Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: -8 °C pogoda dziś
JUTRO: -8 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Psianka słodko-gorzka i Baba Jaga czyli o krajowym pomidorze oraz o dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym Warmii i Mazur

Kreatywne jednostki żyją we wszystkich ludzkich społecznościach, nawet w dalekiej dżungli czy zapomnianej prowincji, gdzie diabeł mówi dobranoc albo gdzie Kłobuk mieszka w dziupli starego drzewa. Tyle tylko, że niektóre środowiska kulturowo-przyrodniczej dostarczają im więcej inspiracji i stwarzają bardziej sprzyjające warunki do rozwoju i zastosowania wynalazków.

W wieku XXI nie musimy już wymyślać ani koła, ani silnika parowego, ani samolotu. Warto jednak zadać sobie pytanie jaką my tworzymy przestrzeń kulturową i przyrodniczą na Warmii i Mazurach? I jak w ten sposób przesądzamy o swojej przyszłości i rozwoju? Czy stwarzamy szanse kreatywnym jednostkom do ich rozwoju i wspierania rozwoju nie tylko naszego regionu? Trawa nie rośnie dlatego, że ją się ciągnie za źdźbła do góry, ale dlatego że tworzy się dobre warunki do wzrostu: podlewa, nawozi, nie zasłania dostępu do słońca.

Czy Warmia i Mazury mają jakieś dogodne warunki przyrodniczo-kulturowe, by rozwijała się tu gospodarka oparta na wiedzy i kreatywności? Co oryginalnego możemy tu stworzyć, wykreować i zaproponować innym, jako pomysł na życie w XXI wieku i/lub innowacyjną gospodarkę?

Istnieje związek między czynnikami środowiskowymi a biegiem wydarzeń historycznych, zarówno w niewielkiej, jak i w dużej skali czasowej i przestrzennej. Znakomicie te zależności opisuje Jared Diamond w książce „Strzelby, zarazki, maszyny. Losy ludzkich społeczeństw”, wydanej w Polsce w 2010 r.

Kreatywność jednostek i społeczeństw objawia się między innymi w wykorzystaniu różnorodności biologicznej w produkcji żywności. Niektóre społeczeństwa ludzkie na przestrzeni dziejów zaprzepaściły swój rozwój, gdy w niezamierzony sposób niszczyły różnorodność gatunkową (bioróżnorodność). Kreatywność opiera się na wykorzystaniu miejscowych zasobów jak i przyswajaniu wynalazków i zdobyczy cywilizacyjnych, powstałych w innych społecznościach, gdzieś daleko. Zatem drugim po bioróżnorodności czynnikiem sprzyjającym rozwojowi jest umiejętność komunikacji międzyludzkiej.

W czasie letnich wycieczek i spacerów pośród terenów podmokłych i wilgotnych, jakich nie brakuje nad rzekami, jeziorami, bagnami i wilgotnymi łąkami czy lasami, natknąć się możemy na dziko rosnące… warmińsko-mazurskie i żuławskie pomidory. Takie fioletowo kwitnące a potem wydające czerwone owoce, niczym małe pomidorki do wykwintnych koktajli i sałatek. Tą rośliną jest psianka słodkogórz (Solanum dulcamara), gatunek rośliny z rodziny psiankowatych, krewniak pomidora i ziemniaka, pochodzących i udomowionych w Ameryce. Ale i tam pomidor nie od razu był pomidorem. Wymagało to setek lat eksperymentów oraz hodowli w uprawach i powolnego udoskonalania rośliny, aby systematycznie zwiększać walory użytkowe. Dlaczego amerykańscy Indianie udomowili pomidory a my nie? To temat na dłuższe rozważania i długą opowieść.

Nigdy nie jest jednak za późno. Co prawda nie ma sensu na nowo wynajdywać koła czy odkrywać Ameryki a w zasadzie „tworzyć” pomidorów, ale jest możliwość wykorzystania lokalnej bioróżnorodności w nowoczesnym przemyśle… biotechnologicznych, farmaceutycznym, kosmetycznym czy nawet turystycznym. Wszystko to można zawrzeć w słowie bio-gospodarka.

Łacińska nazwa psianki bierze się od słów Solanum-solamen – pociecha, otucha, dulcis – słodki i amarus – gorzki, co naśladuje i polska nazwa gatunkowa – słodkogórz czyli psianka słodko-gorzka. Psianka pewnie dlatego, że takie pomidory to się chyba tylko dla psów nadają…

Jest to niewielkie trujące półpnącze (niewielka roślina płożąca się i „pokładająca” się na innych roślinach, na dole zdrewniała), dochodzące do 2 m długości. Rośnie dziko w całej Europie, Afryce Północnej, Azji Zachodniej oraz Indiach. W Polsce jest gatunek pospolity. Została nawet zawleczona do Ameryki Północnej. Lubi środowiska bogate w azot. Nazywana bywa czasem polską lianą. Fioletowe kwiaty ma podobne do kwiatów ziemniaków i pomidorów (nic dziwnego, wszak to krewniacy). Owoce o długości 1 cm spotkać można od sierpnia do października, najpierw zielone, potem stają się apetycznie czerwone.

Ta pospolita w naszym regionie roślina, charakterystyczna dla terenów wilgotnych, ma zastosowanie w medycynie. Te same substancje w małej ilości mają właściwości lecznicze – w większej ilości stają się trucizną. We wszystkich organach tej rośliny występują glikoalkaloidy oraz steroidowe saponiny. W korzeniach dodatkowo są obecne alkaminy. Poza wymienionymi substancjami w psiance słodkogórz występują cukry, karotenoidy, polifenole, szczawiany, śluzy i garbniki, a więc bogaty zestaw związków biologicznie czynnych. Mniej toksyczne są dojrzałe owoce, choć to właśnie one najczęściej powodują zatrucia (głównie u dzieci). Czerwony kolor jagód wygląda kusząco. Czy takie piękne owoce nie są smaczne? To właśnie dzieci, jako najbardziej ciekawe świata i eksperymentujące oraz poznające rzeczywistość wszystkimi zmysłami, najczęściej łakomią się na „pomidorki”. Dodajmy przy okazji, że kiedyś, gdy sprowadzono ziemniaki do Europy, niektórzy próbowali zjadać owoce kartofli. Ani to smaczne ani zdrowe było. Wszystkiego się trzeba w życiu nauczyć.

W psiance słodkogórz zwłaszcza niedojrzałe owoce zawierają duże ilości trującej solaminy (alkaloid). Dojrzałe jagody początkowo kuszą słodkim smakiem, ale po chwili stają się paskudnie gorzkie. I nazwa jest już zrozumiała. Solamina występuje także w ziemniakach. Można się nią zatruć zjadając albo owoce albo zielone bulwy (gdy wystają nad glebę w skórce pojawia się zielony barwnik – chlorofil oraz solamina). Ten alkaloid jest formą ochrony rośliny przez roślinożercami. Ma zniechęcać do zjadania. Taka biologiczna broń chemiczna. Tylko nieliczne gatunki owadów ewolucyjnie przystosowały się to unieszkodliwiania tej trucizny, np. stonka ziemniaczana. Ale nawet te roślinne, obronne trucizny w niewielkich ilościach mogą wykorzystane w medycynie jako lekarstwo.

W dawnych czasach psianka używana była jako trucizna. Ale i wykorzystywana była w ziołolecznictwie ludowym. Podobno ma właściwości przeciwdrobnoustrojowe, antyseptyczne, przeciwzapalne, antywirusowe, moczopędne, odtruwające, osłaniające, pobudzające, przeczyszczające, rozkurczowe, żółciopędne i wykrztuśne. Dużo tego. Trzeba tylko wiedzieć jakie części rośliny zebrać (a więc i jakie związki tam są zawarte) i w jakiej formie oraz w jakich dawkach stosować. W zależności od swojej wiedzy leśna Baba Jaga może być zielarką (gdy leczy) lub czarownicą (gdy truje). W tym sensie czarownica jest niedouczoną zielarką :). O wiedzy dużo zależy w ludzkim życiu…

W lecznictwie ludowym z kory i liści wytwarza się specyfiki na leczenie biegunki, zaparć, kamicy moczowej, zapalenia pęcherza, zapalenia oskrzeli, owrzodzenia skóry, brodawek, zapalenia powiek, egzemy, łuszczycy, trądzika i boreliozy (tą ostatnią można zarazić się po ukąszeniu kleszcza). Z jagód wytwarza się preparaty na zapalenie mięśni, przykurcze, bóle głowy i napady padaczki. Odwary z łodyg stosuje się na astmę, koklusz, żółtaczkę i jako lek przeciwrobaczy (czyli glisty, tasiemce i przywry, pasożytujące w naszym przewodzie pokarmowym). W Szwajcarii i w Niemczech roślina ta uchodzi za pożyteczny lek wykrztuśny i odkażający. Okłady z naparu ułatwiają likwidację siniaków, wspomagają usuwanie przebarwień, rozjaśniają cerę, przyśpieszają leczenie urazów i kontuzji sportowych. Czyli coś na efekty intensywnych sportów letnich na Warmii i Mazurach). Nalewka z ziela działa zmiękczająco na naskórek, oczyszczająco na pory, przeciwzaskórnikowo, wybiela piegi i plamy. Nie doczytałem tylko jak stosować taka nalewkę – doustnie czy zewnętrznie i domiejscowo. To chyba ważne, bo można przedawkować…Okłady z naparu wykorzystywane są w leczeniu trądziku i wyprysków. Napar z psianki nadaje puszystość i połysk włosom, usuwa drożdżaki i łupież, zapobiega elektryzowaniu się włosów. Mamy więc bogaty zestaw ziołolecznictwa i dbania o urodę. Jak nic potencjalny produkt markowy dla niejednego SPA. Zdrowie i wypoczynek w przyjaznych warunkach przyrodniczych… ale i kulturowych. Dusza dla zdrowia także potrzebuje odpowiednich warunków: ciszy, piękna i… dobrego towarzystwa. Powolne życie na prowincji leczy…

Psianka słodkogórz – roślina jak roślina, niby nic w niej nadzwyczajnego. Setki takich pospolitych roślin mamy na Warmii i na Mazurach. Ale jeśli stworzymy sprzyjający klimat społeczno-kulturowy dla kreatywnych i wykształconych jednostek, to może z tego „nic” potrafią zrobić zupełnie nowe biotechnologiczne kosmetyki czy medykamenty. A może zupełnie coś innego, bo przecież kreatywność jest nieprzewidywalna, zwłaszcza w krainie cittaslow. Biogospodarka to nie jest zacofana stara baba, mieszkająca w rozwalającej się lepiance…

 

(fot. S. Czachorowski – psianka słodkogórz)

 

Przeczytaj poprzedni wpis:
Grzybiarz, który się kulom nie kłaniał

65-letni mieszkaniec Orzysza zbierał grzyby na poligonie, gdy trwała strzelanie amunicją bojową. Wojskowi przerwali ćwiczenia, a grzybiarz dostał 300 złotych mandatu. Mężczyzna dobrze wiedział gdzie szuka...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV