Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 24 °C pogoda dziś
JUTRO: 27 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Audycje w języku ukraińskim – sierpień 2020

Fot. A.Styrańczak

Audycje w języku ukraińskim nadajemy codziennie, również w święta, o godzinach 10.50 i 18.10. Prezentujemy serwis informacyjny o życiu diaspory ukraińskiej na Warmii i Mazurach i w Polsce oraz wieści z samej Ukrainy. Zamieszczamy też tłumaczenia audycji w języku polskim. Do słuchania zapraszają dziennikarze: Jarosława Chrunik, Hanna Wasilewska i Sergiusz Petryczenko. Audycje w języku ukraińskim emitowane są z nadajnika w Miłkach koło Giżycka na 99,6 FM.

12.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się w środę, 12 sierpnia, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiaj znowu posiedzimy trochę w szkole w Górowie Iławeckim, ponieważ wczoraj zostały ogłoszone wyniki maturalne, a jest to ważne nie tylko dla maturzystów, chociaż dla nich najbardziej, ale też dla całej społeczności ukraińskiej, bo młodzież tez jest naszą wizytówką. Najpierw – wydarzenia z historii, a też są ciekawe:

(-)

12 sierpnia 1541 r. urodził się Hipacy Pociej – metropolita, ukraiński pisarz-polemista; jeden z organizatorów i obrońca Unii Brzeskiej 1569 r.; zwolennik zjednoczenia kościoła prawosławnego i katolickiego; autor „Antiresissa”.

(-)

1916 r. koło Bereżan rozpoczęły się walki o Górę Łysonię między Ukraińskimi Strzelcami Siczowymi i armią rosyjską. Była to najkrwawsza bitwa legionu USS w składzie austro-węgierskich wojsk koalicyjnych z armią rosyjską. Zwycięstwo zostało przypłacone utrata ponad połowy składu osobowego legionu. Najwięcej strat było wśród dowódców.

(-)

1925 r. zmarł Wołodymyr Samijłenko – ukraiński poeta-liryk, satyryk, dramaturg i tłumacz. Bardziej znany był pod pseudonimem „Syweńkyj”. Dorobek poetycki Samijłenki to wiersze liryczne i satyryczne, przekłady utworów klasyki zagranicznej – tłumaczył „Iliadę” Homera, „Boska komedię” Dante’go, sztuki Moliera i wiele innych. Miłość do Ukrainy wybrzmiewa w wierszach z cyklu „Dla Ukrainy” czy „Tęcza”.

(-)

1962 r. wyruszył w kosmos pierwszy kosmonauta ukraiński Pawło Popowycz. Bardzo ciekawa droga zaprowadziła go w kosmos. Urodził się 5 października 1930 r. we wsi Uzyn koło Białej Cerkwi. Po wojnie kontynuował naukę w szkole, jednocześnie pracując jako palacz w fabryce. Następnie uczył się w szkole rzemieślniczej i został stolarzem. W 1947 r. (w wieku 17 lat) wstąpił do Magnitogorskiego Technikum Industrialnego, które ukończył w 1951 r. Równolegle należał do miejscowego aeroklubu i stąd już było bliżej do nieba.

(-)

Dzisiaj maja znakomitą pogodę do świętowania Walenty i Maksym, a także urodzeni 12 sierpnia. Życzymy im wszystkiego najlepszego!

(-)

259 tysięcy tegorocznych absolwentów liceów i techników wczoraj dowiedziało się jakie wyniki osiągnęli na egzaminach maturalnych. Dyrektor CKE doktor Marcin Smolik ogłosił, że 74 procent maturzystów przebrnęło pomyślnie przez egzamin dojrzałości. 17 procent nie zdało matury z jednego przedmiotu i mają jeszcze szansę na poprawkę we wrześniu. Prawie 9 procent nie zdało matury w tym roku w ogóle. Najlepiej z maturą poradzili sobie absolwenci z województwa małopolskiego, mazowieckiego i podlaskiego. Najgorzej-maturzyści z województw: warmińsko-mazurskiego, zachodniopomorskiego i kujawsko-pomorskiego. Dlatego też z drżeniem serca zapytałam o wyniki matur wicedyrektorkę ZSzUJN w Górowie Iławeckim Aleksandrą Łatanyszyn i dowiedziałam się ciekawych rzeczy:

– w Górowie Iławeckim egzamin poszedł dobrze, nawet bardzo dobrze, jesteśmy zadowoleni z takiego rezultatu. Mamy bardzo wysokie wyniki, bo mamy 88%, a województwo ma 76%, o 12% mamy lepiej. W kraju jest 81%. I znowu, tak samo jak i w przypadku egzaminów klas ósmych, tak i w przypadku egzaminu maturalnego, mamy o wiele lepsze wyniki, niż w kraju, niż w województwie i oczywiście niż w powiecie, bo do tego się odnosimy, ponieważ w tym środowisku pracujemy. Jesteśmy bardzo zadowoleni; czworo uczniów nie zdało tylko matematyki, więc we wrześniu mają szansę poprawić swój wynik. I co jest też ważne – trojgu z nich naprawdę niewiele brakowało. Były tam już niewielkie procenty, jest więc nadzieja, że przez ten miesiąc jeszcze się pouczą i na pewno poprawia swój wynik. To, co tez jest dla nas ważne, to to, że mamy prawie połowę uczniów z Ukrainy i wszyscy zdali język polski. I od lat już obserwujemy takie ciekawe zjawisko, że te dzieci z Ukrainy często zdają język polski lepiej od tych naszych uczniów stąd, z Polski. Dlatego, że te dzieci z Ukrainy chcą brać udział w tych wszystkich zajęciach pozalekcyjnych, a nasze dzieci z Polski uważają, że im to nie jest potrzebne. I wczoraj nawet jak patrzyłam na indywidualne wyniki, to mówię – No, nie! To jest znowu fenomen! Znam dzieci, wiem, że te z Polski też były niegłupie, ale były tak pewne siebie, że na dodatkowe zajęcia nie chodziły. A te dzieci z Ukrainy w większości wiedza po co tu przyjeżdżają, chcą się czegoś nauczyć, coś osiągnąć, chodzą na te bezpłatne zajęcia i potem okazuje się, że dzieci z Ukrainy piszą nawet lepiej od tych „polskich” dzieci, które tyle lat uczyły się języka polskiego. Tak że to jest taka ciekawa sytuacja, dla nas też. To jest naprawdę wielka, tytaniczna praca naszych nauczycieli, którzy nie żałują swego prywatnego czasu i prowadzą dużo zajęć pozalekcyjnych – i płatnych, i bezpłatnych dla nauczyciela. Dla ucznia wszystkie są oczywiście bezpłatne, żeby nie było wątpliwości, a efekty potem są. Matematyka też, mimo wszystko… no, czterem osobom nie udało się, ale one przyszły już z dużymi problemami z matematyki do nas do liceum i to jest efekt tego, że uczyły się trzy lata; była też pandemia i nie byliśmy w stanie im pomóc więcej, bo gdyby uczyły się normalnie w kwietniu-maju w szkole, być może udałoby się ich też wyciągnąć. Bo zawsze te ostatnie dni przygotowań do egzaminów są najważniejsze. Wiemy to z doświadczenia. A tu nam tego trochę zabrakło. Ale uważam, że to i tak jest naprawdę bardzo dobry wynik jak na tę całą sytuację, która się złożyła.

– A jak język ukraiński?

– Język ukraiński wysoko, to jest procent 73 czy 76 średnia uczniów. Tak że bardzo wysoko podstawa, a rozszerzenie jeszcze więcej. Ale nie mam przy sobie dokładnych zapisków; bardzo wysoko język ukraiński. Byli tacy uczniowie, nawet z Olsztyna, którzy przyszli do nas i nie znali języka ukraińskiego i wczoraj sami zauważyli, że język ukraiński zdali lepiej, niż polski, mimo że polskiego uczyli się tyle lat. Tak więc język ukraiński nie jest problemem, nie jest żadnym ograniczeniem dla naszego ucznia. Potrafimy przez te, zaraz będzie cztery lata, przygotować do egzaminów na tyle, że wszyscy oczywiście zdali język ukraiński i to dosyć wysoko.

W Górowie w tym roku składało egzamin maturalny 33 licealistów. Gratulujemy im bardzo dobrych wyników; tym, którym niewiele zabrakło, życzymy aby udało się we wrześniu, a wszystkim uczniom – jeszcze pięknej pogody i udanych wakacji. A ja, Jarosława Chrunik, życzę wszystkim słuchaczom pięknego dnia i – do usłyszenia jutro o tej samej porze! (jch/ad)

11.08.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Wydarzenia sierpnia-września 1920 roku miały decydujące znaczenia w wojnie polsko-bolszewickiej. Zwycięstwo w bitwie warszawskiej zaświadczyło o zdolności Polaków do obrony swojego prawa do niepodległości. Bez pomocy ukraińskich wojsk, zwycięstwo nad Armią Czerwoną byłoby znacznie trudniejsze. Więcej o tym porozmawiamy dzisiaj w programie „Kalejdoskop historyczny”, z profesorem historii UWM Henrykiem Strońskim. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.

(-)

Przy podpisaniu w kwietniu 1920 roku Umowy Warszawskiej II Rzeczpospolita i Ukraińska Republika Ludowa podpisały także tajną konwencję wojskową i 25 kwietnia rozpoczęły wspólne działania bojowe przeciw Rosji bolszewickiej. Dzięki zaskoczeniu i przewadze w sile żywej 6 maja polsko-ukraińskie wojsko weszło do Kijowa. Jednak kontruderzenie wojsk rosyjskich na Białorusi zmusił Polskę do przerzucenia wojska z Ukrainy i polskie oraz ukraińskie oddziały zostały zatrzymane na linii Wyszhorod-Boryspol. Po miesiącu spokoju, w ciągu którego bolszewicy na Białoruski zachowywali się jak w domu, w lipcu stworzyli plac ćwiczeń na drodze do Warszawy. Jednocześnie na Ukrainie bolszewicy przygotowywali się do wzięcia Lwowa, którego broniły trzy polskie dywizje i ukraińska armia pod dowództwem generała Mychajła Omelanowycza Pawlenki. 13 sierpnia 1920 roku dwustutysięczna armia rosyjska pod dowództwem Michaiła Tuchaczewskiego rozpoczęła natarcie łamiąc pierwszą linię polskiej obrony zajęła Radzymin, 23 kilometry od Warszawy. Następnie podzieliła się na dwie części. Jedna z nich ruszyła w kierunku Pragi, a druga rozpoczęła obejście polskiej stolicy od północy. Będąc w posiadaniu szyfrów z 1919 roku, wywiad polski przechwycił rozkaz ataku na Warszawę i rano 14 sierpnia, wyprzedzając Rosjan, dwie polskie armie uderzyły na dwie armie Tuchaczewskiego, a w nocy na 15. dwie rezerwowe dywizje zaszły je od tyły. Dało to możliwość marszałkowi Józefowi Piłsudskiego rozpoczęcia uderzenia 16 sierpnia. Dzięki danym wywiady przeprowadzono go na najsłabszym odcinku frontu na odcinku Mozyrza. By ten ochronić olszewicy byli zmuszeni wstrzymać ofensywę i przerzucić na północ wojska spod Lwowa. Z powodu opóźnienia rozkazu, konarmia Semena Budionnego mogła dyslokować się dopiero 20 sierpnia, gdy Polacy już zajęli Brześć. Polacy przeszli do kontruderzenia na całym froncie i zadali bolszewikom znaczne straty – zabici, ranni, przepadli bez wieści, wzięci do niewoli – w sumie ponad 130 tysię cy osób.
O zwycięskim sierpniu przypomina nam profesor historii UWM Henryk Stroński:
W sierpniu 1920 roku Stalin…i Tuchaczewski, który stał na czele radzieckich, bolszewickich dywizji; mało brakowało a zdobyliby Warszawę. Ale nie Warszawa była ich celem. W planach była realizacja ich idea fix – światowa rewolucja komunistyczna; w ich planach była, przez Warszawę, czy przez trupa Polski jak wtedy mówili, osiągnąć Berlin, a może nawet i Paryż. Więc niebezpieczeństwo było i ta krytyka Piłsudskiego miała…ale trzeba powiedzieć, że kiedy bolszewickie dywizje pojawiły się pod Warszawą, to armia polska manewrami, mobilizacją 200 tysięcy Polaków do armii, uratowała sytuację. Rozgromiono bolszewickie dywizje i pognano je na wschód.

Ukraińcy mówią – razem i ojca bić łatwiej. Połączywszy wojska ukraińscy i polscy dowódcy przegnali bolszewików. Czasem nie było potrzeby się być, strach budziła liczba. Natomiast o wspólnym zwycięstwie pod Zamościem wie mało kto.

-Jako takiego…nie było. Historycy wiedzą. Bolszewicy widząc jaka armia zbliża się do nich – a przypominam Polacy wystawili 50 tysięcy, a Symon Petlura miał 15 tysięcy. Tym sposobem 65 tysięcy wojska łatwo wyzwoliło prawobrzeżną Ukrainę i zajęło Kijów. Bolszewicy o Kijów nie bili się widząc brak perspektyw tego. Cofnęli się i polsko-ukraińskie wojska na początku maja 1920 Kijów zajęli. Ale kiedy doszło do kontrataku 1 Armii Konnej i innych bolszewickich oddziałów, to takie bitwy już były. Taka wspólna największa była na przedpolach Lwowa, a jeszcze większa pod Zamościem. Trzeba powiedzieć najkrwawsza z udziałem wojsk ukraińskich. W tym czasie inne dywizje bolszewickie już były pod Warszawą. I to południowe natarcie, które było zatrzymane w okolicach Zamościa zakończył się przegraną wojsk ukraiński, to nie wiadomo jakby zakończyła się bitwa Warszawska.
-Nie możemy nie wspomnieć bohatera Zamościa generała Marka Bezruczki.
-Tak, zaprezentował swój plan wojskowy i pozostał w Polsce, i Polacy zawsze…do tego wojskowego działacza.

Dziś znowu na ukraińskich granicach jest zagrożenie, wojna i ta wojna zagraża nie tylko Ukrainie, a zagraża i Polsce, i zresztą całej Europie. Dlatego to porozumienie jest tak potrzebne, więc szukamy odpowiedzi w lekcjach historii sprzed stu lat:

-W historii zawsze istnieje jakiś polityczny realizm. Tu nie działała kategoria strachu, tu działała kategoria politycznego celu i realizmu. Tak już jest w polityce i to zawsze na pierwszym miejscu. Idea Piłsudskiego, która polegała na tym by stworzyć sojusz niezależnych państw, które miałby przeciwstawić się rosyjskiemu imperializmowi już pod czerwona gwiazdą; tak już jest – Rosja biała, czerwona, współczesna, zawsze będzie przejawiać swoje wpływy imperialne. Takie już jest to państwo, ten naród i z tym trzeba zawsze się liczyć. To było aktualne w latach 20; w jeszcze większym stopniu w 1939 i niestety po dziś. Dlatego wydaje mi się, że wszystkie historyczne próby przeciwstawienia się temu powinny być realizowane, jeśli chcemy zachować swoją niepodległość, państwo, i te wydarzenia 1920 roku to dobra lekcja historii i musimy je wliczać, i brać z nich to co pozytywne, by zachować się, przekazać potomkom co najlepsze dla nas.
Podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku strona ukraińska strona przekazała znaczną wojskowo-polityczną pomoc Polsce i pokazała się jako przyszłościowy partner. Dzięki działaniom taktycznym ukraińskiego dowództwa armii URL, bohaterstwu i zwycięstwu żołnierzy udało się nie tylko zatrzymać bolszewicki atak na zachód i odepchnąć widmo tragedii pod Warszawą, ale i w gruncie rzeczy, zaprzepaścić bolszewickie plany rewolucji światowej.
Obecnie nie tylko Ukraina potrzebuje pomocy. Koleją ofiarą rosyjskiego imperializmu może być Białoruś. Do walki o demokrację i wolność powstał naród białoruski.
Tożsamość narodowa jest kluczowa w samoświadomości człowieka. Właśnie tę po raz pierwszy w literaturze podkreślał tak Iwan Kotlarewski. Eneida właśnie teraz:

[fragment Eneidy]

Tym kończymy nasz program. Na historyczne spotkanie zapraszam za dwa tygodnie, tradycyjnie we wtorek. Z wami była Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę. Przyjemnego wieczoru. Do usłyszenia. (dw/ad)

11.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Wydarzenia sierpnia-września 1920 roku miały decydujące znaczenia w wojnie polsko-bolszewickiej. Zwycięstwo w bitwie warszawskiej zaświadczyło o zdolności Polaków do obrony swojego prawa do niepodległości. Bez pomocy ukraińskich wojsk, zwycięstwo nad Armią Czerwoną byłoby znacznie trudniejsze. Więcej o tym porozmawiamy dzisiaj w programie „Kalejdoskop historyczny”, z profesorem historii UWM Henrykiem Strońskim. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.
(-)
Przy podpisaniu w kwietniu 1920 roku Umowy Warszawskiej II Rzeczpospolita i Ukraińska Republika Ludowa podpisały także tajną konwencję wojskową i 25 kwietnia rozpoczęły wspólne działania bojowe przeciw Rosji bolszewickiej. Dzięki zaskoczeniu i przewadze w sile żywej 6 maja polsko-ukraińskie wojsko weszło do Kijowa. Jednak kontruderzenie wojsk rosyjskich na Białorusi zmusił Polskę do przerzucenia wojska z Ukrainy i polskie oraz ukraińskie oddziały zostały zatrzymane na linii Wyszhorod-Boryspol. Po miesiącu spokoju, w ciągu którego bolszewicy na Białoruski zachowywali się jak w domu, w lipcu stworzyli plac ćwiczeń na drodze do Warszawy. Jednocześnie na Ukrainie bolszewicy przygotowywali się do wzięcia Lwowa, którego broniły trzy polskie dywizje i ukraińska armia pod dowództwem generała Mychajła Omelanowycza Pawlenki. 13 sierpnia 1920 roku dwustutysięczna armia rosyjska pod dowództwem Michaiła Tuchaczewskiego rozpoczęła natarcie łamiąc pierwszą linię polskiej obrony zajęła Radzymin, 23 kilometry od Warszawy. Następnie podzieliła się na dwie części. Jedna z nich ruszyła w kierunku Pragi, a druga rozpoczęła obejście polskiej stolicy od północy. Będąc w posiadaniu szyfrów z 1919 roku, wywiad polski przechwycił rozkaz ataku na Warszawę i rano 14 sierpnia, wyprzedzając Rosjan, dwie polskie armie uderzyły na dwie armie Tuchaczewskiego, a w nocy na 15. dwie rezerwowe dywizje zaszły je od tyły. Dało to możliwość marszałkowi Józefowi Piłsudskiego rozpoczęcia uderzenia 16 sierpnia. Dzięki danym wywiady przeprowadzono go na najsłabszym odcinku frontu na odcinku Mozyrza. By ten ochronić olszewicy byli zmuszeni wstrzymać ofensywę i przerzucić na północ wojska spod Lwowa. Z powodu opóźnienia rozkazu, konarmia Semena Budionnego mogła dyslokować się dopiero 20 sierpnia, gdy Polacy już zajęli Brześć. Polacy przeszli do kontruderzenia na całym froncie i zadali bolszewikom znaczne straty – zabici, ranni, przepadli bez wieści, wzięci do niewoli – w sumie ponad 130 tysię cy osób.
O zwycięskim sierpniu przypomina nam profesor historii UWM Henryk Stroński:
W sierpniu 1920 roku Stalin…i Tuchaczewski, który stał na czele radzieckich, bolszewickich dywizji; mało brakowało a zdobyliby Warszawę. Ale nie Warszawa była ich celem. W planach była realizacja ich idea fix – światowa rewolucja komunistyczna; w ich planach była, przez Warszawę, czy przez trupa Polski jak wtedy mówili, osiągnąć Berlin, a może nawet i Paryż. Więc niebezpieczeństwo było i ta krytyka Piłsudskiego miała…ale trzeba powiedzieć, że kiedy bolszewickie dywizje pojawiły się pod Warszawą, to armia polska manewrami, mobilizacją 200 tysięcy Polaków do armii, uratowała sytuację. Rozgromiono bolszewickie dywizje i pognano je na wschód.

Ukraińcy mówią – razem i ojca bić łatwiej. Połączywszy wojska ukraińscy i polscy dowódcy przegnali bolszewików. Czasem nie było potrzeby się być, strach budziła liczba. Natomiast o wspólnym zwycięstwie pod Zamościem wie mało kto.

-Jako takiego…nie było. Historycy wiedzą. Bolszewicy widząc jaka armia zbliża się do nich – a przypominam Polacy wystawili 50 tysięcy, a Symon Petlura miał 15 tysięcy. Tym sposobem 65 tysięcy wojska łatwo wyzwoliło prawobrzeżną Ukrainę i zajęło Kijów. Bolszewicy o Kijów nie bili się widząc brak perspektyw tego. Cofnęli się i polsko-ukraińskie wojska na początku maja 1920 Kijów zajęli. Ale kiedy doszło do kontrataku 1 Armii Konnej i innych bolszewickich oddziałów, to takie bitwy już były. Taka wspólna największa była na przedpolach Lwowa, a jeszcze większa pod Zamościem. Trzeba powiedzieć najkrwawsza z udziałem wojsk ukraińskich. W tym czasie inne dywizje bolszewickie już były pod Warszawą. I to południowe natarcie, które było zatrzymane w okolicach Zamościa zakończył się przegraną wojsk ukraiński, to nie wiadomo jakby zakończyła się bitwa Warszawska.
-Nie możemy nie wspomnieć bohatera Zamościa generała Marka Bezruczki.
-Tak, zaprezentował swój plan wojskowy i pozostał w Polsce, i Polacy zawsze…do tego wojskowego działacza.

Dziś znowu na ukraińskich granicach jest zagrożenie, wojna i ta wojna zagraża nie tylko Ukrainie, a zagraża i Polsce, i zresztą całej Europie. Dlatego to porozumienie jest tak potrzebne, więc szukamy odpowiedzi w lekcjach historii sprzed stu lat:

-W historii zawsze istnieje jakiś polityczny realizm. Tu nie działała kategoria strachu, tu działała kategoria politycznego celu i realizmu. Tak już jest w polityce i to zawsze na pierwszym miejscu. Idea Piłsudskiego, która polegała na tym by stworzyć sojusz niezależnych państw, które miałby przeciwstawić się rosyjskiemu imperializmowi już pod czerwona gwiazdą; tak już jest – Rosja biała, czerwona, współczesna, zawsze będzie przejawiać swoje wpływy imperialne. Takie już jest to państwo, ten naród i z tym trzeba zawsze się liczyć. To było aktualne w latach 20; w jeszcze większym stopniu w 1939 i niestety po dziś. Dlatego wydaje mi się, że wszystkie historyczne próby przeciwstawienia się temu powinny być realizowane, jeśli chcemy zachować swoją niepodległość, państwo, i te wydarzenia 1920 roku to dobra lekcja historii i musimy je wliczać, i brać z nich to co pozytywne, by zachować się, przekazać potomkom co najlepsze dla nas.
Podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku strona ukraińska strona przekazała znaczną wojskowo-polityczną pomoc Polsce i pokazała się jako przyszłościowy partner. Dzięki działaniom taktycznym ukraińskiego dowództwa armii URL, bohaterstwu i zwycięstwu żołnierzy udało się nie tylko zatrzymać bolszewicki atak na zachód i odepchnąć widmo tragedii pod Warszawą, ale i w gruncie rzeczy, zaprzepaścić bolszewickie plany rewolucji światowej.
Obecnie nie tylko Ukraina potrzebuje pomocy. Koleją ofiarą rosyjskiego imperializmu może być Białoruś. Do walki o demokrację i wolność powstał naród białoruski.
Tożsamość narodowa jest kluczowa w samoświadomości człowieka. Właśnie tę po raz pierwszy w literaturze podkreślał tak Iwan Kotlarewski. Eneida właśnie teraz:
[fragment Eneidy]
Tym kończymy nasz program. Na historyczne spotkanie zapraszam za dwa tygodnie, tradycyjnie we wtorek. Z wami była Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę. Przyjemnego wieczoru. Do usłyszenia. (jch/bsc)

10.08.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Wydarzenia sierpnia-września 1920 roku miały decydujące znaczenia w wojnie polsko-bolszewickiej. Zwycięstwo w bitwie warszawskiej zaświadczyło o zdolności Polaków do obrony swojego prawa do niepodległości. Bez pomocy ukraińskich wojsk, zwycięstwo nad Armią Czerwoną byłoby znacznie trudniejsze. Więcej o tym porozmawiamy dzisiaj w programie „Kalejdoskop historyczny”, z profesorem historii UWM Henrykiem Strońskim. Z wami jest Hanna Wasilewska. Witam i zapraszam.
(-)
Przy podpisaniu w kwietniu 1920 roku Umowy Warszawskiej II Rzeczpospolita i Ukraińska Republika Ludowa podpisały także tajną konwencję wojskową i 25 kwietnia rozpoczęły wspólne działania bojowe przeciw Rosji bolszewickiej. Dzięki zaskoczeniu i przewadze w sile żywej 6 maja polsko-ukraińskie wojsko weszło do Kijowa. Jednak kontruderzenie wojsk rosyjskich na Białorusi zmusił Polskę do przerzucenia wojska z Ukrainy i polskie oraz ukraińskie oddziały zostały zatrzymane na linii Wyszhorod-Boryspol. Po miesiącu spokoju, w ciągu którego bolszewicy na Białoruski zachowywali się jak w domu, w lipcu stworzyli plac ćwiczeń na drodze do Warszawy. Jednocześnie na Ukrainie bolszewicy przygotowywali się do wzięcia Lwowa, którego broniły trzy polskie dywizje i ukraińska armia pod dowództwem generała Mychajła Omelanowycza Pawlenki. 13 sierpnia 1920 roku dwustutysięczna armia rosyjska pod dowództwem Michaiła Tuchaczewskiego rozpoczęła natarcie łamiąc pierwszą linię polskiej obrony zajęła Radzymin, 23 kilometry od Warszawy. Następnie podzieliła się na dwie części. Jedna z nich ruszyła w kierunku Pragi, a druga rozpoczęła obejście polskiej stolicy od północy. Będąc w posiadaniu szyfrów z 1919 roku, wywiad polski przechwycił rozkaz ataku na Warszawę i rano 14 sierpnia, wyprzedzając Rosjan, dwie polskie armie uderzyły na dwie armie Tuchaczewskiego, a w nocy na 15. dwie rezerwowe dywizje zaszły je od tyły. Dało to możliwość marszałkowi Józefowi Piłsudskiego rozpoczęcia uderzenia 16 sierpnia. Dzięki danym wywiady przeprowadzono go na najsłabszym odcinku frontu na odcinku Mozyrza. By ten ochronić olszewicy byli zmuszeni wstrzymać ofensywę i przerzucić na północ wojska spod Lwowa. Z powodu opóźnienia rozkazu, konarmia Semena Budionnego mogła dyslokować się dopiero 20 sierpnia, gdy Polacy już zajęli Brześć. Polacy przeszli do kontruderzenia na całym froncie i zadali bolszewikom znaczne straty – zabici, ranni, przepadli bez wieści, wzięci do niewoli – w sumie ponad 130 tysię cy osób.
O zwycięskim sierpniu przypomina nam profesor historii UWM Henryk Stroński:
W sierpniu 1920 roku Stalin…i Tuchaczewski, który stał na czele radzieckich, bolszewickich dywizji; mało brakowało a zdobyliby Warszawę. Ale nie Warszawa była ich celem. W planach była realizacja ich idea fix – światowa rewolucja komunistyczna; w ich planach była, przez Warszawę, czy przez trupa Polski jak wtedy mówili, osiągnąć Berlin, a może nawet i Paryż. Więc niebezpieczeństwo było i ta krytyka Piłsudskiego miała…ale trzeba powiedzieć, że kiedy bolszewickie dywizje pojawiły się pod Warszawą, to armia polska manewrami, mobilizacją 200 tysięcy Polaków do armii, uratowała sytuację. Rozgromiono bolszewickie dywizje i pognano je na wschód.

Ukraińcy mówią – razem i ojca bić łatwiej. Połączywszy wojska ukraińscy i polscy dowódcy przegnali bolszewików. Czasem nie było potrzeby się być, strach budziła liczba. Natomiast o wspólnym zwycięstwie pod Zamościem wie mało kto.

-Jako takiego…nie było. Historycy wiedzą. Bolszewicy widząc jaka armia zbliża się do nich – a przypominam Polacy wystawili 50 tysięcy, a Symon Petlura miał 15 tysięcy. Tym sposobem 65 tysięcy wojska łatwo wyzwoliło prawobrzeżną Ukrainę i zajęło Kijów. Bolszewicy o Kijów nie bili się widząc brak perspektyw tego. Cofnęli się i polsko-ukraińskie wojska na początku maja 1920 Kijów zajęli. Ale kiedy doszło do kontrataku 1 Armii Konnej i innych bolszewickich oddziałów, to takie bitwy już były. Taka wspólna największa była na przedpolach Lwowa, a jeszcze większa pod Zamościem. Trzeba powiedzieć najkrwawsza z udziałem wojsk ukraińskich. W tym czasie inne dywizje bolszewickie już były pod Warszawą. I to południowe natarcie, które było zatrzymane w okolicach Zamościa zakończył się przegraną wojsk ukraiński, to nie wiadomo jakby zakończyła się bitwa Warszawska.
-Nie możemy nie wspomnieć bohatera Zamościa generała Marka Bezruczki.
-Tak, zaprezentował swój plan wojskowy i pozostał w Polsce, i Polacy zawsze…do tego wojskowego działacza.

Dziś znowu na ukraińskich granicach jest zagrożenie, wojna i ta wojna zagraża nie tylko Ukrainie, a zagraża i Polsce, i zresztą całej Europie. Dlatego to porozumienie jest tak potrzebne, więc szukamy odpowiedzi w lekcjach historii sprzed stu lat:

-W historii zawsze istnieje jakiś polityczny realizm. Tu nie działała kategoria strachu, tu działała kategoria politycznego celu i realizmu. Tak już jest w polityce i to zawsze na pierwszym miejscu. Idea Piłsudskiego, która polegała na tym by stworzyć sojusz niezależnych państw, które miałby przeciwstawić się rosyjskiemu imperializmowi już pod czerwona gwiazdą; tak już jest – Rosja biała, czerwona, współczesna, zawsze będzie przejawiać swoje wpływy imperialne. Takie już jest to państwo, ten naród i z tym trzeba zawsze się liczyć. To było aktualne w latach 20; w jeszcze większym stopniu w 1939 i niestety po dziś. Dlatego wydaje mi się, że wszystkie historyczne próby przeciwstawienia się temu powinny być realizowane, jeśli chcemy zachować swoją niepodległość, państwo, i te wydarzenia 1920 roku to dobra lekcja historii i musimy je wliczać, i brać z nich to co pozytywne, by zachować się, przekazać potomkom co najlepsze dla nas.
Podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku strona ukraińska strona przekazała znaczną wojskowo-polityczną pomoc Polsce i pokazała się jako przyszłościowy partner. Dzięki działaniom taktycznym ukraińskiego dowództwa armii URL, bohaterstwu i zwycięstwu żołnierzy udało się nie tylko zatrzymać bolszewicki atak na zachód i odepchnąć widmo tragedii pod Warszawą, ale i w gruncie rzeczy, zaprzepaścić bolszewickie plany rewolucji światowej.
Obecnie nie tylko Ukraina potrzebuje pomocy. Koleją ofiarą rosyjskiego imperializmu może być Białoruś. Do walki o demokrację i wolność powstał naród białoruski.
Tożsamość narodowa jest kluczowa w samoświadomości człowieka. Właśnie tę po raz pierwszy w literaturze podkreślał tak Iwan Kotlarewski. Eneida właśnie teraz:
[fragment Eneidy]
Tym kończymy nasz program. Na historyczne spotkanie zapraszam za dwa tygodnie, tradycyjnie we wtorek. Z wami była Hanna Wasilewska. Dziękuję za uwagę. Przyjemnego wieczoru. Do usłyszenia. (dw/bsc)

10.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Jeszcze jeden tydzień rozpoczynamy razem. Witam was na antenie Polskiego Radia Olsztyn w letnie przedpołudnie 10 sierpnia. Niech taki łagodny będzie cały dzień! Kalendarz historyczny przypomina nam dzisiaj o trojgu twórców:

(-)

10 sierpnia 1737 roku urodził się Anton Łosenko – ukraiński malarz i działacz kulturalny. W jego obrazach z początku i połowy lat 1760-tych na tematy biblijne odczuwalne są związki ze sztuką późnego baroku; następne prace (m. in. „Abel” i „Kain”, obie z 1768 r.) noszą cechy klasycyzmu.

(-)

1907 r. zmarła Marko Wowczok (czyli Maria Wilińska) – ukraińska pisarka i poetka. Jej utwory miały charakter anty-pańszczyźniany i opisywały przeszłość historyczną Ukrainy. W latach 1860-tych Wowczok cieszyła się znaczącą sławą literacką na Ukrainie po opublikowaniu w 1857 r. ukraińsko-języcznego zbioru „Opowiadania Ludowe”.

(-)

1988 r. zmarł Płaton Worońko – ukraiński pisarz, publicysta; autor ponad trzydziestu zbiorów wierszy i poematów oraz dużej ilości książek dla dzieci.

(-)

Obrodziło dzisiaj w solenizantów, są to: Irena, Olena, Mikołaj, Paweł, Sergiusz i Tymon. Świętują też urodzeni 10 sierpnia, więc wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego!

(-)

Teraz przejdziemy do wydarzenia, którym świat żyje od wtorkowego popołudnia. Wtedy to w stolicy Libanu, Bejrucie nastąpił potężny wybuch. W wyniku eksplozji zginęły co najmniej 154 osoby, a ponad 5 tysięcy zostało rannych. Miasto praktycznie zostało zrównane z ziemią. Libańskie władze jako przyczynę podają pożar niebezpiecznych chemikaliów składowanych w porcie od kilku. Wybuch był tak silny, że był odczuwalny na Cyprze, wyspie odległej od Bejrutu o ponad 200 kilometrów. Nad Bejrutem jeszcze wiele godzin po wybuchu unosiła się potężna chmura dymu i pyłu. Świat ze zdumieniem obserwuje wydarzenia, a w Bejrucie ludzie cierpią, brakuje wszystkiego, w tym także żywności. UCGK włącza się do pomocy będącemu w wielkiej potrzebie Bejrutowi, tu nie ma żadnego znaczenia religia, – mówi proboszcz olsztyńskiej parafii i jednocześnie dyrektor Caritas Diecezji Przemysko-Warszawskiej ks. Jan Hałuszka:

– My wierzymy, że każdy człowiek został stworzony przez Boga, tak że my pomagamy nie religii czy jakiejś konfesji, tylko człowiekowi, który jest w potrzebie. Dlatego z polecenia naszego zwierzchnika, Jego Ekscelencji Eugeniusza Caritas organizuje zbiórkę pieniędzy 16 sierpnia po liturgii. Raz, że będzie to zbiórka pieniędzy, a dwa – jak to nazwał Jego Ekscelencja – będzie to dzień solidarności z tymi ludźmi, żeby także w modlitwach o nich pamiętać, bo pieniądze oczywiście są ważne, ale tez i modlitwa. Żeby wiedzieli, że gdzieś tam byli tacy ludzie, którzy i modlili się, i materialnie im pomogli, i współczuli oczywiście.

Nie zapomnijcie więc i w najbliższą niedzielę niech każdy wesprze potrzebujących w miarę swoich możliwości.

(-)

W ubiegłym tygodniu dużo mówiliśmy o szkole im. Łesi Ukrainki w Bartoszycach, nie możemy pominąć i szkoły w Górowie Iławeckim. Tam też przecież odbywały się egzaminy ósmoklasistów. Jak im poszło? Zapytałam o to wicedyrektorkę szkoły, Aleksandrę Łatanyszyn:

– Powiem tak, że jesteśmy bardzo zadowolenie z wyników egzaminów ósmoklasistów; nawet nie spodziewaliśmy się, że okażą się tak dobre. Dlatego, że musimy brać pod uwagę potencjał uczniów i był on, powiem tak… średni. Tak że naszym nauczycielom udało się wycisnąć z uczniów wszystkie soki i chce jeszcze podkreślić, że oni uczyli się u nas tylko dwa lata, dlatego że przyszli do siódmej klasy szkoły podstawowej. My szkołę podstawową mamy od niedawna i udało się nam na tyle ich przygotować, że oni pewni sami są zdziwieni swoimi możliwościami. Powiem tak, że z języka polskiego na 25 szkół w powiecie mamy czwarte miejsce; dla nas to też jest bardzo wysoko.

– To jest rewelacyjnie!

– Tak! W ciągu tych dwóch lat, że naszym nauczycielom udało się ich aż tak przygotować to jest wielka praca, wielki wysiłek. Oczywiście, biorąc pod uwagę też zdalne nauczanie. Tak więc nie spodziewaliśmy się nawet takich wyników. Z matematyki tez jest wysoko, bo siódme miejsce na 25 szkół, języka angielski – szóste miejsce i język rosyjski – pierwsze miejsce w powiecie. Myślę, że uczniowie są zadowoleni tak samo jak i ich rodzice z tego, że w tak krótkim czasie tak bardzo rozwinęli się w naszej szkole. Policzyłam sobie tak, że jeśli policzyć wszystkie wyniki uczniów w powiecie, to nasza szkoła ma drugie miejsce, a także średnia tych wyników, to nasza szkoła też ma drugie miejsce w powiecie. I tu muszę podkreślić, że pierwsze miejsce na szkoła podstawowa w Bartoszycach, a nasza szkoła drugie. Tak że rzeczywiście szkoły ukraińskie w naszym województwie i w powiecie oczywiście pracują na wysokie wyniki egzaminów klas ósmych. Jesteśmy dumni ze swoich uczniów, ale podkreślam, że to jest bardzo dużo pracy naszych nauczycieli, którzy nie szczędzą wysiłków w czasie prywatnym, wolnym, po obiedzie, tak że wykonaliśmy ogrom, ogrom pracy.

– I właśnie chcę tu podkreślić jeszcze raz, że szkoła w Górowie Iławeckim, choć może się to wydawać niemożliwe, do każdego ucznia podchodzi indywidualnie. Już nie raz zauważyłam i wiem o tym, że jeśli tylko dziecko przejawia jakieś uzdolnienia, to szkoła zrobi wszystko, żeby te talenty rozwinąć.

– Rzeczywiście, ja to potwierdzam. Po prostu staramy się dostosować wszelkie zajęcia pozalekcyjne do możliwości i zainteresowań uczniów, mamy bogaty „repertuar” tych zajęć pozalekcyjnych – i przedmiotowe, ale tez i sportowe, i taneczne, i wokalne; jakich zajęć pozalekcyjnych uczniowie chcą, takie w naszej szkole mają. I naprawdę ucznie chętnie się angażują, oczywiście ci, którzy chcą, bo są i tacy, którzy skupiają się tylko na nauce – i to też dobrze, ale są tacy, którzy chcą się jeszcze rozwijać dodatkowo i my rzeczywiście staramy się, żeby naprawdę w naszej szkole rozwijali się.

(-)

I tu już trzeba postawić kropkę, ponieważ kończy się nasza audycja. Przygotowała ją i przedstawiła Jarosława Chrunik. Zapraszam was do radioodbiorników o godz. 18.10, a teraz życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/kos)

09.08.2020 – godz. 20.30 – magazyn (opis do dźwięku)

Witamy Państwa w Magazynie Ukraińskim „Od niedzieli do niedzieli”. W studiu – Jarosława Chrunik. W tym roku trzeba liczyć się z tym, że raczej żadna impreza – o ile w ogóle się odbywa – nie wygląda tak jak dotychczas. Najlepszym przykładem może być Jarmark Folkloru w Węgorzewie. Żeby mimo koronawirusa nie siedzieć w domu, można wybrać się na ziemie przodków i przy okazji zrobić dobry uczynek. Bez wątpienia dobrym uczynkiem jest upamiętnienie żołnierzy Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej Symona Petlury, którzy ramię w ramię z żołnierzami Józefa Piłsudskiego walczyli z bolszewikami. W najbliższy piątek odbędzie się akcja „Płomień Braterstwa”. Po wakacjach uczniowie wrócą do szkół; najmłodsi pójdą do niej po raz pierwszy, więc rodzice muszą wybrać dla swojej pociechy taką szkołę, żeby dziecko ją lubiło. Będziemy dziś mówić o tym wszystkim, a skoro nie ma zbyt wielu imprez w tym roku, to będziemy przypominać te, które dały nam dużo radości dawniej. Młodsi słuchacze też znajdą coś dla siebie – postarał się o to Roman Bodnar.

(-)

Z sentymentem można było wspominać w tym roku poprzednie Jarmarki Folkloru w Węgorzewie. Zazwyczaj wirowało na nim życie, było wielu gości i z Polski, i z-za granicy. Z samej tylko Ukrainy można było coś kupić na kilku stoiskach. Jednak w tym roku czy nie jedynym ukraińskim akcentem była Anna Farańczuk z Olsztyna. Prezentowała tam swoje łemkowskie pisanki. Ale chociaż ten jarmark był całkiem inny, niż do tej pory, Ania nie żałuje, że tam była. Jak więc było tam w tym roku?

– Było bardzo skromnie, było inaczej, niż zawsze było w innym miejscu. Za każdym razem było to na tym dużym rynku, teraz tylko w skansenie, były bilety wstępu, tak że było całkiem inaczej.

– Bo do tej pory nigdy nie było biletów, prawda?

– Tak. Pierwszy raz tak było, no to z racji pandemii. Inaczej nie można byłoby wiedzieć ilu ludzi wchodzi, a ilu wychodzi na jarmark. Mniej było ludzi, mniej było wystawców; wielu nie przyjechało nawet spośród tych, którzy byli już zapisani, że będą, no a na sam koniec po prostu nie przyjechali.

– A kto był?

– Były panie, które robią anioły z koronki, z Ostrowca.

– Kogo spotkałaś w tym roku ze znajomych?

– Ze znajomych to była pani Ania Bałdyga, która jest i śpiewaczką, i rękodzielniczką; ona tka na kołowrotku i wyrabia dywany. Była pani Bernat Małgorzata, która ma haft kujawski i tak samo ma pisanki. Przepiękne pisanki!

– Ale inne, niż twoje.

– Tak, tak, zupełnie inne. Wcale nie było ludzi z Ukrainy, byli tylko wyłącznie z Litwy, z Łotwy.

– Jak twoje pisanki? Bo myślałaś, że sprzedasz i nie sprzedałaś tyle ile chciałaś, niestety.

– Niestety, nie – sprzedałam tylko dwie pisanki.

– Ale nie tylko pisanki.

– Ale naprawdę było super; poznało się nowych ludzi. Była pani, która powiedziała, że moje kartki jej życie uratowały na wiosnę, na pandemię. Jak w ubiegłym roku kupiła u mnie kartki, nie mogła już wychodzić na zewnątrz, to moje kartki porozsyłała do wszystkich znajomych i w tym roku kupiła aż 30 sztuk, żeby było na zapas.

– Żeby na Wielkanoc można było wysyłać znajomym i do rodziny.

– Tak, bo ja oprócz pisanek mam też kartki z moimi pisankami, takie świąteczne.

– No właśnie. I tak szkoda, bo to była bardzo skromniutka impreza, a z drugiej strony mówisz, że było bardzo przyjemnie.

– Tak, tak! Pomimo tego, że było mało ludzi, było naprawdę bardzo fajnie. Było ciekawie, bardzo dużo było występów na scenie. Dużo ludzi podchodziło zainteresowanych, można było spokojnie porozmawiać z każdym. Nie było tłoku, można było spokojnie popatrzeć jak to wszystko wygląda.

– No to teraz przed tobą cały rok, znowu będziesz „dopisywać” pisanki.

– Tak, cały rok będę kombinować nowe wzory, będę malować; może na wiosnę będzie już normalnie. Ten rok to tak trochę w domu, trochę inaczej. Ale jeśli w przyszłym roku będzie jarmark, to bardzo zapraszam wszystkich, naprawdę! Warto być, warto zobaczyć. Warto zobaczyć stare rękodzieła, jak się robi – pieczony sękacz był, były garnki lepione z gliny, bardzo dużo ciekawych rzeczy było, tak że warto naprawdę przyjechać i zobaczyć.

(-)

Do Węgorzewa nie jest tak daleko; inna rzecz – na ziemie przodków, jednak warto tam pojechać. Naturalną praktyką stało się już porządkowanie cmentarzy we wsiach, z których zostali wysiedleni nasi rodzice i dziadkowie. Potomkowie mieszkańców wsi Kornie w gminie Lubycza Królewska na Lubelszczyźnie zachęcają innych krajan, żeby przyłączyli się do sprawy zachowania cmentarza w Korniach. Mówi Bogdan Romasiuk z Olsztyna:

– To nie jest nowa inicjatywa, to jest stara inicjatywa, bo ludzie, którzy tam mieszkali i zostali przesiedleni w Akcji „Wisła”, co roku jeździli na tamte groby, na tamten cmentarz, do swojej cerkwi i tam w czasie święta parafii odprawiali liturgię, modlili się, a także czyścili i porządkowali tam groby swoich przodków. I my tez co roku tam jeździliśmy i te groby porządkowaliśmy, ale z czasem tych ludzi niestety jest coraz mniej i tak jak mówiła moja mama: dopóki my jeszcze żyjemy, żebyśmy o to dbali, bo to jest nasze, to jest nasza pamięć i żebyśmy też brali ze sobą nasze dzieci, żeby pamiętały, że są tam te groby.

Jeśli o groby się nie dba, to zapadają się pod ziemię i ślad po nich ginie. Wówczas cmentarz staje się pastwiskiem, terenem rolniczym:

– Bo te groby nie mają innej ochrony tak naprawdę, jak tylko ochronę ludzi, którzy tam jeżdżą i porządkują. Jest to jedyna ochrona, która tam pozostała. Dlatego co roku my wynajmujemy ludzi, którzy będą nam sprzątali, porządkują przede wszystkim żeby to nie pozarastało, żeby dbali o to, żeby widać było te pomniki. Bo tych grobów jest tam kilkadziesiąt, a może kilkaset. Bardzo ładnie wyglądają, a to dzięki temu, że ci ludzie co roku tam jeździli.

– W takim razie to jest naprawdę duży cmentarz.

– To jest duży cmentarz i bardzo dobrze zadbany, ale ludzie coraz mniej podejmują tę inicjatywę, żeby o to dbać. Dlatego jeszcze moja rodzina, która jest w parafii Cyganek, zajmuje się tym i nagłaśniają temat, żeby ludzie pomagali jak mogą. I będziemy tam wynajmować i wynajmujemy ludzi, którzy nam pomagają.

Oczywiście, do Korni mogą pojechać nie tylko przodkowie dawnych mieszkańców, lecz każdy, kto będzie miał na to ochotę.

(-)

Polscy i ukraińscy skauci, czyli harcerze i płastuni, mają ochotę po raz drugi przeprowadzić bardzo ważną akcję – „Płomiń Braterstwa”. W najbliższy piątek 14 sierpnia o godz. 18-tej akcja ta odbędzie się po raz drugi. Wtedy to polscy harcerze i ukraińscy płastunowie wystawią warty honorowe przy grobach kozaków i oficerów armii Ukraińskiej republiki Ludowej. Jak czytamy w „Naszym Słowie”, ubiegłoroczne działania w ramach akcji „Płomień Braterstwa” odbyły się w ponad 30-tu miastach i wsiach Polski, a także na Ukrainie. Informacja o przedsięwzięciu, zainicjowanym przez niezależne organizacje młodzieżowe Polski i Ukrainy, odbiła się echem we wszystkich najważniejszych mediach obu krajów. W tym roku organizatorzy planują odwiedzić prawie sto mogił i miejsc związanych z ukraińską emigracją wojskową na terytorium Polski. Podczas układania listy grobów opierają się na efektach wieloletniej pracy znanego nie tylko w naszej społeczności dr. Aleksandra Kolańczuka, zebrane w wydaniach „Umarli, żeby powstała Ukraina. Miejsca pamięci w Polsce” oraz „Za wolność waszą i naszą. Uczestnicy ukraińskich walk wyzwoleńczych w latach 1917-1921. Miejsca pamięci w Polsce”.

(-)

Od akcji „Płomień Braterstwa” zostaną już tylko dwa tygodnie wakacji. Potem trzeba będzie wrócić do szkoły. Najmłodsi po raz pierwszy przekroczą szkolny próg, warto więc wybrać dziecku taką szkołę, żeby ją lubiło i chętnie się uczyło. Taką szkołą jest bez wątpienia alma mater Łesi, ponieważ uczniowie osiągają tu bardzo ładne rezultaty. Są już wyniki egzaminów ósmoklasistów, – mówi dyrektorka szkoły, Lubomira Tchórz:

– Możemy być dumni z tego, że nasi uczniowie (dzisiaj to już absolwenci) osiągnęli bardzo ładne, wysokie wyniki, mimo że ten rok jest nietypowy, niestandardowy. Pisali w warunkach bardzo specyficznych ze względu na epidemię. Oczywiście, to był też wielki stres dla dzieci, które praktycznie nie były na co dzień od marca na lekcjach, lecz odbywały się lekcje video. Na szczęście bardzo korzystne okazało się to, że w naszej szkole od razu weszliśmy z lekcjami video i w ten sposób można było przygotowywać uczniów do egzaminów. A wyniki mamy naprawdę ładne. Język polski jest liderem jak zawsze też i w naszym województwie, i w Bartoszycach – właśnie w szkole ukraińskiej utrzymujemy siódmy stanin, jest to rezultat 67,2%. Siódmy stanin to poziom wysoki, tak możemy mówić. Gdy ogólnie w Polsce jest to piąty stanin, to my jesteśmy aż w siódmym staninie. Jeśli chodzi o matematykę to też – matematyka jest trudnym przedmiotem, nie każdemu „leży”, ale nasi nauczyciele zrobili wszystko, żeby nasze dzieci napisały na wyższą średnią, czyli szósty poziom, jest to 51,9%. języki obce u nas każdego roku są na bardzo wysokim poziomie. Język rosyjski – aż 69,57. A język angielski, gdybyśmy mieli porównywać do poziomy stanina to mamy poziom wysoki, czyli siódmy stanin, bo aż 63,25%. Tak że jesteśmy zadowoleni z tych egzaminów, z poziomu, dlatego że to niewielka liczba uczniów pisała, tylko jedenaścioro, nasza klasa jest mała i żeby był tak wysoki wynik, to wszyscy muszą napisać dobrze. Inaczej ta średnia inaczej będzie się kształtowała. I gdyby tylko jedno dziecko, czy dwoje napisało gorzej, na niższym poziomie, to wtedy ta średnia inaczej się układa.

Gdyby ktoś z rodziców chciał zapisać swoje dziecko do tej szkoły, a nie zrobił tego do tej pory, może mieć teraz problem:

– Bardzo szybko przeprowadzamy rekrutację, prowadzimy ją już systemem elektronicznym, dlatego rodzice zgłaszają się do nas przez internet na odpowiednią platformę rekrutacyjną i pierwszy etap zakończyliśmy na początku kwietnia. Mamy komplet, czyli do pierwszej klasy – dziewięcioro uczniów, a do przedszkola – ośmioro maluchów. Oczywiście, są rodzice, którzy nie zdążają w tym terminie i jeszcze teraz dzwonią, pytają, czy mogą zapisać dziecko do szkoły. Pod koniec sierpnia rekrutacja już się nie odbywa przez komisję, tylko przyjmuje do szkoły dyrektor. Tak więc jesteśmy zadowoleni z tej liczby, dlatego że mamy bardzo dużo uczniów i nie każdego roku w pierwszej klasie może być tak dużo, ponieważ my ogólnie musimy przestrzegać liczby 112 uczniów w szkole podstawowej. Taka jest subwencja, korzystna subwencja, żeby szkoła funkcjonowała.

Zaczęliśmy naszą audycję od jarmarku i zakończymy tę część jarmarkiem; tym razem będzie to kętrzyńska „Malowana Skrzynia”, ale aż z 2001 roku. Oczywiście, tylko fragment. Koncert prowadzili: Tajisija Łytwynenko i Jewhen Fedorczenko z Lwowskiego Teatru Dramatycznego im. Marii Zańkowieckiej. Stańmy się więc o dwadzieścia lat młodsi. Głos ma ówczesny wicewojewoda warmińsko-mazurski Marek Żyliński:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Osobistą refleksją podzielił się z uczestnikami jarmarku Miron Kertyczak, który wówczas był przewodniczącym Związku Ukraińców w Polsce:

– U mojej mamy na strychu stała malowana skrzynia, przywieziona pięćdziesiąt lat temu z Wierzbicy. Lata minęły, dom jest odremontowany, strych też już nie jest taki jak był, a skrzynia pozostała – jak symbol przywiązania do rodzimych tradycji. I niech ta impreza, ta malowana skrzynia, ze znakomitymi artystami z Ukrainy, z Polski, amatorskimi będzie świadectwem naszego przywiązania do tego co ojczyste i przywiązania do swojej kultury korzeni, do kultury rodu ukraińskiego w Polsce. Życzę wam jak najlepszych wrażeń od dzisiejszego programu. Dziękuję!

Jewhen Fedorczenko opowiadał bardzo ciekawe historie:

(-) Humoreska wierszowana

(-)

A teraz już głos ma Roman Bodnar:

(-) Hit-Parad

Najmilszy ukraiński krzew – czerwona kalina. Niech Iryna śpiewa, a z wami żegnają się: Roman Bodnar i Jarosława Chrunik, którzy program przygotowali. Usłyszymy się jutro o godz. 10.50 na 99,6 MHz, drodzy słuchacze! (jch/kos)

08.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! W studiu – Jarosława Chrunik i witam was na antenie Polskiego Radia Olsztyn 8 sierpnia w audycji ukraińskiej.  To już sobota. Zazwyczaj o tej porze już się szykowaliśmy na jakąś imprezę, albo sprawdzaliśmy, gdzie i kiedy odbędzie się najbliższa. Teraz albo imprez nie ma wcale, albo są bardzo małe, albo odbywają się on-line. I trzeba się z tym pogodzić. A czym zapisała się ta data w naszej historii?

(-)

8 sierpnia 1834 r. urodził się Osyp-Jurij Fed’kowycz – ukraiński pisarz-romantyk, prekursor ukraińskiego odrodzenia narodowego Bukowiny. Nie zważając na pewne zapożyczenia z poezji Szewczenki (a w prozie – od Marka Wowczka), Fed’kowycz był utalentowanym i do czasów I. Franki – największym pisarzem Zachodniej Ukrainy. Do wielu jego wierszy została napisana muzyka i piosenki te zyskały wielką popularność: „Okresny, Bojane!”, „Jak zasiadu koło czary”, „Hulały” i inne.

(-)

1979 r. zmarł Mychajło Krat, ukraiński działacz wojskowy, generał armii URL, uczestnik I wojny światowej. Latem i jesienią 1920 r był zastępcą dowódcy Oddzielnego Dywizjonu Konno-Górskiego Ołeksy Ałmazowa w walkach na froncie bolszewickim. W listopadzie został internowany w Polsce i w składzie Dywizjonu przebywał w obozie na Łobzowie (na przedmieściach Krakowa) oraz we wsi Bronowice. Wraz z internowana armią URL generał Krat przebywał w Polsce aż do wybuchu II wojny światowej, potem wyemigrował do USA.

(-)

Dziś z życzeniami wybieramy się do Mirosławy i Emiliana i do tych, kto obchodzi dziś urodziny. Życzymy im wszystkiego najlepszego.

(-)

To nie przypadek, że piosenkę dla solenizantów zaśpiewał zespół „Lisowa Pisnia” ze szkoły Łesi w Bartoszycach. Wczoraj nasz wieczorny program poświęcony był tej szkole, ale nawet słowem nie wspomnieliśmy o rekrutacji. Może dlatego, że wszystko jest już jasne? Rekrutacja już się zakończyła, – mówi dyrektorka szkoły, Lubomira Tchórz:

– Bardzo szybko przeprowadzamy rekrutację, prowadzimy ją już systemem elektronicznym, dlatego rodzice zgłaszają się do nas przez internet na odpowiednią platformę rekrutacyjną i pierwszy etap zakończyliśmy na początku kwietnia. Mamy komplet, czyli do pierwszej klasy – dziewięcioro uczniów, a do przedszkola – ośmioro maluchów. Oczywiście, są rodzice, którzy nie zdążają w tym terminie i jeszcze teraz dzwonią, pytają, czy mogą zapisać dziecko do szkoły. Pod koniec sierpnia rekrutacja już się nie odbywa przez komisję, tylko przyjmuje do szkoły dyrektor. Tak więc jesteśmy zadowoleni z tej liczby, dlatego że mamy bardzo dużo uczniów i nie każdego roku w pierwszej klasie może być tak dużo, ponieważ my ogólnie musimy przestrzegać liczby 112 uczniów w szkole podstawowej. Taka jest subwencja, korzystna subwencja, żeby szkoła funkcjonowała.

Szkoły dla mniejszości funkcjonują na nieco innych zasadach, niż ogólne. Z pewnością uczniowie muszą uczyć się więcej, ale tylko tak można zachować swoją tożsamość. Dotyczy to nie tylko mniejszości ukraińskiej; mówi Ewa Kulesza, nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej w Radostowie:

– Wypowiedź w języku polskim

Na razie wciąż jeszcze życzymy uczniom przyjemnego wypoczynku i wyłącznie przyjemnych przygód.

(-)

Ciekawą przygodę można przeżyć w najbliższych dniach we Lwowie. Od wczoraj do wtorku w centrum Lwowa trwają zdjęcia do polskiego filmu kryminalnego na podstawie książki Marka Krajewskiego. W tych dniach we Lwowie będzie pracowało 90 osób z ekipy filmowej, aktorów i kaskaderów z Polski. Reżyserem filmu jest Borys Lankosz, – informuje „Codzienny Lwów”.

„We Lwowie już nie raz kręcono filmy, ale te zdjęcia są najbardziej skomplikowane pod względem organizacyjnym. Na przykład – zostanie zlikwidowana dość duża ilość znaków na kliku ulicach miasta, zostanie zdjętych dość dużo szyldów, będą usunięte poziome znaki na jezdniach. Ale trzeba rozumieć, że organizatorzy podpisali wszystkie umowy na oficjalny demontaż oraz przywrócenie do stanu poprzedniego na własny koszt. Rozumiemy, że podczas ograniczeń kwarantanny jest dużo dodatkowych wymogów dotyczących przeprowadzenia takich zdjęć, ale organizatorzy podchodzą do tego bardzo fachowo i skrupulatnie”, – powiedział Andrij Moskałenko, zastępca mera miasta ds. rozwoju. Zgodnie z powieścią wydarzenia serialu dzieją się w 1939 r., dlatego te ulice Lwowa, na których będą trwały zdjęcia, zostaną zaadaptowane do tamtych czasów.

Jeśli ktoś właśnie planuje wybrać się do Lwowa, to może przenieść się w czasie o prawie osiemdziesiąt lat wstecz. A nasz program dobiega końca, była z wami Jarosława Chrunik. Żegnam się z wami do jutra do godz. 20.30 i życzę wam udanego weekendu!

07.08.2020 – godz.18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was na antenie Polskiego Radia Olsztyn w piątek, 7 sierpnia; przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. To już drugie z kolei piątkowe popołudnie, gdy moje słowa przede wszystkim powinny być skierowane do naszych młodszych słuchaczy. Mam jednak nadzieję, że nieco starsi też chętnie posłuchają, bo w dużej mierze też anteną zawładną młodzi – uczniowie szkoły w Bartoszycach. Dzisiaj im będzie poświęcony nasz program.

(-)

Uczniowie cieszą się zasłużonymi wakacjami po długich miesiącach pracy w niespotykanych do tej pory warunkach koronawirusa. Na razie niech jeszcze nie myślą, że kolejny miesiąc będzie już miesiącem nauki. A nauka w szkole Łesi może tylko cieszyć. O wynikach egzaminów ósmoklasistów rozmawiałam dziś rano z dyrektorką szkoły, Lubomirą Tchórz:
– Możemy być dumni z tego, że nasi uczniowie (dzisiaj to już absolwenci) osiągnęli bardzo ładne, wysokie wyniki, mimo że ten rok jest nietypowy, niestandardowy. Pisali w warunkach bardzo specyficznych ze względu na epidemię. Oczywiście, to był też wielki stres dla dzieci, które praktycznie nie były na co dzień od marca na lekcjach, lecz odbywały się lekcje video. Na szczęście bardzo korzystne okazało się to, że w naszej szkole od razu weszliśmy z lekcjami video i w ten sposób można było przygotowywać uczniów do egzaminów. A wyniki mamy naprawdę ładne. Język polski jest liderem jak zawsze też i w naszym województwie, i w Bartoszycach – właśnie w szkole ukraińskiej utrzymujemy siódmy stanin, jest to rezultat 67,2%. Siódmy stanin to poziom wysoki, tak możemy mówić. Gdy ogólnie w Polsce jest to piąty stanin, to my jesteśmy w siódmym staninie. 67,2% – jest to średnia uczniów z egzaminów z języka polskiego.

– W Bartoszycach.

– Ta. W Bartoszycach w naszej szkole. Jeśli chodzi o matematykę to też – matematyka jest trudnym przedmiotem, nie każdemu „leży”, ale nasi nauczyciele zrobili wszystko, żeby nasze dzieci napisały na wyższą średnią, czyli szósty poziom, jest to 51,9%. języki obce u nas każdego roku są na bardzo wysokim poziomie. Język rosyjski – aż 69,57%, niestety, w Polsce już się nie określa poziomu stanina, dlatego że niewielu uczniów w Polsce wybiera język rosyjski jako język obcy. A język angielski, gdybyśmy mieli porównywać do poziomy stanina to mamy poziom wysoki, czyli siódmy stanin, bo aż 63,25%. Tak że jesteśmy zadowoleni z tych egzaminów, z poziomu, dlatego że to niewielka liczba uczniów pisała, tylko jedenaścioro, nasza klasa jest mała i żeby był tak wysoki wynik, to wszyscy muszą napisać dobrze. Inaczej ta średnia inaczej będzie się kształtowała. I gdyby tylko jedno dziecko, czy dwoje napisało gorzej, na niższym poziomie, to wtedy ta średnia inaczej się układa. Cieszymy się więc, że mamy takie wyniki, a chce jeszcze powiedzieć, że po raz pierwszy egzamin razem z naszymi uczniami, z naszymi absolwentami miały nowe nauczycielki, które zaczęły przygotowywać dzieci od piątej klasy. I muszę powiedzieć, że one też zdały egzamin celująco.

– Tak że to jest działanie dwustronne!

– Tak. To jest wyjątkowo, bo to jest Oksana Koryśko, ona jest dopiero po studiach, pracowała z uczniami od piątej klasy i Lidia Styrańczak – matematyka. One bardzo przeżywały, bardzo ambitnie podeszły i nawet gdy zaczęły się te dni bez lekcji, prowadziły je na skyp’e. A potem włączyliśmy naszą szkolna platformę, zaprogramowaliśmy, to już wszyscy prowadzili regularnie. Ale nie marnowały ani jednej godziny.
W szkole w Bartoszycach w ogóle nie marnuje się czasu. Oprócz obowiązkowych przedmiotów działają różne koła zainteresowań. Potem można podziwiać tę pracę uczniów i nauczycieli podczas różnych przedsięwzięć szkolnych. Na przykład – podczas konkursu pod tytułem „Ja i mały teatr”. To zawsze jest święto, które ze względu na swój charakter zazwyczaj odbywało się w domu kultury. Teraz posłuchamy dwóch grup, które przygotowały swoje przedstawienia. Niestety, nie w całości, bo nie wystarczyłoby nam czasu antenowego, ale w skrócie. Najpierw podopieczni nauczyciela Mirosława Drozda o bardzo dźwięcznej nazwie – „Bulbaszky” – zaprezentują nam proces wybierania religii państwowej przez księcia Włodzimierza Wielkiego:

(-) Fragment przedstawienia
Nauczycielka Natalia Szelest natomiast przygotowała mały teatr o ukraińskim wieszczu narodowym, Tarasie Szewczence, ale z czasów, gdy przyszły poeta był jeszcze małym dzieckiem. Scena zaczyna się od rozmowy dziadka Tarasa ze swoim synem, czyli ojcem chłopca:

(-) Fragment przedstawienia

Sądzę, że wysłuchaliście z zainteresowaniem tego, co przygotowali uczniowie bartoszyckiej szkoły im. Łesi Ukrainki na zajęciach pozalekcyjnych. Z dużym zainteresowaniem będziemy oczekiwali na następne przedstawienia, miejmy nadzieję, że faktycznie można je będzie obejrzeć na żywo. Nasza audycja dobiega końca; przygotowała ją i przedstawiła Jarosława Chrunik. Żegnam się z wami do jutra do godz. 10.50 i życzę wam miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

07.08.2020 – godz.10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w piątek, 7 sierpnia, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Nie zawsze możemy mówić tylko o przyjemnych sprawach, czasami na pierwszy plan wychodzą trudne. Dzisiaj będzie trochę takich, trochę takich; najpierw – wydarzenia z kart historii:

(-)

7 sierpnia 1932 r. wprowadzono „Prawo pięciu kłosów” – jest to potoczna nazwa represywnego prawa radzieckiego z czasu Wielkiego Głodu. Postanowienie zostało przyjęte z inicjatywy Sekretarza generalnego WKP(b) – Józefa Stalina. Stalin w liście do Kaganowicza żądał przekształcenia Ukrainy w jak najszybszym czasie w fortecę ZSRR „i pieniędzy na to nie żałować”. Analiza 20 tysięcy spraw z 1932 r. pokazuje, że wśród skazanych było 83% kołchoźników i chłopów z małym gospodarstwem, a tylko 15% – „kułacko-zamożnych elementów”. Tak więc to „prawo” skierowane było przeciwko chłopom, którzy ratując swoje dzieci przed śmiercią głodową zmuszeni byli przynieść z klepiska czy pola kilogram-dwa zboża, przez nich samych wyhodowanego.

(-)

1819 r. urodził się Panteleon Kulisz – ukraiński pisarz, folklorysta, etnograf, językoznawca. Znany bardziej jako tłumacz Biblii oraz autor pierwszej ukraińskiej powieści historycznej „Czarna Rada”. Cztery lata pobytu w Warszawie, gdzie był dyrektorem ds. duchownych i członkiem komisji ds. przekładu prawa polskiego, umożliwiły pisarzowi zdobycie dużego doświadczenia i wiedzy, a była to praca w instytucji państwowej, badanie archiwów, gdzie robił różne notatki dla przyszłych badań historycznych, przyjaźń z polska inteligencja i galicyjskimi Ukraińcami, zwłaszcza we Lwowie, gdzie często bywał.

(-)

Dzisiaj świętują: Anna, Makar i Olimpiada. Ciekawe, czy któras z naszych słuchaczek nosi to oryginalne imię? Świętują tez urodzeni 7 sierpnia, a wszystkim życzę wszystkiego najlepszego!

(-)

Teraz porozmawiamy o sprawach przyjemnych i tez ważnych. Absolwenci szkół podstawowych znają już wyniki testów. Wyniki są dostępne w systemie informatycznym. Punkty uzyskane w trakcie egzaminu zadecydują czy uczeń będzie mógł kontynuować edukację w wybranej przez niego szkole średniej.

Według informacji udostępnionych na stronie CKE, w porównaniu do zeszłego roku lepiej wypadła tylko matematyka. Średnia punktów z tego przedmiotu wyniosła 46 proc, czyli o 1 proc. więcej w porównaniu do 2019 roku. Jeśli chodzi o średni wynik z języka polskiego, to uplasował się on na poziomie 59 proc. (4 proc. mniej), a z języka angielskiego o 5 proc. mniej, czyli 54 proc. Świetne wyniki uzyskali uczniowie szkoły podstawowej im. Łesi Ukrainki w Bartoszycach; dyrektorka szkoły Lubomira Tchórz nie kryje zadowolenia:

– Możemy być dumni z tego, że nasi uczniowie (dzisiaj to już absolwenci) osiągnęli bardzo ładne, wysokie wyniki, mimo że ten rok jest nietypowy, niestandardowy. Pisali w warunkach bardzo specyficznych ze względu na epidemię. Oczywiście, to był też wielki stres dla dzieci, które praktycznie nie były na co dzień od marca na lekcjach, lecz odbywały się lekcje video. Na szczęście bardzo korzystne okazało się to, że w naszej szkole od razu weszliśmy z lekcjami video i w ten sposób można było przygotowywać uczniów do egzaminów. A wyniki mamy naprawdę ładne. Język polski jest liderem jak zawsze też i w naszym województwie, i w Bartoszycach – właśnie w szkole ukraińskiej utrzymujemy siódmy stanin, jest to rezultat 67,2%. Siódmy stanin to poziom wysoki, tak możemy mówić. Gdy ogólnie w Polsce jest to piąty stanin, to my jesteśmy w siódmym staninie. 67,2% – jest to średnia uczniów z egzaminów z języka polskiego.

– W Bartoszycach.

– Ta. W Bartoszycach w naszej szkole. Jeśli chodzi o matematykę to też – matematyka jest trudnym przedmiotem, nie każdemu „leży”, ale nasi nauczyciele zrobili wszystko, żeby nasze dzieci napisały na wyższą średnią, czyli szósty poziom, jest to 51,9%.
A średnia w Polsce z matematyki t – przypomnijmy – 46%. Nic dziwnego, że uczniowie tej szkoły maja ambitne plany. Mariczka Sycz, która też jest absolwentką tej szkoły, miała ułatwione zadanie, ponieważ jest laureatka kilku olimpiad przedmiotowych, na przykład – w olimpiadzie wojewódzkiej z języka polskiego jako jedyna uzyskała 100% punktów:

– Myślałam przede wszystkim o tym, żeby nauczyć się jak najwięcej dla siebie. Miałam gdzieś tam w myślach, że może i nie wygram, ale wszystko to, czego się nauczę, to już jest moje i nikt mi już tego nie odbierze. Tak że to była taka trochę motywacja. Bo wiedziałam, że nawet jeśli nie wygram, to to, co już wiem, w szkole średniej…

– …przyda się.

Mariczka dalej chce się uczyć w olsztyńskim liceum i też wie dlaczego:

– Myślałam o tym, żeby zdawać maturę międzynarodową, żeby zdawać egzamin międzynarodowy.

Wiem, że dopóki Mariczka będzie miała takie podejście, jak dotychczas, to droga do zrealizowania planów jest prosta. A więcej o wynikach egzaminów ósmoklasistów opowiemy w wieczornym programie.
Teraz – odrobina polityki.

Andrzej Duda oficjalnie rozpoczął swoją drugą kadencję prezydencką. W swoim orędziu inauguracyjnym przed przedstawicielami Zgromadzenia Narodowego wspomniał i o Ukrainie. Informuje o tym Radio Svoboda.
Szczególna okazja do działań na rzecz bezpieczeństwa naszego kraju i naszego kontynentu pojawi się w roku 2022, kiedy Polska obejmie prezydencję w OBWE(…) To ważne zadanie na przyszłość, które nigdy się nie kończy. To ważne zadanie, które ma przywrócić pełną suwerenność i integralność terytorialną także naszemu sąsiadowi, Ukrainie.

(-)

Mamy nadzieję, że Ukraina będzie kiedyś prawdziwie wolna od wpływów swego północnego sąsiada, ale raczej nie będzie to w najbliższym czasie.. My natomiast musimy już kończyć nasz program, który przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Życzę wam miłego dnia i – do usłyszenia na antenie o godz 18.10! (jch/bsc)

06.08.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was na antenie Polskiego Radia Olsztyn w czwartek, 6 sierpnia. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Skoro czwartek, to z pewnością czekacie na jarmark. I słusznie – jarmark będzie, ale najpierw jednak porozmawiamy o bardzo ważnych rzeczach, bo nie można udawać, że nic się nie dzieje, skoro dzieje się dużo i nas tez to w pewnym stopniu dotyczy. Zaraz wszystko się wyjaśni.

(-)

Znany politolog rosyjski, mieszkający w Waszyngtonie Andriej Piontkowski na antenie kanału TV Espreso „Studio Zachód z Antonem Borkowskim” opowiedział o ostatnich głośnych wydarzeniach i wzroście zagrożenia ze strony Rosji. Przypomniał, że na mocy poprawek wniesionych do Konstytucji Putin ma nie tylko prawo, ale i obowiązek bronic praw osób rosyjskojęzycznych w jakimkolwiek miejscu na ziemi. „I plus bezpośrednia demonstracja siły wojskowej. Jest to wyraźna groźba. On chce otrzymać polityczna kapitulację Ukrainy, czyli całkowita legitymizację w ukraińskiej sferze prawnej i politycznej wojenno-terrorystycznej platformy Oddzielnych rejonów obwodu donieckiego i ługańskiego. I chce zrobić to rękami przywódców Ukrainy. Właśnie tego w brutalnej i absolutnie bezczelnej formie żąda od Zełeńskiego”.

Piontkowski skomentował też złamanie kolejnego całkowitego zawieszenia broni zaraz następnego dnia po jego ogłoszeniu.

„Natychmiast zostało ono złamane przez Moskwę, – mówi politolog. – co więcej, zaraz następnego dnia Pieskow bezczelnie oświadczył, że Moskwa nie gwarantuje wykonania zawieszenia broni. Czyli faktycznie powiedział: „Łamaliśmy i będziemy łamać, zasłaniając się samowolą tak zwanych ORODŁ. Oto najdokładniej wyrażona polityka Moskwy. I innej nie będzie. „Jeśli nie pójdziecie droga politycznej kapitulacji, to będziemy strzelać i będziemy zabijać waszych ludzi”. Do słowa: została zatrzymana duża grupa wagnerowców na Białorusi. Trzynastu spośród nich to zbrodniarze wojenni, znanych i odnotowanych na Ukrainie, którzy zabijali Ukraińców na Donbasie. Obecnie natomiast przyszli zabijać na Białorusi. Jest to grupa, która została wysłana w celu likwidacji Łukaszenki, który mimo wszystko w ostatnim czasie uparcie stawia opór całkowitemu wchłonięciu Białorusi przez Rosję. Łukaszenka poszedł na gwałtowne zaostrzenie, aresztując tę grupę. Wydaje mi się, że jeśli państwo się szanuje, to powinno natychmiast zażądać wydania tych trzynastu zbrodniarzy wojennych na Ukrainę. To wzmocni też pozycje Łukaszenki w konfrontacji z Moskwą i postawi w absolutnie niewygodnym położeniu Kreml. Czego by nie mówić o Łukaszence, ostatnim dyktatorze Europy, teraz mowa nie idzie o nim i nie o władzy na Białorusi. Teraz mowa jest o samym istnieniu Białorusi. I likwidacja suwerenności Białorusi powiązane jest w jedną kaskadową operację z likwidacja suwerenności Ukrainy. I ta wpadka wagnerowców w Mińsku stwarza Ukrainie bardzo dobrą szansę do aktywnego sprzeciwu.

Ciekawe, czy Ukraina zdoła taką szansę wykorzystać. Wiadomo, że prezydenci Ukrainy i Białorusi przeprowadzili rozmowę telefoniczną. Wołodymyr Zełenski mówił do Aleksandra Łukaszenki o potrzebie wydania zatrzymanych na Białorusi rosyjskich najemników z prywatnej jednostki wojskowej Wagnera. Część spośród 33 najemników walczyło w Donbasie przeciwko Ukrainie.

(-) Korespondencja w języku polskim

A wystarczyłoby tylko, żeby Zachód zażądał zaprzestania dostaw broni dla separatystów, to takie proste. Czasami dziwimy się, że ludzie w Europie tak bardzo zachwycają się Rosją i nie dostrzegają zagrożeń, jakie ona stwarza. Jest to zupełnie niezrozumiałe dla Ukraińców, Litwinów, Polaków i innych narodów, które poznały prawdziwe oblicze tego sąsiada. Była też o tym mowa podczas spotkania w Olsztynie z pisarzem ukraińskim, tłumaczem i krytykiem literackim Ołeksandrem Bojczenką. „Pewnie myśleliśmy sobie, – mówił literat, – że XXI wiek to czas, gdy wszystkie totalitaryzmy mamy już za sobą. Ale myliliśmy się. Na nas na przykład nasuwa się totalitaryzm rosyjski, a Rosja przeistacza się w państwo totalitarne. A jeśli nadal będzie ona prowadziła tę dziwną wojnę przeciwko nam, to totalitaryzm z absolutną pewnością będzie zagrażał tym terytoriom, które ona sobie odwojuje, – takie przekonanie wyraził pan Ołeksandr.
Gdy mówimy o kręgach ludzi, którzy mało znają Ukrainę, to im trudno jest zrozumieć ten konflikt między Ukrainą a Rosją, ponieważ ludzie, zwłaszcza kulturalni, opierają się na tym, co wiedzą o kulturze. Oni znają kulturę rosyjską, praktycznie nie znają współczesnej kultury ukraińskiej, a tym bardziej wcześniejszej ukraińskiej kultury. Na ile jest to skomplikowane zadanie, czy pan odczuwa, że znajduje się w jakiejś sytuacji, gdy przychodzi panu zmagać się z kulturą rosyjską, przy czym nie współczesną, a z kulturą rosyjską sprzed 200 lat?
– Niech tam będzie jakkolwiek, ale ja uważam, że rosyjska kultura w ogóle (bo o chwalonym rosyjskim balecie nie mogę powiedzieć, czy to sprawiedliwe, czy nie), ale wydaje mi się, że literatura rosyjska jest przechwalona. A dlaczego tak jest? Dlaczego Zachód tak lubi rosyjską literaturę klasyczną? Ja myślę, że dlatego, że w głębi duszy Zachód uważa Rosję za kraj dziki. I kiedy w dzikim kraju raptem pojawia się Tołstoj czy Dostojewski, wszyscy bardzo się cieszą – zobaczcie, oni tam nie skaczą po drzewach, oni mają pisarzy. A jeśli tak pokopać głębiej, w jakichś sprawach światopoglądowych, to okaże się , że tenże sam przechwalony Dostojewski, którego ja bardzo cenię jako znawcę psychologii ludzkiej, ale on był strasznym ksenofobem, antysemitą, ukraino-, polono- i jeszcze jakimś -fobem, czego żadnemu pisarzowi na Zachodzie by nie wybaczono. Po prostu zadziobano by go za takie poglądy, za takie wyrażenia, które u niego na każdym kroku spotykamy w jego dzienniku, w tym „Dniewniku pisatiela”. Bardzo mi się podoba ten wypadek z życia polskiego pisarza Marka Hłaski, który w 1958 roku pojechał do Francji (jeszcze wtedy nie wiedział, że emigruje, bo pojechał tak, myślał, że na miesiąc, dwa) i radio francuskie zrobiło z nim wywiad. I to był czas odwilży, Francuzi znowu bardzo chcą znaleźć jakiś powód, żeby polubić Rosję, i pytają go – „Dlaczego wy, Polacy jakoś tak dziwnie się zachowujecie, wy jakoś tak od Rosji odsuwacie się? Czego my nie rozumiemy? Co jest potrzebne, żebyśmy my, ludzie na Zachodzie, zrozumieli takich jak wy, Polacy?” I on odpowiedział genialnie: „Nie trzeba wiele. Potrzebne są rosyjskie czołgi na Polach Elizejskich. I wtedy doskonale nas zrozumiecie”. Nie, oczywiście, nie można ze wszystkiego rezygnować. Ja czasami w jakichś publikacjach muszę w sposób wyolbrzymiony, hiperbolizowany dla wyostrzenia widzenia powiedzieć, że obejdziemy się bez Puszkina. Nie trzeba obchodzić się bez Puszkina, trzeba po prostu wyrównać sytuację. Ja nie optuję za tym, żebyśmy zrezygnowali z literatury rosyjskiej, ja jestem za tym, żeby ona zajęła swoje normalne miejsce w naszych głowach obok niemieckiej, francuskiej, angielskiej, amerykańskiej. Bo u nas z pokolenia na pokolenie wszystko było wypaczone. Rosyjskiej literatury uczyliśmy się więcej niż ukraińskiej na Ukrainie, a innych gdzieś tam tylko trochę. A niech będzie tak, że będziemy znali z rosyjskiej literatury zjawiska szczytowe, tak samo jak znamy zjawiska szczytowe angielskiej, amerykańskiej, francuskiej i wtedy to będzie normalne. Kiedy nie będzie dominacji kultury rosyjskiej w naszych głowach. Jeszcze bardziej, niż literatury dotyczy to rosyjskiej muzyki, która na każdym kroku do teraz się rozlega.

(-)

Jaka szkoda, że w kluczowych momentach ludzie nie chcą słyszeć głosu elity kulturalnej, tylko słuchają elity finansowej i politycznej. Ukraina nie stanie mocno na nogach, dopóki ludzie nie zrozumieją, że język i kultura to nie mniej skuteczna broń, jak czołgi i karabiny.

(-)

Wspomniałam o języku i kulturze, więc przejdziemy już do jarmarku. Wspominamy Jarmark „Z malowanej skrzyni” z 2001 roku, skoro nie odbył się tegoroczny. Na chwilkę oddajmy głos ówczesnemu wicewojewodzie Markowi Żylińskiemu:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Istniało jeszcze wtedy Towarzystwo Kultury Ukraińskiej w Kaliningradzie, na jarmarku w Kętrzynie był obecny jego przewodniczący, Anatolij Kostiuk:

– Szanowna społeczności ukraińska Warmii i Mazur, dostojni goście! Pragnę przekazać pozdrowienia od kaliningradzkich Ukraińców, którzy mieszkają na ziemi, jak powiedział Stefan, całkiem nieodległej. Rzecz w tym, że zbierać się zaczęliśmy nie tak dawno, w latach 1990-tych, ale obecnie mamy już pewne osiągnięcia. I sądzę, że ta „Malowana Skrzynia” jest rzeczywiście naszym duchowym skarbem, który już od piętnastu lat jest uzupełniana i myślę, że ta część Ukraińców, która mieszka w obwodzie kaliningradzkim, też wniesie swój dorobek do tej skrzyni. Dziękuję, Stefan, za zaproszenie, myślę, że będziemy się często kontaktować; częściej niż do tej pory i życzę, żeby nasz kolejny festiwal odbył się jeszcze lepiej niż to było wcześniej. Dziękuję!

(-)

Osobistą refleksją podzielił się z uczestnikami jarmarku Miron Kertyczak, który wówczas był przewodniczącym Związku Ukraińców w Polsce:

– Moja też osobista refleksja: u mojej mamy na strychu stała malowana skrzynia, przywieziona pięćdziesiąt lat temu z Wierzbicy. Lata minęły, dom jest odremontowany, strych też już nie jest taki jak był, a skrzynia pozostała – jak symbol przywiązania do rodzimych tradycji. I niech ta impreza, ta malowana skrzynia, ze znakomitymi artystami z Ukrainy, z Polski, amatorskimi będzie świadectwem naszego przywiązania do tego co ojczyste i przywiązania do swojej kultury korzeni, do kultury rodu ukraińskiego w Polsce. Życzę wam jak najlepszych wrażeń od dzisiejszego programu. Dziękuję!

(-)

Ja też życzę wam jak najlepszych wrażeń, przypomnę tylko, że koncert prowadzili narodowi artyści Ukrainy Taisija Łytwynenko i Jewhen Fedorczenko – aktorzy Lwowskiego Teatru Dramatycznego im. M. Zańkowieckiej:

(-) Fragment koncertu i humoreska

Oby ta historia pozostała tylko humoreską, bez odzwierciedlenia w życiu! Nasz program dobiega końca, więc żegnam się z wami do jutra do godz. 10.50. Audycje przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/ad)

06.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Pięknie powitał nas dzisiejszy ranek i tak samo ja witam was na antenie Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Czasami mówi się o jakiejś znanej postaci i wydaje się nam, że to ktoś zupełnie z nami nie związany, a potem otwieramy oczy ze zdumienia. Dziś będzie krótko mowa o jednym takim człowieku z Ameryki, ale zachowajmy chronologię:

(-)

6 sierpnia 1657 r. zmarł Bohdan Chmielnicki, ukraiński działacz wojskowy, polityczny i państwowy. Hetman Wojska Zaporoskiego, przywódca Hetmanatu.

(-)

1914 r. we Lwowie utworzono legion Ukraińskich Strzelców Siczowych, który był pierwszym ukraińskim narodowym oddziałem zbrojnym po Bitwie Połtawskiej w czerwcu 1709 r. Ukraińscy Strzelcy Siczowi to były pierwsze ukraińskie jednostki w Austro-Węgrzech, dobranymi według przynależności narodowej, wpłynęły na stworzenie terminologii wojskowej, folkloru, pieśni i muzyki, ujednolicenie mundurów ukraińskich ze słynną „mazepinką”.

(-)

1928 r. urodził się Andy Warhol, artysta amerykański ukraińskiego (łemkowskiego) pochodzenia. Założyciel szkoły artystycznej pop-artu. Naprawdę nazywał się Andrij Warhola. Urodził się w Pittsburghu (w stanie Pensylwania w USA) w rodzinie emigrantów pierwszego pokolenia Ondreja i Julii Warhola. Uważa się, że to właśnie matka była najbardziej wpływową osobą w życiu Andy’ego i że to właśnie dzięki niej rozwinęły się jego talenty.

(-)

Dzisiaj na nasze życzenia czekają: Borys, Gleb, Roman, Charyton oraz urodzeni 6 sierpnia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Dzisiaj przed południem będziemy mówili o poważnych sprawach, na wesołość pozwolimy sobie wieczorem. Podczas swojej wizyty w Polsce pod koniec lipca, minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba spotkał się z przedstawicielami społeczności ukraińskiej. Wśród obecnych byli liderzy i s diaspory, i z organizacji migrantów. Jak podaje „Nasze Słowo”, minister poprosił o podzielenie się problemami Ukraińców w Polsce i obiecał uczciwie odpowiedzieć na pytania oraz pomoc w podołaniu trudności. Na spotkaniu mowa była o niszczeniu ukraińskich miejsc pamięci i odnawianiu cmentarzy, o problemach oświatowych, językowych, prawnych i kulturalnych; o aktualności wartości Rewolucji Godności.

„W tym roku nie można nie wspomnieć o jeszcze jednym – kwestii pamięci narodowej, bowiem mamy 100-lecie polsko-ukraińskiego sojuszu politycznego i wojskowego, wkrótce będziemy obchodzili jubileusz Bitwy Warszawskiej. Jest to bardzo dobra okazja, żeby pokazać pozytywna stronę stosunków polsko-ukraińskich. I społeczność ukraińska stara się to robić, – podkreślił historyk, Grzegorz Kuprianowicz, przewodniczący Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie i współprzewodniczący Komisji wspólnej rządu i mniejszości narodowych i etnicznych.

Dmytro Kułeba podkreślił szczególną wagę traktowania z szacunkiem ukraińskich miejsc pochówków i pomników w Polsce, zwłaszcza grobów żołnierzy URL, którzy walczyli podczas sojuszu polsko-ukraińskiego.

(-)

I jeszcze jedna informacja związana z upamiętnieniem Ukraińskich Strzelców Siczowych. Radni Warszawy zdecydowali, że w stolicy będzie Skwer generała Marka Bezruczki. Jak czytamy na stronie Jagiellonia.org, imieniem ukraińskiego bohatera wojny 1920 r. nazwano przestrzeń pomiędzy ulicami Jana Kazimierza i Wschowską – w odległości ok. 600 metrów od miejsca jego spoczynku na Cmentarzu Prawosławnym na Woli. Marko Bezruczko był jednym z twórców armii ukraińskiej i oficerem Sztabu Generalnego Ukraińskiej Republiki Ludowej. W 1919 r. został szefem sztabu w legendarnym Korpusie Strzelców Siczowych. Po zawarciu polsko-ukraińskiego porozumienia o wspólnej wojnie z Rosją w 1920 r. organizował i dowodził 6 Siczową Dywizją Strzelców, na czele której razem z wojskami polskimi brał udział w wyprawie kijowskiej. W sierpniu 1920 r., kierując mieszaną polsko-ukraińską załogą, dowodził udaną obroną Zamościa przed Armią Konną Budionnego. Sukces obrońców Zamościa pozwolił na zatrzymanie pochodu potężnego zgrupowania Armii Czerwonej w kierunku Lublina i Warszawy oraz jego rozbicie pod Komarowem, a tym samym – ocalenie militarnych rezultatów Bitwy Warszawskiej.

(-)

Przypomnijmy, że w piątek, 14 sierpnia, w Polsce odbędzie się wspólna akcja polskich harcerzy i ukraińskich płastunów „Płomień braterstwa”. Będziemy jeszcze o tym mówić, a teraz czas już się pożegnać do wieczora. Była z wami Jarosława Chrunik; życzę wam miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

05.08.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 5 sierpnia na antenie Polskiego Radia Olsztyn w programie „Z dnia na dzień”. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik, ale dzisiaj nie będę sama, będzie mi towarzyszyć dwoje moich bardzo dobrych znajomych. Tak więc odwiedzamy was dzisiaj we troje, ale po kolei.

(-)

Może pamiętacie, że tydzień temu byliśmy w odwiedzinach u Sergiusza w domu? O pysznym cieście z czarną porzeczką, które przygotowała Monika, żona Sergiusza, nie będę mówić, bo to byłby główny temat naszej audycji. Ale ciasto i kawa były później, najpierw z wielkim zainteresowaniem oglądałam ogród i z nie mniejszym zainteresowaniem słuchałam, jak Sergiusz opowiadał mi o swoich doświadczeniach z permakulturą. Czas więc was też zaprosić do ogrodu, tylko nie depczcie roślin:

(-)

– To są nagietki, ależ one są piękne! Jakie one są dorodne, wielkie!

– W ubiegłym roku zostały posadzone, jakoś tam tak sobie rosły nie bardzo. Ale w tym roku wysiały się w tym samym miejscu i widać, że czuja się dobrze.

– Bardzo dobrze!

– Tak.

– I „czornobywci”, czyli po polski „aksamitki”.

– Piszą w mądrych książkach, że aksamitki przyciągają do siebie nicienie; nematody, takie glisty, które…

– …najczęściej marchew atakują.

– Tak. Właśnie ostatnio przeczytałem, że 90% tych nematod aksamitki ściągają na siebie i redukują w ogrodzie. I zdaje się, że potem – tak piszą – że potem trzeba je spalić na koniec sezonu.

– No tak, skoro tam są, to żeby ich potem nie było. Czytałam jeszcze, że aksamitki odstraszają mszyce (dlatego je sobie kupiłam), natomiast nagietki bardzo silnie przyciągają mszyce. No, nie wiem; u ciebie tu nie ma żadnych szkodników! Czym ty je przepędzasz? Nie, poczekaj, o szkodnikach porozmawiamy później. Natomiast teraz przejdziemy do trzeciego – ten moduł jest najnowszy, najświeższy.

– Tak, powstał on taką samą metodą, jak ten drugi moduł, czyli na równym miejscu, na trawie takiej jak tu stoimy, wykopałem rowki i składałem tam tę trawę – w miejscu, gdzie będą grządki. Czyli niczego niezwykłego nie dawałem, żadnych nawozów, kompostu, czy ziemi skądś. Ta sama ziemia, która jest wszędzie, darnina przewrócona do góry nogami, do góry korzeniami. Prawda, ja jeszcze w marcu – marzec był dosyć ciepły – to posiałem taką mieszankę: gorczyca, różne wiechlinowate, czyli – żyto, jeszcze tego żyta troszkę widać, pojedyncze kłosy. Tu było posiane takie…

– …nawóz zielony.

– Tak, nawóz zielony. I to się rozwijało w marcu-kwietniu, aż do maja i było już dość wysokie. Ja to trochę ścinałem, ale nie wykorzeniałem całkowicie. W tym zielonym nawozie, na tej grządce, gdzie teraz stoimy, posadziłem ziemniaki.

– W to zielone.

– W to zielone. Ono było jeszcze wysokie i te ziemniaki tam sobie były troszkę otulone, przykryte.

– I to już było w maju?

– To już było w maju. 27 kwietnia, przepraszam! Pod koniec kwietnia posadziłem ziemniaki, a na następnej grządce – dynię i fasolę posiałem już w maju, po „Zośce”.

– No właśnie, bo chciałam to powiedzieć, że ty w kwietniu posadziłeś ziemniaki, a im te przymrozki wcale nie zaszkodziły. Bo wiemy, że maj był bardzo kapryśny w tym roku.

– Tak, nic im się nie stało, bo były schowane. Prawdą jest, że one też bardzo długo siedziały. Warto powiedzieć, że wszystko siedziało, nie startowało; te dynie, o których rozmawialiśmy, że same się wysiały, one wyszły z ziemi w tym samym czasie, co te dynie, które ja posadziłem.

– Po prostu przyroda wie, kiedy maja wyjść rośliny.

– Tak, absolutnie! Ona zna swój czas i swoją temperaturę i ile dni tej temperatury ma być, żeby ziemia się ogrzała. Tak że ziemniaki też siedziały długo i gdzieś tak w połowie maja zaczęły wychodzić, tak że mam nawet gdzieś zdjęcie czy filmik z początku czerwca, to ziemniaki mają zaledwie 5-7 centymetrów.

– Wygląda bardzo ładnie!

– Ja tu cały czas na ten nawóz zielony, o którym rozmawialiśmy, zacząłem kłaść siano. Siano, liście, chwasty, które gdzieś tam skosiłem czy wybrałem.

– I to jest mulczowanie.

– To jest mulczowanie, tak. Mulczowanie i przykrywanie tego nawozu zielonego i chwastów, które mogłyby wyrastać, czyli nie daję im możliwości, żeby się rozwinęły, otrzymały światło czy coś w tym rodzaju.

– A w tym czasie ziemniaki sobie cichutko, ładniutko rosną.

– Tak, ziemniaki sobie trochę podrosły, ja je też trochę „okuczyłem”.

– „Podgarnąłem” – u nas mówią.

– Podgarnąłem, a w większym stopniu dokładam systematycznie siana, tak że one są też przykryte sianem.

– I tu też podbierasz po trochę, czy nie?

– Tu jeszcze nie podbierałem…

– Bo jeszcze kwitną.

– I ta ziemia jednak jest jeszcze troszkę słabsza, nie otrzymała jeszcze tyle tych substancji biologicznych, jak te dwie. Jak te dwa poprzednie moduły, do których cały czas dochodzi trawa, biomasa i tak tworzy się ten humus.

– Pokarm dla roślin.

– A właściwie to pokarm dla ziemi. Trzeba najpierw nakarmić ziemię.

– A potem ziemia odda to roślinom.

– Bo jeśli dokarmiać rośliny, to…

– Jak to mówią: „Nie tędy ścieżka prowadzi do grochu”.

– Tak, tak. I jeszcze jedna rzecz powiem: gdy popatrzysz na te międzyrzędzia, te rowki, to tam woda chlupocze.

– Pokaż!

– Tu może. Jest bardzo mokro.

– O, widać, widać.

– I ta wilgoć tu się trzyma. I jeszcze jedna sprawa: w tym roku kupiłem od sąsiada przyczepę obornika i ten obornik był świeży, nie przegniły, prosto z obory. Rozkładałem go w tych rowkach między roślinami bez przekopywania, po prostu kładłem z wierzchu, tak jak jest w naturze. No i zdaje się, że jest nieźle, ani nic się nie popaliło, jak to się zdarza ze świeżym obornikiem. Po prostu on sobie leży.

– Na niego działają też czynniki zewnętrzne – i powietrze, i słońce, i wiatr, i deszcz…

– Deszcz zmywa trochę te substancje; trochę go trawą przykryłem, ja myślę, że ten sposób…

-…jest bardzo organiczny, bardzo naturalny.

– Warto o tym pomyśleć. Niekoniecznie trzeba mi wierzyć na słowo, tylko sobie sprawdzić, czy to rzeczywiście tak działa. No, jak na razie to patrze na te wszystkie rośliny i one rosną.

– Widać, że są bardzo zadowolone. A co tam jest? Tam jest kompost, tak?

– Tak.

– No, myślę, że tu za dużo niczego nie ma, bo wszystko idzie na grządki.

– To jest taki kompost na lato.

– I nawet tu ziemniaki rosną!

– Oczywiście. Zimą, od jesieni do wiosny kompost składam po prostu na grządki, do tych rowków. Teraz nie kładę, bo trochę trudno tam wejść, na te międzyrzędzia prawie niemożliwym jest wejść.

– Bo to jest tak gęste jak las. A ponadto, to wiadomo, te resztki mogą tu przegniwać, mogą tam być jakieś zarazki, to po co szkodzić roślinie? A tu one się „przepalą” w kompoście i nie będą szkodzić.

– Ale jest taka teoria (słuchałem ostatnio wykładu) pan Rozum mówi, że dla ziemi, jeśli jest ona zdrowa, to nie ma dla niej znaczenia, czy trafi na nią zarażona roślina, czy nawet zapleśniała – jeśli to wszystko leży na wierzchu, nie przekopane, nie zaczyna gnić, to ziemia to przerobi, „przetrawi”.

– Po prostu da sobie z tym radę.

– Tak, dlatego ja się tego za bardzo nie boję. Mówią, żeby obierków z ziemniaków nie kłaść na kompost.

– Ale to przecież organika.

– Tak, ale mówią, że tam jakieś choroby mogą być.

(-)

– I tu masz jeszcze czarne porzeczki i poziomki.

– Poziomki rosną same, wiele roślin rośnie same, ja im pozwalam, nie przeszkadzam im rosnąć.

– To tak jak Polacy mówią: „Rolnik śpi, a jemu rośnie!”

– Tę porzeczkę posadziłem kilka lat temu i ona tak słabiutko rosła.

– Ale już się odbija.

– Tak, ale zaczęła się odbijać, jak zacząłem ją mulczować, czyli okładać trawą: kosić-kłaść, kosić-kłaść. Przywiozłem też tego przegniłego, które położyłem na wierzchu. Już drugi rok tak kładę na wierzchu. I widać, że rośliny…

– …biorą tyle, ile chcą. To znaczy, że brakowało im pożywienia.

– Tak, nasze grunty tu są dość gliniaste i ubogie. Chociaż mówi się, że glina to jeszcze nie jest najgorszy grunt.

– Piasek jest gorszy.

– Tak. Glina, jeśli ja dobrze uprawić, to też rodzi. No ale jest też dość kwaśna. I widać, że zaczęła tu pokrzywa rosnąć.

– A tak, tak! I są już pierwsze owoce, więc wszystko jest na dobrej drodze.

– Tak.

– A to?

– Aronia.

– Aronia? Taka wielka aronia?

– Czarna jarzębina.

– Aha, tak się nazywa: czarna jarzębina? No, sądzę, że będzie co przetwarzać na zimę! Biorąc pod uwagę to, ile jej tu jest…

– Jest tego trochę. Jeszcze tam! Tak że takie różne rośliny.

(-)

Jak widzicie – Sergiusz czasami sam się dziwi, że tak szczodrze ziemia mu rodzi. I to jeszcze nie koniec naszej rozmowy, dokończymy ja kiedy indziej. No, a skoro pole tak obrodziło, to trzeba to dobro zebrać i zawieźć na jarmark. Jak pamiętacie, na Jarmarku Folkloru w Węgorzewie była w sobotę Ania Farańczuk z Olsztyna. Prezentowała tam swoje łemkowskie pisanki, ale to był zupełnie inny jarmark, niż zazwyczaj, więc posłuchamy za chwilę, jak to wszystko w tym roku wyglądało.

(-)

Było bardzo skromnie, było inaczej, niż zawsze było w innym miejscu. Za każdym razem było to na tym dużym rynku, teraz tylko w skansenie, były bilety wstępu, tak że było całkiem inaczej.

– Bo do tej pory nigdy nie było biletów, prawda?

– Tak, tak. Pierwszy raz tak było, no to z racji pandemii. Inaczej nie można byłoby wiedzieć ilu ludzi wchodzi, a ilu wychodzi na jarmark. Mniej było ludzi, mniej było wystawców; wielu nie przyjechało nawet spośród tych, którzy byli już zapisani, że będą, no a na sam koniec po prostu nie przyjechali.

– Chodzi o to, że nie przyjechali ci, którzy mieli prezentować swoje rękodzieła, tak?

– Tak, tak!

– A kto był?

– Były panie, które robią anioły z koronki, z Ostrowca. Co roku wydawana jest taka gazetka, nazywa się „Jelonek”, typowo właśnie o jarmarku, o ludziach, którzy tam występują, którzy się wystawiają, więc to jest takie dość ciekawe.

– Kogo spotkałaś w tym roku ze znajomych?

– Ze znajomych to była pani Ania Bałdyga, która jest i śpiewaczką, i rękodzielniczką; ona tka na kołowrotku i wyrabia dywany. Była pani Bernat Małgorzata, która ma haft kujawski i tak samo ma pisanki. Przepiękne pisanki!

– Ale inne, niż twoje.

– Tak, tak, zupełnie inne. Wcale nie było ludzi z Ukrainy, byli tylko z Litwy, z Łotwy.

– Jak twoje pisanki? Bo myślałaś, że sprzedasz i nie sprzedałaś tyle ile chciałaś, niestety.

– Niestety, nie – sprzedałam tylko dwie pisanki.

– Ale nie tylko pisanki.

– Ale naprawdę było super; poznało się nowych ludzi. No, całkiem inaczej. Była pani, która powiedziała, że moje kartki jej życie uratowały na wiosnę, na pandemię. Jak w ubiegłym roku kupiła u mnie kartki, nie mogła już wychodzić na zewnątrz, to moje kartki porozsyłała do wszystkich znajomych i w tym roku kupiła aż 30 sztuk, żeby było na zapas.

– Żeby na Wielkanoc można było wysyłać znajomym i do rodziny.

– Tak, bo ja oprócz pisanek mam też kartki z moimi pisankami, takie świąteczne.

– No właśnie. I tak szkoda, bo to była bardzo skromniutka impreza, a z drugiej strony mówisz, że było bardzo przyjemnie.

– Tak, tak! Pomimo tego, że było mało ludzi, było naprawdę bardzo fajnie. Było ciekawie, bardzo dużo było występów na scenie. Dużo ludzi podchodziło zainteresowanych, można było spokojnie porozmawiać z każdym. Nie było tłoku, można było spokojnie popatrzeć jak to wszystko wygląda. Tak że warto było pojechać.

– No to teraz przed tobą cały rok, znowu będziesz „dopisywać” pisanki.

– Tak, cały rok będę kombinować nowe wzory, będę malować; może na wiosnę będzie już normalnie.

– A może jeszcze jesienią będzie jeszcze jakiś jarmark, może gdzieś pojedziesz? Bo w ubiegłym roku jeździłaś.

– Tak, w ubiegłym roku jeździłam, byłam i w Pelplinie… trudno nawet zapamiętać, gdzie jeszcze byłam, ale tego roku nie. Z racji tej pandemii – nie. Postanowiłam odpuścić i może na wiosnę zacznę od nowa.

– Nawet gdyby była jakaś impreza, to nie pojedziesz?

– Będę się zastanawiała bardzo mocno, czy warto jechać. Chodzi o zdrowie. Chodzi o mnie samą…

– …i o najbliższych.

– No i o najbliższych. Ten rok to tak trochę w domu, trochę inaczej. Ale jeśli w przyszłym roku będzie jarmark, to bardzo zapraszam wszystkich, naprawdę! Warto być, warto zobaczyć. Warto zobaczyć stare rękodzieła, jak się robi – pieczony sękacz był, były garnki lepione z gliny, bardzo dużo ciekawych rzeczy było, tak że warto naprawdę przyjechać i zobaczyć. Potwierdzam słowa Ani, bo jak byłam w tamtym roku, to mogłam wiele razy obejść rynek dookoła i nogi bolały, a wciąż mi się nie nudziło:

(-) Wypowiedź w języku polskim

Tak właśnie było w ubiegłym roku. Miejmy nadzieję, że kiedyś normalność do nas wróci, a teraz już się pożegnamy do jutra. Towarzyszyli wam dzisiaj: Anna Farańczuk, Sergiusz Petryczenko i mówiąca te słowa Jarosława Chrunik. Miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/kos)

05.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w środę, 5 sierpnia, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Dzisiejszy dzień zupełnie nie jest podobny do wczorajszego, zupełnie inaczej świat wygląda, niech więc młodzież cieszy się wakacjami, a bardzo zmęczeni – urlopami. A my pochylamy się nad wydarzeniami z przeszłości i współczesności:

(-)

5 sierpnia 1937 r. zaczął się „Wielki terror” – z rozkazu NKWD ZSRR nabrało czynności Postanowienie Biura Politycznego KC KP(b) „O elementach antyradzieckich”. W ciągu tej kampanii wobec zaaresztowanych w najszerszym stopniu stosowane były tortury, kary śmierci przez rozstrzelanie, niepodlegające zaskarżeniu; wydawane były najczęściej bez jakiegokolwiek sądy przez Trójki NKWD i były wykonywane natychmiast. Krewnych osób skazanych represjonowano tylko za fakt spokrewnienia z nimi. Dzieci represjonowanych, które zostały bez rodziców, umieszczano w specjalnych „domach dziecka dla dzieci wrogów narodu”, lub tak zwane w badaniach współczesnych „dziecięcych gułagach”.

(-)

1844 r. urodził się Illa Riepin – ukraiński i rosyjski malarz-pieriedwiżnik, autor m.in. znanego obrazu „Zaporożcy piszą list do sułtana tureckiego”.

(-)

1899 r. urodził się Borys Antonenko-Dawydowycz – ukraiński pisarz, tłumacz literatury, badacz kwestii rozwoju i kultury języka ukraińskiego; długoletni więzień gułagów radzieckich. Za pierwszą sfałszowaną sprawę został skazany na śmierć, potem najwyższy wymiar kary został zamieniony na 10 lat gułagu. Nie przyznał się do winy. Za następną sprawę został skazany na dożywotnie zesłanie.
(-)

1940 zmarł Dmytro Jawornycki – ukraiński archeolog, etnograf i historyk. Zebrał bogaty materiał etnograficzny i folklorystyczny; jeszcze za czasów studenckich spisał ponad tysiąc pieśni i około pięciuset opowiadań. W badaniach historycznych głównie poświęcił swoją uwagę historii Siczy Zaporoskiej.

(-)

5 sierpnia imieniny obchodzą: Trofim, Anna, Witalij, Fiodor i Michał. Wraz z nimi świętują urodzeni tego dnia, więc wszystkim życzymy wszystkiego najlepszego.

(-)

Było o historii, teraz będzie o wydarzeniach aktualnych. Prokurator Rejonowy Olsztyn-Północ w Olsztynie skierował do Sądu Rejonowego w Olsztynie wniosek o warunkowe umorzenie postępowania wobec Aleksandry M. Jak przypomina „Gazeta Olsztyńska”, jest ona podejrzana o publiczne znieważenie kobiety pochodzenia ukraińskiego.

Za taki czyn grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. Jednak podejrzana nie była uprzednio karana za przestępstwo umyślne i można przypuszczać, że nie popełni ponownie przestępstwa. Z tego powodu prokurator złożył wniosek o warunkowe umorzenie postępowania na okres próby 2 lat. Ponadto studentka miałaby wpłacić 2000 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Penitencjarnej. Poinformował o tym Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.
Przypomnijmy, 4 listopada ubiegłego roku w internecie opublikowany został filmik, na którym studentka medycyny Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w bardzo wulgarny sposób obrażała Ukrainkę, z którą dzień wcześniej podróżowała w jednym przedziale kolejowym. Nagranie wywołało oburzenie wśród internautów, a sprawa trafiła do władz UWM. Autorka nagrania została zawieszona w prawach studenta. Należy jednak dodać, że po zdarzeniu dziewczyna nagrała drugi filmik, w którym przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się urażeni jej słowami. Wyjaśniała, że miał to być żart dla bardzo wąskiego grona jej znajomych, bo w rzeczywistości jej poglądy nie są ksenofobiczne, jak sugerował to pierwszy filmik, a wręcz odwrotnie – uważa ona, że nikt ma prawa poniżać drugiego człowieka. W sieciach społecznościowych opinie są podzielone nawet wśród Ukraińców: jedni uważają, że studentka opublikowała przeprosiny, ponieważ zrozumiała jak poważne skutki dla niej może mieć jej czyn, inni – że faktycznie był to głupi żart i przeprosiny są szczere.

(-)

W następnym tygodniu, 14 sierpnia o godz. 18-tej po raz drugi odbędzie się akcja „Płomień Braterstwa”. Wtedy to polscy harcerze i ukraińscy płastunowie wystawią warty honorowe przy grobach kozaków i oficerów armii Ukraińskiej republiki Ludowej. Jak czytamy w „Naszym Słowie”, ubiegłoroczne działania w ramach akcji „Płomień Braterstwa” odbyły się w ponad 30-tu miastach i wsiach Polski, a także na Ukrainie. Informacja o przedsięwzięciu zainicjowanym przez niezależne organizacje młodzieżowe Polski i Ukrainy odbiła się echem we wszystkich najważniejszych mediach obu krajów. W tym roku organizatorzy planują odwiedzić prawie sto mogił i miejsc związanych z ukraińska emigracją wojskową na terytorium Polski.

(-)

Bliżej akcji będziemy informować o tym dokładniej, a dzisiaj czas antenowy dobiega końca, więc pora się pożegnać. Była z wami Jarosława Chrunik, ponownie usłyszymy się o godz. 18.10. Miłego dnia, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

04.08.2020 – godz 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze, witam was na antenie Polskiego Radia Olsztyn we wtorek, 4 sierpnia w programie „Z dnia na dzień”. Przed mikrofonem – Jarosława Chrunik. Każdego dnia dzieje się historia, ale nie wszystko pozostaje w naszej pamięci – zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej. Jeśli jednak mija sto lat, a my nadal pamiętamy o jakimś wydarzeniu, to znaczy, że miało ono bardzo ważne znaczenie. Dotyczy to oczywiście walki polsko-bolszewickiej, w której brali udział żołnierze Armii Czynnej Symona Petlury.

(-)

Traktat Ryski uratował bolszewików przed całkowitą klęską, Polska uzyskała niepodległość, natomiast Ukraina nie wywalczyła upragnionej wolności. Po zakończonej wojnie, gdy już wiadomo było, że nie ma możliwości prowadzenia dalszej walki, żołnierze Armii Czynnej URL przeszli na terytorium Polski i znaleźli się w kilkunastu obozach dla internowanych. Jeden z takich obozów znajdował się w Aleksandrowie Kujawskim. Co roku, od 1993-go w pierwszą sobotę czerwca odbywają się tam uroczystości upamiętniające tych, którzy walczyli „o wolność waszą i naszą”. Kozacki kurhan jest symbolem wszystkich tych, którzy ramię w ramię z Polakami stawili czoła bolszewikom, ale potem nie mogli wrócić do swojej ojczyzny. W uroczystościach biorą udział przedstawiciele władzy lokalnej, państwa ukraińskiego oraz społeczność ukraińska, zamieszkująca w Polsce Północnej. W tym roku z powodu koronawirusa obchody odbyły się miesiąc później. Gości powitał burmistrz Arkadiusz Grala:

(-) Wypowiedź w języku polskim
Tak bardzo potrzebne są obecnie takie słowa! W podobnym duchu mówił też konsul Ukrainy w Gdańsku, Lew Zacharczyszyn:
– Droga społeczności ukraińska, chcę się do was zwrócić, ponieważ dla was pamięć ta ma szczególne znaczenie. Ponieważ ona – ta pamięć o naszych bohaterach – czyni was silniejszymi. Daje wam siłę zachowywać swoją tożsamość. Daje wam siłę pozostawać Ukraińcami. Jestem wam za to szczerze wdzięczny; wdzięczny waszym rodzicom, dziadkom, którzy przeżyli złe czasy Akcji „Wisła”, którzy nie utracili korzeni, którzy zachowali kulturę i zachowali język. I wy robicie to nadal. Jestem wdzięczny wam i waszym dzieciom, uczniom szkoły w Białym Borze, którzy pielęgnują kulturę ukraińską, dlatego że pielęgnując swoje, kochając swoje, będziecie umieli tez kochać inną kulturę – innych narodów. Ponieważ w różnorodności kultury jest normalność tego świata. Dlatego też dziękuję wam za to, że jesteście, więc bądźmy razem. I zawsze miło jest, że nawet nie bacząc na skomplikowane warunki, które teraz mamy (ograniczenia, epidemia), ale społeczność ukraińska jest tu w Aleksandrowie Kujawskim i będzie tu zawsze.

(-) dalej – wypowiedź w języku polskim
Za każdym razem na Ukraińskim Cmentarzu Wojskowym w Aleksandrowie odbywa się też ekumeniczne nabożeństwo żałobne:

(-) Fragment nabożeństwa
Tych z was, kto jeszcze nigdy nie był w Aleksandrowie Kujawskim, zachęcam, żeby wybrać się tam za rok, zobaczyć i z pewnością wtedy będziecie chcieli wracać w to miejsce.

(-)

Teraz wędrujemy w czasie o kolejnych ponad sto lat. Nad poematem „Eneida” Kotlarewski pracował około trzydziestu lat. Jak czytamy na stronie myslenedrevo.com.ua, pierwsze trzy jego części były gotowe już w latach 1794-95, ale wtedy autor nie odważył się opublikować swojego poematu. Jednak zaczął on żyć swoim życiem, rozprzestrzeniając się w kopiach pisanych odręcznie. Na podstawie jednej z takich kopii w 1798 r. w Petersburgu pojawiło się pierwsze wydanie poematu pod tytułem «Малороссийская Энеида в трех частях» ze stroną dedykacyjną: «Любителям малороссийского слова усерднейше посвящается». Poemat został wydrukowany z inicjatywy i za pieniądze bogatego obszarnika konotopskiego Maksyma Parpury, który w owym czasie mieszkał w Petersburgu i znany był ze swojej działalności wydawniczej (kierował drukarnią kolegium medycznego). Zresztą Parpura sam ułożył i dodał do poematu słownik „słów małorosyjskich”, którymi później posłużył się Kotlarewski, znacznie rozszerzając go do swego własnego wydania „Eneidy”. Dzisiejsze odcinek to jak film grozy – Eneasz trafia do piekła:

(-) Fragment poematu
Nie zdziwię się, jeśli po audycji ktoś wybierze się do spowiedzi – w nadziei, że nie trafi tam, gdzie był dzisiaj Eneasz. Ja też muszę o tym pomyśleć, więc kończymy naszą audycję. Była z wami Jarosława Chrunik; ponownie usłyszymy się jutro o godz. 10.50. miłego wieczoru, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

04.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się we wtorek, 4 sierpnia, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Chmury i deszcz raczej zatrzymały dzisiaj w domu wszystkich tych, kto nie musi nigdzie wychodzić. W taki czas dobrze jest posiedzieć przy kawie i posłuchać w radiu o tym, co ciekawego działo się i dzieje na świecie.

(-)

4 sierpnia 1687 hetmanem Ukrainy został Iwan Mazepa. Po tym, jak Mazepa przekonał się, że car niszczy podstawy ukraińskiej państwowości, postanowił wykorzystać warunki, które stworzyła Wojna Północna, w celu rozwiązania problemów państwowości inną drogą. W 1708 roku, gdy Karol XII, idąc na Moskwę, skierował się na Ukrainę, Mazepa, w nadziei zapobieżenia spustoszeniu kraju, przeszedł na stronę Szwedów. Za nim poszło ok. 3000 kozaków i starszyzny. Decyzja o rezygnacji ze stosunków sojuszniczych z Moskowią do tej pory rozpatrywane jest przez większość historyków rosyjskich jako zdrada i naruszenie Ugody Perejasławskiej, którą zresztą sami Rosjanie naruszają od samego początku w stosunku do Ukrainy.

(-)

4 sierpnia 1757 r. urodził się Wołodymyr Borowykowśkyj – ukraiński malarz ikon, malarz-portrecista. Wielkim powodzeniem cieszyły się jego miniatury i portrety, zwłaszcza kobiece. Do złotych zbiorów artystycznych należą ikony Borowykowskiego do głównego ikonostasu Soboru Kazańskiego, Soboru Ławry Aleksandro-Newskiej w Petersburgu, Pokrowskiej cerkwi na ziemi czernihowskiej i inne. Ogółem Borowykowski stworzył około 200 portretów współczesnych mu osób, napisał wiele ikon.

(-)

4 sierpnia 1854 roku urodziła się Maria Zańkowiecka – ukraińska aktorka teatralna i filmowa, działaczka teatralna, wiodąca gwiazda teatru ukraińskiego końca XIX i pocz. XX wieku. Miała w repertuarze ponad 30 ról scenicznych, są to przeważnie postacie dramatyczno-heroiczne. Aktorka stwarzała obrazy, przesiąknięte prawdziwym dramatyzmem i zapalczywą komediowością. Była współzałożycielką teatru Mykoły Sadowskiego w Połtawie.

(-)

Mokre warunki do świętowania mają dzisiaj: Maria, Aleksy, Kornel i Michał, a także ci, którzy obchodzą dzisiaj urodziny. Życzymy spełnienia marzeń!

(-)

W niedzielę w Węgorzewie odbył się 43-ci Jarmark Folkloru. Zawsze na głównym placu miasta tego dnia wirowało życie, mieniło się kolorami i wielogłosem. Zawsze też przynajmniej na kilku stoiskach prezentowali swoje wyroby twórcy ludowi z Ukrainy. W tym roku chyba jedynym ukraińskim akcentem na jarmarku były pisanki łemkowskie olsztynianki Anny Farańczuk. Ania miała nadzieję, że mimo wszystko będzie wielu odwiedzających i klientów, jednak koronawirus wtrącił się i do tej sprawy. Jak więc było na jarmarku w Węgorzewie?

– Było bardzo skromnie, było inaczej, niż zawsze było w innym miejscu. Za każdym razem było to na tym dużym rynku, teraz tylko w skansenie, były bilety wstępu, tak że było całkiem inaczej.

– Bo do tej pory nigdy nie było biletów, prawda?

– Tak, tak. Pierwszy raz tak było, no to z racji pandemii. Inaczej nie można byłoby wiedzieć ilu ludzi wchodzi, a ilu wychodzi na jarmark. Mniej było ludzi, mniej było wystawców; wielu nie przyjechało nawet spośród tych, którzy byli już zapisani, że będą, no a na sam koniec po prostu nie przyjechali.

– Chodzi o to, że nie przyjechali ci, którzy mieli prezentować swoje rękodzieła, tak?

– Tak, tak!

Trochę więcej Anna Farańczuk opowie nam o jarmarku innym razem, być może nawet już jutro wieczorem. My tymczasem przypomnijmy, jak to było na jarmarku w ubiegłym roku. Przechadzając się po placu można było natrafić na twórców z Ukrainy. Byli to całkiem młodzi ludzie, którzy pracują razem z rodzicami:

– Akurat nasze prace to są prace na szkle; jest to technika autorska, to robią moi rodzice – Roman i Natalia Jusypczukowie. Technika jest dość młoda, ma ze dwadzieścia lat.

– Ja myślę, że na szkle od dawna malowano.

– No, witraż istnieje od dawna, ale właśnie taką technikę, jaka tu jest prezentowana, wynaleźli sami. To znaczy, są tu specjalne farby, specjalne oddzielne kontury, które nie są typowe dla witraży. Witraż jest z tej strony, a to jest malowane po wierzchu, ma fakturę, ludzie zazwyczaj lubią tego dotykać.

– Widzę, że tu są obrazy wykonane z ziaren dyni, kukurydzy, co my tu jeszcze mamy?

– Mak, mamy tu mak, proso, gorczycę i różne inne kasze, które można znaleźć, ugotować i zjeść. A teraz są na obrazach i są nimi wyłożone nie tylko kwiaty i jakieś żywe ornamenty, ale też coś takiego ze świata nieożywionego – parasolki, pantofelki, architektura. I do tego wykorzystane zostały nasiona i tylko nasiona.

– Można powiedzieć, że są to obrazy na czarną godzinę – gdy skończą się zapasy, to można jeść obrazy.

– No, w zasadzie tak!

Niech obrazy wiszą sobie niezjedzone, a my mamy nadzieje, że będzie tak, jak tego życzą uczestnicy zespołu „Promień” ze wsi Bobryk na Ukrainie:

(-) Fragment piosenki

Z pewnością szczęśliwi są ci, kogo uratowali jako zakładników w kijowskim banku. Bardzo ciekawie żyje się ostatnio na Ukrainie, co i rusz jest jakieś porwanie, jakiś terroryzm. Wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy Anton Heraszczenko poinformował o zatrzymaniu Suchroba Karimowa. W południe mężczyzna wziął zakładniczkę w kijowskim banku i groził, że wysadzi go w powietrze. Opublikowano wideo, na którym służby wyprowadzają 32-letniego obywatela Uzbekistanu, informuje Eugeniusz Sało:

(-) Korespondencja w języku polskim.

(-)

I tu postawimy przedpołudniowa kropkę w programie, którą przygotowała i przedstawiła Jarosława Chrunik. Ponownie spotkamy się o godz. 18.10. Życzę wam pięknego dnia, mimo zachmurzonego nieba, drodzy słuchacze! (jch/bsc)

03.08.2020 – godz. 18.10 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Witam was w programie „Kamo hriadeszy” w poniedziałek, 3 sierpnia. W studiu Polskiego Radia Olsztyn – Jarosława Chrunik. Dzisiaj pouczymy się mądrości od księcia Włodzimierza Monomacha, dowiemy się trochę więcej o proroku Eliaszu i posłuchamy ks. Jarosława Moskałyka. Żeby ze wszystkim zdążyć, zaczynamy już teraz.

(-)

A zaczniemy od „Żywego Słowa” i „Pouczeń Włodzimierza Monomacha dzieciom”:

(-) Fragment tekstu staroruskiego

Włodzimierz Monomach był bardzo mądrym władcą. Dzięki zdolnościom dyplomaty i dowódcy oraz za pomocą licznych ślubów synów, córek i wnuczek, za panowania Włodzimierza Monomacha i jego syna Mścisława Ruś przeżyła ostatnie w swojej historii lata jedności.

(-)

Wczoraj obchodziliśmy Dzień św. proroka Eliasza. Zawsze ma on stałą datę (2 sierpnia) i w tym roku wypadł on właśnie w niedzielę. Święty prorok Eliasz to jeden z proroków Starego Testamentu. Wzmianki o Bożym proroku są także w księgach Nowego Testamentu. Podczas Przemienienia Pańskiego to właśnie Eliasz rozmawiał z Jezusem na Górze Tabor. Jak czytamy na stronie unian.ua, prorok Eliasz urodził się 900 lat przed narodzinami Jezusa. Gdy dziecko pojawiło się na świecie, jego ojciec Sobach miał widzenie: szlachetni mężowie rozmawiali z chłopczykiem, spowijali go ogniem i żywili ognistymi płomieniami. Wizja okazała się prorocza. W młodości Eliasz poszedł na pustynię, gorliwie się modlił i przestrzegał ścisłego postu. Był przykładem cnotliwego życia. Walczył z bałwochwalstwem, czynił cuda w imię Boga.

Zgodnie z podaniami prorok został żywy wzięty do nieba. Pomknął tam w ognistym rydwanie, zaprzężonym w cztery białe konie, pozostawiając po sobie swego duchowego ucznia, Elizeusza. Mówi się, że w niebie Eliasz czeka na ponowne przyjście Jezusa na ziemię, żeby znowu wrócić na ziemię.

Pierwsza prawosławna świątynia na Rusi była wybudowana w Kijowie właśnie na cześć proroka Eliasza jeszcze przed oficjalnym Chrztem Rusi. Także po Chrzcie święta księżna Olga wybudowała świątynię Eliasza w swojej ojczyźnie, we wsi Wybuty. A w tradycji cerkiewnej tego dnia święci się środki transportu, tak jak to miało miejsce wczoraj w Olsztynie:
(-) Obrzęd święcenia

Tak więc można już czuć się bezpieczniej za kierownicą. Teraz proponuję dalszą część rozmowy z ks. prof. Jarosławem Moskałykiem, który odwiedził swoja dawna parafię w Olsztynie. przypomnijmy, że w tym roku ks. Jarosław obchodzi 35-lecie posługi duszpasterskiej. Rozmawialiśmy z księdzem o wierze, o tym, co skierowało go na drogę kapłaństwa i odważyłam się też zapytać o coś, o czym słyszałam, ale nie miałam potwierdzenia. A teraz już wszystko jest jasne:

– Nie będziemy mówić o tym, co dzieje się z człowiekiem, który zaczerpnął z wiary i raptem ją porzucił. Co się staje? Co jest zupełnie co innego. Ale normalne, otwarte podejście do stanu wiary akurat otwiera wiele perspektyw. Bardzo dużo. Oprócz tego, że napełnia wewnętrznie, syci, niepokoi też, to pozwala też człowiekowi zachować równowagę. Co jest bardzo ważne. Jeśli komuś w sensie fizycznym, ludzkim oczywiście, coś nie wyjdzie, w czymś się nie poszczęści, to jest jeszcze inny punkt odniesienia – jest jeszcze wiara, gdzie można zatrzymać się i pomyśleć inaczej. O swojej audycji, o swoim udziale, o swoim rozwoju – można przemyśleć, odnosząc to do stanu swojej wiary. Jest to coś absolutnie pozytywnego.

– Na przykład: nie pytać, dlaczego mnie to spotkało, tylko czego mnie to nauczy?

– Słusznie. Właśnie to pytanie „dlaczego akurat mi się to zdarzyło” jest swego rodzaju pułapką. Jeśli zatrzymać się na tym i w tym dłubać, że tylko mi się to zdarzyło i tylko mi, czyli ograniczać się tylko do siebie, pewną miarą egoistycznie odnosić się też do wiary. A tak się oczywiście nie zdarza. Mogło mi się coś zdarzyć między innymi. Mnie między innymi. Wielu innym też się zdarza. Większości się zdarza. Obawiam się, że takie postawienie sprawy nie zawsze jest trafne i prawidłowe, ponieważ trochę wykrzywia perspektywę. Dlatego, że nazbyt koncentrujemy się na sobie. A koncentrowanie się na sobie zawsze jest niebezpieczeństwem, że popadnie się w egoizm. To jest to. Tu trzeba moim zdaniem trochę inaczej postrzegać sytuację, czy stan swojej wiary. To co było powiedziane na początku – jest to dar, ale bez naszej aktywności, uświadomionej aktywności i chęci ta wiara nie może się rozwinąć. To zrozumiałe. I oczywiście wiara potrzebuje uświadomienia, głębszego uświadomienia. To nigdy nie staje się od razu. Podam prosty przykład – chrzcimy małe dziecko. Czyż ono uświadamia sobie co to jest? Nie! I jeszcze długo nie będzie sobie uświadamiać. Ale od tego są rodzice, żeby nauczyli, żeby pomogli, żeby wyjaśnili. Oczywiście po to oni są.

– Powiedział ksiądz, że nie żałuje, ale z pewnością nie można powiedzieć, że 35 lat było jak proces jednoliniowy. Były lata lepsze, były gorsze, byłe łatwiejsze i trudniejsze. Gdy ksiądz na nie patrzy – które były najtrudniejsze?

– Na pewno nie wyodrębniałbym jakichś szczególnych okresów; czy tych związanych głównie z duszpasterstwem, między innymi, nazwijmy to – zaangażowaniem w budowę, tu i tam, bo to nie tylko w Olsztynie. Także w innych miejscach miałem z tym do czynienia, choćby tu – Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, też tego dotyczyło. Na początku mówiłem – Bytów, Miastko. Tam nic nie było, zaczynaliśmy… to znaczy, w Bytowie było, ale w Miastku zaczynaliśmy od zera. Dlatego nie wyodrębniałbym też tej płaszczyzny naukowej zaangażowania, każda ma coś swego. Każdy ten okres odznacza się czymś szczególnym. Odnoszę się do tego integralnie, całościowo, jak następujący jeden po drugim, jako niosący coś nowego, coś innego. Jedyne co, to to, że trzeba być do tego gotowym. To, że pojawiają się różne wyzwania, powiązane z takim czy innym zaangażowaniem, to ja nie mam wątpliwości. Jest to normalne zjawisko, normalny proces, że to jest. Oczywiście, charakterystyka, specyfika tej czy innej pracy i zaangażowania jest inna; czym innym jest duszpasterstwo, czym innym jest nauka. To jest zupełnie co innego. Praca z ludźmi jest jeszcze czymś innym. Dlatego tak wyraźnie nie wskazywałbym na coś szczególnie pozytywnego, albo na coś szczególnie negatywnego. Nie, po prostu odnoszę się do tego jak do jednej całości. To wszystko.

(-)

Ksiądz Jarosław jest człowiekiem bardzo charakterystycznym, a jego śpiew zawsze robi wrażenie. Korciło mnie, żeby go zapytać o pewną dość zabawną sprawę i w końcu zapytałam:

– Wie ksiądz, że w Olsztynie chodzą o księdzu legendy?

– Różne…

– Nie wiem, czy ksiądz potwierdzi mi tę, o której zaraz powiem, czy nie. Myślę, że nie muszę przypominać, jaki stan ksiądz zastał w Olsztynie, gdy tu przyszedł. Stagnacja, do cerkwi przychodzi mało ludzi i głównie są to ludzie starsi, glosy jak glosy, śpiewają jak śpiewają i mówi się, że była pewna liturgia, ksiądz ją odprawia; oczywiście choćby o skali księdza głosu można oddzielne legendy opowiadać. I w pewnym momencie ksiądz prawdopodobnie odwrócił się i powiedział: „Proszę przestać śpiewać!” i resztę ksiądz śpiewał sam. Prawda to czy nie?

– Było coś takiego, chociaż może nie dokładnie tak.

– Potem ksiądz zebrał ludzi i zaczął uczyć śpiewać i uczyć liturgii.

– Tak, tak. Było coś takiego. Przypominam sobie, że był taki moment, że…

– …ksiądz nie wytrzymał!

– Zareagowałem dość jednoznacznie, gdy śpiew zarzynali. Nie śpiewali, tylko po prostu zarzynali. I tak bardzo nieszczęśliwie. A mnie osobiście to bardzo męczy. I myślę, że tak jak większość księży, zwłaszcza tych, którzy muzycznie trochę słyszą. Męczy dlatego, że tu mowa jest o wschodnim obrządku, liturgii wschodniej, która ma swoją specyfikę. I duch tej wschodniej liturgii, szczególnie ozdobiony śpiewem – normalnym śpiewem – odgrywa bardzo ważną rolę. A gdy śpiew zarzynają, to jest katastrofa. Wtedy nie ma ani formy, ani ducha. I właśnie mnie to wyprowadzało z równowagi, więc chciałem cos z tym zrobić i starałem się to zmienić. Tu i nie tylko tu; w innych miejscach też.

– I myślę, że to, że obecnie my praktycznie nie mamy czego się wstydzić (oprócz takich potknięć), to jest to zasługa księdza, bo ksiądz to zaczął. Ksiądz to zaczął, a potem był już tylko rozwój.

– Tak, tak i ja myślę, że większy wpływ i zasługa, jeśli można tak powiedzieć, była po mnie, bo tu nastąpił rzeczywisty rozwój, gdy trzeba było liczyć na siebie, tu też musieli zaangażować się księża; przede wszystkim proboszcz po mnie, a on słyszy dobrze, a jeszcze głośniej daje o tym znać, więc zadbali o to, żeby przynajmniej ten śpiew, który był, nie ucichł i nie zatrzymał się, ale żeby go podnosić. Mogę powiedzieć, że teraz śpiew jest na poziomie i ten śpiew akurat oddaje powagę wyzwania, jakim jest liturgia w obrządku wschodnim.

– Czego życzyć księdzu? Czego ksiądz sam życzyłby sobie na następne lata?

– Jeśli w ogóle mogę o tym mówić, to powiem: żeby nadal pozostać normalnym!

(-)

Akurat w tej kwestii nie widzę żadnego zagrożenia. Nasz dzisiejszy program dobiega końca; przygotowała go i przedstawiła Jarosława Chrunik. Usłyszymy się znowu jutro o godz. 10.50, a tymczasem – wszystkiego dobrego, drodzy słuchacze! (jch/ad)

03.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry, drodzy słuchacze! Spotykamy się w poniedziałek, 3 sierpnia, na falach Polskiego Radia Olsztyn; w studiu – Jarosława Chrunik. Zdaje się, że pogoda szykuje nam zimny prysznic po kilku dniach naprawdę ciepłej i słonecznej pogody. Jednak warto pogodzić się z tym, że nie ma złej pogody, trzeba się tylko odpowiednio ubrać i dalej można cieszyć się latem. Lato nie zawsze było dobrą porą dla naszych przodków:

(-)

3 sierpnia 1775 roku caryca Katarzyna II wydała manifest, który oficjalnie likwidował zaporoskie kozactwo. Na początku czerwca 1775 r. wojska imoeratorskie otoczyły Sicz Zaporoską; nie mając sił do obrony, koszowy ataman Petro Kałnyszewski zmuszony był poddać fortecę bez walki. Wraz ze starszyzną został zaaresztowany i zesłany do klasztoru na 25 lat na Wyspy Sołowieckie, gdzie zmarł w wieku 113 lat w 1803 r. Wojsko zaporoskie zostało rozwiązane, ziemie Siczy Zaporoskiej sąd imperatorski zaczął rozdawać właścicielom ziemskim, a kozaków zmuszać do pańszczyzny. Z tego powodu 5 tysięcy kozaków uciekło na teren, kontrolowany przez Imperium Osmańskie u ujścia Dunaju, gdzie założyli Zadunajską Sicz.

(-)

3 sierpnia 1987 roku zmarł Iwan Mykołajczuk, ukraiński aktor fimowy, reżyser, scenarzysta. Jego dorobek to 34 role filmowe, 9 scenariuszy, 2 prace reżyserskie. W USRR nosił piętno „elementu zawodnego, podejrzanego”. Sergiusz Paradżanow, który sam był takim „elementem”, powiedział o Mikołajczuku: „Nie znam bardziej narodowego, ludowego geniusza… Przed nim był to Dowżenko”.

(-)

3 sierpnia imieniny obchodzą Semen, Iwan, świętują też urodzeni tego dnia. Wszystkiego najlepszego!

(-)

Na pewno wielu z was czuło się dzisiaj pewniej za kierownica, prawda? Św. Eliasz robi swoją robotę. Wczoraj w cerkwiach odbywało się poświęcenie aut – 2 sierpnia wschodni chrześcijanie obchodzą Eliaszowy dzień – ku czci starotestamentowego proroka. U Słowian prorok Eliasz należy do najbardziej szanowanych świętych razem z Mikołajem Cudotwórcą; uważany jest też za opiekuna środków transportu i tych, którzy nimi podróżują. Dlatego właśnie w Eliaszowy dzień odbywa się poświęcenie aut:

(-) Fragment obrzędu

Skoro auta są już poświęcone, to można wybrać się w długą drogę, na przykład – na ziemie przodków. Tradycyjną praktyką stało się porządkowanie cmentarzy we wsiach, z których zostali wywiezieni rodzice i dziadkowie. Potomkowie mieszkańców wsi Kornie w gminie Lubycza Królewska na Lubelszczyźnie zachęcają innych krajan, żeby przyłączyli się do sprawy zachowania cmentarza w Korniach. Mówi Bogdan Romasiuk z Olsztyna:

– To nie jest nowa inicjatywa, to jest stara inicjatywa, bo ludzie, którzy tam mieszkali i zostali przesiedleni w Akcji „Wisła”, co roku jeździli na tamte groby, na tamten cmentarz, do swojej cerkwi i tam w czasie święta parafii odprawiali liturgię, modlili się, a także czyścili i porządkowali tam groby swoich przodków. I my tez co roku tam jeździliśmy i te groby porządkowaliśmy, ale z czasem tych ludzi niestety jest coraz mniej i tak jak mówiła moja mama: dopóki my jeszcze żyjemy, żebyśmy o to dbali, bo to jest nasze, to jest nasza pamięć i żebyśmy też brali ze sobą nasze dzieci, żeby pamiętały, że są tam te groby.

Jeśli o groby się nie dba, to zapadają się pod ziemię i ślad po nich ginie. Wówczas cmentarz staje się pastwiskiem, terenem rolniczym:

– Bo te groby nie mają innej ochrony tak naprawdę, jak tylko ochronę ludzi, którzy tam jeżdżą i porządkują. Jest to jedyna ochrona, która tam pozostała. Dlatego co roku my wynajmujemy ludzi, którzy będą nam sprzątali, porządkują przede wszystkim żeby to nie pozarastało, żeby dbali o to, żeby widać było te pomniki. Bo tych grobów jest tam kilkadziesiąt, a może kilkaset. Bardzo ładnie wyglądają, a to dzięki temu, że ci ludzie co roku tam jeździli.

– W takim razie to jest naprawdę duży cmentarz.

– To jest duży cmentarz i bardzo dobrze zadbany, ale ludzie coraz mniej podejmują tę inicjatywę, żeby o to dbać. Dlatego jeszcze moja rodzina, która jest w parafii Cyganek, zajmuje się tym i nagłaśniają temat, żeby ludzie pomagali jak mogą. I będziemy tam wynajmować i wynajmujemy ludzi, którzy nam pomagają.

Oczywiście, do Korni mogą pojechać nie tylko przodkowie dawnych mieszkańców, lecz każdy, kto będzie miał na to ochotę.

(-)

Z Korni bardzo blisko jest już do Ukrainy, właściwie wieś leży prawie na samej granicy polsko-ukraińskiej, więc można pojechać na kilka dni na przykład do Lwowa. Jednak w tym roku jest to bardzo utrudnione. Ministerstwo Zdrowia Ukrainy opublikowało zaktualizowaną listę państw „zielonej” i „czerwonej” strefy. Według niej Polska znalazła się w strefie czerwonej. Po przybyciu na Ukrainę z krajów „czerwonej” strefy wymagana będzie 14-dniowa samoizolacja lub negatywny wynik testu na koronawirusa wykonany w ciągu 48 godzin:

(-) Korespondencja w języku polskim

Stąd wniosek, że odwiedziny Ukrainy lepiej przełożyć na inny termin, a urlop spędzić w Polsce.

(-)

Nasza audycja dobiega końca, więc tu się pożegnamy do wieczora. Była z wami Jarosława Chrunik. Miłego dnia i do usłyszenia, drodzy słuchacze! (jch/ad)

01.08.2020 – godz. 10.50 (opis do dźwięku)

Dzień dobry! Witam was, drodzy słuchacze, w sobotę, 1 sierpnia, czyli w pierwszy dzień drugiego miesiąca wakacji. W studiu Polskiego Radia – Jarosława Chrunik. Dzisiaj mamy bardzo ważne daty w kalendarzu historycznym, więc od razu przechodzimy do wydarzeń – dawnych i współczesnych:

(-)

1 sierpnia 1680 r. zmarł Iwan Sirko – legendarny koszowy ataman Zaporoskiej Siczy i całego wojska zaporoskiego „nizinnego”. 1654 r. Iwan Sirko, razem z innymi pułkownikami – Iwanem Bohunem, Petrem Doroszenką i innymi – występował przeciwko podpisaniu „Umowy Perejasławskiej” – (jak większość zaporożców), odmówił złożenia przysięgi carowi moskiewskiemu Aleksijowi Michajłowiczowowi.

(-)

1 sierpnia 1913 r. zmarła Łesia Ukrainka – ukraińska pisarka, poetka, tłumaczka, działaczka kulturalna. Znana dzięki swoim zbiorom poezji, na przykład: „Na skrzydłach pieśni”, „Dumy i marzenia”; poematów – takich jak „Dawna baśń”, „Jedno słowo”; dramatów: „Bojarynia”, „Leśna pieśń” i in.

(-)

1 sierpnia 1944 r. w Warszawie rozpoczęło się antynazistowskie powstanie, zorganizowane przez podziemną Armię Krajową. Za chwilę usłyszycie o tym nieco więcej.

(-)

Dzisiaj świętują: Roman, Stefan oraz urodzeni 1 sierpnia. Życzymy im wszystkiego najlepszego.

(-)

76 lat temu, 1 sierpnia 1944 r. o godz. 17.00 wybuchło Powstanie Warszawskie. Była to największa akcja polskiej Armii Krajowej, a także największa zbrojna akcja ruchu oporu w okupowanej Europie. Powstanie miało trwać 2-3 dni i zakończyć się – tak jak w Paryżu, Atenach czy Pradze – wejściem do stolicy wojsk koalicji antyhitlerowskiej (dla Warszawy – radzieckich), które zastały by tam „gotowy” rząd i narodowe siły zbrojne. Jednak tak się nie stało. Powstanie po 63 dniach zaciętych walk zakończyło się kapitulacją.

Jeszcze na początku Powstania Warszawskiego (być może, całkiem świadomie), puszczono plotkę, że niby to w likwidacji powstania biorą udział uzbrojone formacje ukraińskie. Nieprawdziwe informacje wielokrotnie były powtarzane w prasie powstańców i w ten sposób utrwaliły te mity w świadomości społeczeństwa polskiego. Konsekwentnie były te powtarzane w niektórych późniejszych opracowaniach naukowych.

Sprawa udziału Ukraińców w stłumieniu Powstania Warszawskiego została w pełni wyjaśnione – z dokumentalnym uzasadnieniem – jeszcze w latach 1950-tych na łamach paryskiego czasopisma „Kultura”. Otóż za okrucieństwo wobec ludności Warszawy odpowiadają przede wszystkim ludzie z brygad O. Dirlewangera i B. Kamińskiego z „RONA” (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa). Natomiast byli Ukraińcy, którzy walczyli po stronie powstańców. Takim przykładem jest rodzina Fedorońków. Bracia Orest (pseudonim Fort) i Wiaczesław (pseudonim Sławek) w szeregach Armii Krajowej zginęli w pierwszych dniach powstania. Trzeci brat, Aleksander, był pilotem w dywizjonie myśliwców w Wielkiej Brytanii. Zginął w 1944 roku podczas bombardowania Manheim w Niemczech. Ojca rodziny, Semena Fedorońkę – głównego kapelana prawosławnego Wojska Polskiego – zamordowało NKWD w Katyniu w 1940 roku. Fedorońkowie mają swoje miejsce upamiętnienia w Warszawie. 8 listopada 2008 roku znak upamiętniający odsłonili: prezydent RP Lech Kaczyński i córka Wiaczesława Fedorońki, Aleksandra Fedorońko-Adamczewska”.

(-)

Teraz przechodzimy do milszych wydarzeń. Dzisiaj w Węgorzewie odbywa się tradycyjny, 43-ci Jarmark Folkloru. Jarmark tradycyjny, ale takie okoliczności mamy po raz pierwszy; mowa jest oczywiście o koronawirusie, który pokrzyżował wiele planów. Swoje pisanki prezentuje tam olsztynianka, Anna Farańczuk, Łemkini, która od kilku lat należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Ania pojechała do Węgorzewa jeszcze wczoraj, zdążyłam z nią jeszcze porozmawiać tuż przed samym wyjazdem.

– Jadę jeszcze do rodziny w odwiedziny i rano dopiero będziemy już tam na miejscu. A tam trzeba być wcześnie rano, żeby mieć swój stolik, żeby się rozstawić z całym tym „majdanem”, dlatego jedziemy.

– Ile masz tu tych jajek? One są tak ładnie tu w pudełkach poskładane…

– No, dużo ich nie mam w tym roku, no tak… ja wiem… tak ze sto pięćdziesiąt może. Więcej może nie. Mało się malowało w tym roku, mały jarmark, to pierwszy jarmark w tym roku.

– Mówisz – mały jarmark. Oczywiście, przez koronawirusa. Na ile tegoroczny jarmark będzie inny od wszystkich dotychczasowych?

– Tak dokładnie nie dowiadywałam się jak tam będzie, ale chyba będą ludzie tylko z Polski, nie będzie ludzi z Ukrainy, nie będzie ludzi ze Słowacji, tak że nie wiem kto jeszcze tam przyjedzie. Inaczej. Ale to pierwszy, więc trzeba spróbować i zobaczyć jak to będzie wyglądało. Maseczkę już mam. Na moim stoisku muszę mieć maskę i muszę mieć środek do odkażania, dobrze jest mieć rękawiczki. No, i tak będę malować, więc i tak będę miała, więc nic mi to nie zmieni. Ale trzeba o wiele bardziej uważać, tak że to takie czasy.

– No, niestety! O ile wiem, to masz stałych klientów, którzy przyjeżdżają i pytają o twoje pisanki; myślisz, że w tym roku oni też będą?

– No, mam taką nadzieję! Zobaczę. Każdy przychodzi, każdy szuka już tej samej rzeczy. Jajka się tłuką, mam nadzieję, że będą chcieli następne. Każdego roku mam inny wzór, tak że zmieniam, każdego roku mam coś innego, coś nowego. Ale moje stare wzory też mam. Może ktoś przyjdzie?

– Stare wzory i kolory. Powiedz, jak długo pisałaś te pisanki? Jak długo przygotowywałaś się do tego jarmarku?

– Oj, do tego jarmarku przygotowywałam się od zeszłego roku. W ogóle do jarmarków, do wiosny, do świąt. Trochę się sprzedało tych jajek – w internecie, gdzieś tam po świecie poszły. Do muzeum poszły do Lwowa. No, trochę poszło tego w świat. Miałam w tym roku chyba… ja wiem? Z pięćset pomalowanych jajek może… I tak zostało mi ze sto pięćdziesiąt. Mam dwa pudełka.

– I pewnie chcesz, żeby wszystkie poszły?

– Tak, tak, bardzo bym chciała, żeby poszło wszystko.

– Żeby cieszyły oczy i serca ludzi.

Teraz pisanki przeważnie cieszą oczy, ale dawniej to nie tylko było ładnie pomalowane jajo – to była cała historia i życzenia, zawarte w jednym jajku, jego wzorach i kolorach. Teraz niewiele osób już o tym wie, dlatego w okresie wielkanocnym staramy się o tym mówić. Być może ktoś z was jest blisko Węgorzewa, więc może warto się wybrać i zobaczyć na własne oczy nie tylko pisanki Ani, ale i różne inne dzieła sztuki ludowej. Nasz program dobiega końca, była z wami Jarosława Chrunik. Usłyszymy się jutro o 20.30. Miłego weekendu, drodzy słuchacze! (jch/kos)

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wyniki regionalnej edycji konkursu „Jawor – u źródeł kultury”. Kto wystąpi w ogólnopolskim finale?

Wiemy, kto zwyciężył w regionalnym finale konkursu „Jawor – u źródeł kultury”. Laureaci będą reprezentować Warmię i Mazury podczas ogólnopolskiego finału w Kielcach. Celem konkursu „Jawor...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV