Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 2 °C pogoda dziś
JUTRO: 4 °C pogoda jutro
Logowanie
 

„Góra Tajget” Anny Dziewit-Meller

Nikt nie jest bezpieczny we własnym domu, kiedy przyjdzie wojna, nie zabarykadujesz się przed nią w swoim mieszkaniu kupionym na kredyt trzydziestoletni w szwajcarskiej walucie, zamykanym na zamek Gerda. Żadna antywłamaniowa roleta nie powstrzyma wroga, który zapragnie uczynić z ciebie karaczana niegodnego życia.

Takie myśli dręczą Sebastiana, jednego z bohaterów nowej powieści Anny Dziewit-Meller pt. „Góra Tajget”. Jego historia rodzinna oraz przeszłość osób należących do rodziny głównej narratorki stanowią pretekst dla wyrażenia przesłania utworu. Łączy ich Śląsk, śląskość i gwara śląska, ale to też nie jest najistotniejsze, choć nadaje kolorytu. „Góra Tajget” nie jest modnym poematem o „małej ojczyźnie”, lecz wstrząsającą przypowieścią o kruchości ładu moralnego, o hipokryzji, o ludzkim bestialstwie, które tylko czeka na odpowiednie warunki, by zakiełkować i pęcznieć.

Tytułowa góra Tajget to metafora. W starożytnej Grecji z jej stromego zbocza zrzucano ułomne i słabe niemowlęta. Dziewit-Meller przywołuje hitlerowską akcję T-4 – zadekretowane przez państwo mordowanie osób upośledzonych i psychicznie chorych, a także dzieci – zabijanych, a przedtem poddawanych eksperymentom pseudomedycznym w tzw. „ośrodkach opiekuńczych” na podstawie decyzji urzędnika opieki społecznej. Pisał o tym w bestsellerowej powieści „Wybrańcy” Steve Sem-Sandberg, przedstawiając straszliwą wiedeńską klinikę „Am Spiegelgrund”. Autorka mówi o równie przerażającym miejscu – szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu, gdzie zastrzykami z barbiturantów zabito około dwustu dzieci. Mówi również o holocauście i o Warszawie, jako mieście duchów, o morderstwach i gwałtach Armii Czerwonej wkraczającej na Śląsk, o cierpieniach zwykłych ludzi, takich jak prosta i dobra ciotka Zefka, w których objawia się prawdziwe oblicze każdego totalitaryzmu.

Ale jedną z bohaterek „Góry Tajget” jest także niejaka profesor Gertrude Luben, lekarka dokonująca eksperymentów na dzieciach i preparująca ich ciała, przedstawiona jako miła emerytka w zacisznym miasteczku, w apogeum niemieckiego dobrobytu lat 70-tych. Świadomość Niemców, problem ich poczucia odpowiedzialności za zbrodnie, zagadka racji etycznych ważących się w ich duszach to wielki temat polskiej literatury powojennej. Pisali o tym Borowski, Nałkowska, Kruczkowski, Rudnicki i inni najwybitniejsi. Do profesor Luben przychodzi polski dziennikarz, który zadaje pytanie, jakie naprawdę zadawał hitlerowskim zbrodniarzom Krzysztof Kąkolewski w swojej słynnej książce z 1975. roku – „Co u pani słychać?” Profesor Luben nie poczuwa się do żadnej winy – wykonywała swoją pracę, prowadziła badania naukowe, przysporzyła wiele dobra. Tak samo zresztą odpowiadali autentyczni, nie fikcyjni zbrodniarze. Spokojni, pewni siebie, utwierdzeni w swoich własnych argumentach i usprawiedliwieniach.

Zastanawiam się, czy jest sens pisać o sprawach poruszanych wielokrotnie, drążonych jeśli nie przez prozę czy dramat, to przez publicystykę, co najwyżej – tak jak w „Górze Tajget” – nadawać im nowy wymiar artystyczny? Otóż jest. Głęboki. Coraz bardziej rozmywa się wiedza, coraz bardziej tępieje nasza wrażliwość, tak jak u powieściowego prezydenta śląskiego miasta, który nie czuł potrzeby upamiętnienia dzieci-ofiar totalitaryzmu, do czego chcieli przekonać go Sebastian i stary nauczyciel Zgierski.

Świat nie wyszedł z cienia góry Tajget. Najpotworniejsze zbrodnie ludzkości zawsze były popełniane w „najlepszej wierze” i w „słusznej sprawie”. Na wezwanie wodzów, których wszyscy kochali, autorytetów, których nikt nie śmiał podważyć. Mordowano dla szczęścia ludzkości, dla dobra narodu, dla przyszłych pokoleń. Protestowali tylko nieliczni humaniści w imię wartości, odważni duchowni w imię Boga, protestowali niektórzy filozofowie, muzycy, poeci i pisarze. Nikt ich nie słuchał. Dzisiaj też nie słucha.

 

Włodzimierz Kowalewski 

ZOBACZ TAKŻE

Więcej w felieton, książka, Kowalewski, wojna
71. rocznica zdobycia Braniewa

71 lat temu, 20 marca, po ciężkim ostrzale artyleryjskim i bombardowaniach Armia Czerwona zdobyła Braniewo. Miasto było jednym z ważniejszych punktów strategicznych w systemie obronnym Prus...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV