Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: -8 °C pogoda dziś
JUTRO: -8 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Tajemnica olsztyńskich kolibrów co czasem jadowitą kobrę przypominają – przeczytaj felieton prof. Czachorowskiego

Fot. Agnieszka Zach, zmrocznik gdzieś w Dolinie Biebrzy

Kolibry to pewnie każdy widział w telewizji. Małe, urocze, kolorowe ptaszki, zawisające w locie nad kwiatem. Jedzą (spiją nektar) w nocie. Niczym współcześni pracoholicy, nie przerywając swojej pracy jedzą i piją równocześnie. Kolibry to ptaki egzotyczne, z dalekiej Ameryki. A co czuje mieszkaniec Olsztyna, gdy widzi takie coś jak koliber u siebie? Oczom nie wierzy… i szuka po książkach. Albo wydzwania do specjalistów.

Informacje o tym, że widziano kolibra w Olsztynie, docierały do mnie już od kilku lat. Jakiś czasem temu otrzymałem od znajomej zdjęcie. Nie trudno rozpoznać zawisaka (motyl nocny), o gatunkowej nazwie zmrocznik gładysz  lub zmierzchnik gładysz (Deilephia elpenor). Nazwa jak najbardziej adekwatna do motyla nocnego.

Gąsienica zmrocznika gładysza, autor Lilly M , źródło: Wikimedia Commons

Czemu po nocach się po świecie włóczy? Przecież ciemno i z nawigacją trudniej niż za dnia. Może i trudniej, ale z ewolucyjnego punktu widzenia była to ucieczka przed drapieżnikami – ptakami i owadami drapieżnymi (np. ważki). Ucieczka ćmom (motylom nocnym) się udała. W nocy ptaki owadożerne ani ważki nie polują – można pożywiać się nektarem w spokoju. Udała, ale nie całkiem, bo nocne zasoby pokarmowe ewolucyjnie… opanowały nowe drapieżniki – nietoperze. I teraz dalej się trzeba kryć… tym razem poprzez „włochatość”, co ukrywa przed nietoperzową echolokacją (gęste włoski wytłumiają dźwięki niczym ściany w studiu radowym). Dlatego motyle nocne są takie puchate i mocno owłosione.

Taki zmrocznik nie ma czasu spokojnie przysiąść, tylko konsumuje w „locie”, niczym wielkomiejscy korporanci z kubkiem kawy na chodniku. Ten zawisający lot upodabnia zawisaki do kolibrów. Tak więc zawisaki to takie nasze, warmińsko-mazurskie kolibry.

„Może pamięta Pan, jak kiedyś zadzwoniłam do pana, z pytaniem czy mamy u nas jakieś „kolibry”, bo u mnie latają takie szybko machające skrzydełkami dziwne stwory?”. Pamiętam. Z samej opowieści to można zidentyfikować rodzinę. Ale dzięki zdjęciu można rozpoznać już konkretny gatunek.

Zmrocznik gładysz, gdzieś na Mazurach, fot. Witold Jaszczuk

Zmrocznik gładysz lata o zmroku lub zmierzchu. Nazwa dobrze oddaje zwyczaje tego owada. Ale dlaczego gładysz? W słowniku etymologicznym języka polskiego Aleksandra Brücknera znalazłem informację, że „gładysz” znaczy „strojniś”, „piękność”. Fakt, zmrocznik gładysz jest cudnie ubarwiony, zarówno w postaci dorosłej (motyl) jak i w stadium gąsienicy.

Zmrocznik gładysz należy do niezwykle ciekawej rodziny zawisaków (Sphingidae). Nazwa adekwatna do zachowania tych motyli nocnych. Zawisaki, niczym koliby, spijają nektar w czasie lotu. A wysunięta trąbka wydaje się niczym dziób kolibra.  Wielkością też są zbliżone do tych egzotycznych ptaków. O pomyłkę więc nie jest trudno.

Dorosły zmrocznik gładysz przylatuje do kwiatów bzu lilaku, wiciokrzewu, petunii, żmijowca (motyw żmii jeszcze się ponownie pojawi), mydlnicy lekarskiej i innych kwitnących roślin ze słodkim i energetycznym nektarem. Cukier krzepi, chciałoby się wspomnieć Melchiora Wańkowicza.

Ten pięknie ubarwiony owad dorosły (wielkość ciała 2,5-3,2 cm, rozpiętość skrzydeł 4,5-6 cm) spotykany jest od początku maja do początku lipca (w niektórych regionach nawet do początku sierpnia), a jeśli występuje drugie pokolenie, to także w sierpniu i wrześniu. Ciało oraz przednie skrzydła ma koloru oliwkowo-zielonego z ukośnymi smugami barwy czerwonego wina, lub jak kto różowego. Tylne skrzydła są ubarwione na czarno-czerwono lub czarno-różowo. Spotkać gładysza można na polanach, wilgotnych śródleśnych łąkach, zaroślach nadrzecznych, przy drogach, w parkach i ogrodach. Jest to gatunek pospolity i stosunkowo liczny.

Gąsienice, dorastające do 8 cm długości, mają w z przodu ciała po dwie (z każdej strony), duże plamki, przypominjące oczy. Ale te niby-oczy służą nie do patrzenia tylko do straszenia. Zaniepokojona gąsienica unosi przód ciała (niczym kobra), wciąga głowę i pierwszy segment tułowia, na skuter tego segmenty z niby-oczami ulegają powiększeniu (uwydatnieniu), a plamki przypominające oczy powiększają się. Strach ma rzeczywiście duże oczy! Boi się gąsienica… i bać się ma drapieżnik. W wyniku tego zabiegu gąsienica przypomina małego węża lub żmiję z czterema oczami. Na końcu odwłoka znajduje się krótki wyrostek w kształcie rogu (typowa cecha wielu zawisaków).

Zmrocznik gładysz w Olsztynie, fot. Wioletta Ustyjańczuk

Same gąsienice ubarwione są zazwyczaj na zielono lub ciemno brązowo. Spotkać je można od czerwca do października, żerujące między kwiatami lub nasionami przytulii (przytulia to taka roślina o łacińskiej nazwie rodzajowej Galium, nieprawdaż że sympatyczna nazwa?), wierzbownicy (Epilobium sp.), na wierzbówce kiprzycy (Chaemaenerion angustufolium) i wiesiołku (Oenothera sp.), w niektórych regionach Europy na wiciokrzewie, krwawnicy, mimozie. W ogrodach gąsienice żerują także na fuksjach. Starsze gąsienice za dnia przebywają ukryte przy ziemi, a żerować na roślinach wychodzą w nocy. W czasie zimy larwa (gąsienica) przepoczwarcza się, schowana w jedwabnym oprzędzie, czasem zakopana płytko w glebie.

Co jeszcze można dodać? Że to gatunek o rozmieszczeniu palearktycznym. A i żeby ułatwić wzrost poetyckiej weny warto sięgnąć do dziewiętnastowiecznego „Słownika nazwisk zoologicznych i botanicznych polskich” Erazma Majewskiego, gdzie pod nazwą gładysz kryje się zarówno kilka roślin (konwalia, przebiśnieg i in.) jak i różne owady: Musca polita, Staphylinus politus. Wszystkie zapewne gładniej urody, ale ze zmrokiem czy zmierzchem tylko nasz zawisak bezsprzecznie się kojarzy.

W rodzinie zawisaków nie tylko zmrocznik gładysz. Zatem, gdy zobaczysz w północnej Polsce jakiegoś kolibra, to zrób mu zdjęcie. W ten sposób uda się go zidentyfikować. Dostępność aparatów cyfrowych i ich dobra jakość sprawia, że wiele osób, przyrodniczych wolontariuszy, może sensownie włączyć się w dokumentowanie i inwentaryzowanie naszej rodzimej bioróżnorodności. Będziemy wiedzieli co i gdzie u nas rzeczywiście występuje i które gatunki są rzeczywiście rzadkie i ginące. Oraz to, jakie to „kolibry” u nas do kwiatów przylatują.

 

Stanisław Czachorowski

 

Przeczytaj poprzedni wpis:
Do Olsztyna i Bartoszyc trafili ranni w Kijowie Ukraińcy

Mają rany postrzałowe i złamania, są pobici. Na razie przechodzą badania diagnostyczne. Dwaj Ukraińcy z kijowskiego Majdanu leczą się na Warmii i Mazurach. W uniwersyteckim szpitalu...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV