Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 12 °C pogoda dziś
JUTRO: 15 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w jęz. ukraińskim – październik 2015

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, dwukrotnie: o 10.50 i 18.10. Audycje zawierają bogaty serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach, a także w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy. Po kilku dniach od emisji zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania audycji zapraszają dziennikarze: Jarosława Chrunik, Stefan Migus, Sergiusz Petryczenko i Hanna Wasilewska. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

29.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, szanowni słuchacze! Spotykamy się z wami znowu, tym razem w programie wieczornym „Z dnia na dzień”. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Dzisiaj posłuchamy o muzeum mocarzy ukraińskiego ducha, znamienitych „sześćdziesiątników”. Polsko-ukraińska współpraca dotyczy wielu wymiarów, dziś zainteresujemy się medyczną, a na koniec posłuchamy kolejnej humoreski, ale tym razem nie od Hryćka Drapaka. Pozostańcie z nami!

(-)

– Jest to barak strefy szczególnego nadzoru, decyzja o numerze WS-38936. Otrzymano z brańskiego obwodu na Uralu. Tu w 1980 roku, a dokładniej – 1 marca, przewieziono z Mordowii 32 osoby. Wśród nich w tym czasie był Łewko Łukjanenko, Ołeksa Tychyj; później, oczywiście, jeszcze dowożono ludzi, ale mimo wszystko ich liczba powoli malała i na czas, gdy ta „instytucja” przestała funkcjonować…

– Znajdujemy się w Muzeum Sześćdziesiątnictwa, które istnieje zaledwie trzy lata oficjalnie i dwadzieścia lat nieoficjalnie. Założył go, zgodnie z pomysłem Nadiji Switłycznej, Mykoła Hryhorowycz Płachotniuk. To znaczy, Nadija Switłyczna przekazała z Ameryki całe swoje ogromne archiwum, a Mykoła Hryhorowycz wcielał ten pomysł na Ukrainie. Zbierał materiały od innych „sześćdziesiątników”. Zebrał bardzo duże zasoby muzealne, razem to stanowiło… nawet nie zdążyliśmy tego do końca opracować, dlatego nie powiem na ile jest on „-tysięczny”; do stu tysięcy różnych dokumentów, fotografii, eksponatów. Dla nas „sześćdziesiątnicy” to przede wszystkim nie ci ludzie, którzy po prostu żyli w latach 1960-tych, a ci, którzy wówczas, w tamtych czasach marzyli o niepodległej Ukrainie, przybliżali jej stanowienie, cierpieli za to, szli do więzień, szli do obozów, całkowicie będąc świadomymi tego, jaki los wybierają. Stus jest jednym z najwyrazistszych przedstawicieli tych bojowników, który w pełni położył swoje życie na ołtarzu tej walki i oczywiście, 30-tej rocznicy Stusa nie mogliśmy nie upamiętnić.

(-)

Oczywiście, robimy podobne takie wieczory, uroczystości. I Wasyla Symonenki mieliśmy, na jego urodziny (to był styczeń), mieliśmy też wystawę upamiętniającą Majdan, planujemy uczcić pierwszą rocznicę Jewhena Swerstiuka, był on częstym gościem naszego muzeum. Jego ostatni publiczny występ odbył się tu, u nas, w naszych murach. U nas odbywają się też wystawy artystyczne, czyli nie tylko to, co dotyczy polityki, a „sześćdziesiątnicy” to sztuka, to i odrodzenie tradycji narodowych i ludowych tradycji. Niedawno mieliśmy wystawę artystki kijowianki która pracuje w gatunku bliskim do twórczości ludowej – tkactwo tradycyjne, bardzo wyraziste, ciekawe prace – Tetiana Falina. To sztuka ukraińska i też blisko tego kierunku prac, które tu prowadzimy, bo przecież „sześćdziesiątnicy” sami pracowali na tej niwie. Jest dużo obrazów Lubowi Minenko, która jest trochę młodsza od pokolenia „sześćdziesiątników”, ale jej twórczość niejako przechwytuje ich tradycje. Mamy cały zbiór dzieł Opanasa Załywachy, Hałyna (?) przekazuje nam swoje prace – jak ceramikę tak i grafikę – i pejzaż, o, tu jej obraz wisi. Ałła Horska, trochę mniej prac, ale każda z nich ile jest warta! Ciągle robimy wystawy, staramy się, żeby się nie zastały; półtora-dwa miesiące to maksimum ile stoi jedna ekspozycja w sali zmiennych ekspozycji, to się cały czas zmienia, pracujemy non-stop.

(-)

Współpraca polsko-ukraińska ma wiele wymiarów. Wiele mówiliśmy już w naszych audycjach o współpracy instytucji administracyjnych, samorządowych, kulturalnych, organizacji pozarządowych i innych, a dziś zwrócimy uwagę na wspólne działania medyków. W grudniu 2014 roku Związek Pracodawców Ratownictwa Medycznego i Iwanofrankowskie Centrum Medycyny Ratunkowej i Medycyny Katastrof podpisało porozumienie o współpracy. Dokument ten przewiduje działania w kilku obszarach, ze strony polskiej – szkolenia dla partnerów z Ukrainy, wsparcia w postaci sprzętu medycznego, ambulansów, które jeszcze długie lata mogą służyć pacjentom na Ukrainie. W ubiegłym roku w Iwano-Frankowsku została zorganizowana pierwsza polsko-ukraińska konferencja naukowa „Medycyna ratunkowa i ratownictwo medyczne w Polsce i na Ukrainie”. Teraz była kolej na konferencję w Polsce, powiedział wczoraj dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, dr n. med. Robert Gałązkowski:

(-) Wypowiedź w języku polskim

A co daje polskim ratownikom taka współpraca? O to zapytałam prezesa Związku Pracodawców Medycyny Ratunkowej, dr n. med. Małgorzatę Popławską:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Ukraińcy takiej pomocy bardzo potrzebują, – mówi dyrektor Iwano-Frankowskiego Obwodowego centrum Medycyny Ratunkowej i Medycyny Katastrof, Wołodymyr Pochmurski:

– Jeśli wziąć pod uwagę naszą współpracę z Polską w kontekście budowania systemu ratownictwa medycznego na Ukrainie to dla naszego centrum jest to bardzo mocny impuls, który daje nam możliwość po pierwsze uczyć się i uczyć naszych pracowników medycznych współczesnych standardów – jak się zachowywać w tej czy innej sytuacji, w stanach zagrażających zdrowiu i życiu ludzi. I to jest chyba najważniejsze. Ponadto przez ten czas, od kiedy podpisaliśmy umowę, a za jakiś miesiąc minie dwa lata, jak ją podpisaliśmy, przeprowadzamy już drugą naukowo-praktyczną konferencję dotyczącą ratownictwa medycznego w Polsce i na Ukrainie, mamy przeszkolonych przez polskich kolegów instruktorów, którzy na co dzień pracują u nas na Ukrainie i szkolą naszych pracowników – lekarzy, felczerów – współczesnych protokołów leczenia i ratowania ludzi. Oprócz tego pomoc materialna – otrzymaliśmy szereg samochodów, które były używane, ale które są w dobrym stanie i które obecnie u nas jeżdżą na dyżurach, w pełni wyposażonych karetek pogotowia ratunkowego.

– Czy rzeczywiście polski system bardzo odróżnia się od ukraińskiego?

– Jeśli brać pod uwagę realia, to polski system pracuje i jeśli nie będzie radykalnych zmian, to jest to jeden z najlepszych systemów w Europie, które pracują jako struktura państwowa. A na Ukrainie na dzień dzisiejszy systemu ratownictwa medycznego nie ma. My dopiero budujemy ten system. Dopiero dwa lata temu została przyjęta ustawa, w ustawie – na ile mi wiadomo, sądząc po samej redakcji ustawy – zapisano wiele podobnych rzeczy, które ustawodawczo jeśli nie powtarzają, to są podobne do polskiej ustawy. I oto my znajdujemy się w istocie na początku tej drogi, którą Polska przeszła, a właściwie idzie tą drogą, ale my zostaliśmy w tyle o dziesięć lat jak minimum.

– Biorąc pod uwagę obecną sytuację na Ukrainie, czyli faktycznie stan wojny, czy pojawiło się tu coś nowego dla pana?

– No, jeśli brać pod uwagę sprawę specyficznej pomocy medycznej w warunkach wojny albo w warunkach jakiegoś wybuchu społecznego, który był na Majdanie, to my na pewno jesteśmy większym źródłem informacji i wymiany doświadczeń niż strona polska. Ale z innej strony Polacy bardzo mocno pomagali nam podczas Majdanu, Polacy pomagali nam podczas tego kryzysowego okresu ATO, gdy rzeczywiście bardzo potrzebowaliśmy i medykamentów, i środków opatrunkowych, i nawet tychże karetek pogotowia. A w takim merytorycznym planie to pewnie my na chwilę obecną mamy większe doświadczenie ze względu na sytuację, która obecnie jest na Ukrainie.

(-)

W niedawnej przeszłości Ukraina i Polska miały jednakową medycynę. Jednak teraz ochrona zdrowia ogółem, w tym także ratownictwo medyczne, nad Wisłą zrobiły duży krok naprzód. Polska zdołała stworzyć pełny system udzielania natychmiastowej pomocy medycznej. W to wchodzą i karetki pogotowia, jak zwyczajne tak i reanimacyjne, i 23 helikoptery, które znajdują się w 17 bazach i są rozmieszczone na terytorium Polski tak, że dają możliwość w ciągu 20 minut dolecieć do jakiegokolwiek punktu, to także 12 kutrów. Ponadto jest to też centralna dyspozytornia, która udziela pomocy technicznej wszystkim wymienionym brygadom medycznym. Ukraina stara się pójść tą samą drogą co i Polska, więc taka współpraca jest bardzo potrzebna.

(-)

Hryć Drapak wybrał się na jesienny urlop, więc na jego miejsce zaprosiliśmy dzisiaj Anatolija Demczuka:

(-) Humoreska

I tak z uśmiechem na twarzy pożegnamy się do jutra. Program przygotowali – Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Jutro zawitamy do was o g. 10.50. Niech wam się we wszystkim szczęści, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

29.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! W studiu – Jarosława Chrunik i witam was w czwartek, 29 października, w naszym porannym przeglądzie wydarzeń. Dzisiaj w naszym kalendarzu nie znalazłam wielu solenizantów, a dokładniej jest tylko jeden – to Longin. Mam nadzieje, że tych, kto urodził się 29 października jest więcej, więc liczniejszemu gronu możemy złożyć najlepsze życzenia. Tak więc

„Życzymy z okazji święta: niech życie będzie bogate w zdrowie i siłę, i w los szczęśliwy, w barwne, długie lata bez trosk i zmartwień”. Stu lat!

(-)

W miejscowości Ublik między Orzyszem a Giżyckiem wczoraj odbyła się konferencja ratowników medycznych z udziałem ukraińskich medyków.

W drugiej połowie listopada w Gdańsku odbędzie się XXXIX Ukraiński Jarmark Młodzieżowy. W Moskwie chcą zniszczyć podstawy kultury ukraińskiej. Ukraińska armia i separatyści odprowadzają broń z linii frontu. O tym będziemy mówić w naszym programie.

(-)

Współpraca polsko-ukraińska ma wiele wymiarów. Wiele mówiliśmy już w naszych audycjach o współpracy instytucji administracyjnych, samorządowych, kulturalnych, organizacji pozarządowych i innych, a dziś zwrócimy uwagę na wspólne działania medyków. W grudniu 2014 roku Związek Pracodawców Ratownictwa Medycznego i Iwanofrankowskie Centrum Medycyny Ratunkowej podpisało porozumienie o współpracy. Dokument ten przewiduje działania w kilku obszarach, ze strony polskiej – szkolenia dla partnerów z Ukrainy, wsparcia w postaci sprzętu medycznego, ambulansów, które jeszcze długie lata mogą służyć pacjentom na Ukrainie. W ubiegłym roku w Iwano-Frankowsku została zorganizowana pierwsza polsko-ukraińska konferencja naukowa „Medycyna ratunkowa i ratownictwo medyczne w Polsce i na Ukrainie”. Teraz była kolej na konferencję w Polsce, powiedział wczoraj dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, dr n. med. Robert Gałązkowski:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Do tematu współpracy polskich i ukraińskich ratowników medycznych wrócimy w naszym wieczornym programie.

Pomorski oddział ZUwP oraz Związek Ukraińskiej Młodzieży Niezależnej 20-21 listopada organizuje XXXIX Ukraiński Jarmark Młodzieżowy. Impreza odbędzie się w Gdańsku w Klubie 90 Stoczni Gdańskiej przy ul. Elektryków. Gwiazdami Jarmarku będą, m.in.: TNMK z Charkowa, Joryj Kloc ze Lwowa, Tuhaj-bej z Olsztyna i inni. Więcej informacji znajdziecie na stronie Harazd.net.

W środę, 28 października, rosyjskie służby siłowe przeprowadziły rewizję u współprzewodniczącego organizacji społecznej „Ukraińcy Moskwy” Walerija Semenenki. Rewizję przeprowadzono też w Bibliotece Literatury Ukraińskiej i w mieszkaniu dyrektorki biblioteki Natalii Szarinej. Według słów Walerija Semenenki, ludzie w maskach i z automatami w rękach w dość brutalny sposób skonfiskowali komputery, notebooki, karty flash i dużą ilość literatury. Większość pytań śledczego, jak zaznacza, dotyczyła ukraińskiej biblioteki w Moskwie, wobec której w 2010 roku wszczęto, a potem wstrzymano sprawę karną rzekomo za udział w propagowaniu materiałów ekstremistycznych. W MSZ Ukrainy określa się rewizję w Bibliotece Literatury Ukraińskiej w Moskwie jako próbę zniszczenia podstaw kultury ukraińskiej.

„Rewizja w Bibliotece Literatury Ukraińskiej w Moskwie jest przejawem rosyjskiego szowinizmu, próbą zniszczenia tam podstaw kultury ukraińskiej. Kategorycznie potępiamy”, – napisała na Twitterze rzeczniczka ukraińskiego MSZ Mariana Beca.

 

Ukraina potwierdza, że separatyści wycofują sprzęt wojskowy z linii frontu. Ukraiński minister obrony poinformował, że zarówno siły rządowe, jak i prorosyjscy bojówkarze dotrzymują uzgodnionego w Mińsku planu wyprowadzenia uzbrojenia. Chodzi o wycofanie czołgów, moździerzy kalibru 120 milimetrów i artylerii poniżej 100 milimetrów. Szczegóły z Kijowa podaje Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

(-)

Tu w 1980 roku, a dokładniej – 1 marca, przewieziono z Mordowii 32 osoby. Wśród nich w tym czasie był Łewko Łukjanenko, Ołeksa Tychyj; później, oczywiście, jeszcze dowożono ludzi, ale mimo wszystko ich liczba powoli malała i na czas, gdy ta „instytucja” przestała funkcjonować…

– Znajdujemy się w Muzeum Sześćdziesiątnictwa, które istnieje zaledwie trzy lata oficjalnie i dwadzieścia lat nieoficjalnie. Założył go, zgodnie z pomysłem Nadiji Switłycznej, Mykoła Hryhorowycz Płachotniuk. To znaczy, Nadija Switłyczna przekazała z Ameryki całe swoje ogromne archiwum, a Mykoła Hryhorowycz wcielał ten pomysł na Ukrainie. Zbierał materiały od innych „sześćdziesiątników”. Zebrał bardzo duże zasoby muzealne, razem to stanowiło… nawet nie zdążyliśmy tego do końca opracować, dlatego nie powiem na ile jest on „-tysięczny”; do stu tysięcy różnych dokumentów, fotografii, eksponatów. Dla nas „sześćdziesiątnicy” to przede wszystkim nie ci ludzie, którzy po prostu żyli w latach 1960-tych, a ci, którzy wówczas, w tamtych czasach marzyli o niepodległej Ukrainie, przybliżali jej stanowienie, cierpieli za to, szli do więzień, szli do obozów, całkowicie będąc świadomymi tego, jaki los wybierają. Stus jest jednym z najwyrazistszych przedstawicieli tych bojowników, który w pełni położył swoje życie na ołtarzu tej walki i oczywiście, 30-tej rocznicy Stusa nie mogliśmy nie upamiętnić.

(-)

Więcej o „Muzeum Sześćdziesiątników” usłyszycie w naszym wieczornym programie.

(-)

Nasz poranny program dobiega końca; przygotowała go i przedstawiła – Jarosława Chrunik. Wieczorem spotkamy się o g. 18.10. Miłego dnia i oby nikt z was nie musiał korzystać z umiejętności ratowników medycznych! Do usłyszenia!

(jch/as)

28.10.2015 – godz. 18.10

Dobry wieczór, szanowni słuchacze! Znowu wpraszam się do was w gości w ten październikowy wieczór. W studiu Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj o szczególną uwagę proszę proszę wysiedleńców ze wsi Wierzbica. Tam już drugi rok z rzędu przywracany jest z niepamięci cmentarz, który jest cennym elementem dziedzictwa kulturowego. Z cmentarza pójdziemy od razu do sali widowiskowej, gdzie będą na nas czekać artyści Lwowskiego Teatru Opery i Baletu, którzy ponownie odwiedzili nasz region. Pozostańcie więc z nami!

(-)

W poprzedni wtorek, o czym wielokrotnie słyszeliście w naszym programie, odbyło się w Olsztynie spotkanie z wykładowczynią na ukrainoznawstwie UJ, dr Olgą Kich-Masłej. Głównym tematem spotkania było ocalenie od zapomnienia i zniszczenia cmentarzy naszych przodków, pozostawionych na rodzinnych ziemiach w południowo-wschodniej Polsce. Rozsiani po całym kraju Ukraińcy nie mają możliwości systematycznie opiekować się mogiłami bliskich, którzy tam zostali, trzeba więc robić to w sposób bardziej zorganizowany. Cmentarz w Wierzbicy – to tylko przykład tego, jak można i że trzeba ratować miejsca pochówków przodków, bo jest to tez nasze dziedzictwo kulturowe. Oddajmy więc głos głównej bohaterce wieczoru, dr Oldze Kich-Masłej:

(-)

– Jestem bardzo wdzięczna za zaproszenie, ale tak naprawdę, to nie ja jestem bohaterką tego zebrania tego wieczoru. Bohaterem jest ktoś inny – są to ludzie, którzy pochodzą z Wierzbicy, starsi wiekiem, którzy zaczynali starania wokół dziedzictwa kulturowego, materialnego dziedzictwa w tej wsi. W tej sali są przedstawiciele towarzystwa „Wierzbica”, którzy zaczynali remont w Wierzbicy. Wśród nas jest przewodniczący, Marek Paluszek, witamy go. Również niezastąpiona sekretarz, pani Maria Biłas, bez której nie obchodzą się żadne wydarzenia, żadne wyjazdy. Wokół nich jest jeszcze oczywiście wiele innych osób, stale obecnych, stale trzeźwo myślących, jeśli chodzi o zachowanie dziedzictwa kulturowego.

(-)

– Tematem naszego spotkania, a także prawdziwym bohaterem jest cmentarz w Wierzbicy. Zebraliśmy się tutaj, żeby ratować ten cmentarz. To ratowanie odbywa się już prawie dwa lata. Przed nami jest trzeci rok, szykujemy się do lata 2016 roku, żeby zakończyć ten obóz konserwatorski, to odnawianie. Dlatego wymyśliliśmy z waszą pomocą i z waszej inicjatywy to spotkanie, żeby spopularyzować tę sprawę.

Szanowni państwo, może dwa słowa o sobie. Przyjechałam z Krakowa, jako przedstawicielka UJ, katedry ukrainoznawstwa, która znajduje się na wydziale politycznym i międzynarodowym, ale przyjeżdżam teraz też jako potomek tej ziemi wierzbickiej.

(-)

Są to bardzo ważne słowa, ponieważ nas – takich jak pani Olga – są tysiące. Jesteśmy nosicielami już dwóch kultur i warto mieć tego świadomość, bo to tez jest nasze bogactwo.

– Jestem stąd, z województwa warmińsko-mazurskiego. Można też powiedzieć, że jestem człowiekiem pogranicza. Tak się złożyło w moim życiu, że gdzieś tam mając czterdzieści lat zaczęłam badać pogranicze. Musiałam prowadzić wykłady – teoria pogranicza, antropologia kultury, którą prowadzę na przykładzie ziem ukraińskich tego polsko-ukraińskiego pogranicza. I wyobraźcie sobie, że przyjeżdżam tu nie tylko jak wykładowczyni, ale przyjeżdżam jako człowiek, który zachował w sobie to pogranicze. Rodzice przekazali mi, można powiedzieć, genetycznie tę świadomość o pograniczu. A człowiek pogranicza, jak kiedyś napisał ks. Stefan Batruch z Lublina, jest bardzo bogaty, bo zawsze jest nosicielem dwóch kultur, przynajmniej dwóch języków, dwóch świadomości.

(-)

A któż z nas na co dzień zastanawia się nad tym, w jakiej znalazł się sytuacji geopolityczno-kulturowej? Warto posłuchać naukowca o naszej nieuświadomionej codzienności.

– Wyobraźcie sobie też, że my, zorientowani też na sprawę Wierzbicy, polsko-ukraińskiego pogranicza, tu, na Warmii i Mazurach natrafiamy na jeszcze jedno pogranicze. Jesteśmy tu obok różnych kolejnych granic – z Rosją, z Litwą. I można by jeszcze mówić o tym, że my, przesiedleńcy, przynieśliśmy razem ze sobą, przemieściliśmy to polsko-ukraińskie pogranicze tu i połączyliśmy je z tą różnorodnością kulturową Polski północnej.

(-)

Pani Olga opublikowała niedawno książkę, w której przedstawiono m.in. wszystkie uratowane do tej pory nagrobki cmentarza wierzbickiego. Jest to przywrócenie imion zmarłych z zapomnienia. Dlatego ta książka jest taka ważna.

– Jakiś czas temu opublikowałam we Lwowie katalog cmentarza w Wierzbicy. Zrobiłam to po to, żeby przygotować taką cegiełkę, dzięki której będziemy mogli zbierać pieniądze na remont, bo na razie zbieramy te fundusze społecznie. Ale chciałam w tym katalogu i Wierzbiczanom, i nie wierzbiczanom, i w ogóle Ukraińcom-przesiedleńcom pokazać jak bogaty może być cmentarz na Zakerzoniu i ile może on nieść informacji. Ze to nie tylko cmentarz, który jest dużym miejscem, gdzie znajduje się wiele ciekawych rzeźb, pomników, ale to jest tekst kultury, to jest kronika wsi.

(-)

Do tematu cmentarza w Wierzbicy i innych cmentarzy, a tym samym do tematu naszego ginącego dziedzictwa kulturowego będziemy powracać jeszcze nie raz. Na spotkanie we wtorek z opóźnieniem, ale jednak dotarli weterani ratowania cmentarzy – Ewa i Piotr Bryła. Im też udzielimy głosu, ale to już innym razem.

(-)

Teraz odpoczniemy trochę na koncercie lwowskich artystów. Najbardziej znane szlagiery operetki można było usłyszeć w środę i w czwartek w Ełku i w Olecku. Lwowski teatr Opery i Baletu podbił serca warmińsko-mazurskich melomanów jeszcze wiosną, gdy wystąpił przed olsztyńską publicznością. Wówczas zrodził się pomysł zaprezentowania się także we wschodniej części regionu. Efektem tego pomysłu były właśnie koncerty w dwóch miastach Mazur. Jesienne tournée Lwowskiego teatru, tak samo jak i wiosenne, poświęcone jest integracji Ukrainy z UE. Koncerty w Olecku i Ełku odniosły wielki sukces. Jeśli mi mnie wierzycie, wejdźcie na internet i poczytajcie komentarze. Teraz proponujemy waszej uwadze rozmowę Sergiusza Petryczenki z dyrygentem, Myronem Jusypowyczem:

(-)

– Tegoroczne tournée to promocja integracji Ukrainy z Europą.

– Sztuka z polityką nie jest powiązana, ale jest nam miło, że strona polska tak na to zareagowała. Nawet są rozmowy o tym, że część z tego, co oni zarabiają, przekażą… Nawet miałem rozmowę z merem we Lwowie, żeby część pieniędzy szła na rehabilitację rannych, dzieci. No, wiele jest problemów na Ukrainie, na pewno pan wie. I pomoc psychologiczna; tu jest bardzo dużo wydatków, Ukraina obecnie znalazła się w strasznej sytuacji.

– Czy często występujecie przed żołnierzami, którzy walczą na wschodzie?

– Wie pan, ja na wschód nie jeżdżę, to jest problem żeby z orkiestrą symfoniczną czy operą tam jechać. Wiem że piosenkarze estradowi, niektórzy z moich kolegów wyjeżdżają. Ale ja kilka razy dawałem koncerty jeszcze wcześniej w ciągu ostatnich dwóch lat w cerkwiach we Lwowie, gdzie specjalnie organizowaliśmy zbiórkę pieniędzy i te pieniądze właśnie szły na pomoc. To już stało się normą, to już i dęte wszelki kwartety, kwintety, chóry pracują właśnie tak. Kto jaką ma możliwość, tak też pomaga. Uważam że to ważne. Na przykład teraz – wspaniały śpiewak czy muzyk – więcej będzie z niego korzyści, gdy on gdzieś pojedzie, zarobi jakieś pieniądze i opłaci jakieś protezy rannym (wie pan, to bardzo dużo kosztuje), niż gdyby poszedł teraz na front, gdy nigdy nie służył w wojsku, dadzą mu automat, będą go uczyć. Tu jeśli wszystko rozważyć, to ma to większe znaczenie.

– Każdy pomaga na swoim miejscu.

– Powinien pomagać na swoim miejscu. I jest jeszcze jeden bardzo ważny moment – trwa wojna ideologiczna, taka informacyjna. My musimy pokazać, że my się nie zatrzymaliśmy, my mamy sztukę, mamy talenty. Ta zła, ciemna siła, która następuje z północy, ze wschodu, żeby oni wiedzieli, ile jesteśmy warci.

(-)

– Tak się stało, że ja w swoim czasie dużo bywałem w Rosji; w Petersburgu przechodziłem staż, w Marjińskim Teatrze dyrygowałem, mam wielu znajomych i jestem zdziwiony jak to wszystko się odwróciło, jakie stanowisko oni zajęli. To po prostu strach, to nie są ludzie, którzy nie wiedzą, to nie jest prosty robotnik, który nic nie wie tylko to, co mu z telewizora powiedzieli. Oni się po prostu boją. Tam zrobił się teraz taki totalitarny reżim, że oni boją się stracić czasami wręcz życie. Chcę powiedzieć, że my powinniśmy teraz mobilizować się, bo mamy bardzo dużo swojego – pięknego, wspaniałego. Potencjał jest ogromny i właśnie to Imperium rosyjskie zawsze żywiło się skąd? – Z Ukrainy, z Polski, z Kaukazu, z Azji Środkowej. Bywałem w teatrze, to wiem konkretnie, że balet to w pełni Kałmukowie, a głównie Tatarzy. Opera to co? Dawno mówili, że „chochły” – Ukraińcy śpiewają jako soliści i oczywiście w chórze. Ormianie, Gruzini, rozumie pan? A to wszystko uważane było za kulturę rosyjską. Czajkowski Piotr Illicz – Petro Czajka. Prapradziadek był zaporoskim kozakiem z Mazepą. To trzeba podnosić. Glinka zresztą – z Polski, jeśli wziąć korzenie. I o tym czas rozpocząć rozmowę. Kto? Co? Skąd? – a tego jest dużo. I to uważa się, że to jest jedna wielka kultura rosyjska. Ja ją szanuję i lubię, ale: …

– Swoje trzeba znać.

– Swoje trzeba znać i zacząć o tym mówić. A żeby mówić, to trzeba mieć wysokie kwalifikacje i pokazywać na poziomie światowym i wtedy mam prawo mówić, co też staramy się robić.

– Wiem, że na wiosnę chce pan przygotować nowy program, z którym chce pan przyjechać do Polski.

– Tak, to będzie częściowo zachowany ten, rzecz w tym, że takie najbardziej znane utwory operetkowe, one są wieczne, wie pan. Nie zagrać kankana czy nie zaśpiewać „Twoim jest serce me” – wszyscy to znają, lubią, tak jak Vivaldi – „Cztery pory roku” – codziennie można słuchać i to się nie nudzi. Publiczność tego chce. Czyli coś zachowamy z tego programu, ale ja chcę zrobić nie tylko operetkowy, a operowo-operetkowy. Może będzie część „opera”; pięknie byłoby zaśpiewać coś z Verdiego, Pucciniego, Mascagniego – to co publiczności podoba się najbardziej. Żeby było ciekawie i nie po prostu szlagiery, a wysoka jakość, żeby było dobrze zbudowane i wtedy publiczność będzie miała zadowolenie.

– Może coś z Łysenki albo…

 

– Czemu nie? O, widzi pan, podsunął mi pan pomysł!

– Będę trzymał pana za słowo!

(-)

Na tym przyjdzie się nam pożegnać. Program przygotowali – Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Czekajcie na nas znowu jutro o g. 10.50 na antenie Radia Olsztyn. Miłego i ciepłego wieczoru! I do usłyszenia na antenie, drodzy słuchacze!

(jch/as)

28.10.2015 – godz. 18.10
(opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was o przedobiedniej porze w środę, 28 października, w porannym przeglądzie wydarzeń. W studiu – Jarosława Chrunik. Sądzę, że emocje wyborcze powoli już cichną i teraz bardziej naszą uwagę zaprzątają poranne przymrozki, niż wyścigi wyborcze. Dlatego też i my, zanim przejdziemy do informacji, złożymy serdeczne życzenia dzisiejszym solenizantom – Juchymom i Janom – oraz tym, kto ma dziś urodziny:

„Niech zdrowie, radość i dostatek

Sypią się jak wiśniowe kwiecie

Niech los maluje z codzienności święto

I daruje wam wiele lat!”

(-)

Warmię i Mazury odwiedzili artyści Lwowskiego Teatru Opery i Baletu – zachwycano się nimi w Olecku i Ełku.

W Olsztynie w poprzedni wtorek odbyło się spotkanie, poświęcone ratowaniu cmentarzy naszych przodków.

Na Ukrainie komentuje się wybory parlamentarne w Polsce.

Głównie o tym będziemy mówić w naszym programie.

(-)

Najbardziej znane szlagiery operetki można było usłyszeć w środę i w czwartek w Ełku i w Olecku. Lwowski teatr Opery i Baletu podbił serca warmińsko-mazurskich melomanów jeszcze wiosną, gdy wystąpił przed olsztyńską publicznością. Wówczas zrodził się pomysł zaprezentowania się także we wschodniej części regionu. Efektem tego pomysłu były właśnie koncerty w dwóch miastach Mazur. Jesienne tournée Lwowskiego teatru, tak samo jak i wiosenne, poświęcone jest integracji Ukrainy z UE. Koncerty w Olecku i Ełku odniosły wielki sukces, o czym można przekonać się, wchodząc na internet. Proponujemy waszej uwadze fragment rozmowy Sergiusza Petryczenki z dyrygentem, Myronem Jusypowyczem:

(-)

– Tegoroczne tournée to promocja integracji Ukrainy z Europą.

– Sztuka z polityką nie jest powiązana, ale jest nam miło, że strona polska tak na to zareagowała. Nawet są rozmowy o tym, że część z tego, co oni zarabiają, przekażą… Nawet miałem rozmowę z merem we Lwowie, żeby część pieniędzy szła na rehabilitację rannych, dzieci. No, wiele jest problemów na Ukrainie, na pewno pan wie. I pomoc psychologiczna; tu jest bardzo dużo wydatków, Ukraina obecnie znalazła się w strasznej sytuacji.

– Czy często występujecie przed żołnierzami, którzy walczą na wschodzie?

– Wie pan, ja na wschód nie jeżdżę, to jest problem żeby z orkiestrą symfoniczną czy operą tam jechać. Wiem że piosenkarze estradowi, niektórzy z moich kolegów wyjeżdżają. Ale ja kilka razy dawałem koncerty jeszcze wcześniej w ciągu ostatnich dwóch lat w cerkwiach we Lwowie, gdzie specjalnie organizowaliśmy zbiórkę pieniędzy i te pieniądze właśnie szły na pomoc. To już stało się normą, to już i dęte wszelki kwartety, kwintety, chóry pracują właśnie tak. Kto jaką ma możliwość, tak też pomaga. Uważam że to ważne. Na przykład teraz – wspaniały śpiewak czy muzyk – więcej będzie z niego korzyści, gdy on gdzieś pojedzie, zarobi jakieś pieniądze i opłaci jakieś protezy rannym (wie pan, to bardzo dużo kosztuje), niż gdyby poszedł teraz na front, gdy nigdy nie służył w wojsku, dadzą mu automat, będą go uczyć. Tu jeśli wszystko rozważyć, to ma to większe znaczenie.

– Każdy pomaga na swoim miejscu.

– Powinien pomagać na swoim miejscu. I jest jeszcze jeden bardzo ważny moment – trwa wojna ideologiczna, taka informacyjna. My musimy pokazać, że my się nie zatrzymaliśmy, my mamy sztukę, mamy talenty. Ta zła, ciemna siła, która następuje z północy, ze wschodu, żeby oni wiedzieli, lie jesteśmy warci.

(-)

Więcej Myron Jusypowycz opowie w naszym wieczornym programie.

W poprzedni wtorek w Olsztynie odbyło się spotkanie z wykładowczynią ukrainoznawstwa UJ, Olgą Kich-Masłej, gdzie głównym tematem było ratowanie przed zapomnieniem i zniszczeniem cmentarzy naszych przodków, którzy spoczywają na rodzinnej ziemi w płd-wsch. części Polski. Rozsiani po całej Polsce Ukraińcy nie mają możliwości systematycznie opiekować się mogiłami bliskich, którzy tam pozostali, trzeba więc robić to w sposób bardziej zorganizowany. Cmentarz w Wierzbicy to tylko przykład tego, jak można i że trzeba ratować miejsca pochówków przodków:

– Tematem naszego spotkania, a także prawdziwym bohaterem jest cmentarz w Wierzbicy. Zebraliśmy się tutaj, żeby ratować ten cmentarz. To ratowanie odbywa się już prawie dwa lata. Przed nami jest trzeci rok, szykujemy się do lata 2016 roku, żeby zakończyć ten obóz konserwatorski, to odnawianie. Dlatego wymyśliliśmy z waszą pomocą i z waszej inicjatywy to spotkanie, żeby spopularyzować tę sprawę.

Szanowni państwo, może dwa słowa o sobie. Przyjechałam z Krakowa, jako przedstawicielka UJ, katedry ukrainoznawstwa, która znajduje się na wydziale politycznym i międzynarodowym, ale przyjeżdżam teraz też jako potomek tej ziemi wierzbickiej.

Wieczorem zapraszam na dłuższe spotkanie z dr Olgą Kich-Masłej.

Możliwa zmiana kursu wobec Ukrainy – takie, zdaniem niektórych ukraińskich komentatorów mogą być skutki polskich wyborów parlamentarnych. Wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości postrzeganych jest w Kijowie, jako przychylnych Ukrainie, istnieją jednak obawy co do możliwych koalicjantów.

O szczegółach z Kijowa opowiada Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

I tak powoli nasz poranny program zbliżył się do końca. Z wami była Jarosława Chrunik. Wieczorem spotkamy się o g. 18.10. Życzę wam miłego dnia, żeby w dobrym nastroju spotkać się wieczorem. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

(jch/as)

28.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Witam was ponownie, drodzy słuchacze, we wtorek, 27 października w naszym wieczornym programie „Z dnia na dzień”. Smutna i zapłakana jesień jakoś bardziej, niż inne pory roku zabiera nam wybitnych i bliskich ludzi. Nie wiem czy zgodzicie się z taką moja myślą, ale w naszym programie opowiemy o tym, jak Lwów żegnał jednego z wybitnych budowniczych państwa ukraińskiego, Romana Łubkiwskiego. Wcześniej jednak odwiedzimy młodych ukraińskich i polskich wolontariuszy, którzy realizują swój projekt w Warszawie. A na zakończenie posłuchamy razem kolejnego fragmentu powieści Jurija Horlis-Horskiego „Chołodnyj Jar”. Zostańcie więc z nami, bo w cieple lepiej jest niż w ciemnościach na dworze.

(-)

Co to takiego „wolontariat” – najlepiej mogą o tym opowiedzieć ci, którzy wożą na front wszystko, co jest potrzebne ukraińskim żołnierzom. Ale istnieją też inne rodzaje wolontariatu. Fundacja Aktywnych Inicjatyw Rozwoju, Fundacja Rozwoju Wolontariatu oraz Regionalna Fundacja Charytatywna „Rezonans” realizują projekt: „Odkrywamy wolontariat dzięki swoim pasjom”. Celem projektu jest zwiększenie wiedzy 24 osób (młodzieży w wieku 15-17 lat) z Polski i Ukrainy oraz ich opiekunów o różnych formach wolontariatu oraz zainspirowanie ich do działania jako wolontariusze. Organizatorzy chcą też natchnąć uczestników projektu do działań wolontariackich, ukazując korzyści, płynące z angażowania się w akcje wolontariackie. Na zakończenie powstanie prezentacja multimedialna podsumowująca projekt z wykorzystaniem wszystkich dzieł stworzonych przez młodzież. Uczestników projektu odwiedził Daniel Wojciechowski.

– Chcemy na początek powitać was naszym ukraińskim powitaniem:

– Chwała Ukrainie!

– Bohaterom chwała!

– Oksana Polipczak, jestem dyrektorem Centrum Twórczości dla Dzieci i Młodzieży. Przyjechałam z miasta Żydaczewa. Nasze dzieci, młodzież bardzo interesują się tematem wolontariatu, ponieważ dla Ukrainy jest to coś takiego nowego i trochę niezwykłe. My nie mamy takich możliwości, jak młodzież z UE brać udziału w takich programach jak wolontariat. Dlatego dla naszych dzieci udział w tym projekcie jet bardzo ciekawy, poznawczy i potrzebny.

(-) Obrazek z zabawy integracyjnej

– Ihor Iwanciw, przyjechałem z Żydaczewa. Jestem nauczycielem fotografii w Centrum Twórczości dla Dzieci i Młodzieży. Przyjechałem tu razem z dziećmi jako kierownik i miałem także taki cel, aby przeprowadzić z dziećmi trening z fotografii. Wszystko się udało, wyszło idealnie, tak myślę. Wrażenia są super, bo dla mnie jest to pierwsza praktyka treningu międzynarodowego.

(-) Obrazek z zabawy integracyjnej

– Jolanta Bieńko… (Wypowiedź w języku polskim)

– Chcemy pokazać współczesne piosenki, tradycje, które są popularne u nas, na Ukrainie. Bardzo popularnym zespołem muzycznym w naszym kraju jest „Okean Elzy”. Chcemy zaśpiewać wam piosenkę „W niebie” i zaprosić do wspólnego śpiewania.

(-)

– Oksana Prytuła z miasta Dobrotworce koło Lwowa. Jestem pomocnikiem przy grupie dzieci, które biorą udział w projekcie. Wrażenia są fantastyczne, wszystko się podoba, zorganizowane pięknie. Dzieci to interesuje, są zachwycone, stale są zajęte.

(-)

Projekt trwa od sierpnia do listopada b.r.

Wczoraj, 26 października, we Lwowie w ostatnią drogę odprowadzono znanego ukraińskiego pisarza, poetę, tłumacza, działacza społeczno-politycznego,– Romana Łubkiwskiego. Znalazł on wieczny spoczynek na Łyczakowskim Cmentarzu we Lwowie, obok swojej żony, Natalii. Informuje o tym agencja informacyjna ZIK. Pożegnać się z wybitnym Ukraińcem, który bardzo wiele zrobił dla ustanowienia niepodległości Ukrainy, przyszły setki ludzi. Byli to przedstawiciele władzy lokalnej, radni i posłowie różnych kadencji, znani działacze społeczni i kulturalni, dla których Roman Łubkiwski był prawdziwym przykładem patrioty i wiernym przyjacielem.

– Światła, dobra i szczera dusza odeszła do Wszechmogącego. Dzisiaj żegnamy wielkiego Mistrza ukraińskiego słowa, wielkiego orędownika interesów narodowych Ukrainy, niezmordowanego inicjatora odrodzenia kultury ukraińskiej, działacza społecznego i politycznego, Romana Łubkiwskiego.

Poeta, tłumacz, krytyk literacki, działacz społeczno-polityczny, Bohater Ukrainy Dmytro Pawłyczko przyznał, że zawsze myślał, iż to przyjaciel Roman Łubkiwski będzie odprowadzał go w drogę do przodków, a stało się odwrotnie:

– Zbieracz skarbów naszej sztuki i zapomnianych imion niezłomnego, jeszcze wczoraj tłumionego moskiewskimi czołgami narodu ukraińskiego. Roman Łubkiwski pierwszy w Radzie Najwyższej 24 sierpnia 1991 roku zaapelował o wniesienie do sali niebiesko-żółtą flagę Ukrainy. Roman Łubkiwski przyniósł Ewangelię Peresopnycką, na którą składał przysięgę służenia Ukrainie Leonid Krawczuk. Roman Łubkiwski głosem był cichy, a myślą i działaniem – mocarny obywatel państwa ukraińskiego.

– On – wybitny poeta ukraiński, publicysta był przede wszystkim człowiekiem o wysokim myśleniu państwowym. Niezwykle odpowiedzialny za współczesność i przyszłość Ukrainy. Było już tu powiedziane, że to była jego myśl, z jego inicjatywy nasi prezydenci przysięgają wierność narodowi na Ewangelię Peresopnycką.

– Z odejściem takich ludzi, jak Roman Łubkiwski, w rzeczywistości odchodzi w przeszłość cała epoka i nie będzie zbędnym jeszcze raz przypomnieć jej główne przymioty. Była to bowiem epoka, która bez zastrzeżeń wierzyła w mistyczną wartość słowa, w jego wszechogarniające możliwości, zdolności do wskrzeszania umysłów, serc i dusz.

Niebiosa wzbogaciły się o jeszcze jedną potężną postać, która będzie stała obok Szaszkiewicza, Franki, ale my zbiednieliśmy. Odchodzą ludzie, którzy stanowili kręgosłup „Sześćdziesiątników”. Którzy stworzyli tę duchową podstawę, która pozwoliła dojść Ukrainie do państwowej niepodległości.

Takie słowa rozbrzmiewały wczoraj na Cmentarzu Łyczakowskim.

Przypomnijmy, że znany ukraiński pisarz, poeta, tłumacz, krytyk, dziennikarz, działacz społeczno-polityczny, laureat Nagrody Państwowej im. T. Szewczenki Roman Łubkiwski zmarł 23 października.

(-)

Teraz zagłębimy się w jeszcze dalszą przeszłość, do pierwszego ćwierćwiecza XX wieku. Przed nami – kolejny fragment powieści Jurija Horlis-Horskiego „Chołodnyj Jar”. Tydzień temu zostawiliśmy głównego bohatera, który uciekł przed rozstrzelaniem, pod dzieżą w piwnicy ukraińskiego gospodarza. Widocznie poszli do domu i znowu zasnąłem, chociaż budził mnie każdy dźwięk. Gdy u wejścia do piwnicy zaczęło się ściemniać, wyłażę po cichu spod dzieży i prostując zdrętwiałe ramiona, siadam za nią w kąciku przysłuchując się rozmowom w chacie. Zastanawiam się, czy zwrócić się o jakieś ubrania do gospodarzy gdy dobrze się ściemni, wybrać się za miasto. Żyto i pszenica są już wysokie, pożywię się ich zielonym ziarnem i jakoś przedostanę się do swoich wsi. Przez dwie-trzy noce przejdę 90 wiorst. Gospodarze mogą się przestraszyć i narobić szumu. Lepiej nie ryzykować. Gdy się ściemniło, słyszę, jak gospodyni zwraca się do męża:

– Idź, zamknij piwnicę. I zamknij na kłódkę, bo naprawdę jeszcze ktoś beczkę na drewno pociągnie; nie będzie w czym nawet kapusty na zimę nakwasić. Zostać zamkniętym w piwnicy – tego byłoby aż nadto. Otwierając na siłę drzwi można narobić takiego hałasu, że i milicja przybiegnie. Postanawiam więc mimo wszystko porozmawiać z gospodarzem, gdy przyjdzie zamykać piwnicę. Jeśli sprawa pójdzie nie po mojej myśli, to jest już ciemno – powalę go z nóg i skoczę przez parkan w ogrody. Wchodzę po schodach i staje w kąciku przy wejściu. Gdy gospodarz zaczął już zamykać drzwi, cicho włam go po imieniu, tak jak zwracała się do niego żona i gość.

– Kto to?! – zapytał przestraszony, przyglądając się w ciemności mojej osobie.

– Niech się pan nie boi. Jestem tym, który uciekł przed rozstrzelaniem. Przesiedziałem dzień pod pańską beczką. Moja śmierć nie jest panu potrzebna, a życie może mi pan uratować. Potrzebuję tylko jakichkolwiek starych spodni.

Gospodarz myślał przez chwilę.

– Wie pan, boje się. Teraz jest taki czas – do mego znajomego przyszedł pewnego razu jakiś mężczyzna, powiedział, że uciekł z CzK, poprosił, żeby ten go ukrył, a potem okazało się, że był to agent CzK. Biedaka rozstrzelali.

Raptem olśniła mnie szczęśliwa myśl. Przypomniałem sobie rozmowę z dziadkiem w szpitalu i w pamięci pojawiła się nawet nazwa jego ulicy. Zapytałem, czy to daleko stąd.

– To właśnie jest ta ulica. A taki (tu wymieniam nazwisko dziadka) daleko mieszka?

– A skąd pan go zna?

– Siedziałem razem z nim w więzieniu.

– A jak on wygląda? Za co siedział? Kiedy wyszedł? – gospodarz zasypał mnie pytaniami. Odpowiadam, dodając cechy charakterystyczne budynku, które opisał mi staruszek. To go uspokaja.

– To mój dobry znajomy, on mieszka tam, bliżej pola, – machnął ręką w kierunku, z którego przybiegłem na to podwórze. Mogę pana do niego zaprowadzić. Proszę chwile poczekać, przyniosę coś do ubrania.

Wkładam długi przeciwdeszczowy płaszcz, japońskie buty z brezentowymi, wysokimi cholewami i stary kapelusz. Wychodzimy na ulicę. Po pewnym czasie rozpoznaję po cechach charakterystycznych budynek. Na podwórzu o mało nie wykrzyknąłem z radości, ujrzawszy dziadka, idącego naprzeciw. Przyjrzawszy się mojej twarzy, chwycił mnie za ręce:

– Uciekł pan! Czy to nie pana tej nocy ganiali po sadach?

– Mnie, dziaduniu. Aż do tego człowieka do piwnicy zagonili.

– No i dzięki Bogu! Chodźmy do domu.

Mój „dzienny” gospodarz, mówiąc że po moją odzież przyjdzie jutro, serdecznie uścisnął mi na pożegnanie dłoń:

– Jestem szczęśliwy, że uratował pan życie w mojej sadybie. Ale gdyby nie daj Bóg, znowu wpadł pan w ich ręce, proszę mnie nie wydawać; ja mam żonę, dzieci…

Uspokajamy go i idziemy do chaty.

(-)

Mam nadzieję, że nie nudziliście się słuchając programu ukraińskiego. Dzisiaj już musimy się pożegnać, a spotkamy się na antenie już jutro o 10.50. Program przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Miłego i ciepłego wieczoru, drodzy słuchacze! Wszystkiego dobrego! (jch/bsc)

27.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! W studiu – Jarosława Chrunik. Witam was we wtorek, 27 października, w porannym przeglądzie wydarzeń o Ukrainie i Ukraińcach. Żeby jednak przyjemniej było słuchać wiadomości, zaczniemy od życzeń dla dzisiejszych solenizantów – Mikołajów. Co prawda, jeszcze nie tych, którzy przynoszą prezenty (na tych musimy poczekać aż do grudnia), ale dzisiejszym solenizantom przyniosą prezenty goście, którzy przyjdą osobiście złożyć życzenia. My również składamy życzenia im oraz tym, kto obchodzi dzisiaj urodziny. Wszystkiego najlepszego!

“Niech lata nie opadają jak liście,
Niech kwitną i owocują!
Jak sady wiosną – bujnym kwieciem,
I bogatym plonem – pod jesień!”

(-)

Co to jest wolontariat i do czego jest potrzebny?

Wybory parlamentarne w Polsce ważne są też dla sąsiadów, m.in. dla Ukrainy.

Politolodzy oceniają wybory samorządowe na Ukrainie.

We Lwowie pochowano wybitnego działacza społeczno-politycznego Ukrainy, Romana Łubkiwskiego.

O tym będzie mowa w naszym programie i mam nadzieję, że was to zainteresuje.

(-)

Fundacja Aktywnych Inicjatyw Rozwoju, Fundacja Rozwoju Wolontariatu oraz Regionalna Fundacja Charytatywna „Rezonans” realizują projekt: „Odkrywamy wolontariat dzięki swoim pasjom”. Celem projektu jest zwiększenie wiedzy 24 osób (młodzieży w wieku 15-17 lat) z Polski i Ukrainy oraz ich opiekunów o różnych formach wolontariatu oraz zainspirowanie ich do działania jako wolontariusze. Organizatorzy chcą też natchnąć uczestników projektu do działań wolontariackich, ukazując korzyści, płynące z angażowania się w akcje wolontariackie. Na zakończenie powstanie prezentacja multimedialna podsumowująca projekt z wykorzystaniem wszystkich dzieł stworzonych przez młodzież. Uczestników projektu odwiedził Daniel Wojciechowski.

(-) Obrazek z wizyty

– Oksana Prytuła z miasta Dobrotworce koło Lwowa. Jestem pomocnikiem przy grupie dzieci, które biorą udział w projekcie. Wrażenia są fantastyczne, wszystko się podoba, zorganizowane pięknie. Dzieci to interesuje, są zachwycone, stale są zajęte.

(-)

Projekt trwa od sierpnia do listopada tego roku, a więcej usłyszycie o nim dziś wieczorem w naszej audycji.

Wraz ze zmianą rządu po wyborach parlamentarnych w Polsce odbędą się pewne zmiany w polityce zewnętrznej, w tym i wobec Ukrainy. Taką opinię w komentarzu dla ІА ZIK wyraził dyrektor Instytutu Współpracy Transatlantyckiej ekspert ds. międzynarodowych Wołodymyr Horbacz. Jednocześnie jest on przekonany, że nie będzie to jakiś radykalny zwrot, natomiast odbędą się przede wszystkim zmiany kadrowe. To oznacza,, że w Polsce będzie nowy premier, minister spraw zagranicznych i nowy korpus dyplomatyczny.

Jednocześnie ekspert zaznaczył, że zwycięzca polskich wyborów, Prawo i Sprawiedliwość, w Brukseli uważany jest za eurosceptyka i bardzo ostrożną, konserwatywną i narodową partię, która jest przeciwna większej integracji europejskiej i nie będzie brać aktywnego udziału w tych procesach. „Wykorzystywać Polskę jako lokomotywę do integracji europejskiej będzie trudniej – uważa Horbacz. A z innej strony, – dodał, – nowy polski rząd gwarantowanie nie będzie prorosyjski. Dlatego o ile na kierunku zachodnim Polska przestanie być wpływowa w UE także w sprawach eurointrgracji Ukrainy, to na kierunku wschodnim Polska będzie bardziej radykalnie nastawiona przeciw ekspansji rosyjskiej, w tym także przeciw agresji FR na Ukrainie. I w tym planie bezpieczeństwa otrzymamy bardziej stanowczą Polskę, – uważa ekspert.

Co się tyczy stosunków polsko-ukraińskich, to długo jeszcze będzie je zatruwać różne traktowanie wspólnej historii obydwu krajów, – przekonany jest Horbacz.

«Przede wszystkim najważniejsza dla polskiej partii rządzącej będzie sprawa Tragedii Wołyńskiej i stosunek do OUN-UPA. Ten problem pamięci historycznej nie pozwoli uczynić stosunków dwustronnych bardzo ścisłymi, otwartymi i prawdziwie braterskimi. Zresztą, jesteśmy z Polakami dwoma różnymi narodami z różnymi historiami. To oznacza, że możemy być dobrymi sąsiadami, ale czy możemy być rodzonymi braćmi – raczej wątpliwe», – dodał Wołodymyr Horbacz.

Gdy Polacy wybierali parlamentarzystów, Ukraińcy wybierali władze samorządowe. Umiarkowany sukces władz – tak w Kijowie komentowane są wczorajsze wybory samorządowe na Ukrainie. Ukraińcy głosowali na merów miast, członków rad miejskich i wiejskich oraz rad rejonowych i obwodowych. Z Kijowa informuje Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Wczoraj, 26 października, we Lwowie w ostatnią drogę odprowadzono znanego ukraińskiego pisarza, poetę, tłumacza, działacza społeczno-politycznego,– Romana Łubkiwskiego. Znalazł on wieczny spoczynek na Łyczakowskim Cmentarzu we Lwowie, obok swojej żony, Natalii. Informuje o tym agencja informacyjna ZIK. Pożegnać się z wybitnym Ukraińcem, który bardzo wiele zrobił dla ustanowienia niepodległości Ukrainy, przyszły setki ludzi. Byli to przedstawiciele władzy lokalnej, radni i posłowie różnych kadencji, znani działacze społeczni i kulturalni, dla których Roman Łubkiwski był prawdziwym przykładem patrioty i wiernym przyjacielem.

– Światła, dobra i szczera dusza odeszła do Wszechmogącego. Dzisiaj żegnamy wielkiego Mistrza ukraińskiego słowa, wielkiego orędownika interesów narodowych Ukrainy, niezmordowanego inicjatora odrodzenia kultury ukraińskiej, działacza społecznego i politycznego, Romana Łubkiwskiego.

Poeta, tłumacz, krytyk literacki, działacz społeczno-polityczny, Bohater Ukrainy Dmytro Pawłyczko przyznał, że zawsze myślał, iż to przyjaciel Roman Łubkiwski będzie odprowadzał go w drogę do przodków, a stało się odwrotnie:

– Zbieracz skarbów naszej sztuki i zapomnianych imion niezłomnego, jeszcze wczoraj tłumionego rosyjskimi czołgami narodu ukraińskiego. Roman Łubkiwski pierwszy w Radzie Najwyższej 24 sierpnia 1991 roku zaapelował o wniesienie do sali niebiesko-żółtą flagę Ukrainy. Roman Łubkiwski przyniósł Ewangelię Peresopnycką, na którą składał przysięgę służenia Ukrainie Leonid Krawczuk. Roman Łubkiwski głosem był cichy, a myślą i działaniem – mocarny obywatel państwa ukraińskiego.

Przypomnijmy, że znany ukraiński pisarz, poeta, tłumacz, krytyk, dziennikarz, działacz społeczno-polityczny, laureat Nagrody Państwowej im. T. Szewczenki Roman Łubkiwski zmarł 23 października.

(-)

Kończymy nasze poranne spotkanie: była z wami Jarosława Chrunik i od razu zapraszam na wieczór, na g.18.10. Dziś więcej usłyszycie o wolontariacie młodych, o Romanie Łubkiwskim oraz dalsze przygody bohatera powieści „Chołodnyj Jar”. Do usłyszenia, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

27.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Witam was o wieczornej, poniedziałkowej porze, 26 października, jak niektórzy mówią: w nowej rzeczywistości po wyborach. Niejednemu te wybory zszargały nerwy, warto więc teraz już się wyciszyć. Dzisiaj proponuję zupełnie inną historię – z prawdziwej wojny. Stąd, gdzie – jak mówią ci, którzy tam byli – nie ma niewierzących.

(-) Na wojnie – teraz powiem takie twierdzenie – że na wojnie nie ma niewierzących. W ogóle. Po prostu ich tam nie ma. Albo długo tam nie żyją. Znam takie sytuacje, że… żołnierze mi opowiadali…

(-)

Słyszeliście głos Jewhena Holcowa, „dowódcy desantu kulturalnego”, czyli wolontariuszy-muzyków, którzy we wrześniu w Węgorzewie wraz z towarzystwem „Czeremosz” zorganizowali koncert charytatywny. Wówczas zbierano pieniądze na przybory medyczne dla oddziału straży granicznej w Triochizbence. Jewhen Holcow, oprócz tego, że pięknie gra na saksofonie, pracuje tez w służbie kapelańskiej. O tym opowiadał nam trzy tygodnie temu. Dzisiejszą jego opowieść można scharakteryzować jednym zdaniem: Bóg wraca na wschód Ukrainy – po dziesięcioleciach ateizacji. Pojawiła mi się też taka refleksja, że Bóg ma dla nas wielkie miłosierdzie i wielkie poczucie humoru. Ale wszystko stanie się jasne po wysłuchaniu opowieści pana Jewhena:

(-)

Żołnierze mi opowiadali. Chłopak mówi – był ostrzał, „Smercz” (Szerszeń), jest to bardzo potężna armata odrzutowa, potężniejsza od „Gradów”, i gdy „pokrywa” ona jakąś wielką przestrzeń, to gdy nie znajdujesz się w jakimś zagłębieniu, to na wysokość mniej więcej 20 cm od ziemi wszystko rozrywa, tnie; drzewa takie jak ja kładzie, łamie na części. I ten chłopak, on się nazywa Paweł, oddał swoją kamizelkę kuloodporną jakiemuś młodemu chłopakowi, który swoją czy zgubił, czy coś innego… no, tam różne rzeczy się zdarzają.

I tu zaczyna się ten ostrzał. Oni powyskakiwali z tych maszyn i on nie ma gdzie się schować. W ogóle. On po prostu padł na ziemię i nagle czuje, że ktoś położył się na nim, z góry. I leży. I on opowiada: „Krzyczę do niego – zejdź, co ty robisz, przecież ty się narażasz! A on nie reaguje, tylko słyszę oddech – taki równy, czysty oddech.” Mówi: „Ja leżę i nie mogę go zobaczyć, bo nie mogę podnieść głowy, bo to niebezpieczne. I jak tylko zakończył się ostrzał, podnoszę głowę, rozglądam się, ale nikogo nie ma.” I mówi: „Obszedłem każdego chłopaka z mojego pododdziału i pytałem: „Ty padłeś na mnie?”, „Ty mnie osłaniałeś?” i każdy odpowiada: „Co ty?”, „Nie!”, „Nie ja!”. I mówi: „Wtedy zrozumiałem, że to był anioł”…

(-)

Takich historii jest bardzo dużo. I na lotnisku w Doniecku chłopcy opowiadali, że zaczęli ich truć dymem, a oni zaczęli się modlić i dym poszedł w przeciwną stronę – na tych, którzy ich chcieli otruć.

(-)

To jakieś cuda dzieją się, że … A jeszcze była taka bardzo ciekawa historia, gdy wychodzili, sądzę, że spod Iłowajska, wychodzili z jakiegoś otoczenia. Nawet nie pamiętam jaka to była brygada, ale jeden z naszych kapelanów, który tam mieszka w obwodzie ługańskim, zawsze do nich przyjeżdżał, modlił się za nich, opowiadał im o Bogu, o Jego Zbawieniu, dużo rzeczy. I gdy oni byli w otoczeniu, tam… Tak, sądzę, że to był Iłowajsk, bo tam był tylko korytarz, który całkowicie był przestrzeliwany i było jeszcze pole minowe. Dowódca ich zebrał, 20-30, może trochę mniej ludzi. I mówi: „Chłopaki, co będziemy robić? Jest możliwość poddać się do niewoli, czy przedostać się tym korytarzem” Ale to było niemożliwe. „Albo jedziemy przez pole minowe BTR-em” I chłopcy powiedzieli: „Dobrze, będziemy się modlić i jedziemy przez pole minowe!”. Zaczęli się modlić i po prostu jechali przez pole minowe. Wszyscy przejechali, ani jedna mina nie wybuchła. Żadna mina nie wybuchła! Oni po prostu modlili się do „tego Boga, o którym Serhij Iwanowycz im opowiadał”. Oni właśnie tak się modlili: „Panie Boże, o którym opowiadał nam Serhij Iwanowycz” – rozumie pani? I gdy przyjechali do swego dowódcy, dowódca mówi: „Czy wyście oszaleli?!” A oni mówią: „Być może, ale „Bóg, o którym Serhij Iwanowycz nam opowiadał” uratował nam życie”. I takich historii jest bez liku. I takie rzeczy po prostu na zawsze zmieniają stosunek człowieka do Boga i stosunek do tego, co w życiu jest wartościowe. Nawet samo życie cenimy inaczej. Nawet te rzeczy, które kiedyś dla nas były takie ważne, główne – teraz to są po prostu śmieci.

(-)

Dzisiaj, 26 października, cerkiew obrządku bizantyjskiego czci pamięć świętych męczenników: Karpa i Papiły oraz męczennicy Agatoniki. Jestem głęboko przekonana, że zdecydowana większość z nas nic nie wie o uczynkach tych ludzi, więc oddajmy głos księdzu Mukaczowskiej eparchii greckokatolickiej, protojerejowi Wasylowi Kopinowi, który o wszystkim nam opowie:

– Około roku 250-tego poganie uwięzili biskupa Teatyry, Karpa i jego diakona Papiłę i zaprowadzili ich na sąd do władcy Małej Azji. Gdy władca zapytał Karpa o imię, ten odpowiedział: „Moje pierwsze i najczcigodniejsze imię – chrześcijanin. Ale jeśli życzysz sobie znać moje świeckie imię, to ono brzmi – Karpo”. Gdy władca rozkazał mu złożyć ofiarę pogańskim bogom, Karpo odpowiedział: „Jestem chrześcijaninem i szanuję Chrystusa, Syna Bożego, który w tych ostatnich czasach przyszedł nas Zbawić i wyzwolił nas z diabelskich matni. Nie składam ofiary takim idolom jak te”. Wówczas władca rozkazał poddać go męczarniom, a sam zaczął przesłuchiwać diakona Papiłę. Władca rozkazał spalić ich obu żywcem na stosie. Swoje życie Papiła zakończył w milczeniu. Gdy Karpa przywiązywano do stosu, na jego twarzy pojawił się wyraz takiej radości, ze jeden z obecnych zapytał go, dlaczego się śmieje. Karpo odpowiedział: „Widziałem Chwałę Boga i uradowałem się”. Gdy płomienie zaczęły unosić się do góry, zawołał głośno zamierającym tchnieniem: „Bądź błogosławiony, Panie Jezu Chryste, Synu Boży, za to, że pozwoliłeś mi, grzesznemu, mieć udział razem z Tobą”. Wtedy zginął też śmiercią męczeńską ich sługa Agatodor i chrześcijanka Agatonika.

Na Liturgii Świętej św, Jana Złotoustego czytamy dziś Ewangelię wg ewangelisty Łukasza (9.18-22), gdzie są takie słowa: „Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?» 19 Oni odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał». 20 Zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Piotr odpowiedział: «Za Mesjasza Bożego». 21 Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.

I dodał: «Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Czytanie ewangelii dzień po wyborach mówi zarówno o historii przedwyborczej, jak i o przyszłości, jednak z głęboką, filozoficzną treścią. „Za kogo mają mnie ludzie?” Na pewno takie pytanie stawiali sobie kandydaci kampanii wyborczej podczas agitacyjnej codzienności. Ludzie pokazali za kogo, przychodząc do urn, żeby was wybrać. Teraz więc, drodzy wybrani i mianowani, odpowiadajcie swoją pracą na pytanie: „Za kogo wy macie ludzi?”

(-)

A jednak bez słowa nie da się dzisiaj obejść, ale prawdę powiedział ks. Wasyl – niechaj wybrańcy ludu pokażą, za kogo mają ludzi.

(-)

Na tym pożegnamy się dzisiaj z wami do jutra, do g. 10.50. była z wami (z przyjemnością) Jarosława Chrunik. Miłego wieczoru przy rozmyślaniach i rozmowach o tym, co usłyszeliście w naszej audycji. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

(jch/as)

26.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Po rozgorączkowaniu przed wyborami przechodzimy do etapu podsumowań. Z wami jest Jarosława Chrunik i będziemy dziś mówić o wyborach jak w Polsce, tak i na Ukrainie. Wczoraj dzień płakał, dziś świeci słońce (przynajmniej w Olsztynie). To z radości tych, czyi kandydaci wygrali w wyborach i żeby rozwiać smutek tych, czyi kandydaci przegrali. A i tak wszyscy będziemy nadal żyć w jednym kraju i nie ma innego wyjścia, jak tylko szanować jedni drugich. O wyborach będzie za chwilę, a wcześniej – składamy najlepsze życzenia Karpom, Papiłom i Agatonikom w ich dniu Anioła oraz tym, kto od dzisiaj będzie o jeden rok starszy. „Niech wasze oczy wiecznie szczęściem lśnią, a w życiu tylko dobrzy ludzie niech będą”. Sto lat!

(-)

Polskie wybory wzbudzają żywe zainteresowanie na Ukrainie. W Polsce zmieniła się władza: w Sejmie samodzielnie zdobyło większość PiS. Exit-pools w wyborach w Polsce wykazały, że opozycyjna partia Prawo i Sprawiedliwość zdobywa przekonujące zwycięstwo i będzie miało bezwzględną większość w parlamencie. Informuje o tym „Ukraińska Prawda”, powołując się na „Gazetę Wyborczą”. Według danych exit-pools, przeprowadzonego przez IPSOS na zamówienie TVN24, TVP i Polsat News, PiS otrzyma 242 mandaty poselskie. Ogółem w Sejmie jest 460 posłów.

Jeśli chodzi o Ukrainę to polityka Polski nie zmieni się zasadniczo. „Polska sama wygra dzięki temu, że jest takim motorem Ukrainy w krajach UE. Najprawdopodobniej nastąpi wstrzymanie kontaktów na wysokim szczeblu z FR, co dla Ukrainy może być jak plusem tak i minusem. Wszystko będzie zależało od tego, jak „PiS zbuduje swój rząd”, – powiedziała Natalia Afanasjewa, ekspert Ukraińskiego Instytutu Polityki Międzynarodowej, – podaje Radio Społeczne.

W wyborach parlamentarnych w Polsce wczoraj brało udział Trzech etnicznych Ukraińców. Dwóch z nich – Miron Sycz i Marek Syrnik – reprezentują PO, a Piotr Fedusio startował z „Nowoczesnej”, podaje Ukrinform”.

Przewodniczący Komisji Sejmowej ds. mniejszości narodowych i etnicznych Miron Sycz starał się po raz trzeci z rzędu o mandat poselski i kontynuować pracę na rzecz wspierania mniejszości narodowych , a także ułożenia przyjaznych stosunków między Polska a Ukrainą. Natomiast historyk z wykształcenia Marek Syrnik i prawnik Piotr Fedusio starali się o mandat poselski po raz pierwszy.

Dziennikarze ukraińskiej gazety w Polsce „Nasze Słowo” nagrali video o kandydatach-Ukraińcach oraz i ich planach pracy w parlamencie w przypadku ich zwycięstwa. A oto co mówi o dotychczasowej działalności posła Mirona Sycza w dziedzinie stosunków polsko-ukraińskich przewodniczący Zarządu Głównego ZUwP, Piotr Tyma:

– Widzimy z dotychczasowego doświadczenia, z poprzednich kadencji posła Mirona Sycza, że łączył on wiele spraw, ale z naszego punktu widzenia łączył on i nasze sprawy, i sprawy Ukrainy. W tym gorącym okresie Majdanu, rosyjskiej agresji, jego obecność miała wpływ na konkretne pozytywne decyzje Polski wobec Ukrainy.

Wybory odbywały się wczoraj i na Ukrainie, tyle że nie parlamentarne, a samorządowe. Towarzyszyła im wyjątkowo bogata kampania wyborcza, o wiele intensywniejsza niż w Polsce przed parlamentarnymi.

Ulice ukraińskich miast pełne były billboardów z reklamami partii politycznych. Pełno ich było także w telewizji i w internecie. Hasła najczęściej były ogólnikowe i luźno związane z problemami lokalnymi.

Politolog Wołodymyr Fesenko podkreśla w rozmowie z IAR, że dla oligarchów, którzy stworzyli nowe projekty polityczne, dzisiejsze wybory to okazja do ich przetestowania. Z kolei władze wspierały niektóre z nich obawiając się sukcesu spadkobiercy Partii Regionów, czyli Bloku Opozycyjnego.

Nie jest wykluczone, że na wiosnę odbędą się przedterminowe wybory parlamentarne ponieważ obecnie rządząca koalicja jest coraz słabsza.

Obecne wybory samorządowe na Ukrainie odbywają się po raz pierwszy według ordynacji proporcjonalnej. Ukraińcy będą mieli większy wpływ na wybór swych przedstawicieli do rad miejskich, rejonowych i obwodowych.

Zdaniem mieszkańców Lwowa, to krok w dobrym kierunku, choć jeszcze wiele jest do zrobienia.

Pierwszy raz Ukraińcy widzą na karcie do głosowania nie tylko nazwę partii, ale także nazwiska kandydatów, którzy znaleźli się na listach w każdym z okręgów. Jak mówi jeden z mieszkańców Lwowa, młody przedsiębiorca – Bogdan Mucha, to na pewno zmiana na plus.

– Moim zdaniem, to bardzo dobrze, że wiemy, kto jest na listach wyborczych. Widzimy, co te osoby zrobiły dla społeczeństwa, jakie mają dochody, czy nie kradły publicznych pieniędzy. To zdecydowanie ułatwia wybór.

Znany lwowski politolog i dziennikarz Wołodymyr Pawliw jest zdania, że wybory samorządowe dają nadzieję na zmiany, ale trudno dziś przewidzieć, czy będą miały wpływ na kształtowanie się nowego systemu politycznego Ukrainy:

(-) Wypowiedź w języku polskim

We Lwowie najwięcej miejsc w radzie miejskiej zdobędzie prawdopodobnie partia obecnego mera miasta Andrija Sadowego. Sam Sadowy ma duże szanse na reelekcję.

Na koniec jeszcze temat niewyborczy. Białoruskie linie lotnicze „Bieławia” zainaugurowały loty do ukraińskiej Odessy. Białorusini oczekują zwiększenia przewozów samolotami do Rosji i Ukrainy. Od dziś obowiązuje wzajemny zakaz lotów między Rosją i Ukrainą.

Z Mińska: Włodzimierz Pac

(-) Korespondencja w języku polskim

I tym podniebnym akcentem kończymy poranną audycję. Przygotowała ją i prowadziła Jarosława Chrunik. Życząc wam wysokich lotów i dobrej pogody, zapraszam już teraz na spotkanie wieczorne, gdzie spróbujemy trochę odpocząć od wyborczych emocji. Miłego dnia, drodzy słuchacze!

(jch/as)

26.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Wita Państwa Magazyn Ukraiński „Od niedzieli do niedzieli”…

(-)

Tydzień temu weekend w Olsztynie minął pod znakiem święta Parafii Opieki Najświętszej Matki Bożej. Świętowanie zaczęło się już w piątek wieczorem sakramentem pokuty i nabożeństwem wieczornym. W sobotę archijerejska Liturgia Święta rozpoczęła się tradycyjnie o g. 10.00. Cerkiew była wypełniona po brzegi. Wielu wiernych przyszło do cerkwi w wyszywankach . Przewodniczący Rady Parafialnej, Jan Kuryj, przywitał biskupa pomocniczego Archieparchii Przemysko-Warszawskiej, Jego Świątobliwość Eugeniusza Popowicza na progu cerkwi”:

(-)

– Witamy Waszą Świątobliwość tradycyjnie – korowajem i solą, życząc wielu sił w posłudze biskupiej. Jednocześnie prosimy, aby Wasza Świątobliwość przewodniczył Liturgii Świętej w naszej świątyni.

Jego Świątobliwość Eugeniusz przewodniczył Liturgii Świętej, a następnie poświęcił ikony w bocznych ołtarzach cerkwi. W lewym ołtarzu znajduje się m.in. Werchratska ikona Matki Bożej.

Historia Werchratskiej (albo inaczej: Krechowskiej) cudownej ikony Bogurodzicy rozpoczyna się od Zamościa, czytamy na stronie Ojców Bazylianów. Właśnie z Zamościa przyniósł tę ikonę w 1682 roku ihumen Werchratskiego klasztoru zakonników ks. Izaak Sokalski. Po 6 latach – 1688 roku – w święto Złożenia szat Najświętszej Bogurodzicy zaczęły się dziać pierwsze cuda. Zdarzyło się, że w środku nocy nad klasztorem ukazał się ognisty słup. Który oświetlał całą okolicę. Ludzie z okolicznych wsi przybiegli, aby ujrzeć ten cud, a gdy pod przewodnictwem księdza weszli do świątyni, zobaczyli, że przed ikoną Bogurodzicy płonęło światło, a po obliczu na ikonie Matki Bożej z jej oczu płynęły krwawe łzy. To trwało przez cztery tygodnie. I zaczęli przychodzić do Bogurodzicy w werchratskim klasztorze ludzie ze swoimi troskami i chorobami, błagając o pomoc Niebiańską Matkę. Wszystkie cuda, które odbywały się przed ikoną, zostały opisane i potwierdzone pod przysięgą przez świadków. Tego roku lwowski biskup Josyp Szumlański, gdy przybył do Werchraty i ujrzał ikonę, po której spływały krwawe łzy, wysłuchał świadków, ogłosił werchratską ikonę matki Bożej jako cudowną.

Wraz z likwidacją klasztoru bazyliańskiego w Werchracie, 1808 roku ikna została uroczyście przeniesiona do klasztoru ojców Bazylianów w Krechowie. Tu nadal odbywały się cuda.

Po zamknięciu klasztoru w Krechowie, cudowną ikonę udało się przenieść do lwowskiej świątyni św. Paraskewii Piatnyci. Z wyjściem z podziemia Cerkwi Grecko-Katolickiej, uroczyście, 19 maja 1991 roku, ze świątyni lwowskiej cudowna ikona powróciła do Krechowa.

(-)

Na zakończenie odpustowej Służby Bożej w Olsztynie wystąpił zespół „Suzirjaczko”, który podarował widzom kilka religijno-patriotycznych pieśni. Gdy duch się nasycił, wówczas wszyscy zeszli do przycerkiewnej świetlicy, żeby nasycić ciało, bowiem tam czekał na parafian i ich gości smaczny poczęstunek. Na tym świętowanie nie zakończyło się – o godzinie 15-tej zostało odprawione nabożeństwo do Najświętszej Matki Bożej, a wieczorem odbyło się spotkanie integracyjne parafian ze wspomnieniami i pieśniami.

(-)

W Godkowie między Ornetą a Pasłękiem, dwa tygodnie temu odbyły się uroczystości poświęcenia świątyni pw. Pokrowa NMP. Warto przypomnieć, że świątynia ta, zbudowana w i połowie XVIII w., po Akcji „Wisła” została opuszczona; wykorzystywano ją jako magazyn nawozów mineralnych. Właściwie została przeznaczona do likwidacji, ale przywędrowała za swoimi wiernymi z Kupna w gminie Krzywcza, z południowo-wschodniej części Polski. Ksiądz Andrzej Soroka postanowił postawić drewnianą cerkiew we wsi Godkowo na znak pamięci o pozostawionych przez przesiedleńców i z czasem zniszczonych cerkwiach. Wkrótce jednak naukowcy Uniwersytetu Gdańskiego wpadli na inny pomysł – przeniesienia cerkwi z południa na północ Polski. Do tej pory nikomu to się nie udało, nie można było tego robić. Ale pojawił się wspólny plan – przenieść cerkiew z południa Polski na północ, a na Ukrainie przenieść kościół z miejscowości Jazliwczyk do Szewczenkowskiego Gaju.

W ubiegłym tygodniu relacjonowaliśmy uroczystości z Godkowa, a dzisiaj ks. Andrzej Sroka sam podzieli się z nami swoimi wspomnieniami o tym, jak narodził się pomysł przewiezienia cerkwi z Kupnej do Godkowa:

– Zaczęło się zwyczajnie. Jedzie sobie kiedyś człowiek przez taką miejscowość jak Godkowo i myśli sobie, że obok mieszka wielu Ukraińców, którzy dojeżdżają do Pasłęka, a wcześniej przyjeżdżało 15-16 osób. I w pewnym momencie pomyślałem, żeby postawić świątynię. Zwróciłem się do mojej znajomej pani prof. Cielątkowskiej, żeby mi zrobiła projekt maleńkiej drewnianej świątyni, bo ja chciałem drewnianą. A ona wpadła na pomysł, że może by przenieść jakieś szczątki z południa Polski. I tak się zaczęło. Ona znalazła, pojechaliśmy do podkarpackiego konserwatora zabytków, do pani Grażyny Stojak, zaczęliśmy rozmawiać i powiedziała, że szczątki może nam przekazać.

– Ile to trwało od momentu, gdy ksiądz pomyślał do czasu, gdy te szczątki przyjechały tutaj?

– Nie trwało długo, to trwało prawie rok czasu zaledwie. Dlatego, że musieliśmy zrobić wszelkiego rodzaju zabezpieczenia, wykorzystaliśmy tez Politechnikę Gdańską do tego, żeby oznakować te szczątki, oni to wszystko rozbierali i w ciągu całego roku to przewieźliśmy. Wiosną zaczęliśmy, a jesienią szczątki były już tu.

– Tu trzeba było wiele wysiłku, wiele pracy ludzi, ale też pracy czy wiedzy specjalistów. Jak udało się księdzu to wszystko połączyć?

– Też przypadkiem, jak to w życiu bywa. Spotkaliśmy ludzi z Podlasia, którzy zajmują się budową drewnianych domów. Swego czasu mówili, że też budowali cerkwie. Powierzyliśmy więc im to zadanie, żeby tym kierowali i oni tego dokonali.

– Pomoc materialna – mieliście ze strony państwa, samorządu, czy od ludzi?

– Nie mieliśmy żadnych zewnętrznych pieniędzy. Po prostu ani samorząd, ani władza – miejska, wojewódzka, gminna – nikt nam nie pomógł. Oczywiście, przy otrzymaniu działki pomogła nam gmina, bo to jest kupione za przysłowiowa złotówkę. A reszta to pieniądze naszych wiernych, skromnie powiem, że moje osobiste.

– rzecz w tym, że ksiądz wspomniał na początku, że było kilkanaście osób, które dojeżdżały do cerkwi do Pasłęka. Kilkanaście osób nie byłoby w stanie, stąd moje pytanie. Pomoc księdza też. A z zewnątrz ludzie tez pomagali?

– Tak, oczywiście. Gdy cokolwiek robi się dla wspólnoty, niekoniecznie cerkiewnej, ale czasami i społecznej, gdy ludzie widzą, że coś się dzieje, to się temu przyglądają. Bywało tak, że pieniądze przychodziły i z zagranicy, z Kanady. Mam przyjaciela zresztą, Iwana Iwaniurę, ze swoim szwagrem i znajomymi też przekazali mi pieniądze na budowę tej świątyni. Tak że były to i zagraniczne pieniądze.

– Tu jest, jak biskup powiedział w homilii, następuje takie szczególne połączenie przeszłości, często tragicznej, z przyszłością. Jak ksiądz tę przyszłość widzi? Jest świątynia, jest pewna grupa ludzi, ale są takie sytuacje, że czas pracuje na niekorzyść społeczności ukraińskiej. Czy nie zagraża to tej społeczności?

– Nigdy nie patrzę z perspektywy tego, że coś nie ma sensu i nie ma wartości. Jak pan dobrze wie, w ludzkim życiu tak bywa, że jedni odchodzą, inni przychodzą. Sam fakt, że tu w szkole, w której w tej chwili się znajdujemy, jest ponad dwadzieścioro dzieci, które uczą się religii i chyba nareszcie będzie język ukraiński. Tak że jest komu to zostawić. Myślę, że ta przyszłość nie jest taka zła, jak myślimy, że starzy umierają, pozostają tylko jednostki. Nie. Odchodzą, przychodzą. Ja mam tu w niedziele na każdej mszy minimum osiemdziesiąt osób. A bywa i sto, sto dziesięć. Tak że widać, że to ma sens.

– Ksiądz uprzedził moje pytanie, bo chciałem powiedzieć, że tu wyjątkowo (bywam w różnych parafiach) jest bardzo dużo i młodzieży, i dzieci, i tych ludzi w takim jeszcze młodym wieku, średnim bardzo aktywnie zaangażowanym w tę cerkiew.

– Tak jak pan zauważył, zresztą gdy rozdawaliśmy podziękowania od naszego biskupa, byli to młodzi ludzie, młode małżeństwa i takie mniej więcej Godkowo jest. Są oczywiście starsi ludzie, ale jest bardzo dużo ludzi w średnim wieku, którzy są rzeczywiście Ukraińcami i grekokatolikami, którzy nie wstydzą się ukraińskości i pracują tez w społeczności. Trzeba tylko kogoś, kto by ich pociągnął za rękę i pokazał jak to wszystko robić i oni dalej sami będą to robić.

Zapraszamy teraz do szkolnych ławek, bo Hanna Wasilewska już czeka na was w radiowej klasie:

(-) Lekcja języka ukraińskiego

dziś mija 60 lat od szczęśliwego dnia, gdy Państwo Stefania i ja Kril ze Smolajn przyszli do cerkwi, aby dwie drogo życiowe połączyć w jedną. Z tej pięknej okazji – 60-lecia wspólnego pożycia – dzieci z rodzinami składają dostojnym jubilatom najlepsze życzenia:

W ten drogi sercu dzień

Życzymy kwiatów i pieśni;

Od przyjaciół – szczerych życzeń,

Od gwiazd – spełnienia marzeń,

Od słońca – światła i ciepła, Żeby los był hojny!

Nie da się zatrzymać czasu –

Niech wam się szczęści sto lat!

My z przyjemnością przyłączamy się do życzeń i dedykujemy szanownym jubilatom piosenkę „Oj zełene żyto, zełene” w wykonaniu Oksany Biłozir:

(-)

A gdy już mowa jest o muzyce, to czas oddać mikrofon Romanowi Bodnarowi:

– W studiu – Roman Bodnar.

Duet „Uroda” i grupa „Bez ograniczeń” już nie po raz pierwszy spotykają się w twórczej współpracy. Wcześniej pomagali sobie wzajemnie w nagrywaniu ścieżek, występowali razem, ale na dniach oba zespoły zaprezentowali swoją nagraną pełnowartościową piosenkę, która nazywa się „Dołe moja”. Pomysł duetu powstał wtedy, gdy jeździliśmy do ATO, śpiewać dla chłopców. Tak się złożyło, że już wiele piosenek śpiewaliśmy w duecie i pomyśleliśmy – czemu nie zrobić jakiejś wspólnej kompozycji grup „Uroda” i „Bez ograniczeń”? – opowiedzieli w grupie „Uroda”. Warto zaznaczyć, że r to piosenka ludowa, ale muzycy obydwu grup tak nad nią popracowali – i nad melodią, i nad tekstem – że teraz można to uznać za kompozycje autorską, która zapewne znajdzie się na następnym albumie „Urody” i płycie grupy „Bez ograniczeń”. No i słuchamy tej pracy, która nazywa się „Dołe moja” („Losie mój”):

(-)

Kijowski zespół „Biała Wieża” podąża pewnym krokiem drogą głównych romantyków ukraińskiego rocka – świat ujrzała nowa uczuciowa kompozycja zespołu pod nazwą „Jak cię odnaleźć?”. Świeża piosenka stała się pierwszą jaskółką z przyszłego, trzeciego według wieku, studyjnego albumu „Białej Wieży”, prace nad którym trwają. Według słów członków zespołu, jest to druga część utworu „Gdzie cie szukać?” z poprzedniego albumu i z jednobrzmiącą nazwą – „Biała Wieża”. Każdy człowiek marzy i pragnie znaleźć prawdziwą miłość. Czasami takie uczucia przychodzą w snach i jak to dobrze, gdy sny stają się realne! – powiedział frontman „Białej Wieży”, Maksym Iwaszczenko:

(-)

Białocerkowski zespół „Za kraj” powstał w 2005 roku chłopcy tworzą jakościową i pozytywną muzykę rockową, do której być może warto dodać przedrostek „pop” dla bardziej trafnej charakterystyki stylu. Ale gatunek i styl schodzą na dalszy plan, gdy muzyka płynie z duszy, co da się odczuć – przyjemny wokal, profesjonalne wykonanie. I słuchamy – zespół „Za kraj” i piosenka „Jak tak?”:

(-)

Prezentujemy wam nową kompozycję „Kołysanka” od barwnych, zakarpackich folk-rockerów „Rock-H”, która wejdzie do kolejnego, czwartego z kolei albumu zespołu pod nazwą „Pioseneczki i miłości”. Swoją nową „Kołysankę” muzycy „Rock-H” umieścili w internecie do swobodnego ściągania, dodając do niego towarzyszący filmik ze słowami piosenki, bo jak wiadomo, korzystający z internetu bardzo często wykorzystują w swojej twórczości charakterystyczny dla Zakarpacia rusiński dialekt. Postanowiliśmy przygotować video z tekstem „Kołysanki”, bo nie wszyscy mogą zrozumieć słowa. Najczęściej pytali co to znaczy „werżu”, a także ktoś nie zrozumiał słów „kużil” i „ławycia” – wyjaśnili członkowie zespołu. Zaprezentować swój nowy album „Rock-H” obiecał już do końca jesieni.

(-)

Nasz program już się kończy; przygotowali go: Hanna Wasilewska, Roman Bodnar, Bogdan Sentkowski i Jarosława Chrunik. Spotkamy się z wami jutro o g. 10.50, a dzisiaj życzę wam jeszcze wieczoru pełnego pozytywnych emocji. Wszystkiego dobrego, szanowni słuchacze!

(jch/as)

24.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

 

23.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, szanowni słuchacze! Witam was w czwartek, 22 października w naszym wieczornym programie „Z dnia na dzień”. W studiu – Jarosława Chrunik. Nie ma co oczekiwać lata w tym roku, jak byśmy tego nie chcieli. Jesień panuje już wszędzie. Ale na wszystko jest sposób, więc dzisiaj przywrócimy sobie lato we wspomnieniach. Hanna Wasilewska opowie o Jarmarku ludowym w Węgorzewie. A potem, żeby jesień nie była taka smutna, pośmiejemy się razem z Hryćkiem Drapakiem

(-)

Ukraińskie tradycje ludowe są dawne i różnorodne. W naszych programach często mówimy o wyszywaniu, haftowaniu, garncarstwie, pleceniu z koralików, a dzisiaj proponujemy więcej dowiedzieć się o szkle artystycznym . Zajrzyjmy do historii – bliskiej i dalekiej razem z Hanną Wasilewską:

(-)

Deszczowa jesienna pora zazwyczaj zawsze przypomina nam piękne letnie dni, zwłaszcza te, które spędziliśmy wesoło i miło. A jeszcze lepiej, jeśli przyjemne łączy się z pożytecznym. Tak mogę powiedzieć o swojej pracy. Bo w ciepłe, letnie dni mam jej pod dostatkiem. Mowa jest o ciekawych ukraińskich imprezach, są to i jarmarki, i festiwale na całym terytorium Warmii i Mazur. Tego lata zrobił na mnie wrażenie Jarmark Rzemiosła Ludowego. Właśnie tam poznałam garncarza Iwana Bojka z Łucka i szklarza Dmytra Stolarowa ze Lwowa.

Twórcy ludowi pod gołym niebem demonstrowali swoje talenty i oczarowali mnie swoją prostotą, bowiem genialność wyrobów ludowych polega na ich prostocie.

Zapraszam was więc na jarmark do Węgorzewa, aby znowu poczuć ciepło lata i serc twórców ludowych:

– Iwan Bojko, miasto Łuck, Ukraina.

– Czym się pan zajmuje?

– Wyrobami z ceramiki. Miski, talerzyki, rondelki, pamiątki, garnuszki, wszystkie wyroby ceramiczne to naczynia użytkowe. Robię formę. To jest całkowita forma, a u mnie pracują jeszcze inni garncarze, ja mam swoją firmę. Robimy wszystko w formach, ale malujemy wszystko ręcznie. I to jest garncarstwo. Sztuka garncarska.

– Proszę opowiedzieć o wzorach ukraińskich, symbolicznych kolorach.

– To jest tradycyjny, wasylkowski styl zdobniczy. Wyszedł z miasta Wasylkowa w obwodzie kijowskim, a teraz odrodził się u nas w Łucku. To jarzębinka i kwiaty. Ukraińskie bławatki, maki. Wszystko malowane jest na glinie; temperatura wypalania po namalowaniu to 1180°C. Tak że te naczynia można wstawiać i do pieca, i do duchówki, i do mikrofalówki, on jest wytrzymały.

– A co cieszy się w Polsce popytem – jakie naczynia, jakie kolory?

– Tradycyjnie w Polsce najbardziej lubią niebieski kolor.

– Podobieństwo tradycji, można powiedzieć.

– Podobieństwo tradycji, tak.

(-)

O ukraińskim garncarstwie już mówiliśmy, a ot, o innej sztuce ludowej – szkło artystyczne – opowiem wam więcej dzisiaj.

Już Kijowska Ruś znała wyroby ze szkła. rzemieślnicy umieli wyrabiać ten niezwykły materiał z lokalnych surowców (piasek kwarcowy, drewno). władali oni różnymi technikami tworzenia form i dekorowania. archeologiczne znaleziska, źródła literackie świadczą o tworzeniu kobiecych ozdób – bransoletek, pierścionków, korali, konkretnych gatunków naczyń, na przykład „szklanicy” i innych. Mistrzowie znali sekrety wyrobu różnokolorowej smalty (masy szklanej), z niej wykonywano zdobienia mozaikowe. Liczba pracowni wyrobów szklanych, zwanych hutami, stale rosła.

Z płynnego szkła, przy pomocy rurki, metodą swobodnego wydmuchiwania mistrzowie, stosując kilka prostych instrumentów – takich jak szczypce, nożyce – wyrabiali różnorodne naczynia. szczególnie cenione były naczynia w postaci figur do różnych mocnych napojów, na przykład butelki-„niedźwiedzie”, których używano w święta i z okazji uroczystych wydarzeń. Z masy szklanej formowano świeczniki, wykonywano z niej zabawki dziecięce – baranki, koguciki, a także kobiece ozdoby, przede wszystkim korale.

Szkło z huty, czyli formowane swobodnie, artystyczne szkło odrodziło się w czasie powojennym.

dzisiaj też we Lwowie funkcjonują takie pracownie. Z jednym z takich czarodziejów szkła, Dmytrem Stolarowym, udało mi się porozmawiać wprost podczas wykonywania dziecięcej zachcianki – czerwonej ośmiornicy. było tam gorąco w dosłownym znaczeniu.

Stolarow Dmytro, miasto Lwów.

– Co przywiózł pan dzisiaj do Węgorzewa?

– Szklane wyroby, wyroby ze szkła hutniczego.

– Proszę opisać, co robicie?

– Robimy różne małe rzeczy z kolorowego szkła.

– A co z tego będzie?

– Z tego w teorii ma wyjść taka ośmiorniczka w czerwonym kolorze.

– Czyli na miejscu wykonuje się na zmówienie.

– Nie momentalnie, a w ciągu około godziny.

– I co? Jest popyt?

– Oczywiście! Tak,tak!

– A czym zajmuje się pan na Ukrainie?

– Tym samym, to jest moja podstawowa praca już w ciągu 20 lat. – I gdzie można zobaczyć pańskie wyroby?

– Na Ukrainie? We Lwowie mamy niektóre sklepy, na wernisażu lwowskim, tak samo jeździmy po różnych festiwalach Ukrainy.

– A czy są jakieś konkursy mistrzów szkła?

– Nie słyszałem.

– Często przyjeżdża pan do Polski?

– No, do Węgorzewa przyjechałem już czwarty raz. Atak do Polski – dwa-trzy razy do roku na jakieś festiwale.

– Widzę tu bardzo dużo różnorodnych wyrobów. Skąd pan czerpie natchnienie?

– To jakoś samo przez się przychodzi. Każdego dnia – jaki jest nastrój, taka będzie i figurka.

– A jak to się w ogóle zaczęło i kim pan jest z wykształcenia?

– Zaczęło się tak, że we Lwowie dawno temu, jeszcze w czasach radzieckich była taka fabryka rzeźby ceramicznej. Tam wyrabiano podobne rzeczy, a ja po ukończeniu szkoły zainteresowałem się tym po prostu i poszedłem tam się uczyć, w fabryce. I tak się potoczyło.

– Czyli zdolności były jeszcze ze szkoły?

– No, nie wiem. Być może.

– Czy miał pan jakieś specjalne zamówienie, dla jakiejś znamienitej osoby? Co to takiego było?

– Wie pani, one wszystkie są absolutnie ekskluzywne, każdy wyrób robi się oddzielnie, a coś takiego, co robiliśmy znanego, ekskluzywnego? Robiliśmy główną nagrodę mistrzostw Europy z karate 2012 roku. Główna nagroda była właśnie moja.

 

– Nazywam się Natalia, jestem siostrą mistrza. Bardzo nam się tu w Węgorzewie podoba, już nie pierwszy rok tu przyjeżdżamy. I miasto ładne, i sprzedaż łada – bardzo dobrze.

– Co przywieźliście do Polski?

– Tutaj? Słoniki. Najpopularniejsze to słoniki – duże, małe, średnie. No i kotki czarne też są popularne.

– Widzę różnorodność kolorów. Czy robicie jakieś symboliczne wyroby, jak pamiątki ukraińskie?

– Sprzedajemy lwy z emblematem Lwowa; mamy niewielki warsztat, znajdujemy się na Podzamczu, jest taka ulica. Nasze pamiątki można znaleźć na przykład w zakładzie „Kawiarnia Kawy”, tam sprzedawane są nasze wyroby, na wernisażu można znaleźć nasze wyroby, czasami na jarmarku Wielkanocnym, który odbywa się u nas co roku. Mamy tam budynek mistrzów, organizujemy tam warsztaty i też prezentujemy tam swoje rzeczy.

(-)

A o czym opowie nam dzisiaj Hryć Drapak? Posłuchajmy razem:

(-) Humoreska

(-) Piosenka o ukraińskich wyborach po upadku komunizmu

I tak na wesołej nucie dotarliśmy do końca naszego programu. Przygotowały go – Hanna Wasilewska i Jarosława Chrunik. Jutro cały dzień spędzicie z Hanną Wasilewską, a ja spotkam się z wami w niedzielę o g. 20.30. Wszystkiego dobrego, szanowni słuchacze!

(jch/as)

22.10.2015 – godz.10.50 (opis do dźwięku)

 

Dobry wieczór, szanowni słuchacze! W ten cichy, jesienny wieczór, w programie „Z dnia na dzień” wita was Jarosława Chrunik.

„Jesień – to lata horyzont,

Niebo się rozerwało – ratuje parasol.

Woda pod nogami, tam chmury płyną,

Żółte liście niosą” – autor tych słów to bohater naszej dzisiejszej audycji – kostopolski alpinista, Jurij Krawczuk, którego już poznaliście tydzień temu.

A Sergiusz Petryczenko przygotował dla was dzisiaj dwa materiały muzyczne – z Ukrainy i z Polski. Tak więc będziemy dzisiaj mieli program poetycko-muzyczny.

(-)

W ubiegłą środę Jurij Krawczuk, alpinista z Kostopola, który niedawno odwiedził Olsztyn, opowiadał o tym, co daje mu zdobywanie szczytów gór świata. Szczerze mówiąc, i jego, i jemu podobnych podziwiam za siłę ducha, ale do tej pory nie rozumiem, jak można decydować się na trud, chłód, a czasami też i głód – dobrowolnie. A jeszcze pan Jurij mówi, że w górach jest romantyzm, który daje natchnienie na poezję:

– Oczywiście, że tak. Człowiek oprócz tego zahartowania i tego, że wraca do domu „czystszy”, z innymi wartościami, to jego dusza wypełniona jest romantyzmem. To później promienieje dla innych, dla otoczenia. Ktoś maluje obrazy, ktoś składa jakieś swoje poglądy, emocje i wylewa je w wierszach. Ja też mam taką malutką pasję – rymować swoje wrażenia, poglądy. Po jednej takiej wspinaczce, powstały takie wersety; to moje wrażenia i moje poglądy, i moje przekonania. Spróbuję je zadeklamować:

(-) Wiersz o zdobywaniu szczytów gór

 

To był wiersz pana Jurija o miłości do gór, która każe mu wspinać się na coraz inne szczyty świata. Szczyty, które sprawdzają człowieka na wartości. A czy nie można gdzie indziej prześwietlić duszy człowieka?

– Na pewno można. Na pewno ludzie, którzy żyją w harmonii z naturą, bo przecież człowiek jest częścią tej natury. A życie jest tak wielostronne, że jeśli człowiek się realizuje, znajduje swoje miejsce i żyje z miłością, kocha życie… Ja myślę, że trzeba kochać życie i wtedy wszystko się rekompensuje.

(-)

 

Wydarzenia na Majdanie i wojna na wschodzie Ukrainy zmieniły życie wielu Ukraińców. Zmusiły ich do pozostawienia dawnych, pokojowych zajęć i włączyć się do działań na rzecz obrony Ojczyzny. Wśród takich ludzi jest kijowianin Walerij Hładuneć – folklorysta, muzyk, uczestnik takich zespołów jak „Bożyczi” czy „Polikarp”. Jak przyznaje sam Walerij w rozmowie z Sergiuszem Petryczenką, praca wolontariacka pochłania go niemal całkowicie, tak że na muzykę czasu pozostaje niewiele.

– Muzyką faktycznie… jak tylko zaczęła się Rewolucja Godności, to już rok, nie nagrałem żadnej piosenki, ale staramy się zajmować folklorem, napisałem projekt dziecięcy. Pracujemy z dziećmi co tydzień, w każdą sobotę w Muzeum Honczara, więc wszystkich zapraszam. Ponadto prowadzę wesela w tradycyjnym stylu, wieczory, festiwale prowadzimy, a twórczość faktycznie zatrzymała się. Czyli wszelkie wysiłki teraz i intelektualne, i duchowe idą obecnie na działalność wolontariacką. To oznacza organizowanie koncertów na zbiórkę pomocy i koncertów tam, na wojnie. Raz byliśmy w Szczastiu z „Choreą kozacką” i raz we wsi Pisky z Tarasem Kompaniczenką i przyjaciółmi.

– To pewnie teraz nie tylko pan tak ma.

– Teraz praktycznie wszyscy, od super gwiazd, wszyscy jadą na front i występują dla żołnierzy.

(-)

– Gra pan w „Bożyczach”, tak?

– W tej chwili w „Bożyczach” zrobiłem sobie przerwę, dali mi taki urlop ze względu na moją działalność wolontariacką i w innych projektach. Ja fizycznie nie mogę chodzić na próby i brać udziału w koncertach „Bożyczów”. Dlatego teraz jest taka przerwa, a mam wiele innych projektów. Ta grupa etniczno-rockowa „Polikarp”, gdzie jestem liderem, inicjatorem i twórcą tego zespołu. Jest projekt „Varion”, również taki projekt interaktywny, gdzie skład muzyków jest zmienny, który beze mnie nie może istnieć. Gramy muzykę ludową, tańce w stylu ludowym.

(-)

Jest „Bursa Folkloru”, gdzie już profesjonalni moi studenci – dziewczęta, chłopcy – śpiewają, jeżdżą ze mną za granicę, tam występują. W Polsce byliśmy w Ustrzykach Dolnych nie tak dawno. Ja w Polsce jeszcze bliżej, dwa tygodnie temu jeździłem prowadzić warsztaty dla zespołu „Widymo”, może pan wie? Z dziewczętami zapoczątkowaliśmy taką współpracę, taką bardzo ciekawą. Zobaczymy w co się ona wyleje. Pierwsze rezultaty są bardzo obiecujące, jestem bardzo zadowolony. I dziewczęta są zadowolone.

(-)

 

Najsłynniejsze szlagiery operetkowe świata można będzie usłyszeć w Olecku i w Ełku w wykonaniu artystów baletu i solistów Opery Lwowskiej w repertuarze „Vivat Operetta”. Będzie to koncert w ramach integracji Ukrainy z Unią Europejską. Lwowski Teatr Opery i Baletu w marcu występował przed olsztyńską publicznością. Posłuchajcie o olsztyńskim koncercie, na którym był Sergiusz Petryczenko:

 

– Zawsze jesteśmy radzi przyjechać i pośpiewać i nie tylko pośpiewać, a po prostu, jako turyści. Bardzo pięknie jest tu u was. My już kilka razy, jak to się mówi, objechaliśmy Polskę z różnymi koncertami i z różnymi programami, ale ten program jest taki wyszukany, elegancki. Bardzo dobrze jest przyjmowany, ludzie bardzo dobrze reagują i prawie każdy utwór ludzie znają. Dlatego tak ciepło i gorąco przyjmują, ponieważ rozpoznają te melodie. Dlatego to, co się ludziom podoba, to trzeba w tym momencie robić, tak uważam.

(-)

– W ogóle polska publiczność jest bardzo życzliwa, ciepła. W Olsztynie szczególnie odczuwałem to ze sceny, dlatego że – jak rozumiem – w Olsztynie jest wielu Ukraińców, liczna diaspora, dlatego to się odczuwało; to takie najcieplejsze przyjęcie ze wszystkich razy. To jest już moja druga wizyta w Olsztynie i mogę powiedzieć, że w Olsztynie bardzo dużo zmieniło się. Ale klimat pozostał ten autentyczny – wilgotny, jeziorny, leśny – pięknie!

(-)

 

Tym, kto chciałby się wybrać na koncert lwowskich artystów mogę podpowiedzieć, że więcej szans będą mieli w Olecku, niż w Ełku. My – czyli Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik – musimy się już pożegnać, ponieważ nasz czas antenowy już się skończył. Jutro rano Hanna Wasilewska przedstawi wam najnowsze, ciekawe wydarzenia związane z Ukrainą. Jeśli nie będą pomyślne, wówczas ja wieczorem spróbuję rozbawić was humoreską. Miłego wieczoru i do usłyszenia, szanowni słuchacze! (jch/as)

 

21.10.2015 – godz.18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Dziś jest środa, 21 października. W ciągu najbliższych 10 minut polecamy waszej uwadze ukraiński program informacyjny. W studiu Radia Olsztyn – Hanna Wasilewska. Witam!

Obchodzimy dzisiaj dzień Tryfona i Pelagii czcigodnych. A mądrość ludowa podpowiada nam – po Tryfonie-Pelagii wszystko się oziębia.

Tryfon futro robi, Pelagia rękawice szyje.

Oczywiście, że czuje się już oddech zimy, ale barwna jesień jeszcze nie ustępuje ani pięknem ubioru drzew, ani pięknymi, jesiennymi aromatami.

Niech więc wszystko poprawia nastrój wszystkim tym, kto ma dzisiaj powód do świętowania, a my przyłączamy się.

(-)

 

18-19 października w Warszawie odbyło się spotkanie ekspertów „Zwiększenie efektywności działań na rzecz migrantów z Ukrainy w Polsce”.

Wydarzenia na Majdanie i wojna na wschodzie Ukrainy zmusiła wielu Ukraińców do pozostawienia dawnych, pokojowych zajęć i włączyć się do działań na rzecz obrony Ojczyzny – przyznaje muzyk Walerij Hładuneć.

Ukraińscy wojskowi na Donbasie otrzymują obraźliwe sms-y.

Prawie 2 miliardy hrywien, czyli 80 milionów euro – właśnie tyle kosztuje kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi na Ukrainie.

O tym usłyszycie w przeglądzie wydarzeń.

(-)

 

18-19 października w Warszawie odbyło się spotkanie ekspertów „Zwiększenie efektywności działań na rzecz migrantów z Ukrainy w Polsce”. Spotkanie zorganizowała Fundacja „Nasz wybór” przy wsparciu Międzynarodowej organizacji na rzecz migracji. W ciągu dwóch dni uczestnicy spotkania nie tylko teoretycznie, w ramach dyskusji omawiali aktualne problemy ukraińskich migrantów, ale i praktycznie, w ramach pracy tematycznych grup roboczych, próbowali znaleźć odpowiedzi na ważne pytania i wygenerować realne rekomendacje. Wszyscy chętni mieli okazję porozmawiać z przedstawicielami organizacji z Polski i Ukrainy, które działają na rzecz mniejszości narodowych i migrantów oraz otrzymali odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Ponadto w ramach dwudniowego spotkania omawiane były nowe projekty i inicjatywy, niedawno wcielane w życie, jak na przykład Klub Kobiet Ukraińskich.

 

Wydarzenia na Majdanie i wojna na wschodzie Ukrainy zmieniła życie wielu Ukraińców. Zmusiła ich do pozostawienia dawnych, pokojowych zajęć i włączyć się do działań na rzecz obrony Ojczyzny. Wśród nich jest kijowianin Walerij Hładuneć – folklorysta, muzyk, uczestnik takich zespołów jak „Bożyczi” czy „Polikarp”. Jak przyznaje sam Walerij w rozmowie z Sergiuszem Petryczenką, praca wolontariacka pochłania go niemal całkowicie, tak że na muzykę czasu pozostaje niewiele.

– Muzyką faktycznie… jak tylko zaczęła się Rewolucja Godności, to już rok, nie nagrałem żadnej piosenki, ale staramy się zajmować folklorem, napisałem projekt dziecięcy. Pracujemy z dziećmi co tydzień, w każdą sobotę w Muzeum Honczara, więc wszystkich zapraszam. Ponadto prowadzę wesela w tradycyjnym stylu, wieczory, festiwale prowadzimy, a twórczość faktycznie zatrzymała się. Czyli wszelkie wysiłki teraz i intelektualne, i duchowe idą obecnie na działalność wolontariacką. To oznacza organizowanie koncertów na zbiórkę pomocy i koncertów tam, na wojnie. Raz byliśmy w Szczastiu z „Choreą kozacką” i raz we wsi Pisky z Tarasem Kompaniczenką i przyjaciółmi.

– To pewnie nie teraz nie tylko pan tak ma.

– Teraz praktycznie wszyscy, od super gwiazd, wszyscy jada na front i występują dla żołnierzy.

(-)

Ukraińscy wojskowi na Donbasie otrzymują obraźliwe sms-y. Dzieje się to z powodu ataku hakerskiego na połączenia sieciowe. Zdaniem śledczych jest to sprawa rosyjskich separatystów. Szczegółów dowiadywał się Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

 

W obwodzie donieckim rozpoczęto wycofywanie czołgów z linii frontu. Jest to drugi etap wyprowadzenia broni pancernej i broni kalibru poniżej 100 mm. Wcześniej sprzęt wojskowy wycofano z linii rozdziału sił na Ługańszczyźnie. Całość procesu nadzoruje OBWE.

(-) Korespondencja w języku polskim

 

Niemal 2 miliardy hrywien, czyli 80 milionów euro – tyle kosztuje kampania wyborcza przed wyborami lokalnymi na Ukrainie. W najbliższą niedzielę Ukraińcy wybierać będą władze samorządowe oraz merów miast. Tamtejsze kampanie wyborcze są jednymi z najdroższych w Europie.

O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

(-)

Na tym program informacyjny został wyczerpany. Spotkamy się tu dokładnie za dobę, a wieczorem z nowymi, ciekawymi materiałami będzie na was czekała Jarosława Chrunik. Do usłyszenia! Uważajcie na siebie i swoich bliskich! (jch/as)

 

21.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

 

Dobry wieczór, drodzy słuchacze, w ten długi, jesienny wieczór, 20 października, w naszym codziennym programie „Z dnia na dzień”. W taki czas jak dzisiaj, warto wygodnie umościć się w fotelu z filiżanką gorącej kawy czy herbaty i posłuchać ciekawych opowieści. Dzisiaj będą to głównie opowieści o dwóch wojnach; dwóch różnych wojnach, chociaż wszędzie winna jest Rosja, która w żaden sposób nie chce pozostawić w spokoju Ukrainy. I jeszcze będzie o tym, jak to ciekawie jest na cmentarzu. Intrygująco? Więc słuchajcie!

(-)

 

Najpierw oddamy głos Hani Wasilewskiej, która przedstawi historię niezwykłą; taka która nie powinna była nigdy się zdarzyć. A jednak się zdarzyła.

 

Dzisiaj powrócimy do jednej z historii wojennych, która mi, tak samo jak i innym, kto ją usłyszał, nie daje spokojnie spać i wywołuje odwieczne pytania: kto winien i co robić? Ale przede wszystkim przedstawiam wam dzisiejszego bohatera, którego głos słyszeliście już w jednej z poprzednich naszych audycji. To Taras Hrywoł, zastępca dowódcy baterii moździerzowej 24 Brygady Zmechanizowanej. A w czasach pokoju – doktor nauk historycznych, wykładowca na uniwersytecie medycyny weterynaryjnej. Podczas służby w ATO Taras mimo woli stał się uczestnikiem jednej z głośnych na Ukrainie historii. Któregoś razu, niedaleko wsi Orichowe popasniańskiejo rejonu w obwodzie ługańskim, wojskowi 12 roty 24 Brygady zatrzymali pociąg z materiałami budowlanymi i różnymi towarami dla ŁRL. Było na nich odnotowane skąd pochodzi ładunek. I tu się okazało: ziemia czernihowska i połtawska. Proponuję dalej posłuchać z pierwszych ust:

– Pewnego pięknego dnia żołnierze jednej z rot, które rozlokowane są przy kolei, czekając drugi tydzień na kłody dla umocnienia swoich stanowisk, widza pociąg z kłodami o wyraźnie wojskowym przeznaczeniu, który przejeżdża obok nich. Nerwy im puściły, oni zatrzymali ten pociąg, a przy okazji okazała się bardzo ciekawa kontrola dokumentów: wśród wagonów były trzy wagony węgla, wg dokumentów z USA. Całe to drewno, dziwnym zbiegiem okoliczności, naprzeciwko naszych pozycji, wojsko rosyjskie zaczęło umacniać swoje pozycje. I oczywiście akurat w tym momencie im bardzo brakowało tego właśnie drewna. Dlatego że całe to terytorium jest dawne stepowe, niewielki obszar leśny, ale na skalę przemysłową drewno można było wieźć dalej z naszego terytorium. I tak: mamy drewno, mamy kilka wagonów z zawartością paliwową i materiałami smarowniczymi, pod gaz i ropę; mamy wagony z metalowymi profilami i częściami Met-Inwestu Rinata Achmetowa; mamy realne towary, które są wysyłane na terytorium okupowane. I mamy bardzo ciekawą reakcje władz. Na początku była nawet próba udowodnienia, że nasi żołnierze pomylili się, bo to wszystko jechało do nas. Ciekawe, że bardzo aktywnie zabrał się za obronę tego pociągu naczelnik milicji ługańskiej, do którego tez mamy bardzo dużo pytań. Czyli w zasadzie sytuacja, którą być może i chcieliby przemilczeć, na szczęście nie udało się przemilczeć i pojawił się projekt ustawy o całkowitej blokadzie tych terytoriów.

 

– Możemy więc zwyczajnie litować się nad tymi ludźmi, którzy zostali oderwani od Ukrainy poprzez takie tak zwane „akcje humanitarne”, nie zważając na to, że jest na terytorium wschodu wielu szczerych, prawdziwych Ukraińców, którzy z bólem i tęsknotą w sercu czekają na każdy przyjazd wolontariuszy, nie mówiąc już o obrońcach ojczyzny, którym wolontariusze głównie przywożą żywność, ochraniacze, kamizelki kuloodporne i hełmy. Droga wolontariacka bywa długa, ale zawsze owocna.

– My możemy tylko podziękować, że już tyle czasu… Jak mówią nasi dowódcy – gdyby nie wolontariusze to ta wojna już by się dawno zakończyła, ale nie na nasza korzyść. Gdyby nie wy to tu by w ogóle biednie było, a dzięki wam mamy jakieś wsparcie.

 

Ale i mieszkańcy wschodu w przyfrontowym miasteczku „banderowcom” z zachodu są radzi. Zastępca nowojdarowskiej administracji rejonowej Tetiana Nowikowa, mówi:

– Tak jak wszyscy rozumiemy: Wschód i Zachód razem. Powiemy, że nam jest miło, gdy ktokolwiek przyjedzie do nas w gości. My chcemy, żeby do nas wielu gości przyjeżdżało i patrzyło, że jesteśmy dobrymi ludźmi, gościnnymi ludźmi i wszystkich zapraszamy, żeby przyjeżdżali znowu i znowu.

 

Mościska misja wolontariacka jest już po raz czwarty na Ługańszczyźnie. Tym razem, jak mówi jej przedstawiciel, wojnę poczuli niemal przez dotyk:

– Jesteśmy rejon mościski, jesteśmy tu już po raz czwarty. Poczynając od początku działań zbrojnych, zaczęliśmy przywozić tu karetki pogotowia, przywieźliśmy ich tu osiem do naszej 24 Brygady, która jest rozlokowana w Łysyczańsku i Siewierodoniecku. Teraz przyjechaliśmy na dłużej, prawie na 45 dni, jesteśmy tu w komendanturze miasta Nowy Ajdar. Też pełnimy tu służbę, trzy godziny temu przyjechaliśmy z miasta Szczastia, gdzie byliśmy trzy doby. Mieliśmy tam też swoje szczególne zadanie, odczuliśmy tę adrenalinę, zobaczyliśmy ostrzały i nie tylko zobaczyliśmy, ale odczuliśmy co to takiego – ostrzeliwanie mieszkańców miasta i tak dalej. Zdobyliśmy samochód, dla którego na razie wymyślamy nazwę. To jest samochód bankowy, kuloodporny, on jest potrzebny tu chłopakom na pierwszej linii frontu, którzy cały czas ryzykują swoim życiem. Każdy z nas jest patriota swojej ojczyzny, co kto może, to zrobi. Jeżeli mi wiek nie pozwala służyć, to zajmuję się wolontariatem. My już wiele dobrego zrobiliśmy i jeszcze planujemy zrobić, dopóki ta wojna się nie skończy.

 

Kiedy zakończy się ta wojna? To pytanie boli mieszkańców i wschodu, i zachodu. Niestety, końca na razie nie widać, bo i do tej pory na terytorium obwodu donieckiego ukraińscy chłopcy otrzymują nocne ataki separatystów z broni strzeleckiej, a do szpitala dniepropietrowskiego wiozą rannych.

(-)

 

Teraz razem wysłuchamy kolejnego odcinka powieści Jurija Horlis-Horskiego „Chołodnyj Jar”. Pogoń zakończyła się, ale co dalej?

 

Włażę pod dzieżę i z trudem ustawiam tak, jak było. Sądząc po nieprzyjemnym zapachu, była to jeszcze dobrze nie umyta dzieża po kiszonych ogórkach albo kapuście. Być może kiedyś służyła i w innych celach, bo z boku miała nie zaślepiony otwór od czopa. Odwróciwszy ją tym otworem do drzwi, skulony, z kolanami pod brodą, zasypiam tym trwożliwym, ciężkim snem, w którym można wszystko słyszeć i nie mieć siły obudzić się. Obudziły mnie głosy, które głucho dochodziły przez sufit-podłogę z chaty. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że z piwnicy tak wyraźnie można usłyszeć rozmowę. Nad wyraz uradowało to, że w chacie rozmawiano po ukraińsku. Ale przecież byli i Ukraińcy-wrogowie, którzy dla zysku albo dla idei pracowali dla wroga. Z rozmowy wynikało, że gospodyni wybiera się na bazar. Gdy wróciła, słyszę, jak ze złością opowiada mężowi, że na placu zbiera się mityng.

– Ciągle tylko mityngi i muzyka, a biedny naród z głodu puchnie. Z wielkim trudem zdobyłam trochę ziemniaków.

Potem do domu przyszedł jeszcze jakiś mężczyzna, pożartował z gospodynią i zaczął opowiadać, że tej nocy ktoś uciekł przed rozstrzelaniem koło więzienia. Do ósmej godziny milicja i czerwonoarmiści szukali po sadach i ogrodach. Do niektórych i do domu zachodzili, po oborach szukali.

– Dzięki Bogu, że choć jedna dusza uratowała się, – rozległ się głos gospodarza, – Kiedy to się skończy? Co noc rozstrzeliwują, rozstrzeliwują i końca nie widać. Smarkate Żydziątka, wzięli rewolwery i znęcają się nad narodem ukraińskim.

Tego mi wystarczyło, żebym poczuł się pod dzieżą jak we własnym domu.

Gość poszedł. Gospodyni zawołała do dziecka, żeby otworzyło piwnicę, niech się wietrzy. Do piwnicy wpadło światło dzienne i po schodach zbiegła ładniutka dziewczynka, może dziesięcioletnia. Zobaczyła rozlane mleko, klasnęła w rączki i pobiegła na górę. Z podwórza dobiegł jej przestraszony głos, że mleko przepadło. Pojawiła się gospodyni z mężem. Kobieta spojrzała na stratę i też klasnęła w dłonie:

– Ile razy mówiłam ci, żebyś zrobił jakąś pułapkę na te przeklęte szczury! Z czym ja ci teraz dam ziemniaki do jedzenia? Z chrzanem?

– Nie krzycz,- odezwał się łagodnie mąż. – Dobrze, że ziemniaki są. Być może, ich też wkrótce nie dostaniesz…

– Wyrzuciłbyś tę beczkę na dwór, niech się wywietrzy.

– Kiedyś wyrzucę i wyparzymy. I tak teraz nie można jej zostawiać na noc na podwórzu; ot, sąsiadom ukradli, na opał ciągną.

(-)

 

Czy można umawiać się na spotkanie na cmentarzu? Nie tylko można, a nawet trzeba. To nie jest czarny żart, a szczera prawda. Dopóki w Olsztynie trwa, akurat w tej chwili, spotkanie z pracownikiem naukowym UJ, Olgą Kich-Masłej, prezentujemy wam rozmowę z Ewą Łoś z Olsztynam ktora w tym roku też porządkowała cmentarzw Wierzbicy i wróciła z niezwykymi wrażeniami wróciła z ziem swoich przodków:

(-)

 

– W tym roku mam niesamowite wrażenia, dlatego że z naszego tygodniowego urlopu poświęciliśmy dwa dni, żeby popracować na cmentarzu w Wierzbicy, skąd pochodzi moja rodzina. Z mężem i z nasza wnuczką Oliwką, pięcioletnią, pojechaliśmy tam i pomagaliśmy.

– Pomagaliście – komu?

– No, znalazło się tam trochę ludzi, którzy poświęcają swój czas i swój urlop, żeby popracować dla innych, dla zachowania naszego dziedzictwa. Dlatego że w Wierzbicy jest bardzo ładny cmentarz, tam są naprawdę piękne i cenne pomniki, które zostały wykonane w Brusnie. To jest taki znany warsztat takich pomników i myślę, że gdyby udało się to wpisać jako pomnik architektury, to byłoby to bardzo dobre i korzystne i nie tylko dla nas, czyli potomków ludzi z Wierzbicy, ale i dla Polaków, bo to naprawdę jest piękna sprawa.

– Jako pamiątka właśnie kamieniarstwa brusnowskiego.

– Tak i to naprawdę jest co oglądać. Ja chcę powiedzieć, że to dla mnie, dla mojego męża, jeszcze Jan Kajda z nami był tu z Olsztyna, bo tam ludzie dwa tygodnie pracowali, a ja tylko dwa dni, to ja nie mogę wiele powiedzieć. Są ludzie, którzy naprawdę wiele wysiłku w to włożyli.

– Ale to byli ludzie, po prostu Ukraińcy, którzy tam przyjeżdżają na ten cmentarz, którzy maja tam pochowanych przodków, oni zbierają się i razem odnawiają ten cmentarz, tak?

– Tak. Wierzbica powołała Towarzystwo Ziemi Wierzbickiej. Oni to zorganizowali, oni tam pracują i zachęcają innych. To jest ciężka fizyczna praca, bardzo ciężka, ale dla nas, dla mnie osobiście i dla nas wszystkich, którzy tam byli, to jest takie duchowe zadowolenie. Ja nawet nie potrafię tego wyjaśnić, dlaczego tak, bo to jest ciężka fizyczna praca, a człowiek jakoś tak jest duchowo się czuje, jakby nic nie robił, tak było jakoś radośnie, wesoło, ja nawet nie potrafię tego wyjaśnić. Jeśli mi się uda w przyszłym roku, to ja pojadę tam na dłużej i poświęcę na to więcej czasu.

Można tam było poczuć coś niesamowitego, nie potrafię tego wyjaśnić. Ta praca dawała zadowolenie, takie wewnętrzne; jak mój mąż mówi – gdy wykopujesz krzyż z ziemi, który siedzi w ziemi i wykopujesz, i czytasz: „Skrutok” (a mój mąż, chociaż jego rodzice są z Przemyśla) a w domu jak słyszał „Skrutok”, jak mój tata żył, to przybiega do mnie i mówi: „Ty, słuchaj, tam jakiś „Skrutok” jest!” , to jest tak, jakby krzyże zmartwychwstały. Nawet ktoś tak to nazwał, że w Wierzbicy zmartwychwstają krzyże. Z ziemi. W ziemi jest ich tak dużo! Zresztą mogę powiedzieć, że gdy tam byłam w 1982 roku byłam tam po raz pierwszy na tym cmentarzu i jak mogliśmy tam wejść tylko z brzegu, a dalej była pokrzywa, było zarośnięte wszystko, nie można było dojść i teraz, gdy popatrzeć na te krzyże, to jest wieka radość. Może dlatego, że widziałam jak było wcześniej i jak jest teraz.

I każdy kto tam przyjedzie, każdy kto przychodzi na ten cmentarz, czuje, że tak trzeba robić. To jest jedna sprawa. Druga sprawa jest taka, że bardzo mi zależy, aby w następnym roku zorganizować grupę ludzi, wolontariuszy, takich jak my w tym roku (była tam też młodzież), żeby tam pojechać i tam pracować. Bo jak my tego nie zrobimy, to już nikt tego nie zrobi. Wszyscy o tym wiemy, że człowiek bez korzeni umiera, usycha, tak jak roślina, tak i człowiek. I ważne jest to dla ludzi młodych, żeby wiedzieli, że mamy z czego być dumni. My nie mamy czego się wstydzić, my mamy z czego być dumni i trzeba nam o to dbać. Chcę powiedzieć młodym ludziom, że obecnie jest moda na robienie drzewa genealogicznego; chcę powiedzieć, że my mamy z tego cmentarza wszystkie dane z rodziny i tu chcę powiedzieć, że pani Ola Kich-Masłej dalej jeszcze prowadzi badania nad tym i jeszcze więcej tego wychodzi na wierzch, do naszej wiadomości, tak że my wszystko, całe drzewo genealogiczne mamy stamtąd, mamy tak wiele osób, że jak zrobiliśmy spotkanie rodzinne, to było 150 osób. Tak że gdyby nie ten cmentarz, gdyby nie zachowały się te krzyże, te pamiątki, te napisy, nie wiedzielibyśmy tego, bo nikt z naszych rodziców albo nie żyje, albo nie pamięta. I to jest skarb, naprawdę skarb, bo wielu młodych ludzi szuka po archiwach, gdzieś tam chce znaleźć. Wystarczy pojechać, ale na zachowany cmentarz. Chcę powiedzieć, że na zachowany cmentarz, tak jak jest w Wierzbicy, jak jest w Żurawcach, jak jest w Korniach – są wsie, gdzie te cmentarze są zachowane, ale są, niestety, i takie, jak jedziemy w druga stronę za Przemyśl, tam, skąd pochodzi mój mąż, jak ostatnio byłam w Barynowiczach, na górze, co roku tam jeździmy i co roku trudniej tam wejść. Po prostu wszystko jest poniszczone i już nie można tam nic znaleźć. Jakie to przykre, bo szuka się śladów, a już nie ma. Nie żyją rodzice, nie ma kogo zapytać, nikt nic nie pamięta i mogiły nie mówią…

(-)

Na tym nasze spotkanie kończy się. Nad programem pracowały – Hanna Wasilewska i Jarosława Chrunik. Jutro spotkamy się z wami znowu o g. 18.10 a rano Hania Wasilewska opowie wam o tym, co ciekawego zdarzyło się w ciągu ostatnich kilkunastu godzin. Kontynuujcie więc swój wieczór z filiżanką gorącej herbaty albo kawy. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze!

 

 

20.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Dziś jest wtorek, 20 października. Z wami jest, jak zawsze o tej porze, ukraiński program informacyjny. W studiu – Hanna Wasilewska. Witam.

Wszystko w naszym życiu jest przeplecione – i święta religijne, i wierzenia ludowe. Każdy sam wybiera w co wierzyć, najważniejsze – żeby ta wiara pomagała żyć. Według cerkiewnego kalendarza obchodzimy dziś dzień Sergiusza-męczennika. Kobiety w tym dniu wkładają nowe chustki. Istnieje przekonanie, że kto na Sergiusza otuli głowę nową chustką, tego przez cały rok nie będzie bolała głowa. Kto więc cierpi na bóle głowy, może sprawdzić, czy porady ludowe są efektywne.

A my tym czasem składamy najlepsze życzenia solenizantom i jubilatom. Bądźcie szczęśliwi!

(-)

 

Dzisiaj w Olsztynie odbędzie się spotkanie z pracownikiem naukowym UJ na temat zachowania cmentarzy naszych przodków na płd-wsch. Terenach Polski.

Podczas wojny na wschodzie wolontariusze pomagają na wszelkie sposoby i każdemu, komu mogą. Komu więc pomagają ukraińscy wolontariusze i dlaczego?

Wejście w życie umowy o wolnym handlu Ukrainy z Unią może być znowu opóźnione – przyznają europejscy dyplomaci.

Ukraińscy wojskowi w Donbasie otrzymują obraźliwe sms-y.

Znaleziono kolejne dwie ofiary katastrofy statku na Morzu Czarnym.

O tym będzie mowa w przeglądzie wydarzeń.

(-)

Dzisiaj w Olsztynie w przycerkiewnej świetlicy przy ul. Lubelskiej, o g. 18-tej odbędzie się spotkanie z pracownikiem naukowym UJ, Olgą Kich-Masłej, która będzie mówić o tym jak i dlaczego trzeba ratować cmentarze naszych przodków na płd-wsch. terenach Polski. Pani Olga ze współpracownikami pracowała nad uratowaniem cmentarza w Wierzbicy, o czym napisała w książce „Imię zmarłego. Katalog grecko-katolickiego cmentarza w Wierzbicy”.

W tym roku pracowała tam także ewa Łoś z Olsztyna:

– Można tam było odczuć coś niezwykłego, nie potrafię tego wyjaśnić. Ta praca dawała wielkie zadowolenie, takie wewnętrzne. Tak jak mówi mój mąż – wykopujesz z ziemi krzyż, który jest w ziemi; wykopujesz go i czytasz, co tam jest napisane. To jest tak, jak gdyby krzyże zmartwychwstawały. Nawet ktoś tak to nazwał, ze w Wierzbicy zmartwychwstają krzyże. Z ziemi. Tam jest ich tak dużo! I każdy kto tam przyjedzie, każdy kto tam przychodzi na ten cmentarz, odczuwa, że tak trzeba robić. To jest jedna sprawa. Druga sprawa jest taka, że bardzo mi zależy, żeby w przyszłym roku zorganizować grupę ludzi, wolontariuszy, takich jak my w tym roku, bo tam była tez młodzież, żeby tam pojechać i tam pracować. Bo jeśli my tego nie zrobimy to już nikt tego nie zrobi.

 

Dzisiaj w Olsztynie będzie mowa nie tylko o cmentarzu w Wierzbicy, ale też o innych miejscach pochówku naszych przodków. O też mieli okazję obejrzeć fotografie i film.

 

Podczas wojny na wschodzie wolontariusze pomagają na wszelkie sposoby i każdemu, komu mogą. Komu więc pomagają ukraińscy wolontariusze i dlaczego? To pytanie powstało dla mnie po tym, jak usłyszałam historię wojenną od Tarasa Hrywoła, która wstrząsnęła całą Ukrainą. Proponujemy, żebyście i wy posłuchali tej historii z pierwszych ust:

– Pewnego pięknego dnia żołnierze jednej roty, które rozlokowane są przy kolei, czekając drugi tydzień na kłody dla umocnienia swoich stanowisk, widza pociąg z kłodami o dokładnie wojskowym przeznaczeniu, który przejeżdża obok nich. Nerwy im puściły, oni zatrzymali ten pociąg, a przy okazji okazała się bardzo ciekawa kontrola dokumentów: wśród wagonów były trzy wagony węgla, wg dokumentów z USA. Całe to drewno, dziwnym zbiegiem okoliczności, naprzeciwko naszych pozycji, wojsko rosyjskie zaczęło umacniać swoje pozycje. I oczywiście akurat w tym momencie im bardzo brakowało tego właśnie drewna. Dlatego że całe to terytorium jest dawne stepowe, niewielki obszar leśny, ale na skalę przemysłową drewno można było wieźć dalej z naszego terytorium.

Całego materiału proponujemy posłuchać dziś wieczorem.

 

Wejście w życie umowy o wolnym handlu Ukrainy z Unią może być znowu opóźnione – przyznają europejscy dyplomaci. Już raz Bruksela pod wpływem Moskwy odkładała je w czasie. Teraz pod znakiem zapytania jest styczniowy termin. To porozumienie jest częścią umowy stowarzyszeniowej – odmowa jej podpisania przez Wiktora Janukowycza w 2013 roku zapoczątkowała rewolucję na Majdanie. Beata Płomecka.

(-) Korespondencja w języku polskim

 

Znaleziono kolejne dwie ofiary katastrofy statku na Morzu Czarnym. Do tragedii doszło przedwczoraj. Niewielka wycieczkowa jednostka zatonęła podczas sztormu w okolicach Odessy. Dziś wyłowiono jej wrak.

(-) Korespondencja w języku polskim

(-)

I tu stawiam kropkę. Spotkamy się dokładnie za dobę na falach Radia Olsztyn. Będę czekała na was z porcją świeżych wiadomości z Ukrainy i o Ukraińcach. Z wami była Hanna Wasilewska. Wszystkiego dobrego! Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

 

16.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Dziś mamy czwartek, 15 października. W studiu Radia Olsztyn wita was Hanna Wasilewska. Mówi się, że czasami warto spojrzeć na siebie z boku i ocenić własne postępowanie albo styl życia. Tu, na Warmii i Mazurach, Ukraińcy reprezentują mniejszość, ale aktywną, taką, która zachowuje swoją tożsamość, dawne tradycje.

A jak żyją na Ukrainie analogiczne polskie organizacje, bo przecież Polaków na Ukrainie jest nie mniej, niż Ukraińców w Polsce. Czym więc żyją i co boli Ukraińców polskiego pochodzenia w Łucku. O tym opowie Heorhij Rollinger – przewodniczący Towarzystwa Sztuki Polskiej na Wołyniu.

W drugiej części audycji usłyszycie humoreskę, która też podejmuje nie mniej ważny temat – wyboru zawodu. Na czym dzisiaj można więcej zarobić…

Roman Bodnar też gotowy jest do spotkania z wami, więc będzie też muzyka ukraińska. Oczekujcie.

(-)

Wszyscy w większej lub mniejszej mierze wiemy, czym żyje ukraińska diaspora tu, na Warmii i Mazurach. A czy tak samo Polacy pielęgnują swoje dziedzictwo, mieszkając na Ukrainie? Bowiem wskutek wielu splotów naszej historii na Zachodniej Ukrainie mieszka wielu Polaków. Dzisiaj spojrzymy na nasze odzwierciedlenie – przedstawiamy waszej uwadze opowieść Heorhija Rollingera, przewodniczącego Towarzystwa Sztuki Polskiej „Barwy Kresowe” w Łucku, na Wołyniu:

– Przyjechaliśmy z Wołynia, z Łucka. Jestem przewodniczącym Towarzystwa Sztuki Polskiej, wołyńskiej, w Łucku; Heorhij Rollinger. Pełna nazwa towarzystwa: Towarzystwo Sztuki Polskiej „Barwy Kresowe”. Sama nazwa z pewnością mówi o tym, czym się zajmujemy: polska kulturą, wyłącznie. Sztuką, wychowaniem dzieci (taka malutka polska szkoła muzyczno-artystyczna jest u nas, zespoły dorosłych i dzieci, polska muzyka, polska sztuka – ludowa, klasyczna). Wszystko to nas interesuje. Wyjeżdżamy z koncertami do Polski, a także organizujemy swoje imprezy w Łucku, na Wołyniu.

– Jakie wydarzenia odbywały się u was w ostatnim czasie?

– Zaprosiła nas strona polska, było 35-lecie Solidarności; zaprosił nas pan prezydent Lech Wałęsa na tę uroczystość, która odbywała się w Licheniu i nasz zespół, można tak powiedzieć, uświetniał tę uroczystość. Graliśmy podczas tej uroczystości, zostaliśmy nawet odznaczeni. Pan prezydent Lech Wałęsa nagrodził mnie i naszego członka Towarzystwa, ludowego artystę Ukrainy Wasyla Czepeluka takimi pamiątkowymi statuetkami z okazji tej daty. Na szczęście możemy się pochwalić, jak już zauważyłem, ludowy artysta Ukrainy Wasyl Czepeluk tutaj jest z nami, to mój przyjaciel, zasłużony artysta Ukrainy. Mykoła Hnatiuk, też członek naszego towarzystwa, wielu aktorów teatru, wykładowców szkoły muzycznej są członkami naszego towarzystwa. Niekoniecznie muszą mieć polskie pochodzenie, mogą być członkami naszego towarzystwa wszyscy, komu podoba się idea i ten temat. Po pierwsze – jak już mówiłem – mamy dziecięcą szkołę, nazywa się szkołą wychowania artystycznego z obowiązkowym nauczaniem języka polskiego. Dzieci się uczą, pracują u nas nauczyciele. Mamy zespoły, teraz planowane są dni Kultury Polskiej w Lubomlu, to jest rejonowe centrum naszego Wołynia, gdzie na bazie naszego towarzystwa odbędzie się koncert, mamy możliwości… Mamy też zespoły artystyczne. Jeszcze taką ciekawą imprezę organizujemy, to już będzie tradycyjnie, nazywa się to „Kresowa Kawiarenka”. Jest to bezpośrednie spotkanie artystyczne przy kawie inteligencji, ludzi w stylu międzywojennym, gdzie deklamowane są polskie wiersze, śpiewane są piosenki, są występy z żartami. Jest wielu chętnych, ale impreza jest kameralna. Możemy zaprosić 50-60 osób, ale nie więcej. Chętnych jest więcej, bo impreza jest ciekawa.

– Czy Unia Europejska pomaga wam w realizacji jakichś projektów kulturalnych, związanych z Polską?

– Oczywiście. Jak już mówiłem o szkole dziecięcej – fundacja „Wolność i Demokracja” z Warszawy; jesteśmy uczestnikami programu „ABC”. Działalność szkoły w pełni jest finansowana. To znaczy, że mamy na zakup mebli, mamy na imprezy dziecięce, wszystko to jest finansowane. Następnie wszystkie wyjazdy do Polski też są finansowane. Konsulat Generalny finansuje nam zakup niezbędnych materiałów, czyli pianino elektryczne, mikrofony – wszystko jest finansowane. Bardzo dużo Polska finansuje. A trudności? Nie powiedziałbym, że mamy jakieś specjalne trudności. Państwo Ukraina nam nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – pomaga, wychodzi nam naprzeciw. W każdym wypadku wszystkie problemy można rozwiązać.

(-)

Łuccy artyści, będący członkami polskiego towarzystwa, jeżdżą z koncertami nie tylko do Polski. Oni szczerze przeżywają ciężkie czasy na Ukrainie i właśnie dlatego wołyńscy śpiewacy i zespoły przy każdej możliwej okazji jeżdżą na wschód do swoich obrońców i pomagają im czym tylko mogą. Opowiada zasłużona artystka Ukrainy Ałła Opejda:

(-)

– Jeździcie nie tylko do Polski, ale jeździcie też na terytorium wschodniej Ukrainy z koncertami dla żołnierzy ukraińskich. Proszę trochę o tym opowiedzieć.

– Tak, oczywiście. Dosłownie tydzień temu wróciłam z miasta Wołnowacha, ponieważ nasze miasto Łuck, nasze centrum obwodowe, współpracuje z miastem Wołnowacha obwodu donieckiego. I już została zapoczątkowana taka nasza współpraca z merem miasta i merem miasta Łuck. I właśnie w takim wcieleniu, żeby wspomóc żołnierzy produktami i jednocześnie trafiliśmy na Dzień Miasta Wołnowachy. Daliśmy bardzo duży koncert w centrum miasta i oczywiście, dla naszych obrońców, którzy strzegą granic Ukrainy, dla żołnierzy Gwardii Narodowej dawaliśmy nasze koncerty. Przyjmowali nas, wie pani, na tyle od serca i ze łzami, dlatego, że mieszkańcy Wołnowachy to sami „wschodniacy”, dawno nie słyszeli takiej szczerej, ukraińskiej pieśni. Dlatego że to nie była pieśń dla nich, a pieśń dla duszy – o naszym pięknym kraju, o naszej Ukrainie. Właśnie ukraińskie piosenki ludowe. Był nie tylko śpiew, ale były tez rozmowy poprzez tekst, poprzez słowo, a dopiero potem poprzez piosenkę. Ale ja myślę, że po tym nic już nie trzeba mówić, dlatego że ludzie nieśli kwiaty, szczerze dziękowali, chcieli słuchać, były oklaski, okrzyki: „Brawo!”, „Śpiewajcie jeszcze, stęskniliśmy się za ukraińską piosenką”.

Ale powiem, że kierownictwo samego miasta i rejonu Wołnowachy było bardzo czujne, nie wiedziało jak ludzie przyjmą te piosenki, dlatego że społeczeństwo jest nie jest tutejsze, a w dużej mierze przyjezdne. Bardzo dużo przesiedleńców, różnych towarzystw kultury greckiej, innych narodów, które mieszkają w naszym kraju. Dlatego dla nich to było nieprzewidziane, jak zostanie przyjęta właśnie tak szczera ukraińska piosenka. I było naprawdę bardzo miło, gdy mer Wołnowachy powiedział: „Porwaliście Wołnowachę”. To było bardzo miłe, że nasza piosenka dotarła do serc ludzkich.

– A pani osobiście rozmawiała z kimś z chłopców, którzy bronią granicy? Jaki teraz tam panuje nastrój?

– Wie pani, nastrój nie radosny, ale oni szczerze odbierali nasz przyjazd i oczywiście czekali na pomoc, czekali na prezenty, czekali tych przysłowiowych papierosów, tej wody i wsparcia duchowego, dlatego że z pustymi rękami my nie jechaliśmy. Ponieważ my śpiewamy, to wieźliśmy nasze CD, wieźliśmy naszą pieśń, a zwłaszcza partyzancką, strzelecką, której bardzo chcieli słuchać. I mówili: „Będziemy przemywać mózgi naszym separatystom”. I to jest miłe. Duch podnieśliśmy. Chciałoby się częściej i więcej tam jeździć, nie tylko do tych ludzi, którzy tam mieszkają, ale oczywiście dla wspierania naszych żołnierzy, bo im to jest dzisiaj bardzo potrzebne.

(-)

Wracamy do zwyczajnych, codziennych spraw. Chciałoby się zarobić pieniądze, ale nie wychodzi. Może czas zmienić zawód, jak bohater następnej humoreski? Chociaż jemu zdarzyło się to przypadkiem, a wy pomyślcie, co jest bliższe waszemu sercu:

(-) Humoreska (Hydraulik daje do gazety ogłoszenie o swoich usługach, jednak jego numer telefonu przez pomyłkę zostaje umieszczony pod ogłoszeniem o świadczeniu usług seksualnych dla kobiet. Telefon urywa się.)

(-)

W studiu – Roman Bodnar. Litewska grupa „Beeplan” kontynuuje swoją ukrainizację i prezentuje już trzecią piosenkę zaśpiewaną w języku ukraińskim. Po utworach „Amore” i „Hej-ja-ho” teraz w eter wychodzi kolejny track „Jesteśmy wiecznie młodzi”; napisany i nagrany najpierw po litewsku, ale przy pomocy swojej dawnej ukraińskiej znajomej, poetki Midnoji, muzycy przetłumaczyli tekst i teraz usłyszymy go po ukraińsku. Do słowa: podczas słuchania zwróćcie uwagę, że prawie nie słychać akcentu. Słuchamy – Litwini śpiewają po ukraińsku. „Beeplan” i „Jesteśmy wiecznie młodzi”:

(-)

Nasz program już się kończy, więc żegnam się z wami do jutra. Nie opuśćcie lekcji języka ukraińskiego. Będę czekała na was o g. 18.10 tu, na falach radia Olsztyn. A rano w tym studiu powita was Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego! Uważajcie na siebie i swoich bliskich! (jch/bsc)

15.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Witam was, drodzy słuchacze, w czwartek, 15 października. Czeka na was poranny przegląd wydarzeń, który przedstawię wam ja, Jarosława Chrunik. Najpierw jednak wszystkiego najlepszego życzę Andrzejom, bo kalendarz imienin podpowiada, że to właśnie oni świętują, chociaż to jeszcze nie dzisiaj będą wróżyły dziewczęta, tylko trochę później. Tak więc dzisiejszym Andrzejom oraz tym, kto obchodzi urodziny, składam życzenia z okazji ich święta: „Na długich ścieżkach waszej niwy bądźcie zawsze zdrowi i szczęśliwi”.

(-)

Dzisiaj zaprezentujemy wam nasze lustrzane odbicie z Ukrainy, czyli Polaków, którzy niedawno odwiedzili Morąg, a mieszkają na Ukrainie, na Wołyniu.

Polski Konsul Generalny we Lwowie Jarosław Drozd zakończył swoją misję dyplomatyczną na Ukrainie.

Siostrze Nadiji Sawczenko zakazano wjazdu na teren Rosji.

Ukraińcy oglądają się na Zachód.

O tym usłyszycie w naszym porannym przeglądzie wydarzeń.

(-)

Wszyscy w większej lub mniejszej mierze wiemy, czym żyje ukraińska diaspora tu, na Warmii i Mazurach. A czy tak samo Polacy pielęgnują swoje dziedzictwo, mieszkając na Ukrainie? Bowiem wskutek wielu splotów naszej historii na Zachodniej Ukrainie mieszka wielu Polaków. Dzisiaj spojrzymy na nasze odzwierciedlenie – przedstawiamy waszej uwadze opowieść Heorhija Rollingera, przewodniczącego Towarzystwa Sztuki Polskiej „Barwy Kresowe” w Łucku, na Wołyniu:

– Przyjechaliśmy z Wołynia, z Łucka. Jestem przewodniczącym Towarzystwa Sztuki Polskiej, wołyńskiej, w Łucku; Heorhij Rollinger. Pełna nazwa towarzystwa: Towarzystwo Sztuki Polskiej „Barwy Kresowe”. Sama nazwa z pewnością mówi o tym, czym się zajmujemy: polska kulturą, wyłącznie. Sztuką, wychowaniem dzieci (taka malutka szkoła muzyczno-artystyczna jest u nas, zespoły dorosłych i dzieci, polska muzyka, polska sztuka – ludowa, klasyczna). Wszystko to nas interesuje. Wyjeżdżamy z koncertami do Polski, a także organizujemy swoje imprezy w Łucku, na Wołyniu.

– Jakie wydarzenia odbywały się u was w ostatnim czasie?

– Zaprosiła nas strona polska, było 35-lecie Solidarności; zaprosił nas pan prezydent Lech Wałęsa na tę uroczystość, która odbywała się w Licheniu i nasz zespół, można tak powiedzieć, uświetniał tę uroczystość. Graliśmy podczas tej uroczystości, zostaliśmy nawet odznaczeni. Pan prezydent Lech Wałęsa nagrodził mnie i naszego członka Towarzystwa, ludowego artystę Ukrainy Wasyla Czepeluka takimi pamiątkowymi statuetkami z okazji tej daty.

Więcej o naszym lustrzanym odbiciu z Łucka usłyszycie w naszej dzisiejszej wieczornej audycji.

Konsul Generalny RP we Lwowie Jarosław Drozd zakończył swoją dyplomatyczną misję na Ukrainie. Informuje o tym „Kurier Galicyjski”, na który powołuje się „Zachid.net”. Podczas spotkania pożegnalnego, które odbyło się 12 października w konsulacie, Jarosław Drozd zaprezentował trzecie, rozszerzone wydanie książki o działalności Konsulatu RP we Lwowie w ciągu ostatnich 25 lat. Materiały do książki zbierał konsul Marcin Zieniewicz, który również kończy pracę we lwowskim konsulacie. Na spotkanie zostali też zaproszeni przedstawiciele polskich organizacji z obwodu Iwano-Frankowskiego i Zakarpackiego, osoby duchowne oraz pracownicy konsulatu.

Jarosław Drozd był konsulem RP we Lwowie od września 2011 roku. W maju 2014 roku został nagrodzony „Złotym Herbem Lwowa” za aktywne wspieranie tych, kto bronił prawdy i wykazał prawdziwe bohaterstwo w dniach walki o wolność i integralność Ukrainy.

Rosjanie zakazali wjazdu siostrze Nadii Sawczenko. Wiera Sawczenko była jedynym świadkiem obrony w procesie, który toczy się przed rosyjskim sądem. Rosjanie oskarżają Nadiję Sawczenko o to, że skierowała ogień artylerii na ekipę rosyjskich dziennikarzy. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Ukraińcy patrzą na Zachód – wynika z nowego badania Instytutu Spraw Publicznych i Fundacji Bertelsmanna. Połowa mieszkańców Ukrainy jest za przystąpieniem tego kraju do Unii Europejskiej, a aż 64 procent opowiada się za wejściem w struktury NATO.

Analityk Instytutu Spraw Publicznych Łukasz Wenerski podkreśla, że pozytywne nastawienie do Unii wśród Ukraińców utrzymuje się od dwóch lat. Nasilają się jednocześnie negatywne oceny ewentualnego zbliżenia z Rosją:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Proeuropejska orientacja Ukraińców nie jest jednak bezkrytyczna. Wielu badanych dostrzega problemy wspólnoty, chociażby z uchodźcami i ekonomicznymi imigrantami. „Nasi wschodni sąsiedzi potrafią też jasno formułować swoje oczekiwania wobec Zachodu” – dodaje Łukasz Wenerski:

(-) Wypowiedź w języku polskim

 

Z badania wynika również, że połowa Ukraińców wysoko ocenia politykę zachodnich państw wobec konfliktu Rosja – Ukraina. Blisko 60 procent ankietowanych wskazało, że najbardziej aktywna na tym polu jest Polska. Ponad połowa wytypowała Niemcy, a 46 procent Stany Zjednoczone.

Badanie przeprowadzono w lipcu tego roku. Analitycy przepytali ponad dwa tysiące Ukraińców.

(-)

Tą informacją kończymy nasz poranny przegląd wydarzeń. Wieczorem powita was Hanna Wasilewska, a ja żegnam się do jutra, do g. 10.50. Miłego dnia, drodzy słuchacze!

(jch/as)

14.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Witam was świątecznie w środę, 14 października i tradycyjnie proponuję wysłuchanie porannego przeglądu wydarzeń. W studiu – Jarosława Chrunik.

Dziś obchodzimy wielkie religijne i ludowe święto – Pokrowy Najświętszej Bogurodzicy. Oprócz tego na Ukrainie jest to Dzień Obrońcy Ukrainy. To jeszcze nie wszystko, bo właśnie dzisiaj obchodzimy też Dzień Nauczyciela. Do wszystkich, którzy tego dnia świętuje, dołączają jeszcze Romanowie, którzy obchodzą Dzień Anioła oraz ci, którzy urodzili się 14 października. Życzymy wam wszystkim, aby życie przyniosło spełnienie wszystkich dobrych zamierzeń, Bożego błogosławieństwa i w ogóle – niech wasze życie będzie usłane szczęściem.

(-)

W naszym dzisiejszym programie mowa będzie tylko o świętach i o raporcie holenderskim, dotyczącym zestrzelonego nad Donbasem malezyjskiego samolotu.

(-)

Dzisiejsze święto – Dzień Nauczyciela – można śmiało nazwać świętym, bo osoby, które wybierają drogę nauczania, świadomie wstępują na ścieżkę swoistego pionierstwa. Oni natomiast tak nie uważają, ponieważ idą do szkoły z miłości do dzieci. To dziś wspominamy pierwszą nauczycielkę, a ktoś – nauczyciela. Na przykład marian Rychel, nauczyciel języka ukraińskiego. Sam znakomity nauczyciel z zachwytem i radością wspomina w rozmowie z Hanną Wasilewską swoją pierwszą nauczycielkę – panią Krysię – i lekcję, poświęconą radiu:

– Pamiętam jedną lekcję, którą zadała nam jako pracę domową – żebyśmy pomyśleli, jaka korzyść daje człowiekowi radio. My byliśmy gotowi od razu odpowiedzieć, a ona powiedziała: „Przemyślcie, zapytam wszystkich, każdy się wypowie”. Och, ile znaleźliśmy! I wieści, i pieśni, i programy sportowe; wszystko było. A po tygodniu, gdy pani Krysia przyszła, zapytała, czy pamiętamy pracę domową, odpowiedzieliśmy chórem: „Jaką korzyść może przynieść człowiekowi radio?”. Każdy z nas chciał coś powiedzieć. Najgorzej było, gdy kolega znalazł mój pomysł. Na zakończenie, gdy pani Krysia wszystkich nas przepytała, około 20 osób, powiedziała: „Wiecie co? Sama nie wiedziałam, że jest tyle korzyści radio”. Gdy dzisiaj pomyślę, ile z radia jest tego, co się człowiekowi nie śniło, to strach mnie ogarnia – co będzie za lat 10-15!

Składamy najlepsze życzenia wszystkim nauczycielom!

(-) 1’48”

I wracamy do święta Pokrowy.

Zgodnie z podaniem, w 910 roku, w czasach imperatora Lwa Mądrego i patriarcha Makara, imperium Bizantyjskie prowadziło wojnę z Saracenami-muzułmanami i Konstantynopolowi groziło niebezpieczeństwo. W niedzielę, 14 października, podczas całonocnego czuwania, gdy „Włacherską świątynię” wypełniali modlący się ludzie, święty „Andrzej Trędowaty” o czwartej godzinie rano, wzniósłszy oczy do nieba, zobaczył, że w powietrzu idzie NMP, otoczona niebiańską światłością, aniołami i licznymi świętymi (Bogurodzicy towarzyszył Jan Chrzciciel i Jan Bohosłow). Andrzej, który obserwował ten cud, był Słowianinem; w młodości trafił do niewoli i został sprzedany w Konstantynopolu w niewolę lokalnemu mieszkańcowi Teognostowi.

Dmitrij Rostowski przekazał takie szczegóły o cudownym objawieniu:

-Gdy św. Andrzej z Epifaniuszem patrzyli na ten cud, Bogurodzica długo się modliła, oblewając łzami swoje Boskie i Najczystsze oblicze. Po zakończeniu modlitwy podeszła do ołtarza i tu też modliła się za obecny tu naród. Po zakończeniu modlitwy zdjęła z siebie, jaśniejące jak błyskawica, nakrycie głowy i trzymając je w swoich najczystszych rękach, wielce uroczyście rozpostarła nad wszystkimi stojącymi tam ludźmi. Zdziwieni ci mężowie dość długo patrzyli na to rozpostarte nad narodem nakrycie oraz jaśniejącą na wzór błyskawicy „Chwałę Pańską”. I dopóki była tam NMP, nakrycie było widoczne, a gdy odeszła, stało się niewidzialne. Jednak, choć wzięła je z sobą, pozostawiła błogosławieństwo tym, którzy tam się znajdowali.

Na Zaporożu była cerkiew świętej Pokrowy i zaporoscy kozacy uważali świętą Pokrowę za swoją opiekunkę. Mówi się, że po zrujnowaniu przez moskali w 1775 roku Zaporoskiej Siczy, kozacy, którzy postanowili iść za Dunaj, na emigrację, na łaskę sułtana tureckiego, wzięli ze sobą ikonę Najświętszej Pokrowy.

Wśród ludu od tego święta zaczynały się wieczornice i sezon wyprawiania wesel. Panny, które chciały wyjść za mąż, musiały tego dnia obowiązkowo być w cerkwi i modlić się w tej intencji.

Dzisiaj Ukraina obchodzi Dzień Ukraińskiego Kozactwa i po raz pierwszy – Dzień Obrońcy Ukrainy. To święto ustanowił prezydent Petro Poroszenko, wcześniej swoim dekretem kasując lutowy „Dzień Obrońcy Ojczyzny”. Informuje o tym TSN. Dzisiaj ponad stu ukraińskich wojskowych otrzyma nagrody prezydenta, kolejnych 600 uczestników ATO – odznaczenia Ministerstwa Obrony.

12 października NBU wprowadził do obiegu 50 tysięcy sztuk 5-hrywnowych monet „Dzień Obrońcy Ukrainy”. Z kolei „Ukrposzta” zaprezentowała artystyczny znaczek pocztowy, poświęcony nowemu ukraińskiemu świętu.

Rakieta BUK rosyjskiej produkcji zestrzeliła malezyjski samolot w lipcu ubiegłego roku nad wschodnią Ukrainą. To ustalenia holenderskich śledczych, które znalazły się opublikowanym już oficjalnie raporcie. O szczegółach – Beata Płomecka:

(-) Korespondencja w języku polskim

W dokumencie napisano też, że rakietę wystrzelono z terenu, który w ubiegłym roku był kontrolowany przez rosyjskich separatystów na wschodzie Ukrainy. Tjibbe Joustra, szef holenderskiego urzędu do spraw bezpieczeństwa podkreślił, że ustalenia śledczych są pewne i poprzedziło je wykluczenie wszystkich innych powodów katastrofy:

– Samolot lotu MH17 nie został strącony przez meteoryt, wykluczyliśmy możliwość jakichkolwiek problemów technicznych czy wybuchu na pokładzie maszyny. Samolot nie rozbił się też z powodu ataku z powietrza – zniszczenia maszyny byłyby inne, a dane z radarów pokazałyby obecność innego samolotu. Wszystkie te możliwości wykluczyliśmy, jedna po drugiej.

Malezyjska maszyna rozbiła się na Donbasem 17 lipca 2014 roku, kilkadziesiąt kilometrów od rosyjskiej granicy. W wyniku katastrofy zginęło 298 osób.

W ubiegłym tygodniu opowiadaliśmy wam o „Poczajewskim Bohohłasnyku”- zbiorze pieśni religijnych, wydanym w XVIII wieku w Poczajewie. Dzisiaj będziemy kontynuować ten temat, ponieważ na początku października w radiu opole odbył się koncert, na który złożyły się pieśni z Bohohłasnyka. Wykonywał je zespół „Melius abundare”, co w tłumaczeniu z łaciny znaczy „Lepszy nadmiar niż brak”. Z uczestnikami zespołu – Maciejem Kazińskim oraz Danyłem Percowym rozmawiał Sergiusz Petryczenko:

– Łączymy odpowiednio do tych warstw „Poczajewskiego Bohohłasnyka” – łączymy instrumenty szlacheckie z ludowymi. Mamy trombity, mamy lirę, mamy litewski kantles, z innej strony są takie ukształtowane instrumenty jak dramba, fidel, gorny, flet traviazza (Skoworoda grał na takiej). „Poczajewski Bohohłasnyk” rzeczywiście poraża swoją pstrokatością. Są tam i łacińskie teksty, i polskie.

(-)

Nasz program poranny już dobiegł końca; przygotowali go – Hanna Wasilewska, Sergiusz Petryczenko i Jarosława Chrunik. Zapraszam do radioodbiorników na g. 18.10, gdzie mowa będzie zarówno o pracy nauczycieli, jak i o pieśniach religijnych z XVIII wieku. Życzę miłego dnia i do usłyszenia wieczorem!
(jch/as)

14.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Dziś jest wtorek, 13 października. W studiu Radia Olsztyn wita was Hanna Wasilewska. Lepsze od gór są tylko góry. Tymi słowami wielkiego poety Włodzimierza Wysockiego rozpoczniemy dzisiejszy program, bowiem dzisiejszym naszym gościem jest ukraiński alpinista Jurij Krawczuk. Jego filozofia życiowa podobna jest do filozofii poety.

Do filozoficznych emocji natchnie nas dzisiaj też bohater powieści innego Jurija – Jurija Horlis-Horskiego. Zaprezentujemy wam kolejny odcinek powieści „Chołodnyj Jar”. A na współczesną ukraińska kompozycję jak zawsze – zaprasza was Roman Bodnar.

(-)

Olsztyn nierzadko odwiedzają ciekawi ludzie – jak ze wschodu, tak i z zachodu Europy. Niemało wśród nich jest też Ukraińców, o których warto mówić, bo ich życiowa filozofia jest szczególna, a czasami niezwykła. Dziś więc naszym gościem będzie alpinista z Kostopola – Jurij Krawczuk. Jurij uparcie starał się przekonać Jarosławę Chrunik, że tylko w wysokich górach można znaleźć romantyzm. Czy to mu się udało? Moim zdaniem z kobietami jest trudniej, niż z górami, ale osądźcie sami. Słuchamy:

(-)

Po co ludzie pchają się w góry? Czego oni tam szukają? I wcale nie mam na myśli rodzimych Beskidów czy Karpat, dokąd tak przyjemnie jest wybrać się na letnią wyprawę, gdy słoneczne promienie spływają na nas z błękitnego nieba, dookoła szumią wysokie trawy, a kwiaty upajają duszę aromatem. Mam na myśli te góry, które wiecznie okutane lodem i śniegiem stoją niewzruszone, jednakowe o każdej porze roku. Powiem szczerze – mam charakter prawdziwej żmii – lubię, gdy świeci słońce, jest ciepło i nikt mnie nie zaczepia, więc chciałam choć trochę zrozumieć, po co ludzie, ryzykując życiem, pchają się w takie góry tylko po to, żeby zaraz z nich zejść. Zapytałam o to kostopolskiego alpinistę, Jurija Krawczuka, który w dodatku okazał się być moim kolegą po fachu. Najpierw poprosiłam pana Jurija, żeby opowiedział trochę o sobie:

– Urodziłem się w dalekim, słonecznym Kazachstanie, wśród stepów i karakumskich piasków. Tak życie się ułożyło, że tata tam się znalazł, tam pojechała mama i ja tam się urodziłem. Potem przyjechali na Ukrainę, do Kostopola, gdzie uczyłem się w szkole średniej, potem wstąpiłem do szkoły morskiej w Leningradzie. Potem była służba w armii (do słowa – w armii służyłem niedaleko od polskiej granicy, w Lubomlu). Ale pewnie to, że urodziłem się w Azji Środkowej odegrało niebagatelną rolę w tym, że moje serce zaczęło ciągnąć do podróży. A jeszcze wychowawczynią moją w szkole była geograf, która również potrafiła zaszczepić miłość do wędrówek i już od szkoły tam brałem udział w niektórych wyprawach turystycznych. Potem podczas nauki w instytucie i tak dalej. Teraz w góry chodzę już ponad 30 lat.

– Kiedy poszedł pan w góry po raz pierwszy i dlaczego?

– Po raz pierwszy poszedłem w Góry Sokole, mamy Nadsłuczańską Szwajcarię nad rzeką Słucz; to były pierwsze góry, potem Karpaty, obozy w Karpatach, a potem były poważne góry, gdy uczyłem się w instytucie. Wtedy poszedłem na Kaukaz. Od tamtej pory minęło 30 lat. Od tamtej pory chodziłem już wiele, oprócz Antarktydy byłem już na wszystkich kontynentach i wspinałem się na najwyższe szczyty.

– Nie idzie pan sam. To znaczy, że musi pan przygotowywać się, kompletować zespół. To wymaga dużo czasu, no i pieniędzy. Nie szkoda panu tych pieniędzy?

– Najpierw o zespole. Zespół mamy już stały, to są przyjaciele, dosyć doświadczeni alpiniści, ogólno-ukraińskiej, europejskiej klasy. Chodzimy z programami „Flaga Ukrainy świecie się na szczytach świata”, następnie jestem uczestników zespołu międzynarodowego „Siedem szczytów”. To jest szkielet zespołu, to są przyjaciele. Z byle kim nie pójdziesz związany, ponieważ masz być pewien tego człowieka i on ma być pewien ciebie w parze. A pieniądze? Oczywiście, wielkich pieniędzy nie trzeba. My szukamy sponsorów, bo ja pracuję m.in. w redakcji radiowej. Pensja nie pozwala; chyba że pojechać w Karpaty. Na ekspedycje, na poważne wyprawy to my zbieramy od sponsorów, mecenasów i tak dalej.

– Dla mnie góry to w dużej mierze śmierć. Nie myśli pan o tym, że góry są śmiertelni niebezpieczne?

– Niebezpieczeństwo czeka na nas każdego dnia na każdym kroku, jeśli wziąć w dużej mierze. A góry, alpinizm – to dyscyplina sportu z podwyższonym ryzykiem. Ale my nie szukamy śmierci, my szukamy romantyzmu, my szukamy pokonania samego siebie w górach. W górach człowiek staje się lepszy, można go przejrzeć na wskroś, przejawiają się jego lepsze strony i też negatywne. Dlatego tam następuje uporządkowanie wartości człowieka. On już inaczej patrzy na życie i wypromieniowuje dla innych swoje poglądy i staje się lepszy. A w górach bywa różnie. Na przykład w tym roku chodziliśmy na Materhorn, to jeden z najpiękniejszych i najpoważniejszych szczytów Alp. W tym roku zresztą minęło 150 lat od pierwszego wejścia, to był taki jubileuszowy rok i bardzo wielu alpinistów przyjeżdżało z całego świata, legendy współczesne były alpinizmu, między innymi Reinhard Messner, który w pojedynkę wybrał się na ten ponadczterotysięcznik. Nam się udało. Reprezentowaliśmy Ukrainę, czterech alpinistów. Nam udało się wspiąć na te górę, ona nas przyjęła. Cieszymy się z tego, chociaż, oczywiście, nie było łatwo, mieliśmy też niebezpieczeństwo, ale wszystko rekompensuje ta wspinaczka i te pozytywne emocje, które otrzymujesz po tym wszystkim.

– Rozumiem, że jest to pańska pasja, choć samej pasji nie rozumiem. Mówi pan o romantyzmie, a gdy pomyślę, jak tam jest zimno, to we mnie natychmiast znika wszelki romantyzm. Jaki romantyzm jest w górach?

– No, wie pani, góry hartują. One czynią człowieka lepszym, hartują go. Naturalnie, wszystko wymaga jakiegoś poświęcenia. Tu akurat wychodzi i jakiś brak, i głód, i chłód, i jakieś niebezpieczeństwo, często ludzie doznają jakichś urazów, odmrożeń…

– Panu też się to zdarzyło?

– Dzięki Bogu, nie było jakichś poważniejszych. Były jakieś drobne urazy, ale mój taki starszy kolega, patriarcha ukraińskiego alpinizmu, Wołodymyr Monoharow, z którym wspinałem się na Elbrus, 18 lat stal na czele Federacji Alpinizmu Ukrainy, to on mówił, że wszyscy czekają na jakieś tam ciekawe, tragiczne wypadki, ale prawdziwy alpinista powinien mieć zawsze pewien zapas sił. Ma iść na szczyt, ale ma mieć zdrowie i siłę, aby zejść ze szczytu. Dlatego że żaden szczyt nie jest wart ludzkiego życia. Ale tak w życiu jest, że wszystko się zdarza, dlatego zawsze jesteśmy na to gotowi, ale to już jest droga, to nawet nie pasja – alpinizm, to już jest droga człowieka, który się tym zajmuje.

– Droga życia, rozumiem?

– Tak.

– Czy był pan świadkiem śmierci albo tragicznych wypadków?

– Zdarzało się być świadkiem i śmierci ludzi, i w naszej grupie byli ludzie, którzy doznali urazów, i było bardzo niebezpiecznie. Zdarzało się. Ale życie idzie do przodu, człowiek wyciąga wnioski, pragniemy, żeby to się z nami nie stało. Ja też mam znajomych alpinistów, na przykład polski alpinista Ryszard Pawłowski, z którym już nasze drogi się przecięły na szczycie Aconcagua w Ameryce Środkowej, od czasu do czasu rozmawialiśmy. Są tacy dosyć doświadczeni alpiniści, i nawet teraz wyszedł film „Everest”, tam jest taki Anatolij Buklejew, to nasze losy już się przecinały, tym bardziej, że są tam jego koledzy z Kazachskiego Klubu Alpinistycznego; znamy się z nimi, spinaliśmy się na Mc Kinli. Wie pani, to jest bardzo ciekawe, jak życie prowadzi cię i przecina z losami takich ludzi.

Na tym też się rozeszliśmy. Rozumiem, że alpinizm to droga życiowa pana Jurija i szanuję ten wybór i jednocześnie dobrze wiem, że nigdy nie stałby się on moim. Nie jest on w stanie przemóc ciepłego pokoju, filiżanki gorącej herbaty i dobrej książki. Ale pan Jurij mówił o romantyzmie w górach. To wydaje mi się być kiepskim żartem, ale za tydzień spróbujemy jeszcze raz porozmawiać o romantyzmie na śnieżnych szczytach świata. Pan Jurij przygotuje dla was niespodziankę. Mi się ona spodobała, więc zapraszam za tydzień.

(-)

Dalej – perypetie prawdziwej pogoni w kolejnym odcinku powieści innego utalentowanego Ukraińca – Jurija Horlis-Horskiego.

– Biegnę przez sady i ogrody, przeskakując przez parkany. Ze wszystkich stron wita mnie wściekłe szczekanie psów. Jakiś zły „Riabko” o mało nie ugryzł mnie w łydkę, dodając mi mocy, gdy przeskakiwałem jeszcze jedno ogrodzenie. Psy cały czas wydawały mnie, pomagając czerwonoarmistom , którzy biegli, strzelając w niebo. Ale z każdym przeskoczonym płotem ich strzały oddalały się. Mknąłem przez przedmieście jeszcze długo, w przekonaniu, że kieruję się za miasto, w pole. Ale wreszcie z przykrością zorientowałem się, że biegnę wprost do miasta. Sady i ogrody napotykałem już rzadziej, a budowle częściej. Przeskoczyłem przez jeszcze jeden parkan i znalazłem się na ulicy z chodnikami i oświetleniem elektrycznym. Pomyślałem, że to może zbić z tropu czerwonoarmistów, przebiegam przez ulice i przeskakuję znowu do sadu. A tam – znowu psy! Zmieniam kierunek, ale wymarzonego końca miasta nie ma. Na dworze zaczęło szarzeć i zrozumiałem, że biegałem co najmniej półtorej godziny. Już się rozwidniało, a ja biegałem po mieście w samej koszuli. Nogi odmawiały posłuszeństwa, bardzo męczyło pragnienie. Resztkami sił pokonałem kolejny parkan i upadłem w zakątku podwórza między budynkiem a sadem. Psów nie słychać. Posiedziawszy chwilę z zamkniętymi oczyma z przerażeniem stwierdzam, że już jest całkiem widno. Gdzieś niedaleko rozległy się dwa wystrzały. „Osoboddieł” mógł otoczyć przedmieście i zrobić obławę. Widzę przed sobą drzwi do piwnicy z założoną skoblem klamką. Machinalnie wstaję i otworzywszy je, wchodzę do środka. Drzwi były stare, przystawały nieszczelnie. Przytrzymałem przez szczelinę klamkę dwoma palcami, przesuwam palce drugiej ręki i zakładam skobel na miejsce. Schodzę kilka schodków na dół i siadam, ciężko dysząc. Powoli oceniam sytuację. Dobrze, jeśli w piwnicy znajdzie się gdzie schować, żeby niezauważenie przetrwać do wieczora. Kto to wie, do piwnicy jakich gospodarzy trafiłem? Może tu mieszka jakiś Żyd, albo komunista, który od razu odda mnie w ręce czekistów? Schodząc po schodach otwieram i zamykam za sobą jeszcze jedne drzwi. Pragnienie paliło tak niemiłosiernie, że postanawiam przełknąć trochę wilgotnej ziemi, jeśli znajdę ją w piwnicy. Rozłożywszy w ciemności ręce, zaczynam obmacywać pomieszczenie. Idę przy ścianie, natykam się na zagłębienie z półkami. Na jednej z nich trafił mi w ręce gliniany garnuszek. Opuszczam weń „na zwiad” palce i przekonuję się, że tam jest coś chłodnego i mokrego. Nie namyślając się długo, przechylam garnuszek i łapczywie wypijam większą połowę zsiadłego mleka ze śmietaną. Obszedłem loch i nie znalazłem w nim nic oprócz przewróconej dzieży. Pod nią można przesiedzieć do wieczora. Ale po mnie pozostał ślad w postaci niedopitego mleka w garnuszku. Pomyślałem chwilę, wypiłem jeszcze trochę i przewróciłem garnek, żeby przerzucić winę na kota-szkodnika.

(-)

Nie pozostawimy was też bez muzyki. Roman Bodnar już gotów jest zaprezentować wam nowy hit:

– W studiu – Roman Bodnar. „Natolicz” – ukraiński zespół muzyczny, który tworzy jakościowa muzykę w stylu pop-rock. Zespół, który śmiało można nazwać przełomem na ukraińskiej scenie rockowej. Mocne brzmienie i szalona energia połączone z uczuciowym i namiętnym wokalem tworzą niesamowitą atmosferę, która na długo pozostaje ze słuchaczem. Słuchamy: „Natolicz” i piosenka „Prometeusz”.

(-)

Nadszedł czas pożegnać się. Program przygotowali: Jarosława Chrunik, Roman Bodnar i Hanna Wasilewska. Spotkamy się z wami jutro na falach Radia Olsztyn o g. 18.10. Wszystkiego dobrego! Uważajcie na siebie i swoich bliskich!
(jch/as)

13.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was we wtorek (dobrze, że nie w piątek) 13 października, w porannym przeglądzie wydarzeń z Ukrainy, o Ukrainie i o Ukraińcach, czyli o nas z wami. W studiu jest Jarosława Chrunik. Od razu, żeby zrobiło się nieco cieplej, składam życzenia solenizantom – Mariannom, Mariom, Grzegorzom i Michałom oraz tym, kto urodził się 13 października. „Niech życie będzie jak święto: życzenia, przyjaciele i śpiew. Szczęście i wiele radości niechaj przyniosą przyszłe dni”.

(-)

Nie święci Polacy i Ukraińcy lepią garnki w Gadach.

W Warszawie w mroczny sposób obchodzono urodziny Putina.

Polski konsul był uczestnikiem wypadku drogowego na Ukrainie.

Wizyta Petra Poroszenki w Kazachstanie być może pomoże Nazarbajewowi pozbyć się strachu przed Putinem.

O tym dowiecie się z naszego przeglądu wydarzeń.

(-)

Warsztaty ceramiczne, nauka języków, zwiedzanie grodziska archeologicznego, poznawanie polskich i ukraińskich tradycji – to tylko część zajęć, w których bierze udział 40-osobowa grupa młodzieży polsko-ukraińskiej. Młodzi Ukraińcy przyjechali do Gadów w ramach wymiany młodzieżowej. Pomysłodawcą projektu „Hłeczyk czy dzbanek – polsko-ukraińskie młodzieżowe warsztaty ceramiczne” jest stowarzyszenie „Nasze Gady”. 20 młodych Ukraińców z obwodu sumskiego przyjechało na Warmię i Mazury w ubiegły poniedziałek. Polska i ukraińska młodzież mieszka razem. Młodzi Ukraińcy z Sum i Polacy z Zespołu Szkół w Tuławkach przygotowują m.in. wieczory tematyczne – polski i ukraiński – podczas których prezentują zwyczaje ludowe, pieśni, kulturę. Projekt kończy się 14 października. Dofinansowało go Narodowe Centrum Kultury oraz gmina Gady.

W Warszawie pod ambasadą rosyjską prezydentowi Putinowi złożono życzenia z okazji urodzin w mroczny sposób: krzyżami cmentarnymi i trumną. Jest o tym mowa w rubryce „U sąsiadów” kanału TV ZIK. W taki sposób aktywiści organizacji społecznej „Euromajdan-Warszawa” przypomnieli o ofiarach reżimu Putina – zabitych dziennikarzach, zlikwidowanych politycznych oponentach, a także poległych podczas rosyjskiej agresji w Czeczenii, Gruzji i na wschodzie Ukrainy. Uczestnicy akcji przykryli się symbolicznie zakrwawionymi prześcieradłami i leżeli na ziemi, a podczas flash mobu rozbrzmiewała żałobna pieśń ukraińskiego Euromajdanu – „Płyne kacza po Tysyni”:

(-)

Katastrofa z udziałem polskiego konsula zdarzyła się na Ukrainie. Jeden z polskich dyplomatów, który siedział za kierownicą, zderzył się z innym samochodem. W tragicznej katastrofie zginęło sześcioro młodych Ukraińców. Konsul nie odniósł poważnych obrażeń. O szczegółach opowiada z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Oficjalna wizyta do Astany ukraińskiego prezydenta stała się pierwszą taką wizytą Petra Poroszenki do jednego z krajów na postradzieckim terytorium. Do Mińska Poroszenko jeździł, aby wziąć udział w spotkaniach międzynarodowych. A w Astanie przyjęto go jako głowę przyjaznego kraju, co do integralności którego nikt nie ma wątpliwości. Przynajmniej taki punkt znalazł się we wspólnym oświadczeniu prezydentów, podsumowującym wizytę, nie bacząc na to, że początkowo strona kazachstańska próbowała uniknąć tego tematu.

O tym w swoim blogu na „Kontraktach” pisze dziennikarz, Witalij Portnikow.

„Do czego potrzebna jest Poroszence wizyta do Kazachstanu – to oczywiste. Jest to demonstracja tego, że nawet najbliżsi sojusznicy Moskwy starają się zachować dobre kontakty z Ukrainą i nie wątpią w legitymność jej władzy. To wreszcie i porozumienie w sprawie dostaw węgla, co pozwoli nie bać się szantażu ze strony marionetkowych kierowników „republik ludowych”. Ale do czego potrzebna jest wizyta Poroszenki Nazarbajewowi?” – zapytuje Portnikow.

Jego zdaniem należy rozumieć, że Nazarbajew i Łukaszenka od dnia rosyjskiego napadu na Ukrainę żyją w strachu. Nie przed Majdanem. Przestraszył ich sam Putin, który zburzył tradycyjną wizję świata i postawił ich przed wyborem między rosyjskim szaleństwem, a współpraca z cywilizowanym światem. W takiej sytuacji bycie rosyjskimi sojusznikami jest niebezpieczne i odrażające. A nie bycie – jeszcze bardziej niebezpieczne. Tak więc Łukaszenka i Nazarbajew przyjaźnią się z Putinem zatykając nos. Przy czym rzeczywistość potwierdza ich najgorsze obawy. Putin już zaczął mówić o utworzeniu rosyjskiej bazy wojskowej na Białorusi, co może okazać się zaledwie preludium do aneksji tego kraju. O Kazachstanie w ogóle kremlowski dyktator wypowiada się z nieukrywanym lekceważeniem – mówi, że do Nazarbajewa Kazachowie w ogóle nigdy nie mieli swojego państwa. To cóż w tym będzie dziwnego, jeśli po Nazarbajewie też go nie będzie?

Dlatego, zdaniem dziennikarza, dla Nazarbajewa przyjazd Poroszenki – to nie rozmowy o węglu i nie o Ukrainie w ogóle. Jest to próba zrozumienia, czy może on już teraz zacząć się dystansować od Rosji, jak daleko i na ile bezboleśnie. „Mówiąc wprost – jest to próba pozbycia się strachu”, – podsumowuje Witalij Portnikow.

(-)

A my życzymy Kazachom, Białorusinom też i wszystkim zniewolonym przez Rosję narodom, aby pozbyli się strachu przed Putinem i żyli własnym, samodzielnym życiem. Nasz program dobiegł już końca; przygotowała go i poprowadziła Jarosława Chrunik. Wieczorem o g.18.10 spotka się z wami Hanna Wasilewska, a ja powitam was znowu jutro o g. 10.50. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! Trzymajcie się cieplutko!
(jch/as)

13.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! W poniedziałek, 12 października, w naszym poniedziałkowym programie „Quo vadis” wita was Jarosława Chrunik. Dzisiejszą audycją w jakiś sposób możemy odpowiedzieć na pytanie „quo vadis”, czyli „dokąd zmierzasz” – zmierzamy z przeszłości w przyszłość. Wszystko będzie jasne, gdy posłuchacie materiału o poświęceniu cerkwi w Godkowie, które miało miejsce minionej soboty. Cerkwi, która z przeszłości przyszła do przyszłości.

(-)

Greckokatolicka świątynia sprzed czterech stuleci znowu otworzyła swoje drzwi przed potomkami tych Ukraińców, którzy modlili się, pobierali, przyjmowali chrzest i odchodzili do Najwyższego na ojczystej, praojcowskiej ziemi. Tak było do tragicznego 1947 roku, do operacji „Wisła”. W sobotę, 10 października, miała miejsce konsekracja tej cerkwi w Godkowie, w powiecie elbląskim. Właśnie tam, za swoimi wiernymi, resztki tej świątyni ze wsi Kupna w gminie Krzywcza, na ziemi przemyskiej, przywędrowały w 2011 roku. Po 64 latach od wysiedlenia Ukraińców w ramach operacji „Wisła”, cerkiew odnalazła swoich wiernych oraz ich potomków. Cztery lata były potrzebne, aby znowu otworzyły się dla wiernych jej drzwi, mówi biskup pomocniczy przemysko-warszawski, Eugeniusz Popowicz:

– Cieszymy się, że dzisiaj ta świątynia wypełniła się mnogością naszych wiernych, tych, którzy przyszli aby być obecnymi i świadkami tego historycznego wydarzenia, jakim jest poświęcenie świątyni, poświęcenie mojej cerkwi, poświęcenie mego domu. Cieszę się, że dziś nie mieścicie się w tej cerkwi. Jest to znak, że wiele was przybyło, bo emocjonalnie, sercem swoim i wiarą jesteście dziś związani z ta świątynią. Drodzy w Chrystusie bracia i siostry, drodzy księża, gdy śledziliście te wszystkie wydarzenia, związane z poświęceniem tej cerkwi, usłyszeliście mnóstwo różnych modlitw. Zobaczyliście bezmiar różnych wydarzeń, które miały tu miejsce. To wszystko, co robimy tu dzisiaj, nawiązuje do tego, o czym wasz proboszcz mówił dzisiaj w słowie wstępnym. Nawiązuje do tego pierwszego poświęcenia pierwszej świątyni na ziemi, którą była Świątynia Jerozolimska, zbudowana przez króla Salomona.

Drodzy w Chrystusie bracia i siostry, my też niejednokrotnie byliśmy świadkami, jak w naszym narodzie wznoszono świątynie, budowano przepiękne cerkwie na tej ziemi, skąd przybyliśmy. Była tam niejedna świątynia, zbudowania w imię, ku czci, na chwałę Jedynego Boga. Ku czci tych wielkich świętych, których my tak gorliwie czcimy w naszym narodzie. I tak samo byliśmy świadkami niejednej ruiny tych naszych przepięknych świątyń. A dzisiaj jesteśmy świadkami, jak jedna z takich ruin, którą uczyniła złowroga ręka ludzka, na nowo wznosimy, aby połączyć przeszłość z przyszłością. Żeby połączyć to, co było, z tym, co jest. I żeby budować naszą przyszłość. Na tej ziemi, gdzie pan Bóg wyznaczył nam dzisiaj żyć, jesteśmy dziś świadkami poświęcenia tej przepięknej cerkwi, w której jak powiedziałem, styka się przeszłość z przyszłością. Przeszłość to te szczątki tej starej, drewnianej cerkwi z miejscowości Kupna, którą przeniósł tu wasz proboszcz przy pomocy tych dobrych ludzi, których tu dzisiaj witał. Poświęcając tę świątynię, jednocześnie jesteśmy świadkami, że część tej świątyni słyszała już niejedną modlitwę, widziała niejedne oblicze, pochylone na modlitwie. Widziała niejedna ludzka radość i niejedno ludzkie zmartwienie. I to wszystko jest dzisiaj u was. To wszystko, co kiedyś było w naszej historii, powraca. Przychodzi z coraz większą siłą. Siła modlitwy naszych ojców, którzy kiedyś w cerkwi w Kupnej wznosili swoje ręce do Boga i prosili o pomoc w tych wszystkich sprawach, z jakimi człowiek przychodzi do cerkwi. Tak więc w darze otrzymujecie modlitwy naszych przodków.

Ta nasza droga ma być droga dzieci Bożych, drogą uczniów Chrystusowych, drogą dzieci narodu ukraińskiego, wiernych dziedzictwu swojej ojczyzny, wiernych swoim tradycjom i cerkwi. Wierni aż do bólu, bólu, który dał wam siłę tę cerkiew tu, w Godkowie, wznieść. Moi drodzy, to nie jest łatwe, to jest wielki trud, wielka troska, ale ten trud i ta troska wyrasta z wiary i chęci posiadania swojej świątyni. Mieć ten swój dom, gdzie będziemy się modlić w swoim języku, gdzie będziemy się modlić zgodnie z naszym zwyczajem, gdzie będziemy składać ofiary zgodnie z naszym sercem. Gdzie będziemy składali dziękczynienie zgodnie z naszą tradycją. I to wszystko skłoniło was do tego, aby podjąć się tej sprawy tu, w tej wsi. I dzisiaj jesteśmy świadkami tej waszej radości. Radości, która niechaj nigdy nie gaśnie. Radości, która niech zawsze wypełnia te świątynię. Radości, która niechaj wam nadal pomaga tu, na tej ziemi, budować wasze wspólne życie uczniów Chrystusowych, których jednoczy węzeł miłości braterskiej.

(-)

Od teraz cerkiewka z Kupnej będzie łączyła w Godkowie przeszłość z przyszłością.

A od czego zaczęła się ta historia? O tym Stefanowi Migusowi opowiedział proboszcz, ks. Andrzej Soroka:

– Zaczęło się zwyczajnie. Jedzie sobie kiedyś człowiek przez taką miejscowość jak Godkowo i myśli sobie, że obok mieszka wielu Ukraińców, którzy dojeżdżają do Pasłęka, a wcześniej przyjeżdżało 15-16 osób. I w pewnym momencie pomyślałem, żeby postawić świątynię. Zwróciłem się do mojej znajomej pani prof. Cielątkowskiej, żeby mi zrobiła projekt maleńkiej drewnianej świątyni, bo ja chciałem drewnianą. A ona wpadła na pomysł, że może by przenieść jakieś szczątki z południa Polski. I tak się zaczęło. Ona znalazła, pojechaliśmy do podkarpackiego konserwatora zabytków, do pani Grażyny Stojak, zaczęliśmy rozmawiać i powiedziała, że szczątki może nam przekazać.

– Ile to trwało od momentu, gdy ksiądz pomyślał do czasu, gdy te szczątki przyjechały tutaj?

– Nie trwało długo, to trwało prawie rok czasu zaledwie. Dlatego, że musieliśmy zrobić wszelkiego rodzaju zabezpieczenia, wykorzystaliśmy tez Politechnikę Gdańską do tego, żeby oznakować te szczątki, oni to wszystko rozbierali i w ciągu całego roku to przewieźliśmy. Wiosną zaczęliśmy, a jesienią szczątki były już tu.

– Tu trzeba było wiele wysiłku, wiele pracy ludzi, ale też pracy czy wiedzy specjalistów. Jak udało się księdzu to wszystko połączyć?

– Też przypadkiem, jak to w życiu bywa. Spotkaliśmy ludzi z Podlasia, którzy zajmują się budową drewnianych domów. Swego czasu mówili, że też budowali cerkwie. Powierzyliśmy więc im to zadanie, żeby tym kierowali i oni tego dokonali.

– Pomoc materialna – mieliście ze strony państwa, samorządu, czy od ludzi?

– Nie mieliśmy żadnych zewnętrznych pieniędzy. Po prostu ani samorząd, ani władza – miejska, wojewódzka, gminna – nikt nam nie pomógł. Oczywiście, przy otrzymaniu działki pomogła nam gmina, bo to jest kupione za przysłowiowa złotówkę. A reszta to pieniądze naszych wiernych, skromnie powiem, że moje osobiste.

– rzecz w tym, że ksiądz wspomniał na początku, że było kilkanaście osób, które dojeżdżały do cerkwi do Pasłęka. Kilkanaście osób nie byłoby w stanie, stąd moje pytanie. Pomoc księdza też. A z zewnątrz ludzie tez pomagali?

– Tak, oczywiście. Gdy cokolwiek robi się dla wspólnoty, niekoniecznie cerkiewnej, ale czasami i społecznej, gdy ludzie widzą, że coś się dzieje, to się temu przyglądają. Bywało tak, że pieniądze przychodziły i z zagranicy, z Kanady. Mam przyjaciela zresztą, Iwana Iwaniurę, ze swoim szwagrem i znajomymi też przekazali mi pieniądze na budowę tej świątyni. Tak że były to i zagraniczne pieniądze.

– Tu jest, jak biskup powiedział w homilii, następuje takie szczególne połączenie przeszłości, często tragicznej, z przyszłością. Jak ksiądz tę przyszłość widzi? Jest świątynia, jest pewna grupa ludzi, ale są takie sytuacje, że czas pracuje na niekorzyść społeczności ukraińskiej. Czy nie zagraża to tej społeczności?

– Nigdy nie patrzę z perspektywy tego, że coś nie ma sensu i nie ma wartości. Jak pan dobrze wie, w ludzkim życiu tak bywa, że jedni odchodzą, inni przychodzą. Sam fakt, że tu w szkole, w której w tej chwili się znajdujemy, jest ponad dwadzieścioro dzieci, które uczą się religii i chyba nareszcie będzie język ukraiński. Tak że jest komu to zostawić. Myślę, że ta przyszłość nie jest taka zła, jak myślimy, że starzy umierają, pozostają tylko jednostki. Nie. Odchodzą, przychodzą. Ja mam tu w niedziele na każdej mszy minimum osiemdziesiąt osób. A bywa i sto, sto dziesięć. Tak że widać, że to ma sens.

– Ksiądz uprzedził moje pytanie, bo chciałem powiedzieć, że tu wyjątkowo (bywam w różnych parafiach) jest bardzo dużo i młodzieży, i dzieci, i tych ludzi w takim jeszcze młodym wieku, średnim bardzo aktywnie zaangażowanym w tę cerkiew.

– Tak jak pan zauważył, zresztą gdy rozdawaliśmy podziękowania od naszego biskupa, byli to młodzi ludzie, młode małżeństwa i takie mniej więcej Godkowo jest. Są oczywiście starsi ludzie, ale jest bardzo dużo ludzi w średnim wieku, którzy są rzeczywiście Ukraińcami i grekokatolikami, którzy nie wstydzą się ukraińskości i pracują tez w społeczności. Trzeba tylko kogoś, kto by ich pociągnął za rękę i pokazał jak to wszystko robić i oni dalej sami będą to robić.

(-)

Jak to miło słyszeć optymizm w słowach księdza Andrzeja! Taki entuzjazm potrzebny jest nam wszystkim. A my na tej pozytywnej nucie żegnamy się z wami do jutra, do godz. 10.50.

Program przygotowali – Stefan Migus i Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

12.10.2015 – godz.18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Witam was w poniedziałek, 12 października, w naszym porannym przeglądzie wydarzeń na falach Radia Olsztyn. Z wami jest Jarosława Chrunik. W ten chłodny dzień, który skłania nas do tęsknoty za latem, nawet bardzo upalnym, wspominamy czcigodnego Teofana, więc przypomnijmy podanie o nim. Dobrze się składa, ponieważ nasze poniedziałki są poświęcone religii. Tak więc czcigodny Teofan żył kiedyś w syryjskim mieście Gaza, był bardzo dobrym i miłosiernym człowiekiem. Przyjmował podróżnych, pomagał ubogim, chorym, a cały swój majątek wydał na pomoc bliźnim. Jednak Bóg zesłał mu próbę: utracił on zdrowie i bardzo cierpiał, jednak tak jak kiedyś Hiob, nie czynił Bogu wyrzutów, a błogosławił Go. Gdy umierał, rozszalała się straszna burza; żona Teofana martwiła się, że nawet nie będzie mogła pochować męża, ale ten rzekł do niej: „Nie płacz, do tej pory to była próba. W momencie mojej śmierci z woli Bożej burza ucichnie”. Tak też się stało. Gdy tylko oddał on duszę Bogu, nastała cisza. Po śmierci ciało świętego Teofana oczyściło się z ran i zaczęło wydzielać uzdrawiający olejek. Wszystkim Teofanom, a także tym, kto obchodzi urodziny, życzymy nie tylko po śmierci, a przede wszystkim teraz, właśnie za życia, wszelkich dóbr i powodów do radości. Wszystkiego najlepszego!

(-)

A o czym dowiecie się dzisiaj od nas? W Godkowie w sobotę poświęcono cerkiew, przywiezioną z rodzinnych stron. W Olsztynie w następny wtorek odbędzie się spotkanie, z kulturoznawcą Olgą Kich-Masłej z Uniwersytetu jagiellońskiego. Władze Ukrainy maja dowody na obecność rosyjskich „Buków” na Donbasie w czasie katastrofy malezyjskiego samolotu. Rosjanie pytają o swoich żołnierzy, którzy zginęli na Ukrainie.

(-)

W Godkowie, położonym między Pasłękiem a Ornetą, minionej soboty odbyło się poświęcenie cerkwi pw. Pokrowy Najświętszej Bogurodzicy. Warto przypomnieć, że ta świątynia została zbudowana w I połowie XVIII wieku. Po Akcji „Wisła”, gdy opustoszały wsie, wcześniej zamieszkałe przez Ukraińców, świątynie zaczęto wykorzystywać jako magazyn nawozów mineralnych. Została skazana na zniszczenie, jednak dzięki księdzu Andrzejowi Soroce z Elbląga i ludziom dobrej woli, drewniana cerkiew z Kupnej w gminie Krzywcza, przywędrowała za swoimi wiernymi do Godkowa. Od teraz będzie ona miała szczególne znaczenie dla tutejszych grekokatolików, – mówi biskup pomocniczy przemysko-warszawski, Eugeniusz Popowicz:

– Wchodząc do tej świątyni, pamiętajcie, że jest ona naprawdę miejscem Boga i tu, o cokolwiek będziecie prosili z wiarą, będzie wam dane. Będzie wam dane. Bo pan Bóg nigdy nie odwraca się od tego, kto z wiarą, z pokornym sercem, ze łzami w oczach przychodzi no Niego i prosi o pomoc. To stanie się każdemu. W tej świątyni wszystko będzie się działo dla waszego dobra. Tu będziecie słuchać Słowa Bożego. Tego Słowa, które ma być podstawą i fundamentem waszego życia. Życia jako konkretnych osób, a przede wszystkim życia waszych rodzin, całej naszej ukraińskiej, greckokatolickiej wspólnoty i tych, którzy się do nas przyłączają. Tych, którzy chcą stać się naszymi braćmi i siostrami. Wszystko to będzie się działo w tej świątyni. Ta świątynia, która od teraz staje się świątynią Boga Żywego dla was, pamiętajcie, że staje się i waszą świątynią. Od dzisiaj wy wszyscy macie wspólną troską dbać o tę świątynię, pamiętać, że ta świątynia ma być tak piękna, tak wypełniona naszą modlitwą, nasza dobrocią, jak to wszystko, co było w Świątyni Jerozolimskiej podczas jej poświęcenia przez cesarza Salomona.

Cerkiew stanie się symbolem pozostawionych na ziemiach ojczystych świątyń, które z czasem przestały istnieć.

I jeszcze w podobnym temacie:

Jakie znaczenie mają dla nas mogiły naszych przodków, którzy spoczywają w rodzinnej ziemi w południowo-wschodniej części Polski? O tym w następny wtorek w Olsztynie będzie opowiadała Olga Kich-Masłej, dr nauk filologicznych, kulturoznawca, wykładowca Katedry Ukrainoznawstwa Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ w Krakowie. Dawna mieszkanka naszego regionu Olga Kich-Masłej swoją pracę badawczą dotyczącą cmentarza w Wierzbicy zawarła w książce „Imię zmarłego. Katalog cmentarza grecko-katolickiego w Wierzbicy”. Jednak we wtorek ta nekropolia będzie tylko punktem wyjścia do rozmów i opowieści o innych miejscach pochówków naszych przodków. Olga Kich-Masłej przyjedzie nie sama, a z grupą osób, które pracowały z nią, aby zachować stare cmentarze, można więc będzie dowiedzieć się, jak należy prowadzić restaurację i konserwację starych nagrobków, aby przetrwały kolejne dziesięciolecia. Goście przedstawią obecnym prezentację, fotografie, film. Przypomnijmy: spotkanie pod hasłem „Ratujmy cmentarze” odbędzie się we wtorek, 20 października, o g.18.00 w przycerkiewnej świetlicy w Olsztynie.

(-)

Władze Ukrainy mają dowody na obecność rosyjskich rakiet Buk w miejscu i czasie katastrofy malezyjskiego Boeinga. W lipcu zeszłego roku lecący z Holandii do Malezji samolot spadł na terenach kontrolowanych przez prorosyjskich separatystów. Wiele dowodów wskazuje, że samolot został strącony właśnie przez nich, – informuje z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Rosyjscy obrońcy praw człowieka nie przestają interesować się losami żołnierzy wysłanych na Ukrainę. Według różnych źródeł i zeznań świadków, w Donbasie zginęło kilkuset Rosjan. Do dziś Moskwa oficjalnie nie potwierdziła tych informacji, a Kreml i resort obrony zaprzeczają, jakoby wysyłano żołnierzy na wojnę. Z Moskwy Maciej Jastrzębski:

(-) Korespondencja w języku polskim

I na tym nasz poranny program kończy się. O poświęceniu cerkwi w Godkowie usłyszycie w naszym dzisiejszym wieczornym programie. Żegnamy się więc z wami do wieczora, do godziny 18-tej. Pięknego dnia, szanowni słuchacze!

(jch/as)

11.10.2015 – godz. 20.30 (opis do dźwięku)

 

09.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Witam was, szanowni słuchacze, w chłodny, jesienny wieczór w czwartek, 8 października, w naszym programie na falach Radia Olsztyn „Z dnia na dzień”. W waszych ciepłych domach w ciągu najbliższych 20 minut będę z wami ja, Jarosława Chrunik. Dzisiaj będzie u nas i poważnie, i śmiesznie, ale przecież takie jest życie.

(-)

Warmię i Mazury niedawno odwiedziła 30-osobowa delegacja przedstawicieli administracji państwowej i organizacji pozarządowych obwodu rówieńskiego. Wizyta odbywała się w ramach trzeciego etapu projektu „Samorząd terytorialny – eksportowy hit Polski”. Projekt przygotował Departament Współpracy Międzynarodowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego, a współfinansowało MSZ RP.

goście zapoznawali się z doświadczeniem współpracy polskich struktur samorządowych z organizacjami pozarządowymi. Dowiedzieli się, jak udzielana jest w Polsce pomoc potrzebującym, odwiedzili podmioty, prowadzone przez organizacje pozarządowe, na przykład: Wioskę Garncarską w Kamionce i wieś Aniołowo, znane ze swej aktywności społecznej.

(-)

Takich wizyt nigdy za wiele. Nie wszystko można zapamiętać i zrozumieć za pierwszym razem, – powiedział mi już pierwszego dnia Oleh Łewczuk, prezes organizacji pozarządowej „Eurodom”:

– Po pierwsze ja mam już doświadczenie współpracy z polskimi organizacjami pozarządowymi, dlatego że miałem już możliwość w 2007 roku już być, odwiedzić wasz kraj w składzie analogicznej delegacji. I dla mnie była to wizyta zapoznawcza. A podczas tej wizyty stawiam sobie za cel uściślić pewne szczegóły współpracy organizacji społecznych z władzami lokalnymi, przyjrzeć się jak to wy oczywiście macie bardzo duże doświadczenie już i my w tej kwestii jesteśmy bardzo opóźnieni. Mnie interesuje finansowanie, budżety, współpraca rejonowa, obwodowa i główne kierunki, a także procedury różnych konkursów. To główne moje widzenie.

– Czy sadzi pan, że otrzyma tu odpowiedzi na swoje pytania?

– Już po pierwszym dniu widzę, że mam możliwość otrzymać odpowiedzi na niektóre moje pytania.

– I wcielić w życie u siebie?

– Jednoznacznie, dlatego że oprócz tego, że zajmuję się i reprezentuję organizację pozarządową, to jeszcze prowadzę aktywną działalność społeczną, więc sądzę, że będę miał możliwość wpływania swoimi wizjami, swoimi decyzjami na własną administrację i prowokować do działań.

(-)

Co zainteresowało członków delegacji podczas wizyt w różnych instytucjach, przede wszystkim organizacji pozarządowych? Na to pytanie odpowiedział mi Ołeksandr Korolczuk, który w Rówieńskiej Obwodowej Administracji Państwowej odpowiada za nawiązanie kontaktów i współpracy z przedstawicielami organizacji społecznych, partii politycznych oraz ŚMP, które pracują w obwodzie rówieńskim:

– Przede wszystkim interesuje, oczywiście, ten poziom, którym przesiąknięta jest świadomość społeczna o konieczności połączenia i organizacje społeczeństwa obywatelskiego. Święta zasada: jeśli chcesz zrobić coś najlepiej, powinieneś to zrobić tak, jak sam chcesz i odpowiednio – znaleźć sobie tych, którzy myślą tak jak ty i razem osiągnąć ten cel, możecie to zrobić razem. W ogóle powiem tak, że do pewnego czasu na Ukrainie trochę mieliśmy problemy z instytucjami społeczeństwa obywatelskiego i nawet z samą tą sferą, dlatego że było ich niewiele, a nawet jeśli były zarejestrowane oficjalnie kilkaset, to realnie pracowało kilkadziesiąt. Ale w 2014 roku zobaczyliśmy na skutek Rewolucji Godności i potem tych naszych niezwykle negatywnych. Strasznych rzeczy – mam na myśli wojnę, zobaczyliśmy falę aktywności społecznej, gdy ludzie zaczęli sami się organizować, zaczęli pomagać jeden drugiemu, zaczęli pomagać państwu. I właśnie ta pomoc, która poszła właśnie od ludzi, od sektora społecznego, pomogła na samym początku wytrwać jako niepodległemu państwu, gdy pojawiły się wątpliwości, czy będziemy mogli żyć w suwerennym kraju. Zrobili to ludzie, zrobiły to organizacje społeczne, zrobiły to nowe organizacje społeczne, które zaczęły powstawać – mam na myśli wolontariackie i inne charytatywne. Dobrze, że ona już są, gdzie już powstały, tam ludzie doskonale uzmysławiają sobie, czego chcą, do czego dążą i właśnie teraz, na przykładzie Polski możemy zobaczyć czego dalej potrzebują te organizacje pozarządowe. One potrzebują pomocy i wsparcia. Tej pomocy i wsparcia może udzielić im państwo.

(-)

Co ciekawego goście zobaczyli? Co zwróciło ich uwagę?

– Zobaczyliśmy… Na pewno najważniejsze – to dążenie ludzi do zjednoczenia, do wspólnego celu i osiągania go. To jest najważniejsze. Zmieniać świat dookoła. Jeszcze raz mówię: jeśli chcesz coś zmienić, to przede wszystkim sam powinieneś tego chcieć, znaleźć podobnie myślących i wtedy razem to zrobicie. Czekać, że ktoś zrobi to za ciebie – to się nigdy nie zdarzy. I warto nam o tym zapominać, bo jak by nie było przykro, wielu ludzi jeszcze teraz czeka, „dlaczego ja mam to robić? Niech ktoś przyjdzie i to zrobi. Mi winne jest to państwo, winien mer, winni są sąsiedzi i jeszcze nie wiadomo kto, tylko nie ja”. Ma to być ktoś, tylko nie ja. Od tego trzeba się odzwyczajać.

(-)

Z moich rozmów z Ukraińcami wynika, że ludzie rzeczywiście gotowi są do zmian, chociaż powstrzymuje jeszcze trochę czynnik bierności. A może nie bierności, tylko czynnik finansowy?

– Rozumiem, że wiele z tego, co tu osiągnęły instytucje społeczeństwa obywatelskiego, to właśnie dzięki potężnemu wsparciu, które nadeszło z UE. Dlatego że niezwykła liczba projektów, nawet tych, z samego początku, które dawały podstawę, dawały wzrost organizacjom społecznym, które teraz są potężne w Polsce, to wszystkie one w swoim czasie miały fundament w postaci grantów z UE.

Oczywiście, są i u nas nieśmiałe kroki, próbujemy wdrażać pieniądze z UE poprzez różne projekty; u nas znowuż w obwodzie Komitet Wyborców Ukrainy próbuje, gdzieś tam idzie kwota rzędu miliona, są takie początkowe nieśmiałe kroki, ale jest ich na razie bardzo mało i póki co są mało efektywne. Dlatego jeśli Bóg da, ze wcześniej czy później i my (oczywiście, chciałoby się, żeby to było jak najszybciej) trafimy do strefy UE, będziemy widzieli ten rozwój, który widzimy tu u was. I powiem, że przynajmniej to, co widziałem w Polsce 20 lat temu, obecnie pod względem rozwoju, mam nadzieje, że i my wkrótce zobaczymy to, co się u was teraz odbywa. To budownictwo, i – co mi wpadło w oko – i te drogi, które obecnie są budowane, bo jedno miejsce pracy na drodze daje odpowiednio pięć dodatkowych miejsc pracy w innych zakładach. Wy rozumiecie do czego należy dążyć, do czego trzeba zmierzać. Budowa dróg była zawsze pozytywna dla gospodarki, ale znowu – rozumiem, że to za pieniądze UE. I to jest to, czego nam brakuje, bo jest chęć, potrzebujemy tylko pomocy finansowej, a nawet konsultacyjne, ja myślę, że na pewnych etapach, gdy liczba pracowników będzie przyjeżdżała, wyjeżdżała, stąd, z UE do nas, my będziemy przyjeżdżać tu, do UE, to zbierze się ta krytyczna masa ludzi, którzy będą pchać do produ proces i będzie on wtedy szedł jak najszybciej.

(-)

Życzymy szczerze Ukraińcom, żeby wreszcie wybrali sobie taką władzę, która potrafi dotrzymać im kroku i iść z nimi ramię w ramię.

(-)

No, ale żeby nie pozostawać do piątku w poważnym nastroju, oddajmy głos Hryćkowi Drapakowi, niech nas rozbawi:

(-) Humoreska

Czas naszego wieczornego spotkania już się kończy. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Jutro jest piątek, a więc cały dzień będzie z wami Hanna Wasilewska. Ja spotkam się z wami w niedzielę wieczorem, więc życzę wam pięknego i ciepłego weekendu! Do usłyszenia, szanowni słuchacze! (jch/łw)

08.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Dziś jest czwartek, 8 października. W studiu Radia Olsztyn wita was Hanna Wasilewska. Po Tekli dzień zmniejsza się nie kurzymi, a końskimi krokami. Znacznie ochłodziło się w ostatnich dniach. Dziś, 8 października – dzień Sergiusza Radoneskiego. Dzień ten ma szczególne cechy. W narodzie mówi się, że jeśli na Sergiusza dzień wypadnie piękny, to taka będzie pogoda przez 3 tygodnie i odwrotnie. Życzę więc wszystkim ciepła i pogodnego dnia, a solenizantom – miłej, wesołej ekipy przy stole. Życzę wszystkiego najlepszego.

(-)

Ukraińscy partnerzy województwa warmińsko-mazurskiego chętnie przejmują doświadczenie swoich polskich partnerów.

Rodziny ofiar Majdanu otrzymają renty.

Ukraińcy zakończyli wycofywanie czołgów z linii frontu w obwodzie ługańskim.

Legalne wybory na Donbasie mogą się odbyć wyłącznie po wyprowadzeniu stamtąd wojsk rosyjskich.

O tym będzie mowa w przeglądzie wydarzeń.

(-)

W ubiegłym tygodniu odbyła się robocza wizyta prawie 30-osobowej delegacji z obwodu rówieńskiego na Warmię i Mazury w ramach realizacji trzeciego etapu projektu Departamentu Współpracy Międzynarodowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Projekt nazywał się „Samorząd terytorialny – hit eksportowy Polski”. Trzeci etap projektu miał na celu przede wszystkim na zaprezentowanie pracy organizacji pozarządowych. Goście odwiedzili m.in. niektóre organizacje pozarządowe i mieli okazję przekonać się, że warto, aby władze lokalne dzieliły się kompetencjami z takimi organizacjami.

Ołeksandr Korolczuk, po. naczelnika Wydziału działalności informacyjnej i komunikacji ze społeczeństwem Rówieńskiej Obwodowej Administracji Państwowej, uważa, że na Ukrainie też jest to możliwe, ponieważ obywatele Ukrainy udowodnili, że stanowią społeczeństwo obywatelskie:

– W 2014 roku zobaczyliśmy na skutek Rewolucji Godności i potem tych naszych nadzwyczaj negatywnych i strasznych wydarzeń (mam na myśli wojnę), zobaczyliśmy pewną taką falę aktywności społecznej, gdy ludzie zaczęli samodzielnie organizować się, ludzie zaczęli pomagać jeden drugiemu, ludzie zaczęli pomagać państwu. I właśnie ta pomoc, która wyszła od ludzi, z sektora społecznego, pomogła właśnie Ukrainie wytrwać jako niepodległemu państwu. Wtedy, gdy pojawiły się wręcz wątpliwości, czy będziemy żyć w swoim, suwerennym kraju. Zrobili to ludzie, zrobiły to organizacje społeczne, zrobiły to nowe organizacje społeczne, które zaczęły powstawać – mam na myśli te wolontariackie i inne charytatywne. Dobrze, że ona już są, gdzie już powstały, tam ludzie doskonale uzmysławiają sobie, czego chcą, do czego dążą i właśnie teraz, na przykładzie Polski możemy zobaczyć czego dalej potrzebują te organizacje pozarządowe. One potrzebują pomocy i wsparcia.

Więcej o wizycie przedstawicieli Rówieńszczyzny usłyszą Państwo w naszym wieczornym programie.

Rodziny ofiar z Majdanu dostaną renty. Odpowiednie prawo przyjął na dniach ukraiński parlament. Zabici podczas wielomiesięcznych demonstracji na kijowskim Placu Niepodległości otrzymali status weteranów. Więcej opowie o tym Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Ukraińcy zakończyli wycofanie czołgów z linii frontu w obwodzie ługańskim. Jest to pierwszy etap wyprowadzenia broni kalibru poniżej 100 milimetrów. Proces ten rozpoczął się dwa dni temu i jest wynikiem umowy między Ukrainą a separatystami:

(-) Korespondencja w języku polskim

Wczoraj separatyści, mimo porozumień z Mińska, naruszyli zawieszenie broni na Donbasie – informuje centrum prasowe:

„O 12.25 w rejonie zamieszkałego punktu Troickie bojownicy dokonali ostrzału ukraińskiego punktu oporu kierowaną rakietą przeciwczołgową. W efekcie czterech naszych żołnierzy zostało rannych” – zaznaczono w sztabie ATO. Fakt ostrzału zarejestrowali przedstawiciele OBWE oraz wspólne Centrum kontroli i koordynacji zawieszenia broni i stabilizacji linii rozgraniczającej strony.

Legalne wybory w Donbasie mogą się odbyć wyłącznie po wyprowadzeniu stamtąd rosyjskich wojsk. Tak ukraiński minister spraw zagranicznych Pawło Klimkin komentuje wczorajszą decyzję separatystów o przełożeniu na następny rok planowanych przez nich wyborów samorządowych. Decyzję bojówkarzy pochwalił zachód. Jednak Ukraińcy wskazują na warunki niezbędne do normalizacji sytuacji politycznej w Donbasie. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko.

(-) Korespondencja w języku polskim

Nasz poranny program kończy się. Pracowała dla Państwa Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę i będę tu czekała na was jutro o 10.50. a wieczorem zapraszamy na program humorystyczny z Jarosławą Chrunik. Do usłyszenia! Uważajcie na siebie i swoich bliskich! (jch/bsc)

08.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy nasi przyjaciele! Ja, Jarosława Chrunik, mam przyjemność spotkać się z Państwem dzisiaj, w środę, 7 października, w naszym programie „Z dnia na dzień”. Środy zazwyczaj bywają u nas muzyczne (dzięki Sergiuszowi Petryczence); dziś będzie ona wojenno-muzyczna. A to dlatego, że Hanna Wasilewska przedstawi nam jeszcze jednego chłopca z pierwszej linii frontu. Sergiusz oczywiście też wypełni swój miły obowiązek, bo materiał przygotował właśnie dla Państwa, więc prosimy o pozostanie z nami.

(-)

Ukraina już drugi rok żyje na tle okrutnej wojny, którą – bez wypowiedzenia – prowadzi przeciwko niej „bratni” rosyjski naród. Od czasu do czasu opowiadamy Państwu o tym słowami ludzi, z którymi spotykamy się przy różnych okazjach. Dziś prezentujemy Państwu jeszcze jedną wojenną historię ukraińskiego żołnierza. Jurij Moskaluk – żołnierz batalionu „Lwów” – jest bohaterem naszego programu. Spotkała się z nim Hanna Wasilewska:

Jurij Moskaluk przeszedł najgorętsze miejsca Donbasu: od Debalcewa do Stanicy Ługańskiej. Jest obrońcą Ukrainy od samego początku rosyjskiej agresji. Jurij mówi, że toruje życiową drogę zgodnie z porywem serca, więc po dwóch tygodniach odpoczynku w domu znowu wyruszył na wschód wraz z towarzyszami broni.

W życiu przyszło mi spotykać różnych ciekawych ludzi, ale bywają tacy, którzy swoimi myślami zmieniają twój światopogląd, przestawiając wszystko z nóg na głowę. Jurij Moskaluk na front poszedł jako ochotnik. Interesuje się Carlosem Castanedą, tańcami społecznymi Ameryki Łacińskiej. Ma swoją filozofię życiową. Na wojnie Jurij widział niełatwą drogę oczyszczania i bezlitosną pierwszą linię frontu, gdzie świst kul stale przypominał o niebezpiecznej rzeczywistości.

– W Debalcewym byliśmy w samym mieście, dookoła Debalcewa były oddziały wojskowe Zbrojnych Sił Ukrainy, czyli my pełniliśmy służbę w samym mieście jako pododdział milicyjny. W pełni wykonywaliśmy funkcje milicji ponieważ miejscowej milicji tam już jako takiej faktycznie nie ma, w Stanicy Ługańskiej praktycznie to samo, tylko tam jest jeszcze posterunek, na który my wyjeżdżamy. Praktycznie w bezpośredniej bliskości z wrogiem, pewnie jakieś 700 metrów.

Bóg był miłosierny – Jurij był właśnie na rotacji, gdy miały miejsce przerażające wydarzenia pod Debalcewym. Ale jak się okazało – przeżyć tę sytuację było bardzo ciężko.

– Ciężkich chwil było pod dostatkiem, w ogóle tam przebywanie na pierwszej linii frontu jest trudne. Za każdym razem, gdy kładziesz się spać, nie wiesz co będzie, gdy się obudzisz. Bardziej jakoś ciężko było pod względem psychologicznym, gdy pojechaliśmy na rotację, zmieniliśmy chłopców, a raczej chłopcy zmienili nas, my pojechaliśmy do domu, a tu akurat zaczęła się sytuacja z Debalcewym i tak zwanym kotłem debalcewskim. Gdy dzwonisz do chłopców i pytasz jak wygląda sytuacja, a oni mówią, że bardzo trudna, że ledwie powstrzymują, że już pozostawili bazę, przeszli w inne miejsce, to rozumiesz na ile jest to trudna sytuacja. Tyle czasu tam spędzić i zostawić bazę, przenieść się w inne miejsce, bo po pierwsze tam już nie ma czego utrzymywać, bo wszystko jest rozbite, a po drugie nie ma możliwości utrzymywać, bo ataki są bardzo mocne. Bardzo trudno jest rozumieć, że to nie jest tak, że po prostu ktoś. To są ludzie, z którymi służyłeś bardzo długo i oni teraz znajdują się w takiej sytuacji, niezwykle trudnej. Ta świadomość jest jakoś niezwykle trudna. Masz świadomość, że jesteś tu, w domu i fizycznie nie jesteś w stanie w żaden sposób im pomóc. A oni tej pomocy przecież potrzebują. Najtrudniej jest mieć świadomość, że nie wszyscy stamtąd wyszli, dwoje ludzi zginęło przy wyjściu. Czyli jeszcze nie tak dawno zmieniali cię, miesiąc temu przyjechali, witaliśmy się, uściskaliśmy się, cieszyliśmy się, że zobaczyliśmy jeden drugiego. My cieszyliśmy się, że jedziemy do domu, oni cieszyli się, że nas zobaczyli, a teraz wiesz, że ich nie ma. To też jest bardzo trudne. Takie momenty są chyba najtrudniejsze. Takie poczucie bezsilności i sytuacji bez wyjścia jest najtrudniejsze – że nie możesz pomóc.

Nasz bohater służy w ochotniczym batalionie „Lwów”. Mówi, że dzisiaj na front powinni iść ci, którzy wybiera taka drogę sam. Jego zdaniem ci, którzy troszczą się i chcą pomóc, już dawno to robią. W mężczyźni, którzy pozostają na tyłach, powinni właśnie tu pilnować porządku, bo roboty wszędzie jest dużo:

– Na froncie powinien być ten, kto poszedł tam na ochotnika. Jeśli są to Zbrojne siły, to powinni to być ludzie na kontrakcie, jeśli to bataliony, to też ludzie powinni tam iść samodzielnie. Nie można człowieka gonić na siłę na wojnę, pod groźbą więzienia. Wydaje mi się, że to powinno być na takich zasadach, powinni to być tacy ludzie, którzy rozumieją, gdzie się znajdują, a nie ci, których tu przygnano. Bardzo dużo jest takich ludzi, którzy uważają, że ja jestem lwowianinem i mam jechać za tych donieckich walczyć. Ludzie powinni być gotowi do różnych ról. Nie powinno być tak jak do tej pory, że nie było cie rok w domu, a ty postrzelałeś trzema nabojami. Powinno być jakościowe przygotowanie i wszystko. Po tym wracasz do domu i żyjesz normalnym życiem. I masz nadzieję, że to ci się nie przyda. Nie chciałoby się trafić na taką sytuację, żeby twoje życie zależało od ludzi, których tu przygnano. Chciałby się mieć pewność, że za tobą są ci ludzie, z tobą i obok ciebie ramię w ramię są ci ludzie, którzy rozumieją, co oni tam robią. A nie ci, którzy po prostu muszą tam być.

Jurij mówi, że bliscy martwią się, ale rozumieją jego wybór. Pewnie wszystko to zależy od wychowania. Oto jak do tego odniosła się mama żołnierza:

– Ona nie wspierała, na tyle, ale zapamiętały mi się słowa: „Ja rozumiem, że jesteście moimi dziećmi, ale nie rozumiem, dlaczego jesteście jeszcze tu”. Być może w ogóle to patriotyczne wychowanie przekazywane jest na poziomie genetycznym. Dlatego ja sam rozumiem, że w obecnym momencie moje miejsce jest tam. Ale bardzo bym chciał, żeby to wszystko jak najszybciej się zakończyło i żeby moje miejsce znowu było tu.

Na pytanie, „kto wygra w tej wojnie” usłyszałam nieoczekiwana odpowiedź:

– Wydaje mi się, że naród ukraiński już przegrał tę wojnę. Dlatego że państwo dopuściło do takiego informacyjnego podziału na Zachodnią i Wschodnią Ukrainę. Tam rzeczywiście w tak zwanym „opołczeniji” jest bardzo dużo lokalnych mieszkańców. Oni padli ofiarą tych informacji, my nie otrzymaliśmy ich teraz, my otrzymywaliśmy je przez lata. Lwia część przemysłu rzeczywiście znajduje się na wschodzie kraju. Oni tam wszyscy pracują, bardzo ciężko. To są zakłady, produkcja, kopalnie. To jest ciężka praca. I oni pytają: dlaczego pracując w takiej pracy i wszystko znajduje się u nas, a my tak biednie żyjemy. Oni naprawdę żyją biednie. Gdzie podziewają się te pieniądze? Zabiera je Kijów. Czyli metal sprzedawany jest za granicę… No, po co im ten Kijów? Oni postanowili, że pójdą sobie na referendum, oni chcą żyć oddzielnie, im Kijów nie jest potrzebny. I będziemy sobie żyć oddzielnie.

Nie da się im wytłumaczyć, że te wszystkie pieniądze zabiera nie Kijów, a zabiera Achmetow i jego ekipa.

Mimo wszystko Jurij uważa, że naród ukraiński gotowy jest na wielkie sprawy. I Majdan to udowodnił. Jeszcze mówiliśmy o tym, że na zachodzie młodzież korzysta z wielu rozrywek, jednak Jurij mówi, że to jest naturalne. Ludzie po prostu już zmeczyli się wojną:

– To jest bez wątpienia proces nieodwracalny. Na początku to dla wszystkich było wielkim szokiem. Ale trwa to już na tyle długo, nawet z punktu widzenia psychologii człowieka. Opowiedz człowiekowi anegdotę, to on pośmieje się z niego, ale gdy opowiadasz ją ósmy raz, to nie jest to już śmieszne. Tak samo jest i z ta wojną, czyli już przyzwyczailiśmy się. Informacje wychodzą wciąż takie same, że znowu nas ostrzelano, naruszono Mińskie porozumienia który to już raz. Każdego dnia to samo, dla ludzi stało się to już na tyle zwyczajne, a dzieci chcą jeść, dzieciom wciąż coś jest potrzebne. Ludzie mimo wszystko powinni żyć swoim życiem, zajmować się swoimi problemami, one ciągle wynikają. Młodzież powinna wypoczywać, po to jest ona młodzieżą, to jest najlepszy okres w życiu i powinieneś bez wątpienia cieszyć się, wiek wymaga swego.

Mimo woli zastanawiasz się, czym kierują się żołnierze, o co walczą i co myślą w trudnych chwilach, jakim zasadom pozostają wierni. Ale rozmawiając ze zwykłymi chłopakami rozumiesz, że każdy ma swoją drogę. Jurij Moskaluk już wrócił na front, a jego filozofia jest prosta: pozostać wiernym swemu sercu:

– Taka jest droga serca. Czujesz, że tak trzeba. W pewnym momencie poczułem, że to, czym się zajmuję, problemy, którymi się przejmuję, czy praca, którą wykonuje, to jest w danym momencie po prostu nieaktualne. Że w danym momencie sytuacja na wschodzie jest ważniejsza. Że ja faktycznie powinienem być tam i powinienem pomóc chłopcom tam.

(-)

Nasz wszędobylski kolega, Sergiusz Petryczenko, jak już na pewno państwo zwrócili na to uwagę, bywa na różnych ciekawych imprezach muzycznych. Obecnie też bierze udział w polsko-ukraińskim projekcie, poświęconym zbiorowi pieśni duchownych. Zbiór nazywa się „Poczajewski Bohohłasnyk”. W ubiegłą sobotę, razem z muzykami z Kijowa i Jeleniej Góry, Sergiusz wystąpił na antenie Radia Opole z koncertem, na który składały się pieśni z „Bohohłasnyka”. O historii powstania „Bohohłasnyka” opowiada muzyk i badacz muzyki dawnej, Danyło Percow z Kijowa:

(-)

I tak wędrując sobie trochę współczesnymi, trochę dawnymi ścieżkami życia ukraińskiego narodu, zbliżyliśmy się do końca naszego programu. Żegna się z państwem nasza zgodna ekipa – Hanna Wasilewska, Sergiusz Petryczenko i ja, Jarosława Chrunik. Na Hannę proszę czekać jutro w porannym programie o g.10.50, ja spotkam się z Państwem o g.18.10, a na Sergiusza poczekamy, aż wróci z występów gościnnych. Proszę nie wpuszczać chłodu do domu! Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

07.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze, na falach radia Olsztyn w środę, 7 października. Z wami jest Hanna Wasilewska.

7 października jest Tekli-męczennicy oraz Władysława. Dziś obowiązkowo trzeba prząść, żeby towarzyszyło nam powodzenie w sprawach domowych, a kto nie umie prząść, to może dziergać na drutach. Według tradycji ludowej wierzono, że na Tekli „wszystko co się zwiąże, nie da się rozwiązać”: szczęście będzie trwałe, a wesele – dobre, dlatego tego dnia często wyprawiano wesela. Składamy więc życzenia wszystkim szczęściarzom, którzy dzisiaj staną na ręczniku szczęśliwego życia rodzinnego. Kochajcie się i szanujcie jedno drugie.

(-)

Olsztyńskie Gimnazjum nr 5gościło 5 października gościło Aleksandra Tkaczuka – iluzjonistę z Ukrainy. Wycofanie ciężkiej broni od linii frontu nie oznacza jeszcze bezpieczeństwa ukraińskich pozycji – uważa żołnierz armii ukraińskiej Jurij Moskaluk. Pomoc dla Ukrainy może być szansą dla polskich firm i organizacji. Wczoraj w Mińsku znowu zbierała się grupa kontaktowa ds, uregulowania sytuacji na Ukrainie. O tym usłyszycie w przeglądzie wydarzeń.

(-)

Olsztyńskie Gimnazjum nr 5 gościło 5 października Aleksandra Tkaczuka – iluzjonistę z Ukrainy. Artysta wystąpił z programem „Tajemnice iluzji”, którym bardzo zainteresował młodzież. Uczniowie szkoły wystąpili w roli asystentów mistrza – sprawdzali oni jakość używanych do pokazów przyborów, którymi posługiwał się iluzjonista, ale zawsze okazywał się on sprytniejszy od dzieci i nie pozwoli odgadnąć tajemnic sztukmistrza. Nadzwyczajna sprawa był stolik, który latał w powietrzu i o mało nie uciekł ze sceny oraz dziewczyna, której o mało nie stracono po przecięciu piłą elektryczną na pół, więc nie próbujcie tego samego w domu.

Dzisiaj przedstawiamy wam jeszcze jedną historię wojenną od ukraińskiego żołnierza. Jurij Moskaluk – to żołnierz batalionu „Lwów”, dziś jest bohaterem naszego programu:

Jurij Moskaluk przeszedł najgorętsze miejsca Donbasu: od Debalcewa do Stanicy Ługańskiej. Jest obrońcą Ukrainy od samego początku rosyjskiej agresji. Jurij mówi, że toruje życiową drogę zgodnie z porywem serca, więc po dwóch tygodniach odpoczynku w domu znowu wyruszył na wschód wraz z towarzyszami broni.

W życiu przyszło mi spotykać różnych ciekawych ludzi, ale bywają tacy, którzy swoimi myślami zmieniają twój światopogląd, przestawiając wszystko z nóg na głowę. Jurij Moskaluk na front poszedł jako ochotnik. Interesuje się Carlosem Castanedą, tańcami społecznymi Ameryki Łacińskiej. Ma swoją filozofię życiową. Na wojnie Jurij widział niełatwą drogę oczyszczania i bezlitosną pierwszą linię frontu, gdzie świst kul stale przypominał o niebezpiecznej rzeczywistości:

– Mama mnie wspierała, na tyle, że zapamiętały mi się słowa: „Ja rozumiem, że jesteście moimi dziećmi, ale nie rozumiem, dlaczego jesteście jeszcze tu”. Być może w ogóle to patriotyczne wychowanie przekazywane jest na poziomie genetycznym. Dlatego ja sam rozumiem, że w obecnym momencie moje miejsce jest tam. Ale bardzo bym chciał, żeby to wszystko jak najszybciej się zakończyło i żeby moje miejsce znowu było tu.

Bóg był miłosierny – Jurij był właśnie na rotacji, gdy miały miejsce przerażające wydarzenia pod Debalcewym. Ale jak się okazało – przeżyć tę sytuację było bardzo ciężko. O tym usłyszycie w naszym wieczornym programie.

Pomoc dla Ukrainy może być szansą dla polskich firm i organizacji. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych wydał informator, który powinien pomóc w ich zaangażowaniu na tym terytorium. Z Kijowa informuje Piotr Pogorzelski:

(-) Korespondencja w języku polskim

W Mińsku ponownie spotkała się wczoraj Grupa Kontaktowa do spraw Uregulowania Sytuacji na Ukrainie. Tydzień temu uzgodniono wycofanie z linii frontu czołgów i artylerii o kalibrze do 100 milimetrów. Oto jak wczoraj mówił o spotkaniu Włodzimierz Pac z Mińska:

(-) Korespondencja w języku polskim

Nasz program dobiega końca. Przygotowała go dla Państwa i poprowadziła – Hanna Wasilewska. Wraz z życzeniami wszystkiego najlepszego żegnam się z wami do jutra. Nie przegapcie też wieczornego programu z Jarosławą Chrunik. Uważajcie na siebie i swoich bliskich! (jch/bsc)

07.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! Ze studia Radia Olsztyn, we wtorek, 6 października, wita Państwa Jarosława Chrunik. Prawdziwa jesień zbliża się wielkimi krokami, synoptycy zapowiadają nadciągające deszcze, więc tym bardziej w takim czasie zachęcam do pozostania przy radioodbiornikach. Dzisiaj opowiemy Państwu o tym, jak młodzi Polacy, Ukraińcy i Niemcy w Ornecie apelowali do świata o pokój na ziemi. Ucieszą się też ci nasi słuchacze, którzy systematycznie słuchają powieści na naszej antenie, a także ci, którzy czekają na muzyczne nowinki od Romana Bodnara. Pozostańmy więc wszyscy razem.

(-)

Minionej niedzieli w Ornecie odbyło się międzynarodowe spotkanie ukraińskiej, niemieckiej i polskiej młodzieży. Celem tego spotkania był apel dzieci do władz Europy i świata o pokój i spokój na ziemi. Przedsięwzięcie rozpoczęło się od wspólnej modlitwy w kościele o pokój. Wkrótce ze sceny Ornety zaczęły rozbrzmiewać pieśni i wiersze w różnych językach. Dzieci zaprezentowały też kunszt taneczny. Utalentowany chłopiec z Bukowiny zadeklamował swój własny wiersz:

(-)

Pod koniec imprezy, jako symbol pokoju, wypuszczono stado białych gołębi.

(-)

Dzisiejszy fragment powieści „Chołodnyj Jar” Jurija Horlis-Horskiego nareszcie przynosi przełom w wydarzeniach, więc proszę słuchać uważnie:

O północy w korytarzu rozległy się ciężkie kroki. Pod moimi drzwiami ucichły. Serce zabiło trwożliwie. Drzwi się otworzyły i na progu stanęło trzech czerwonoarmistów z karabinami.

– Wychadi!

Serce zaczęło bić powoli i ciężko. Ogarnął mnie jakiś drewniany spokój. Życie było rzucane na ostatnią kartę. Gdy wyszedłem za drzwi, jeden z czerwonoarmistów, oczywiście starszy, machnął ręką:

– Wiąż!

– Ale czym?

– Przecież powinieneś był wziąć sznurek. Wiąż paskiem.

– Dziękuję! A spodnie będę niósł w rękach?

– Nie ucieknie, na dworze widno jest jak w dzień! – odezwał się trzeci.

Oddając wartownikowi przygotowane zawczasu poświadczenie, starszy zapytał, czy nie ma on sznura. Ten zdenerwowany odpowiedział, że być może znalazłby się w kancelarii ogólnej, ale jest ona teraz zamknięta, a klucz ma naczelnik.

Księżyc w pełni świecił tak szczerze, że można było czytać. Przechodzimy przez podwórze korpusu ogólnego. A oto i podwóreczko kantorka. Gdy dozorca otwierał wrota, starszy znowu zapytał, czy nie ma on czasem sznurka. Dozorca, straszy brodaty jegomość, burknął ze złością, że jeszcze nie zamierza się wieszać.

Idziemy. Pod murem więziennym starszy przede mną pokazuje drogę, dwaj inni idą z tyłu, dotykając moich ramion lufami naładowanych karabinów. Minąwszy więzienie, idziemy wzdłuż jakiegoś nasypu czy wału, który w lewo stromo schodzi do szerokiego placu w zaroślach. Idę, wcisnąwszy głowę w ramiona, naprężyłem wszystkie mięśnie. Kilka razy chcę uciekać, ale coś mnie powstrzymuje. Może to jeszcze nie ona, ta szczęśliwa chwilka i ja po pierwszym kroku upadnę przestrzelony. Wał kończył się, wpierając się w drugi, wyższy, w poprzek. W odległości kilku kroków ciemniały plamy rozkopanej ziemi. Domyślam się, że tu rozstrzeliwują i zakopują.

– W bok! – krzyknął do starszego czerwonoarmista, który szedł z tyłu. Ciało przeszył prąd; jeszcze chwila i czaszka pęknie od kuli. Gdy starszy zatrzymał krok, żeby wykonać gest w bok i przepuścić mnie przodem, skaczę na niego, chwytam za ramiona i obracając dookoła siebie, popycham go na tych z tyłu. Dwa wystrzały, krzyk… Do tej pory zastanawiam się, czy przeznaczone dla mnie kule nie dostały się czasem starszemu. Stoczyłem się kłębkiem z wału i zaczynam biec; boso, w samej bieliźnie. Koło nóg świszczą kule. Do tej pory zapiera mi dech w piersiach na wspomnienie tego biegu. Start – śmierć; meta – życie i wolność. Gdyby ktoś tak biegał na zawodach sportowych, zebrałby nagrody z całego świata. Na widnokręgu ciemniała jakaś długa smuga. Obieram kierunek na nią. Widzę jak po lewej stronie od więziennego muru oddzieliło się kilka postaci, które strzelając biegną w tym samym kierunku, co ja.

Dobiegając do tej ciemnej smugi, widzę, że to bardzo wysoki parkan, który ciągnie się daleko w jedną i w drugą stronę. W biegu oceniam sytuację: jeśli pobiegnę pod nim w prawo, przechwycą mnie moi konwojenci; w lewo – przechwyci warta, która biegnie od więzienia. Muszę pokonać go skacząc! Z rozpędu chwytam się palcami za drut kolczasty, przeciągnięty i podciągnąwszy się, przerzucam się na drugą stronę. Pasek za szerokich na mnie kalesonów, który zamiast guzika był przeciągnięty przez pętelkę podczas skoku rozwiązał się i kalesony zostały po tamtej stronie. Wielki krzak agrestu, chociaż uraczył mnie kolcami, to uratował mnie od uderzenia, a może i od zwichnięcia nóg.

(-)

Czym ucieszy nas dzisiaj Roman Bodnar? Jakie ma dzisiaj muzyczne sało?

(-)

I tak nieśpiesznie nasz program zbliżył się do końca. Przygotowali go dla Państwa: Hanna Wasilewska, Roman Bodnar i prowadząca – Jarosława Chrunik. Życzę Państwu miłego wieczoru, a jutro proszę czekać o g. 10. 50 na Hannę z najnowszymi wiadomościami. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

06.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Dziś jest wtorek 6 października. W studiu radia Olsztyn wita was Hanna Wasilewska. Kalendarz ludowy podpowiedział mi, że 6 października obchodzimy Dzień Poczęcia Jana Chrzciciela. W dawnych czasach w tym dniu starano się nic nie przygotowywać na zimę, „bo sczernieje”. Dziewczęta i kobiety od tego dnia brały się za rękodzieło – przędły, tkały, wyszywały. „Na Predteczi (Jana Chrzciciela – J. Ch.) – przytul się do pieca” – mówi mądrość ludowa.

Tradycyjnie składam życzenia wszystkim tym, kto ma dzisiaj powód do świętowania i już za chwilę – wydanie wiadomości ukraińskich.

(-)

Poprzedniej niedzieli w Ornecie odbyło się międzynarodowe spotkanie ukraińskiej, niemieckiej i polskiej młodzieży.

Ukraina może paść ofiarą kryzysu migracyjnego, z którym próbuje uporać się UE.

Ukraińcy rozpoczęli na Donbasie wycofywanie części uzbrojenia. Separatyści na Donbasie mają odwołać nielegalne wybory do samorządów.

O tym będzie mowa w przeglądzie wydarzeń.

(-)

 

Minionej niedzieli w Ornecie odbyło się międzynarodowe spotkanie ukraińskiej, niemieckiej i polskiej młodzieży. Celem tego spotkania był apel dzieci do władz Europy i świata o pokój i spokój na ziemi. Przedsięwzięcie rozpoczęło się od wspólnej modlitwy w kościele o pokój. Wkrótce ze sceny Ornety zaczęły rozbrzmiewać pieśni i wiersze w różnych językach. Dzieci zaprezentowały też kunszt taneczny. Utalentowany chłopiec z Bukowiny zadeklamował swój własny wiersz:

(-)

Pod koniec imprezy, jako symbol pokoju, wypuszczono stado białych gołębi. Więcej o tym wydarzeniu usłyszycie wieczorem.

(-)

Kryzys migracyjny, z którym zmaga się UE, nie niesie żadnych dobrych wieści ani dla Ukrainy, ani dla żadnego innego „proeuropejskiego” kraju Partnerstwa Wschodniego. One też mogą stać się jego ofiarami. Chociaż system wizowy Shengen był jednym z symboli „fortecy Europy”, jej osłabienie (albo hipotetyczna likwidacja) dotknie przede wszystkim kraje trzecie – m.in. Ukraińców, Gruzinów czy Mołdawian. W Polsce obecny kryzys po raz pierwszy wywołał dyskusje o imigracji. Ta dyskusja może objąć też Ukraińców – ku radości pewnych politycznych sił i prorosyjskiej propagandy, bowiem bardzo łatwo połączyć dwa stanowiska: „Nie chcemy widzieć w Polsce ukraińskich banderowców” i „Nie chcemy widzieć w Polsce obcych, czarnoskórych, Arabów”. W efekcie wyjdzie: „Nie chcemy widzieć w Polsce obcych: ukraińskich banderowców, czarnoskórych, Arabów”.

Premier Ewa Kopacz kilka dni temu zaznaczyła, że Polska nie może pozwolić sobie na przyjęcie migrantów zarobkowych. A kim jest większość Ukraińców, którzy przyjeżdżają do Polski? Właśnie zarobkowymi migrantami. Czy mogą więc Polacy pozwolić sobie na zarobkowych migrantów z Ukrainy? Na pewno tak, ponieważ większość z nich znajduje sobie pracę jako sprzątacze, budowlańcy i coraz częściej – warto przypomnieć o tym pani premier – „białych kołnierzyków”, – stwierdza na łamach wydania „Zachid.net” dziennikarz Andrzej Szeptycki.

Ukraińcy rozpoczęli w Donbasie wycofywanie części uzbrojenia. Na mocy uzgodnień zarówno ukraińska armia, jak i separatyści mają wyprowadzić 15 kilometrów od linii frontu broń kalibru poniżej 100 milimetrów.

O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko.

(-) Korespondencja w języku polskim

Wycofywanie broni kalibru poniżej 100 milimetrów w obwodzie ługańskim potrwa dwa tygodnie, potem taka operacja odbędzie się w obwodzie donieckim.

(-) Korespondencja w języku polskim

Separatyści w Donbasie mają odwołać nielegalne wybory samorządowe. Na bojówkarzy ma wpłynąć Władimir Putin. Poinformował dziś o tym prezydent Petro Poroszenko podsumowując paryskie rozmowy w formacie normandzkim. W zeszły czwartek w stolicy Francji spotykali się przywódcy Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec.

(-)

Nasz program informacyjny już się kończy, więc żegnam się z wami do jutra. Będę czekać tu na was o stałej porze ze świeżą porcją wiadomości z Ukrainy i o Ukraińcach. Uważajcie na siebie i swoich bliskich.

(jch/as)

06.10.2015 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dobry wieczór, drodzy słuchacze! W studiu mam przyjemność być z Państwem ja, Jarosława Chrunik. Witam w naszym cotygodniowym programie „Kami hriadeszy”. Dzisiaj naszym gościem będzie Jewhen Holcow. Kto był 19 września na koncercie charytatywnym w Węgorzewie, ten wie, że jest to „dowódca desantu kulturalnego” z obwodu ługańskiego, czyli muzycznych wolontariuszy, którzy pomagają ukraińskim obrońcom ojczyzny na pierwszej linii frontu – wożą tam wszystko, ci jest potrzebne, a potem urządzają koncerty. Dowiedziałam się, że Jewhen Holcow najpierw był niewierzący, a potem stał się wierzący. Byłam bardzo ciekawa jego drogi do Boga, każdy człowiek ma inny. Opowieść pana Jewhena ubarwimy śpiewem cerkiewnym, który wczoraj rozbrzmiewał podczas koncertu galowego XV Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej w Giżycku. Dzisiaj będzie to chór „Kamerton” z Giżycka i litewski „Amatus Choralis” z Kłajpedy.

(-)

Jak to w życiu jest: to my dobijamy się do Boga, czy może Bóg wybiera nas, żebyśmy do Niego przyszli? Na to pytanie trudno dać odpowiedź, ale są ludzie, w życiu których Bóg czyni wielkie rzeczy. Moim zdaniem, tak jest w przypadku Jewhena Holcowa. Jak to się więc stało, że wszedł on na ścieżkę wiary?

– To było nie tak bardzo dawno, ale myślę, że jakieś ponad dwadzieścia lat temu. Służyłem jako muzyk w Centralnej Orkiestrze Wojskowej Ukrainy i pewnego razu mieliśmy jakąś imprezę w Parku Centralnym. Przygotowywaliśmy się czy to do sesji fotograficznej, czy coś takiego. To był 1992 rok. Myślę, czy to był koniec sierpnia, czy początek września. Po prostu usłyszałem, że ktoś tam śpiewa, jakieś takie dziwne piosenki, nie bardzo pod względem jakości, ale jakoś mnie to poruszyło. Wziąłem taki mały folderek, tam był adres i myślę, że za parę tygodni poszedłem pod ten adres, tam się okazała być jakaś nieznana mi…

No, ludzie coś mówili o Bogu, ale mówili w takich zrozumiałych słowach, wypowiedziach i gdy ten, kto to mówił z przodu pytał, kto chce wyjść (nie pamiętam jak on to powiedział dokładnie) pojednać się z Bogiem czy coś takiego. Ja po prostu tam poleciałem. Nie wiem czemu. Miałem wtedy 20 lat, dopiero co poszedłem służyć do sił zbrojnych. I wyleciałem, jakoś mnie to wewnętrznie… ja zrozumiałem, że mnie to po prostu ciągnie i wszystko. Ja tak w modlitwie zwróciłem się do Boga i sądzę, że od tamtej pory moje życie zaczęło się zmieniać.

(-)

– Nie mogę powiedzieć, że coś tam odczułem, chociaż może i było coś takiego. Coś takiego… ale wewnętrznego; i nie to, żeby emocjonalnie, ale takie wewnętrzne odczucie czegoś zupełnie innego, czego do tej pory nie odczuwałem. Potem przez kilka miesięcy żyłem sobie zwyczajnym życiem, tak jak żyłem do tej pory. Nie zapomniałem o tym, ale nie zacząłem robić nic innego. Czyli robiłem to co i robiłem. Ale po trochę pewne rzeczy zacząłem rozumieć. zacząłem rozumieć, że mi to nie wystarcza. zacząłem chodzić do kościoła chrześcijańskiego, świadomie przyjąłem chrzest z wody i wtedy już zacząłem się starać żyć innym życiem. nie powiem, że żyję bez zarzutu, są pewne rzeczy, które do tej pory potrzebują poważnych zmian w moim życiu, ale ten kurs, który wybrałem, wybrałem go już świadomie i staram się go trzymać. Staram się być w kręgu takich ludzi, którzy pomagają mi to robić, którzy mnie motywują, którzy mnie ukierunkowują. A po pewnym czasie, który już minął, to i ja zacząłem innych motywować i wspierać. ponieważ to już jest więcej, niż 20 lat, to już w ciągu ostatnich kilku lat byłem zaproszony do Kanady już jako pracownik, który pomaga nowo utworzonemu kościołowi.

(-)

– Należy pan do służby kapelańskiej. Co to takiego – służba kapelańska na froncie?

– Służba kapelańska jest szczególna dlatego, że powinieneś żyć tym życiem, którym żyją oni. nie robić tego wszystkiego, co oni robią, ale powinieneś znać nie z czyichś tam słów, jak oni żyją i co czują. czyli – jeśli nie byłeś pod ostrzałem, to ty nie rozumiesz co to znaczy. jeśli nie nosiłeś na sobie kamizelki kuloodpornej, hełmu, to ty nie rozumiesz jak to ciężko. nie rozumiesz, jak to zrobić, gdy na dworze żar się leje z nieba, jest ponad 30 stopni, a ty nie możesz tego zdjąć, bo to niebezpieczne. I chłopcy, z którymi dzisiaj rozmawiasz – on rozumie, że zaraz wyjedzie na bojowy wyjazd i może nie wrócić. Czyli pani z nim rozmawia o innych sprawach. rozmawia z nim pani o tym, co ma wartość w tym życiu. Rozumie pani, że on pod tą kuloodporna kamizelką, może jego muskułami z automatem, tam kryje się dusza. Ludzka dusza, która potrzebuje ochrony. Jest ochrona dla ciała (to kamizelka kuloodporna, hełm), ale czym ty ochronisz swoją duszę? Widzisz wroga, który w ciebie celuje, strzela w ciebie, rzuca coś, ale jest tam wróg, którego nie można zobaczyć. jest to wróg naszych dusz, który kaleczy nasze dusze, bierze je do niewoli na długie-długie lata. Gdy rozmawiamy z amerykańskimi kapelanami, to obecnie bardzo dużo jest tego doświadczenia; oni dzielą się takimi strasznymi cyframi, że ludzie w 90% rozeszli się, rozpadły się rodziny, tych, którzy wrócili do domu. A ile samobójstw, ile przestało być normalnymi? Czyli bardzo dużo takich rzeczy, których nic, oprócz Bożego dotyku, nie może zmienić. I to, co my możemy, to porozmawiać z chłopcami; czasami 40 minut, do godziny. On wylewa swój gniew, wylewa swoje rozczarowanie tym, co dzieje się dookoła, władzą, swoim dowództwem. Tam rzeczywiście jest bardzo dużo tego bałaganu, to prawda. Ale gdy on to już wyleje, wtedy dopiero on już może coś usłyszeć. Wtedy on może o czymś pomyśleć. Wtedy już można się za niego pomodlić i wtedy on już odczuwa, że w jego życiu coś się zmienia. Wie pani, bardzo wielu ludzi na wojnie – takie twierdzenie teraz powiem, że na wojnie nie ma niewierzących. w ogóle. Po prostu ich tam nie ma. Albo nie żyją tam długo. i ja znam takie sytuacje, o których żołnierze mi opowiadali.

(-)

Nasz dzisiejszy program dobiega końca. Naszym gościem był Jewhen Holcow muzyczny wolontariusz z obwodu ługańskiego; członek misji kapelańskiej na pierwszej linii frontu. Za tydzień spotkamy się z nim znowu i proszę mi wierzyć, jego opowieść będzie jeszcze ciekawsza. A dziś już pora pożegnać się z Państwem. Program przygotowała i poprowadziła Jarosława Chrunik. Jutro przed południem Hanna Wasilewska opowie Państwu o najnowszych wydarzeniach, dotyczących Ukrainy. Życzę miłego wieczoru i do usłyszenia!

(jch/as)

05.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze! Dziś jest poniedziałek, 5 października, rozpoczynam roboczy tydzień z wami ja, Hanna Wasilewska. Jaką piękną nazwę nosi ten miesiąc – „żółcień” (październik – J.Ch.). W tym miesiącu żółkną i opadają liście. Właśnie to stało się powodem do takiego nazwania „żółcieniem”, a jeszcze nazywano go „hriazeń”, „wesilnyk”, „chmureń”, „zazymnyk”.

Z wielkim zadowoleniem składam życzenia wszystkim solenizantom i jubilatom i zapraszam do radioodbiorników wszystkich, kto śledzi ostatnie wydarzenia ukraińskie. To wszystko za chwilę.

(-)

10 chórów, łącznie 250 wykonawców z Polski, Ukrainy i Litwy podarowało wczoraj widzom prawie 3 godziny przepięknej muzyki sakralnej. Koncert galowy XV Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej odbył się w kościele świętego Kazimierza w Giżycku. Świątynię całkowicie wypełnili widzowie. Był to szczególny moment jednoczenia się – przyszli zarówno Polacy, jak i Ukraińcy. Polskie chóry wykonywały utwory ukraińskie, a ukraińskie – polskie, a wszystko to było nagradzane burzliwymi oklaskami amatorów śpiewu duchownego. Na przykład – gdy młodzieżowy chór „Zachid” z Kijowa wykonał w języku ukraińskim ulubioną pieśń papieża, świętego Jana Pawła II „Barka”, publiczność była wręcz zachwycona:

(-) Fragment „Barki”

Koncerty Muzyki Cerkiewnej zakończyły się wczoraj w Giżycku.

Ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczycia jest oburzony wizytą krymskiego separatysty na konferencji w Warszawie.

Wycofanie broni kalibru mniejszego niż 100 mm ma się rozpocząć dzisiaj.

Francois Hollande po rozmowie z Władimirem Putinem stwierdza, że w sprawie rosyjskich nalotów w Syrii każda ze stron pozostała przy swojej argumentacji.

O tym będzie mowa w przeglądzie wydarzeń.

(-)

Organizatorami XV Międzynarodowych Koncertów Muzyki Cerkiewnej był Mazurski Oddział Związku Ukraińskiej w Polsce oraz Węgorzewski dekanat Archieparchii Przemysko-Warszawskiej Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej. O Koncertach Muzyki Cerkiewnej w Giżycku będziemy jeszcze mówić w naszych kolejnych programach.

(-)

Zdaniem ukraińskiego ambasadora w Polsce Andrija Deszczycy, Ukraina i Unia Europejska powinny wyciągnąć wnioski z wizyty krymskiego separatysty w Warszawie. Samozwańczy wicepremier i minister informacji Krymu Dmitrij Połonski wziął udział w konferencji Biura do spraw praw człowieka OBWE w Polsce.

(-) Korespondencja w języku polskim

Wycofanie przez Ukrainę uzbrojenia poniżej 100 mm rozpocznie się jutro. Mimo zapowiadanego przez Kijów na wczoraj początku wyprowadzenia sprzętu wojskowego proces opóźnia się. Wycofanie z linii frontu czołgów i broni poniżej 100 mm to efekt podpisanego porozumienia z separatystami. O szczegółach Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Prezydent Francois Hollande stwierdził po rozmowach z Władimirem Putinem, że w sprawie nalotów rosyjskich w Syrii każda ze stron pozostała przy swojej argumentacji. Sytuacja w Syrii kładła się cieniem na główny temat paryskiego spotkania z udziałem także Angeli Merkel i Petra Poroszenko. Chodziło bowiem o Ukrainę i porozumienia z Mińska. Z Paryża- Marek Brzeziński:

(-) Korespondencja w języku polskim

Na tym nasze wiadomości zostały wyczerpane. Żegnam się z wami do jutra, a wieczorem spotkacie się z Jarosławą Chrunik w programie „Kamo hriadeszy”. Program przygotowała i przeprowadziła Hanna Wasilewska. Uważajcie na siebie i swoich bliskich. (jch/bsc)

02.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, szanowni słuchacze, w piątek, 2 października, w naszym porannym przeglądzie wydarzeń na falach Radia Olsztyn. W studiu – Jarosława Chrunik.

„Miłość do ojczyzny – to pierwsza cnota cywilizowanego człowieka”, – powiedział kiedyś napoleon Bonaparte. Zgodnie z tym twierdzeniem można powiedzieć, że ukraińskie społeczeństwo kocha ojczyznę, ponieważ jest gotowe do zmian w kraju, ale nie można tego samego powiedzieć o władzy. O tym porozmawiamy za chwilę, natomiast najpierw złożymy życzenia solenizantom – Konstantym, Fedorom i Igorom – oraz jubilatom, którzy od dzisiaj będą o rok starsi:

„Dopóki słońce świeci z wysokości, śpiewają ptaki i kwitną kwiaty, życzymy wam, abyście twardo szli przez życie i dniem kolejnym umieli się cieszyć”.

(-)

Delegacja z obwodu rówieńskiego, która w ciągu trzech dni poznawała zasady współpracy władzy lokalnej z organizacjami pozarządowymi, zakończyła wizytę na Warmii i Mazurach.

Dziś w Paryżu odbędą się rozmowy nt. Donbasu.

Prokuratura ukraińska próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, jak Dmitrij Połoński trafił do Polski.

Rosjanie już osądzili Nadiję Sawczenko. O tym będziemy mówili w naszym przeglądzie wydarzeń.

(-)

Dzisiaj rano wyjechała do domu prawie 30-osobowa delegacja z obwodu rówieńskiego. Jak już informowaliśmy, byli to przedstawiciele administracji państwowej oraz organizacji pozarządowych. Brali oni udział w projekcie, przygotowanym przez Departament Współpracy Międzynarodowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Projekt nosi tytuł: „Samorząd terytorialni – hit eksportowy Polski”. Goście poznawali przede wszystkim mechanizmy współpracy struktur samorządowych z organizacjami pozarządowymi. Podczas rozmów można było usłyszeć, że Ukraińcy stanęli na prawidłowej drodze, chcą iść taką samą drogą zmian, jak to zrobili Polacy. Jednak nie raz można usłyszeć i to, że społeczeństwo ukraińskie gotowe jest do takich zmian u siebie w kraju, ale nie są do tego gotowi przedstawiciele władz na wysokich szczeblach oraz oligarchowie. I w ogóle, że ukraińska władza mocno odstaje w rozumieniu potrzeby zmian i gotowości do nich od swoich obywateli, dla których ta władza powinna być liderem. Zapytałam Oleksandra Korolczuka. p.o. naczelnika Wydziału polityki informacyjnej i kontaktów ze społecznością Rówieńskiej Obwodowej Administracji Państwowej, czy rzeczywiście tak jest:

– W moim przekonaniu jest to absolutna prawda, dlatego że wydarzenia ostatnich lat udowodniły to lepiej, niż jakiekolwiek badania, wszystko było na powierzchni, kiedy to właśnie samoorganizacja ludzi pomogła nam wyjść z tej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. Co powinni robić nasi urzędnicy, nasi politycy? Na pewno uczyć się od narodu. Patrzeć, jak robią to zwykli ludzie, rozumieć, że wyszli oni właśnie spośród tych ludzi, wśród których żyją. Oni nie są obcy, nie są znikąd przysłani i jeśli rzeczywiście są oni prawdziwymi, szczerymi Ukraińcami, to powinni rozumieć, że – to, od czego zaczynaliśmy rozmowę – jeśli chcę żyć normalnie, to powinienem naprawdę tego chcieć i powinienem szukać ludzi myślących tak jak ja i pomagać innym. Ludzie gotowi są pomóc, gotowi są podać rękę, wesprzeć ramieniem, wszystko, co potrzeba naszym urzędnikom: „Róbcie, tylko zrozumcie, że też powinniście się odpowiednio zachowywać!”. Bo dlaczego są jakieś takie niezrozumiałe rzeczy, które, zdawałby się, że są to sprawy podstawowe, gospodarz na wsi potrafi bardziej logiczne kroki podejmować, niż nasi włodarze.

Ukraińcy zapewniają, że nie zejdą z obranego europejskiego kursu.

Dziś w Paryżu odbędą się rozmowy Grupy Normandzkiej poświęcone uregulowaniu sytuacji w Zagłębiu Donieckim. Eksperci zwracają uwagę, że Rosja przystępuje do nich osłabiona sankcjami i bardziej gotowa do kompromisów.

(-) Korespondencja w języku polskim

Ukraińska prokuratura wyjaśnia, jak Połonski trafił do Polski. Wiceszef prorosyjskich władz Krymu Dmitrij Połonski przybył do Warszawy na konferencję Biura do spraw praw człowieka OBWE. Wygłosił przemówienie, w którym twierdził, że skutkiem przyłączenia Krymu do Rosji jest pokój i zgoda. Połonski przyjechał do Warszawy jako członek rosyjskiej delegacji na konferencję. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy wydało oświadczenie dotyczące wizyty Dmitrija Połonskiego w Polsce. Wiceszef prorosyjskich władz Krymu jest w Warszawie na konferencji Biura do spraw praw człowieka OBWE. Wygłosił tam przemówienie, w którym twierdził, że skutkiem przyłączenia Krymu do Rosji jest pokój i zgoda. Ukraiński MSZ wskazuje, że wizyta Połoskiego to prowokacja Rosjan. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

 

Rosjanie już wydali wyrok na Nadiję Sawczenko – tak ukraińskie ministerstwo sprawiedliwości komentuje deklaracje Rosji co do możliwości wydania Kijowowi ukraińskiej pilotki. Według Moskwy, Kijów musiałby uznać Sawczenko za winną i respektować wyrok rosyjskiego sądu. Jednocześnie władze Ukrainy miałyby obowiązek dopilnowania, aby kobieta odbyła orzeczoną karę. Ukraińcy nazywają takie deklaracje kpiną z praworządności. O szczegółach z Kijowa Paweł Buszko:

(-) Korespondencja w języku polskim

 

Informator

 

Mazurski Oddział Związku Ukraińców w Polsce oraz Węgorzewski Dekanat Archieparchii Przemysko-Warszawskiej ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej zapraszają w sobotę i niedzielę, 3-4 października do Giżycka na jubileuszowe XV Międzynarodowe Koncerty Muzyki Cerkiewnej. Śpiewem sakralnym w wykonaniu chórów z Polski, Ukrainy i Litwy można będzie zachwycać się w Giżycku, Węgorzewie, Wydminach, Baniach Mazurskich, Wilkasach, Kruklankach i Budrach. Koncert galowy odbędzie się w niedzielę, 4 października, w kościele rzymskokatolickim pw. św. Kazimierza w Giżycku. Wystąpią takie chóry jak „Kamerton” i „Kantabile” z Giżycka, „Amatus Choralis” z Kłajpedy, „Moderato” z Węgorzewa, „Kalofonia”, „Dzwin” i „Dudaryk” ze Lwowa, „Zachid” z Kijowa, „Gaudeamus” z Drohobycza i reprezentacyjny chór ZUwP „Żurawie”.

W tym roku, przy okazji koncertów muzyki cerkiewnej, odbędzie się też konferencja z okazji 200-lecia urodzin kompozytora hymnu Ukrainy, ks. Mychajła Werbyckiego. Konferencja „Mychajło Werbycki – twórca hymnu państwowego w historii i współczesności Ukrainy” odbędzie się 3 października o g. 10.00 w restauracji „Biłas i Synowie” przy ul. Pasaż Portowy 2. Po konferencji odbędzie się koncert muzyki cerkiewnej i świeckiej w wykonaniu Olgi Popowicz i Leszka Suszyckiego.

(-)

Nasz poranny program już się kończy. Przygotowali go dla Państwa i poprowadziła Jarosława Chrunik. Wieczorem spotkają się Państwo z Hanną Wasilewską, która m.in. przeprowadzi kolejną ciekawą lekcję języka Ukraińskiego. A ja spotkam się znowu z Państwem jutro o g,10.50. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze; miłego dnia!

(jch/as)

01.10.2015 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

 

 

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Partia Razem promuje swój program

"Godna praca - godziwa płaca" to jeden z filarów programowych, jakie przedstawiła w Olsztynie Partia Razem. Kandydaci ugrupowania są zdania, że tzw. umowy śmieciowe powinny być...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV