Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: 8 °C pogoda dziś
JUTRO: 6 °C pogoda jutro
Logowanie
 

W Bliższych spotkaniach odkrywany tajemnice łowiectwa. Posłuchaj

Łowiectwo w epoce człowieka pierwotnego było jedną z najważniejszych czynności decydujących o przetrwaniu. Polowanie, obok zbieractwa, rybołówstwa, było głównym źródłem zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzi. Myśliwi zdobywali pożywienie, materiały na odzież, okrycie i ocieplenie szałasów, grot skalnych, a także kości i rogi, które wykorzystywano jako broń i narzędzia.

Dziś w Bliższych spotkaniach o łowiectwie – za i przeciw.

Romuald Amborski – łowczy okręgowy Okręgu Olsztyńskiego był gościem Krzysztofa Kaszubskiego.

K. Kaszubski: Czym jest dla Pana łowiectwo, co to takiego i skąd się wzięła pasja, żeby chodzić po lesie i strzelać do zwierząt?

R. Amborski: Dobre pytanie. Ja przede wszystkim wywodzę się z lasu. Mój ojciec był leśnikiem – od najmłodszych lat uczestniczyłem w sprawach związanych z lasem, z łowiectwem. Jest to pewnego rodzaju pasja. Po drugie łowiectwo, to nie jest tylko strzelanie do zwierząt. Według mnie to jest znacznie szersze pojęcie – łowiectwo to jest sokolnictwo, strzelectwo, kynologia łowiecka i łucznictwo – dziedzin w łowiectwie jest bardzo wiele.

K. Kaszubski: Łowiectwo to jest styl życia, sposób na życie?

R. Amborski: Tak. Dla prawdziwego myśliwego jest to pewna filozofia, bo wszyscy nas odbierają jako tych, którzy chodzą po lesie i mordują. Nie. To jest ostateczny akt – oddanie strzału, to jeden z elementów kończący całą przygodę łowiecką.

K. Kaszubski: Czy to nie jest tak, że chodząc po lesie czuje się Pan jako pan życia i śmierci? To Pan podejmuje decyzje o tym, czy to zwierzę będzie dalej żyło czy nie?

R. Amborski: Nie, nie odbieram tego tak. Na myśliwych są nakładane przeróżne obowiązki wynikające z tego, że łowiectwo jest częścią gospodarki. Przestańmy się oszukiwać, myśliwi są hodowcami, tylko hodują zwierzynę w warunkach niezamkniętych, a w naturze.

K. Kaszubski: Po sezonie łowieckim musicie wypełniać mnóstwo innych zadań w lesie, prawda?

R. Amborski: Oczywiście. W tej chwili jeśli chodzi o walkę z afrykańskim pomorem świń – ASF, myśliwi czy chcą czy nie, muszą szczególnie w strefach zagrożenia i tzw. strefach czerwonych, żółtych, niebieskich przeszukiwać przynajmniej co dwa tygodnie tereny w poszukiwaniu padłych dzików. Oczywiście, robimy to przy współpracy z weterynarią. Myśliwi, to nie są zawodowcy, robimy to społecznie.

Posłuchaj rozmowy

Joanna Kaczmarczyk z Olsztyńskiego Ruchu Antyłowieckiego była gościem Bliższych spotkań.

K. Kaszubski: Ciężko zaprosić kogoś od Państwa, bo chyba trochę wstydzicie się tego, co chcecie mówić?

J. Kaczmarczyk: Nie, nie wstydzimy się. Jestem tutaj dlatego, żeby właśnie mówić – to jest bardzo ważny problem i jako społeczeństwo bierzemy odpowiedzialność za to, co się dzieje w lasach. Musimy o tym mówić głośno.

K. Kaszubski: I myśliwi mówią o tym, że bierzemy odpowiedzialność za to, co się dzieje w lasach, ponieważ my te zwierzęta tam niejako hodujemy, potem są one odławiane tak jak się to dzieje w różnego rodzaju hodowlach zwierząt gospodarczych.

J. Kaczmarczyk: Tak, tylko powinny zachodzić pewne zmiany. Nad kołami łowieckimi niestety nikt nie sprawuje nadzoru. One się rządzą własnymi prawami.

K. Kaszubski: Minister rolnictwa i rozwoju wsi.

J. Kaczmarczyk: Tylko że on robi ustawy, które myśliwi przekształcają na swój własny sposób. W 2015 roku NIK opublikował raport, jak jest łamane prawo przez myśliwych, jak wygląda ten problem. Natomiast jeżeli chodzi o gospodarkę leśną, to jest zamknięte koło, ponieważ zyski czerpią Lasy Państwowe i koła łowieckie, chodzi o bardzo duże miliony.

K. Kaszubski: Czyli zgadza się to, co mówił pan łowczy okręgowy, że to jest w pewnym sensie zarządzanie hodowlą?

J. Kaczmarczyk: Tak, tylko że koło jest zamknięte, bo zyski zostają u nich. Zawsze argumentują, że pieniądze wydawane na dokarmianie pochodzą z ich prywatnych funduszy. Pytanie brzmi: to gdzie trafiają pieniądze za sprzedawaną zwierzynę, co się dzieje z nimi dalej?

Posłuchaj rozmowy

Ks. kan. dr Hubert Tryk – rektor Wyższego Seminarium Duchownego Hosianum był gościem Krzysztofa Kaszubskiego.

K. Kaszubski: Ksiądz jest osobą, która po godzinach, po spełnieniu posługi jest myśliwym?

H. Tryk: Tak. Od razu powiem, że ja wychowałem się w lesie. Jestem synem leśniczego i mój kontakt z naturą zaczął się od początku mojego życia. Kiedy zostałem księdzem, to postanowiłem – bo wtedy miałem taką możliwość – zrobić wszystkie uprawnienia. Dzisiaj uważam, że jest to bardzo dobry wybór i łowiectwo jest ważną częścią mojego życia, zwłaszcza w tym aspekcie odreagowywania, odpoczynku. Ja wiem, że kontakt z przyrodą sprawia, że odpoczywam, przebywanie na łonie przyrody wiele mi daje. Pozwala mi spokojnie wracać do trudnych spraw, do ludzi.

K. Kaszubski: A dysonansu moralnego Ksiądz nie ma? Mówi Ksiądz o życiu i śmierci, a jednocześnie to życie odbiera w lesie?

H. Tryk: Na pewno zdaję sobie sprawę z tego, że to jest trudna rzecz – moment zabicia – ksiądz, który zabija zwierzę. Natomiast jestem też mężczyzną i człowiekiem. Ja patrzę na to troszeczkę głębiej, często też teologicznie i biblijnie, że w każdym z nas drzemią różne siły, także siła niszczenia, agresji, która też jest darem – często dla ochrony. Nie ma możliwości, żebym ja tych sił w sobie nie odczuwał. Mogę je jakoś tłumić, ale mogę też wykorzystywać to ku dobremu w sposób racjonalny. Jeżeli zadam śmierć, to niech służy to czemuś dobremu, gospodarowaniu. Nie zabijamy wszystkiego, co nam się nawija pod lufę, ale jest to według pewnych zasad, prawideł.

Posłuchaj rozmowy

Przyroda nie zna równowagi, nie ma takiego terminu. Nikt z nas ludzi nie ma wystarczającej wiedzy ani kompetencji, żeby określać i oceniać co jest dobre w danym momencie w przyrodzie, a co nie – powiedział Krzysztof Mikunda – fotograf i ekolog, gość Bliższych spotkań.

Posłuchaj rozmowy

Krzysztof Mikunda – cz. 1

Redakcja: A. Dybcio za D. Kucharzewska

ZOBACZ TAKŻE

Więcej w myśliwi
Ruszyła druga tura skoordynowanego odstrzał u dzików

Myśliwi przez weekend redukują pogłowie dzików, głównie wzdłuż wschodniej i północno-wschodniej granicy Polski, a także na Mazowszu. Ma to związek z zagrożeniem występowania afrykańskiego pomoru świń. To wirus...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV