Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 15 °C pogoda dziś
JUTRO: 19 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Literatura kłamie

Literatura jest kłamstwem. Nie dość, że opowiada o rzeczach zmyślonych, to potrafi nas jeszcze do tego stopnia zaczarować, że bierzemy na poważnie charaktery ludzi, którzy nigdy nie istnieli, przeżywamy nieprawdziwe wydarzenia i życiowe perypetie. Mało tego, stworzyliśmy całą dziedzinę nauki, która te kłamstwa systematyzuje, zestawia, porównuje. W szkołach uczy się ich dzieci i stawia stopnie za to, na ile je sobie przyswoją.

Czasami pisarz tak się zagalopuje w układaniu fikcji, że przekłamuje własne kłamstwa, tworząc fakty nielogiczne i niedorzeczne. Ot, choćby w mojej ulubionej powieści, „Przygodach dobrego wojaka Szwejka”. Na stronie 277. narrator mówi o bohaterze siedzącym w areszcie : „Przez całą dobę Szwejk był zupełnie sam oprócz tych chwil, gdy przynoszono mu pożywienie”. A kilkanaście stron dalej jest napisane o nieszczęsnym więźniu wyraźnie: „… w przeciągu 24 godzin od chwili aresztowania nie dostał nic do jedzenia”.

Ale to tylko „pryszcz”. Naszym wieszczom, świętościom narodowej literatury, zdarzały się większe wpadki. Nie wspomnę już o Słowackim, który w „Kordianie” wprowadza w błąd czytelnika, że w krypcie katedry Św. Jana w Warszawie znajdują się groby polskich królów. W „Panu Tadeuszu” Mickiewicza pojawiają się nielogiczności, które, gdy je sobie uświadomimy, podważają cały fabularny sens utworu. Chodzi tu o postać głównego bohatera – Jacka Soplicy. Podstawowy zamysł tej postaci to nierozpoznawalność, tajemniczość i bohaterskie ujawnienie się na końcu, po dokonaniu heroicznego czynu. Sęk w tym, że Soplica przebywał na emigracji najwyżej przez 14 lat. Wraca po tym okresie do domu i nie rozpoznaje go zupełnie nikt w okolicy, a w domu nawet rodzony brat, z którym zresztą toczy długie dysputy. Czy coś takiego w prawdziwym życiu w ogóle byłoby możliwe? Musimy jednak uwierzyć Mickiewiczowi, bo inaczej tradycyjna interpretacja narodowej epopei stanęłaby pod znakiem zapytania.

Wierzymy także Sienkiewiczowi, największemu mistrzowi kłamstwa w dobrej sprawie. „Trylogia” od początku była ogromnym sukcesem literackim i jej kariera trwa do dziś. Problemy pojawiły się jeszcze w XIX wieku, kiedy zaciekawieni czytelnicy zaczęli konfrontować jej zawartość z wiedzą historyczną. Zastanawiano się nad autentycznością bohaterów. Wyszło na jaw, że nazwiska są prawdziwe, zaczerpnięte np. z pamiętników Paska, ale kryły się za nimi zupełnie inne postacie. Np. prawdziwy Wołodyjowski to dziki, kresowy watażka, a Kmicic, rzeczywiście chorąży orszański, to w chwili szwedzkiego najazdu stateczny, czterdziestoparoletni szlachcic, na dodatek o imieniu „Samuel” a nie Andrzej. Wybraźmy sobie finałową scenę „Potopu”, gdzie wniebowzięta Oleńka głaszcze posiwiałe wąsy oblubieńca i wyznaje: „Samuelu, ran twoich nie godnam całować.” Przekłamania historyczne „Potopu” są powszechnie znane. Np. Jasna Góra, wbrew Sienkiewiczowskiemu wizerunkowi, była nieźle opatrzoną twierdzą, sceny wypowiedzenia służby zdrajcy Radziwiłłowi, słynnego rzucania buław przez oficerów, w ogóle nie odnotowują historycy, a rola bitwy pod Prostkami, która miała być rzekomo ostateczną klęską Szwedów w Polsce, jest wyraźnie przesadzona. Autora usprawiedliwia cel – chciał zniewolonemu narodowi pokazać symbol przezwyciężania sytuacji politycznej pozornie beznadziejnej i bez wyjścia.

Literacka symbolika usprawiedliwia też oczywiste niedorzeczności w słynnym opowiadaniu Żeromskiego „Rozdziobią nas kruki, wrony…” W czasie powstania styczniowego oddział kozaków łapie powstańca, prowadzącego transport dla oddziału. Zamiast zabrać go na przesłuchanie, a potem oddać pod sąd wojenny (egzekucji, niestety, na pewno by nie uniknął), zabijają go na miejscu i odjeżdżają. Trupa zostawiają na środku pola, mało tego, zostawiają też wóz wyładowany nowiutkimi strzelbami, zakupionymi w Prusach. Autor zdawał sobie sprawę z absurdalności tej sytuacji i początkowo umieścił w utworze podtytuł „Bajka”, ale potem z niego zrezygnował. Chodziło przecież o symbol śmierci szlacheckiego stanu, puste pole do zagospodarowania dla czającego się w pobliżu chłopa, broń jako znak siły i walki.

Kłamstwa literatury współczesnej są pozbawione takich szlachetnych celów i – paradoksalnie – o wiele mniej widoczne. Literatura coraz częściej opiera się na informacjach zgromadzonych w internecie – kopiuje je, wkleja, przetwarza, łączy w nowe wątki. A więc nawet zmyślenie może nie pochodzić od samego autora, tylko z zewnątrz, od kogoś… nie wiadomo od kogo.

I w ten oto sposób zainaugurowałem nowy sezon naszych rozmów o pięknych kłamstwach, w które świadomie i z taką przyjemnością dajemy się wkręcać. Uczta będzie obfita i smaczna, bo nowości wydawniczych zapowiada się sporo.
Włodzimierz Kowalewski

ZOBACZ TAKŻE

Więcej w felieton
Przypominam „Dziewczynę z ganku” Kazimierza Orłosia

Po lekturze wydanego niedawno „Domu Pod Lutnią” przypomniałem sobie „Dziewczynę z ganku” Kazimierza Orłosia, tom opowiadań uhonorowany w roku 2007 Literackim Wawrzynem Warmii i Mazur. Orłoś...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV