Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 12 °C pogoda dziś
JUTRO: 15 °C pogoda jutro
Logowanie
 

„Olsztyn – portret miasta”. W 10. rocznicę śmierci Stanisława Piechockiego

Autor felietonu (z prawej) ze Stanisławem Piechockim

6. kwietnia minęła dziesiąta rocznica przedwczesnej śmierci Stanisława Piechockiego.

Był prozaikiem znanym z kilku powieści, prawnikiem, publicystą. Do historii przeszedł jednak jako dociekliwy tropiciel śladów przeszłości Olsztyna, detektyw wyjaśniający po latach zapomniane tajemnice, poszukiwacz prawdy o dawnym życiu. Jego książki „Czyściec zwany Kortau”, „Dzieje olsztyńskich ulic”, „Olsztyn magiczny” są klasyką wiedzy o naszym mieście, odkłamanej po latach obowiązywania propagandowych dogmatów epoki PRL. Piechocki pisał je w epoce przedinternetowej, przetrząsał archiwa Rosji i Niemiec, wyciągał nieznane dokumenty, zdobywał niepublikowane fotografie. Szukał też świadków, rozmawiał, porównywał, dedukował. Właściwie żył tylko tym, zawsze w atmosferze przygody i ekscytacji – a ja to doskonale pamiętam, bo przez czterdzieści lat byliśmy przyjaciółmi, od wspólnego dzieciństwa na jednym z podwórek Zatorza.

Jakby w cieniu bestsellerowych książek Piechockiego pozostaje jedna mniej popularna, którą sam Autor prywatnie cenił najwyżej. Nosi dość nieporęczny tytuł „Olsztyn, styczeń 1945. Portret miasta”, została wydana przez olsztyński OBN w roku 2000. Pierwotnie miała być zatytułowana inaczej: „Miasta Allenstein portret pośmiertny”. Autor, na podstawie kilkuletnich studiów i kwerend archiwalnych, resetuje w niej stan dotychczasowej wiedzy o zdobyciu Olsztyna przez Armię Czerwoną 22. stycznia 1945 roku. Jako pierwszy rozprawia się z przekłamaniami serwowanymi na ten temat w ramach obowiązującej w PRL polityki historycznej i długo żywymi także później.

Np. takim, że 3. Korpus Kawalerii Gwardii gen. Oślikowskiego wkroczył do uśpionego Olsztyna rzekomo całkowicie zaskakując Niemców, ale – paradoksalnie – musiał toczyć ciężkie boje, które doprowadziły do zniszczenia miasta. Naprawdę jednak w mieście spodziewano się ataku Rosjan. Władze pod karą śmierci zabraniały ewakuacji. W niedzielę 21 stycznia wyszło na jaw, że hitlerowski nadburmistrz Schiedat sam uciekł dwa dni wcześniej. Wybuchła panika, nikt nie spał, ludzie szturmowali ostatnie odchodzące pociągi. Ciężkich walk nie było, pojedyńcze oddziały niemieckie stawiały tylko chaotyczny opór. Dopiero w miesiąc później miasto podpalała specjalna, likwidacyjna jednostka Armii Czerwonej. Znany malarz Hieronim Skurpski widział płonące kamienice jeszcze w kwietniu, krótko przed przejęciem Olsztyna przez władze polskie. Zniszczono tym sposobem 1040 budynków na ponad 2600 przedtem istniejących.

Utarło się, że walki o Olsztyn były dokumentowane przez czołówkę filmową; nakręcone materiały weszły później do dokumentalnego obrazu „W legowisku bestii.” Utrwalone na filmie rzekome sekwencje zdobywania miasta inscenizowano jednak dopiero kilka tygodni po fakcie. Kawaleria szarżowała na nieobecnego wroga, działa strzelały w pustkę, a hitlerowską flagę zrzucano na ulicę Pieniężnego już w wiosennej scenerii.

Inny mit – pościgowa grupa ppłk Kozjaruka śmiałym manewrem zdobyła olsztyński dworzec, przejęła na nim 22 niemieckie eszelony wojskowe, a potem po kolei chwytała w pułapkę wjeżdżające na stację 33 transporty z bronią. Zdobycze te są przesadzone, nawet rosyjskie dokumenty podają sprzeczne dane. Wjechał tylko jeden transport z kilkoma czołgami „Tygrys”, na dodatek czołgom udało się uciec. Poza tym 55 pociągów wojskowych to grubo ponad 2500 wagonów plus lokomotywy. Piechocki poddał w wątpliwość, czy nawet zmieściłyby się na olsztyńskim torowisku.

Oddzielnym zagadnieniem są losy ludności cywilnej. Oficjalna propaganda zupełnie je pomijała, natomiast Piechocki skrupulatnie wylicza znalezione w różnych latach zbiorowe mogiły, rozsiane po całym mieście.

Śmiertelna choroba przerwała dziesięć lat temu plany tego pełnego pasji i inwencji pisarza-badacza. Jego twórczość uczy, że wiedza o przeszłości nie może być kształtowana w oparciu o jakiekolwiek wytyczne, nie może wynikać z takiej czy innej poprawności i że prawda zawsze prędzej czy później upomni się o swoje.

Włodzimierz Kowalewski

 

 

ZOBACZ TAKŻE

Przeczytaj poprzedni wpis:
Radzili, jak ściągnąć żeglarzy na Zalew Wiślany

Zalew Wiślany zaczyna przyciągać coraz więcej turystów. Szacuje się, że w sezonie przypłynie tam około trzech tysięcy jachtów. O tym jak dobrze wykorzystać potencjał akwenu rozmawiali...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV