty z zamierzchłej przeszłości:

(-)

15 lipca 1015 r. zmarł Wołodymyr Swiatosławycz, wielki książę Kijowski, chrzciciel Rusi. Czas i miejsce jego osobistego chrztu są dyskusyjne, natomiast chrzest kijowian, którego dokonał od razu po Wyprawie Korsuńskiej, kronika zdecydowanie datuje 988 rokiem.

(-)

15 lipca 1410 roku odbyła się Bitwa pod grunwaldem – i tu zatrzymamy się nieco dłużej. Była to bitwa między wojskiem Państwa zakonu Krzyżackiego i zjednoczonymi wojskami Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, Ruskiego i Żmudzkiego. Obecnie co roku pod Grunwaldem odbywa się inscenizacja bitwy, w której biorą udział rekonstruktorzy z wielu krajów Europy, w tym także z Ukrainy. W 2012 roku został zaprezentowany obraz Artura Orlonowa „Halickie chorągwie w Bitwie pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku”. Zwycięstwo wojsk sojuszniczych w Bitwie pod Grunwaldem złamała potęgę wojskową Zakonu Krzyżackiego i zatrzymała ekspansję jego rycerzy na wschód.

Tymczasem Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne postanowiło, że data „15 lipca – to pamiętna data wojskowej historii Rosji” oraz, że „wojska rosyjskie wraz z ich sojusznikami zwyciężyły rycerzy niemieckich w Bitwie pod Grunwaldem”, chociaż Księstwo Moskiewskie nie miało żadnego związku ze zwycięstwem w Bitwie pod Grunwaldem, ale i z samą bitwą. A w lipcu 2017 roku na ulicach rosyjskich miast pojawiły się bilbordy z twierdzeniem, że zwycięstwo w Bitwie pod Grunwaldem jest pamiętną datą wojskowej historii Rosji.

Natomiast pułkownik Petro Kostiuk, przewodniczący lwowskiej obwodowej organizacji Związku Oficerów Ukrainy, w artykule „Grunwaldzkie zwycięstwo na tle moskiewskich fałszerstw” pisze, że w bitwie brały udział także chorągwie, wśród których były też pododdziały wojskowe z Nowgorodu Wielkiego i Pskowa, jednak 1136 r. Nowgorod został stolicą Nowgorodzkiej Republiki, która dopiero w 1478 roku weszła w skład Księstwa Moskiewskiego. Pskow w czasach Bitwy pod Grunwaldem był stolicą niezależnej Republiki Pskowskiej – tworu państwowego Rusi średniowiecznej. 1510 roku Wielkie Księstwo Moskiewskie zrujnowało Republikę Pskowską. Tak więc w szeregach wojsk sojuszniczych przedstawicieli Moskwy nie było, ponieważ książę moskiewski nie zaryzykował wejścia w sojusz z wrogami Ordy.

(-)

Dzisiaj imieniny obchodzi Arseniusz, świętują też urodzeni w dniu wielkiej bitwy. Wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego!

(-)

Z Grunwaldu jedziemy do Chrzanowa, gdzie jest o wiele przyjemniej i gdzie rozbrzmiewają śpiewy cerkiewne, a nie szczęk zbroi. W sobotę odbył się tam kolejny odpust z okazji święta patronów parafii – św. ap. Piotra i Pawła. Właśnie tego dnia minęło dokładnie 130 lat i jeden miesiąc od dnia urodzin założyciela tej parafii – jedynej w owych czasach greckokatolickiej stanicy w Polsce – ks. mitrata Mirosława Ripeckiego. Od pierwszych dni w miejscu nowego osiedlenia ks. mitrat znalazł przyjaciół także wśród Polaków. Jednym z takich przyjaciół był ks. prałat Edward Burczyk:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Właśnie dzięki chrzanowskiej parafii później, gdy nadeszła odwilż polityczna, zaczęły powstawać nowe parafie w innych miejscach osiedlenia Ukraińców. Mają one swoje krzyże pamięci w sadzie przy chrzanowskiej kaplicy. O nich we wspomnieniach mówił przewodniczący ZUwP, Piotr Tyma:

– Patrząc na te krzyże, krzyże mówiące o naszych obecnych miejscach zamieszkania; te krzyże to znamienita symbolika. Jednak chce się powiedzieć w tym miejscu, że tu brakuje krzyży, symboliki miejsc, z których przyjechali nasi rodzice, dziadkowie. Bo 70 lat to nie jest cała historia społeczności ukraińskiej w Polsce. Do tego czasu było 1000 lat chrześcijaństwa, do tego była historia konkretnych wsi i miasteczek, które miały 300-400-500 a nawet więcej lat.

W uroczystościach wzięli tez pielgrzymi z Warszawy. Jakąż niespodzianką okazała się ta pielgrzymka dla p. Luby Pszenickiej z Lwowszczyzny, która dopiero w drodze do Chrzanowa dokładnie dowiedziała się, dokąd jedzie. Jak mówi – dech jej zaparło, bo jej rodzina pochodzi właśnie z Lisek, wsi ks. Ripeckiego. Pani Luba mieszka teraz 11 km od Lisek, ale po stronie ukraińskiej:

– Babcia całe życie marzyła o tym, że wróci tu, do Polski, ale tylko mi udało się wyrobić dokumenty i tak mieszkam, pracuję w Warszawie, ale do Lisek jeżdżę, tam gdzie mieszkaliśmy. Tam jeszcze nasza studnia została; mama mi pokazywała, babcia opowiadała. Bardzo dużo opowiadała mi o ks. Mirosławie Ripeckim, bo mój dziadek służył w cerkwi.

O tym wszystkim będę wam opowiadała z czasem. Dzisiaj wieczorem będzie pierwsza część wspomnień.

(-)

Na tym kończymy nasza audycję, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Spotkamy się na antenie wieczorem o godz. 18.10. a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

13.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Weekend upływa na wspólnej modlitwie Polaków i Ukraińców za ofiary wydarzeń wojennych. MSZ Ukrainy potępiło zbrodnię wołyńską. „Jednoczenie nie możemy się pogodzić z jednostronną i polityzowaną oceną tragicznych wydarzeń lat 1943-1944 ze strony polskich polityków i dyplomatów” – zaznaczono w komentarzu. Ambasadorowie krajów G7 w Kijowie skrytykowali projekt prezydenta Wołodymyra Zełenskiego dotyczący lustracji ekipy rządzącej po rewolucji na Majdanie. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin rozmawiali przez telefon. O tym opowiem na falach Radia Olsztyn. Hanna Wasilewska. Dzień dobry.

(-)

„Z historii konfliktów etnosocjalnych. Ukraińcy i Polacy na Naddniepriańszczyźnie, Wołyniu i Galicji Wschodniej w XIX i pierwszej połowi XX wieku”. Autorem książki o takim tytule jest historyk Bogdan Hud. Praca napisana jest po polsku, przetłumaczona przez Andrija Pawłyszyna. To ostatnia praca autora na temat stosunków polsko-ukraińskich. Podobnie jak w poprzednich historyk stara się być maksymalnie obiektywny. Mówi, że konfliktem między Ukraińcami i Polakami zainteresowana jest trzecia strona:
Jeśli nie wsłuchujemy się w nauki chrześcijańskie i tego, czego nauczył nasz wspólny papież Jan Paweł II; jeśli nie spojrzymy na siebie pojednawczo, to zawsze znajdą się ci, którzy będą spektakularnie, instrumentalnie wykorzystywać te wydarzenia, które miały miejsce dziesiątki lat temu, by skłócić Ukraińców i Polaków, ale kiedy ludzie patrząc się na to zapytają, a dla kogo to jest wygodne. Wtedy myślę, że odpowiedź będzie jasna i lepiej wsłuchać się w słowa wielkiego kobziarza.

Bogdan Hud to historyk i politolog, doktor historii, profesor katedry stosunków międzynarodowych i dyplomacji, dyrektor Instytutu Integracji Europejskiej Uniwersytetu Lwowskiego imienia I. Franki. Specjalista i autor licznych publikacji dotyczących historii stosunków ukraińśko-polskich w historii współczesnej i najnowszej.

(-)

MSZ Ukrainy potępiło zbrodnię wołyńską. Jednoczenie w  publicznym komentarzu potępiono polityzację tego upolitycznienie tego wydarzenia. W komentarzu MSZ Ukrainy zaznaczono, że wydarzenia na Wołyniu to jedna z najtragiczniejszych kart wspólnej ukraińsko-polskiej historii. „Jesteśmy przekonani, że każde życie jest bezcenne. Dlatego czcimy pamięć wszystkich, którzy zginęli wskutek tragedii wołyńskiej. Jednoznacznie i zdecydowanie potępiamy zbrodnie przeciw ludności cywilnej – Ukraińcom, Polakom, Żydom, Czechom i innych, którzy ucierpieli” – napisano w MSZ w Kijowie. „Jednoczenie nie możemy się pogodzić z jednostronną i polityzowaną oceną tragicznych wydarzeń lat 1943-1944 ze strony polskich polityków i dyplomatów” – zaznaczono w komentarzu. MSZ Ukrainy stoi na pozycji, że prawda o ówczesnych wydarzeniach powinna być ustalona „na podstawie materiałów archiwalnych”, a „próby manipulacji tragiczną historią, jednostronne traktowanie i wykorzystanie jej w politycznych celach jest niedopuszczalne. „To tylko zaognia negatywne emocje między Ukraińcami i Polakami i nie sprzyja ukazaniu prawdy” – napisano w komentarzu. MSZ w Kijowie wyraziło przekonanie, że niebawem dialog między historykami i ekspertami obu krajów, którzy  badają sporne momenty przeszłości zostanie wznowiony i przeanalizują je „w duchu porozumienia, wzajemnego szacunku i odpowiedzialności za przyszłość relacji między naszymi państwami i narodami”. 11 lipca w Polsce obchodzono Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.

(-)

Ambasadorowie krajów G7 w Kijowie skrytykowali projekt prezydenta Wołodymyra Zełenskiego dotyczący lustracji ekipy rządzącej po rewolucji na Majdanie. Niedawno wybrany prezydent chce aby lustracja objęła szereg urzędników państwowych, ale też m.in. byłego prezydenta Petra Poroszenkę. W wyniku lustracji osoby te miałyby mieć zakaz zajmowania w przyszłości stanowisk państwowych.

O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

Niedawno mianowany prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin rozmawiali przez telefon. Poinformował o tym rzecznik prezydenta Rosji. Była to pierwsza rozmowa Wołodymyra Zełenskiego z Władimirem Putinem. O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]

Tym żegnam się z wami. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Życzę wam przyjemnego weekendu i ciepłego lata. Do usłyszenia. (dw/łw)

12.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Czasem bywa latem tak, że nawet nie chce się iść na dwór.  Lipcowa pogoda nas nie rozpieszcza, więc dzieciaki zmagają się z nuda. Ktoś bardziej samodzielny i pomysłowy ma wiele zajęć. Ale niestety większość dzieci i młodzieży siedzi godzinami w telefonach i komputerach. I jeśli rodzice nie zareagują odpowiednio wcześnie, bywa za późno. Ale dzisiaj nie chcę mówić o uzależnieniu od telefonu czy komputera. Najlepiej zwalczyć to innym – np. wycieczka do biblioteki. Tak, nie dziwcie się. Współczesna biblioteka jest zupełnie inna niż dawniej.
Przekonała nas o tym Larysa Ługowa, która była jesienią w olsztyńskich bibliotekach. Pani Larysa sama kieruje Lwowską Biblioteką Obwodową, więc jest prawdziwym ekspertem. Co można robić w bibliotece, opowiemy za chwilę w programie „Od A do Z”. Z wami jest Hanna Wasilewska. Zaczynamy.

(-)

Lato  to czas wesołych wakacji, kiedy dzieci odkrywają dla siebie świat i siebie w świecie. Każda biblioteka miejska przygotowuje i realizuje programy letnich wydarzeń, co sprzyja popularyzowaniu nowych książek, prowadzeniu ciekawych zajęć i konkursów twórczych. Jeśli podczas roku szkolnego uczniowie czytają to co muszą, to latem swój czas wolny mogą poświęcić czytaniu z zainteresowaniem i zachwytem.
Gdy jest gorąco, w chłodnych salach bibliotek młodzi czytelnicy mogą dobrze odpocząć, a kiedy lato jest takie, jak nasze – można się ogrzać, a jeszcze odbyć podróż po stronach ulubionych książek.
Larysa Ługowa – kierownicza Lwowskiej Biblioteki Obwodowej, zachwycona jest olsztyńskimi bibliotekami. W zeszłym roku delegacja ukraińskich bibliotekarzy odwiedziła Olsztyn w ramach międzynarodowego projektu. To był jeszcze jeden most, tym razem biblioteczny.
Jednak, progresywne polskie biblioteki były oczekiwanym punktem programu, a ukraińska społeczność Olsztyna zdziwiona. Przyjemnie – mówi pani Larysa:

 

-Przyjęła nas ukraińska społeczność w Olsztynie. Dla mnie było to bardzo pozytywne wrażenie, jedno z najpozytywniejszych, które zabiorę stąd do domu. Po pierwsze cerkiew, sala parafialna, w której dzieci nam śpiewały, ugościły nas gospodynie. Zrobiło to na mnie bardzo przyjemne wrażenie, że czwarte pokolenie Ukraińców, którzy tu mieszkają znają,  rozumieją i rozmawiają po ukraińsku, oczywiście z akcentem, bo środowisko jest obcojęzyczne na co dzień. Ale, że te dzieci pamiętają, znają i znać będą. Miałam nawet taką myśl, że tu trzeba przywozić jakichś ludzi z Kijowa, z Charkowa, którzy mieszkają na Ukrainie, żeby tu zobaczyli jak ludzi, którzy już tyle lat nie żyją w ojczyźnie znają i zachowują język ukraiński.

 

Ciepłe i szczere przyjęcie wspólnoty Olsztyna wywarło niezapomniane wrażenie, był to i cel przyjazdu – mówi pani Larysa:

-Ale nasza delegacja przyjechała nie tylko rozmawiać z ukraińską społecznością w Olsztynie. Przyjechało nas 10 bibliotekarzy Lwowskiej Obwodowej Biblioteki dla Dzieci. Część pracowała z Ukraińcami, a część odwiedzała olsztyńskie biblioteki. Mamy wiele międzynarodowych projektów i jeden z nich nazywa się „Ukraina-Polska książkowy most”. On funkcjonuje wiele lat, już z 10 w naszej bibliotece. Dzięki niemu nawiązujemy kontakty z polskimi kolegami, często występujemy na konferencjach, opowiadamy o doświadczeniu ukraińskich bibliotek, odwiedzamy polskie. Coś my od nich zapożyczymy, coś oni od nas i jest wiele takich wspólnych projektów z bibliotekami. Z wrocławską, z biblioteką Krosna, z Rzeszowem. Byliśmy w wielu bibliotekach. Wiedzieliśmy, bo nasze środowisko jest małe, że w Olsztynie działają bardzo nowoczesne biblioteki. I właśnie jednym z celów było ich odwiedzenie. I dzięki polskim kolegom udało się nam być i w wojewódzkiej bibliotece i w trzech filiach miejskiej biblioteki Olsztyna – to Planeta 11; Multicentrum i Abecadło. Kreatywność polskich kolegów zrobiła na nas wrażenie i tym jak te biblioteki współcześnie wyglądają. Biblioteki mają na pewno jakieś podobne cechy;…kiedy bibliotekarzom płoną oczy i oni nie mogą się nagadać i mają wiele podobnych projektów i myśli i to zobaczyliśmy tu. Wszystko nam pokazano i wieziemy bardzo dużo pomysłów, które będziemy wprowadzać u siebie. Biblioteki w Olsztynie są piękne. Wzywam i Ukraińców i Polaków do odwiedzania bibliotek, bo te dzisiejsze są zupełnie inne. Mówiliśmy o tym jak zmieniają się biblioteki. W nich dzisiaj nie tylko wypożyczają książki czy dyski. To miejsce dialogu, gdzie można nauczyć się korzystać z komputera, i spotkać się z pisarzem, uczyć języków czy zajść poczytać gazetę czy magazyn. Posiedzieć w wygodnym fotelu. Są różnorodne wystawy. I jednym z ważniejszych elementów – ważnym dla nas i mieszkańców Polski – jest to, że usługi bibliotek są bezpłatne.
Więc możliwości współczesnych bibliotek są ogromne, ale i my też takie mamy – bo możemy przenosić was w świat ukraińskiej bajki:
[bajka dla dzieci]
I koniec bajki, a kto słuchał – zuch. A jeszcze większy zuch, ten kto dba o język:
[lekcja języka ukraińskiego]

(-)

To wszystko. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. W kolejnym programie „Od A do Z” usłyszycie Jarosławę Chrunik. Jutro ruszam na letni obóz do Sarnówka, a o przygodach opowiem po urlopie. Życzę wam dobrego humoru i niezapomnianego wypoczynku. Do usłyszenia. (dw/ad)

12.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Metropolita-emeryt, arcybiskup przemysko-warszawski Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego Jan Martyniak obchodził potrójny jubileusz. Jutro wierni kościoła greckokatolickiego wyruszą na odpust do Chrzanowa. Prezydent Andrzej Duda powiedział, że potrzebne jest odpowiednie upamiętnienie wydarzeń na Wołyniu, by relacje między Polską i Ukrainą były jak najlepsze. Ambasador Ukrainy Andrij Deszczycia powiedział, że Ukraina chce doprowadzić do godnego upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej. O tym opowiem za chwilę wydaniu informacji po ukraińsku. Dziś jest piątek 12 lipca. W studiu Hanna Wasilewska. Witam.
(-)
Metropolita-emeryt, arcybiskup przemysko-warszawski Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego Jan Martyniak obchodził potrójny jubileusz. W zeszłą niedzielę w greckokatolickim soborze świętego Jana Chrzciciela w Przemyślu obchodzono potrójny jubileusz władyki Jana Martyniaka: 80. urodziny, 55. rocznicę święceń i 30 -lecie chirotonii biskupiej. Jan Martyniak był pierwszym, od czasów II wojny światowej, greckokatolickim biskupem w Polsce po odnowieniu przez papieża Jana Pawła II archieparchii przemysko-praskiej Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej. Władyka dokonał wielkiego wkładu w odbudowanie struktur Kościoła Greckokatolickiego w Polsce. Niedzielnej służbie bożej przewodniczył sam jubilat, a koncelebrowało kilku biskupów. Przed rozpoczęciem liturgii proboszcz ojciec mitrat Bohdan Stepan, protosyncellus archieparchii przemysko-warszawskiej przeczytał życzenia dla władyki Jana Martyniaka od papieża, głównego arcybiskupa kijowsko-halickiego, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego arcybiskupa Swiatosława Szewczuka, nuncjusza apostolskiego w Polsce Salvatore Pennacchio i wielkiej kapituły Orderu św. Stanisława w Polsce. Na koniec nabożeństwa władyka Jan podziękował wszystkim, którzy znaleźli się na jego życiowej drodze służby episkopalnej i duchowej. Podziękował także wszystkim obecnym na jubileuszu. Jubileusz w greckokatolickiej katedrze Jana Chrzciciela w Przemyślu zakończył się cerkiewnym hymnem Ukrainy „Boże wielki, jedyny”.
(-)
A już jutro odbędzie się odpust w Chrzanowie. Tam, jak co roku, zjadą się grekokatolicy z całej Polski. Dzisiaj wieczorem rozpocznie się modlitewne czuwanie, a następnego dnia zaplanowano modlitwy do Przenajświętszej Bogarodzicy oraz uroczyste nabożeństwo. Zorganizowaną i liczną grupą na odpust wybierają się parafianie z cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie. Kolejny wyjazd organizowany przez olsztyńska parafię greckokatolicką planowany jest do miejsca objawienia się Bogarodzicy na świętej górze Jawor. W ramach tej podróży uczestnicy mogą także wziąć udział na Watrze Łemkowskiej w Zdyni. Pielgrzymka potrwa od 17 do 19 lipca.
(-)
Ambasador Ukrainy Andrij Deszczycia powiedział, że Ukraina chce doprowadzić do godnego upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej. Wczoraj był Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa, dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej. Цю подію згадують w rocznicę tak zwanej Krwawej Niedzieli. 11 lipca 1943 roku, był punktem kulminacyjnym Rzezi Wołyńskiej, masowej eksterminacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu przez Ukraińskich Nacjonalistów . Tego dnia zaatakowanych zostało 99 miejscowości. Ambasador Ukrainy Andrij Deszczycia w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową powiedział, że ofiarom zbrodni należy się hołd.
(-)
Władze Ukrainy dwa lata temu zakazały prowadzenia prac poszukiwawczych ofiar rzezi wołyńskiej, z tego powodu nie można też ekshumować pomordowanych i godnie ich szczątków pochować. Andrij Deszczycia uważa, że ta trudna sprawa ma szansę być rozwiązana.
(-)
Według szacunków polskich historyków, w czasie II wojny światowej na Wołyniu i w Małopolsce ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 100 tysięcy Polaków, w akcjach odwetowych mogło zginąć od 10 do 12 tysięcy Ukraińców. Większość zamordowanych Polaków wciąż spoczywa w bezimiennych dołach śmierci.
Prezydent Andrzej Duda powiedział, że potrzebne jest odpowiednie upamiętnienie wydarzeń na Wołyniu, by relacje między Polską i Ukrainą były jak najlepsze.
Prezydent złożył przed południem wieniec przed pomnikiem Rzezi Wołyńskiej w Warszawie. Rozpoczął tym samym obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej:
(-)
Na tym kończy się nasz program, ale ja nie żegnam się z wami. Usłyszymy się jeszcze o 18:10 w programie „Od A do Z”. Z wami była Hanna Wasilewska. Do usłyszenia wieczorem. (dw/apod)

11.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w czwartkowe popołudnie, 11 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj mam dla was niespodziankę; mam nadzieję, że się wam spodoba i wybaczycie mi, że nie będzie dzisiaj humoreski. Zróbcie sobie filiżankę aromatycznej kawy czy herbaty, usiądźcie wygodnie i słuchajcie. Najpierw jednak słowem wstępu:

Gdy odbywają się nasze festiwale radiowo-telewizyjne „Kalinowe Mosty”, wtedy nasi koledzy-dziennikarze z Ukrainy przysyłają nam swoje prace w różnych kategoriach. Jury je ocenia i przyznaje nagrody. Najciekawsze z nich później prezentujemy wam w swoich programach. Tak będzie dzisiaj.

(-)

Żytomierska Państwowa Kompania Radiowo-Telewizyjna w kategorii „Niewyczerpująca się duszy krynica” przysłała program „Rodzina”. Autorka – Inna Bondarczuk, operatort dźwiękowy – Ludmyła Dziubenko. Jest to opowieść o wybitnym poecie ukraińskim Maksymie Rylskim. Dowiadujemy się tu o wielu ciekawych faktach z życia twórcy. Poety, którego znam od dzieciństwa. Szczęśliwcami są ci, którzy mogli uczyć się w szkole ukraińskiej, tak jak ja – w Baniach Mazurskich. Wyobraźcie sobie: lata 70-te ubiegłego wieku, klasa wypełniona słońcem, siedzimy w ławkach; mamy lekcję języka ukraińskiego. Wchodzi do klasy najlepszy nauczyciel języka ukraińskiego, pan Stefan Beń i zaczyna nam opowiadać o Maksymie Rylskim. A potem otwieramy podręczniki i promienie słońca padają na słowa: „Jak pędy winorośli pielęgnujcie język…” Te słowa niezapomnianego poety towarzyszą mi przez całe życie i z głębi duszy jestem wdzięczna nauczycielowi, który mnie do nich przyprowadził. Dlatego program żytomierskich koleżanek wywołał we mnie najpiękniejsze wspomnienia ze szkolnych lat.

Chciałabym, żebyście na kilkanaście minut zapomnieli i internecie, o innych osiągnięciach technologicznych, a przypomnieli sobie, jak dawniej ludzie utrzymywali kontakty, jak się spotykali, rozmawiali, śpiewali… Program „Rodzina” – to opowieść o sławnej ojcowskiej rodzinie Maksyma Rylskiego – poety, ale też działacza społecznego, rodem z Żytomierszczyzny. I o maleńkiej wysepce jego małej ojczyzny – wieś Romaniwkę:

(-)

– Tu pod koniec XIX – na początku XX w. mieszkała jego sławna rodzina: rodzice – Tadeusz i Melania Rylscy, starsi bracia – Iwan i Bohdan; w pobliżu – przyjaciel Tadeusza Rylskiego z lat studenckich na uniwersytecie, Josyp Jurkewycz. A jeszcze – rodzina matki, Czupryna. Wieś Romaniwka – to ozdoba ziemi ukraińskiej, ówczesnej Kijowszczyzny: gaje, doliny, bezkresne pola; a drogi – dawne, szerokie, czumacko-kozackie. To dawna ojcowizna pułkownika kozackiego Semena Palija. Tędy prowadził Czarny Czumacki Szlak – na Umań i dalej, na Krym. Duch ojczystej historii, duch szerokiej duszy i duch wzlotu wysokiego, rodzimego, dostojnego słowa Maksyma Rylskiego wywodzi się własnie stąd, z Romaniwki.

Życie tak się ułożyło, że już od lat 20-tych wieś tylko odwiedzał, przyjeżdżał do matki, do krewnych. Przyjeżdżał do przyjaciół, do łodzi rybackich na Unawie, do długich wiejskich ulic, gdzie latem na pieńkach śpiewały dziewczęta, gdzie rosła rozłożysta stara grusza, taka bliska z dzieciństwa; gdzie kwitły sady i kwiaty koło chaty. I wszystko to – Romaniwka. A wieczorem na brzegu Unawy Iwan, brat Maksyma, rozpala ognisko. Gotuje się „juszka”, do ogniska przychodzą sąsiedzi. Oczywiście, nie obchodziło się bez kieliszka. I niesie się pieśń, szeroka jak ukraińska dusza. I jak wieczność życia:

(-)

Przyszli starsi ludzie, słuchają piosenki, a ona wznosi się dumą z jego dzieciństwa, gdy pod gruszą, w sadzie przy stole, po obejrzeniu sztuki w wykonaniu wiejskich artystów, śpiewają przyjaciele ojca: Łysenko, Antonowycz, Jurkewycz, Starycki, wujkowie Czupryna… Ta pieśń prowadziła go w świat życia. Wczesne dzieciństwo – jak mgła, ale wkrótce otwiera się świat przyrody. Dąb zielony, a pod nim – studnia, jak życie. Ale do życia potrzebna jest wielka miłość i dobroć młodych ludzi na nowe życie. Nieskończoność. Czy nie stąd pochodzi wysokie słowo poety, jego mądrość? Posłuchajmy nieco jego oryginalnej poezji, która wynosi ukraińskie słowo do poziomu światowego:

(-)

Poeta Maksym Rylski – mężny Ukrainiec, myśliciel, dziecię swego ojca, swojej sławnej rodziny i rodzinnej romanowskiej ziemi. Ojciec od lat studenckich był jednym z organizatorów znanego ukraińskiego ruchu chłopomanii, amatorów ludowości. Pierwszymi w tym ruchu byli: Wołodymyr Antonowycz, przyszły wielki historyk; Pawło Czubyński, autor współczesnego hymnu Ukrainy; Josyp Jurkewycz, wkrótce – znany lekarz ziemski; Mykoła Łysenko, ukraiński kompozytor. Wkótce wszyscy byli członkami towarzystwa „Hromada”. Już wtedy, będąc młodymi, jeździli na letnie wakacje wozami po Ukrainie. Zbierali ukraińskie piosenki i podania ludowe o historii tej krainy z ust ludu. Często śpiewali piosenkę o czajce. Słowa tej piosenki przypisywano Iwanowi Mazepie, a jej treść jest o matce-Ukrainie:

(-)

Tadeusz całe życie spędził w Romaniwce, rodowym majątku ojca, w pełni oddał się utwierdzaniu kultury ukraińskiej. Pracował jako nauczyciel we wsi, zorganizował szkołę, bibliotekę, wspaniały chór, mały teatr ukraiński. Ożenił się w wieku 40 lat z wiejską dziewczyną – pięknością, z kozackiego rodu Czupryn – Melanią. Była mu wierną przyjaciółką, matką dzieciom, i była taktowna i gościnna wobec wszystkich jego licznych przyjaciół, którym dom w Romaniwce często zastępował ich własny dom. A samego Tadeusza publikowano w gazetach – o ekonomii, etnografii… Jeździł po wsiach, zbierał piosenki i podania ludowe. Jeździli najczęściej wozami – on i jego przyjaciel, druh, chrzestny Maksyma Josyp Jurkewycz i Mykoła Łysenko. To oni jako pierwsi odnaleźli piosenkę ludową o Karmaluku i poszła ona w świat ukraiński w opracowaniu Łysenki. A Starycki napisał powieść „Karmaluk”.

(-)

Gdy jeździli po wsiach, jednocześnie prowadzili rzetelną działalność oświatową, a Jurkewycz udzielał pomocy medycznej wieśniakom. Dzieci wychował w duchu ukraińskim, w szacunku do pracy i do ludzi; synów nazwał po kozacku, po ukraińsku. Starsze jego dzieci, Iwan i Bohdan, ukończyły Uniwersytet Kijowski, władały kilkoma językami. Iwan był wspaniałym nauczycielem na wsi, reżyserem wszystkich spektakli. A Bohdan przepięknie śpiewał. Był chorobliwy, ale we wszystkich kawalerskich rozrywkach we wsi był pierwszy. Poświęcony Bohdanowi, jego głosowi jest wiersz Maksyma „Nicz jaka misiaczna”. Słowa tej pieśni-romansu napisał przyjaciel rodziny, Mychajło Starycki. I zabrzmiała tu, w Romaniwce, kto wie, czy nie po raz pierwszy po kijowskim mieszkaniu Staryckich. Maksym pisał prawdę: „Głos oczarowuje i płonie słodkim zapachem wiśni”…

(-)

Tadeusz cenił w ludziach uczciwość, przyjaźń, tego samego uczył dzieci. Josyp Jurkewycz był jego największym przyjacielem, był lekarzem rodzinnym rodziny Rylskich, Staryckich, Łysenków. We wsi Krywe miał ładny, schludny dom, ogród i morze kwiatów. Tu na konsultacje przyjeżdżała do niego Łesia Ukrainka z matką. Jurkewycz połączył rodziny Staryckich, Kosaczy, Rylskich, a na pamiątkę pobytu Łesi w Krywym ogrodnik sadyby doktora, Josyp Mahomet wyhodował piwonię, którą nazwał „Łesia”. I od tamtej pory w rodzinach często rozbrzmiewała podczas spotkań ulubiona pieśń rodziny Kosaczów, do słów Łeonida Hlibowa (nauczyciela ojca Łesi) i muzyki Łysenki:

(-)

Po śmierci Tadeusza Rylskiego Josyp Jurkewycz został opiekunem małego Maksyma, który miał zaledwie siedem lat. Pomagał mu się kształcić, wydał pierwszy zbiorek jego wierszy. Maksym mocno przeżył śmierć swego drugiego ojca, poświęcił mu piękne wiersze.

„Przypomniało mi się, że kiedyś mój ojciec, gdy jeździł do Jurkewyczów w gości do wsi Krywe, dwadzieścia kilometrów czy też wiost, zbierał piosenki, dumy ludowe i bajki i żeby posłuchać mądrej porady lekarskiej”.

I dlatego z goryczą i gniewem, broniąc światłej pamięci lekarza w 1964 roku, będąc już bardzo chory, odezwał się gniewnym listem na jedną z ostrych, negatywnych publikacji w gazecie rejonowej pod adresem niezapomnianego doktora. Mówią, że właśnie wtedy Maksym rzekł: „Kto nie zna przeszłości, ten nie ma przyszłości. Kto nie szanuje znanych osób swego kraju, ten sam nie zasługuje na szacunek”. Otóż to!

(-)

Życie zawsze jest w drodze – z przeszłości w przyszłość. Dzisiaj we wsi Romaniwka jest maleńka wysepka wysokiej i wielkiej kultury ukraińskiej jaśnieje muzeum Maksyma Rylskiego i ogólnoukraińskie święto w maju każdego roku „Romaniwska wiosna” odbywa się w sadybie rodziny Rylskich. Wartoścowe jest życie narodu, gdy życie każdego zachowuje pamięć pokoleń, niesie ducha narodu i języka ojczystego. Niech wam się szczęści rodzinnymi, miłymi sercu stronami, spotkaniami z dobrymi, życzliwymi ludźmi i pięknym życiem.

(-)

Kończy się już nasz program, który przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Jutro spotkamy się o tej samej porze, a dzisiaj życzę wam już spokojnego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

11.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Prawdopodobnie zasnął za kierownicą. 13 rannych Ukraińców przebywa w szpitalu. Zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym usłyszał 50-letni Ukrainiec Mykoła B. Większość ukraińskiego społeczeństwa dopuszcza rozwiązania kompromisowe w uregulowaniu konfliktu w Donbasie. 7 lipca miała miejsce premiera w sieci wideoklipu do piosenki „Stuk, stuk. Tam gdzie dzwonią dzwony”, która opowiada o tęsknocie, smutku i konieczności pamiętania o historii rodziny oraz swoich korzeniach. Projekt zaprezentowano w Olsztynie na jubileuszowym koncercie zespołu Horpyna. O tym w dzisiejszym wydaniu wiadomości po ukraińsku. W kalendarzu 11 lipca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym usłyszał 50-letni Ukrainiec Mykoła B., który dwa dni temu doprowadził do wypadku na autostradzie A4 niedaleko Brzegu. Mężczyzna, który prowadził autokar, najprawdopodobniej zasnął w trakcie jazdy i wjechał do rowu. Pojazdem podróżowało 37 osób narodowości ukraińskiej, z czego 13 zostało rannych.
Prawdopodobnie przekażemy tę sprawę ukraińskim organom ścigania – mówi rzecznik opolskiej prokuratury Stanisław Bar:
[wypowiedź w języku polskim]
Wczoraj z powodu warunków atmosferycznych na Warmii i Mazurach doszło do kilku wypadków. W jednym z nich na krajowej 16 w okolicach Iławy ucierpiała mieszkanka Ukrainy. Dwa auta nie wyminęły się na odcinku Ostróda-Kisielice. Ukrainę odwieziono do szpitala. Drogówka wzywa do ostrożności za kierownicą.
(-)
Większość ukraińskiego społeczeństwa dopuszcza rozwiązania kompromisowe w uregulowaniu konfliktu w Donbasie. Tak wynika przeprowadzonych nad Dnieprem badań socjologicznych. Z sondażu wynika też, że to, na jak daleko posunięte ustępstwa wobec Rosji i bojówkarzy gotowi zgodzić się Ukraińcy zależy od ich sympatii politycznych. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

[korespondencja w języku polskim]
(-)
7 lipca miała miejsce premiera w sieci wideoklipu do piosenki „Stuk, stuk. Tam gdzie dzwonią dzwony”, która opowiada o tęsknocie, smutku i konieczności pamiętania o historii rodziny oraz swoich korzeniach.
„Każdy, niezależnie od tego gdzie żyje, ma prawo do w własnej tożsamości i rozwoju swojej kultury szanując innych. Nasza misja polega na tym, by pokazać, że współczesne pokolenie Polaków, Łemków i Ukraińców chce i może współpracować w harmonii i zdrowych stosunkach, ze wzajemną tolerancją i akceptacją” – zaznaczają autorzy projektu. Z inicjatywą wyszła animatorka kultury Kasia Komar-Macińska z Przemyśla oraz aktorka i reżyser teatralna Oksana Terefenko, która projekt koordynuje. Autorką słów jest Kasia Komar-Macińska. Premiera klipu miała miejsce 2 lipca w Legnicy, a po tygodniu w Przemyślu. 8 czerwca pokazano go w Olsztynie podczas koncertu z okazji 20 lecia zespołu Horpyna. Horpyna także uczestniczyła w stworzeniu klipu, który nagrywano w ruinach cerkwi we wsi Kniazie w województwie lubelskim. „Główna idea projektu to łączenie Łemków i Ukraińców” – uważa lider zespołu Władek Kuper. Siebie sam nazywa ukraińskim Łemkiem:
(-)
Premiera „Stuk,stuk”
(-)
W całej Polsce robiliśmy razem stuk-stuk, to tak jakby stukać do drzwi, albo bardziej dzwonić dzwonami, by przypomnieć skąd tu się wzięliśmy i by pamiętać, że ziemie skąd pochodzą nasi przodkowie są na południu Polski, na Łemkowszczyźnie
(-)
Łemkowskie to też ukraińskie. Uważam, że Ukrainiec to też Łemko. Ja uważam siebie za takiego właśnie Łemka.
(-)
Zgodnie z myślą autorów, piosenka jest także elementem obchodów 70 rocznicy Akcji Wisła, którą Ukraińcy w Polsce obchodzili w 2017 roku. W projekcie udział wzięło 40 zespołów i solistów oraz prawie 500 osób, członków ukraińskich i łemkowskich zespołów oraz teatrów z Polski. Do jego powstania pieniądze zebrano przez internet.
Więcej ukraińskich wiadomości z regionu i kraju usłyszycie jutro o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Usłyszymy się na falach Polskiego Radia Olsztyn. (dw/bsc)

10.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 10 lipca, w naszym programie „Z dnia na dzień”. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Wszyscy zachwycamy się pięknem naszej Warmii i naszych Mazur – i słusznie, to naprawdę piękna kraina i mamy szczęście, że tu mieszkamy. Dzisiaj jednak chcę żebyśmy razem odwiedzili inną, równie piękną krainę – Podlasie.

(-)

Północne Podlasie obejmuje takie historyczne miasta, jak Suraż, Bielsk Podlaski Mielnik i Dorohiczyn, gdzie w 1253 roku koronowany był kniaź Daniel Halicki. Na tym terytorium zamieszkują też etniczni Ukraińcy. Ze względu na swoje peryferyjne położenie, oddalenie od ukraińskich centrów kulturalnych, ukraińska tożsamość nie przejawiała się tu zbyt wyraźnie. Tym bardziej, że w tamtych czasach polityka państwa niechętna była mniejszości ukraińskiej. W rezultacie Podlasian, którzy rozmawiali gwarą ukraińską i śpiewali ukraińskie piosenki, zaliczono do mniejszości białoruskiej. Paradoksalnie – to właśnie uratowało ich przed wysiedleniem w ramach Akcji „Wisła”. Obecnie północne Podlasie – to jedyna kraina w Polsce, gdzie w zwartej grupie mieszka z dziada-pradziada społeczność ukraińska.

(-)

W połowie czerwca na „Popołudnie z kulturą ukraińską” do Iławy zawitał zespół „Czeremszyna” z Czeremchy. Bardzo dowcipnie nawiązał kontakt z publicznością jeden z liderów zespołu, Mirosław Samosiuk:

– Dobry wieczór! Czy dzień dobry! Nie wiem jak powiedzieć, bo nie wiem jak tam u was, ale u nas światło się świeci, więc powiem „dobry wieczór”! (-) Wypowiedź dalej – w języku polskim

(-)

– Ot, jak to można, moi drodzy, zagrać ukraińską piosenkę na białoruskich cymbałach! Tam, gdzie mieszkamy na Podlasiu, tam mieszkają mniejszości – białoruska, ukraińska – i Polacy; razem, zgodnie, uśmiechamy się do siebie, tak jak ja się uśmiecham teraz do Marii. Maria Zdrojkowska! A teraz piosenka o dziewczynie, która siała len, żeby się podobać, żeby wziął ją za żonę przystojny chłopak: „Oj posiju ja lonku pry dorozi, pry dołku”:

(-)

– Zespół „Czeremszyna” nie tak często tu przyjeżdża na Warmię i Mazury. Proszę trochę o sobie opowiedzieć – jaki to jest zespół?

– Dwadzieścia pięć lat temu moja żona (wtedy jeszcze nie była moją żoną) Barbara skrzyknęła młodych ludzi z Czeremchy. Czeremcha to takie małe miasteczko; albo małe miasteczko, albo duża wieś, 4 km od granicy z Białorusią. I tam zaczęliśmy zbierać od starych babć piosenki, folklor tego naszego Podlasia. Tam, gdzie mieszkają mniejszości – ukraińska, białoruska i razem Polacy mieszkają. I potem braliśmy instrumenty i aranżowaliśmy na bałałajkę kontrabasową, na cymbały strunowe białoruskie, na fujarki ukraińskie, na akordeon, na bębny. Chcieliśmy, żeby ta muzyka, której młodzi ludzie wstydzili się, gdy zaczynaliśmy, podśmiewali się z nas, że – jak to? Będziecie śpiewać tak jak te stare baby? A potem, gdy poszliśmy do TV, gdy pojechaliśmy na koncerty – do Nepalu, do Niemiec grać na tournee, to wtedy ludzie zaczęli to rozumieć. I teraz u siebie robimy festiwale i teraz bardzo na nasze koncerty przychodzą i młodzi, i starsi. I myślę, że przez tych 25 lat zachowaliśmy naszą kulturę.

(-)

– Czy macie takie poczucie misji, czy czujecie, że robicie bardzo ważną rzecz? Wy chronicie to, co wam przekazali wasi ojcowie, wasi dziadowie.

– Chcielibyśmy, żeby tak było. Czujemy, że to jest nasza misja, to co robimy. To nie jest, można powiedzieć – nasz zawód, my nie zarabiamy tym pieniędzy na życie. Każdy z naszych muzykantów robi coś innego w swoim życiu, realizuje się w innych sferach, a muzyka – to takie hobby dla nas. I dalej – tak jak pani mówi – żeby uchronić to dla następnych pokoleń, żeby mogli znać tę kulturę. I na pewno ktoś powie: „Wy to przeinaczacie, dajecie aranżacje!” Spotkaliśmy się z takimi tekstami, że ktoś nam to zarzucał. Ale my pokazujemy tylko kierunek, gdzie należy się zwrócić. Można pójść po nitce do kłębka, do korzeni i tę piosenkę, którą my śpiewamy żeby potańczyć, pośpiewać, pobawić się, można ją usłyszeć, można ją znaleźć tak, jak brzmiała w oryginale.

– A tym bardziej, że właśnie folklor we współczesnej aranżacji może być bardziej do przyjęcia dla tych, którzy kiedyś naśmiewali się z was.

– No tak! On jest bardziej do przyjęcia, oni z radością go przyjmują. I oni zobaczyli (ja tak myślę), że tego wcale nie trzeba się wstydzić. 25 lat temu ludzie wstydzili się… no, taki był system.

– Teraz trzeba być z tego dumnym!

– Tak, tak! I my gdzie przyjeżdżamy, w jaki zakątek świata, czy Polski, czy w inne kraje, to dla nas jest to powód do dumy.

(-)

– To jest taka harmonia głosów, tu każdy musi dostroić się jeden do drugiego. To jest, być może na poziomie podświadomym, taki szacunek dla drugiego człowieka. To jest coś, co pomaga nam czuć się zespołem. Każdy jest indywidualnością, ale mimo wszystko sam istnieć nie może. I najlepiej wychodzi, gdy są wszyscy razem.

– No, tak! Trzeba pamiętać jeszcze o takiej rzeczy, że gdy powstawały te pieśni wiele lat temu, to ludzie ich nie zapisywali; ludzie wychodzili razem na ławeczkę, na „ulicę”, rozmawiali, śpiewali o swoich historiach, o swoim życiu. Tam przecież w tych piosenkach tych tekstów nikt nie wymyślał. To wymyślało życie i na podstawie tego życia oni śpiewali piosenki, kontaktowali się i przekazywali jedni drugim, ale byli ze sobą razem. A na pewno wielogłosowość i biały śpiew to daje takie emocje, taką energię! Jest taka… nie wiem czy to anegdota, ale tak nam opowiadali, że kobiety, które tam razem śpiewały, razem siebie odczuwały i razem, że tak powiem, kobiece sprawy przychodziły do nich razem w jednym momencie.

Kto by pomyślał! Ale taka jest siła i mądrość natury!

(-)

A głównym centrum aktywności narodowo-kulturalnej Ukraińców, mieszkających na Podlasiu, jest Bielsk Podlaski. Historycy nazywają to miasto jednym z zamieszkałych punktów północnych obrzeży Księstwa Halicko-Wołyńskiego w czasach króla Daniela i w epoce rusko-litewskiej. Tu działa inny zespól, pielęgnujący tradycje śpiewacze swoich przodków. To zespół „Rodyna”; przypomnijmy, że zdobył on w tym roku jedno z sześciu pierwszych miejsc podczas 53-go Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Widać, że jury miało naprawdę problem, żeby bardziej konkretnie wyłonić zwycięzcę, ale za to radości było więcej. Posłuchajmy, jak śpiewa „Rodyna”:

(-)

Kończy się już nasz program, który przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Jutro spotkamy się o tej samej porze, a dzisiaj życzę wam już spokojnego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/kos)

10.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Intergracja Ukrainy z Unią oraz sytuacja na wschodzie Ukrainy były tematami 21. szczytu Ukraina – Unia Europejska. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński zwrócił się do Ukraińców i prezydenta Rosji Władimira Putina poprzez telemost między ukraińskim kanałem NewsOne i rosyjskim państwowym kanałem telewizji „Rosija 1”. Największą grupę nielegalnie pracujących obcokrajowców stanowią Ukraińcy, mówi Danuta Rutkowska z Państwowej Inspekcji Pracy. Szczegóły za chwilę. Dziś jest środa 10 lipca. W studiu Hanna Wasilewska.

(-)

Intergracja Ukrainy z Unią oraz sytuacja na wschodzie Ukrainy były tematami 21. szczytu Ukraina – Unia Europejska. W Kijowie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim spotkali się między innymi przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Ukraiński prezydent usłyszał zapewnienie o przedłużeniu unijnych sankcji wobec Rosji.

Na wspólnej konferencji prasowej Prezydent Wołodymyr Zełenski podkreślił, że podczas spotkania z Donaldem Tuskiem i Jean-Claudem Junckerem omówiono plany i najważniejsze kwestie na przyszłość. Jak dodał, tutaj głównym zadaniem jest pokój na wschodzie Ukrainy.
Jedyna broń, aby zakończyć wojnę to dyplomacja. Dlatego rad byłem usłyszeć dzisiejszą deklarację naszych europejskich przyjaciół, że ich pozycja wobec polityki Rosji pozostaje niezmienna, a unijne sektoralne i krymskie sankcje będą przedłużone na kolejne 12 i 6 miesięcy.

Prezydent Ukrainy podkreślił że omówiono także dotychczasowe osiągnięcia, między innymi ruch bezwizowy czy zwiększenie wymiany handlowej między Unią i Ukrainą jednak jak zaznaczył, najważniejszą sprawą, jakiej oczekują Ukraińcy jest zwalczenie korupcji.
Wiem, że nasi europejscy partnerzy są już zmęczeni przyznawaniem pieniędzy Ukrainie na mityczną walkę z korupcją. Wierzę, że już niebawem będziemy prosić was nie o pieniądze, a o ekstradycję głównych korupcjonistów.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zapewnił, że Unia niezmiennie wspiera Ukraińską integralność terytorialną i niepodległość.
Donald Tusk zaapelował też o zwolnienie przez Rosjan dwudziestu czterech ukraińskich marynarzy, potępił także nadawanie rosyjskiego obywatelstwa w Donbasie na terenach nie kontrolowanych przez siły rządowe.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jean Claude Juncker mówił w Kijowie, że obecnie relacje między Unią i Ukrainą są bardzo dobre:
21. szczyt Ukraina – Unia jest pana, panie prezydencie, pierwszym szczytem, ale naszym – obecnych unijnych władz ostatnim. Mogę jednak powiedzieć, że od czasów Majdanu w relacjach zrobiono więcej niż przez poprzednie 20 lat.
Obecną datę przeprowadzenia szczytu Unia – Ukraina ustalono jeszcze za prezydentury poprzednika Wołodymyra Zełenskiego – Petra Poroszenki. Wielu komentatorów w Kijowie wskazywało, że szczyt ma charakter raczej kurtuazyjny, bo przybyłe do Kijowa władze Unii już niedługo będą musiały ustąpić miejsca swoim następcom, ale też sytuacja polityczna w samej Ukrainie nie jest do końca klarowna, bo na 21 lipca zaplanowano na Ukrainie wybory parlamentarne.

(-)

8 lipca prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński zwrócił się do Ukraińców i prezydenta Rosji Władimira pUtina za pośrednictwem telemostu między ukraińskim kanałem NewsOne a rosyjskim kanałem państwowej telewizji „Rosija 1”. W odezwie do Ukraińców Zełeński podkreslił, że telemost to „tanie i niebezpieczne działanie PR” przed wyborami, celem którego jest podzielenie Ukraińców na dwa obozy:
Trzeba porozmawiać, zgadzam się. Porozmawiajmy. Na początku drodzy Ukraińcy z wami. Jesteście mądrymi ludźmi i powinniście zrezygnować z emocji i włączyć myślenie. Telemost to tanie, ale niebezpieczne działanie Prowe przed wyborami, którego celem jest ponowne podzielenie nas na dwa, wszystkich Ukraińców obozy. W jednym z obozów politycy powiedzą – oczywiście, chodźcie porozmawiamy, jesteśmy bratnimi narodami. Pomyśl o tysiącach naszych poległych braci [ros.]. W drugim obozie politycy wezwą do oburzenia się i pod płaszczykiem patriotyzmu pójdą na wybory. Zwracam się do wszystkich Ukraińców – nie jesteśmy obozem i nas nie trzeba dzielić. Teraz manipulują wami politycy, którzy chcą bardzo trafić do parlamentu. Różnica różnica między nimi jest jedna – pierwszy będą grabić [ros.], a drudzy będą kraść [ukr.]

Na podsumowanie prezydent zwrócił się po rosyjsku osobiście do Władimira Putina:
Trzeba porozmawiać? Trzeba, omówmy więc – czyj jest Krym i kogo tam nie ma na Donbasie. Do rozmowy proponuję zespół: Ja, pan, prezydent USA Donald Trump, premier Wielkiej Brytanii Teresa May, kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Emmanuel Macron. Miejsce? Myślę, że Aleksandr Łukaszenko z przyjemnością przyjmie nas w swoim Mińsku.
12 lipca ukraiński kanał telewizyjny NewsOne, który należy do opozycyjnego deputowanego, znajomego Putina Wiktora Medwedczuka i kanał „Rosija 1”, którym kieruje rosyjski propagandysta Dmitro Kisielow zaplanowały przeprowadzenie dwujęzycznego telemostu „Trzeba porozmawiać”. Wydarzenie oburzyło wielu obywateli Ukrainy. Aktywiści wzywali do akcji protestacyjnej przy budynku telewizji w Kijowie.

Na samym kanale wydarzenie porównywalne jest ze znanym telemostem w 1986 roku między ZSRR a USA. Poinformowano, że otrzymano mnóstwo telefonów od ludzi, którzy wspierają przywrócenie telemostu i naliczono 70% ludzi zainteresowanych rozmowami politycznymi z Rosją. W publikacji znalazło się także to, że będzie – cytuję „dialog między narodami Ukrainy i Rosji” niezbędny „w sprawie Pokoju”.

(-)

Na koniec trochę statystyki. W każdej co trzeciej firmie, w której pracują Ukraińcy wykryto naruszenia – to skutki kontroli przeprowadzonej przez PIP w pierwszym półroczu 2019 roku. Chodzi przede wszystkim o nielegalne zatrudnienie obcokrajowców – wyjaśnia rzeczniczka PIP Danuta Rutkowska.
„Największą grupę nielegalnie pracujących obcokrajowców stanowili obywatele Ukrainy. W skontrolowanych firmach nielegalnie pracowali także obywatele Białorusi, Gruzji i Mołdawii. Inspektorzy pracy wystawili 445 mandatów o wartości w sumie 600 tysięcy złotych”.
Najczęściej przepisy porusza się w firmach następujących branż: budownictwa, handel i usługi. Według słów rzeczniczki PIP, pracodawca, który nielegalnie zatrudnia obcokrajowców powinien zapłacić mandat w wysokości 30 tysięcy złotych. Mandaty nakładane są także na nielegalnie pracujących pracowników.

(-)

Była to ostatnia informacja wydania. Jutro będziemy dalej śledzić ukraińskie wiadomości. Do radioodbiorników zapraszam o 10:50. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego.  (dw/bsc)

09.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 9 lipca, na falach Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Nasze jutro dla naszych dzieci będzie teraźniejszością, a dla naszych wnuków – przeszłością. Tak powstaje historia. Nie wszystkie wydarzenia i nie wszystkie postacie pozostawiają w niej swój wyraźny ślad, czas jest dla nich najlepszym korektorem. Jednak czasami bywa tak, że czujemy, że jakieś wydarzenie od razu staje się historyczna i tak samo osoba – widzimy, że ma szczególne właściwości, które wyróżniają ją na tle innych. O czym więc będzie mowa dzisiaj?

(-)

Moje przydługie dzisiaj słowo wstępne anonsuje rozmowę z dobrze znanym wam dziennikarzem, Mirosławem Czechem. A kto pamięta go jeszcze jako lirycznego poetę, którego chętnie publikowało „Nasze Słowo”, zwłaszcza dodatek „Nasza Kultura”? Ale nie o poezji będziemy dzisiaj mówić. Mirosław Czech ostatnie trzy lata spędził przeważnie na Ukrainie, blisko współpracował z historycznym – moim zdaniem (i tu dochodzimy do sedna) – prezydentem Petrem Poroszenką. I właśnie o nim będziemy rozmawiać z Mirosławem. Ci, którzy interesują się polityką, przyznają, że Petro Poroszenko wyraźnie zapisał się w historii ukraińskiej prezydentury jak ten, który walczył o interesy Ukrainy. Żartem mówiono o nim „buldożer” na arenie międzynarodowej. Po kolei więc; najpierw pytanie: w jaki sposób Mirosław znalazł się na Ukrainie i co tam robił?

(-)

– Ostatnie trzy lata były dla mnie związane bardziej z obecnością na Ukrainie, a to związane jest z tym, że Leszek Balcerowicz, gdy zaproponowano mu, żeby sformował misje strategicznych doradców na Ukrainie w celu wspierania reform, zaproponował mi, żebym był uczestnikiem tej grupy i od kwietnia 2016 r. rozpocząłem aktywny udział w tej grupie strategicznych doradców, którymi kierował Leszek Balcerowicz. Była ona dla całej władzy na Ukrainie – i prezydenta, i rządu. Nasz grupa głównie, która przyjechała z Polski – to Leszek Balcerowicz, Jerzy Miller i ja, nas trzech. Bo grupa, którą kierowa Ivan Miklos, słowacki były premier i minister finansów, bardziej związana była z taką bieżącą pracą i bardziej była dla rządu, bardziej zajmowali się doradzaniem dla rządu. Wszyscy zasiadaliśmy w Gabinecie Ministrów, ale my byliśmy bardziej przywiązani do prezydenta, do tej prezydenckiej dziedziny władzy.

– To znaczy, że byłeś zbliżony do prezydenta; jak często spotykaliście się z prezydentem?

– W zależności od potrzeb, ale staraliśmy się tak, żeby przynajmniej raz w miesiącu odbywało się spotkanie z prezydentem, aby przedstawić mu swoje propozycje, punkt widzenia, albo zaproponować mu jakieś możliwości rozwiązania problemu. Albo prezydent prosił, żeby wyrazić opinie w sprawie jakichś reform. Praca była dość intensywna, ponieważ grupa składała się z siedmiu czy ośmiu osób, które podzieliły się według swoich specjalności.

– Twoja jaka była?

– Moja była – zarządzanie państwem i samorząd lokalny; pracowaliśmy razem z Jerzym Millerem. Jerzy Miller jeszcze dodatkowo zajmował się reformą ochrony zdrowia.

– Razem z panią Suprun.

– Tak, z ministerstwem, którym kieruje Ulana Suprun. Tak że mieliśmy taki ogólny ogląd postępu reform, gdy chodzi o ekonomię, o budowanie państwa, o sferę społeczną. Jerzy Miller tak samo pomagał i konsultował ministerstwo pracy i polityki społecznej, które zajmowało się przeprowadzeniem reformy emerytalnej, tak że obszar tego naszego doradzania był dość duży. Ta misja nie zakończyła się 31 marca 2017 roku, gdy Leszek Balcerowicz zakończył swój roczny pobyt, bo powiedział, że nie będzie dłużej, niż rok.

– Już na początku tak mówił?

– Tak, tak. To wszystko odbyło się, jeśli chodzi o zakończenie tej misji, wszystkie formy były dotrzymane. Tym bardziej, że zostawił Ivana Miklosa z większością doradców, którzy pomagali przede wszystkim premierowi i rządowi. Ja bardziej pozostawałem przy prezydencie.

(-)

– No właśnie! Jaki jest prezydent Poroszenko, powiedzmy tak, poza kamerami, w prywatnych kontaktach?

– To bardzo ciepły, bardzo dowcipny człowiek, otwarty na innych ludzi, potrafi słuchać. Mogę powiedzieć, że w kontaktach z politykami, ale nie tylko z politykami, z działaczami społecznymi… może to jest niewłaściwe słowo, ale oczarowuje. Gdy przychodzisz do prezydenta, rozumiesz jaka to jest postać, to w naturalny sposób tworzy się pewien dystans. A prezydent bardzo blisko kontaktuje się z ludźmi i takiego wielkiego dystansu nie ma.

– To on skraca dystans między ludźmi.

– Tak, oczywiście. Przy czym zachowuje wszelkie formy; on zna kilka języków.

– Sześć.

– Tak. Oczywiście, swobodnie posługuje się językiem angielskim, co jest ogromnym jego plusem, dlatego, że może rozmawiać z ludźmi. On rozumie język polski.

– Widziałam jego wystąpienie na forum ONZ, gdy Węgier obwiniał go za reformę oświaty. Wtedy tak ładnie odpowiedział, że to nie jest dyskryminacja mniejszości węgierskiej, a właśnie wyjście naprzeciw tym dzieciom; że dyskryminacja jest wtedy, gdy dzieci węgierskie, mniejszość węgierska na Ukrainie nie zna ukraińskiego. I wtedy właśnie zademonstrował swoją znajomość sześciu języków. To robiło wrażenie!

– Tak, on to cały czas powtarza. On ma łatwość uczenia się języków. On zna, oczywiście, rosyjski, on sam jest z rodziny rosyjskojęzycznej, sam o tym mówi, że ukraińskiego nauczył się… bardzo dobrze się nauczył, w szkole nie uczono go języka ukraińskiego, nauczył się już będąc dorosłym. A teraz on już myśli po ukraińsku. Całe zarządzanie państwem, cała polityczna składowa jego aktywności absolutnie związana jest z językiem ukraińskim. Zresztą, pani Maryna tak samo, jego żona. Ale oni rozmawiają po ukraińsku. I syn Ołeksij, który jest deputowanym, i młodsze dzieci – ich naturalny język to ukraiński i bardzo dobrze już zaadaptowali się w środowisku ukraińskim, tak można powiedzieć.

– I nie tylko w środowisko, a w ogóle w kulturę ukraińską.

– Tak, tak, oczywiście! Proces takiego stawania się, rozumienia, rozwój takiej samoidentyfikacji z Ukrainą, z tradycjami ukraińskimi, z kulturą ukraińską odbywa się w szybkim tempie. Gdy śledzić na przykład aktywność pierwszej lady, pani Maryny, to robiło to niezwykłe wrażenie. Gdy wszystko przyjmowała i umiała nadać temu właściwą formę, uczyła się bardzo dużo, pracowała nad sobą. I trzeba powiedzieć, że wychodzi jej to błyskotliwie, ona wszędzie demonstrowała ubiór narodowy; gdy wychodziła, te elementy narodowe. Ona bardzo dba o swój image.

– Ale to jej wychodzi znakomicie.

– Tak, absolutnie! Ale zawsze te elementy narodowe ona stara się we wszystkich swoich wystąpieniach oficjalnych, podróżach – nie tylko po Ukrainie, oczywiście – przy oficjalnych jakichś uroczystościach, ale i przy wizytach w innych krajach, towarzyszeniu swemu mężowi, to zawsze jest obecne. Czyli ta subtelność i rozumienie reprezentowania Ukrainy, ukraińskiego oblicza własnego kraju bardzo mocno u niej się przejawia. I to jest naturalne, absolutnie naturalne. Nie ma w tym żadnej gry, a widać całkowitą taką naturalność.
Do tej rozmowy jeszcze wrócimy, opowiem wam wtedy, jak trzy lata temu prawie pokłóciłam się z Mirosławem i właśnie – przez Petra Poroszenkę. Ale to innym razem.

(-)

Teraz posłuchamy kolejnego fragmentu powieści Jurija Horlis-Hoskiego „Chołodnyj Jar”. O Ukrainę trzeba walczyć na arenie dyplomatycznej, ale często niestety, przychodzi – tak jak w obecnym czasie – z bronią w ręku.

(-)

W pobliżu Kapitaniwki dowiedzieliśmy się, że w czasie, gdy nas nie było, zdarzyła się przykra historia. Najbardziej zepsuła nastrój Zahorodniemu, bo to na nim ciążyła moralna odpowiedzialność za to, co się stało. Uratował życie szoferowi Spasybence, pozostawiając go na chutorze pod opieką swoich ludzi. Co prawda, rozkazał go strzec, ale nie ukrywał, że uwierzył kierowcy, że do CzK trafił wbrew swojej woli i do bolszewizmu odnosi się wrogo. Uwierzyli w to i chłopcy, którzy mieli strzec szofera. A skoro to swój człowiek, to nie będziesz mu po piętach deptać ze strzelbą. Spasybenko udał, że ciężko zachorował, a w nocy uciekł.

Po kilku dniach przyprowadził z Kamianki oddział czekistów i milicjantów. Zabrali schowane w stodole auto, zastrzelili gospodarza i jeszcze kilku, którzy nie zdążyli uciec, spalili chutor. Szukali trupów Kozyckiego i Sokołowa, ale nie znaleźli. Znaleźli za to część budionnowskich mundurów, schowanych na chutorze. Zahorodnij gotów był się zastrzelić, ale w końcu pogodził się z tym i poprzysiągł, że w przyszłości już nigdy nie ulituje się nad wrogiem, nawet jeśli będzie się nazywał Szewczenko, nie tylko Spasybenko. W czasie, gdy Chmara uzupełniał pułk we wsiach pod czarnym Lasem, kontaktujemy się z Chołodnym Jarem. Tam wszystko jest po staremu. Za nami nie płaczą, pobłogosławił Petrenko, żeby odpoczywać dalej. O historii z autem już wiedział, chołodnojarska zwiadowczyni była w Kamiance; widziała jak triumfalnie wracali czekiści, wlokąc za autem zabitych „bandytów”. Spasybenko w Kamiance był bohaterem dnia. Peterenko rugał nas w zapisce, że nie oddaliśmy auta od razu do Chołodnego Jaru, kierowców wśród chołodnojarców było kilku, więc kiedyś autem do Kamianki by wyskoczyli i w biały dzień śmiechu by narobili.

Umundurowawszy w resztki budionnowskich mundurów nowo brańców, idziemy na ziemię chersońską. Przechodzimy szlakiem, którym ubiegłego roku wieźli mnie i Zinczenkę do Jełysawetgradskiej CzK. Odszukaliśmy też mogiły trzech chołodnojarców, rozstrzelanych wtedy przy szlaku. Zaśpiewaliśmy chłopakom „Testament”.

Pewnego dnia dowiedzieliśmy się, że w pobliskiej wsi nad Inhułem zdziera „razwiorstkę” komisja zaopatrzeniowa z Jełysawethrada, nocuje tam. Robimy przemarsz. Jak tylko się ściemniło, komisja już siedziała związana w radzie wiejskiej. Jak zazwyczaj, sprawami zaopatrzenia kierowali przeważnie młodzi Żydzi. Co zrozumiałe, im nawet do głowy nie przyszło, żeby się bronić czy uciekać od „budionnowców”. Wręcz przeciwnie, komisarz przy naszym wjeździe do wsi radośnie uścisnął dłoń Chmarze i mi; obiecał dać owsa dla koni, słoniny i jaj dla „czerwonoarmiejców”. No, a my za to pomożemy mu jutro, bo „czortowskie chachły są strasznie nieświadomi i nie chcą dać tyle, ile on wymaga”. Już i aresztował, i wyciorów komuś dał – nic nie pomaga. Pozakopywali do ziemi i mówią, że nie ma. A ludzi, żeby przycisnąć całą wieś, ma zbyt mało. Zaledwie piętnastu zaopatrzeniowców i naczelnik milicji. Ale z niego nie ma korzyści, bo ma słaby charakter, nie chce ani krzyczeć, ani bić.

Po wysłuchaniu komisarza mówię mu, żeby niezwłocznie zebrał do rady wiejskiej całą komisję, bo za nami goni banda Chmary. W tej wsi odbędzie się bój. Komisarz puścił duszę w pięty i pogonił zaopatrzeniowca, który był z nim, żeby zebrał oddział. Przestraszona komisja szybko przybiegła do rady. Rozbroić ich i powiązać było dla Zahorodniego sprawą kilku minut. Postawiliśmy konie i idziemy z Chmarą do rady wiejskiej. Gospodarz, który znał atamana z poprzednich wypraw, zwrócił się do niego z prośbą:

– Tam, panie pułkowniku, z tymi zakapiorami naszego obwodowego naczelnika milicji zaaresztowano. To tego… Można go puścić, on jest swój, Ukrainiec, porządny chłop!

Macham ręką:

– Znamy my tych „swoich”! W ubiegłym roku ułaskawiliśmy takiego jednego „swojego” naczelnika, to potem nam się odwdzięczył!

– To jak wiecie. Tylko szkoda, bo naprawdę to dobry człowiek. Dla przestępców jest surowy, a jeśli chodzi o uczciwych wieśniaków, to nikomu krzywdy nie zrobił. Jeszcze i bronił czasami, ot, choćby przed tymi zdziercami.

(-)

Kończy się nasz dzisiejszy program; przygotowała go i przeprowadziła Jarosława Chrunik. Żegnam się z wami do jutra, do 18.10, a teraz życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/kos)

09.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Pierwsze miejsce w ogólnopolskim turnieju tańców balowych „Mazury 2019”, w kategorii wiekowej 10-11 lat, zdobyła Ukrainka Hania Haszczyn z Giżycka. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wspólnie odwiedzili Zagłębie Donieckie na wschodzie Ukrainy. Jacek Czaputowicz powiedział, że Rosja powinna przestrzegać standardów Rady Europy. Wczoraj w Kijowie odbył się szczyt Ukraina – Unia Europejska. O tym dokładniej w wydaniu ukraińskich informacji za chwilę. Dziś jest wtorek 9 lipca. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dzień dobry.
(-)
Pierwsze miejsce w ogólnopolskim turniej tańców balowych „Mazury 2019” w kategorii wiekowej 10-11 lat zdobyła Ukrainka Hania Haszczyn z Giżycka. Turniej odbywał się w czerwcu w Giżycku – podaje nasze słowo. W zmaganiach wzięło udział prawie 280 par, które reprezentowały kluby taneczne z Ełku, Olsztyna, Augustowa, Iławy, Warszawy, Elbląga, Pruszkowa, Białegostoku, Gdańska, Gdyni, Oświęcimia, Torunia itd. Występowały także dzieci i młodzież z klubu tanecznego „Czar-Par” z Giżycka, którego członkinią jest Hania Haszczyn.
Hania jest córką Anny i Pawła Haszczynów. W 2017 roku uznani zostali z najlepszych przedsiębiorców w Giżycku. Około 10 lat para prowadzi swój biznes – są właścicielami centrum aktywnego wypoczynku „Gwarek” w Pięknej Górze. W centrum pracuje kilkadziesiąt osób, w tym i Ukraińcy.
(-)
Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski wspólnie odwiedzili Zagłębie Donieckie na wschodzie Ukrainy. Wizytowali jedną z miejscowości sąsiadującą z terenami zajętymi przez prorosyjskich separatystów. O szczegółach z Kijowa – Paweł Buszko:
[korespondencja w języku polskim]
(-)
Uważamy, że Rosja powinna przestrzegać standardów Rady Europy; będziemy wymagać sankcji i przestrzegania tych standardów” – powiedział minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz. W zeszłym tygodniu w Strasburgu Rosja znów otrzymała pełne prawo głosu w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. Na znak protestu delegacje Polski, Estonii, Litwy, Łotwy, Gruzji, Ukrainy i Słowacji opuściły posiedzenie. Wcześniej 17 maja Komitet Ministrów Rady Europy przyjął deklarację helsińską, w której stwierdzono, że wszystkie państwa Zgromadzenia mają prawo brać udział na równych prawach w pracy Komitetu Ministrów i Zgromadzeniu Parlamentarnym. Przypominamy, że w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Polski uznano za nieprawdziwe doniesienia niektórych mediów odnośnie tego, że rząd polski miał poprzeć przywrócenie prawo głosu Rosji podczas kolejnego głosowania Komitetu Ministrów Rady Europy w Helsinkach.
(-)
Wczoraj w Kijowie miał miejsce szczyt Ukraina-Unia Europejska. Do ukraińskiej stolicy przybyli przewodniczący Rady Europejskiej, przewodniczący Komisji Europejskiej i szefowa unijnej dyplomacji. Tematem rozmów m.in. relacje między Ukrainą i Unią.
[korespondencja w języku polskim]
(-)
Tym kończymy nasz blok informacyjny, więc żegnam się z wami do jutra. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i zapraszam jutro o 10:50. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

08.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w poniedziałkowe popołudnie, 8 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. W dzisiejszym naszym programie „Kamo hriadeszy” głównym bohaterem będzie metropolita-emeryt, abp Jan Martyniak. Ale tematów będzie więcej.

(-)

W greckokatolickim soborze archikatedralnym w Przemyślu odprawiona została msza święta dziękczynna z okazji potrójnego jubileuszu abp Jana Martyniaka: 80. urodzin, 55-lecia kapłaństwa i 30-lecia biskupstwa. A ponadto uroczystości odbywały się w dniu imienin jubilata. Emerytowany metropolita przemyski był pierwszym po II wojnie światowej biskupem greckokatolickim w Polsce i włożył ogromny wkład w odnowienie struktur tego Kościoła w kraju.

Jak czytamy na stronie UCGK, Boskiej Liturgii przewodniczył sam jubilat w koncelebrze kilku biskupów, m.in. abp Jana Babiaka z Preszowa na Słowacji i bp Włodzimierza Juszczaka, ordynariusza diecezji wrocławsko-gdańskiej. Obecni byli także biskupi łacińscy: abp Józef Michalik i bp Stanisław Jamrozek z Przemyśla oraz bp Antoni Dydycz z Drohiczyna. Życzenia abp Martyniakowi przesłali: papież Franciszek, nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore, zwierzchnik Kościoła greckokatolickiego, abp Światosław Szewczuk i Wielka Narodowa Kapituła Orderu Świętego Stanisława w Polsce.

Homilię wygłosił bp Włodzimierz Juszczak z Wrocławia.
Ze względu na wizytę Synodu Stałego Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Watykanie, nie mógł być obecny greckokatolicki metropolita przemysko-warszawski abp Eugeniusz Popowicz.

Abp Jan Martyniak urodził się 20 czerwca 1939 r. w Spasie koło Starego Sambora w rodzinie rolniczej Wasyla i Marii z Zygmuntów. Chrzest i sakrament bierzmowania otrzymał w greckokatolickiej cerkwi w Terszowie.
Do 1946 r. mieszkał w rodzinnym Spasie, potem wraz z matką i braćmi zamieszkał we wsi Nowy Waliszów w powiecie bystrzyckim na Dolnym Śląsku. Tam ukończył szkołę podstawową, a następnie Liceum Ogólnokształcące w Bystrzycy. Jego ojciec został wcielony do armii radzieckiej, a w 1942 r. trafił do obozu jenieckiego koło Drezna. Zmarł w obozie koło Berlina.

W 1964 r. Jan Martyniak ukończył studia teologiczne w Wyższym Seminarium Duchownym we Wrocławiu i otrzymał święcenia kapłańskie. Po roku został skierowany na studia do Włoch, lecz władze państwowe odmówiły mu wydania paszportu. W tej sytuacji rozpoczął studia z zakresu apologetyki w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

Podczas tych studiów wczorajszy jubilat przyjeżdżał do Chrzanowa, aby pomagać choremu już proboszczowi, ks. mitratowi Mirosławowi Ripeckiemu, – opowiada bp UCGK, egzarcha apostolski dla grekokatolików w Niemczech i Skandynawii, Piotr Kryk:

– Byłem jeszcze klerykiem u bazylianów, to był chyba 69-ty rok… 70-71-szy, to tu właśnie przyjeżdżał metropolita. Studiował wtedy apologetykę w Warszawie na Akademii Teologii Katolickiej. Wie pani, my zawsze mieliśmy kłopot z tym naszym językiem, on teraz też nie jest czysty. Na przykład wiem, że gdy byłem w Stargardzie, to był problem, jak po naszemu nazywa się „konfesjonał”? Albo „epitrachyl” – „stuła”. Wiedziałem, że „stuła”, a jak po naszemu? Nie było słownika, niczego. No i tak samo Martyniak, on miał też problem z językiem. Przepisywałem mu, była taka książka ks. Mudrego „Nedilna Błahowist’”; przepisywałem mu, jakieś 4-6 kartek i on z tym jechał do ks. Ripeckiego, tu nocował, odprawiał liturgię dla ludzi, bo ks. mitrat już był chory. I tak przez kilka lat jeździł. Odprawiał mszę, wygłaszał kazania i był z ks. Ripeckim. To znaczy- w taki sposób pomagał. Jan był wtedy studentem, był młody. Bo wie pani, ciężko było wtedy coś z Zachodu przywieźć, to nie było takie proste. A u nas dla wszystkich bazylianów była jedna książka, więc wtedy przepisywało się na maszynie, to nie było tak jak teraz, że na ksero się odbije i w dwie sekundy czy w dwie minuty i już masz teksty. Trzeba było klepać na maszynie. No i ks. Jan, teraz emeryt, przyjeżdżał tu i pomagał.

Po apologetyce obecny bp-emeryt pogłębiał swą wiedzę w Prymasowskim Instytucie Życia Wewnętrznego.

16 stycznia 1991 r. bp Jan Martyniak został mianowany przez Stolicę Apostolską ordynariuszem reaktywowanej po 45 latach diecezji przemyskiej obrządku greckokatolickiego. 31 maja 1996 r. Ojciec Święty mianował go arcybiskupem i metropolitą nowo utworzonej greckokatolickiej metropolii przemysko-warszawskiej.

Życzymy dostojnemu jubilatowi jeszcze wielu lat życia w zdrowiu i z Bożym błogosławieństwem.

(-)

W najbliższą sobotę odbędzie się odpust we wspomnianym przez biskupa Kryka Chrzanowie. Chyba nie trzeba podkreślać, że jest to wyjątkowe miejsce dla każdego grekokatolika w Polsce. To ukraińska „Jerozolima Północy” – jak nazwał je pięknie radca Ambasady Ukrainy w Polsce Mikołaj Jarmoluk w 70-tą rocznicę tej parafii:

– Dziwię się sile ducha ukraińskiego. To Sybiry, to deportacje, to więzienia, a my żyjemy! Ta siła ducha! Oczywiście, że bardzo smutne są te wydarzenia sprzed 70 lat, ale cieszy te, że ci ludzie jak feniks z popiołów powstali, że żyją, że cieszą się światem, że przynoszą korzyści swemu narodowi, państwu, w którym żyją.

W piątek wieczorem w Chrzanowie rozpocznie się nocne modlitewne czuwanie, następnego dnia przewidziane jest nabożeństwo do Matki Bożej, a potem – uroczysta liturgia święta.

(-)

Pozostańmy jeszcze w świątecznym nastroju – w minionym tygodniu mieliśmy aż cztery święta: w piątek – Najsłodszego Serca Jezusa Chrystusa, w sobotę – Współcierpienia Bogurodzicy, a w niedzielę – aż dwa święta: Narodzin Jana Chrzciciela oraz (obchodzone po raz drugi) – święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Gdy mówimy o Janie Chrzcicielu, od razu przychodzi na myśl jego nauczanie i „prostowanie ścieżek” przed Chrystusem, który przyszedł zaraz po nim. Warto jednak na chwile skupić uwagę na okolicznościach, w jakich Jan Chrzciciel przyszedł na świat.

(-)

O narodzinach Jana Chrzciciela wiemy tylko z Ewangelii Łukasza. Wiadomo z niej, że prorok Jan Chrzciciel był synem kapłana Zachariasza i czcigodnej Elżbiety, krewnej Bogurodzicy. Oboje małżonkowie byli prawi wobec Boga, nienagannie wypełniali przykazania i postanowienia Pana. Ale dzieci nie mieli, bowiem Elżbieta była niepłodna i oboje byli już w podeszłym wieku. Gdy przyszła kolej służenia Zachariasza w Świątyni Jerozolimskiej, zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł mu los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. Odbywało się to dwa razy dziennie. Ołtarz kadzenia znajdował się w „przybytku Pańskim”, gdzie mogli wchodzić tylko kapłani. Wówczas Bóg wysłał Archanioła Gabriela, aby ten obwieścił mu o narodzeniu syna. Archanioł stał po prawej stronie ołtarza kadzenia i rzekł do niego: «Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Imię „Jan” oznaczało wówczas – Jahwe się ulitował. Zachariasz nie uwierzył aniołowi i został za to ukarany utratą mowy aż do dnia, gdy wszystko się wypełniło.

Jan Chrzciciel urodził się niedaleko od Jerozolimy w miasteczku Jutta. Ósmego dnia zgodnie z prawem trzeba było obrzezać nowo narodzonego i nadać mu imię. Zgodnie ze zwyczajem nadawano imię dziadka, żeby przedłużyć ród, jednak zważając na podeszły wiek ojca, chciano nazwać dziecię jego imieniem – Zachariasz. Elżbieta jednak nie wyrażała na to zgody. Chciała nazwać syna imieniem Jan i wiedziała dlaczego. Postanowienie matki mogła zmienić tylko decyzja ojca. Niemy Zachariasz zażądał tabliczki i napisał: «Jan będzie mu na imię». I wszyscy się dziwili. A w tym momencie otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Oczywiście, to wielka radość – narodziny dziecka, a tym bardziej tak wielkiego proroka, jednak ja chciałabym zatrzymać się na jednym momencie spotkania Zachariasza z Archaniołem Gabrielem. Zachariasz był osobą bardzo wierzącą, przestrzegał bożych przykazań, służył w świątyni, a jednak, gdy usłyszał, że zostanie ojcem – zwątpił. Tak naprawdę – zwątpił we wszechmoc Boga. Mówi się, że został ukarany tak, że odebrało mu mowę aż do narodzin dziecka. Ale czy to na pewno była kara? Czy może dodatkowy impuls, żeby jego wiarę umocnić? O tym rozmawiałam wczoraj z księdzem Stanisławem Tarapackim z Olsztyna:

(-)

– To bardzo wielkie święto – Jana Chrzciciela. My koncentrujemy się na tej postaci wtedy, gdy jest już ona dorosła, a tu jest bardzo ważny moment wtedy, gdy ma on dopiero przyjść na świat. Ten moment między jego rodzicami, którzy żyli, byli czcigodni, byli już w podeszłym wieku i tak bardzo nie mogli doczekać się dziecka, już stracili na to nadzieję, a tu raptem przychodzi Archanioł Gabriel i mówi Zachariaszowi: „Urodzi ci się syn!” „Będzie taki i taki, będzie prorokiem, nazwiesz go Jan”. Zachariasz, który był tak bardzo wierzącym człowiekiem i całym swoim życiem podkreślał… znaczy podkreślał: on żył tą swoją wiarą! I raptem zwątpił. I Archanioł mówi mu: „Za to, że zwątpiłeś, przestaniesz mówić do momentu, gdy narodzi się dziecko”. I ktoś pomyśli: „Ot, kara Boża!”, a to nie jest kara, to jest właśnie ten palec Boży, który umacnia wiarę. Bo człowiek jest tak skonstruowany, że postrzega świat na swój rozum i tak jakby Boga chciał wtłoczyć w swój rozum, nie biorąc pod uwagę, że ten rozum jest taki maleńki wobec potęgi Pana. My nie możemy pojąć Boga, właśnie to nie jest kara.

– Rzeczywiście, narodziny Jana Chrzciciela ma nadzwyczaj głęboki sens. Odnosi się do cudowności Boga, gdzie Bóg bezpośrednio odnosi się, interweniuje w to dobro człowieka. I nawet gdy czytamy Ewangelie o narodzinach Jana Chrzciciela, to Pan Bóg chce nam ukazać prawdę. Człowiek, który jest przyćmiony wszelkiego rodzaju grzechem, grzesznymi sytuacjami, problemami, kłopotami, takimi ziemskimi troskami, to właśnie Pan wybiera uczciwych ludzi; bardzo głęboko na ten czas wierzących i to absolutnie do końca wierzących. I nawet gdy w tej wierze wychodzą jakieś wątpliwości, to Zachariasz po prostu tak jak każdy człowiek – postępuje tak, jak każdy by postąpił. Ale nawet gdy wydawało się, że Pan Bóg tak jakby chciał do ukarać, bo nie posłuchał, nie uwierzył do końca Archaniołowi, to widzimy, że daje tu o sobie znać takie nadzwyczajne Boże działanie miłości. W pewnym sensie dotyka go Bóg znakiem, że traci mowę, ale to, że traci – wydawałoby się, że to koniec, że będzie taki nieszczęśliwy i do końca nie będzie mógł mówić i jak on będzie żył?

– I gdzie tu jest miłość Boga?

– A tu widzimy, że Pan Bóg w tym momencie daje mu pewny taki niezwykły znak. On mógłby się załamać, ale Zachariasz się nie załamuje. To nic, że nie może mówić, ale w takiej jego zamkniętej rzeczywistości, gdzie nie może wydać głosu, ma cudowność Bożą w duszy. Bóg zatrzymał go na pewien moment, na pewną chwilę, ale gdy przyjdzie już jego czas, to Pan Bóg mu to wynagrodzi. Nie tylko da mu głos, ale to, co gdzieś tam w sercu, w tajemnicy, gdy nie mógł mówić, rodziło się coś niezwykłego. Tam rodziło się Królestwo Boże w jego sercu. I dzięki temu ta mądrość działania Ducha Świętego otworzyła mu usta i zaczął mówić językiem nieba, językiem zbawienia.

– Zaczął mówić słowa, których niektórzy się przestraszyli.

– Tak, przestraszyli się – co to się stało? Nikt tego nie rozumiał, to było coś nadzwyczajnego. To był cud, który odnosi się do naszej codzienności. Co to znaczy: zawierzyć Bogu? Tak po prostu przyjąć, objąć Boga, objąć mądrość, objąć Ducha Bożego, który ogarnia człowieka tym odwiecznym Słowem pełni życia i miłości. To jest niezwykłe. Człowiek chce przyjść na świat, żeby poznać Boga, żeby w końcu pozostać z nim na zawsze.

(-)

Jest nad czym rozmyślać, zostawię was z tymi myślami na wieczór, a teraz jeszcze o jednym nowym święcie: od ubiegłego roku w każdą pierwszą niedzielę lipca obchodzimy święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Po raz pierwszy obchodziliśmy to święto 1 lipca ubiegłego roku, – mówi proboszcz olsztyńskiej parafii, ks. Jan Hałuszka:

– To jest ta ikona z aniołami, że tak powiem, po bokach. Bardzo często spotykamy ją w naszych domach i w różnych innych miejscach, gdzie jest właśnie przedstawiona jako ta Matka Boża, która nieustannie niesie pomoc wszystkim ludziom.

– Jak to się stało, że będziemy teraz obchodzić to święto każdego roku?

– To nasz Synod.. zresztą ta decyzja wypływała z naszej pobożności i z tego, że czcimy tę ikonę – żeby nadać szczególny dzień dla świętowania tę pamięć Jej opieki nad nami, Synod postanowił, żebyśmy w każdą pierwszą niedzielę lipca w szczególny sposób obchodzili to święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

(-)

Na tym kończymy nasze dzisiejsze spotkanie, była z wami Jarosława Chrunik. Do radioodbiorników zapraszam jutro o tej samej porze, a w sobotę z wieloma z was spotkamy się w Chrzanowie. Miłego popołudnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

08.07.2019 – godz 10.50  (opis do dźwięku)

Tej soboty z Olsztyna na wypoczynek wyjedzie pierwszy autobus z dziećmi. Na wakacje z Caritas Polska pojedzie w tym roku około 25 tysięcy polskich i 1800 dzieci z Białorusi, Litwy, Gruzji i Ukrainy. Ukraiński autobus miał wypadek w Polsce. Tylko dwóch na pięciu Ukraińców traktuje Polskę jako możliwe miejsce stałego zamieszkania. O wynikach nowego badania pomorskiego portalu dla Ukraińców powiemy dzisiaj w wiadomościach po ukraińsku. W kalendarzu poniedziałek 8 lipca. W studiu Hanna Wasilewska. Witam.

(-)

Na letni wypoczynek z Caritas Polska wyjedzie w tym roku około 25 tysięcy dzieci polskich i ponad 1800 dzieci polonijnych z Białorusi, Ukrainy, Litwy i Gruzji. „Wakacyjna Akcja Caritas” organizowana jest od ponad 20 lat. Akcja trwa do końca wakacji, czyli do 31 sierpnia.

(-)

11 osób ucierpiało wskutek wypadku ukraińskiego autobusu, który zjechał do rowu na opolski odcinku autostrady A4. Autobus z ukraińską rejestracją, który jechał w kierunku Wrocławia z 37 pasażerami, włączając w to jedno dziecko, z nieznanych przyczyn zjechał z drogi i wpadł do rowu, a następnie przewrócił się.
Krzysztof Sobkowicz z opolskiej Straży Pożarnej powiedział Radiu Opole że wszyscy pasażerowie – to Ukraińcy.
[wypowiedź w języku polskim]
3 osoby zostały zabrane przez zespoły ratownictwa do szpitala w Nysie, a dwie odtransportowano z miejsca wypadku śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. 4 osobom z mniejszymi obrażeniami udzielono pomocy na miejscu.

(-)

Tylko dwóch na pięciu Ukraińców traktuje Polskę jako możliwe miejsce stałego zamieszkania. Tak wynika z badania wykonanego na zlecenie pomorskiego portalu dla Ukraińców. Redaktor naczelna tego portalu Natalia Szewczenko mówi, że główną przyczyną decyzji Ukraińców o powrocie do ojczyzny, są formalności oraz rodzina:
[wypowiedź w języku polskim]
Natalia Szewczenko podkreśla, że szansą na odwrócenie negatywnego trendu jest młode pokolenie Ukraińców wchodzących dopiero na rynek pracy:
[wypowiedź w języku polskim]
Według danych Narodowego Banku Polskiego, w Polsce pracuje ponad milion obywateli Ukrainy, z czego jedynie 330 tysięcy posiada zezwolenie na pracę. 70 procent z nich wykonuje prace fizycznie. Powroty Ukraińców do ojczyzny najbardziej dotkną w Polsce branże przetwórczą i produkcyjną.

(-)

Ta informacja zamyka nasze wydanie. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Na falach Radia Olsztyn usłyszymy się jutro o 10:50. Życzę wam dobrego humoru i natchnienia na cały tydzień pracy. Bywajcie. (dw/kos)

07.07.2019 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

W programie „Od niedzieli do niedzieli” wita was Hanna Wasilewska.
(-)
W tym roku we wrześniu zespół taneczny Czeremosz obchodzi swoje 25 lecie. Przez ćwierć stulecia pod kierunkiem Włodzimierza Deneki zdobył doświadczenie profesjonalnego zespołu, który stał się ważnym punktem na mapie kulturalnej regionu.
Założyciel – Włodzimierz Deneka wspomina o początkach zespołu. Opowiedział o trudnej drodze ewolucji Czeremosza, który wyszedł z węgorzewskiego ZUwP.
O ile nie przyjęte jest chwalenie siebie, o sukcesach jako kierownika, choreografa i wyzwaniach opowiedziała jego prawa ręka, przyjaciel i współpracownik, nauczycielka języka ukraińskiego Aleksandra Deneka, która znana jest większości jako Łesia Deneka:
-Męża zaproszono by reaktywował zespół pieśni i tańca Czeremosz, który istniał dawniej w Węgorzewie. Gdy przyjechał. Zespołu nie było, a o ile mąż jest choreografem stworzył zespół tańca ludowego. Stworzył od zera zespół dziecięcy. Czeremosza tańczyły od dawna dzieci Ukraińców i zaczął pracować. Gdy przyjechałam do niego w gości i zobaczyłam jak dzieci tańczą powiedziałam – mężu ty bój się Boga, ty nie nauczysz ich chodzić, nie mówiąc o tańcu. Nie doceniłam go. Nauczył te dzieci tańczyć i kolejne pokolenia uczy już 24 lata. Przez zespół przeszło bardzo wiele dzieci. Obecnie jest w zespole połowa dzieci z polskich rodzin, ale z wielką ochotą wykonują tańce ukraińskie, bo człowiek, dziecko, które podaje w tańcu rękę i jej się trzyma, nigdy jej nie uderzy, nie uderzy tego, który stoi obok. To ważne.
-Czeremosz rozrósł się do całego towarzystwa ukraińskiego.
-Tak, Czeremosz jako zespół istniał tylko rok. Później trzeba było stworzyć festiwal. Trzeba było pokazywać dzieci. Choreografowie mówią, że jeden występ, koncert to trzy miesiące prób. Więc stworzono taki festiwal. Początkowo był pomysł stworzenia festiwalu ukraińskiego, ale stwierdziliśmy, że to wspólny problem dla wielu i wspierać trzeba wszystkich. Przekonaliśmy się przez lata festiwali, że gdy przyjeżdżają Estończycy z Litwy, Ukraińcy z Estonii, Polacy z Ukrainy, Niemcy z Polski problemy okazują się bardzo bliskie, a interesy i zainteresowania prawie jednakowe. Te spotkania to coś cudownego. To potrzebne jest dzieciom, młodzieży. Bardzo wiele zespołów wraca po kilku latach na nasz festiwal i widzimy te pozytywne zmiany w zespołach.
-Jak jest pani rola w towarzystwie, organizacji festiwali.
-Niedobrze się chwalić, ale powiem tak – każdy dyrektor festiwalu powinien mieć bardzo mocne – i przyszło mi do głowy polskie słowo zaplecze – i właśnie te funkcję wykonuje. Były różne lata. Były takie, że finansowania nie było prawie wcale i pod znakiem zapytania stał festiwal, ale wtedy przekonałam wszystkich, że trzeba kontynuować, bo to wydarzenie cykliczne i nie można ominąć żadnego roku. Wtedy afisze z poprzednich lat przerabialiśmy na aktualne. Domalowywaliśmy kreskę w numerze festiwalu, zaklejaliśmy nazwy zespołów i wklejaliśmy, ręcznie pisaliśmy nazwy aktualnych, ale to zrobiliśmy i festiwal żyje. Dziś rano mąż dostał telefon, że nowe władze miasta ucinają o połowę finansowanie tego festiwalu. Pierwsza odpowiedź – festiwalu nie będzie i przyjechałam na konferencję – ironia losu – tematyka dzisiaj festiwal, a on znowu stoi pod znakiem zapytania. Wierzę, że wszystko zrobimy, niech w skromniejszym wariancie, ale go przeprowadzimy. Zrobimy to.
Kiedy zapytałam o biografię Czeremosza, Włodzimierze Deneka jak prawdziwy mężczyzna opisał ją bardzo krótko:
To jest ciekawa historia, to faktycznie czwarty zespół, czwarte pokolenie, bo problemem naszego zespołu jest to, że to maleńkie miasteczko – 12 tysięcy – tylko nauczysz i wychowasz dziewczynkę lub chłopca i idą na studia, więc przygotowujemy kadrę dla kogoś – albo Warszawy, albo Gdańska. W Krakowie wiem, że byli moi tancerze. Problem jest w tym, że trzeba ciągle zaczynać i zaczynać.
Pochwaliwszy swoich uczniów, nie zapomniał o żonie:
– A czym zajmuje się pana żona?
– Jest doktorem historii i filologii, robiła wielką pracę, uczyła dzieci języka ukraińskiego w punkcie języka ukraińskiego; bardzo ciężko uczyć, ale podejście było profesjonalne. Wiele robiła dla dzieci, dzieci robiły wystawy i pomagała mi w Czeremoszu. Nie może usiedzieć. Zawsze jest szefem, redaktorem festiwalu, zawsze przygotowuje programy, z okazji Dnia Matki, które my robimy; czy miejscowe imprezy. Robimy Dzień Matki, akademie Szewczenki; mówię o tych dużych, a o tych maleńkich nie, bo to nasz obowiązek. Ona zajmuje się tym wszystkim, pisze scenariusze…by dzieci nie zapominały kim są; póki żyjemy jeszcze musimy przekazywać nasze doświadczenie.
We wrześniu Czeremosz świętować będzie jubileusz 25-lecia. Kierownicy planują zaprosić do Węgorzewa zespoły taneczne, których podczas występów w Polsce nazbierało się niemało.
Polsce nazbierało się niemało.
Swoje święto 25-lecia będą mieć nie tylko tańczące dzieci – mówi pan Włodzimierz – ale i ich rodzice, którzy kiedyś byli w zespole, bo w Czeremoszu zmiana pokoleniowa odbywa się rodzinnie. To daje pewność, że zespół ma przed sobą twórczą przyszłość.
(-)
Dzieci z Ukrainy, które przyjeżdżają na Warmię i Mazury chodzą na zajęcia do „Klubu dziecięcego” przy Punkcie Pomocy Obcokrajowcom, a polskie dzieci ukraińskiego pochodzenia odwrotnie – jadą na Ukrainę.
W zeszłym roku w Olsztynie otworzył się „Klub dziecięcy” przy Punkcie Pomocy Obcokrajowcom. Większość dzieci, które chodzą tu na zajęcia, są z Ukrainy.
Saszko Kupczyk przyznaje się bardzo nudził się w domu, a tu znalazł przyjaciół:
-Stefania, Sonia, Elen, Emil i ja, Katia.
-Dużo tu dzieci.
-Tak

-A co robicie na zajęciach?
-Bawimy się, pracujemy, bo mi w domu jest nudno. A moja siostra jest za mała, żeby z nią szaleć.
-Powiedz jak myślisz, takie zajęcia, dzieciom z Ukrainy, które tu przyjeżdżają są potrzebne?
-Tak, szczególnie tym, które przyjechały i nie mają znajomych.
Dzieciom, które dopiero przyjechały do Polski i nie mają znajomych ani nie znają dobrze polskiego, takie miejsce jest skrajnie potrzebne – uważa pedagog Jolanta Smerkowska:
[wypowiedź w języku polskim]
W tym roku do zespołu dołączyła Helena Poczobut, która szybko stała się starszą koleżanką dla dzieci. Zajęcia proponuje podobne:

[wypowiedź w języku polskim]
Latem sama pogoda wzywa nas do zabawy na podwórku, więc propozycja zmienia się:
[wypowiedź w języku polskim]
Dodatkowo dzieci z Ukrainy mają możliwość odpocząć na obozie sportowo-żeglarskim w Sarnówku niedaleko Iławy. Tam będą integrować się z polskimi rówieśnikami:
[wypowiedź w języku polskim]
Natomiast miejscowe dzieci, które na co dzień uczą się języka ukraińskiego w Punktach Nauczania Języka Ukraińskiego i Religii, pragną pojechać na ziemię swoich przodków. Wyjeżdżają całymi autobusami, by odwiedzić perełki Ukrainy. Takie wędrówki stały się już tradycją. Ukraińcy z Giżycka właśnie wyruszyli w drogę, a autobus z bartoszyckimi uczniami i ich opiekunami już zrobił wiele kilometrów ukraińskimi drogami jeszcze przed początkiem wakacji. Więc niebawem będziemy dzielić się wrażeniami o Ukrainie, odkrywaniem nowych ciekawych miejsc na mapie drugiej ojczyzny.
(-)
Na razie odkładamy geografię. Podciągniemy trochę język, by podczas podróży nie wstydzić się własnych błędów.
[lekcja języka ukraińskiego]
(-)
A teraz Roman Bodnar zaprasza miłośników współczesnej ukraińskiej muzyki.
(-)
Tym kończymy program. Przygotowali go: Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Dziękujemy za uwagę i zapraszamy za tydzień. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

05.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Wakacje w rozkwicie, więc rodzice szukają ciekawych propozycji dla swoich dzieci. Dzieci z Ukrainy, które przyjeżdżają na Warmię i Mazury chodzą na zajęcia do „Klubu dziecięcego” przy Punkcie Pomocy Obcokrajowcom, a polskie dzieci ukraińskiego pochodzenia odwrotnie – jadą na Ukrainę. O najciekawszych propozycjach i planach na lato opowiem dziś w programie „Od A do Z”. Z wami jest Hanna Wasilewska. Zaczynamy.

W zeszłym roku w Olsztynie otworzył się „Klub dziecięcy” przy Punkcie Pomocy Obcokrajowcom. Większość dzieci, które chodzą tu na zajęcia, są z Ukrainy.
Saszko Kupczyk przyznaje się bardzo nudził się w domu, a tu znalazł przyjaciół:
-Stefania, Sonia, Elen, Emil i ja, Katia.
-Dużo tu dzieci.
-Tak

-A co robicie na zajęciach?
-Bawimy się, pracujemy, bo mi w domu jest nudno. A moja siostra jest za mała, żeby z nią szaleć.
-Powiedz jak myślisz, takie zajęcia, dzieciom z Ukrainy, które tu przyjeżdżają są potrzebne?
-Tak, szczególnie tym, które przyjechały i nie mają znajomych.
Dzieciom, które dopiero przyjechały do Polski i nie mają znajomych ani nie znają dobrze polskiego, takie miejsce jest skrajnie potrzebne – uważa pedagog Jolanta Smerkowska:
[wypowiedź w języku polskim]
W tym roku do zespołu dołączyła Helena Poczobut, która szybko stała się starszą koleżanką dla dzieci. Zajęcia proponuje podobne:

[wypowiedź w języku polskim]
Latem sama pogoda wzywa nas do zabawy na podwórku, więc propozycja zmienia się:
[wypowiedź w języku polskim]
Dodatkowo dzieci z Ukrainy mają możliwość odpocząć na obozie sportowo-żeglarskim w Sarnówku niedaleko Iławy. Tam będą integrować się z polskimi rówieśnikami:
[wypowiedź w języku polskim]
Natomiast miejscowe dzieci, które na co dzień uczą się języka ukraińskiego w Punktach Nauczania Języka Ukraińskiego i Religii, pragną pojechać na ziemię swoich przodków. Wyjeżdżają całymi autobusami, by odwiedzić perełki Ukrainy. Takie wędrówki stały się już tradycją. Ukraińcy z Giżycka właśnie wyruszyli w drogę, a autobus z bartoszyckimi uczniami i ich opiekunami już zrobił wiele kilometrów ukraińskimi drogami jeszcze przed początkiem wakacji. Więc niebawem będziemy dzielić się wrażeniami o Ukrainie, odkrywaniem nowych ciekawych miejsc na mapie drugiej ojczyzny.
Na razie odkładamy geografię. Podciągniemy trochę język, by podczas podróży nie wstydzić się własnych błędów.
[lekcja języka ukraińskiego]
I to wszystko. W programie „Od A do Z” usłyszymy się za tydzień. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego. (dw/bsc)

05.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w piątek, 5 lipca na antenie Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj, w przeddzień weekendu, porozmawiamy o poważnych sprawach, a jutro już będzie o rozrywkach i lenistwie. Najpierw – dwie daty z kalendarza:

(-)

5 lipca 2014 r. armia ukraińska wyzwoliła miasta Słowiańsk i Kramatorsk z rąk bojówkarzy organizacji „Doniecka Republika Ludowa”. Konflikt zbrojny rozpoczął się w nocy na 11 kwietnia 2014 r., gdy specnaz FR oraz uzbrojeni w automaty prorosyjscy terroryści zajęli rejonową jednostkę milicji w miescie i wywiesili tam flagę rosyjską. Reakcją władz ukraińskich była operacja antyterrorystyczna, która rozpoczęła się 13 kwietnia, aby powstrzymać terrorystów.

(-)

5 lipca 2014 roku zmarł Wołodymyr (Sabodan), ukraiński działacz cerkiewny, Metropolita Kijowski i całej Ukrainy w latach 1992-2014. Po śmierci Aleksija II 2009 roku miał szansę zostać patriarchą Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, odmówił jednak, tłumacząc, że chce stanąć przed Bogiem jako 121 metropolita Kijowski, a nie jako 16-ty patriarcha Moskiewski.

(-)

Imieniny obchodzą dzisiaj Zina, Ulana i Arsen, a z nimi świętują urodzeni 5 lipca. Wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego!

(-)

W następną sobotę, 13 lipca odbędzie się odpust w Chrzanowie. Jeszcze w piątek, 12 lipca o g. 19-tej zostanie odprawiona wieczernia, a potem będzie nocne czuwanie modlitewne. W sobotę o 10.30 uroczystości rozpoczną się nabożeństwem do Matki Bożej, a następnie o 11-tej godzinie będzie celebrowana Boska Liturgia. Proboszcz ks. Grzegorz Stolica i rada parafialna zapraszają, a wierni mogą pojechać nie tylko własnym transportem – w wielu parafiach organizowany jest transport autokarem. W tym roku mija 130-ta rocznica urodzin założyciela parafii chrzanowskiej, ks. mitrata Mirosława Ripeckiego. W ogóle warto w Chrzanowie być, ponieważ jest to miejsce szczególne, – mówi zwierzchnik UCGK w Polsce abp Eugeniusz Popowicz:

– Chrzanowo jest wyjątkowe dzięki temu, że gdy ludzi wywieźli, w tym miejscu… ja nie wiem jak to się stało, że tam akurat ks. Ripecki się znalazł; że mógł tam odprawiać liturgię świętą. I że wiadomość o tym, że tam jest liturgia święta, rozeszła się jak błyskawica wśród tych ludzi. Nie było wtedy telefonów, nie było internetu – jak ci ludzie wiedzieli? Jak oni mogli dojechać do Chrzanowa? Spod Gdańska, Bóg wie skąd – wszystko jechało do tego Chrzanowa. Chrzanowo jest jeszcze osobliwe tym, że z tym miejscem związane jest w jakiejś mierze życie każdej naszej parafii na tym terenie i każdego człowieka. Każda parafia, każdy człowiek w jakiejś mierze przeszedł przez Chrzanowo – chrzest, ślub, spowiedź, czy ta liturgia odpustowa – to był początek.

Chociaż po Chrzanowie zaczęły powstawać kolejne parafie, to jest to nadal miejsce wyjątkowe dla wielu grekokatolików, którzy jadą tam z wewnętrznej potrzeby:

– Tu przyjeżdżali moi rodzice; różnie – chodzili pieszo, rowerami, gdzieś po drodze spali w stodołach… Dla ich pamięci, a także dla pamięci ks. Ripeckiego. I przyjeżdża tu dużo ludzi, i co roku spotykamy tu wielu znajomych – też warto porozmawiać razem.

A zaraz w następnym tygodniu po Chrzanowie, od środy do piątku 17-19 lipca, odbędzie się greckokatolicka pielgrzymka do miejsca objawień Matki Bożej na świętej Górze Jawor. Znowu głos ma abp Eugeniusz Popowicz:

– To Góra Jawor k/Wysowej, gdzie w okresie międzywojennym miały miejsce objawienia Matki Bożej. Były to objawienia prywatne, ale po prostu były. I tam, w slad za tymi objawieniami nasz biskup przemyski, obecnie już błogosławiony Jozafat Kocyłowski w latach 20-tych poświęcił cerkiew. No, ta cerkiew przetrwała wojnę, ale niestety, po wojnie została zamknięta.

Na pielgrzymkę na Górę Jawor też można pojechać autokarem, a potem razem wybrać się na Łemkowską Watrę w Żdyni. Osoby zainteresowane mogą zgłaszać się do Andrzeja Farańczuka z Olsztyna, który jest organizatorem wyjazdu.

(-)

Teraz o tym, jak dobro pokonuje zło. Pół miliona złotych zebrano w Polsce dla trojga dzieci pracownika Wasyla Czorneja z rejonu Sniatyńskiego, który został znaleziony martwy w lesie. Teraz zbierane są pieniądze dla jego rodziców. Pisze o tym na swoim profilu na FB Witold Horowski, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego „Polska-Ukraina” w Poznaniu. A przeczytać o tym można na stronie uainkrakow.pl

Zbiórkę pieniędzy pan Horowski rozpoczął po tym, jak o tragedii zaczęły dużo pisać środki masowego przekazu. Gdy zebrano ponad 400 tysięcy dla dzieci pracownika, pan Horowski na swoim profilu opublikował zdjęcie rodziców Wasyla Czerneja, którym pomagał syn. Na Ukrainie bez ojca zostało troje dzieci: dwie córki w wieku 12 i 10 lat oraz 7-letni syn, a bez pomocy i wsparcia – żona i rodzice w podeszłym wieku.

36-letni pracownik z obwodu iwanofrankowskiego pracował w stolarni w zakładzie we wsi Jastrzębsko Stare k/Nowego Tomyśla. Zakład produkuje trumny. 12 czerwca mężczyzna źle się poczuł w miejscu pracy z powodu upału i oparów farb; stracił przytomność. Pracodawczyni jednak nie wezwała pogotowia, ponieważ mężczyzna pracował na czarno. Kobieta wywiozła go do lasu 125 km od zakładu i pozostawiła go tam, gdzie też zmarł. Grażynie F. grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

(-)

We Lwowie na Wzgórzach Wuleckich odbyły się uroczystości, poświęcone 78-ej rocznicy śmierci polskich profesorów w lipcu 1941 roku. Udział w uroczystościach wzięła liczna delegacja z Polski, w tym – Ambasador RP na Ukrainie Bartosz Cichocki, polscy dyplomaci, a także przedstawiciele lokalnych władz, kierownicy lwowskich i polskich uczelni, społeczność akademicka, mieszkańcy miasta, duchowieństwo. Pamięć zamordowanych uczczono wspólną modlitwą i złożono kwiaty pod pomnikiem:

(-) Korespondencja w języku polskim

Krzyż z tablicą, na której wypisano nazwiska zamordowanych profesorów, ustawiono w 1991 roku staraniem rodzin zamordowanych oraz Polaków ze Lwowa. Nowy pomnik powstał w 2011 roku z inicjatywy władz Wrocławia i Lwowa.

(-)

Na tym kończymy naszą dzisiejszą audycję, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Żegnam się z wami do jutra, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/kos)

04.07.2019 – godz 18.10 (opis do dźwięku)

Węgorzewski „Czeremosz” twardo od 25 lat niesie wszędzie ukraińską flagę. Chodzi o rozwój ukraińskiej kultury nie tylko w naszym regionie. W Węgorzewie stowarzyszenie Czeremosz uważane jest za solidną organizację, która zebrała wokół siebie młodzież dzięki poważnej propozycji profesjonalnej sztuki ukraińskiej.
O stowarzyszeniu Czeremosz i zespole tanecznym, któremu minęło 25 lat opowiemy dzisiaj. Żarty po ukraińsku w drugiej części programu. Przy mikrofonie Hanna Wasilewska. Dobry wieczór.

(-)

Jeśli nie brać po uwagę szkolnych grup, które funkcjonują na trochę innych zasadach, wtedy wśród gwiazd ukraińskich zespołów tanecznych na Warmii i Mazurach trzeba wspomnieć górowską Dumkę i węgorzewski Czeremosz.
W tym roku we wrześniu zespół taneczny Czeremosz obchodzi swoje 25 lecie. Przez ćwierć stulecia pod kierunkiem Włodzimierza Deneki zdobył doświadczenie profesjonalnego zespołu, który stał się ważnym punktem na mapie kulturalnej regionu.
Założyciel – Włodzimierz Deneka wspomina o początkach zespołu. Opowiedział o trudnej drodze ewolucji Czeremosza, który wyszedł z węgorzewskiego ZUwP.

(-)

O ile nie przyjęte jest chwalenie siebie, o sukcesach jako kierownika, choreografa i wyzwaniach opowiedziała jego prawa ręka, przyjaciel i współpracownik, nauczycielka języka ukraińskiego Aleksandra Deneka, która znana jest większości jako Łesia Deneka:
– Męża zaproszono by reaktywował zespół pieśni i tańca Czeremosz, który istniał dawniej w Węgorzewie. Gdy przyjechał. Zespołu nie było, a o ile mąż jest choreografem stworzył zespół tańca ludowego. Stworzył od zera zespół dziecięcy. Czeremosza tańczyły od dawna dzieci Ukraińców i zaczął pracować. Gdy przyjechałam do niego w gości i zobaczyłam jak dzieci tańczą powiedziałam – mężu ty bój się Boga, ty nie nauczysz ich chodzić, nie mówiąc o tańcu. Nie doceniłam go. Nauczył te dzieci tańczyć i kolejne pokolenia uczy już 24 lata. Przez zespół przeszło bardzo wiele dzieci. Obecnie jest w zespole połowa dzieci z polskich rodzin, ale z wielką ochotą wykonują tańce ukraińskie, bo człowiek, dziecko, które podaje w tańcu rękę i jej się trzyma, nigdy jej nie uderzy, nie uderzy tego, który stoi obok. To ważne.
– Czeremosz rozrósł się do całego towarzystwa ukraińskiego.
– Tak, Czeremosz jako zespół istniał tylko rok. Później trzeba było stworzyć festiwal. Trzeba było pokazywać dzieci. Choreografowie mówią, że jeden występ, koncert to trzy miesiące prób. Więc stworzono taki festiwal. Początkowo był pomysł stworzenia festiwalu ukraińskiego, ale stwierdziliśmy, że to wspólny problem dla wielu i wspierać trzeba wszystkich. Przekonaliśmy się przez lata festiwali, że gdy przyjeżdżają Estończycy z Litwy, Ukraińcy z Estonii, Polacy z Ukrainy, Niemcy z Polski problemy okazują się bardzo bliskie, a interesy i zainteresowania prawie jednakowe. Te spotkania to coś cudownego. To potrzebne jest dzieciom, młodzieży. Bardzo wiele zespołów wraca po kilku latach na nasz festiwal i widzimy te pozytywne zmiany w zespołach.
– Jak jest pani rola w towarzystwie, organizacji festiwali.
– Niedobrze się chwalić, ale powiem tak – każdy dyrektor festiwalu powinien mieć bardzo mocne – i przyszło mi do głowy polskie słowo zaplecze – i właśnie te funkcję wykonuje. Były różne lata. Były takie, że finansowania nie było prawie wcale i pod znakiem zapytania stał festiwal, ale wtedy przekonałam wszystkich, że trzeba kontynuować, bo to wydarzenie cykliczne i nie można ominąć żadnego roku. Wtedy afisze z poprzednich lat przerabialiśmy na aktualne. Domalowywaliśmy kreskę w numerze festiwalu, zaklejaliśmy nazwy zespołów i wklejaliśmy, ręcznie pisaliśmy nazwy aktualnych, ale to zrobiliśmy i festiwal żyje. Dziś rano mąż dostał telefon, że nowe władze miasta ucinają o połowę finansowanie tego festiwalu. Pierwsza odpowiedź – festiwalu nie będzie i przyjechałam na konferencję – ironia losu – tematyka dzisiaj festiwal, a on znowu stoi pod znakiem zapytania. Wierzę, że wszystko zrobimy, niech w skromniejszym wariancie, ale go przeprowadzimy. Zrobimy to.

(-)

Kiedy zapytałam o biografię Czeremosza, Włodzimierze Deneka jak prawdziwy mężczyzna opisał ją bardzo krótko:
To jest ciekawa historia, to faktycznie czwarty zespół, czwarte pokolenie, bo problemem naszego zespołu jest to, że to maleńkie miasteczko – 12 tysięcy – tylko nauczysz i wychowasz dziewczynkę lub chłopca i idą na studia, więc przygotowujemy kadrę dla kogoś – albo Warszawy, albo Gdańska. W Krakowie wiem, że byli moi tancerze. Problem jest w tym, że trzeba ciągle zaczynać i zaczynać.
Pochwaliwszy swoich uczniów, nie zapomniał o żonie:
– A czym zajmuje się pana żona?
– Jest doktorem historii i filologii, robiła wielką pracę, uczyła dzieci języka ukraińskiego w punkcie języka ukraińskiego; bardzo ciężko uczyć, ale podejście było profesjonalne. Wiele robiła dla dzieci, dzieci robiły wystawy i pomagała mi w Czeremoszu. Nie może usiedzieć. Zawsze jest szefem, redaktorem festiwalu, zawsze przygotowuje programy, z okazji Dnia Matki, które my robimy; czy miejscowe imprezy. Robimy Dzień Matki, akademie Szewczenki; mówię o tych dużych, a o tych maleńkich nie, bo to nasz obowiązek. Ona zajmuje się tym wszystkim, pisze scenariusze…by dzieci nie zapominały kim są; póki żyjemy jeszcze musimy przekazywać nasze doświadczenie.
We wrześniu Czeremosz świętować będzie jubileusz 25-lecia. Kierownicy planują zaprosić do Węgorzewa zespoły taneczne, których podczas występów w Polsce nazbierało się niemało.
Swoje święto 25-lecia będą mieć nie tylko tańczące dzieci – mówi pan Włodzimierz – ale i ich rodzice, którzy kiedyś byli w zespole, bo w Czeremoszu zmiana pokoleniowa odbywa się rodzinnie. To daje pewność, że zespół ma przed sobą twórczą przyszłość.

(-)

Ukraiński humor, tak jak taniec, jest kolorowy i ostry. Taki już jest ten ukraiński charakter.

[humoreska]

To wszystko. Nasz czas antenowy upływa, więc żegnamy się. Program przygotowała i poprowadziła Hanna Wasilewska. Usłyszymy się jutro o 18:10. Wszystkiego dobrego. (dw/kos)

03.07.2019 – godz 18.10 (opis do dźwięku)

Za kulturalną stolicę Ukrainy uważany jest Lwów. Właśnie tam spędzimy „wieczór z ukraińską kulturą”. Z okazji Dnia Konstytucji Ukrainy, który obchodziliśmy 28 czerwca Sergiusz Petryczenko proponuje zajrzeć do konstytucji hetmana Filipa Orlika. Będzie ciekawie. Siadajcie wygodniej. Zaczynamy.
(-)
Niedawno obchodziliśmy Dzień Konstytucji Ukrainy. Z tej okazji warto wspomnieć, że tradycje ukraińskiego parlamentaryzmu sięgają czasów kozackich. Wszystkie posady w wojsku kozackim były wybieralne. Także Lewobrzeżna Ukraina – Hetmańszczyzna, korzystała z licznych praw i wolności. Szczytem ukraińskiej myśli politycznej było uchwalenie w 1710 roku Konstytucji hetmana Filipa Orlika. Właśnie o tym dalej Sergiusz Petryczenko:

(-)
Konstytucja Filipa Orlika przyjęta została 5 kwietnia 1710 roku w mołdawskim miasteczku Bendery. Pełna nazwa brzmi tak: „Umowy i postanowienia praw wolności i wojskowych między jego jaśnie wielmożnym, jego miłością hetmanem Filipem Orlikiem, nowo wybranym hetmanem wojska zaporoskiego i między generalnymi osobami, pułkownikami i tymże wojskiem zaporoskim. Z obu stron potwierdzony i przy wolnej elekcji formalnie przysięgą od tegoż jaśnie wielmożnego hetmana potwierdzone roku od narodzenia Pańskiego 1710, miesiąca kwietnia, dnia piątego”. Była to jedna z pierwszych na świecie konstytucji. Filip Orlik zobowiązywał się ograniczyć władzę hetmanów, zachować prawa i przywileje zaporożców, zmniejszyć wyzysk narodu. Konstytucja zobowiązywała hetmana i wojsko także do walki za oderwanie Ukrainy od Rosji.
(-)
Konstytucja Filipa Orlika nie nabyła mocy prawnej, bo była przyjęta na emigracji. Po porażce w bitwie połtawskiej, król szwedzki Karol XII, hetman Ukrainy Iwan Mazepa i Filip Orlik zmuszeni byli cofnąć się na południe do Imperium Osmańskiego. Tu w mołdawskim miasteczku Bendery Iwan Mazepa zmarł, a Filipa Orlika wybrano hetmanem. Karol XII i Filip Orlik kontynuowali walkę już na polu dyplomacji nad stworzeniem anty moskiewskiej koalicji.
(-)
Konstytucja Filipa Orlika powstała podczas wielkich wstrząsów. Niestety Ukraińcom zabrakło wtedy jedności, o czym z żalem pisał Iwan Mazepa w wierszu „Wszyscy szczerze pragną pokoju”.
(-)
Ciekawe, że w czasie absolutyzmu, kiedy powstawało Imperium Rosyjskie konstytucja Orlika tworzyła fundamenty republiki demokratycznej. Władza prawodawcza miała należeć do rady, której członkami byli pułkownicy ze swoją starszyzną i posłowie z wojska zaporoskiego. Rada miała zbierać się trzykrotnie w roku. Na Boże Narodzenie, Wielkanoc i święto Opieki Najświętszej Bogurodzicy. Wszystkie ważne sprawy hetman miał uzgadniać z radą. Wszystkie naruszenia prawa rozpatrywac miał niezależny sąd. Hetman nie miał prawa wymierzać kar z własnej inicjatywy czy z powodu zemsty.
(-)
Konstytucja Filipa Orlika wyprzedziła swoją epokę. Chociaż nie nabrała czynności, jest zabytkiem ukraińskiego parlamentaryzmu.
(-)
Proponuję pozostać jeszcze w czasach, gdy Ukrainę sławili kozacy, a po lwowskim bruku chodziły w długich sukniach i kapeluszach. Przyjeżdżając teraz, na przykład do Lwowa, trafia się do jakiegoś innego świata. Tam historia ożywa, szczególnie jeśli masz dobrego przewodnika. Kiedyś i ja miałam szczęście. Lwowskimi ulicami prowadzał mnie kolega, dziennikarz wojskowy, podpułkownik Taras Hreń,
Więc w ten chłodny wieczór zapraszam na wycieczkę miastem lwa i was:
To przejście, na plac Mytny. Plac znajduje się na skrzyżowaniu ulic Łyczakowskiej i Wołodymyra Wynnyczenki. Plac ten powstał pod koniec XVIII wieku otrzymując nazwę „Plac Cłowy”. Za centralny punk, bez wątpienia uważany jest dawny kościół Klarysek, który podczas władzy austriackiej, od 1782 rok był punktem celnym. Stąd nazwa placu. To faktycznie było przejście. Mnisi długo prosili, by je zrobić, bo obchodzić budynek było ciężko i trudno i wybito to przejście, a przez nie Lwów trzykrotnie zdobyto. Ze strony zachodniej placu znajduje się fragment muru obronnego kompleksu klasztoru bernardynów ze znaną wieżą, w znalazły się wrota do historycznej części Lwowa. Ten budynek ma okna i strzelnice, co świadczy o jej obronnym znaczeniu, a taras opowiedział nam o jeszcze jednej funkcji zagłębień w ścianach muru. Posłuchajmy. Jedni historycy mówią, że to strzelnice, przez które podczas których strzelano do tych, którzy przebili się przez wrota, a inni mówią że tu stali chłopcy, którzy chronili wejście do miasta i ogrzewali się…Warto dodać, że przez plac Mytny przechodzą tory tramwajowe, po których jeżdżą tramwaje w różnych kierunkach. Ale lwowskie tramwaje to oddzielna historia. O Tym innym razem. Tak wyglądał pierwszy lwowski bruk. Był drewniany. Bruk, to typ drogowego pokrycia. Pionowymi, krótkimi palami wykładano dawniej drogi. Ale Taras ma o wszystkim swoją historię. W ogóle historia bruku we Lwowie jest ciekawa. Mówi się, że przyjechał do nas cesarz i przy ratuszu jego kareta zakopała się w błocie, więc wyszedł i powiedział, że trzeba zrobić jakiś porządek. Narąbali drewna, a już potem przywieziono bruk włoski, ten po którym chodzi pani jest włoski. Ten bruk jest dziedzictwem historycznym Ukrainy. Pochodzi z tych samych kopalni, co bruk placu Papieskiego. I kiedy w Watykanie remontowano plac Papieski i okazało się, że wiele jest zniszczonego materiału i nie da się go pozyskać, bo kopalnie są już zamknięte, to wtedy chciano przemycić tą stąd. Pogranicznicy zatrzymali przemytników na granicy. To była głośna sprawa. Dalej od ataku Turków na miasto do współczesnego przejścia podziemnego. Lwów przeplata dziwnie współczesność i przeszłość, tylko przeszłość kusi mnie jakoś bardziej. Chociaż…a tu resztki murów. Lwów miał bardzo mocne mury. Turcy oblegali Lwów, ale go nie zdobyli. Kopali tunel pod murami, by założyć tam ładunki wybuchowe, ale coś się nie udało, tunel się zawalił i przejście podziemne pozostało i wykorzystywany jest jako przejście podziemne. Teraz we Lwowie bardzo dużo studentów. Poprzyjeżdżali z okupowanych terenów. Zauważył pan jakąś różnicę? We Lwowie zawsze było bardzo wielu studentów. To miasto jednego z najstarszych uniwersytetów, znajduje się w budynku powstałym na potrzeby polskiego Sejmu, ale Sejm tam się nie znalazł i tam teraz jest Uniwersytet im. Iwana Franki. Historia powstania Uniwersytetu Iwana franki sięga XVII wieku. Do połowy wieku XVII na Ukrainie nie było żadnej wyższej uczelni. Polska szlachecka opierała się przed stworzeniem tu szkoły wyższej, która mogłaby stać się niebezpiecznym centrum politycznym i kulturalnym. Ukraińska młodzież zmuszona była kształcić się na Uniwersytecie Jagiellońskim i na innych uczelniach Europy. Zgodnie z ugodą Hadziacką z 1658 roku polskie władze obiecały w przyszłości utworzyć na Ukrainie dwie wyższe akademie. Jedną w Kijowie, a jedną tam, gdzie znajdzie się dla niej odpowiednie miejsce. Znalazło się, dzięki Jezuitom, we Lwowie. Do 1773 roku Uniwersytet Lwowski znajdował się pod kontrolą Jezuitów. Na czele stał rektor. Uczelnia budowała i kupowała nowe pomieszczenia, miał swoją bibliotekę i największą we Lwowie drukarnię. Od dwóch wydziałów: filozoficznego i teologicznego do pełnego spektrum specjalności rozwinęła się uczelnia do dziś. Na frontonie głównego budynku Uniwersytetu Iwana Franki czytamy hasło po łacinie: Wykształceni obywatele, to piękno ojczyzny. Bez komentarza. Teraz pójdziemy na kawę, bo trochę zmarzłem…
(-)
Tym kończymy nasz program. Przygotowali go Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Jutro zapraszam o 18:10. Wszystkiego dobrego i od usłyszenia. (dw/bsc)

03.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Witam was, drodzy słuchacze, na falach Polskiego Radia Olsztyn w środę, 3 lipca. W studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj nareszcie mam dla was przyjemne informacje, które wyjdą na pierwszy plan przed politykę. W Tuławkach w Gminie Dywity zakończył się wypoczynek dzieci z Ukrainy; wczoraj po południu było ciepłe pożegnanie, a dzisiaj dzieci są już w drodze do domu. A może już dojechały? Zanim o tym opowiem – króciutko o historii:

(-)

3 lipca 1885 roku ukraińscy emigranci utworzyli w USA pierwsze towarzystwo wzajemnej pomocy „Bractwo św. Mikołaja”. Jego założycielem był ksiądz z Galicji, Iwan (John) Wolański, który przybył do Pensylwanii w 1884 roku. Ukraińcy, którzy pod koniec XIX wieku emigrowali do USA z ojczyzny, to byli przeważnie chłopi z Zachodniej Ukrainy, dlatego nie jest dziełem przypadku, że ich centrum życia duchowego i społecznego w Ameryce stała się cerkiew. Głównym celem bractwa była wzajemna pomoc pierwszym emigrantom z Ukrainy na obczyźnie. Członkowie bractwa pomagali sobie wzajemnie zarówno moralnie, jak i materialnie, organizowali szkoły, prowadzone były działania na rzecz podnoszenia świadomości ukraińskiej, zachowania rodzimych zwyczajów i tradycji.

(-)

3 lipca 1917 roku miało miejsce wystąpienie zwolenników Połubotka w celu ogłoszenia niepodległości Ukrainy. Wystąpienie miało przyczyny socjalne i polityczne. Żołnierze Połubotka cierpieli z powodu braku żywności, medykamentów, złych warunków życia. Przyczyną polityczną była niezdecydowana polityka wojskowa i narodowa Ukraińskiej Centralnej Rady.

(-)

Z życzeniami dzisiaj idziemy z przyjemnością do Inny, Niny, Rimmy i Opanasa, a także do tych, kto od dzisiaj będzie miał o jeden rok więcej. Wszystkiego najlepszego wszystkim!

(-)

Wczoraj w Tuławkach zakończył się letni, 10-dniowy wypoczynek dzieci z Rówieńszczyzny. Pięć lat temu Gmina Dywity podpisała umowę o współpracy z Radą Wiejską wsi Hołowyn w rejonie kostopolskim na Ukrainie. Od tego czasu każdego roku (z wyjątkiem jednego, gdy Gmina Dywity nie otrzymała dofinansowania) dzieci z Rówieńszczyzny przyjeżdżają do Tuławek na wakacje. Dla wielu z nich jest to pierwszy wyjazd za granicę, gdzie mogą zobaczyć, jak żyją ich rówieśnicy w innym kraju. Poznają tu nowych przyjaciół, zwiedzają ciekawe miejsca i zbierają same dobre wspomnienia. O tym, że będą to dobre wspomnienia, powiedzieli mi sami. W niedzielę po liturgii w cerkwi greckokatolickiej w Olsztynie, dzieci wystąpiły przed parafianami z niewielkim koncertem:

(-)

A wczoraj był ostatni dzień pobytu i pożegnanie. W imieniu wójta gminy i swoim własnym gości z Ukrainy żegnała Agnieszka Sakowska-Hrywniak – przewodnicząca rady Gminy Dywity i jednocześnie sołtys wsi Tuławki:
(-) Wypowiedź w języku polskim
Dzieci z jednej strony tęsknią za swoimi bliskimi, a z drugiej – tu jest im dobrze, a to jest niewątpliwą zasługą gospodarzy. Dodatkowym efektem pobytu dzieci z Ukrainy w Tuławkach jest decyzja niektórych z nich o kontynuowaniu nauki w Górowie Iławeckim, więc z kilka osób powróci tu we wrześniu. Rozmawiałam z nimi wczoraj, gdy wróciły z ostatniego punktu przygód, czyli z Galindii. Wszyscy byli zachwyceni. Moimi rozmówcami są odpowiednio: Władysława, Darynka, Iwanka i Paweł:

(-)

– Chce się zobaczyć bliskich, swój dom, a jednak nie chce się stąd jechać, ponieważ zaprzyjaźniliśmy się z polskimi dziećmi i ja nie chcę przerywać tych znajomości. Ale mimo wszystko chce się do domu. Troszkę.
– Szczerze mówiąc, za bardzo nie chcę do domu, tutaj mi się podoba. Jeszcze jest taki plus, że przy mnie cały czas jest mama, bo w tym roku ze mną mama przyjechała. Ale tak, troszkę się stęskniłam za bliskimi, za przyjaciółmi, ale jak wyjdzie, to wkrótce znowu przyjadę do Polski, tak że takiego bardzo „szkoda, że aż!”, we mnie nie ma.

– Dlatego, że wiesz, że jest droga powrotu?

– Tak!
– A mi wcale nie chce się jechać do domu, tu jest dużo nowych znajomości. No, oczywiście, ckni mi się za wszystkimi bliskimi, ale bardzo mi się spodobało w tym miasteczku; wcale nie chce się jechać!

– Za to będzie co opowiadać.

– Oooo! Opowiadać będę cały rok!
– Bardzo się cieszę, że mogą nas przyjąć w tej szkole; jest nam tu bardzo dobrze, wożą nas na różne wycieczki. Jest nam bardzo dobrze i komfortowo w tej szkole. Chciałbym, żeby kiedyś i do nas przyjechały dzieci z Polski.

– A jak było w Galindii?

– Aaa! Dzisiaj było super! Wystąpiłem w roli króla, miałem cztery swoje żony!

– Była buława?

– Była buława i było bardzo wesoło!

– Ale to chyba był jakiś pogański król, skoro miał cztery żony?

– Nie, nie, nie! To był bardzo dobry król!
Oto kwintesencja mężczyzny – wystarczy, że jest kobieta i już cały świat jest jego! A życzenie Pawła może się spełnić już za rok, bo właśnie takie są plany, żeby w następnym roku dzieci z gminy Dywity pojechały na Ukrainę. Niech się to spełni, a teraz jeszcze życzymy dzieciom udanych wakacji.

(-)
Muzyka łagodzi obyczaje, więc zwrócimy się teraz do tematyki muzycznej. W Filharmonii Lwowskiej po raz pierwszy odbył się Międzynarodowy Festiwal Piosenek Janusza Gniatkowskiego pod tytułem „Apassionata”. W programie zabrzmiały szlagiery jednego z najpopularniejszych piosenkarzy lat 50. ubiegłego wieku, w wykonaniu polskich i ukraińskich artystów:
(-) Korespondencja w języku polskim

Janusz Gniatkowski urodził się w 1928 roku we Lwowie. Jego najbardziej znane szlagiery to „Apassionata”, „Indonezja”, „Bella Donna”, „Siedem czerwonych róż” oraz wiele innych. Gniatkowski, nazywany „Valentino polskiej piosenki” spopularyzował wiele zagranicznych przebojów z polskimi tekstami. Piosenkarz zmarł w 2011 roku w Poraju, a pochowany jest na cmentarzu w Częstochowie.

(-)

Na tym kończymy naszą audycję, która przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik i nie pozostaje mi nic innego, jak pożegnać się z wami piosenką Wołodymyra Iwasiuka „Czerwona ruta” w wykonaniu właśnie Janusza Gniatkowskiego. Miłego dnia! (jch/ad)

02.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Amerykański „Czarnobyl” pobił rekordy oglądalności. Ale z jakiegoś powodu nie spodobał się likwidatorom awarii. Amerykański kanał HBO nakręcił serial „Czarnobyl”, który bije rekordy popularności. Gdzie nagrywano serial, jak Kijów udawał Moskwę i Mińsk i jakie wrażenia mają ci, który byli w elektrowni podczas likwidacji skutków katastrofy. Opowiem o tym dziś w programie „Kalejdoskop historyczny”. Po końcu XX wieku powrócimy do jego początku – do historycznych wydarzeń w Chłodnym Jarze. Posłuchajcie koniecznie. Z wami jest Hanna Wasilewska.

(-)

Ostatnio pojawił się pięcioodcinkowy miniserial „Czornobyl” – wspólna produkcja amerykańskiego kanału HBO i brytyjskiej sieci telewizyjnej Sky. Serial znalazł się już na wysokiej pozycji wśród najpopularniejszych. Tym razem historia jest prawdziwa, chociaż nie bez twórczych poprawek:

(-)

Całe dobro, którego dokonaliśmy nie ma znaczenia. Znaczenie ma dla nich to, że wróciła sprawiedliwość, bo sprawiedliwy świat to przytomny świat. W Czarnobylu nie było niczego przytomnego. Na podstawie nieznanych faktów.
Mam przyjemność poinformować, że sytuacja w Czarnobylu jest stabilna. Jeśli chodzi o promieniowanie, powiedzieli mi, że to jak zrobić prześwietlenie.
Nie, Czarnobyl płonie i każdy atom uranu jest jak kula, która przebija wszystko na swojej drodze. Metal, beton. A w Czarnobylu jest ponad trzy tryliony takich kul. Niektóre z nich nie przestaną strzelać jeszcze 50 tysięcy lat. Jak to powstrzymać. Macie do czynienia z czymś, co jeszcze nigdy nie miało miejsca na tej planecie.
Miniserial HBO.
Zablokować linie telefoniczne. Powstrzymać dezinformacje. Co będzie z naszymi chłopcami? Nieznośny ból. Po trzech dniach lub tygodniach przychodzi śmierć.
Może pani na niego patrzeć, ale nie dotykać. Zrozumiano? Co stało się w noc wybuchu? Myśli pani, że prawidłowe pytania przybliży panią do prawdy? Prawda nie istnieje. To co stało się wtedy i co stało się z czasem…szaleństwo. Czarnobyl.

(-)

O Czarnobylu znów mówi cały świat. Miniserial, który obecnie pokazuje amerykański kanał określany jest mianem najbardziej opłacalnego. Nic dziwnego, bo tysiące turystów z całego świata zapłacą każde pieniądze, żeby przyjechać i zobaczyć wszystko na własne oczy.
Najpierw autorzy planowali nagrać film na Litwie – tak było taniej. Ale brak rekwizytów zmusił ich przyjechać na Ukrainę, by nagrać dane sceny. Po całym kraju zbierano autobusy z czasów radzieckich, by ewakuacja wyglądała jak prawdziwa. Pojazdy trzeba było restaurować. Wilno było Prypecią, Kaunas Moskwą, tamtejsza elektrownia w Ignalinie Czarnobylem. Z kijowskiej biblioteki Wernadskiego autorzy serialu zrobili moskiewską, gdzie bohaterka szuka tajnych dokumentów. Ale uważni widzowie zobaczyli tzw. „kinolap”. Właśnie przy bibliotece stoi obecnie pomnik likwidatorów awarii w Czarnobylu. Powstał w 2011 roku. W kinie jest już w 1986.
Pracę autorów serialu skrytykował ostro prawdziwy uczestnik tych wydarzeń – chemik Walerij Rebeta. Podczas wybuchu reaktora przebywał obok, w maszynowni. Z pracy zachodnich twórców nie jest zadowolony. Mówi, że autorzy pokazali wiele rzeczy, których nie było : ludzi na ulicy o wpół do drugiej w nocy, upadek śmigłowca kilka dni po awarii i likwidatorów awarii bez przerwy z kieliszkiem w dłoni. To ostatnie poniża wszystkich bohaterów zarówno filmu jak i realnych wydarzeń. Sami autorzy podkreślają, że serial powstał na podstawie wydarzeń, ale nie jest dokumentem. Mówią, że natchnienie brali z innego utworu – „Czarnobylskiej modlitwy” Swietłany Aljeksjejewicz.
Wiele tajemnic Czarnobyla ujrzało ostatnio światło dzienne, ale jestem pewna, że to nie wszystko. Nie ma co spodziewać się więcej. Prawdziwych świadków tych strasznych wydarzeń prawie wśród nas już nie ma.
A może kiedyś znajdą się czyjeś dzienniki ze wspomnieniami i dowiemy się więcej?
Teraz wspomnienia Jurija Horlis-Horskiego o Chłodnym Jarze:

Słowem honoru gwarantujemy dowódcy życie, jeśli pomoże bez broni rozbroić pułk, ale w takim wypadku rozstrzelają go czerwoni, więc dowódca zgadza się wziąć dokumenty na cudze nazwisko i wyjechać z Ukrainy. Dowódca pisze do swojego pomocnika, że został w cukrowni. Nakazuje natychmiastowo przyprowadzić pułk na plac przy szkole. Odprawia list z jednym z czerwonoarmiejców, którzy stali z końmi przy szkole. Za pół godziny pułk zebrał się koło szkoły. Nasi „budionnowcy” niby to z ciekawości zebrali się i otoczyli czerwonych. Pomocnika dowódcy, który przyszedł poinformować o wykonaniu rozkazu, związaliśmy i zepchnęliśmy do komórki, do komisarza wojennego. Wywołaliśmy pojedynczo komendantów roty i politruków. Powiązaliśmy ich i zamknęliśmy w komórce. Wychodzimy w towarzystwie dowódcy pułku na ganek szkoły „przyjąć paradę”. Chmara surowo spojrzawszy po czerwonych szeregach podał po moskiewsku rozkaz:
-Baczność, kolejno odlicz.
Czerwonoarmiejcy wykonali rozkaz.
-Położyć karabiny.
Ze zdziwieniem czerwonoarmiejcy położyli broń na ziemię.
-W tył zwrot.

Wykonali w tył zwrot.

-Osiem kroków, marsz.
Szeregi odeszły osiem kroków i stały. Nasi chłopcy zebrali i odnieśli na bok broń. Chmara nakazał czerwonoarmiejcom zabrać z cukrowni swoje rzeczy i rozejść się po domach – powiedział, że taki manifest przyszedł od Trockiego. Czerwonoarmiejców długo nie trzeba było przekonywać. Chłopi zdziwieni przyglądali się demobilizacji, ale jak zobaczyli, że komisarza wojskowego i dwóch politruków zarąbali szablami niedaleko ganku szkoły, zaczęli prosić o broń. Wydzielono im sto, a resztę rozdysponowano w innych wsiach. Dowódców wywieziono ze wsi i odprawiono każdego w inną stronę.

(-)

Tym kończymy nasz program. Przygotowała go i poprowadziła Hanna Wasilewska. Na falach Polskiego Radia Olsztyn usłyszymy się jutro. (dw/ad)

02.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek, 2 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik. Wczoraj mówiłam wam, że postaram się, żeby dzisiaj było więcej optymistycznych wiadomości, ale na razie trochę z tym jest krucho. Mimo to wierzę, że wkrótce będzie lepiej. Dzisiaj głównym tematem będzie fałszywość Zachodniej Europy. Optymistycznym niech będzie to, że z Ukrainą solidaryzują się inne kraje – te, które dobrze wiedzą, jakie „dobro” niesie ze sobą Rosja. Na poczatek – trzy daty z historii:

(-)

2 lipca 1895 roku zmarł Mychajło Dragomanow – ukraiński działacz społeczny, historyk. Szczególne miejsce w jego działalności polityczno-publicystycznej zajmowała Galicja. Starał się rozbudzić galicyjskie życie społeczne (tak jak to rozumiał) i podnieść poziom świadomości społecznej.

(-)

2 lipca 1918 roku hetman Pawło Skoropadski wprowadził obywatelstwo ukraińskie. Pod terminem „obywatelstwo ukraińskie” rozumiana była „państwowo-prawna przynależność osoby  do Państwa Ukraińskiego, która nadaje prawa i obowiązki obywatela ukraińskiego”. Prawo zabraniało podwójnego obywatelstwa.

(-)

2 lipca 1951 r. gazeta „Prawda” potępiła wiersz Wołodymyra Sosiury „Lubit’ Ukrainu”. Za ten wiersz Wołodymyr Sosiura zaznał prześladowań ze strony władzy kremlowskiej i to nie bacząc na to, że w 1948 roku poeta został odznaczony najwyższą wówczas nagrodą – Nagrodą Stalinowską za zbiór poezji, do którego wchodził ten znamienity wiersz. Sosiura został oskarżony o nacjonalizm burżuazyjny za poezję patriotyczną.

(-) Fragment wiersza

(-)

Imieniny obchodzą dzisiaj Zosym i Jan. Nie zapominany o urodzonych 2 lipca i wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego!

(-)

W radzie Europy trwa dyplomatyczna bitwa. Siedem krajów członkowskich ZPRE przygotowuje wspólną rezolucję, sprzeciwiającą się powrotowi do niego delegacji rosyjskiej. Ukraine wspierają, patrząc na mapę od Morza Bałtyckiego: Litwa, Łotwa, Estonia, Polska, Słowacja i Gruzja. Czyli taki sobie kordon sanitarny, oddzielający zachodnią Europę od Rosji. Na mapie to bardzo dobrze widać. Celem będzie zachęcenie innych krajów do sprzeciwienia się zakończeniu izolacji Moskwy na arenie Europejskiej.
Marszałek Senatu Stanisław Karczewski spotkał się z przedstawicielami krajów zaproszonych na obchody 450-lecia Unii Lubelskiej w Lublinie. Wśród nich znaleźli się wysłannicy państw, które cztery dni temu w akcie solidarności z Ukrainą opuściły sesję Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.
Marszałek przekazał w niedzielę, że w najbliższej przyszłości Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina, Słowacja i Gruzja podejmą wspólne działania na kolejnej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego.

(-) Wypowiedź w języku polskim

Wczoraj mój radiowy kolega Krzysztof Kaszubski rozmawiał z członkiem polskiej delegacji parlamentarnej do rady Europy, Iwoną Arent. Pierwsze jego pytanie brzmiało: Czy Rada Europy zdradziła wartości europejskie; czy sprzedała się Rosji za prawie 70 mln euro?

(-) Wypowiedź w języku polskim

Biorąc pod uwagę fakty, można uważać, że Rada Europy utraciła moralne prawo, aby uczyć kogokolwiek demokracji. Podeptała wartości, za które stali ludzie na Majdanie. W UE gołym okiem widać kryzys i zasad, i wartości. Stary Zachód chce zarabiać pieniądze, a Wschód rozumie, że lekceważenie wartości, nazywanych do tej pory europejskimi, doprowadzi do katastrofy. Tak samo jak w 1939 roku, gdy Polskę pozostawiono samą sobie, a w 1945 r. – zdradzono i oddano Stalinowi.

(-)

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że solidarność państw Europy Środkowo-Wschodniej będzie silnym fundamentem do dalszych wspólnych działań.

Nasza audycja dobiega końca; żegna się z wami Jarosława Chrunik. Znowu spotkamy się jutro o tej samej porze, a teraz życzę wam mimo wszystko miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

01.07.2019 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was dzisiaj po raz drugi na falach Polskiego Radia Olsztyn; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. W czasie wakacji mamy więcej czasu na rozmyślania i na rozmowy – także z samym sobą. To bardzo ważne, żeby żyć świadomie, a nie tylko bezmyślnie płynąć z prądem. Wspaniale pomagają w tym Sarepty i o jednym z takich spotkań usłyszycie w naszym dzisiejszym programie „Kamo hriadeszy”.

(-)

W czwartek, 20 czerwca, który był pierwszym dniem tegorocznych wakacji, wiele rodzin z dziećmi przyjechało do greckokatolickiej parafii w Cyganku. Od wielu lat wierni z północnych dekanatów spotykają się tu na tak zwanej „Małej Sarepcie”. „Małej” – bo jest to przede wszystkim dla dzieci, ale też i dla młodzieży, i dla dorosłych. Najpierw odprawiana jest liturgia, a potem wszyscy przyjemnie spędzają czas: przy kawie, herbacie, cieście, a później – przy pieczonych na ognisku kiełbaskach. Dzieci, oprócz kulinarnych przyjemności, mają dużo miejsca na różnorodne zabawy.

Najpierw – tak jak przystoi gospodarzowi – wszystkich obecnych powitał proboszcz, ks. Paweł Potoczny, z właściwym dla niego poczuciem humoru:

– Jeszcze są miejsca, gdzie można sobie usiąść, tak że nie stójcie tam! Zapraszam wszystkich, którzy stoją na dworze; w cerkwi jest chłodniej niż na dworze – żeby wejść do świątyni! Zaraz rozpocznie się Boska Liturgia, dlatego zapraszamy wszystkich!

Przedstawił też „plan działania” na najbliższe godziny:

– Dla tych, kto zostaje, nie jedzie nad morze, tu w cerkwi o godz. 14-tej będzie taka konferencja dla dorosłych – spotkanie, rozmowa; jak by tego nie nazwać – pod tytułem: „Nowa ewangelizacja – czy czasem się nie postarzała?”. Nie wiem czy słyszeliście takie hasło jak „Nowa ewangelizacja”? Słyszeliście? Słyszeliście! Dziękuję wam, że dzisiaj przyjechaliście, że poświęciliście ten czas na to, żeby nie siedzieć w domu, ale przede wszystkim przyjechać i odwiedzić to miejsce, bardzo ważne dla naszego Kościoła. Bo okazuje się, że historycznie w tej parafii już od 1948 roku, od marca, zaczęły być odprawiane liturgie. To jest tak jakby historycznie druga parafia, drugie miejsce w Polsce, gdzie po przesiedleniu zaczęły być odprawiane Boskie Liturgie dla grekokatolików. Pierwsze miejsce to było Chrzanowo, gdzie był ks. mitrat Mirosław Ripecki, a tu – ks. mitrat Wasyl Hrynyk.

Przy wyjściu z cerkwi, po prawej stronie jest wydrukowany nasz „Informator parafialny”. W tym roku jest on osobliwy z tego względu, że po raz pierwszy oficjalnie na forum mówimy o tym, co stało się w tej parafii w 2017 roku. A właśnie – o cudzie uzdrowienia z choroby rakowej naszego parafianina, dzięki modlitwom przed tą ikoną i relikwiami św. Mikołaja z Miry – Cudotwórcy. Dlatego zachęcam, żeby wziąć „Informator”, poczytać o tym. To jest nasze świadectwo wiary i tam znajdziecie więcej informacji.

Niestety, uzdrowionego z raka parafianina nie było tego dnia w cerkwi, ale obiecał mi kiedyś opowiedzieć swoją historię, więc wszystko jeszcze przed nami.

(-)

Najpierw jednak – jak było powiedziane – wszyscy biorą udział w Liturgii Świętej. I będę zaciekle sprzeczać się z każdym, kto zechce mi powiedzieć choć jedno złe słowo na dzieci czy młodzież. Nie spotkałam tam jednej osoby, której mogłabym cokolwiek zarzucić. Synowi ks. Romana Storoniaka specjalnie niezauważenie podstawiłam bliżej mikrofon, żebyście usłyszeli, jak pewnie trzyma on drugi głos:

(-) Fragment liturgii

A potem to właśnie on czyta „apostoła”:

(-) Fragment liturgii

W Ewangelii tego dnia była mowa o tych, którzy budują dom na piasku i tych, którzy budują na skale. Jeśli ktoś z was nie mógł wczoraj być w cerkwi, to teraz choć trochę może to nadrobić:

(-) Fragment liturgii

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki».
Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie”.

(-) Fragment liturgii

Ponieważ to „Mała Sarepta”, to i kazanie musiało być takie, żeby je zrozumiały nawet małe dzieci. Wspaniale uporał się z tym zadaniem ks. Igor Hubacz, który sam jest ojcem dwójki małych dzieci. Zrobił w cerkwi ni to teatr, ni to mały plac budowy, jednak chociaż było to w humorystycznej formie, to w rzeczywistości wszystko miało naprawdę głęboki sens. Wyobraźcie więc sobie, że znajdujecie się razem z nami w cerkwi w Cyganku i stańcie się na kilka minut dziećmi:

– Ksiądz pyta, czy dać mi mikrofon, ale czy wszyscy mnie słyszą?

– Taaak!

– Będę się starał mówić bardzo głośno. Bardzo serdecznie wszystkich was witam na dzisiejszej „Małej Sarepcie”. Powiedzcie mi pierwszą taką rzecz: czy było wam dzisiaj rano ciężko wstać?

– Tak! Tak!

– Znam to! Wiecie, mi też dzisiaj było bardzo ciężko rano wstać i przyszła moja Marysia… O, gdzieś tu ona siedzi! Rano mnie budzi i mówi: „Wstawaj, tato, jedziemy do Cyganka!” Mówię: „Nie chce mi się jechać, tak fajnie się śpi!” A ona mówi: „Jedziemy, bo tam będzie dużo dzieci!”. I to już stała się taka tradycja naszej „Małej Sarepty” , już od ponad 30 lat jest to święto nie tylko dzieci, ale całych rodzin, które tu w Cyganku spotykają się w czasie łacińskiego Bożego Ciała. I dzisiaj właśnie do najmłodszych, a także do rodziców chciałbym się zwrócić w sposób szczególny. Ale żeby było trochę inaczej, to są mi potrzebne pewne rekwizyty. Proszę pozwolić mi, że przyniosę jakieś rekwizyty! O, ksiądz mi tu pomaga… Torba z IKEI, nie ma lipy! Słuchajcie, potrzebuję pomocy! Jak masz na imię?

– Kinga.

– Kinga, chodź do mnie. Słuchajcie, co to jest?

– Słoik!

– Słoik! Kto kiedyś potłukł słoik – ręka do góry! Fajne jest pobicie słoika, nie?

– Taaak!

– trochę trudniej się sprząta, ale spokojnie, księże Pawle, my nie będziemy tłuc słoików. No, chyba że przez przypadek, ale mam nadzieję, że nie. Mamy taki słoik. Duży?

– Taaak!

– Dobrze. Będziemy robić taki eksperyment, Kinga będzie mi pomagała. Postawimy ten słoik tu i słuchaj: ja mam tu bardzo profesjonalne rekwizyty: polne kamienie! Trzeba wkładać do słoika te kamienie. Tylko uważaj, żeby nie potłuc słoika. Ładuj, ładuj, tu kamieni masz ci dostatek! Ja pół żwirowni w Pasłęku dzisiaj rozebrałem! Ładuj, ładuj!

(-) Odgłosy kamieni w słoju

– No, trochę włazi tam tych kamieni, nie? Ciężka robota w kamieniołomach… No i chyba już prawie pełny, prawda?

– Nie.

– Jeszcze coś się zmieści. Dobrze!

(-) Odgłosy kamieni w słoju

– No, można powiedzieć, że pełny, prawda? Ale ciężki słoik… Pełny słoik?

– Taaak!

Zmieści się jeszcze duży kamień tutaj?

– Ciężki jest…

-No, jest ciężki, chłopie, tak że można rentę dostać od samego trzymania tego! Wielki kamień żaden nam więcej nie wejdzie, prawda? Dziękuję ci za pomoc. Potrzebuję teraz kolejnego ochotnika. Hania, chodź! To pytanie jest takie: niby nic już nie wejdzie, tak? Wejdzie tu jeszcze jakiś duży kamień?

– Mniejszy…

– No, może mniejszy kamień! Dobra intuicja! Są małe kamyki. Hania, masz za zadanie wsypać te małe kamyki do tego słoika. Śmiało, śmiało! Tu cyganeccy parafianie posprzątają! O, czekaj, czekaj… zrobimy tak – może troszkę tym zamieszamy.

(-) Odgłosy kamieni w słoju

– No, powłaziły nam tu gdzieś jeszcze te małe kamienie, tak? A teraz słoik jest już pełny, prawda? A, niekoniecznie! Dziękuję ci, Haniu! Potrzebuję jeszcze ochotnika. A ty jak masz na imię? Chodź, zapraszam! Słuchaj, mamy jeszcze piasek. No i jeszcze nam weszło! No, to już efekt poboczny, jakoś tam upchamy. Jeszcze nam się zmieściło! Dziękuję za pomoc! Napchano na full już, nie?

– Nieee! Jeszcze powietrze!

– Powietrze?

No, powietrza ze sobą nie wziąłem, bo miałem za mało słoików, ale wziąłem coś innego. Jak masz na imię? Chodź do mnie, pomożesz mi! Jest jeszcze woda!

– Oho! Ale to jest…

– Dawaj wodę! Kompot kamienno-piaszczysty będzie do spróbowania po liturgii.

(-) Śmiech

– No, teraz już słoik jest pełny na full! Dziękuję wam! Możecie usiąść na swoje miejsca i teraz chcę was o pewne rzeczy zapytać. Otóż, powiedzcie mi, czy gdybyśmy zrobili na odwrót, gdybyśmy zaczęli od tych drobnych rzeczy – drobnych kamieni, wody, piasku – a na sam koniec próbowalibyśmy włożyć te duże kamienie, to by się udało?

– Nie! Nie!

– Już by się nie zmieściły, prawda? Gdy na początku włożyliśmy te duże, to potem małe kamyki mogliśmy dodać, ale na odwrót to by się nie udało. I wiecie, dzisiaj słyszeliśmy taką bardzo fajną ewangelię, w której Jezus mówi, że człowiek, który słucha Słowa Bożego i je wykonuje, jest podobny do tego, który zbudował swój dom na skale. Bo kamienie to można powiedzieć, że to skała. Czyli gdy fundament domu jest mocny, to ten dom się nie zawali. Ale gdy zbudujesz na piasku, to woda może go podmyć… E! Partyzantka! Słoik jest mi potrzebny! Jeszcze będę coś w nim robił!

– On jest bardzo, bardzo ciężki!

– I słuchajcie! W czym rzecz? Taki słoik można porównać do serca człowieka. Młodego człowieka, takiego jak wy. I dlatego bardzo ważne jest to, co wkładamy do tego serca. Co jest tymi dużymi kamieniami, które wkładamy jako pierwsze? Bo gdy tymi dużymi kamieniami będą takie wartości jak miłość, jak przyjaźń, jak szczere słowo, to gdy tym obudujemy nasze serce, to ono będzie miało mocny fundament i nic go nie zawali. Ale gdy zaczniemy ładować tam drobne rzeczy, mało ważne, to potem mogą się nie zmieścić te ważne rzeczy. I dlatego też chcę się zwrócić do was, drodzy rodzice. Bo osobą, która ma największy wpływ na to, co wkłada się do serca dzieci, są rodzice. Dlatego zwracajcie uwagę na to, co jest tymi dużymi kamieniami, co umieszcza się w sercach dzieci. Czy tymi dużymi kamieniami powinno być to, że dziecko w wieku czterech lat ma pięknie grać na pianinie, czy to, że ma ono być dobrą osobą, która będzie umiała powiedzieć dobre słowo innemu dziecku? Drodzy w Chrystusie – i ci najmłodsi, i ci starsi – zadanie na najbliższe wakacje: żebyśmy do naszego serca te duże rzeczy, które będziemy umieszczać, żeby to były tylko te rzeczy, które są miłe Bogu. Żeby to były dobre uczucia, dobre emocje, radość. I gdy tak to zrobimy, to wszyscy w przyszłości staniemy się dobrymi ludźmi, serca których zbudowane są na mocnym fundamencie. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dziękuję wam wszystkim za uwagę!

– Na wieki wieków! Amen!

(-)

Myślę, że tę ciekawą lekcję od ks. Igora dzieci zapamiętają na długie lata. I na pewno nie tylko dzieci. Nasz program już się kończy, więc dalej niech każdy z was rozmyśla indywidualnie, a ja już się z wami żegnam. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

01.07.2019 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w poniedziałek, 1 lipca, na antenie Polskiego Radia Olsztyn. Z wami jest Jarosława Chrunik. Po przerwie spotykamy się znowu i dzisiaj będzie trochę polityki. Dzieją się bardzo ważne rzeczy i trzeba poświęcić im trochę uwagi. Polityka jest też w kalendarzu historycznym:

(-)

1 lipca jest Dzień Kanady – na pamiątkę utworzenia Kanady 1 lipca 1867 r. z dwóch kolonii brytyjskich i jednej prowincji Imperium Brytyjskiego.

(-)

1 lipca – to Dzień Architektury Ukrainy. Na Ukrainie jest około 14 tysięcy zabytków architektury, 46 dużych historycznych rezerwatów kulturowych i ponad tysiąc obiektów sztuki parkowej. Największą liczbę pomników architektury można znaleźć we Lwowie. Zachowało się tam prawie 2500 pamiątek historii i architektury. W 1998 roku miasto zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

(-)

1 lipca 1659 roku Wielkie Księstwo Litewskie i Królestwo polskie podpisały Unię Lubelską o utworzeniu wspólnego państwa. O tym będzie mowa za chwilę.

(-)

Dzisiaj imieniny obchodzą: Ipatij, Leoncjusz, Aleksander i Wasyl, a wraz z nimi świętują urodzeni 1 lipca. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Powoli dobiega końca wypoczynek dzieci z Ukrainy w Tuławkach k/Olsztyna. Pięć lat temu gmina Dywity podpisała umowę o współpracy z wsią Hołowyn w rejonie kostopolskim i od tego czasu współpraca w różnych dziedzinach rozwija się bardzo owocnie. Jednym z jej elementów jest właśnie wymiana młodzieży. Obecny przyjazd zorganizowany został na zaproszenie strony polskiej, a biorą w nim udział uczniowie i nauczyciele Liceum Hołowyńskiego. Nie tylko przebywają oni w Tuławkach, ale też jeżdżą na ciekawe wycieczki – do Olsztyna, do Galin, do Gdańska. Wczoraj goście z Ukrainy wzięli udział w liturgii w cerkwi greckokatolickiej, a potem podarowali obecnych w Sali parafialnej widzów niewielkim, ale bardzo wzruszającym koncertem:

(-)

– Cieszymy się, że już piąty rok z rzędu mamy taką wspaniałą możliwość, że nasze dzieci spędzają część letnich wakacji na terytorium wsi Tuławki. Zawsze mamy bardzo ciepłe przyjęcie, mamy jak najlepsze wrażenia; taki świetny jest program wypoczynku i takie przyjazne oczy, bliskie dusze, ojczysty język! My po prostu nie czujemy się tu jak obcokrajowcy, gdy możemy rozmawiać z ludźmi w języku ukraińskim z ludźmi, którzy nas rozumieją, rozumieją naszą sytuację, nasze problemy, którzy dzielą z nami nasze zwyczaje i tradycje. Dzisiaj mieliśmy wspaniałą okazję modlić się – wszyscy w jednym języku ukraińskim. Troszkę inaczej, troszkę różni się nasza liturgia od liturgii, na której byliśmy obecni, ale to jest to, co nas łączy. Ukrainę mamy jedną, Boga mamy jednego i myśli nasze mają być takie same.

(-)

– Bardzo mi się podobało! I dziękuję za ten przyjazd dziewcząt i chłopców. Pokazali oni ukraińską piosenkę, ukraińskie tańce, a co najważniejsze – przekazali nam współczesną Ukrainę, co tam się dzieje; swój patriotyzm.

(-)

Po odwiedzinach ZSzUJN w Górowie Iławeckim niektórzy uczestnicy grupy hołowyńskiej wyrazili chęć kontynuowania nauki właśnie w tej szkole:

– Pierwsza przyczyna to taka, że tutaj, gdy weszłam, czy nawet z podwórka, gdy zobaczyłam tablicę „liceum ukraińskie”, byłam zachwycona tym wszystkim! Jak to tak? W Polsce i szkoła ukraińska? To było dla mnie dziwne i niezwyczajne. A potem, gdy weszliśmy do szkoły, to – chociaż to zabrzmi dziwnie, ale ja naprawdę nie czułam, że jestem za granicą. Wydawało mi się, że pojechaliśmy do jakiejś sąsiedniej szkoły, do jakiegoś innego miasta. Na tyle ciepło to wszystko było. Tam chociaż nie było dzieci, to atmosfera była jakaś taka rodzinna, bliska i na duszy było tak dobrze.

(-)

Ale na razie trwają wakacje i to jest dopiero ich początek, więc wszystkim nauczycielom i uczniom życzymy jak najlepszego spędzenia tego czasu.

(-)

W Lublinie zakończyły się wczoraj oficjalne uroczystości związane z 450-leciem Unii Lubelskiej. W obchodach wzięli udział przedstawiciele władz Polski w tym premier Mateusz Morawiecki oraz przedstawiciele Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi, Ukrainy, Czech, Węgier, Mołdawii oraz Gruzji. W ramach obchodów odbyła się msza święta, złożono kwiaty pod pomnikiem-obeliskiem Unii Lubelskiej oraz dyskutowano o dziedzictwie Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

450 lat temu w Lublinie zawarto unię między Wielkim Księstwem Litewskim oraz Królestwem Polskim. Powstała w jej wyniku Rzeczpospolita Obojga Narodów była jednym z najważniejszych i największych państw ówczesnej Europy. I Rzeczpospolita przetrwała do 1795 roku, czyli do trzeciego rozbioru Polski.

(-)

A w Europie zagłosowano za powrót Rosji do ZPRE – tak, jakby zapomniano o postawionych wcześniej wymogach, żeby Moskwa zaczęła przestrzegać prawa międzynarodowego. Ambasador Ukrainy Mykoła Toczycki przypomniał Europie, że wartości europejskie są uniwersalne, one nie przewidują żadnych uwarunkowań czy ustępstw pod adresem tych, kto je lekceważy.

Jak podaje UKRINFORM, takie stanowisko ukraiński dyplomata, który stoi na czele Ambasady Ukrainy w królestwie Belgii i jest przedstawicielem Ukrainy w UE, opublikował w środę w osobistej kolumnie w europejskim wydaniu EURACTIV.

“Ten tydzień jest wyjątkowo ważny dla zachowania wartości europejskich, na których zbudowana jest UE i wiele innych poważnych instytucji międzynarodowych. Rada Europy zawsze rozpatrywana była jako klasyczny przykład w dziedzinie obrony i popularyzacji interesów europejskich na całym kontynencie europejskim. Ale czy możemy powoływać się na takie wartości, gdy agresor i okupant witany jest przez większość krajów członkowskich Rady Europy, które gotowe są widzieć Rosję w ZPRE bez implementacji jej statutowych zobowiązań? Kim są ci, którzy gotowi są wybaczyć Rosji tysiące zabitych Ukraińców i miliony wewnętrznie przesiedlonych osób, wybaczyć Moskwie okupację 7% terytorium Ukrainy?” – postawił pytania ukraiński dyplomata.

“Niestety, nic się nie zmieniło od 2014 roku. W rzeczywistości sytuacja tylko się pogorszyła. Rosja nie wykonała żadnej z siedmiu rezolucji ZPRE, żadnego z postanowień Komitetu Ministrów i nie zademonstrowała żadnej woli politycznej powrotu do wykonywania prawa międzynarodowego. Rosja dokonała eskalacji agresji: trwają naruszenia mińskich porozumień oraz prześladowania i represje na okupowanym Krymie”- konstatował Toczycki.

(-)

Nasz czas antenowy dobiega końca; mam nadzieję, że jutro będzie więcej optymistycznych wiadomości. Dzisiejszy program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik i zapraszam was do radioodbiorników o godz 18.10. A teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Seniorzy wśród zwierząt

Dziś w audycji „Cztery łapy” rozmawialiśmy o seniorach wśród zwierząt. Jaki to czas dla psa czy kota? Jak dbać o swoje zwierzę, aby w dalszej części...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV