Strona główna Radio Olsztyn
Posłuchaj
Pogoda
Olsztyn
DZIŚ: -8 °C pogoda dziś
JUTRO: -8 °C pogoda jutro
Logowanie
 

Wakacyjne przygody z jadalnymi chwastami i maścią do latania

Rumianek. Fot. Stanisław Czachorowski

Chwast to coś niepotrzebnego, zawadzającego, uciążliwego. Żadnego pożytku tylko same utrapienie. Ale w czasie urlopu czy wakacji szukamy przygody i czegoś niezwykłego. Jedziemy do dalekich, zamorskich krajów, by kulinarnie doznać czegoś innego, egzotycznego. Jemy więc dziwne rzeczy razem z tubylcami. Albo globalnymi supermarketami….

Paradoksalnie przygoda czeka tuż za rogiem, nawet na wielskiej ścieżce czy miejskim trawniku. I nie chodzi mi tylko o oglądanie kwiatków i owadów. Chodzi mi o przygodę kulinarną z chwastami. Będzie to nie tylko podróż kulinarna ale i archeologiczna. Nasi przodkowie jedli więcej roślin, które spotykamy na co dzień. Zbierali „chwasty” nie tylko jako zioła w celach medycznych ale także do pielęgnacji urody i jako pożywienie lub przyprawy. Stokrotki, babka lancetowata czy lekarska, krwawnik pospolity, pokrzywa, mniszek, ba nawet nawłoć kanadyjska nadaje się do zjedzenia. Potrzebna tylko wyobraźnia kucharza. I wiedza.

Nawłoć kanadyjska. Fot. Stanisław Czachorowski

Przez żołądek trafić można … do rozumu, a raczej do wiedzy. Mam na myśli wiedzę przyrodniczą.  Z radosnym zaskoczeniem obserwuję rosnące zainteresowanie przyrodą wokół nas. A wszytko przez renesans zainteresowania dziedzictwem niematerialnym a konkretnie dziedzictwem kulinarnym, czyli dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym. Szukając przygody wracamy okazjonalnie do diety naszych przodków. Tak wiele da się zjeść i można wyczarować cuda na talerzu z chwastów. Ale, żeby móc zjadać grzyby czy rośliny, ba nawet owady i inne bezkręgowce, trzeba je poznać i nauczyć się rozpoznawania. Żeby się nie otruć. Do tej wiedzy społeczeństwa dochodziły przez tysiąclecia. My możemy pójść na skróty, dzięki wiedzy spisanej w książkach i pamięci ludzkiej. Przeciętny mieszczuch w zaskakujący sposób mocno interesuje się przyrodą, co widać chociażby po ofercie księgarskiej i różnych tematycznych blogach.

Nawet w mieście na trawniku znajdzie się coś do zjedzenia. Potrzebne jest tylko mentalne przewartościowanie. Przeciętny konsument jak czegoś potrzebuje, to idzie do sklepu i tam szuka na półkach. Ale można na świat spojrzeć inaczej – jeśli czegoś potrzebuję to mogę sobie to zrobić lub… znaleźć.

Pałka wodna. Fot. Stanisław Czachorowski

Czy zbieranie ziół (zwanych pospolicie zielskiem lub chwastami) nie zagraża dzikiej przyrodzie? Czy nie wytępimy rzadkich gatunków? Raczej nie, bo wszystkie poradniki jakie widziałem, zwracają uwagę na gatunki chronione i ochronę bioróżnorodności. Ponadto jeśli szerokie kręgi społeczne dostrzegą otaczającą nas przyrodę jako bogactwo, z którego można w różnorodny sposób korzystać (nie tylko estetycznie i gastronomicznie), wtedy zamiast eksploatacji i tępienia chwastów powszechniejsza będzie postawa racjonalnego zarządzania różnorodnością biologiczną. Będzie także powszechniejsza wiedza na temat przyrody wokół nas. Zarówno w postaci umiejętności rozpoznawania (i nazywania) konkretnych gatunków grzybów, roślin i zwierząt, jak i głębszej wiedzy o tych gatunkach. O ich biologii, ekologii, zagrożeniach, stanie populacji jak i aktywnych metodach ochrony. Może wtedy miejskie trawniki staną się bardziej ukwiecone? I nie będą tak często koszone do gołej ziemi.

Krwawnik. Fot. Stanisław Czachorowski

Zatem zapraszam do wakacyjnej i kulinarnej przygody z chwastami. Nie trzeba jechać daleko. Wystarczy wyjść z domu i się rozejrzeć.  I cieszyć się widokiem, robić zdjęcia, malować, doczytywać, dopytywać. A wtedy to co z pozoru zwykłe pokażę swą głębię dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Znajomi opowiadać będą o wycieczce do Egiptu i o tym, co jedli w hotelowej restauracji (a więc to samo co w globalnej wiosce), a my możemy opowiedzieć o liściach babki lancetowatej w cieście, o dodatkach do pieczeni z krwawnika i bylicy pospolitej, a przy okazji opowiedzieć o Achillesie i maści do latania. Niesamowite? Pewnie, że tak. Co ma wspólnego krwawnik z Achillesem a bylica z maścią do latania czarownic? Zacznijmy przyrodę od poszukiwania odpowiedzi na te zagadki!

 Stanisław Czachorowski

(łw)

Więcej w Z kłobukowej dziupli, Stanisław Czachorowski
Ciołek w olsztyńskiej kwiaciarni

Ciołek, to określenie raczej pejoratywne, oznaczające fajtłapę, kogoś nierozgarniętego. Pierwotnie odnosiło się do cielaka czyli młodego osobnika bydła domowego (roczny byczek). Ale ciołek to także nazwa...

Zamknij
/RadioOlsztyn
RadioOlsztynTV